Jego ręka zatrzymała się w zawahaniu na to, co mózg jej nakazał. Nagle dostała inne informacje. Jakby zwątpił w to, co robi. Poszedł po odrobię rozumu do tej głowy, po odrobinę człowieczeństwa w chorym akcie. Lecz nie. To nie było zawahanie, poczucie winy, rozum. To był moment, w którym on sam stracił nad sobą kontrolę, w którym jego ciało się nieco odprężyło. Kiedy nie był sobą i zniknęły chęci i niechęci, bo został zbudowany tylko do jednego zadania - puszczenia celu. Albo przynajmniej tak miało to wyglądać, bo niechęć do wykonania polecenia uderzyła wręcz z obrzydliwą niechęcią do jego wykonywania. Puścił. Puścił z niesmakiem, tym specyficznym skrzywieniem, które wykrzywiało paskudnie jego twarz, kiedy coś mu się nie spodobało.
Za jego plecami rozległ się ryk tak bolesny, tak okrutny, że nawet wampir odwrócił spojrzenie w tamtą stronę.
Płomienie objęły całą postać męską, który rzucił się na oślep do biegu, uderzył w ścianę i padł na ziemię. Zaczął się po niej turlać. Ogień lizał jego ubranie, ciało, spalił włosy, powodując okropny smród. Niesmak na twarzy Sauriela już powiększyć się nie mógł, ale w jego wnętrzu jak najbardziej. Ruszył różdżką. Nie po to, żeby ugasić mężczyznę, który próbował ugasić się sam tarzając po ziemi jak opętany (och, a jak inaczej nazwać kogoś ogarniętego ogniami piekielnymi), a żeby zlikwidować ten paskudny zapach w powietrzu. I żeby trochę pozbyć się tego okropnego kurzu. Zdechlakowi udało się dogasić i spazmatycznie drżąc leżał teraz na tej podłodze, starając się poruszyć różdżką i chyba coś wyczarować. Może ulgę dla samego siebie, może jakieś leczenie. Sauriel nie wiedział, ale dla pewności podszedł i tę różdżkę mu kopnął, patrząc na przypalone ciało z zainteresowaniem. Właściwie jeszcze człowieka, dla Sauriela jednak - ciało.
- Już? - Zapytał z lekkim zdziwieniem, rozglądając się wokół. Już. Nie było nikogo innego. Jeden jęczący drań nadal dychał. Zresztą ten, którego pozbawił krwi też. Znaczy - chyba też. Bo może się już wykrwawił. Otarł ręką podbródek, czując zlepioną krew na twarzy i potrząsnął głową, żeby strzepnąć pył, który mógł się znaleźć na czarnych włosach. Było go sporo. Na tyle, że jego ubranie i włosy zmieniły barwę na nieco bardziej siwą. Nie wołał Victorii tylko dlatego, że widział ją teraz - stojącą i chyba całą? - Wszystko okej? - Nie wyglądała, jakby cokolwiek jej dolegało, ale nigdy nie wiadomo. Zaklęcia mogły różnie działać, dlatego teraz, jak się doprowadzał do porządku, patrzył na nią, starając się też, jakby to ująć, ostygnąć z tego wszystkiego. Żeby zeszły z niego emocje, które właściwie dopiero co się zaczęły rodzić. Jak zaczęły to były tak samo szybkie i łapczywe jak ten ogień, który puściła Victoria na nieznajomego.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.