• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
[7 kwietnia] "Bardzo wąskie alejki"

[7 kwietnia] "Bardzo wąskie alejki"
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#11
29.04.2023, 13:20  ✶  

Zgrywanie twardziela nie miało żadnego logicznego sensu. Kiedy udajesz, że jest dobrze, to nikt nie może ci pomóc. Chyba że nie bardzo chciał pomóc ktokolwiek. Wtrącanie innych w swoje życie było właśnie takie - prezentowanie im ciemności, która otwierała swoje ramiona i zapraszała do przytulaska. Tak, nie miał samego siebie za dobrą osobę. To był fakt. Było bardzo, bardzo dużo przyjemności, satysfakcji w tym, kiedy czyjeś życie położone było w twoich rękach. Upodabniał się do ojca? Jak najbardziej. Może kiedyś będzie taki jak on, a może nigdy nie dotrze do tego punktu. Na pewno z biegiem lat nie było lepiej. Potem były chwile takie jak te, w których użalał się nad samym sobą i nad tym, jakie przejebane było to życie i jaki to nie był biedny, jakby rzeczywiście miał do tego prawo. Morderca. Osoba, która odebrała tyle żyć, winnych i niewinnych, powinna dostać to, na co zasłużyła - ból, cierpienie i żal za swoje grzechy. Czasem nadal go to łapało. Melancholijne wspomnienie sumienia, które bezemocjonalnym głosem mówiło w jego głowie, że jest zły, bo robi złe rzeczy. Tylko co komu po tym głosie, kiedy emocje milczały?

Tymczasem patrzył na twarz anioła. Zaniepokojonego, nachylającego się nad nim anioła. Pytającego, czy mu nie pomóc. Aurorkę, która swoimi czynami niosła pomoc ludziom. Którą ludzie mieli za wyniosłą, z kijem w dupsku biurokratkę, a tymczasem... prawda była zupełnie inna. Oboje ukrywali się za swoimi fasadami z tą różnicą, że ona swojej nie tworzyła celowo. Nawet była zdziwiona, że ludzie wokół ją tak odbierali. I szkoda mu było, och jak bardzo szkoda. I cieszył się, że ktoś taki przed nim się pojawił, pochylił nad taką mizerną istotą, jaką był. I żałował, że nie odpychał jej mocniej. I dziękował, że tu była. Skoro mieli być ze sobą złączeni to czemu miałby dalej z tym walczyć zamiast cieszyć się tymi okruchami dobroci, które bezbożnie mógł zagarnąć w swoje dłonie?

- Heh... nie wiem. Zawsze tak było. - Miał słaby głos, bo gardło ściśnięte bólem. Słuchał jej. Dom kupiony... tak po prostu. W razie czego, bo... chciałby mieć swój dom. Mieszkać z dala od tamtego miejsca. Wynieść się na drugi koniec świata, zerwać kontakt z rodziną. Zapomnieć. Kupić sobie mieszkanie albo i 10. Chciałby. I nie mógł. - Masz coś... przeciwbólowego? W dużych ilościach? - Nawet jak odetniesz wampirowi rękę to odrośnie. Niestety nie zmieniało to wcale progu bólu. Klątwa zapomniała tego dodać w gratisie. Złapał poduszkę i zawinął wokół niej ręce, wciskając w nią twarz. - Dzięki. - Wymruczał. - Jak to dobrze, że mnie znalazłaś...



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#12
29.04.2023, 21:06  ✶  

To nie był spokojny świat, ani spokojne życie. Gdyby tak było – nie byłoby takiego zawodu jak auror, który naraża swoje życie, by polować na niebezpiecznych czarnoksiężników… Życie i śmierć, ten krąg był ze sobą spleciony, zresztą wystarczyło spojrzeć na Sauriela: był (hehe) żywym dowodem, że można żyć po śmierci. Ale jakim kosztem? Kosztem sumienia, kosztem… człowieczeństwa? Choć tak pomiędzy bogiem a prawdą, nie trzeba było być wampirem, by się go pozbawić. Victoria też była typem osoby, który jeśli sytuacja tego będzie wymagać – nie zawaha się i skrzywdzi drugą stronę; czy to w obronie własnej, czy bliskich… tych zaś wielu nie miała. Może więc dlatego, pomimo sporej ilości alkoholu kręcącej się w żyłach, nie zamierzała zostawić Sauriela samego sobie?

– Zawsze czyli jak? – nie do końca go zrozumiała. Czy to ze względu na alkohol, czy jego niezrozumiałe gadanie… Lestrange starała się wytrzeźwieć jak najszybciej, ale niestety to nigdy nie działało na życzenie. Naprawdę powinnam wynaleźć coś na kaca – miała taką myśl po kacu tysiąclecia jakieś dziewięć lat temu, ale ciągle nie było okazji… Teraz znowu pomyślała, że powinna. Bardzo powinna się temu oddać w wolnej chwili. Adrenalina ze spotkania Rookwooda w zaułku jednak zrobiła swoje i myślała… w miarę trzeźwo. W miarę.

– Przeciwbólowego… - powiedziała do siebie w zamyśleniu. Rzadko tu bywała, miała też mało rzeczy, ale takie najpotrzebniejsze ze sobą przyniosła, skoro mieszkanie miało być punktem awaryjnym (i ewidentnie nim było). W pierwszej kolejności sięgnęła jednak po swoją torebkę, przeszukując jej zawartość. Nosiła ze sobą jedną fiolkę eliksiru do uśmierzenia bólu tak na wszelki wypadek, jak to baba targając ze sobą tonę rzeczy bo „a może się przyda”. Wyciągnęła ją więc i podsunęła wampirowi. – Mam to, pomóc ci? Poszukam jeszcze, może mam tu coś więcej – przy czym pytanie „pomóc ci” miało być po to, by dowiedzieć się, czy mu pomóc ten eliksir podać, bo był w takim stanie, że Victoria wcale nie była pewna, czy Sauriel jest w stanie sam to wypić i na przykład… nie upuścić fiolki. – Albo wytrzymasz jeszcze? To poszukam, czy mam tego więcej i weźmiesz na raz… - wstała i rozejrzała się bez sensu po salonie, próbując jakoś uporządkować myśli. – Ja też się z tego cieszę. Wolę nie myśleć co by było jakbyś tam został dłużej... - westchnęła. - Dobra, poczekaj, zaraz wróce. Jak co to… krzycz? Albo… nie wiem. Zaraz wrócę! – i szybko wyszła z pokoju. Sauriel mógł usłyszeć jej ciche, bo bose, kroki na schodach i chwilę później gdzieś nad nim, gdzie Victoria otwierała szuflady i szafki, tak to przynajmniej brzmiało.

Zaklęła pod nosem, kiedy wyciągnęła z szuflady dwa eliksiry przeciwbólowe – to nie było dużo, ale było coś. Znalazła tez jeden eliksir wiggenowy i zaraz zbiegła po schodach, o mało nie łamiąc sobie nóg, kiedy się potknęła (znacie to uczucie, kiedy myślisz, ze masz pod nogami stałe podłoże, ale źle spojrzysz i wyliczysz, a tu nagle stopień…). Nie, zdecydowanie nie była jeszcze trzeźwa. Teraz jednak serce mocno jej biło, kiedy tak podskoczyło jej do gardła, a chwilę później znalazła się przy Saurielu.

– Mam jeszcze to… Dwa dodatkowe na ból. I wiggenowy na rany. Możesz to w ogóle brać? – oto była jej znajomość wampirów. Wiedziała sporo, bo od lutego, od kiedy wiedziała, że jej chłop to wampir, to naprawdę poczytała o nich kilka książek, by wiedzieć to i owo i się nie zdziwić bez sensu, ale to nie było wszystko. A Victoria naprawdę nie chciała mu zaszkodzić.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#13
30.04.2023, 18:40  ✶  

- Jestem wampirem. Myślisz, że ktoś się przejmuje moim stanem zdrowia? - Uśmiechnął się przez tę krzywiznę bólu, która jego twarzą i mimiką głównie rządziła w tych momentach. Wymagało to oderwania twarzy od poduszki. Czuł od niej alkohol, ale jeszcze nie ten, który wietrzał i śmierdział paskudnie. Albo może nie wypiła aż tak dużo. Gdyby mu o tym piciu nie powiedziała to nawet by się nie domyślił po jej zachowaniu czy słowach. Nie plątał jej się język, nie wyglądała, jakby miała jakiekolwiek problemy z błędnikiem. - "Jego leczyć nie trzeba. Samo się zagoi." - Z bólem można było walczyć, albo można było go zaakceptować. Przyswoić. Nie dało się do bólu przyzwyczaić, bo nigdy nie był taki sam, bo dla organizmu był znakiem, że coś jest nie tak. Albo że wszystko jest nie tak. Natomiast można było się go nauczyć akceptować. Nie próbować go wyprzeć. Wtedy bolało trochę mniej. Działało przynajmniej w jego przypadku. Nie zwykł wymieniać się z innymi doświadczeniami, jak ból wpływa na innych, więc ciężko było mu powiedzieć, jak to się miało do innych osób.

Zmusił się do podniesienia, kiedy wyciągnęła fiolkę z torebki. Już był całkowicie trzeźwy. Cokolwiek to było, co całkowicie nim zakręciło i odcięło dopływ normalnych myśli i normalnego postrzegania rzeczywistości spłynęło w końcu z jego piór, jak krople wody spływają po kaczych piórach. Nawoskowanych, pięknych, barwnych. Te jego były zdecydowanie czarne. I niestety do narkotyków nie były tak dobrze przystosowane jak kacze pióra. Kiwnął dłonią dając jej znak, żeby mu tę fiolkę dała. No przecież Sauriel-Samosia sobie poradzi! W czym tu pomagać, przecież on wszystko sam, sam, sam! Nie pomyślał nawet o tym, że w takim stanie rzeczywiście mogło być ciężko z utrzymaniem drobnego naczynka, kiedy dłonie ci tak drżały. Odetchnął tylko, albo raczej wydał z siebie dźwięk podobny do odetchnięcia. Bez powietrza w płucach ciężko było o klasyczną wersję tego, co prezentowało znużenie bądź irytację. Znużenie w tym wypadku. Bo nie był zirytowany, że kobieta chciała szukać czegoś więcej, albo czegoś lepszego. Czarnowłosy wlałby w siebie wszystko w tym momencie.

- Mogę. - Potwierdził. Nie miał pojęcia czy wszystko działało na wampiry tak samo, ale akurat eliksir wiggenowy był czymś, co było w zasięgu rąk do kupienia. Więc już miał okazję go wypróbować. I choć wiedział, że te eliksiry nie były w stanie zwilżyć jego suchego gardła to miał teraz nadzieję, że magicznie przyniosą ulgę nie tylko na ból. - Dobrze, już... usiądź. Nie panikuj. Przecież nie umrę. - Czy ona się prawie na tych schodach zabiła kiedy tak biegała w tę i nazad? Wziął od niej mikstury i łyknął je jedna po drugiej. Nie były dobre, ale nie musiały być. Żeby dobrze leczyło to musi być niedobre, czy jak to powiedzenie leciało. Zrobił to w miarę kontrolowanie. Ręce mu drżały ale nie dygotały aż tak, żeby nie utrzymał fiolek. - Zaraz... będzie lepiej. Spokojnie. - Mówił to i znów się pod nosem uśmiechnął. To było miłe. Tak miłe, że nawet ta wzbierająca w nim żałość ustąpiła, zastąpione miejsce czymś lepszym, spokojniejszym. Victoria mogła przypominać noc, ale niosła ze sobą światło dnia.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#14
30.04.2023, 21:01  ✶  

Na końcu języka miała słowa, że przecież ona się przejmuje, ale tego nie powiedziała, po prostu patrząc uważnie na Sauriela. Ostatecznie słowa mogły tracić na znaczeniu, ważniejsze w tym wypadku były czyny, które mówiły same za siebie: że nawet po tych kilku drinkach Victoria niemalże stawała na rzęsach, żeby mu jakoś pomóc. Lubiła sobie czasem wypić, ale nie do stanu, w którym przestawała nad sobą panować, jeden raz jej wystarczy pewnie na całe życie, więc choć wypiła na tyle, by poczuć alkohol, to nie tyle, żeby być całkiem bezużyteczna, albo żeby rano obudzić się z kacem – tak moralnym jak i tym najzwyklejszym. Czuła za to pewną lekkość, przez co nie do końca była pewna wszystkich swoich ruchów.

– Rany na żywych też się same goją, a i tak latają do uzdrowicieli. Złamania też się same zrastają, a nikt normalny na to nie czeka – odpowiedziała za to, nie przyjmując do wiadomości takiej rzeczywistości, w której należy wampira zostawić samemu sobie, bo i tak się samo zagoi. Znaczy przyjmowała, że tak jest, akceptowała to, tylko się z tym nie zgadzała. Po prostu nie zamierzała go traktować inaczej, ani zostawić samemu sobie, bo był wampirem, raz umarł, więc jakaś rana mu nie zaszkodzi. Bolało – to jej kiedyś już powiedział. Że może i się goił lepiej niż żywy człowiek, ale ból nadal istniał. A Victoria wcale nie chciała, żeby go bolało, albo żeby bolało go długo.

Wręczyła mu tę fiolkę, ale przyglądała mu się, na te jego drżące dłonie, czy ta mu zaraz nie wyleci – nie wyleciała. I kiedy wróciła z trzema następnymi, gotowa go była asekurować, nawet będąc po alkoholu (całe szczęście była zdolna czarować… znaczy i bez tego była, przecież Brenna po pijaku sama nie wlazła na wysoką, znajdującą się nad klasą belkę w Hogwarcie…), dlatego trzymała swoją różdżkę w pogotowiu. Nie była tylko pewna szybkości swojej reakcji. Natomiast usiadła, tak jak ją Sauriel poprosił, póki co obok niego, bo chciała w razie czego móc mu pomóc.

- Jak mam nie panikować – może i nie umrze, to fakt, ale i tak się bała. Nie jego, a o niego, bo widziała go w tak opłakanym stanie tam w tej alejce… Wyglądał już co prawda lepiej – no może nie wyglądał, ale na pewno brzmiał lepiej, a już na pewno bardziej składnie, niż wcześniej, kiedy ledwo co w ogóle mówił. Chciał jednak od niej niemożliwego: nie panikowania. – Martwię się, to chyba normalne, że panikuję – odpowiedziała, jednak nie była urażona. Wyciągnęła za to do niego ręce po puste fiolki po eliksirach, które chciała odłożyć na bok.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#15
02.05.2023, 15:29  ✶  

Nie musiała mówić, że się przejmuje. Widział to. Miał to przed sobą na wyciągnięcie dłoni, a i tak ciężko było mu w to uwierzyć. Coś, co przed sobą widzisz, jest jak sen - nierealne. Możesz zacisnąć na tym dłonie, dotknąć, wybadać. Zmysł wzroku mówił jedno, serce? To niemożliwe. Czarnowłosy nie był głupi i nie był tak uparty, żeby zaprzeczać temu, czego doświadcza. Nie było mu to w końcu całkowicie obce. Anna również się martwiła. Kiedyś bardziej śmiało niż dziś, ale rozumiał to uczucie tańczące w cudzym sercu, które przelewało się poezją do oczu, czynów, gestów. Fakt, były takie momenty, w których słowa były zbędne. Były nawet takie, gdzie słowa mogły to ulotne wrażenie złożone z gestów całkowicie zepsuć. Wprowadzić małe zwątpienie w głowie, bo słyszeć "martwię się" Sauriel słyszał wiele razy. I większość z tego nie była szczera, przynajmniej w jego mniemaniu. Nie zwykł wierzyć w cudzą dobroć. A na pewno nie tę, która wpychana była w twarz niby to oczywistość.

Wzruszyłby ramionami, a nawet chciał nimi wzruszyć, ale jeden drobny ruch ku temu gestowi i już się skrzywił, już barki opuścił. Nie rozluźnił ich jednak. Nie potrafił się rozluźnić. Mogła tu być Victoria, mógł to być jej dom, ale do rozluźnienia mu było bardzo daleko. Głównie z dwóch przyczyn - z bólu jak i z instynktu, który teraz się prężył i mruczał o tym, że nie da o sobie zapomnieć. I że jest głodny po tych perypetiach. Na ludziach nie wszystko samo się goi. A już na pewno nie tak, że nie zostaje po tym ślad. Dlatego potrzeba lekarzy. Na wampirze wszystko zagoi się bez potrzeby ingerencji i bez stresu czy strachu, że zlaiczony zostanie dramatyczny zgon.

- Phaha... haa... - Przytrzymał znowu rękę na poziomie brzucha. Śmiech to też nie był dobry pomysł na teraz. A był to całkiem wesoły śmiech. Z jej siadnięcia, z jej wymagania niemożliwego i z jej "martwię się, to chyba normalne". - Słodka jesteś. - Położył się ostrożnie z powrotem. W tej pozycji było lepiej, o wiele wygodniej, gdy mięśnie i skóra się nie napinały. - Już, zaraz... nic mi nie będzie. Przejdzie. - Wyszeptał, przymykając oczy. Czekając, aż eliksiry zaczną działać. - Nie biorę żadnych używek. - Odezwał się po długiej chwili ciszy ze swojej strony już spokojniejszym głosem. Eliksiry robiły swoje. - Wśród moich licznych wad nie ma już odurzania się jakimś gównem. - Już. Bo było.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#16
02.05.2023, 21:11  ✶  

Bardzo to wątpliwe, by miała tak pomagać każdemu. Na pewno byle kogo nie zbierałaby z podłoża zaułka, nie obejmowałaby i nie prowadziła do swojego zupełnie nieurządzonego i bardzo pustego mieszkania. Wezwałaby pomoc, poczekałaby – tak. Ale z Saurielem to było co innego i inaczej, ale też ich relacja była zupełnie inna niż wszystkie inne. Bo przecież w jednej chwili nie ma się wielu narzeczonych, tylko tego jednego… Victoria nie mówiła mu tego, bo było na to stanowczo za wcześnie, ale miała takie ciche, może nierealne marzenie, by w swojej rodzinie doświadczyć tego ciepła, którego brakowało w jej domu. I oddać go też drugiej osobie o ile to w ogóle możliwe. Głupie marzenie, biorąc pod uwagę świat, w jakim przyszło im żyć, ale było, właśnie takie. I teraz dość nieświadomie, bo zupełnie o tym nie myślała, właśnie oddawała część tego ciepła, zamartwiając się i troszcząc o wampira, który może i nie był umierający, ale był też w dość kiepskim stanie.

Znowu rozszerzyła oczy, kiedy Sauriel tak się zaśmiał i w efekcie mocniej ścisnął brzuch na wysokości tych poszarpanych ubrań, tam gdzie miał tę ranę.

– Co, ja? – nie było tu nikogo innego, więc tak, właśnie ona. Ale nie przywykła do tego, by ktokolwiek ją tak nazywał, słodką. Chłodną, zdystansowaną – owszem. Ale nie słodką. Wręcz sądziła, że nie ma w niej niczego słodkiego. Nie w tych bardzo schludnych, skrojonych na nią sukienkach i marynarkach, które nosiła, a nawet teraz, w tej bardzo krótkiej czarnej sukience i ciemnych, na wpół przezroczystych pończochach – nie było w tym słodkości, co najwyżej ostrość. Nie było nic słodkiego w na ciemno pomalowanych oczach, ani w tym jak makijażem starała się zamaskować cienie pod oczami. Ani w jej uważnych ruchach, kiedy tak próbowała dwa razy mocniej kontrolować każde zgięcie i wyprostowanie palca, bo toksyna zwana alkoholem krążyła gdzieś po jej żyłach.

Wstała, kiedy Sauriel powolutku spróbował się położyć, by zrobić mu miejsce. Puste fiolki wylądowały na niewielkim, okrągłym stoliku znajdującym się pomiędzy kanapą a dużym fotelem (ciągle przykrytym jakąś płachtą materiału), tuz obok pudełeczka z biżuterią Sauriela. Zastanawiała się, czy nie pomóc mu się położyć, ale poradził sobie sam.

– Mogę ci jakoś pomóc? Zobaczyć tę ranę? Albo ci naprawić te ciuchy? – żaden był z niej medyk, ale chciała się upewnić, że na przykład nie wystaje mu z rany jakiś przedmiot, który Sauriel w bólu i zamroczeniu po prostu przeoczył. To by dopiero było… Ciuchy rzecz jasna chciała mu naprawić zaklęciem, przecież nie będzie mu tego szyła sama. Obserwowała go jednak. Chciała nawet przycupnąć obok niego… Pogładzić go uspokajająco po włosach… Ale trochę nie mogła się zdecydować co zrobić, kiedy Sauriel się odezwał. – Och… okej – powiedziała ostrożnie, pomału łącząc w głowie to co widziała i wiedziała z tym, co jej właśnie powiedział. – No to… co to było? Sam mówiłeś, że jesteś naćpany… - i przecież to widziała. Ale sądziła, że pogadają o tym kiedy ona wytrzeźwieje a on już będzie miał siłę. Czyli pewnie rano? Albo… kiedyś tam. – A odurzałeś się? – ona, jak na pannę z dobrego domu, tak zdystansowaną do wszystkiego i wyglądającą na służbistkę, jakoś nie miała ciągot do takiego syfu. Zresztą, nie lubiła jeśli coś, lub ktoś, mieszało jej w głowie (heh, a alkohol?), nie lubiła tracić kontroli nad sobą i swoim życiem (a kontrola rodziny?), więc narkotyki nie wchodziły w grę, kropka.

– Przyniosę ci lepszą poduszkę – powiedziała też po chwili, patrząc krytycznie na tę, którą mu zrobiła. Zresztą to był też pretekst do tego, żeby i dla siebie też coś skombinować, przecież nie zostawi go tutaj samego, za bardzo się o niego bała. Tym razem już jednak nie biegła, nawet się stąd nie ruszyła, po prostu przywołała poduszki i koc magią. Koc rzecz jasna był dla niej, tak jak jedna z poduszek. Drugą chciała dać Saurielowi, jakoś mu się pomóc umościć. Ta była większa, może wolałby ją przyciskać sobie do brzucha zamiast tej, którą mu zrobiła? Może którąś z nich wolał mieć pod głową?

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#17
04.05.2023, 15:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.05.2023, 15:49 przez Sauriel Rookwood.)  

Marzenia nie były głupie, choć ludzie często je tak określali, kiedy je w końcu wyśnili. Bujali w obłokach licząc na to, że tam będzie lepiej niż tutaj. Dlatego Sauriel tak lubił alkohol. Dlatego kiedyś odcinał się od świata szukając pocieszenia w tych innych, istniejących tylko w jego głowie, a do którego mogły go zanieść tylko różnego rodzaju eliksiry, których spożywanie nie było dobre dla zdrowia. Dla umysłu też nie. Człowiek wpadał w uzależnienie, z którego ciężko się było wyciągnąć. Ale nie były głupie. Marzenia, zwłaszcza te zdrowe, pozwalały trwać i iść dalej. Pozwalały na to, żeby człowiek widział nadzieję tam, gdzie wszystko inne już zgasło. Były płomieniem świecy, która czasem mogła wątpliwie migotać w dłoni, a czasem hulała przy mocniejszym wietrze. I gasnąć nie chciała. Sauriel tego również na głos nie mówił, że Victoria zapaliła dla niego ten dogasający knot świeczki, którą trzymał. I że on też miał swoje marzenie - że ktoś wyciągnie swoje dłonie do tej świecy i zakryje płomyk, żeby nie zgasł w jego własnych, drżących rękach.

- A co, ja? - Najlepszym przykładem na to, że już było lepiej, był fakt, że Sauriel zaczął nawracać się na swoje pyskówki i cynizm. Po człowieku (i wampirze) najlepiej rozpoznać powrót do normy, kiedy i wracało poczucie humoru. Lecz tak, no nikogo innego tu nie było. A podobno nie istniały głupie pytania i były tylko głupie odpowiedzi... nic bardziej mylnego.

- Zobaczyć ranę? Świntuszku... jak chcesz mnie pooglądać nagiego wystarczy poprosić.- Uśmiechnął się jednym kącikiem ust, patrząc na jej ruchy, na to jak ustawiała wszystko na stoliku, odpowiadając na jej spojrzenia. I było mu ciepło. Było mu miło i przyjemnie. - Aaa... ja biedny... ojejej jej ała, ale boli. - Zrobił to nieco przerysowanie, tak jak dramatyczny gest ułożenia jednej dłoni na czole, kiedy już jego podusia była pod jego głową. Leżał na boku, żeby ją widzieć. - Będę częściej przyjmował nóż na klatę, żebyś wokół mnie tak skakała. - A najgorsze było to, że mówił przy tym całkiem poważnie. Dla takiego miłego poczucia, że ktoś o ciebie tak dba i tak się o ciebie boi mógł zrobić dużo głupich rzeczy! To znaczy okej, no żartował, nie był [aż takim] masochistą. Ale byłby do tego zdolny. - Możesz mi naprawić fatałaszki. Czuję, że śmierdzę. - Miał wrażenie, że nadal czuje ten dziwny, mdły zapach z tamtej alejki. A poza tym to smród ulicy. - Nie wiem... zmogło mnie nagle. Chyba ktoś mnie nie lubi bardzo. Szok. - Znowu się uśmiechnął. - Mmm, trochę za dzieciaka, dużo jak... nie pamiętam czy ci mówiłem, ale z wampirzym głodem to jest tak, że on nigdy nie mija. Zawsze jest. A na początku trudno to kontrolować. - A on chciał to kontrolować. Nie rzucać się do gardeł ludzi, żyć jakoś normalnie, normalnie funkcjonować. Ale to wcale nie było proste.

- Daj. - Wyciągnął łapki po drugą podusię jak takie dziecko, któremu mama przynosi bardzo cenny prezent. I przycisnął ją do siebie jak takiego misia, zamykając oczy z ulgą i zadowoleniem. - Odpocznę sobie trochę, dobra? Tylko trochę...



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#18
04.05.2023, 17:36  ✶  

- Nie jestem słodka – padło w odpowiedzi, dla niej było to oczywiste, dlatego tak się zdziwiła. Ale zanotowała, że Saurielowi chyba faktycznie było już lepiej, bo chociaż może jeszcze nie pyskował, ale zaczynał rzucać swoimi standardowymi zaczepkami.

Zmarszczyła brwi, odwróciwszy się do niego, kiedy rzucił ten swój kolejny tekst. Zupełnie w jej pytaniu i propozycji nie było drugiego dna, zresztą… Już o tym rozmawiali i Victoria przysięgłaby, że to była najdziwniejsza rozmowa jaką przeprowadziła w życiu, i to zdecydowanie nie był ani dobry, ani moment na tego typu propozycje!

- Chyba ci już lepiej, bo zaczynasz pyskować – mruknęła i pacnęła Sauriela bardzo delikatnie w ramię, kręcąc tylko głową na to przedstawienie jakie tutaj wyczyniał, leżąc bokiem na kanapie – ale jednak nie ruszał się zanadto, bo ruch wzbudzał w jego ciele ból, tyle było dla niej jasne. - Nie musisz przyjmować noża na klatę, jeśli chcesz mojej atencji to wystarczy poprosić – proszę, odpowiedziała mu pięknym za nadobne i nawet odrobinę się do niego uśmiechnęła, choć bardzo krótko. Jak chciał żeby mu ktoś nadskakiwał i się o niego pomartwił trochę, to wystarczyło tylko powiedzieć… Choć z tym drugim nie musiał nawet mówić, samo się działo, zwłaszcza, że Victoria już się zorientowała z jakim ziółkiem miała do czynienia, i widziała go przecież w akcji, jak wtedy w knajpie… Kiedy musieli udawać takich zakochanych, a przecież nie byli wcale. - No dobrze… To chwila – Lestrange sięgnęła po swoją różdżkę, wycelowała w Sauriela i najpierw zaklęciem naprawiła mu ubranie, a później… o tak, oczywiście, że mu je wyczyściła, inaczej nie byłaby sobą. Lubiła czystość, pewną schludność, chociaż styl Sauriela jej zupełnie nie przeszkadzał. Wręcz uważała, że bardzo mu z nim do twarzy. - Czyli nie pamiętasz? Nikt ci niczego nie podał? – przez moment myślała też o tym, że być może było to jakieś zaklęcie… Ale wiedziała, że po tym alkoholu nie wymyśli nić mądrego ani błyskotliwego. - Rozumiem… - albo zrozumie jak nad tym dłużej poduma, jednak sens słów Sauriela do niej docierał. Kiedy jesteś zamieniony w wampira, coś się kończy – i to jeszcze tak drastycznie… Że nic dziwnego, że sięgnął po używki.

- Jasne, śpij ile chcesz – nie zatargała go tu po to, żeby po tym jak poczuł się odrobinę lepiej kopniakiem wygonić go z domu. Nie. Niech sobie poleży, niech.. zaśnie, zahibernuje, czy cokolwiek on tam właściwie robił? Sama opadła na fotel z cichym westchnieniem, wtuliła się w oparcie i rzuciła na siebie koc. Chciała go popilnować, ale się nie łudziła i brała pod uwagę, że w którymś momencie może się sama zwinie w kłębek niczym kot, przytuli do swojej podusi, i zaśnie. Zaraz obok naćpanego, rannego i głodnego wampira. Czy było to mądre? Pewnie nie, ale Victoria już dawno powiedziała sobie, że nie ma zamiaru się go bać i że nie zamierza go unikać, bo coś tam – o tym zresztą też zdaje się rozmawiali, o tym, że Victoria zdawała sobie sprawę że prędzej czy później pewnie skończy się to tak, że będzie chciał jej krwi. I cóż? No i nic, taką miał naturę i nie było w tym niczego złego.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#19
05.05.2023, 09:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.05.2023, 09:19 przez Sauriel Rookwood.)  

- Skąd wiesz? - Zaczepił ją jeszcze troszeczkę. Odpowiedź na to pytanie była oczywista. Mieli rozmowę co do tego, jak ona była odbierana, jak się prezentowała. Dla niego teraz była słodka. I teraz, myśląc o tej słodyczy, ścisnęło mu się gardło, ledwo powstrzymał się przed oblizaniem warg. Bo już je rozchylił, jakby chciał coś powiedzieć, ale zaraz je zamknął. I tylko przez ten moment jego wzrok się wyostrzył, kiedy spoglądał na Victorię i chociaż widział ją  to dostrzegał też jej krew. I to było ponure. Słodycz, słodycz, a słodycz ta wcale nie była poszukiwana tylko w słowie i geście. Szkoda - pomyślał. Lecz minęły czasy, w których czułby się przez to źle. Przez to, jak mocno go krew do siebie przywoływała.

Poprosić o atencję... hah... Brzmiało tak łatwo. I było łatwe. W jego wykonaniu na pewno było bardzo łatwe. Potrafił być atencyjny, jeszcze jak! Przynajmniej tak teraz rozumował, bo jego własne zachowanie, gesty i czyny trochę mu się teraz rozjeżdżały w jego własnej opinii i osądzie co do tego, czy faktycznie zabieganie o tę atencję było wpisane teraz w jego życie. Chyba określiłby to wszystko raczej mianem niemego krzyku niż atencyjnością. Wziął sobie jej słowa jednak do serca i potraktował ją poważnie w jej stwierdzeniu, że wystarczy słowo. Zamierzał to zapamiętać. Odpowiedzią z jego strony było tylko jego spojrzenie, aż dziwnie poważne przez moment. Dziwnie, bo przecież Sauriel do większości rzeczy starał się podchodzić z machnięciem ręki, na wyjebaniu i nie przejmując się przesadnie. Słowo "starał" to też słowo-klucz, bo wiadomym było wszystkim, kto się z nim zadawał, że chimeryczność jego nastroi ulegała zmianie błyskawicznie i od wkurwa przechodził znowu do śmieszków przez pstryknięcie palców. Co też świadczyło o tym, że "nie przejmowanie się" jednak nie było wpisane w pełni w jego system. Nie tak w pełni, jakby on sam sobie tego życzył. Choć na pewno było z tym o wiele "lepiej" niż kiedyś. Bo faktycznie mógł na większość rzeczy machnąć ręką.

- Może mi czegoś dolali do whisky. Nie wiem. Ale nogi mi się zaczęły uginać dopiero od jakiegoś dziwnego zapachu. Potem odleciałem i mnie dopadli. - Czy Sauriel się tym przejmował? Nie. Właściwie to nie. Noc jak noc, czasem wygrywasz, czasem przegrywasz. Czy jednak zamierzał to tak zostawić. Ależ oczywiście, że również odpowiedź brzmi: nie! Zamierzał zrobić z tymi skurwysynami, którzy go tak urządzili, porządek. Na razie jednak nie miał siły się wkurwiać czy nad tym zastanawiać.

Zasnął. Natychmiastowo, kiedy tylko sobie na to pozwolił.


Koniec sesji


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (4607), Victoria Lestrange (4403)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa