• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6
[7.06.1972] Burzowe chmury

[7.06.1972] Burzowe chmury
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#11
07.08.2023, 12:25  ✶  

Sauriel stanął teraz w większej ostrożności do wypowiadanych słów. Bo na niektóre rzeczy trzeba uważać. Patrzył na Victorię i nie miał pojęcia, co ona o tym myśli, co czuje względem tego. Voldemort był kimś, kto skrzywdził Victorię i kto przetoczył się przez Beltane jak jedna z tych burzowych chmur, których błyskawice sięgają samej ziemi. Niszczyły. Podpalały. Zabijały. Ci szczęśliwcy, którzy umknęli śmierci, prawdopodobnie nigdy nie wrócą tacy sami do domu. To się odnosiło tak do Zimnych, jak i do każdego, kto tamto miejsce opuścił. Ale Voldemort był też kimś, kto aktualnie nadawał kierunek i sens istnienia Sauriela. Myślał o nim źle, nie to, że nagle myśli o nim dobrze, nie. Ciężar jego dokonań stał się po prostu mało istotny. Śmierć, jaką zadawał, stała się mało istotna. Był tarczą i pretekstem do tego, żeby czarnowłosy sam mógł robić rzeczy... rzeczy bardzo okrutne, które go cieszyły. Tak, jak człowieka powinien cieszyć wypad do lunaparku. Nie mógł chlapnąć więcej i nie mógł chlapnąć mniej. Zanikała granica między naturalnym zachowaniem a pewną koniecznością zachowań. Brała nagle wątpliwość, bo jeśli ja nie widzę to ile widzi ona? Nic? Ile się domyśla? Myśl nakręcała myśl. Nie panikował, nie spinał się tutaj, nie miał karuzeli wszystkich pytań. Zadał je samemu sobie. Tylko miał problem, żeby do tej sytuacji się dopasować.

- Ay... czaje... - Mruknął. Nie miał pojęcia, naprawdę, co się tam działo... ale to malutkie kłamstwo. Jakieś tam pojęcie miał. Na przykład to, że Voldemort chciał pobrać stamtąd moc. Chyba po to były im te dziwne kamyczki, które niektórzy rozrzucali? Albo to były przeszkadzajki? No tego już nie pamiętał. Szczegóły, powody - Sauriel o nie nie pytał, bo po co mu to było wiedzieć? Dostał swoje zadanie - pilnowania tyłów. Bo tych "lepszych" posłali do przodu. Takich lepszych, że Sauriel potem z powątpieniem się na nich gapił. Więc nie, nie czaił. Ale rozumiał, o co chodziło Victorii, kiedy teraz o tym mówiła. - Chyba... ma sens. - No, miało. Tylko nie bardzo wiedział, gdzie to udowadniać. Albo nie, wiedział - najlepiej u źródła! Ale tego Victorii nie zaproponuje, nawet gdyby miała zapas ogóreczków do podarowania Tomciowi.

- Chyba nazwa tu nie ma... jakiegoś super znaczenia. - Przez moment zważył słowa, odnosząc się do tego, że to nie klątwa i... wiedział, o co chodzi akurat. Uspokoiła się pod jego dotykiem, albo przynajmniej zły czar prysł, o czymkolwiek by nie pomyślała. Tego gest i jej zmiana były aż zanadto widoczne, żeby nawet taki debil jak on to zauważył.

- Heee? A nie wiem. Róże chwalą się pidżamami? - Zapytał... na trochę poważnie, a trochę rozbawiony, bo kurwa może kwiatki też się przebierały? No skąd miał wiedzieć? Niby nie widział, żeby jakiś tam tak robił, ale kto wie, co robią, kiedy się nie patrzył? Niespecjalnie się przyglądał, a bo to mało cudów było w tym czarodziejskim świecie? I rzucił komplement, bo tak mu się nasunęło. W Victorii jednak romantyczka ewidentnie nie drzemała!



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#12
07.08.2023, 14:14  ✶  
Prawda była taka, że sama nie wiedziała co myśleć i czuć. Bezpośrednim powodem, dla którego była w Limbo był Voldemort, bo widziała go… w wizji. I to uczucia chęci chronienia kobiety o włosach jak płomienie. Gdyby nie to… to by się pewnie obok ognisk nawet nie znalazła, nie tak blisko. A czy w ogóle wpadłaby na to, że to samo ognisko jest przejściem między światem żywych i umarłych? Raczej nie. Tam jedyne co mogła robić to poddać się wszystkiemu co się dzieje i próbować przeszkodzić Voldemortowi. A i tak miała poczucie, że zawiedli. Może błędne… ale tyle dobrego, że mogli stamtąd wyjść i opowiedzieć co się stało. Analizować wydarzenia, zbierać informacje. Wcześniej zgadzała się z częścią postulatów jakie głosil Voldemort. Nigdy nie zgadzała się natomiast z jego metodami. Teraz? Teraz już widziała, że to wszystko co gadał o wyższości czarodziejów czystej krwi nad innych to tylko takie gadanie, żeby mieć przychylność najbogatszych w tej społeczności – bo zaatakował sabat. Przelał czystą krew – nie tylko mugolską czy mugolaków. I zrobił to w najokropniejszy sposób jaki tylko się dało.
  Ale najwyraźniej czarodzieje za nim idący byli ślepi. Albo przejrzeli już na oczy i za bardzo się bali?
  Jeśli kamienie były dywersją to udaną, bo aurorzy się na nich skupili. Cholera, dwa z pięciu sama zgasiła. Ale czy one cokolwiek robiły? Na pewno raniły, jeden był źle położony i kogoś zranił.
  - Zakłócił święto Matki, to musiało mieć jakieś konsekwencje – może źle na to patrzyła, ale było to póki co jedyne sensowne wytłumaczenie, na jakie mogła wpaść. I może niepotrzebnie to dalej tłumaczyła, Sauriel powiedział przecież, że ma to jakiś tam sens. To nie tak, że Victoria miała teraz obsesję na punkcie Limbo i Voldemorta, ale 1 maja stało się tak dużo rzeczy, które miały wpływ na czarodziejski świat, że nie umiała tego zignorować. A przynajmniej było to dostrzegalne dla niej, jako osoby, która siedziała w samym oku cyklonu.
  - W szpitalu polowym poznałam medyczkę, która jest też klątwołamaczem, pracuje w Mungu – rozwinęła dalej myśl. - Wyglądała na kompetentą. Może skoro to ogólny problem a nie tylko związany ze mną, to będzie umiała pomoc? – rzuciła w zasadzie nie licząc na wiele, ale najwyraźniej doszło do tego, że robili tu jakaś maluteńką burzę muzgów.
  - Co? Nie – matko kochana, co on wymyślił znowu, nic tylko się za głowę złapać. W Victorii romantyczka była niewielka, wypierana była przez chłodną analizę, logikę i rozum, ale ten malutki skrawek jaki w niej był – to ten się właśnie zarumienił. - Chodziło mi o… zastanawiałam się... co cię naszło tak nagle – bo… no po prostu słyszała to od niego raptem… raz w ramach przeprosin, no to jak to niby zrozumieć, potem raz kiedy był sponiewierany po jakimś narkotyku, to może jednak bredził no i… teraz. - Dziękuję, to miłe, naprawdę – mogła się nie odzywać. Jeszcze trochę i zapadnie się że wstydu pod ziemię, i o, teraz ten rumieniec co tak nieśmiało się pojawił, powiększył się.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#13
07.08.2023, 22:44  ✶  

Zaczął na to inaczej spoglądać. Inaczej patrzeć. Na Czarnego Pana, na jego postulaty, na to, co głosił, o czym mówił głośno, a co przekazywało jego spojrzenie. Był zepsuty. Tak zniszczony czernią, że rzeczywiście - rozbuchane ego musiało go zmusić, żeby nazwać się właśnie tak a nie inaczej. LORD. Czarny Pan! Jak szumnie to brzmiało! Chyba sam wierzył w to, co robi i że robi to dla większej sprawy, bo szaleńcy już tak mają. Sauriel przynajmniej się nie oszukiwał i nie miał złudzeń, kiedy na niego patrzył. Na tak szalenie przystojną twarz, że niejedna kobieta pobiegłaby dla niego po kwiatki i wręczyła z błogim uśmiechem na twarzy. Zdziwiłaby się, gdyby zwiędły. Więc jedni w to wierzyli, innych przyciągało to samo, co stało się w posrany sposób wygodne dla niego samego - przemoc. Przy boku wpływowego człowieka, który przyciągnął do siebie bogatych i posiadających koneksje łatwo można było tuszować zbrodnie i robić je pod pozorem czegoś... większego! Pozorem. Ten człowiek chciał rządzić strachem - i strach wobec niego Sauriel odczuwał. O wiele większy, niż Victoria mogłaby podejrzewać, ale nie dlatego, że był istotą gdzieś daleko czającą się w mroku, a dlatego, że był przerażająco blisko niego. Za blisko.

- Wydajesz się bardzo... uduchowiona. - Z braku lepszego słowa i to było dobre. Dla niego tak to wyglądało, jakby Victoria miała obsesje, ale wcale nie dziwną i jak dotąd nie widział, żeby skręcała ona w bardzo niezdrowe obszary... bo temat był istotny i taki, którym należało się interesować, sam przecież ją zachęcał, żeby chociażby znalazła kogoś, kto może jej jakkolwiek pomóc, zbadać. Żeby się nie poddawała. Ale to nie o to chodziło. Dużo jakoś nawiązywała do tego Limbo i sam nie wiedział, doszukiwała się rzeczy? Teraz jeszcze o Matce gadała... Nie, Sauriela nie przekonywały takie rzeczy. Nawet jeśli Victoria tam była, widziała, zdawała relacje z pierwszej ręki to po prostu wykraczało to poza jego zdolność akceptacji. Więc i nie do końca był przekonany.

- O? Serio? - Ożywił się znowu na te słowa. Nie potrzebował potwierdzenia, bo wiedział, że nie żartowała. Nie robiłaby sobie jaj z niego w takim momencie... prawda? Dlatego też na jej potwierdzenie nie czekał i po prostu kontynuował. - Może byś ją podpytała? Albo mnie umówiła? Nas? - Jakby: cokolwiek! Tylko zróbmy coś z tym! Problem dotyczył ich dwójki, a nie osobna, więc chyba najbardziej rozsądne byłoby pójść razem. Cholera wie, co taki klątwołamacz musi widzieć, żeby upewnić się, że może, albo i nie może, na to zaradzić. - Chyba lepiej byłoby pójść razem. - Tylko czy to było drogie? Suariel się trochę na to nachmurzył, bo nie to, że żałował pieniędzy, nie, nie! Natomiast nie bardzo wiedział, do jakiego punktu mógł sobie na coś takiego pozwolić. I czy to jedna wizyta? Pięć? Na razie to tylko w zasadzie porady, więc może niepotrzebnie w ogóle nad tym dumał.

Nie do końca rozumiał, o co chodzi z tym, że nagle go naszło. Bo sam tego nie widział, że nie prawił jej komplementów jak innym kobietom, nie tak do końca. Peplał takie rzeczy, żeby po prostu było miło, ale przy Victorii tego nie czuł. I nie chodziło o to, że nie czuł, że na komplementy zasługuje. Nie. Nie czuł, że jest potrzebne jakiekolwiek wysilanie się, żeby było naprawdę miło. Bo z nią po prostu było miło. Jasne, no kłócili się, ale kurwa - z nią nawet potrafił się pokłócić i... pogodzić zaraz. A to był dla niego naprawdę wyczyn, bo zazwyczaj zostawiał takie nieprzyjemne sytuacje w pizdu i nie chciał dalej w nich brać udziału.

- Chyba za dużo nad tym myślisz. Podoba mi się to, co widzę to skomentowałem. - Komplementem. Ale miał wrażenie, że w głowie Victorii dzieją się teraz jakieś dziwne rzeczy... włącznie z tym rumieńcem. I tak niby rozumiaał, że się zawstydziła... ale kiedy nie bardzo to odczuwasz to to zrozumienie jest takie... zrozumieenie zamienia się w akceptację faktu i to, że po prostu pojmujesz, czym jest "wstyd". - Przyjemność po mojej stronie. - Zapewnił ją z uśmiechem.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#14
08.08.2023, 09:14  ✶  

- Nie wiem czy bardzo – odparła. Logika zawsze górowała nad uduchowieniem, w końcu sprawy religijne były… niedostrzegalne i trudne do poznania na własnej skórze. Opierały się na wierze w to, że coś istnieje, choć nie miałeś okazji tego dotknąć. Chyba, że miałeś… Wtedy wszystko wywracało się do góry nogami. - Ale widziałam rzeczy, o których nie sądziłam, że są prawdą – nie nazwałaby tego obsesją. Bardziej… zrozumieniem. - Widziałam też Matkę. Albo przynajmniej wydaje mi się, że to była ona. Słyszałam też jej głos. To zmienia perspektywę – tego nie było w żadnym wywiadzie, nie mówiła nic o kobiecie, którą zaatakował Voldemort. Ani o jej ciele nagle porośniętym mchem. Ani o jej słowach o próbach. Miała wystarczająco dowodów by uwierzyć, że coś tam jednak jest. Że Matka to nie tylko wytwór wyobraźni.

- Mhm. Nie znam jej osobiście. W sensie… Przyszła do nas ze względu na Patricka, to jakaś jego znajoma. Chwilę się nami zajęła, ale nie rozmawiałam z nią poza tym – z czego sobie tutaj robić jaja, szukali jakiegoś rozwiązania, a skoro to nie to głupie Limbo, to można było… pójść do lekarza. - To od niego wiem, że to klątwołamaczka – wyjaśniła jeszcze, bo skoro jej zbytnio nie znała, to skąd miała wiedzieć takie rzeczy? - Mogę napisać do niej sowę i nas umówić – powiedziała po chwili, kiedy Sauriel tak dość niepewnie rzucał i umawianiu, podpytywaniu… Ale miał rację, chyba lepiej byłoby pójść razem.

Niemalże jak na terapię dla par.

Pieniądze nie grały roli dla Victorii. W ogóle mało kiedy zwracała uwagę na to, czy ją w ogóle stać, musiały to być naprawdę spore sumy, by jakkolwiek przykuły jej uwagę. Sauriel mógł więc spać spokojnie, trafiła mu się w końcu dziana loszka, brakowało jeszcze tego by zaczął ją nazywać sugar mommy.

- Po prostu prawie wcale tak nie mówisz. Dlatego się zdziwiłam – wyjaśniła w końcu i odetchnęła cicho. Mimo wszystko się uśmiechnęła, nie chciała wyjść na niewdzięczną, albo, że jej się to nie podobało.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#15
08.08.2023, 20:30  ✶  

Ach, no oczywiście, że to, co widziałeś, zmieniało twoją perspektywę. Czasem aż za bardzo. I właśnie stąd brali się ci wszyscy świrnięci wierni, bo oni widzieli! I dla większości ludzi taka była teraz Victoria: świruska, która widziała. Doświadczyła, widziała, miała dowody! Sauriel nie chciał być dla niej chujem, dlatego nic na ten temat nie mówił. Ale uważał, że mogła trochę... stracić poczytalność, cokolwiek się wydarzyło, kiedy była nieprzytomna. Bo niestety to, że grupka osób widziała jakieś rzeczy w miejscach, a potem "na dowód tego" odbierało im rozum, bo wydało im się momentami, że są innymi osobami to był dowód tylko na jedną rzecz: na szaleństwo. Sauriel starał się być o wiele bardziej wyrozumiały, ale siłą rzeczy nie potrafił na to patrzeć z entuzjazmem. A na pewno nie był w stanie temu przytakiwać, mówić, że to ma sens, albo że jej wierzy. Mógł co najwyżej powiedzieć, że wierzy jej "na słowo honoru". Głównie dlatego, że akurat wierzył w to, że Victoria pierdolnięta nie jest. A przynajmniej chciał, żeby tak było. Dzięki bogom chyba nie opowiadała temu każdemu? To było niebezpieczne. Jeszcze gotowa ją była własna rodzina wsadzić do psychiatryka... chociaż nie, pewnie by tego nie zrobili. Woleliby udawać, że ich córka jest jak najbardziej normalna. Jakże płytkie myślenie, które nie uwzględnia dobra córki, a dobro ich postrzegania w świecie czarodziei.

