Avelina, Danielle, Sebastian
Na bladych policzkach Anne Bishop pojawił się rumieniec. Tym razem nie taki, jak wcześniej, nie pełen zaaferowania, zachwytu nad informacją, którą posiadała i która jak jej się wydawało, miała wprawić siedzące obok niej kobiety w konsternację; ale zawstydzony.
Uśmiechnęła się wymuszenie.
- Macie rację – zgodziła się słodko, choć znowu zrobiła to pewnie tylko dlatego, że brakowało jej jakiejś puenty, którą mogłaby zaskoczyć swoje rozmówczynie. – Z pewnością ta kobieta nawyobrażała sobie jakichś bzdur. – Za to Anne z pewnością nie wyobrażała sobie niczego szczególnego, gdy próbowała zepsuć humor Avelinie i Danielle. – Och, twój narzeczony podszedł do pana Arrowa. Czy oni się przyjaźnią? – zapytała z fałszywym zaciekawieniem.
Obserwowała jak Augstus wstawał, by porozmawiać z sir Howardem.
Tymczasem, gdy Danielle spojrzała w tamtą stronę przez chwilę widziała zupełnie coś innego. Nie przyjaciela rodziny rozmawiającego z zięciem, obydwaj zresztą raczej nie darzyli się sympatią, ale ciągnący przez ulicę tłum rozgniewanych ludzi. I jakby tam kiedyś była, jakby stała na chodniku? A kiedy zbliżył się do nich kelner, z początku wydawało jej się, że drogę zagrodził jej ktoś inny, ktoś dziwnie znajomy, kogo przecież wcale nie znała.
- Czy mam coś jeszcze paniom podać? – zapytał kelner.
Nie idź tam. Idzie kontrmanifestacja. To sprawa dla aurorów i brygadzistów. Co? Co to za bzdury? Kim niby mieli być aurorzy i brygadziści? Jaki kolejny odłam faszystów lub komunistów? A Lecznica Dusz? Czemu o niej wspomniała? Czyżby Anne Bishop jednak udało się podnieść Danielle ciśnienie? Ale jak na złość, gdy tylko próbowała skupić się na planowaniu ślubu córki, znowu w uszach usłyszała ten sam głos, tym razem cieplejszy i jakby nieco czulszy: Zawsze będę cię lubić. Skomlenie psa jednej z przechodzących nieopodal pasażerek przywróciło ją do rzeczywistości.
Pan Rossi pokiwał głową, rozważając słowa Sebastiana.
- Ach, to byłaby doprawdy wielka tragedia, gdyby jakiś złodziej ukradł mi moje perły – przyznał zamyślony. Postukał palcem w swoją szklaneczkę z alkoholem. – To taka zabawna historia, ale wygrałem je w karty. Znaczy samo to nie jest zabawną historią. Zabawne jest to, że wygrałem je od mężczyzny, który chwilę wcześniej nosił je na własnej szyi – uśmiechnął się z pobłażaniem. – Słowo daję, byłem w klubie dla dżentelmenów, nie w jakimś podejrzanym przybytku. Cały wieczór w nich grał i wygrywał. I wtedy powiedziałem mu, dobrze, zagrajmy o naprawdę wysoką stawkę, postawię siedemdziesiąt tysięcy funtów, jeśli pan postawisz te perły, co je z takim namaszczeniem nosisz na szyi. I się zgodził. Był nawet całkiem pewny, że wygra, ale mina mu zrzedła, gdy kazałem wrzucić perły do puli zakładów. – Rossi wychylił do końca burbon z lodem i machnął na kelnera, by przyniósł mu jeszcze jeden. – I wtedy szczęście odwróciło się od biedaka. Mnie za to akurat przyszła karta – uśmiechnął się zadowolony do swoich wspomnień. A Sebastiana nawiedziła kolejna dziwna i irracjonalna myśl, że pewnie tak jeśli naszyjnik byłby zaklęty a przed rozdaniem Rossi go dotykał, wyobrażając sobie zwycięstwo. – Teraz chcę te perły podarować szanownej małżonce samego króla. Słyszałem, że jest miłośniczką pereł. Jeśli nawet nie zyskam za to tytułu szlacheckiego to przynajmniej dostanę koncesję importową – wyjawił swoje plany.
Augustus
Sir James Howard obrzucił Agustusa nieprzyjemnym, choć nieco zaintrygowanym spojrzeniem.
- O – powiedział mało elokwentnie. – Ależ oczywiście, że są. Zdaje się, że pan się przyjaźni z moją narzeczoną od dziecka – przypomniał. A do Augusta dotarło, że właściwie to tak, znali się z Aveliną od czasów Hogwartu. Ho… czego? – Proszę mi uwierzyć, panie Arrow, doskonale wiem jakim posagiem dysponuje Avelina – poprawił go całkiem uprzejmie, kompletnie nie ukrywając tego, że zależało mu przede wszystkim na pieniądzach Heinzelów.
Tak, mógł się ożenić z Aveliną Heinzel, ale robił to dla pieniędzy. Tylko dla pieniędzy. Dla nich nawet gotów był podzielić się tytułem szlacheckim ze zwykłą córką właściciela fabryki.
Ale coś we wzroku sir Howarda mówiło o tym, że był całkiem zainteresowany tym, co Arrow miałby mu do powiedzenia. Może nawet gotów byłby odejść z nim na słowo, o ile to rzeczywiście było coś interesującego.
- Jestem do pańskiej dyspozycji – rzucił nonszalancko.
Avelina, Danielle, Sebastian, Augustus
I wtedy usłyszeli hałas dochodzący z dołu. Jakaś kobieta wykłócała się z jednym z oficerów pokładowych i najwyraźniej chciała wejść do restauracji. Coś na dole błysnęło.