Avelina tego dnia była odrobinę zła, ale starała się tego nie okazywać. Oczywiście milczała bardziej, ale mogło być to spowodowane po prostu zamartwianiem się o zaginione dzieci, o to, że Laurent pojawił się w tym miejscu, o to, że gdzieś na tym statku widmo powinna być jej znajoma wila, o to, że Danielle zdecydowała się ryzykować i wybrać w to miejsce. Jej kuzynostwo rozumiała, a zwłaszcza Brenne, bo miała wrażenie, że jej kuzynka mogłaby nawet kosmos zwiedzić, gdyby dano jej taką możliwość. Tak naprawdę była zła na Rookwooda, zła o to, że zabronił jej iść na ten statek, że śmiał w ogóle podnieść na nią głos i coś jej zakazać. Myślała, że rozszarpie go na strzępy za te słowa. Taki z niego przyjaciel od siedmiu boleści. Rozumiała, że się martwił, ale nie powinien nigdy próbować jej czegokolwiek zakazywać. Nie był jej ojcem, nie miał do tego żadnych praw. Czuła jak złość na niego gotowała się w niej od tamtej rozmowy. Po co się pytał, po co ona mu powiedziała. Myślała, że zrozumie, myślała, że powie: tak, słusznie, pójdę z tobą, pomogę ci uratować te dzieci, twoją znajomą. On jednak postanowił wybuchnąć i na nią nakrzyczeć mówiąc, że jest głupia i nie myśli. Zacisnęła dłoń w pięści.
Ubrała się dzisiaj luźno i niekolorowo; w ciemne spodnie, ciężkie buty, które należały do jej mamy, zwykła koszulka z mugolskiego sklepu w kolorze ciemnego niebieskiego, a na biodrach pod kurtką miała przyczepiony skórzany pasek z niewielkim nożem. Wolała się zabezpieczyć, ostatni czas pokazał, że każda wyprawa ratunkowa, każda nawet zwykła zabawa podczas święta może przerodzić się w piekło. Na ramieniu miała przewieszone standardowo swoją wypłowiałą torbę. Powinna już dawno ją wymienić, ale jakoś nie potrafiła się jej pozbyć. Przywiązanie.
Wsiadła do łódki z Danielle, jej kuzynostwem i innymi osobami. Milczała, bo to robiła najlepiej, słuchała, bo nic innego nie potrafiła w takich sytuacjach. Przesunęła wzrokiem po zebranych ludziach; był to zlepek naprawdę różnych osób, ale jej wzrok szybko powędrował na wodę, która dawała życie, ale mogła je też odebrać. Mgła i statek majacząca w oddali była okropna i wprawiająca w nastrój melancholii oraz trwogi. Miała nadzieję, że będzie to jednak łatwe zadanie i żaden czarny scenariusz się tu nie pojawi, że uratują zaginionych i odstawią ich do rodzin, że odnajdzie swoją znajomą całą i zdrową.
W końcu dotarli na miejsce, Brenna wyrwała się jako pierwsza, a Avelina jednak czekała. Nie chciała się pchać jako pierwsza, gdy wszyscy wstawali i się przenosili po porostu obserwowała. Widziała, że Erik też się nie ruszał, wiedziała, że będzie czekał, aż wszyscy bezpiecznie się przeniosą. Avelina przeniosła się jako przed ostatnia. Nie korzystała z drabinek, ani linek, bo nie miała do tego odpowiednich zdolności. Po prostu przeniosła się na pokład za pomocą teleportacji.