- To umów. - Polecił, nie wiedząc, czego się spodziewać. A nie chciał się teraz nastawiać nadmiernie optymistycznie. Już swoją chwilę miał, teraz ten optymizm przygasał. I to, co mówiła Victoria, miało jeszcze większy sens. Tak to jest z tą ekscytacją, że potrafiła za szybko przygasać. Szara rzeczywistości - witaj! Trzymaj dla mnie ramiona szeroko otwarte, bo szybko się nie wycofam. Ale może, może kiedyś jeszcze z nich ucieknę...

- Eee tam gadasz. - Machnął lekko ręką, jakby odganiał te słowa jak brzęczącą mu koło nosa muchę. Sam nie widział, więc i gadał - o gadaniu. - Ale jak już mówię to całkowicie szczerze. - No dobra... fakt, że traktował Victorię inaczej. Problemem był początek. Gdyby był inny... ale nie był. A potem już magia pierwszych spotkań przeminęła i jakoś przeszło to gładko do... koleżeństwa? Przyjaźni? Jeszcze trochę i naprawdę nazwie ją przyjaciółką. Albo już mógł to zrobić? Nie był wcale pewien. Ludzi, których nazywał przyjaciółmi, znał po kilka lat. Tej znajomości jeszcze sporo brakowało, ale nadrabiała ją ilość doświadczeń. - Chcesz zagrać w karty? - Palnął ni stąd ni zowąd. - Czy idziesz spać? - No dobra, warto zapytać. Bo w sumie godzina była jaka była, więc... a wtargnął tutaj naprawdę szybko i bez ostrzeżenia.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#16
08.08.2023, 20:56  ✶  

Na dowód miała to, że była zimna jak lód. Jak trup. Na dowód miała to, że zaklęcia nekromancji, wymiany energii witalnej, potrafiły ją ogrzać. Na dowód miała to, że Voldemort i jego poplecznicy czarnym ogniem otoczyli Polanę Ognisk, pilnując dostępu do ognia, a potem uciekli stamtąd, gdy zaatakował ich żywiołak. Na dowód miała, że widziała co zrobił Voldemort… Ale nie mówiła o tym nigdzie na głos, bo to było niebezpieczne. I o tym, że widziała Matkę, że ją słyszała, że mieszały jej się wspomnienia nie mówiła szerszej publice. Mało kto o tym wiedział. Zresztą… Kolejnym dowodem było to, że Sauriel widział jedno ze wspomnień, które zamieszkało w jej głowie. Widział je, przeżył je i jasne było, że nie należało do niej – tylko do kogoś, kto… połączył się z nią w Limbo. To były dowody. Trzeba było być naprawdę sceptykiem i ignorantem, by nie przyjmować do wiadomości choć połowy z tej listy. Przecież nie wybierała tego, by było jej tak zimno. Nie trzęsłaby się dla zabawy. Zresztą… widziało ich wielu ludzi – i wielu z nich myślało, że są po prostu martwi.

Kiwnęła głową na znak, że zgoda – że tak właśnie zrobi. Napisze list i pośle sowę do Florence, chcąc się umówić na standardową wizytę u medyka klątwołamacza w dwie osoby. Nic więcej w tym temacie do dodania nie miała, prócz tego, że już czuła, że to będzie upierdliwe, bo będzie się trzeba umawiać na jakieś wieczorne albo nocne wizyty. I tłumaczyć, że jednym z pacjentów jest wampir. Mentalnie już się złapała za głowę, ale to miało być dla ich dobra, nie tak?

Dla niej to nie były brzęczące muchy, tylko rzeczywistość, w której była tym niechcianym elementem, nie spełniających oczekiwań. Nigdy nie miała się za brzydką, ani za przesadnie piękną (choć która kobieta w swej próżności nie chciała taka być?) ale to chyba jasne, że chciała się podobać mężczyźnie, który miał być w przyszłości jej mężem. Zacisnęła usta i ściągnęła brwi na ten gest i komentarz Sauriela, że przesadza. Nie przesadzała. Więc miała wierzyć, że mówił to całkowicie szczerze gdy ją przepraszał i do „jesteś piękną kobietą” dodawał „ale…”? Miała wierzyć, że mówił to całkowicie szczerze, kiedy bredził półprzytomny? Teraz może mówił szczerze… Jak stała w koszuli nocnej i szlafroku. To miłe… Ale jednocześnie odsuwanie tematu w ten sposób, jakby był nieważny, nieistotny, jakoś nie poprawiał jej humoru. Dlatego nic już na to nie powiedziała, tylko lekko napięła mięśnie, jakby w pozycji obronnej. Uniosła spojrzenie dopiero jak zaczął o tych kartach.

- W karty? – powtórzyła za nim i spojrzała w sposób, jakby nie do końca zrozumiała. - Zbierałam się powoli do łóżka, spisywałam dzień – wyjaśniła, i obróciła głowę, spoglądając na moment na toaletkę, na zamknięty teraz pamiętnik i pióro w kałamarzu. - Ale wiesz jak jest, położenie się do łóżka nie oznacza, że zaraz zasnę – prawdopodobne było raczej, że wcale nie zaśnie. Jeszcze długo. Chyba że zażyje eliksir.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#17
08.08.2023, 22:39  ✶  

Dla Victorii były to niezbyte dowody i oczywistości, dla wampira takiego jak Sauriel były to mętne próby usprawiedliwienia religijnej śpiewki. Jak świat światem, niestety, kiedyś mówiono, że odcisk twarzy Jezusa to cud, albo że płacz krwią to oznaka świętości. Jeszcze wcześniej wołano, że pioruny z nieba to gniew bogów! I co? Każdy miał przecież niezbite dowody. Wtedy jeszcze mocniejsze, niż teraz! Bo faktycznie setki ludzi je widziały! A tutaj był wynik zaklęcia Voldemorta i wspomnienia, które naprawdę mogły być skutkiem ubocznym jakiejś klątwy. Albo nawiedzeniem przez duszę, rzeczywiście, bo akurat to wcale nie zahaczało na religijne śpiewki - każdy wiedział, że duchy istniały, tylko nie każdy rozumiał ich głębie. W końcu ci, którzy duchy wywoływali, sięgali po nie właśnie do Limbo. Ale to była kolejna rzecz, którą Sauriel się zanadto nie zajmował. Limbo to było dla niego pełne znaków zapytania miejsce. Tak abstrakcyjne, że dla takiej osoby jak on, która musiała wszystko zbadać i mieć tego zrozumienie, było ciężkie do pojęcia. Ale tak - istniało, temu nie dało się akurat zaprzeczyć. Ale już ta Matka i te niektóre rzeczy, o których Victoria mówiła to, łoh! To już kompletnie inny poziom, dla Sauriela taki sam jak poziom Jezusa czy Zeusa (dziwnie podobne te imiona...).

- A czemu nie. - Wypalił to z dupy, a jak już wypalił to w zasadzie - czemu nie? Znalazł sobie wymówkę (bo jak widać często ich potrzebował), żeby zostać i... porobić coś, odciągnąć samego siebie od robienia jeszcze dziwniejszych rzeczy. Granie w karty było zajebiście normalne. I przede wszystkim - grzeczne. Grając w karty, tutaj trzeba zaznaczyć, że akurat w towarzystwie Victorii, mniejsza szansa była na wpakowanie się w kolejną kabałę. Bo grając już z kumplami w knajpie na Nocturnie to co innego. Zaraz ktoś oskarży o oszustwa czy inne badziewia... nie żeby Sauriel był święty i nigdy oszukać nie próbował, chyba każdego kiedyś pokusiło! - To dopiszesz sobie szybkie karciochy. Rumik? - Albo cokolwiek innego, na co by miała ochotę! Akurat trochę tych gier Sauriel znał. Zachęcił ją do wyłożenia tych kart i że z nią posiedzi jeszcze chwilę. - Tak mi przyszło do łba... jak to problem żeby się spotkać w nocy to po prostu idź sama. - Uprzedził tak co do tej klątwołamaczki. - Lepiej, żeby kurwa wiedziała, że jestem wampirem, bo jeszcze dostanę czosnkiem po mordzie.


Koniec sesji


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (4279), Victoria Lestrange (3921)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa