• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
« Wstecz 1 2
[lato 1972] Na dnie morza groza śni

[lato 1972] Na dnie morza groza śni
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#11
17.08.2023, 12:17  ✶  

Avelina tego dnia była odrobinę zła, ale starała się tego nie okazywać. Oczywiście milczała bardziej, ale mogło być to spowodowane po prostu zamartwianiem się o zaginione dzieci, o to, że Laurent pojawił się w tym miejscu, o to, że gdzieś na tym statku widmo powinna być jej znajoma wila, o to, że Danielle zdecydowała się ryzykować i wybrać w to miejsce. Jej kuzynostwo rozumiała, a zwłaszcza Brenne, bo miała wrażenie, że jej kuzynka mogłaby nawet kosmos zwiedzić, gdyby dano jej taką możliwość. Tak naprawdę była zła na Rookwooda, zła o to, że zabronił jej iść na ten statek, że śmiał w ogóle podnieść na nią głos i coś jej zakazać. Myślała, że rozszarpie go na strzępy za te słowa. Taki z niego przyjaciel od siedmiu boleści. Rozumiała, że się martwił, ale nie powinien nigdy próbować jej czegokolwiek zakazywać. Nie był jej ojcem, nie miał do tego żadnych praw. Czuła jak złość na niego gotowała się w niej od tamtej rozmowy. Po co się pytał, po co ona mu powiedziała. Myślała, że zrozumie, myślała, że powie: tak, słusznie, pójdę z tobą, pomogę ci uratować te dzieci, twoją znajomą. On jednak postanowił wybuchnąć i na nią nakrzyczeć mówiąc, że jest głupia i nie myśli. Zacisnęła dłoń w pięści.

Ubrała się dzisiaj luźno i niekolorowo; w ciemne spodnie, ciężkie buty, które należały do jej mamy, zwykła koszulka z mugolskiego sklepu w kolorze ciemnego niebieskiego, a na biodrach pod kurtką miała przyczepiony skórzany pasek z niewielkim nożem. Wolała się zabezpieczyć, ostatni czas pokazał, że każda wyprawa ratunkowa, każda nawet zwykła zabawa podczas święta może przerodzić się w piekło. Na ramieniu miała przewieszone standardowo swoją wypłowiałą torbę. Powinna już dawno ją wymienić, ale jakoś nie potrafiła się jej pozbyć. Przywiązanie.

Wsiadła do łódki z Danielle, jej kuzynostwem i innymi osobami. Milczała, bo to robiła najlepiej, słuchała, bo nic innego nie potrafiła w takich sytuacjach. Przesunęła wzrokiem po zebranych ludziach; był to zlepek naprawdę różnych osób, ale jej wzrok szybko powędrował na wodę, która dawała życie, ale mogła je też odebrać. Mgła i statek majacząca w oddali była okropna i wprawiająca w nastrój melancholii oraz trwogi. Miała nadzieję, że będzie to jednak łatwe zadanie i żaden czarny scenariusz się tu nie pojawi, że uratują zaginionych i odstawią ich do rodzin, że odnajdzie swoją znajomą całą i zdrową.

W końcu dotarli na miejsce, Brenna wyrwała się jako pierwsza, a Avelina jednak czekała. Nie chciała się pchać jako pierwsza, gdy wszyscy wstawali i się przenosili po porostu obserwowała. Widziała, że Erik też się nie ruszał, wiedziała, że będzie czekał, aż wszyscy bezpiecznie się przeniosą. Avelina przeniosła się jako przed ostatnia. Nie korzystała z drabinek, ani linek, bo nie miała do tego odpowiednich zdolności. Po prostu przeniosła się na pokład za pomocą teleportacji.


Odkryj wiadomość pozafabularną
Ekwipunek: cztery eliksiry wiggenowe, dwa uzupełniające krew, jeden eliksir czyszczący rany,  jedno antidotum na popularne trucizny, jedno antidotum na niepopularne trucizny, nożyk na pasku przy spodniach, wypłowiała, stara torba na ramieniu, ubrała się w jednolity kolor – ciemny, aby się nie wyróżniać.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#12
18.08.2023, 18:56  ✶  
Do podjęcia decyzji udania się na statek nie potrzebował nawet zdenerwowanych rodziców jakiejś trójki bachorów, która postanowiła zrobić sobie wycieczkę. Wystarczyło to dziwne uczucie, które podpowiadało mu, że statek faktycznie wreszcie się pojawi. Czy była to sprawka samej wycieczki do limbo, czy może to jego trzecie oko mrugało, w połączeniu z legendą o samym transatlantyku - decyzja była prosta.
Co natomiast mu się nie podobało, to to okropne, nieprzyjemne uczucie, którego chyba nauczył się już na pamięć, a przez które bardzo starał się nie patrzeć na Brennę, zamiast tego utkwiwszy spojrzenie w deskach pokładu łodzi, na której podróżowali. Siedział obok Anthony'ego i zastanawiał się, co takiego w życiu zrobił, że go aż tak to Beltane pokarało. Nie wiedział też, co też Longbottom robiła po godzinach, ale jeśli nie przestanie po tej wycieczce, to ją chyba utopi.
Roztargniony podniósł spojrzenie nieco wyżej, sprowokowany słowami młodszego Borgina, łapiąc ten drobny gest splecenia palców, jakim Brenna obdarzyła Laurenta. Westchnął tylko, czując jak świerzbią go ręce. Nie miało to wiele wspólnego z zazdrością, bo Atreus prędzej sam by skoczył z tej łódki, niż był zazdrosny o Brennę Longbottom, co o poczucie, że było między nimi wiele niewyjaśnionych rzeczy. Unikała go jak ognia, a on z chęcią wmawiał sobie, że to właśnie dlatego nie mieli okazji zamienić więcej niż paru słów od czasu ostatniego sabatu.
Kiwnął głową do Tony'ego, gestem wręcz poganiając go, żeby już wreszcie wyciągnął te papierosy i się nimi podzielił. Nie miał zamiaru martwić się o to, że komuś mogło to przeszkadzać.
W przeciwieństwie do innych przedstawicieli ministerstwa, nie miał na sobie munduru, a zwyczajne, cywilne ubranie. Kiedy tylko mógł, unikał oficjalnego ubrania, co na całe szczęście nie było źle widziane.
Zadowolony zaciągnął się znowu papierosem, wiodąc spojrzeniem za Brenną, która postanowiła być pierwszą na pokładzie "Perły Morza", kiedy już do niej dotarli. Podniósł się sam, w ślad za Borginami, unosząc lekko brwi na słowa Anthony'ego.
- Wiesz... z teleportacją mógłbyś sprawniej ganiać za dłużnikami. Rozważ to. - uśmiechnął się do niego lekko i poklepał po plecach, potem patrząc przez moment jak dzielnie ładuje się na drabinki. - Przysięgam, że jak ją coś tam zabije, to ją zamorduję... - rzucił jeszcze pod nosem do siebie, ostatni raz zaciągając się papierosem i aportujac na pokład statku w ślad za innymi.

EQ: odznaka aurora, kastet, paczka papierosów, mugolska zapalniczka, scyzoryk, piersiówka z whisky
Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#13
18.08.2023, 22:01  ✶  
Miałem wyrzuty sumienia. Nie chciałem unosić głosu na Avelinę, ale obawa o nią, o jej byt, bezpieczeństwo spowodowało we mnie tak silne emocje, że nie zapanowałem nad sobą, przynajmniej nie wystarczająco... A teraz nie miałem z nią kontaktu, gdzieś zniknęła i mogłem się założyć, że naprawdę tam popłynęła, pomimo że przedstawiałem jej bardziej rozważne opcje. Jak chociażby zgłoszenie tego do Ministerstwa Magii... Ale ona nigdy nie słuchała moich rad, więc czemu tym razem miałaby to zrobić? Uparta. Niewdzięczna. I cholernie mi droga.
Naprędce przebrałem się w bardziej praktyczne ubrania na nazbyt niebezpieczne wyprawy. Ciepły sweter, wygodna kurtka, proste spodnie, a na nogach trapery na grubej podeszwie. Wyglądałem nieco jak mugol i stałem nad brzegiem, wpatrując się przed siebie, jakbym chciał tam wśród tych niewielkich kropek rozpoznać postać Aveliny. Chciałbym.
Rozejrzałem się wzdłuż brzegu i nie dostrzegłem nikogo, z kim mógłbym się zabrać na widmowy statek. Kiedyś o nim czytałem i ciekawiła mnie jego historia, ale nigdy nie spodziewałbym się, że stanę na jego pokładzie ze względu na półkrwi dziewczynę, która na dodatek gardziła moimi względami. Nie było innego wytłumaczenia jak to, że zwariowałem na jej punkcie. Powinienem siedzieć w gronie rodzinnym i świętować, a zamiast tego szukałem sposobu by się dostać na statek. Małżonka chciała mnie zatrzymać, ale wspomniałem jej krótko, że mam ostatni dzień by ujrzeć tę gnijącą ruderę i że wrócę niebawem, że zdążę... Może nie powinienem był aż tyle obiecać? Ostatnimi czasy miałem tendencje do spóźniania się na rodzinne spotkania.
Ruszyłem wzdłuż brzegu i szedłem, póki nie ujrzałem biedaka. Rybaka. Postanowiłem wypożyczyć, a może nawet wykupić od niego niewielką łódeczkę. Zaoferowałem mu pieniądze, nieco się potargowałem i wsiadłem, niezbyt pewny, co najlepszego wyrabiam, ale odepchnąłem się wiosłami. Musiałem odpłynąć od brzegu o własnych siłach fizycznych by nie wzbudzać podejrzeń, a kiedy byłem już wystarczająco od niego daleko użyłem magii by dalej brnąć przez drobne fale. Płynąłem, póki nie dopłynąłem.
To serio była rudera. Inni - ci, co przybyli tu przede mną - ewidentnie znajdowali się już na pokładzie, więc ścisnąłem mocniej swoją różdżkę w dłoni i teleportowałem się na górę, mając nadzieję, że nie będzie tam zbyt wiele znajomych twarzy. Nie wiedziałem, czego się spodziewać... Może sterty zwłok? Cokolwiek by się nie działo, byłem tu w celach czysto hobbistycznych. Przecież tak bardzo chciałem odkryć nieodkryte.

Ekwipunek: notes, pióro, dwie zwykłe świece zawinięte w materiałową chusteczkę, zapalniczka, bliżej nieokreślona kwota złożona z sykli, knutów oraz funtów zebrana w jednym mieszku, fiolka eliksiru uspokajającego i fiolka eliksiru wiggenowego
the kind one
don't confuse my kindness for weakness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierząca trochę poniżej 160 cm, o okrągłej buzi i dużych, ciemnoniebieskich oczach. Jej włosy sięgają za ramiona, są lekko kręcone o ładnym, ciemnobrązowym odcieniu - najczęściej spina je w taki sposób, by nie przeszkadzały jej w pracy, choć zdarza się i to nie rzadko), by były starannie ułożone; niezależnie od fryzury, we włosy ma wpiętą charakterystyczną, żółtą spinkę w kształcie motyla. Dani ubiera się raczej schudnie, w stonowane barwy, nie wyróżniając się w tej kwestii od reszty społeczeństwa czarodziejów. Mówi z silnym, brytyjskim akcentem. Jej uśmiech, wcześniej szeroki i beztroski, stał się delikatny oraz sporadyczny, a śmiech, głośny i zaraźliwy słychać znacznie rzadziej (najczęściej zarezerwowany jest dla bliskich jej sercu). Pachnie malinami i piwoniami, jednak jest to bardzo subtelny i delikatny zapach.

Danielle Longbottom
#14
19.08.2023, 15:58  ✶  

Od śmierci ojca trzymała się całkiem nieźle, o ile tak to można nazwać. Być może uśmiechała się nieco mniej, odzywała znacznie rzadziej, ale hej! Wciąż tu była i żyła. Zrozumiała już, że najlepszym dla niej rozwiązaniem będzie rutyna, której za wszelką cenę starała się trzymać. Dni nie różniły się od siebie i chyba tylko to pozwalało jej nie popaść w letarg. Z początku nie planowała wyruszać na statek, wiedząc że może okazać się kulą u nogi, zupełnie tak jak ostatnio, w trakcie ataku na sabat. To, co skłoniło ją do zmiany zdania, to że znaczna część jej najbliższych postanowiła zająć się tą sprawą. Oczywiście, że nie odpuściliby. A ona, nie mogłaby pozwolić by ponownie znaleźli się w niebezpieczeństwie, bez bezpośredniego dostępu do medyka. Tym sposobem jej rutyna została przerwana, a ona, wyposażona w elksiry od swojej przyjaciółki znalazła się w łódce, która dostarczyć ich miała na miejsce.

- Zanosi się na deszcz - zauważyła ni stąd ni zowąd, szturchając lekko Avelinę w bok. I nijak to miało do panującej pogody. Zdecydowanie była przeciwna temu, by Paxton wyruszała razem z nimi, jednak czy mogła jej tego zabronić? Powinna. Mogła? Otóż... nie do końca.

W milczeniu przysłuchiwała się rozmowom kuzynostwa. Kiedyś pewnie nawijałaby równie tyle co kuzynka, a towarzyszący im czarodzieje w pewnym momencie stwierdziliby, że panny Longbottom powinny w końcu się uciszyć i jeżeli tego nie zrobią, ktoś w końcu im w tym pomoże (na przykład wrzucając do wody), tym razem jednak nie odzywała się praktycznie wcale. Lekko zmrużonymi oczyma przyglądała się kuzynce oraz kolorowym niciom, jakie łączyły ją z poszczególnymi osobami obecnymi na łódce. Wyraz jej twarzy był raczej neutralny i nie zdradzał zbyt wiele. Gdy dotarli na miejsce z cichym pyknięciem aportowała się na pokład.


Odkryj wiadomość pozafabularną
Ekwipunek: różdżka, 2x eliksir wiggenowy, 2x eliksir uzupełniający krew

Pozwoliłam sobie nie rzucać na nici powiązań, gdyż graczka jest okej z tym, by poznać nici bez rzucania kością. Jeżeli jednak MG jest innego zdania, rzucę


let everything happen to you
beauty and terror
just keep going
no feeling is final
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#15
19.08.2023, 16:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.08.2023, 16:10 przez Norvel Twonk.)  
Powietrze było słone i wilgotne a niebo pochmurne, szare. Brakowało krążących na niebie mew. Statek unosił się na wodzie pogrążony we mgle. Wbrew plotkom, nie słyszeli dolatującej z niego muzyki, nie było gwaru rozmów, nie było wreszcie przeszywającego serce krzyku. Sprawiał wrażenie pozbawionego życia. Nawet przylepione do burty małże pozostawały zamknięte. Maszt wydawał z siebie pociągłe jęki, jakby tylko siła magii trzymała go ciągle we względnej całości. Pokład skrzypiał, gdy kolejni czarodzieje aportowali się na nim z trzaskiem. On chyba też trzymał się w całości dzięki działającej na to miejsce, pulsującej magii.
I jak z perspektywy zwykłej łódki, „Perła morza” wyglądała niepokojąco: zaniedbana, oblepiona i błotem, i mułem, i glonami, tak przerażająca stawała się dopiero na pokładzie. To na górze uderzało w obserwatora, jak bardzo nie był to tylko opuszczony statek.
Z uwagi na to, że Brenna aportowała się pierwsza, pierwsza też dostrzegła ciała. Dużo ciał. Przynajmniej piętnaście. Należały do ludzi w różnym wieku, różniej płci i różnej aparycji. Nie były stare, zasuszone lub rozkładające się. Leżący wyglądali tak, jakby spali. Zasnęli nagle, w różnych miejscach brudnego pokładu. Jedni musieli upaść zaraz po tym, jak weszli na statek. Innym udało się zrobić kilka kroków, pewnie nawet przejść niewielki odcinek, zanim padli bez przytomności. Byli bladzi, wycieńczeni, ale nie martwi. Jeszcze nie martwi.
Czy to wszystko byli mugole? Nie. Chociaż wśród leżących na pokładzie brakowało dzieci, Avelina rozpoznała swoją znajomą wilę. Może więc rodzice się pomylili? Albo dzieci weszły pod pokład?
Mavelle, która pojawiła się zaraz za Brenną dostrzegła to samo co Longbottom. I każdy, każdy kolejny kto dostał się na statek, widział właściwie to samo. Z trzaskiem aportowali się między leżącymi ciałami, wchodzili po drabinkach i przeskakiwali przez burtę, już przy pierwszych krokach musieli uważać na to, gdzie stąpają. Poza ciałami na pokładzie były również plamy z zaschniętej soli, trochę glonów, błota, kilka martwych ryb i jedna niewielka ośmiornica. Ryby i ośmiornica cuchnęły już trochę i były tymi nieszczęsnymi stworzeniami, które nie zdążyły uciec, gdy magia oddziałująca na statek, postanowiła wynurzyć go z wody.
Początkowo nie działo się nic dziwnego. Poza nieprzytomnymi, wydawali się jedynymi świadomymi ludźmi na pokładzie. Tylko Laurent Prewett po przejściu pięciu kroków poczuł ostry ból głowy a do jego uszu zaczął docierać cichy szept wielu, bardzo wielu głosów. Wszystkie były mocno stłumione i nie należały do ludzi, nie należały chyba nawet do selkie. Jedne były melodyjne, inne piskliwie, nie męskie i nie damskie, należące bardziej do rzeczy niż do żywej istoty: zabierz nas stąd, wyciągnij ze statku, nie pozwól, żeby zabrali nas ludzie, oddaj nas morzu, uratuj nas, oddaj nas morzu, bo do morza należymy tak jak i ty należysz do morza. Im więcej mówiły, tym bardziej Laurentowi kręciło się w głowie a ich głosy stawały się w jego uszach głośniejsze i bardziej napastliwe. Atakowały go, wwiercały się w jego czaszkę aż zaczął mieć problemy z utrzymaniem się na nogach.
Ale to dopiero pojawienie się Erika, jako ostatniego, sprawiło, że dla całej reszty, wszystko zaczęło się nagle zmieniać. Może dlatego, że ledwie sekundę po aportacji, poczuł jak zaczęło mu ciemnieć przed oczami i upadł na ziemię nieprzytomny. Może dlatego, że najwyżej dwie później ból głowy uderzył także w Danielle Longbottom i Atreusa Bulstrode’a – aurowidzenie, którym byli obdarzeni samo się uaktywniło i nagle dostrzegli ciemną energię oplatającą cały statek. Pulsowała powoli, tak powoli, jak bicie serc nieprzytomnych ludzi. Danielle dostrzegła nawet kolorowe nici wystrzeliwujące od ciał ku drzwiom prowadzącym do nadbudówki. Przypominały żyły i udowadniały, że chociaż statek wydawał się pusty, tętnił niewidzialnymi powiązaniami. Ale nie zdążyła podzielić się tą informacją z kimkolwiek, bo niemal od razu zakręciło jej się w głowie i również zemdlała. Zemdlała również Geraldine, Avelina, Stanley, Victoria, Anthony i wreszcie Laurent. Ten ostatni trochę bardziej świadomie niż pozostali, przytomność tracąc dopiero po upadku. Widząc co się dzieje, Sebastianowi Traversowi przeszło przez myśl, że to jakaś klątwa, ale i on upadł bez przytomności na ziemię. Ich los podzielił również Augustus Rookwood – z tą różnicą tylko, że zrobił to dobre dziesięć minut po reszcie, gdy wreszcie zdążył aportować się. Padł niedaleko leżącej Aveliny.
Aurowidzenie Atreusa wyłączyło się. Nie stracił przytomności. Nie zemdlała też Mavelle Bones i Brenna Longbottom. Pozostali jedynymi przytomnymi ludźmi na pokładzie. We trójkę czuli rozsadzający im czaszki ból głowy, a w przypadku Brenny dodatkowo wydawało jej się, że coś próbowało napierać na jej umysł. Nie tak, jakby chciało się wcisnąć do jej głowy, ale jakby próbowało jej coś pokazać. Dwa półprzezroczyste cienie przemknęły między okienkiem a głównymi drzwiami prowadzącymi do nadbudówki.

To już wasza ostatnia tura w tym wątku. Widzicie co się z wami dzieje.

1. Postacie, które mdleją, muszą wykonać rzut na AKTYWNOŚĆ FIZYCZNĄ* – od tego zależy, czy padacie na wolną część pokładu czy na kogoś, kto już leży na ziemi. Na chwilę przed omdleniem, jeśli w moim odpisie nie było inaczej, postacie czują: nagły, ostry ból głowy, kręci im się w głowach, robi im się słabo. Dodatkowo GERALDINE ma przebłysk, że niedługo pojawi się tutaj potwór.
2. ATREUSIE, BRENNO I MAVELLE – od was wymagam rzutu na PERCEPCJĘ*.

Pamiętacie sesje, do których się zgłosiliście podczas naboru? Otóż, gdy odpiszecie tutaj – a ja zobaczę po odpisach tutaj, że w sesji, na którą się zgłosiliście jest komplet, rzucę wam już właściwą fabułę w osobnym wątku.


*możecie wykonać 2 rzuty kością.

Tura trwa do 23.08.2023, do godziny 19.00.
Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#16
19.08.2023, 16:43  ✶  
Dostrzegał spojrzenia przyjaciela posyłanie Brennie, ale i jej ku niemu, co skwitował zaciągnięciem się głębiej papierosem, którym wcześniej poczęstował swojego brata oraz Atreusa. Niezbyt mu się to podobało, podobnie jak cała ta dziwna atmosfera na łódce. Pracownicy biura aurorów wydawali mu się znacznie bardziej spięci, niż on sam, a przecież komornicy mieli znacznie gorszą opinię. No nic. Anthony westchnął, trącając jedynie łokciem Stanleya, jakby czytał mu w myślach, ale był to jedyne przypadek, który był efektem chowania papierosów w kieszeń. Jego oczy wędrowały pomiędzy Ger i Brenną, zanim ta druga widowiskowo uciekła bratu, który rzucił mu komentarz na temat siostry — Anthony wyszczerzył się w odpowiedzi do Erika.
- W takim razie, nie mogę ominąć następnego balu. Twoja siostra w sukience i z ograniczoną wolnością? To może być bezcenne. - trudno było stwierdzić, czy Borgin żartował, czy też nie, ale obdarzył Longbottoma oczkiem. Posłał też niewinne spojrzenie Atreusowi.
Gdy brat nazwał go dziedzicem, prychnął na niego i wywrócił oczami z miną sugerującą, że to nie była wyjątkowo jego wina i nie miał na to żadnego wpływu. Obdarzył kuzynkę pociągłym spojrzeniem, łapiąc ją za ramię, zanim weszła na statek. - Ger, uważaj na siebie.
Byli ze sobą blisko, lubił ją i najpewniej dałby się za nią pokroić. - No przecież ogarnę to, nie miałem czasu. - rzucił za przyjacielem, wypuszczając dym z płuc z kolejnym prychnięciem. Był zbyt zajęty swoją karierą, zresztą zwykle poruszał się świstoklikami, bo były trudniejsze do wykrycia lub kominkiem. Nie musiał ganiać dłużników, tym zajmowała się inna jednostka, podczas gdy on wyceniał ich majątek i ściągał z kont galeony. Ot, tak przyjemna praca. Nim wszedł na statek, skończył palić i otrzepał dłonie.

Gdy dotarł na pokład, przekręcił nieco głowę i ściągnął brwi. Nie bał się, nie obrzydzał go widok ciał lub agonii, bardzo zastanawiała go, skąd tu taka ich ilość i jak długo tkwili na tym przeklętym statku. Zrobił kilka kroków, spróchniałe i wilgotne drewno zdawało się piszczeć złowrogo, glony nieco śmierdziały. Anthony rozglądał się, mimowolnie zbliżając do Stanleya. Posłał mu krótkie spojrzenie, jakby pytające, czy wpływ na to mógł mieć jakiś przeklęty artefakt. Otwierał usta, aby coś powiedzieć, jednak jego uwagę przykuło dziwne zachowanie poszczególnych ludzi — zbledi, ich twarz była niespokojna. Rozejrzał się mimowolnie dookoła, ale jego uszu docierał jedynie szum wody, krzyk mew i uspokajało rytmiczne, delikatne kołysanie statku. Zerknął na twarz jedną z leżących osób. - Nie wydaje Ci się dziwnie Stasiu, że.. - nie skończył, bo jego brat padł, niczym kłoda i wprawił Anthonyego w osłupienie tak duże, że panika przez kilkanaście sekund zatańczyła na jego twarzy. Jego wzrok powędrował w poszukiwaniu Ger, Brenny oraz Atreusa, ale nie zdążył zareagować, bo on sam poczuł, jak uginają mu się nogi, a umysł oplata błoga i wyjątkowa lekka ciemność. Zdążył tylko siarczyście przekląć w duchu, nim padł — podobnie, jak Stanley, niczym kłoda.

Rzut N 1d100 - 65
Sukces!

Rzut N 1d100 - 35
Akcja nieudana
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#17
19.08.2023, 16:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.08.2023, 19:00 przez Brenna Longbottom.)  
Laurentowi posłała tylko uśmiech, podobnie jak Victorii: tej drugiej nieco zawadiacki.
- Osobiście uważam, że pozwala się na nie przygotować – odparła lekko, nie spoglądając na Anthony’ego. Bardzo starała się tam nie patrzeć, głównie dlatego, że obok siedział Bulstrode (chociaż nie to, że wychodziło cały czas). I z jednej strony ją to cieszyło, z drugiej ogromnie martwiło.
Komentarza brata za to na szczęście nie usłyszała. Może spytałaby, czy chodzi mi o to gonienie bobra, o ten raz, gdy mając szesnaście lat uciekła z przyjęcia Prewettów oknem (porywając Mavelle), czy może o ten bal, na którym oblała pewnego Rosiera szampanem, oczywiście stokrotnie przepraszając i odciągając na bok w morzu tych przeprosin, bo zachowywał się niezbyt miło wobec jednej z dziewcząt… A może nie. Głównie przez towarzystwo na łodzi.
Brenna nie była pewna, co spodziewała się znaleźć na statku. Nieprzytomni albo martwi byli jedną z możliwości: w końcu te łódki w pobliżu statku nie wzięły się znikąd. Mimo to była zdumiona widokiem tyłu ciał. Rzuciła się ku najbliższemu, i w tej samej chwili zaczęły się kolejne trzaski świadczące o aportacji.
- Nie wchodźcie tutaj! - zawołała, bo działo się coś bardzo, bardzo złego. Za późno jednak. Nie mogła nawet winić Mavelle, że aportowała się natychmiast za nią, przecież sama zrobiłaby dokładnie to samo, a w tej chwili, gdy podbiegała do nieprzytomnego, i inni przybyli na pokład. Serce w piersi Brenny tłukło się jednak szaleńczo, bo chociaż nie widziała żadnej aury, łatwo było domyśleć się, że i oni mogli paść ofiarą tego tajemniczego zaklęcia.
I stało się tak ledwo moment później.
Strach, panika wręcz, opanowały Brennę, ledwo Erik się zachwiał. Skoczyła ku bratu, gotowa ściągnąć go, gdyby padł na kogoś nieprzytomnego, a drżące nagle palce powędrowały ku jego szyi, szukając pulsu.
Jej brat.
Jej siostra.
Victoria.
Laurent.
Ger, Avelina...
Ledwo mogła złapać dech, bo wszystko uderzało w nią na raz: strach o brata, o siostrę, o Laurenta, o przyjaciół i o resztę nieprzytomnych osób na pokładzie, nawet o cholernych Borginów – mimo tego, że przynajmniej dwa czy trzy razy fantazjowała o wrzuceniu Stanleya Borgina do basenu pełnego piranii. Żołądek zwijający się w supeł tak mocno, że gdy dostrzegła, że Atreus wciąż stoi, była tym zaskoczona: spodziewała się, że padł, może nawet jest martwy. I wreszcie bol głowy, niemal rozsadzający czaszkę oraz...
...dziwna myśl, że coś, ktoś chce jej coś pokazać. Znała to uczucie: widma dawnych wydarzeń, napierające na umysł, wciskające się pod powieki. Było częste, gdy pozostawała małą dziewczynką, zanim nauczyła się patrzeć na nie w blasku świec…
W tej chwili, obejmując brata, była jednak zbyt zdezorientowana i przerażona jego stanem, aby choćby zastanowić się, czy to coś odepchnąć czy otworzyć temu drzwi. I by zdecydować, co dalej: próbować zabrać ich z tej łódki, zanim i oni stracą przytomność, czy szukać powodów, które posłały większość grupy w otchłań snu?
Powinna pewnie też bać się o siebie, ale całą jej energię pochłaniały inne lęki. Nie Erik. Do cholery, nie on.
- Musimy ich stąd zabrać, zanim my padniemy i… Widzieliście to? - spytała, gdy dostrzegła półprzezroczyste postacie. Lewą ręką mocniej objęła brata, prawą dłonią sięgnęła po różdżkę... chociaż na tym statku były zagrożenia, przed którymi magia najwyraźniej nie mogła obronić, a Brenna była pewna, że zaklęcie wybudzające nie podziała...


Percepcja
Rzut Z 1d100 - 67
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 82
Sukces!


/edit za zgodą MG, by poprawić kod rzutów/


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Pan z Ministerstwa Magii
Tak zawsze genialny
Idealny muszę być
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzy 176 cm wzrostu i waży 74 kg. Jest postawnej budowy, ani gruby, ani chudy. Włosy ma ciemnobrązowe, podobnie jak oczy, tylko te z kolei o nieco jaśniejszych tonach. Zwykle chodzi dumnie wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem. Gestykulacja i dykcja typowa dla arystokraty. Wraz z początkiem lata zamienił brodę na rzecz gustownego wąsa.

Augustus Rookwood
#18
19.08.2023, 17:49  ✶  
Przeszedł mnie dreszcz na widok „Perły morza” z bliska. Otaczał mnie muł i zgnilizna, w powietrzu unosił się smród zdechłych ryb. Okropne. Ohydne. Paskudne. Na jedną z nich nawet miałem okazję nadepnąć. Chyba, bo kiedy chciałem to sprawdzić, mój wzrok padł na leżące wokół ciała. Przejął mnie strach o Avelinę, więc naprędce zacząłem szukać jej wzrokiem. Było tu dużo ludzi, czarodziejów... Kto wie? Może jednak jej tu nie było? Może poszła po rozum do głowy?
Ale nie. Cholera. Była też Ona. Leżała nieprzytomna wśród tej zgnilizny. Bezrobnna. Nawet nie zważałem na to, czy ktoś mnie w tej chwili bacznie obserwuje, ale postanowiłem czym prędzej zrobić coś z tym fantem niż będzie za późno. Nie miałem pojęcia, od jak dawna była nieprzytomna i z jakiego powodu. Stojący zdawali się być zaskoczeni, więc kto wie? Może to jakaś świeża sprawa?
Czym prędzej ruszyłem w jej kierunku, ale zdałem sobie sprawę, że coś było nie tak, coś, co działo się właśnie z moim własnym organizmem. Zrobiło mi się mdło. To ten smród. To ta aura statku... Wszędzie ślisko. Muł, zgnilizna, mdły zapach soli. Wszędzie ją czułem. Nawet na języku. Przepełniała wilgotne powietrze wokół. Było duszące. Sprawiało, że zacząłem czuć ucisk w głowie. A może to ten smród? Nie było dobrze. Chciałem złapać Avelinę i zabrać ją stąd czym prędzej, ale pociemniało mi przed oczami. Już kiedyś straciłem przytomność, więc wiedziałem co się szykuje. Nie byłem pewien, czy mogłem coś z tym zrobić, jakoś temu zaradzić. Starałem się tylko by nie upaść na dziewczynę. Próbowałem jeszcze wymacać różdżkę i jakoś to odpędzić, sam nie byłem pewien, co poczynić, ale nic cokolwiek zrobiłem, padłem.

Rzut N 1d100 - 32
Akcja nieudana

Rzut N 1d100 - 59
Sukces!
Skin-clad wolf
Don’t shake me
Don’t make me bear my teeth
You really don’t wanna meet that guy
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Sebastian to jest wysokim i postawnym mężczyzną. Mierzący 189 cm wzrostu waży 86 kilogramów. Ma krótko ścięte, ciemnobrązowe, przyprószone przy skroniach siwizną włosy (w odpowiednim świetle mogą wydawać się prawie czarne) oraz niebieskie oczy. Preferuje noszenie wygodny i najczęściej na wpół elegancki elegancki ubiór - dżinsowe spodnie, koszule i kamizelki, rzadziej zakłada trzyczęściowe garnitury i szaty wyjściowe. Sprawia wrażenie stosunkowo wyobcowanego, jednak nie jest niesympatycznym gburem - można się o tym przekonać rozmawiając z nim w cztery oczy.

Sebastian Travers
#19
19.08.2023, 17:52  ✶  

Po postawieniu pierwszej, jak i drugiej stopy na pokładzie, przegniłe deski nie zamierzały ustąpić pod jego ciężarem. To była akurat bardzo dobra rzecz, bo nie chciał nagle trafić do jakieś obskurnej ładowni. Pocieszające było to, że ta łajba prawdopodobnie trzyma się dzięki magii, niż na słowo honoru.

Po rozejrzeniu się wokół siebie, dostrzegł ludzkie ciała. Wyglądały nad wyraz na dobrze zachowane, bo nawet nie zaczęły się rozkładać. Naprawdę tworzyło to wrażenie, jakby ci wszyscy ludzie byli pogrążeni w głębokim śnie. Poczuł na karku nieprzyjemny dreszcz. Naturalnie nie chciałby sczeznąć na tym wraku w ten sposób. Planował wrócić na kolację albo na jutrzejsze do posiadłości. Czekała na niego rodzina.

Ledwo zdążył pomyśleć o tym, że nie chciał podzielić losu tych nieszczęśników, a wszystko wskazywało na to, że to będzie pobożne życzenie. Prawie wszyscy na jego oczach zaczynali tracić przytomność. Drugą myślą była ta, że oni wszyscy padli ofiarami jakieś klątwy. Niedane było mu tego potwierdzić w żaden sposób ani obalić tę tezę, ponieważ podzielił los wszystkich tych, którzy weszli na pokład tego statku.


Aktywność fizyczna
Rzut Z 1d100 - 13
Akcja nieudana

Rzut Z 1d100 - 99
Sukces!
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#20
19.08.2023, 18:10  ✶  

Czego się spodziewał po tym miejscu? Na pewno nie kolorów, kojącego szmeru morza i stada rozśpiewanych mew. Spodziewał się czegoś koszmarnego, czegoś trwożącego i przerażającego. Zamiast tego dostał sen. Wiedział, że ten statek go zaskoczy. Nie sądził jednak, że zaskoczy go do tego stopnia.

Postawił nogę na pokładzie, ale nie był tam krwi i upiorności. Stara, jęcząca konstrukcja o niepewnym gruncie prezentowała im śpiących ludzi. Oddychających. Bo oddychali. Oddychali... prawda? Odrobina zwątpienia uderzyła do gardła, a strasz złapał serce kościstą ręką - ale bardzo łagodnie. To nie był gwałt na psychice i organizmie, który nakazywałby się odwrócić i odpłynąć stąd ile tylko sił. To było coś, co wpełzało pod skórę, osiadało na tkankach i przylepiało się do nich. Pozwalało zachować zmysły w jednej całości, ale ostrzegało przed zbliżającą się klęską.

Laurent odetchnął z ulgą na widok Atreusa. Jakoś niektórzy ludzie tak na ciebie działali - widzisz ich i masz większą pewność, że będzie lepiej. Jest stabilniej, dobrze. Brenna, Atreus, przecież Victoria też była osobą, która prezentowała sobą statyczność. Powagę. Osoby takie jak Atreus, Sebastian czy Augustus prezentowały sobą jakąś niewzruszoną pewność siebie, przynajmniej w nienaturalnie niebieskich oczach Laurenta. Potem była delikatna Avelina, która przecież pasowała tutaj tak samo, jak on. Czyli wcale.

- Czy oni... - śpią? Chciał zapytać: czy oni śpią? Ale nie dokończył. Zrobił zaledwie dwa kolejne kroki, kiedy otworzył szerzej oczy ze zdziwienia i przyłożył dłoń do głowy, czując ostrze przecinające czaszkę. Utrzymał równowagę na ugiętych nogach. Przynajmniej w tym pierwszym uderzeniu bólu. Głos, wiele głosów, napłynęły do niego zewsząd i znikąd. Jakby statek śpiewał swoją pieśń. Jakby przemawiał za tych, których usta już otworzyć się nie mogły. Spojrzał na Brennę i Atreusa, którzy jeszcze stali na nogach. - Słyszycie? - Zapytał na wydechu. Następne uderzenie bólu i nasilający się głos sprawił, że Laurent zatoczył się na bok i oparł ramieniem o... nawet nie wiedział o co. I wtedy dotknęło to wszystkich. Słyszeli? Czy słyszycie? Padali. Jak muchy, jeden za drugim.

Więc... czego spodziewał się po tym miejscu?

Na pewno nie tego.

Opadł na ziemię z głową huczącą od słów pełnych pragnień i stracił przytomność.


Rzut O 1d100 - 45
Akcja nieudana

Rzut O 1d100 - 20
Akcja nieudana


○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Ian Borgin (1111), Atreus Bulstrode (733), Augustus Rookwood (678), Avelina Paxton (764), Brenna Longbottom (1077), Danielle Longbottom (446), Erik Longbottom (706), Geraldine Greengrass-Yaxley (832), Laurent Prewett (849), Mavelle Bones (633), Norvel Twonk (1798), Sebastian Travers (473), Stanley Andrew Borgin (763), Victoria Lestrange (707)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa