• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6
[17 czerwca 1972] Kim dla siebie jesteśmy?

[17 czerwca 1972] Kim dla siebie jesteśmy?
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#11
22.09.2023, 22:15  ✶  

Nie musiał być miły, ale to pomagało w rozmowie. Gdyby był dla niej nie miły, to by dzisiaj nie rozmawiali, prawdopodobnie ich spotkania ograniczałyby się do rzucenia do siebie kilku niezbyt przyjemnych zdań i koniec. Byliby wtedy wszystkim, czego nie chciała i przed czym by uciekała. Sidła rozdmuchanie wielkich relacji… a jaką rozdmuchanie większą relację by tu miał mieć, jeśli nie swoje przyszłe małżeństwo? Chciał mieć spokój, ale spokój też trzeba było sobie ułożyć. Oczywiście, ze Victoria chciała mieć dla siebie szczęśliwe zakończenie. Gdyby nie chciała, to już teraz mogłaby się położyć na torach trasy Hogwart Expressu i czekać, aż z nią skończy, bo po co w takim razie żyć? Żeby spotkać swoje nieszczęśliwe zakończenie? Żeby na końcu dojść do wniosku, że to było chujowe życie?

On wiedział, a ona nie wiedziała – i to była różnica. On miał jasno wytyczoną drogę, bo wiedział jak bardzo na dnie jest, ona nie miała o tym zielonego pojęcia. I gdyby tylko mogła, to by mu pomogła. Wiedziała, ze to trudna relacja, ta pomiędzy nimi. Ale do kurwy nędzy no, mieli tak całe życie spędzić? Na… platonicznym uczuciu?

– Świetnie, w końcu – nie wyłapała żarciku, bo, zaskoczenie, jej całe życie nie kręciło się wokół męskiego przyrodzenia. Ale nie spodziewała się, że zostanie nazwana „muzą”. Że co? I w innych warunkach może by się uśmiechnęła i ucieszyła, bo kto nie chciał być dla drugiej osoby inspiracją? Rzecz w tym, że akurat w TEJ konkretnie relacji, wolałaby co innego. W TEJ relacji nie chciała być żadną… panną do której wzdycha się z daleka, inspiracją dla artysty. Oczywiście, że chciała być adorowana. Chciała usłyszeć, że się podoba i tak dalej… Ale jedyne na co mogła liczyć to „muza”. Od faceta, który miał być jej mężem. Miała wrażenie, że coś w niej właśnie najpierw zamarło, ale to serce przyspieszyło, a później coś je ścisnęło. „Można powiedzieć”, ze jest zauroczony. „Można”. I nie, to nie to samo co zakochanie i miłość, zdecydowanie było to pojęcie odległe o miliony mil. W tym momencie Victoria naprawdę cieszyła się, że opanowała oklumencję, choć utrzymanie tej maski kosztowało ją naprawdę wiele. Właśnie sposób w jaki o tym mówił… To jak mówił i co mówił… Oczywiście, że było jej przykro. I oczywiście, ze przeżywała nieprzyjemny zawód. Między innymi dlatego nie powiedziała na to wszystko ani słowa. Bo jakoś… Te ją opuściły. I nie miała nic mądrego do powiedzenia. Chciała… Wrócić do domu i zostać tam… i już nie wychodzić.

Chciała mieć normalny dom. Chciała w nim ciepła, nie takiego namacalnego, chociaż tego też nie czuła od półtorej miesiąca. Już nawet zapomniała jakie to uczucie. Ale chciała takiego rodzinnego ciepła. Chciała mieć… Rodzinę na tyle normalną, na ile się w tym świecie dało. Męża, któremu będzie się podobała, który będzie ją cenił, miejsca, do którego chciałaby wracać. Chciała partnera, z którym mogła dzielić radości i smutki. I kota. Albo dwa. O dzieciach nawet nie myślała w tym momencie, chociaż może powinna, Cynthia zawsze mówiła, ze Victoria byłaby wspaniałą matką, w przeciwieństwie do Isabelli. A teraz jedyne co chciała zrobić to zapłakać nad swoim parszywym losem.

Jej twarz była gładka jak pergamin. Ani grama emocji. Ale zapewne jej brak reakcji też był świetnym komentarzem.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#12
23.09.2023, 14:02  ✶  

Nie było zrozumienia przez Sauriela w tej sytuacji. Tych emocji, jakimi się unosiła Victoria, skąd to się jej wzięło, czemu teraz, a nie przed zerwaniem więzi. Nie było w nim poczucia, że coś tutaj faktycznie było nie tak. Że on zrobił nie tak. Bo robił, co mógł. Tylko oczekiwania Victorii ciągle rosły, rosły i rosły... a on nie mógł im wychodzić naprzeciw, nieważne, jak bardzo ona tego chciała. I piekliła się, bo inni to widzieli. Próbowali jej pomóc uświadomić sobie to, ale ona tak bardzo uparła się na wizję swojej głowy, że jej się uda coś zmienić, że to ona wie tutaj lepiej. Rzadko kiedy ludziom podobało się uzmysłowienie sobie, że nie mieli racji. Że rację mieli ludzie wokół, a oni tylko podążali za ślepą wiarą i naiwnością podszeptywaną do uszka. Sauriel doświadczył tego nie raz. Tego, jak głupi potrafi być rozum, kiedy serce wszystko przyćmiewało, bo tak bardzo mocno czegoś chciałeś. Cuda się zdarzały. Tylko liczyć na nie? Ha... z tym już było gorzej. Mieliśmy w zwyczaju czekać na cud, rozkładając szeroko ręce. Ale on nie przychodził. On bardzo rzadko odwiedzał ludzi. Nawet kiedy się starałeś naprawdę coś zmienić i intensywnie na niego pracowałeś. Bo powiedzenie, że Victoria się nie starała i niczego nie robiło byłoby bardzo dużym kłamstwem. Dawała z siebie wiele, jeśli nawet nie wszystko. Wstrzymywała się i krępowała sądząc, że to w czymkolwiek pomoże, ale tak nie było. To nigdy w niczym nie pomagało.

Kiedy się zatrzymała Sauriel zrobił jeszcze kilka kroków, zanim sam się zatrzymał i obejrzał na kobietę, która stała tam, przeżywając swój własny dramat niespełnionych pragnień. Chyba po prostu niespełnionej miłości, do której sama przed sobą się nie przyznawała. Coś było bardzo nie tak, tylko problemem było określenie dla Sauriela co konkretnie. Rozejrzał się powoli wokół, przez moment mając wrażenie, że to może chodzić o reakcję na jakiś bodziec zewnętrzny, ale poza pojedynczymi osobami przechodzącymi przez park nikogo tutaj nie było, kogo uznałby za zwracającego uwagę. Niczego nie widział, co by mogło wywołać jakąś nagłą gotować do... czegoś. Bo Victoria teraz wydawała się gotowa do "czegoś". Do przyjmowania kolejnych słów? Zbierała myśli? Kumulowała emocje, żeby je potem wypuścić jak tajfun? Skierował znów na nią spojrzenie czarnych oczu, trzymając fajka między ustami. Pozwalając mu się powoli wypalać. Czekał. Na jakieś słowa, reakcje, żeby szła dalej.

- Będziemy tu tak stać? - I milczeć? Coś było bardzo nie tak. Oczywistym stawało się, że nie spodobała się jej odpowiedź. Oczekiwała naprawdę czegoś więcej. Tylko czy to naprawdę mogła być jego wina? Nie grał z nią w zamknięte karty. Wręcz przeciwnie. Zamykał tylko ten rozdział życia, który mógł za bardzo zaszkodzić. Który mógłby ją zakopać - albo jego. W końcu pracowała w biurze aurorów. Któreś z nich musiało w końcu tutaj polegnąć, pytanie czy z przechyleniem się w jedną ze stron czy grzecznym wycofaniu. Cholera, zrobiłby wszystko, żeby nie została wciągnięta w ten absolutny koszmar, jakim byli Śmierciożercy. Ugryzł się w język, żeby już nie powiedzieć, że właśnie dlatego nie lubił być przesadnie miłym dla ludzi. Mówił jej, że to nie wypali, ale ona uważała inaczej. No i masz - oto byli. Kto miał rację? Oderwał od niej spojrzenie i spojrzał w bok, na trawę i drzewa. Na ćmy latające wokół latarenki parku. Mógł jeszcze tak chwilę postać, poczekać na wynik, wyrok, ale to wydawało się takie bezowocne. Może się uspokoi? Przejdzie jej? Może potrzebowała po prostu chwili na zastanowienie się nad tym wszystkim? Tak czy siak - chciał na nią poczekać i dać jej ten czas i przestrzeń. Spojrzał na ławeczkę przy latarni i pokazał ją kciukiem. - Może usiądziemy? Chcesz usiąść?



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#13
23.09.2023, 14:46  ✶  

Czemu teraz a nie przed zerwaniem więzi… to akurat było bardzo oczywiste dlaczego. Wtedy, kiedy jeszcze nie wiedziała co jest grane, kiedy myślała że to pochodzi od niej, próbowała sobie z tym poradzić na własny sposób, bo Sauriel choć ją odwiedzał, to zdawał się trzymać dystans celowo. Przekaz był więc dla niej jasny: nie był zainteresowany, co frustrowało ją dodatkowo, bo czuła jak flirtuje z innymi kobietami. Chciał zerwać tamtą więź, bo mu przeszkadzała. Denerwowało go, że go do niej ciągnie, więc jak mogłaby wtedy tknąć jakkolwiek ten temat? A teraz się wszystko odwróciło – i Victoria zupełnie nie rozumiała co się właściwie dzieje. Dlatego tak go dopytywała, bo miała wrażenie, jakby w jego przypadku więź nie tyle nie została zerwana, co jej siła się zwiększyła. Zaczął gadać o… o jakichś randkach, potem łapać ją za rękę. Jak mogła nie zgłupieć? Więc dlaczego teraz…? A kiedy? Jej oczekiwania wcale nie rosły. Ciągle były dokładnie takie same, po prostu o nich nie mówiła na głos. Sauriela polubiła i… Jakoś tak. Miała nadzieję, że uda się cokolwiek tutaj pomiędzy nimi poukładać. Ale on nie chciał nic układać. Żył, jak to sam powiedział, „od wtorku do wtorku”.

Ach. Nie zbierała się do przyjęcia na siebie kolejnych słów, chociaż wydawało się, po tym jak spokojna, gładka, niezmącona emocjami była jej twarz, że bez problemu je na siebie przyjmie. Nie gotowała się do tego, żeby wypuścić swoje skumulowane emocje, żeby się nimi podzielić. Nawet nie zbierała myśli – tych było za dużo w tej chwili, zbyt były rozedrgane, żeby mogła je złapać. I nawet nie chciała tego robić.

Zupełnie nie wiedziała jak ma ten temat ugryźć. Czy tym było właśnie złamane sece? Albo złamana nadzieja na normalność? Jak miała prowadzić swoje życie w takich warunkach, kiedy chciała czegoś innego, a Sauriela te rzeczy nie interesowały? Nie chciała być jedną z tych kobiet, która mając męża, ucieka do kochanka i to z nim ma lepszy kontakt i relację niż z facetem, którego nazwisko nosiła. Jak mogłaby sobie wtedy spojrzeć w oczy? I przede wszystkim – ten ślub to przecież nie był jej pomysł.

Nie odpowiedziała. Uniosła tylko spojrzenie na Sauriela, który stał kilka kroków od niej i pytał czy będą tak stać. Nie muszą. Nic nie muszą. A ona prawdę mówiąc wcale nie chciała już tutaj być, ani kontynuować tego spaceru. Wyrok? Nie byli w sądzie, wyroku nie miało by żadnego. A wynik? A co tu wynikować? Sauriel miał rację, że to nie wypali, bo nawet nie chciał, żeby wypaliło, więc… Z góry było skazane na porażkę.

– Nie, nie chcę – odezwała się w końcu. – Wolałabym wrócić już do domu – przyznała po prostu bez kręcenia, chociaż wcale się długo nie widzieli, a ten spacer po parku nie trwał długo. Nie uśmiechnęła się, kiedy to powiedziała, żeby jakoś załagodzić te słowa. Odetchnęła cicho, gotowa nawet się teleportować, ale nie chciała tego robić tutaj, w mugolskim parku. Lepiej byłoby wrócić do punktu z kominkiem.

I już miała się odwrócić, kiedy jej oczy i spojrzenie zamgliło się dziwnie.


!lestrange5
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#14
23.09.2023, 14:46  ✶  
W świecie, w którym żyłaś, nie było go już i nie będzie. Ta myśl pojawiła się nagle, jakby znikąd, okraszona bolesnym, płomiennym uczuciem tęsknoty. Nie pozostawił po sobie nic prócz listu. Umieścił go pod twoją poduszką, zanim pozwolił, aby zabrało go morze.

Victorio, pisał do ciebie, [i]mówiłaś mi, że to niska cena za nieśmiertelność, dla mnie jednak ta cena była zbyt wysoka. Nie wiem, gdzie zabierze mnie los, nie wiem co jest dalej, ale wiem jedno - nie boję się śmierci. Śmierć będzie ukojeniem po tym co musiałem zrobić, żeby spełnić twoje prośby.

Czy to naprawdę było tak wiele?

Kilka żyć ludzi nieistotnych, kilka istnień, którym odebrano życie zgodnie z twoją wolą. Na jeden pierścionek wystarczyło ich zaledwie pięć. To było krótkie ukojenie od głodu, ale działało. Nie wahałaś się już w ogóle, kiedy Borginowie zapytali cię, czy następna biżuteria z przyniesionym im kamieniem będzie czymś więcej. Spokojnie odparłaś, że marzy ci się kolia.

Używam w liście twojego imienia, ale nie czuję już wcale, że jesteś kobietą, którą pokochałem. Dlaczego więc nie potrafię cię zabić?

Też się nad tym zastanawiałaś. Gdyby spróbował, gdyby się tutaj zjawił, mogłabyś zabić również jego. Być może jego życie nabrałoby jakiegoś znaczenia, gdyby stał się kolejnym składnikiem kamienia filozofów.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#15
23.09.2023, 15:46  ✶  

Pokiwał lekko głową na boki.

- Okej. Niech będzie dom. - Kiwanie głową na boki zakończone zostało po prostu pokiwaniem w akcie przytaknięcia parę razy. Nic się prawie nie stało, a czuł się absolutnie zmęczony tą atmosferą i rozmową. Nawet nie zdążył się wkurwić - pilnował się, żeby się nie wkurwić. Nie zdążył nawet palnąć wielkich głupstw, bo też starał się tego nie zrobić. ALe nie ważne jakby człowiek nie chciał wypaść dobrze, to kiedy cię coś nie interesowało wychodziło to średnio. Najpierw należało popracować nad tym, żeby zainteresowanie się pojawiło. W tym wypadku ciężko dyskutować, z której strony co źle skręciło. Bo już gdzieś brnęło to w kierunku "lepiej", tak mu się wydawało. A tu się okazuje, że wcale nie, bo Victoria tak nie uważa. Nie uważa, że chciała się przesuwać na tej osi znajomości, ale też nie uważała, że chciała stać w miejscu. Więc? Nie był w stanie jej zadowolić, taki wysuwał się prosty z tego wniosek, widoczny dla obu stron. Zrobił tych parę kroków, które ich dzieliły, w jej kierunku, nie wyłapując nawet zmiany w jej mimice w pierwszej chwili. W drugiej spojrzał na jej twarz, zmarszczył brwi. A w trzeciej już to dziwne wrażenie zniknęło. Wydawało mu się? Nie wydawało? - Wszystko okej? - Czy to znowu wspomnienie? Bo jeśli tak, to niewiadomą było, co teraz może się stać.

Zmęczony. Tak, czuł się zmęczony, bo to, że nie mógł spełnić jej oczekiwań to jedno. To, że ona snuła jakieś... nadzieje czy marzenia - drugie. Nie chciał też sprawiać jej zawodu. Sprawiać jej przykrości. Nie zamierzał jej jednak przede wszystkim okłamywać. Teraz spoglądał na nią z lekką podejrzliwością, obserwując bacznie, czy nie będzie potrzebowała pomocy w ustaniu na nogach, asekuracji jakiejkolwiek. Nie wyglądało na to. Na nic to w ogóle nie wyglądało. Źle, dobrze, niedobrze, średnio, wkurwiona, zraniona - nie było żadnej informacji zwrotnej. Ile znaczyło milczenie? Wszystko i nic. Milczenie było za to bardzo skutecznym sposobem, żeby odepchnąć Sauriela. Zniechęcić go. Nie było tu inaczej. Nie mów, jeśli mówić nie chcesz, przecież to nie był sąd. Nikt nie wołał prawników i nie miało być klepania w pysk za milczenie. Światło latarni pukało w powieki, informowało o przegrywanych chwilach. Ale czasem żeby coś zyskać należało coś stracić. Victoria tego doświadczała na wielu płaszczyznach.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#16
23.09.2023, 16:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.09.2023, 16:36 przez Victoria Lestrange.)  

Jego już nie było i nie będzie. W tym świecie… Opuścił ją. Wybrał inną drogę, wyruszył na morze i zostawił po sobie tylko list. Victoria przypomniała go sobie, Edwina i list, i uczucia, które się z tym wiązały. To takie podobne, prawda? Ten zawód. Ten ból w sercu. Bo robisz coś dla kogoś, ale ten ktoś tego w ogóle nie docenia. Ten ktoś wcale tego nie chce, a ty po porostu… chcesz mieć go przy sobie. Chcesz, byście byli zawsze razem. Chcesz normalnego życia dla niego. I nie potrafi ci nawet spojrzeć w oczy. Po prostu pisze list, wsuwa go pod poduszkę, być może z nadzieją, że go nigdy nie znajdziesz. Odszedł. To bolało. Znowu to czuła, a wcale nie chciała. Czemu, do kurwy nędzy, musiała sobie o nim przypomnieć właśnie teraz? Aż złapała za materiał sukienki na wysokości serca, i ścisnęła go. Bolało. Tęskniła. Te wszystkie uczucia odbiły się na jeszcze przed chwilą spokojnej twarzy Victorii, która była i nie była sobą jednocześnie – ale tego Sauriel pewnie nie wiedział. Tego dramatu, który właśnie rozgrywał się w jej sercu i w głowie.

Śmierć będzie ukojeniem – zadźwięczało jej w głowie i jeszcze mocniej zacisnęła dłoń na materiale.

Czy to naprawdę było tak wiele? Przecież to tylko kilkoro ludzkich, nic nie znaczących żyć. To byli tylko pierdoleni mugole, do tego się przecież nadawali. Do zaspokojenia głodu. I działało. Nie czuła go, chociaż przez chwilę. I tak pragnęła tej kolii… Nie czuję już wcale, że jesteś kobietą, którą pokochałem. Ale ona kochała go dalej. I dalej tęskniła. Dalej bolało. I boleć będzie już zawsze. Dlaczego tego nie rozumiał? Było jej niemal szkoda, że nie spróbował jej zabić… Wtedy mogłaby się odwdzięczyć, a tak?

Po prostu zniknął o poranku i zostawił za sobą jedynie bolesne wspomnienie.

Uniosła spojrzenie patrząc na Sauriela jakby widziała go pierwszy raz w życiu, jakby go wcale nie znała. Jakby przed chwilą nie wziął i nie połamał jej nadziei na kawałeczki. Odsunęła się, ale nie było w niej strachu, było wyzwanie. Bo przecież się nie bała. Strach nie istniał w jej sercu. Odezwał się do niej, a ona przekrzywiła głowę, jakby patrzyła na jakiś interesujący, nowy obiekt. Ciemne włosy przesunęły się po plecach, a ona zmrużyła oczy. Znała ten głos. Przecież, że go znała…

– Sauriel? – zapytała niepewnie, chociaż w pierwszej chwili chciała zapytać o Edwina – co było idiotyczne, bo przecież wiedziała, że go tu nie ma. Że już nigdy go nie będzie…

To wszystko wracało… Rozmowa, jaką przed momentem odbyli, słowa, jakie zostały powiedziane, nieświadomie sprawiając ból, jej milczenie, to jak skryła się pod płaszczem oklumencji. Nawrót emocji był tak nagły i nie spodziewany, że tym razem nie zdołała się skryć, nie tak szybko przynajmniej. Ból, zawód – uderzyły w nią, odbijając się gdzieś w jej twarzy. Nie wyglądała na złą albo wkurwioną, nie. Mogła się złościć co najwyżej na siebie. Gdzieś na końcu odbił się w niej strach, kiedy uświadomiła sobie, co właśnie sobie przypomniała.

O tym, jak jej babcia zabijała ludzi. O tym, jak tworzyła kamienie filozoficzne. Że ich składnikiem były ludzkie życia. Że… Borginowie wiedzieli, albo przynajmniej można założyć, że się domyślali. Czy COŚ WAŻNEGO, co jej matka zabrała z szuflady, to było właśnie to? Kamień filozoficzny? Czy to on był kluczem do przywrócenia życia wampirowi? Trzęsąca się dłonią zakryła sobie usta, później złapała się za skronie, masując je oburącz, wkładając palce w ciemne włosy.

To było za dużo. Za dużo na raz. Za dużo… w ogóle.

– Nie chcę o tym myśleć. Dlaczego ona mi nie da spokoju? – rzuciła w końcu i przymknęła powieki. – Chcę do domu. Chcę żeby to się już skończyło.

Nie było pościgów, nie było wybuchów. Za to to wspomnienie było jak Plaskacz w twarz. I tak się właśnie czuła.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#17
23.09.2023, 18:27  ✶  

Śmierć była kojąca. Była wybawieniem, ratunkiem. Sauriel myślał o niej dzień w dzień, każdego wieczoru, każdego poranka. Kiedy szedł spać i kiedy się budził. Kiedy czasami spoglądał w dół stojąc na balkonie, albo kiedy akurat spoglądał na Tamizę. Bo skoczyć, pozwolić się jej pożreć - tej ciemnej wodzie - to byłoby wybawienie. Największym rozczarowaniem jego życia było to, że przeżył. Zmarł i powstał jako ktoś, kogo ubić o wiele ciężej. I jednocześnie o wiele łatwiej się zabić. Paradoks. "Nie jesteś wystarczająco odważny" - tak mówił mu mózg, kiedy myślał o tym, żeby na słońce wyjść, by z tym wszystkim skończyć. A potem pojawiła się Victoria i nagle... to wszystko przestało być aż tak straszne. A potem jego dusza została boleśnie przecięta konsekwencją jego własnych działań. Jego odpierdalającego umysłu. I... w końcu o tym prawie wcale nie myślał. Sumienie? Nie. Wyrzuty? Żadnych! Miał w końcu czysty umysł! Przyćmiewany jeszcze czasem przez jakieś echo, ale im dalej od Beltane tym lepiej się czuł. Prawie teraz z ekscytacją potrafił wyczekiwać kolejnych ciekawych zawirowań rzeczywistości wokół siebie. Chciał, żeby Śmierciożercy puszczali jego smycz, chciał jak każdy kot - bawić się. Ganiać za myszami i przecinać je swoimi pazurami. Sprawdzać, ile czasu wytrzymają i czy będą piszczeć tak samo. W końcu je zostawić. Przecież był rasowym kotem wbrew obiegowej opinii. Przecież nie zje byle myszy. Ale Śmierć potrafiła mieć bardzo wiele oblicz. Dla ciebie mogła być kojąca, dla innych mogła być tragedią. I w końcu, jak uważała Victoria, po drugiej stronie była ponoć tylko pustka. Pustka i oczekiwanie na najbliższych.

Opuścił ramiona, kiedy ona zrobiła krok w tył ze swoim nieobecnym spojrzeniem. Tak, wspomnienie. To wyglądało jak jeden z tych momentów, kiedy odpływała i nie wiadome było, co dzieje się w jej głowie. Odetchnął ciężko, mając nadzieję, że nic dziwnego się tutaj nie odjebie, bo naprawdę nie miał na to ochoty do kompletu. I ona też na pewno nie miała. Nie potrzebowała tego, ale to jej nie wybrało. Poniekąd. W końcu dobrowolnie wskoczyła do miejsca, które nie mogło być niczym dobrym. Czasem decyzje były nam narzucane, a czasami sami się w nie wrzucaliśmy, chcąc zrobić coś, cokolwiek, lepszego dla tego świata. A tu i teraz?

- Tak, to ja... - Mruknął, nie zbliżając się teraz do niej i nie próbując jej łapać. Obserwował ją tylko uważnie, jak odzyskuje światło w oczach i jak niemal na oczach zaczyna się prawie że zginać, składać, jak origami. Coś, co miało stworzyć nową Victorię - połączenie jej samej i jej prababki, która powinna była już pozostać w tym Limbo. Jak widać musiała zostawić swojej kochanej wnuczce jakiś dziwny prezencik. Zamiast wydziergać szalik na drutach, to drutami przedziergała ich wspólne wspomnienia. Mało to babciny prezent. - Właśnie mieliśmy iść do domu, pamiętasz..? - Odezwał się łagodniej i teraz do niej podszedł. Odruchowo chciał ściągnąć kurtkę, żeby narzucić jej na ramiona, ale... przecież ona i tak nie odczuwała zimna. Położył jej ostrożnie dłonie na ramionach i obrócił w odpowiednim kierunku, żeby ją poprowadzić z powrotem dróżką. Ostrożnie, bo nie miał pewności, czy jednak zaraz się coś nie wydarzy. - Niesienie na rękach jest otwartą propozycją. - Gdyby mdlała, gdyby nie miała siły, gdyby... działo się cokolwiek.

Nie wyobrażał sobie, jaki to musiał być koszmar, kiedy tak mieszało ci się w głowie. On by tego nie wytrzymał. Zwariowałby. Mógł tylko podejrzewać, a wyobraźni i tak nie miał za dobrej. Wystarczyło ciało obce jak magia po Beltane i już wszystko stawało na głowie, co dopiero coś takiego... I co tym razem się pojawiło? Chyba nawet nie chciał wiedzieć. Po ostatniej rewelacji chyba nie chciał po prostu wiedzieć. Tam mogło być wszystko, włącznie z kluczem do rozwiązania tej zagadki.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#18
23.09.2023, 19:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.09.2023, 19:23 przez Victoria Lestrange.)  

Nie miało się nic stać. Nie było żadnej myśli, że musi pilnie gdzieś iść, nie było mdlenia, nie było nawet bólu głowy. Był za to ból w sercu. Ten ze wspomnienia i ten… poza nim, ale to też już powoli stawało się tylko wspomnieniem. Tylko innym – tym jej, jej własnym, a nie wciśniętym jej do głowy. Tak, dobrowolnie wskoczyła w ogień, ale nie miała pojęcia, że to droga do Limbo. Sądziła, że to najprawdziwszy portal w inne miejsce w Anglii, w jakiś sposób zmajstrowany przez Śmierciożerców. Gdyby wiedziała, że to wejście do innego świata… Może wszystko byłoby inaczej. Ale mogli tylko gdybać, a tego Victoria w tym kontekście wolała nie robić. Nie wiedziała, że to było Limbo póki z niego nie wyszła i nie powiedzieli jej o tym medycy.

Mieliśmy iść do domu. Tak, chciała iść do domu. Chciała do niego pójść jak najszybciej, zamknąć się w pokoju i nie wychodzić… Długo. Chciała, żeby wszyscy dali jej święty spokój i jednocześnie wcale nie chciała być sama – bo była wystarczająco długo, radząc sobie ze wszystkimi przewrotami swojego życia sama. Tylko sama. Całkiem sama. Chciała iść do domu i nie czuć tego, co czuła. Tego zawodu. Właśnie dlatego starała się nie otwierać na ludzi, bo kiedy się to robiło… to przynosiło ból. Do Sauriela wyciągała rękę przez ostatnie pół roku, tylko po to żeby usłyszeć, że „jest jego muzą”. Nie, nie to chciała usłyszeć. Nie z jego ust. Miała wrażenie, że jest jej jeszcze zimniej niż zwykle.

– Tak, pamiętam – teraz pamiętała, niestety. I trudno było jej te emocje ukryć. Tego jak unikała jego spojrzenia, jak wyglądała na bardzo zmęczoną, smutną, przygniecioną wręcz.

Babciu, co ty najlepszego narobiłaś? Nie jedynie energia z krwi, z zostawionych przy życiu ludzi. Nie. Życie. Życie za życie. Serce jej się ścisnęło. To naprawdę było jak policzek. Najpierw jeden, od Sauriela, drugim poprawione wspomnienie babci.

– Jasne. Dzięki, ale nie ma potrzeby. Po prostu chcę do domu – wymamrotała, a głos miała zduszony, jakby jej gardło było ściśnięte i napięte. Pozwoliła się obrócić w kierunku, z którego przyszli. Wyglądała, jakby ją coś przygniotło, ramiona miała smętnie opuszczone. Teraz już nie szli powoli, spacerkiem, a w miarę szybko, jakby Victoria chciała tę niezbyt wielką odległość pokonać jak najszybciej. I nie było to tylko wrażenie, bo takie właśnie były fakty.

– Sauriel, ja… – odezwała się, kiedy już byli przy kominku. – Po prostu… – pokręciła głową. Nie umiała znaleźć słów, które mogłaby do niego i powinna powiedzieć. Bo co by miała? Miała zerwać zaręczyny i narazić się na gniew swojej rodziny? Albo narazić go na gniew jego rodziny? Absolutnie nie to dla niego chciała. I to z jego powodu w większej mierze, chciała coś z tego poukładać. Dla niego. Bo wiedziała jak go traktują, a jeśli coś nie pójdzie po ich myśli… to co mu zrobią z jej powodu? Albo co zrobią jej?

Czy choćby namiastka normalnego domu to coś, za co trzeba zapłacić tak wiele, że było to właściwie nie do dostania?

– Dobranoc, Sauriel – powiedziała, nim zniknęła w płomieniach.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Pan Losu (204), Sauriel Rookwood (4213), Victoria Lestrange (4575)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa