• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6
[Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa

[Bal Longbottomów, 18.03.1972] Posiadłość rodziny Longbottomów, sesja zbiorowa
monkey business
Two sides of me can't agree
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
170 cm, gęste blond włosy, które nie są jej naturalnym kolorem i które rzadko bywają gładko uczesane to dwie rzeczy, które na pewno pierwsze rzucą się w oczy. Alice ma twarz pełną czy nawet pyzatą o regularnych, wyraźnych rysach. Jej oczy są szare, ciemne. Zwykle sprawia wrażenie osoby pogodnej i swobodnie czującej się w każdym miejscu. Ubrania nosi rożne, dopasowane do okazji - od tradycyjnych szat po ubrania mugoli.

Alice Selwyn
#61
10.11.2022, 01:22  ✶  
Znad zastawionego stołu pod ścianą Alice zdążyła odmachać Seraphinie i spowodować pewne nieporozumienie wśród pary znajdującej się, gdzieś w połowie dystansu dzielącego kuzynki. Parka próbowała zrozumieć, dlaczego macha do nich anonimowa blondynka, jednak Selwynówna zajęła się deserowym rekonesansem. Przy okazji zdążyła się wymienić uwagami z starszym czarodziejem na temat poczęstunku, który podobnie jak ona, nie tracił czasu na trzymanie pozorów, że jedzenie tutaj nie było ich priorytetem. Zwykle na takich spędach przyciągała tego rodzaju towarzystwo. Przekleństwo jej pyzatej, okrągłej, jak księżyc w pełni, twarzy i uśmiechu, które razem dawały poczciwy efekt stapiający się w figurę kochanej wnuczki dla osób w mocno pchniętym wieku średnim. Jegomość stracił całkiem mechanizmy obronne, aż Alice jęknęła w duchu, gdy dostrzegła pięknie wystawiony zegarek z dewizką. Z czystego kruszcu, aż dosłownie zaswędziały ją palce. Zauważyła kilka run naniesionych w postaci grawerunku, wszystko w ciągu kilku sekund, zarys planu rozlał się w jej umyśle równie szybko. Trudno powiedzieć, że w jej wieku można mieć bardzo stare nawyki, ale pewne schematy trzymały ją mocno. Zamiast tego nałożyła swojemu chwilowemu towarzyszowi kilka tarteletek, bo jak wiadomo accio psuje smak jedzenia. Było jej łatwiej do nich sięgnąć mając przewagę w większym zasięgu ramion, a i jej obwód nie stanowił takiej przeszkody, jak w przypadku staruszka, którego szerokość była zbliżona do wzrostu. Gdy zaczęły się przemowy Longbottomów, żona starszego, jak się okazało, sędziego Wizengamotu, odciągnęła od stołu przy wtórze wyrzutów, że nawet nie poczekał na oficjalny toast.
Och, życie Alice zdecydowanie znalazło się właśnie w lepszym miejscu w trakcie drugiego kawałka ciasta, za słowami Erika Longbottoma. Wzniosła toast przy końcu jego słów. Porzuciła stoły w drugiej sali i przeszła w okolicę Florence.
- Dobry wieczór Flo - przywitała się ze swoim firmowym, wesołym uśmiechem. - Pióra abraxanów są zjawiskowe. - Jako dzieciak starała się znaleźć, choć kilka, kręcąc się wokół stajni, ilekroć była u Prewettów z wizytą. Jak nie porwała przy tym swoich rajstopek, to jedna Morgana raczy wiedzieć, ale zwykle wyglądała jak uboższa wersja stracha na wróble, z sianem wszędzie.
Sama podniosła rękę i podbiła do czterdziestu galeonów na drugą suknię. Raczej dla sportu, ale Alice nigdy nie kryła się z łatwością do korzystania ze swojej uprzywilejowanej pozycji i wydawania pieniędzy rodziców, którymi na co dzień nie rozporządzała, ale na taką okazję? Zresztą oficjalnie licytował jej brat.
- Czy mi się wydaje, czy raczej obie licytujemy w czyimś imieniu? - popatrzyła z ukosa na kuzynkę.
- Swoją drogą, polecam tarteletki, chyba zafundowałam nimi trzydniową zgagę jednemu sędziemu, a sobie dezaprobatę jego żony, bo zrujnowałam puddingową dietę. Czymkolwiek na gacie Merlina jest puddingowa dieta. Żyłam dotychczas w świecie, gdy zazwyczaj zawierały one tłuszcz, mąkę i mnóstwo wnętrzności, do których żywe istoty są egzystencjalnie przywiązane.
Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#62
10.11.2022, 13:52  ✶  

Wzrok Camerona krążył po scenie, w gruncie rzeczy, nie za bardzo wiedząc czego się spodziewać. Nie otrzymał osobistego zaproszenia, o ile nie zagubiło się ono wśród jego prywatnej korespondencji, toteż lwią część informacji na temat imprezy Longbottomów czerpał z najpewniejszego źródła pod słońcem, czyli Heather. Na szczęście przemowa organizatorów okazała się o tyle przydatna, że przypomniał sobie, jaki był cel tej całej zbiórki.

— Nigdy nie odmawiam darmowych drinków — skomentował nie do końca świadomy, jak donośny może być jego głos z pierwszego rzędu. Dopiero gdy usłyszał własne słowa, doszło do niego, że mógł go usłyszeć ktoś oprócz Heather. Czując na sobie wzrok osób z tylnych rzędów, przywarł plecami do oparcia, opróżniając zawartość kieliszka z szampanem. Spojrzał na Wood, udając, że czyta jej w myślach. — Ty zresztą też nie powinnaś.

Gdyby miał wybierać, zdecydowanie wolałby się teraz bawić w jakimś pubie pod Londynem lub na domówce na chacie u Rudej. Skoro już jednak zgodził się uczestniczyć w tym wydarzeniu, wiedział, że powinien dać z siebie wszystko, zwłaszcza że w okolicy kręciło się jeszcze jego rodzeństwo. A co jak co, względem nich musiał się mieć na baczności. Kto wie, co nagadają rodzicom?

Odetchnął z ulgą, gdy dziewczyna uwolniła go od utrudniającego mu swobodne oddychanie krawatu. Te cholerstwa, jeśli niepoprawnie zawiązane, potrafiły być równie utrudniające życie, co niedopasowane gorsety u kobiet w starych sukniach. Wzdrygnął się na samą myśl. Jeśli przedstawicielki płci pięknej mierzyły się z takim horrorem, jak on przez tę parę minut to im cholernie współczuł.

— Moja bohaterka — Ujął dłoń Heather i przyłożył teatralnie do swoich ust, udając, że składa na nich pocałunek. Uśmiechnął się od ucha do ucha, z trudem powstrzymując salwę głośnego śmiechu. Po chwili dodał nieco ciszej: — Szkoda, że Charlie się gdzieś nam dziś zagubił. Na pewno doceniłby twoją odwagę. Nie wiem, jak Brygada się bez ciebie obejdzie przez tę noc.

Cameron był mało obeznany w tym, jak prezentuje się podział struktur władzy w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów, nie miał więc bladego pojęcia, że na imprezie bawiła się całkiem spora liczba pracowników tejże instytucji. Gdyby wiedział, to prawdopodobnie doszedłby do wniosku, że w przypadku zabójstwa, goście od razu mogliby zbadać sprawę, zebrać dowody, przeprowadzić proces i wydać wyrok. W końcu zebrałoby się tutaj tyle znamienitych person.

— Jak na deskach teatru — zażartował cicho, odchylając się lekko w stronę Rudej, co by móc swobodnie komentować występ, do jakiego właśnie dochodziło na miniaturowej scenie. — Jak myślisz, jeśli się czymś narażą, to będą ich obrzucać zgniłymi pomidorami?

Obraz nie wyglądał jakoś spektakularnie, chociaż może była to kwestia tego, że po prostu nie był zbytnio w jego stylu. W jego gusta zdecydowanie bardziej wpasowywały się bardziej eteryczne prace, a te zawieszone przez Longbottomów wydawały mu się nieco zbyt wyszukane. Na widok sukienek przekrzywił głowę, nie do końca pewny, z czego była wykonana ta ciemna. Pióra abraksanów?, powtórzył w myślach.

Na pytanie Heather wykonał potakujący ruch głową. Cóż, jeśli mieli wyjść stąd z czymś ładnym, to chyba równie dobrze mogli i z tym. Widząc ozdobę od Filtwicków, uśmiechnął się szelmowsko do przyjaciółki.

— Jak myślisz, pasowałoby mi? Mógłbym nieco zapuścić włosy — Zaczesał sobie szybkim ruchem dłoni włosy na bok, jakby w ten sposób mógł dodać im nie tylko długości, ale też objętości. —Albo wypróbowalibyśmy to zaklęcie na porost włosów!

hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#63
10.11.2022, 20:41  ✶  
- Mój brat posiada wiele ukrytych pasji - przyznał z umiarkowaną powagą, która kazała wietrzyć w tych słowach jakichś podstęp. - Jestem jednak absolutnie przekonany, że o większości z nich nie ma jeszcze pojęcia - dodał, rozwiewając wszelkie wątpliwości co do powodów, które nim kierowały przy wyborze jakiegokolwiek upominku dla Oriona. Skromnym zdaniem Atreusa, jego brat zbyt dużo pracy poświęcał pracy, nie wspominając o tym, że często kiedy z niej wychodził, nie wyjmował przy okazji przysłowiowego kija z dupy, który zdawał się na tym etapie życia być już permanentnie przyspawanym do niego. Młody Bulstrode wciąż miał jednak nadzieję, że któregoś dnia Orion obudzi się jako nowy człowiek, oczywiście z jego pomocą. Że stanie się o wiele bardziej skory do szeroko pojętej zabawy. Zegar, lub też waza, które rozważał Atreus, były przedmiotami tak samo nudnymi jak jego brat, jednak żywił w tym wszystkim nadzieję, że ofiarowanie ich jako prezent uświadomi Orionowi, gdzie popełnia błędy. Zawsze też, waza mogła robić za bardzo poręczny, fenomenalnie wyglądający kosz na papiery.

Łypnął na Florence nawet nieco rozbawiony, wyraźnie się też rozluźniając, bo jakby nie patrzeć - spodziewał się chociaż odrobiny sprzeciwu. Mogła przecież się z nim zacząć droczyć, odwlekać odpowiedź, a rzuconony w odpowiedzi żarcik, przynajmniej jego zdaniem, nie zwiastował podobnej sytuacji.
- Dokładnie to samo pomyślałem - uśmiechnął się szelmowsko - Słyszałem że tego typu kolor tylko uwydatniałby barwę moich oczu, przez co byłbym jeszcze bardziej zniewalający - podrapał się po czole, mimowolnie przysłaniając dłonią twarz przed przypadkowymi podsłuchiwaczami, którzy mogliby zrozumieć te słowa na milion niewłaściwych sposobów. - Jasne, jasne. Będę pamiętał - a jeśli nie, to Florence pewnie i tak mu o tym przypomni. Od tego przecież miało się starsze siostry, prawda? - Jesteś wielka - rzucił jeszcze, spojrzeniem wędrując do Alice, która postanowiła przyłączyć się do jego siostry. On jednak miał inne zobowiązania, więc tylko uśmiechnął się do kuzynki, puścił jej oczko i kiwając im obu głową, wreszcie odwrócił się i ruszył w kierunku z którego przyszedł. Tym razem jednak nie śpiesząc się.
Gdzieś po drodze znalazł kolejną tacę niesioną przez kelnera, z której zaopatrzył się w nowy kieliszek. Tak uzbrojony i wyraźnie z siebie zadowolony, wreszcie ruszył prosto do miejsca, gdzie zostawił Elaine. Miał nadzieję, że nie miała mu za złe tego chwilowego zniknięcia, a nawet jeśli, nie pozostawało mu nic innego, jak zignorowanie tego, bo przecież zrobił to w szczytnym celu, prawda?
- Przepraszam, że cię zostawiłem, ale już jestem. Moja siostra wymagała ode mnie drobnych konsultacji - ułożył na moment dłoń na jej plecach, jakby chcąc utwierdzić ją w przekonaniu, że mówił jakkolwiek szczerze. Dopiero potem spojrzała na ludzi, z którymi zdawała się aktualnie prowadzić jakąś rozmowę, kiwając im na przywitanie głową i rozpoznając przede wszystkim Malfoya, który również pracował w ministerstwie.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma około 182 cm wzorstu, atletycznej sylwetki. Jego włosy są czarne, podkręcane, często zaczesywane do tyłu lub pozostawione same sobie. Twarz ma łagodną, ale opaloną wiatrem. Wyróżnia go przyjemna, oliwkowa cera, wyraźna oprawa równie ciemnych oczu i kilkudniowy zarost. Dłonie, raczej szorstkie, często poranione, lecz ciepłe w dotyku. Pachnie drewnem (świeżo ściętym lub palonym w kominku), skórzanymi wyrobami i czymś gorzkim, może lasem. W zachowaniu, można powiedzieć, dziwny. Bije od niego pewien rodzaj praktyczności i dystans. W postawie pewny siebie, może spięty?

Theseus Fletcher
#64
10.11.2022, 23:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.11.2022, 23:32 przez Theseus Fletcher.)  
Do: @Nora Figg

Zdołał przywrócić się do porządku, tak sensu stricte, jak i w przenośni. Im dalej od tamtej niezręcznej sytuacji, tym lepiej dla niego. Jego codziennym towarzystwem były trolle, skrzaty, gadające żaby, żmije, i Merlin jeden raczy wiedzieć jakie stworzenia, czyhające na jego nie zawsze przygotowaną osobę. Brenna musiała go jeszcze nigdy nie widzieć na podobnych uroczystościach, a on nie potrafił jej odmówić. Traktował ją podobnie do Geraldine, chociaż Longbottom była zdecydowanie bardziej gadatliwą osobą.

- Ja definitywnie będę potrzebować tego więcej. – Pokiwał głową i nie był Norze dłużny. Wypił lampkę szampana „na raz”.

- Ida? – powtórzył. Tak, piękne. Nie spodziewał się, że sam odwali przysłowiową manianę przed wszystkimi. – Ta. – skomentował wymownie. Nie chciał chyba do tego wracać.

- Spokojnie, jakiś stary znajomy? – zapytał. Wydawało mu się, że uprzejmie będzie zapytać. A tego wieczora miał być uprzejmy i cywilizowany.

- Wyglądałaś jakby nacisnął ci mocno na piętę. – dodał od razu, zapominając się, że to nie jego sprawa, a już w ogóle nie powinien wspominać o morderczej minie panny Figg. Może nie przy niej i nie na pierwszym spotkaniu.

- Ale spokojnie, w razie czego mogę nacisnąć mu na drugą. – kontynuował, nie zważając na nic.

Przybliżyli się do ludzi zgromadzonych wokół gospodarzy, aby wsłuchać się w przemowę. Theseus nie śmierdział pieniądzem. Nie miał zbyt dużo, ale to za sprawą swojego charakteru, gdyby zechciał, mógłby pewnie oszczędzić świetną sumkę.

- Ja nawet nie próbuję, chociaż gdyby tak podbić komuś stawkę…
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#65
11.11.2022, 13:38  ✶  
Wwiercała swój wzrok w brata, z zacięciem obserwując jego wyraz twarzy. Zawsze wiedziała, kiedy Cedric kłamał; przy próbach ominięcia prawdy robił minę kota srającego na deszczu, a potem wypowiadał słowa takim samym, bolesnym tonem.
- "Jadłem" - przedrzeźniła go, robiąc palcami cudzysłowy w powietrzu i wykrzywiając twarz. - Zaraz będziesz jadł moją pięść, jak nie przestaniesz łżeć. Jak tylko zejdziemy na dół, to masz coś przekąsić i nie chcę słyszeć, że nie masz ochoty - zarządziła stanowczo głosem nieznoszącym sprzeciwu. Podparła się pod boki, czekając cierpliwie, aż brat skończy przemianę w cywilizowanego człowieka. Musiała złapać go za łokieć, kiedy zakładał spodnie, bo mogła przysiąc, że w innym wypadku przewróciłby się jaki długi (może to była tylko imaginacja Ceci, ale lepiej dmuchać na zimne).
Wtem zaczął zmieniać buty i pięta nieśmiało zerkająca zza gigantycznej dziury w skarpecie w hipogryfy wręcz oślepiła Cecylię.
- Na dupę Merlina, czy ty od dziesięciu lat nosisz te same skarpety? Czy mama ci ich nie dała z okazji Yule, jak byliśmy jeszcze w szkole? - zapytała, łapiąc się za czoło. Dosłownie poczuła, jak odpływa jej krew z głowy, żeby zalać całą resztę ciała. - Nie odpowiadaj. Po krótkim namyśle nie chcę wiedzieć, bo jak odpowiesz twierdząco, to popełnię zbrodnię w afekcie i będą mnie potem sądzić jak za człowieka. - Potrząsnęła głową w niedowierzaniu. - Czemu ich sobie nie zacerowałeś chociaż, gałganie? - Brzmiała, jakby była gotowa siąść i łatać mu je tu i teraz, ale prawdę powiedziawszy, nie była w tym najlepsza. Prawdopodobnie tylko pogorszyłaby sprawę, zdenerwowała się niemiłosiernie, a potem cisnęłaby je do kosza. Tylko wtedy prawdopodobnie Ceddie by się popłakał, że wyrzuciła jego ulubione skarpetunie i saga żenady by się tak łatwo nie skończyła.
Dała jednak za wygraną, bo nie było czasu na zbędne ceregiele. Otrzepała plecy brata, kiedy założył marynarkę, po czym poklepała go po nich w ramach otuchy, modląc się przy tym, żeby czasem nie potknął się na schodach w ciut przydługich nogawkach i sobie zębów nie wybił. Co prawda magomedyków było dosyć pod ręką, naprawiliby mu ubytki w szczęce w trymiga, jednak obawiała się, że tych w honorze już niekoniecznie.
- Dziękuję - odparła szczerze na komplementy, uśmiechając się przyjaźnie. Nawet zrobiła mini pozę dla zaprezentowania kreacji. - Silas nie miał okazji mnie w niej zobaczyć, kibluje w Kotle z przymusu. Mówił coś o cholernym karle, zgaduję, że chodziło o właściciela - odpowiedziała na pytanie Dory, wzruszając ramionami. - Ale powiedział, że po mnie przyjedzie, bo pewnie nie będę umiała wyjść z imprezy bez odbijania się od ścian. Upojenie alkoholowe i astygmatyzm to tragiczne połączenie - przyznała bez bicia, robiąc kwaśną minę. Prawda była taka, że Ceci czasem lubiła się napić trochę wina, ale miała wybitnie słabą głowę i problemy ze wzrokiem. Gdy nie miała na nosie okularów, już na trzeźwo poruszanie się nie było takie łatwe. Po kilku kieliszkach myliła podłogę ze ścianami.
- A wy jakie macie plany dzisiaj na wieczór? Będziecie próbować coś zgarniać? - zapytała, patrząc to na Dorę, to na Cedrica.
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#66
11.11.2022, 16:12  ✶  
Westchnął cicho i wzruszył ramionami, uznając przed Eunice swą kapitulację. Przecież właśnie to jej obiecał, zanim wsunął na jej szczupły palec pierścionek zaręczynowy — pozwoli jej żyć po swojemu i nie będzie wywierał żadnej presji na jej decyzje. Co jeśli zależało mu wyłącznie na jej dobrze, którego Eunice — znacznie młodsza i mniej doświadczona przez życie — mogła nie zauważać. Już podczas podróżny poślubnej, zaledwie trzy doby od połączenia ich przysięgą, nauczył się jednak, że nie może rościć sobie prawa o decydowaniu za nią.
Być może nie miała charyzmy Elliotta i zaciętości Eden, ale (świadomie lub nie) Eunice również nosiła w sobie iskrę, gotową w każdej chwili rozjaśnić jej jestestwo lub strawić wszystko w pożodze. Gdyby tylko zapragnęła, mogłaby dokonywać rzeczy wielkich, tylko nie zdawała sobie, bądź też nie chciała zdawać sobie z tego sprawy.
— Myślę, że wówczas z czystej złośliwości starałaby się zatrzymać mnie na tym okropnym gobelinie siłę. Poza tym, podejrzewam, że gdyby jednak do tego doszło, twój ojciec naciskałby na rozwód — starał się zażartować, lecz słowo rozwód nieoczekiwanie osiadło na jego żołądku, zaczepiło się o jego ścianki i nie zamierzało odpuścić Blackowi do końca tego wieczoru. Jeszcze rok temu nie chciał się z nią żenić; dziś robiło mu się słabo na myśl, że mógłby ją stracić.
Milczał, wsłuchując się w odpowiedzi Malfoya. Jakoś się trzymał. Kolor jego aury zdradzał znacznie więcej, niżby sobie tego życzył. Zazdrościł mu tego, tej łatwości w pogodzeniu się ze stratą. Tymczasem Perseus wciąż nie potrafił wyzbyć się poczucia winy spowodowanego śmiercią Simone; mógł wszakże załatwić tę sprawę w inny sposób, postawić się Elliottowi, zaproponować mu inne wyjście. Tymczasem był zbyt onieśmielony, nieco przytłoczony tym, że po raz pierwszy od jego wyjazdu do Paryża rozmawiają ze sobą jak za dawnych czasów, to znaczy najbardziej naturalnie i szczerze jak tylko potrafili ze sobą rozmawiać.
Odruchowo podążył wzrokiem za spojrzeniem Elliotta i dostrzegł Erika Longbottoma. Dreszcz niepokoju przebiegł po jego plecach, gdy zdał sobie sprawę z tego, jak świetlista otoczka wokół jego ciała zmienia kolor. Nie trzeba była słów, by pojął, że ten mężczyzna nie jest obojętny jego przyjacielowi. Kiedy ich oczy ponownie się spotkały, przełknął nerwowo ślinę, a onyks tęczówek zdawał się mówić tylko bądź ostrożny.
Nie miał na szczęście zbyt wiele czasu na roztrząsanie tego problemu; oto poczuł szturchnięcie, gdy drobne kobiece ciało wpadło na jego własne. Rzucił zaskoczone spojrzenie na sprawczynię tego zamieszania i ujrzał przed sobą twarz Elaine, której posłał łagodny uśmiech. Jeden z tych, którymi chciał ośmielić swego rozmówcę; panna Delacour zdawała się bowiem niezwykle zagubiona pośród napierającego zewsząd tłumu (skąd, u licha, Brenna Longbottom wynalazła tych ludzi? Zrobiła nalot na Dziurawy Kocioł, porwała wszystkich czarodziejów i przebrała w ubrania wieczorowe? Perseus niezbyt dobrze ją znał, jednakże na podstawie przekazywanych mu plotek i opowieści był skłonny uwierzyć w tę wersję wydarzeń).
— C'est bon, Elaine — odparł odruchowo po francusku i z wielkim zdumieniem odkrył, że pozostali rozmawiają po angielsku. Zanim jednak zdążył się zreflektować, ubiegł go Elliott, który przedstawił Eunice jako pierwszy, zapominając, że teoretycznie powinien zrobić to mąż. Szturchnął go dyskretnie laską w czubek buta. Czy ty się uczyłeś savoir-vivre od skrzata?, pomyślał. Nie był zły, raczej zaskoczony i rozbawiony — w innych okolicznościach być może skwitowałby to śmiechem, teraz jednak sytuacja zobowiązywała ich do zachowania powagi.
— Och, tak, wybaczcie. Poznajcie pannę Elaine Delacour, uzdrowicielkę w Świętym Mungu. Pracuje na wydziale zatruć. — Zerknął pośpiesznie na Eunice w oczekiwaniu na jej reakcję. Nigdy nie wspominał jej o znajomości z Elaine, jednakże nie wynikało to z chęci ukrywania czegokolwiek przed małżonką — wręcz przeciwnie, były to kontakty bardziej zawodowe, niźli prywatne (pomijając wydarzenia na Marszu), toteż uważał, że ma właściwie podstaw, aby tłumaczyć się skąd znał czarownicę.
— Cóż... To Eunice decyduje, z czym wracamy do domu — odparł pogodnie, a jego spojrzenie powędrowało na scenę. — A ty, Elaine? Masz na oku coś wyjątkowego?
Nie znał się na biżuterii. Dla Perseusa każdy dodatek ozdobiony błyszczącymi kamieniami jawił się jako ładny (z tego powodu, gdy chciał sprawić prezent jakiejś kobiecie w swoim otoczeniu, prosił o pomoc innych — nawet siostry pomagały mu w doborze prezentów, którymi obsypywał żonę w trakcie podróży poślubnej), dlatego też prędko pochwycił sugestię Elliotta.
— Chyba nawet wiem z jakimi — objął Eunice w pasie, a następnie podbił cenę spinki do 80 galeonów.
prodigal daughter
I knew one day I'd have to watch powerful men burn the world down
I just didn't expect them to be
such losers
wiek
31
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
landlord, ex-auror
Wysoka na 175cm, jasnowłosa zjawa. Jest niezwykle szczupła, wręcz na granicy chorobliwości; lekko zapadnięte policzki ukrywa dobrze dobranym makijażem, którego nieodłączną częścią są usta pomalowane czerwoną szminką. Włosy ma proste i długie, sięgające lędźwi, zwykle nosi je rozpuszczone. Zawsze bardzo elegancko ubrana, najczęściej w stonowane barwy - nie jest zwolenniczką jaskrawych odcieni i mieszania kolorów. Nie lubi też przepychu; widać, że nie szczędzi pieniędzy na dobrej jakości ubiór, lecz nie obwiesza się biżuterią i tym podobnym. Porusza się bardzo zgrabnie, ale pewnie. Zawsze patrzy ludziom prosto w oczy podczas rozmowy, mając przy tym ciemne, przenikliwe spojrzenie. Zwykle mówi w bardzo spokojnym, niskim, nieco zachrypniętym tonie. Ma bardzo przejrzysty akcent, wyraźnie wymawia słowa, po sposobie mowy słychać, że to ktoś z dobrego domu, ktoś świetnie wykształcony.

Eden Lestrange
#67
11.11.2022, 16:27  ✶  
Było coś w stwierdzeniu, że Eden nie była sobą. Ciężko stwierdzić, od jak długiego czasu utrzymywał się ten stan rzeczy, ale zdecydowanie ocena Williama była dobra. Można było tylko dywagować, czy czasem nie lepiej byłoby, gdyby tak już pozostało - wszakże nigdy nie była osobą szlachetną, miała zdecydowanie więcej wad niż zalet, więc zmiany powinny zostać przyjęte przez ogół publiki z pocałowaniem ręki.
Istniała jednak wciąż obawa, czy aby nie zmieniała się na gorsze. Jeśli się dało.
O ile na objęcie w talii zareagowała jedynie lekkim uniesieniem brwi, tak delikatny pocałunek w skroń nieco wybił ją z rytmu. Odwykła od czułych gestów, których przecież i tak nigdy nie było za wiele w ich małżeństwie, nawet przed okresem ciszy i narastającej nienawiści. Zamrugała kilkukrotnie, jakby próbując poradzić sobie ze zwarciem układu nerwowego, lecz już po kilku krótkich chwilach mimowolnie uśmiechała się nieśmiało pod nosem, licząc, że róż na policzkach skrzętnie zamaskuje blado wykwitający nań rumieniec.
Musiała przyznać, że na moment poczuła się niedorzecznie.
- Co? - wyrwała się z nieznacznego szoku, próbując podążyć wzrokiem tam, gdzie mąż. - Moja laska? - Zadała kolejne pytanie, nie wydając się ani trochę mniej skonsternowana niż chwilę temu. Moja laska odeszła gdzieś na bok ze swoim bratem jakiś czas temu i nie powinieneś o niej wiedzieć, przeszło jej przez myśl, ale nadal dzielnie próbowała rozruszać trybiki w głowie, by połapały się w rozmowie.
- Och! - Wydała wreszcie z siebie dźwięk jakiegoś zrozumienia. - To nie moja laska, tylko siostra. Perseus przyszedł z żoną. Eunice, pamiętasz? Ta blondynka - wyjaśniła cierpliwie, pokazując na młodszą siostrę palcem. Co prawda gest niezbyt grzeczny, ale pomachała jej od razu z ciepłym uśmiechem, żeby nie wyszło, że ją czasem obgadują. Przecież obgadywali jej męża.
Zauważyła skrzywienie się Williama, gdy spróbował wina. Zmarszczyła brwi, powąchała zawartość swojej lampki, po czym upiła drobny łyk. Musiała przyznać, że piła lepsze gatunki, ale naprawdę nie było przecież wcale złe.
- Nie smakuje ci? - zapytała z troski, naprawdę gotowa znaleźć mu coś innego. Wyglądał, jakby zaraz miał ponownie przywitać się z dzisiejszym śniadaniem. Może nie spodziewała się, że to faktycznie się stanie, ale przecież nie będzie go zmuszała do picia z grzeczności, jak matka do spróbowania kompotu z suszu na Yule.
- Nie jest zła - odparła, gdy zaczął temat spinki do włosów. - Jednak licytacje działają w specyficzny sposób. Najlepsze zostawia się na koniec, a więc to, co idzie na pierwszy rzut, jest zwykle badziewiem - wyjaśniła mężowi, nadal popijając wino. Jej najwyraźniej nie przeszkadzało. - Poczekam z topieniem pieniędzy na coś jeszcze bardziej wyjątkowego. - Puściła Williamowi oko, po czym złapała go pod ramię, aby następnie oprzeć swój podbródek na jego barku.
Widząc pióra abraksana na wystawionej sukience skrzywiła się tak, jak mąż w reakcji na pośledniej jakości wino. Sama w sobie kreacja nie była zła, ale Eden wyjątkowo nieznosiła pierzastych elementów. Miała wrażenie, że wygląda w takich jak papuga.
- Mam nadzieję - odrzekła na komplement Willa na temat swojej sukienki. - Kosztowała mnie mniej więcej tyle, co niewyremontowana kamienica na obrzeżach Pokątnej. - Zaśmiała się, bo dla niej był to naprawdę dobry żart. Dopiero po chwili dotarło do niej, że nie rozmawiali z mężem o przyziemnych sprawach ich życia codziennego już tak długo, że mógł się nie orientować w cenach obecnie panujących na rynku nieruchomości. - W sensie, że dużo, ale nie całe oszczędności - wyjaśniła więc, zerkając od dołu na twarz Williama, mając nadzieję, że ujrzy w jego wyrazie ślad zrozumienia.


I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show

~♦~
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#68
11.11.2022, 19:03  ✶  
Materiał złotej sukni delikatnie owijał się wokół jej kostek, gdy stawiała krok za krokiem, pozwalając sobie na spokojne tempo gdy wraz z mężem przekroczyła próg siedziby. Bywali tu czasem, a i ona bardzo chętnie poświęcała uwagę pozostałym członkom rodzinny Longbottom – i cieszyła się, że Erik oraz Brenna tak dobrze dali sobie radę. Czy byli jeszcze przed największymi wyzwaniami? Tak podejrzewała. Nie mogła jednak powiedzieć, że właśnie tego im życzy, bo jeżeli ten bal z licytacją mógł przebiec spokojnie, to tego właśnie im życzyła. W końcu potrzebowali zebrać sumę pieniędzy a niekoniecznie zabłysnąć z powodu nieprzyjemnego zdarzenia.
Gdyby wciąż jeszcze widziała, mogłaby rozejrzeć się po pomieszczeniu, tak jedynie uchem wyłapując kolejne słowa i stwierdzenia, zastanawiając się, co dokładnie mogła wyłapać. Tu pochwały nad samym sobą, tu zachwyty nad balem, tutaj ludzi, którzy bardzo niewiele mogli zrobić w życiu więc musieli stać i burczeć na wszystko, co się działo. Do każdego typu ludzi była przyzwyczajona i żałowała, że chociaż ze słuchu ciężko było ich rozpoznać. Wzrok, nawet sprawny, również nie pomagał, gdy brać pod uwagę musieli, że ludzie z najpiękniejszym wyglądem często mieli najbrzydsze wnętrze. I to wcale nie mówiła o flakach.
- Chcesz pogratulować bliskim dość…ciekawej przemowy? – Uśmiechnęła się, pochylając się w stronę swojego męża gdy jeszcze wyciągnęła dłoń, ostrożnie wyczuwając szkło które potem złapała mocniejszym chwytem. Powąchała jeszcze zawartość szkła, dopiero po chwili upijając łyk i pozwalając sobie na skinięcie głową. Szampan również wybitny, jak zawsze – to pewnie nie pierwsza i nie ostatnie z niespodzianek, które Longbottomowie przyszykowali i nie ostatnia.
Nie mogła dostrzec, co dokładnie wnoszono na scenę, ale gdy słuchała, ciekawie zapowiadała się ozdoba do włosów. Suknie mogłyby się przydać, jednak te wolała już kupić we własnym zakresie na zamówienie, były lepiej dopasowane do jej niepełnosprawności. Obraz marnował się na kogoś, kto widzieć nie mógł, dlatego ozdoba wydawała się najciekawsza z opisu.
Zamierzała o ozdobę walczyć do końca, mogąc sobie na to pozwolić z zapłaty za swoje koncerty. Dlatego licytowała teraz spinkę za sto galeonów, zastanawiając się, co będzie dalej – ciekawa była, czy inne przedmioty będą budzić większe zachwyty czy jednak mniej potencjalnych chętnych się znajdzie.
- Chyba, że chcesz zrobić coś innego? Mam nadzieję, że będę mogła potem wyprosić u ciebie chociaż jeden taniec? – Uśmiechnęła się w jego stronę, nieco mocniej ściskając jego ramię. Życie było dość przygnębiające w ostatnich latach, lecz teraz, chociaż na jeden wieczór, na ten jeden dzień mogli pozwolić sobie na odrobinę swobody i zabawy.
Gambit Królowej
I'm not calling you a liar, just don't lie to me
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Elegancka i wysublimowana panna, która zręcznie przemyka przez ulice, ubrana w biel, która stała się niemal jej symbolem (ewentualnie okraszona czerwonymi dodatkami). Czasami znajduje się w miejscach, gdzie przebywać kobietom z dobrego domu nie wypada, ale Prewettci nigdy nie mieli zbyt wielu poszanowania dla zasad i konwenansów. Przeciętnego wzrostu (160 cm) pachnąca drzewem sandałowym i lawendą. Długie, rude włosy chętnie spina w kunsztowne fryzury.

Seraphina Prewett
#69
11.11.2022, 20:20  ✶  
Zdecydowanie nie zgodziłaby się, że rywalizacji nie ma co forsować. Dla niej był to najciekawszy element praktycznie każdego elementu była właśnie rywalizacja, nie tylko przez rodzinne wychowanie, ale również przez wszystkie sytuacje, których doświadczyła. Bez poczucia rywalizacji ludzie nie starali się i nie działali tak dobrze jak gdy rzeczywiście czuli, że muszą się wykazać. Jednak w ten sposób wiele osób nie myślało…szkoda.
- Ja dziś wyjątkowo jestem tutaj jako niewinny i przypadkowy przechodzień który może coś wygra, a chociaż zawsze zapraszam wszystkich do odwiedzin, dziś nic nie przyszłam reklamować. Czasem też trzeba pozwolić innym dać porwać się zabawie, czyż nie? – Spojrzała na obydwoje rozmówców, unosząc jeszcze kieliszek szampana w geście ich małego toastu.
- Nie wiem, czy to lepiej, czy jednak dobrze, że przeminęłam przez szkołę bez zapamiętania w większości wypadków. Albo może po prostu dobrze się kryłam. – Uśmiechnęła się, upijając również szampana i spoglądając na Mavelle, kiwając głową. – Rzeczywiście, nie jeden rok. Rok wyżej? – Pamiętała te lekko sarnie oczy, które jednak patrzyły z pewną hardością. Albo nie hardością, ale czymś, czego do końca nie umiała opisać. – A co by było w ramach zainteresowania? – Ciekawa była, czego ludzie sobie życzyli. W końcu skoro nie zamierzała tu znaleźć nic dla siebie, to oznaczało, że gustowała poza szerokim zakresem przedmiotów. Więc w czym?
- Takiemu przystojnemu kawalerowi nawet jednego tańca? – Spojrzała z zaciekawieniem na pannę Bones, bez żadnej złośliwości we własnych słowach, gdy o tym mówiła. Gdyby postawić ich tak obok siebie, wyglądaliby całkiem uroczo, a chociaż nie przepadała za bawieniem się w swatkę, namieszać przecież można było odrobinę. No i rozmawiali ze sobą, gdy przyszła, więc coś to oznaczało.
- Bardzo chętnie dam się porwać. Żałuję, że nie ma karnecików, można by było wpisywać się kto, jaki taniec zajmuje. Albo, żeby pamiętać. – Nie, żeby dla niej to był problem, ale ten uroczy drobny szczegół z dawnych czasów wydawał się niezwykle interesujący. Uśmiechnęła się jeszcze, gdy ogłoszono licytację, odczuwając to, mniej bądź bardziej słusznie jako przytyk w jej stronę. Gdyby miała teraz Brennę w zasięgu wzroku, mrugnęłaby do niej, teraz jednak nie skierowała się na licytację, czekając, co jeszcze pojawi się na scenie.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#70
11.11.2022, 23:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.11.2022, 23:16 przez Brenna Longbottom.)  
/Uwaga: bardzo proszę oferty licytacji wpisywać do tego tematu: http://secretsoflondon.pl/showthread.php?tid=335 (krótkie info: to i to, za tyle i tyle, można się nawzajem przebijać, jeśli cena poleci za bardzo, będę ustalać z graczami na priv, co dalej). Oczywiście, możecie też licytować fabularnie, ale nie trzeba, i w przypadku licytowania fabularnie i tak bardzo proszę dajcie tam info, by każdy wiedział, ile osób licytuje.
W kolejnym poście będzie jeszcze kilka przedmiotów (wisiorek, naszyjnik, miotła, jeszcze jedna ozdoba do włosów i kolacja z Erikiem), zanim przejdziemy do tańców.
jeśli ktoś życzy sobie być zaczepionym przez npc, prasę, cokolwiek, niech proszę da znać - będę wpuszczać barda/


Obraz Loretty został wylicytowany przez Giovanniego. Suknia numer dwa zaś powędrowała do Alice Selwyn - i do obojga podszedł jeden z pracowników, podając liścik, potwierdzający dokonanie zakupu.
Licytacja sukni numer jeden i ozdoby do włosów potrwała dłużej: tę pierwszą licytowały Florence w imieniu Atreusa oraz Heather, a tę drugą po odpuszczeniu przez Gio, Faye oraz Perseus.

*

Nie wszyscy brali udział w licytacji oczywiście: niektórzy siadali już na kanapach albo tłoczyli się przy stołach, gdzie można było częstować się sałatkami, przystawkami albo łakociami. Jeśli ktoś nie miał życzenia przysłuchiwać się licytacji, mógł swobodnie schronić się w jednym z kątów za zaklęciem wyciszającym. Ten i ów stawał z boku, by powymieniać ploteczki ze znajomymi. Chociaż licytacja była de facto sensem całej zabawy, to nie zmuszano do udziału w niej gości: zwłaszcza, że nie wszyscy byli nią zainteresowani.
- A oto kolejny skarb od rodziny Prewettów. Dwustuletni, zabytkowy zegar z porcelany. Cena wywoławcza czterdzieści galeonów.
Zegar w odcieniach bieli i błękitu pojawił się zaledwie chwilę przed wazą w podobnej kolorystyce, również z porcelany. Kolejny antyk, na pewno sprowadzony aż z Chin. Brenna była wobec niego na tyle podejrzliwa, że dość długo sprawdzała autentyczność aż w pełni ją potwierdziła.
- Waza podarowana przez państwo Eunice i Perseusa Blacków, wykonana z chińskiej porcelany, pochodząca z dynastii Ming, wykonana około roku 1500 naszej ery przez chińskich magów - rzemieślników. Cena wywoławcza czterdzieści galeonów - kontynuowała Brenna wraz z postępem licytacji. Nie wdawała się w żadne dodatkowe zachęty, nie nawoływała do kupna: raz, nie była mimo wszystko typem występującej, dwa, nie mogła oprzeć się wrażeniu, że tutaj byłoby to źle widziane.
A jednak przywykła do tego typu wystąpień, że tylko aurowidz mógł odgadnąć, jak bardzo chciała już móc zejść z tej ceny. I zjeść ciasteczko. Albo jeszcze lepiej torcik Nory. Całkiem miło byłoby też uciec gdzieś do sadu. Albo na Alaskę. Podobno było tam tak pięknie o tej porze roku.
- Czy mamy tu fanów quidditcha? Jeżeli tak, to oto nie lada gratka dla nich. Szata podarowana przez Fabiusa Watkinsa, członka Srok z Montrose, reprezentanta Anglii, z jego podpisem na rękawie. Wystąpił w niej podczas inauguracji ostatnich mistrzostw świata. Trzydzieści galeonów - oświadczyła Longbottom z uśmiechem. Szczerym, bo było coś zabawnego w tej różowej szacie, opatrzonej autografem jednego z najsłynniejszych graczy w Anglii.
- Coś dla fanów mocnych przeżyć, kart oraz osób lubujących się w szukaniu nowych doświadczeń. Wejściówka do kasyna Mirage, niewymagająca wyłożenia wstępnej sumy. Piętnaście galeonów.
Nie kupując żetonów, nie potrzeba było gotówkowego wkładu, aby zagrać. To z kolei dawało szansę jedynie na wzbogacenie się.
- Pierścionek, podarowany przez Elisę Longbottom. Cena wywoławcza: trzydzieści galeonów.
Tak, miała swój interes w tym, że nie zachwalała pierścionka na prawo i lewo. Zaprezentowała go jednak oczywiście: wiktoriański, z drogim kamieniem, bez wątpienia wart swojej ceny. A kiedy poduszeczka z nim została przelewitowana przed podwyższenie, Brenna bardzo, bardzo wymownie spojrzała na nikogo innego, jak na Cedrica Lupina. To znaczy, osoby, której nie znały jej naprawdę dobrze, nie mogły się zorientować, ale Ced powinien się zorientować, że patrzy mu prosto w oczy...


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Adelard Longbottom (481), Alastor Moody (3093), Alice Selwyn (2764), Astoria Trelawney (1891), Atreus Bulstrode (3450), Bard Beedle (4517), Brenna Longbottom (8047), Cameron Lupin (6155), Cedric Lupin (2390), Daisy Lockhart (3631), Dora Crawford (2815), Eden Lestrange (5094), Elaine Delacour (1953), Elliott Malfoy (5616), Erik Longbottom (8250), Eunice Malfoy (2520), Fernah Slughorn (1912), Florence Bulstrode (2902), Geraldine Greengrass-Yaxley (2257), Giovanni Urquart (1987), Heather Wood (5031), Ida Moody (1164), Loretta Lestrange (478), Martin Crouch (428), Mavelle Bones (3481), Nora Figg (3371), Patrick Steward (3021), Perseus Black (3050), Sacharissa Macmillan (296), Seraphina Prewett (2183), Theseus Fletcher (2961), William Lestrange (3688)


Strony (21): « Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 21 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa