Cień osoby, którą uważał za tchórza, przysłaniał mu ostatni czas. Dłuższy czas. Szukał go - zajęło mu to dużo czasu. Kiedy go znalazł, został pokonany własną słabością. Bo jak to inaczej nazwać? A mądrzy tego świata mówili: agresji nie zwalczaj agresją... tylko że oni byli mądrzy. A Sauriel... Sauriel co najwyżej był inteligentny. Do mądrości brakowało mu chociażby dojrzałości. Bo z jednej strony dojrzał za szybko, z drugiej - chciał nadrabiać straty. Każdy mądry by powiedział, że nadrabianie tych strat w takim momencie życia nie było najlepszym pomysłem.
Rozszedł się z Victorią i zajął rzeczami, którymi musiał się zająć. Mimo tego, że miał ochotę rzucić wszystko, ale to wszystko w pizdu i szukać dalej. Chuj, był już tam, ale może znalazłby nowych ludzi, z kogoś by w końcu coś wydusił. Srać już nawet na renomę. Musiał mieć pewność, a to była paranoja, że nikt go nie wsadzi za kratki z powodu jakiegoś zjeba. Tak, tchórza. I nie nazywał go tak dlatego, że go znał. Nie znał go. Miał o typie tylko pojęcie rzeczowe - to, czego się zdążył dowiedzieć, kiedy go poszukiwał. To nie była rozległa wiedza i nie było mu potrzebne wiedzieć, czy lubi czipsy paprykowe czy jednak fromage. Uważał go za to za tchórza, bo nawet nie miał jaj, żeby normalnie podjąć konflikt. Tylko musiał użyć dragów. I nawet zaćpanego człowieka zaatakować z kolegami. W kupie siła. Nie dało się ukryć, że nie. I jednocześnie nie dało się ukryć, jakim szlamem tamten gość był. Jeśli Sauriel uważał się za rynsztok, to William był poziomem dna mułów.
Umówili się z Victorią o konkretnej godzinie, w konkretnym miejscu. Niedaleko po zmroku, bo najciemniej pod latarnią. Dwójka ludzi krzątających się po ulicy zwracała uwagę o wiele mniejszą niż dwójka ludzi chodzących w samym środku nocy. Co innego, kiedy ta dwójka zaczynała memrać jakieś czary... Ale first comes first. Niektóre na pewno dało się zrobić subtelnie? Na razie zamierzał Victorię, hm... oprowadzić. Pokazać jej teren, gdzie tamci działali. Może rzeczywiście zobaczy coś, czego on nie widział. Był trochę sceptyczny, ale nie dlatego, że wątpił, żeby Victoria była pod tym względem bardziej zdolna. Wątpił, że to dobry pomysł. Było dużo obaw, dużo niepewnych, a jak już zostało powiedziane, że w ogóle eliksir działa NA GODZINĘ... Ygh. Ale trudno. Przynajmniej na ten moment musiało to w zupełności wystarczyć.
Spotkali się więc o wyznaczonym czasie w tym samym miejscu, co wczorajszej nocy - dla ułatwienia. Tym razem Sauriel się nawet przywitał, zanim ruszyli wgłąb Nocturnu.
- Właściwie... tamto wspomnienie od babki - gdzie cię zaprowadziło? - To, że robiła interesy na Nokturnie nie dziwiło już tak bardzo. Sporo czarodziei, zwłaszcza czystej krwi, miała tam jakieś zalążki, bo zachciewało się czegoś, czego normalnymi i legalnymi sposobami nie mogli dostać. Wtedy próbowało się wszystkiego. Albo po prostu nie dziwiło go to, bo sam kręcił się wokół osób, które akurat z takich usług korzystały. To drugie chyba bardziej.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.