• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[26 lipca 1972] Honorowy pojedynek | Strefa VIP-ów

[26 lipca 1972] Honorowy pojedynek | Strefa VIP-ów
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#101
03.11.2023, 12:03  ✶  

Banda Borgina



Nawet jeśli zaproszenie na... opicie tego... remisu... (tak, Laurent miał wątpliwości, czy jest tutaj co "opijać") było otwarte i dotknęło zarówno jego jak i Victorię to nie mógłby odejść bez słowa nie idąc chociaż na chwilę do Atreusa. Co prawda jego kuzyn nie miał okazji pojawić się na scenie i zabłysnąć, ale chociaż wypadało mu postawić się przed Louvainem - znajomym do minimalnego stopnia, w którym to minimum miał z nim do czynienia przez ocieranie się o niego przy Stanleyu. Jego kojarzenie go było absolutnie żadne z prywatnych doświadczeń, a gazety... prasa i media kochały w końcu kłamać, a sam stał się tego ofiarą jeszcze kilka dni temu, kiedy w gazecie obok jego twarzy pojawiło się szumne hasło o tym, że "Śmierciożercy to terroryści". W każdym razie odłączył się na moment od tamtej grupy razem z Victorią, żeby udać się do mężczyzn. Teraz już grupy mężczyzn. Połączona na nowo "banda Borgina" rodem wyjęta ze szkolnych korytarzy. Jak widać czas nie rozdzielał niektórych ludzi i niektórych znajomości.

- Wyjątkowo się cieszę, że nie miałeś okazji wyjść na parkiet. - Zwrócił się do Atreusa, kiedy do nich podeszli, po czym przesunął wzrok na Anthony'ego i na Stanleya, którzy... czy oni się upili? Albo czy Anthony się upił, czy może źle się poczuł? Chyba gotów byłby wzywać Munga, gdyby nie to, że tutaj było już wystarczająco osób do pomocy. I przede wszystkim chyba mieli to pod kontrolą. To - czyli procenty. Naprawdę nie chciał się w to mieszać. Jak było wspomniane - czas niektórych nie rozdzielał, tak i teraz można dodać, że nie zmieniał również pewnych nawyków. Doprawdy nie rozumiał, skąd Cynthia nagle wzięła to, że "trzymał się z nimi". Może akurat poobijał się parę razy o ich nogi jako smarkacz i jakaś dziwna fama poszła po szkole. Pasował do nich zdecydowanie mniej niż pięść Louvaina do nosa Philipa. A wyobrażał sobie, że to porównanie było dla tych panów aktualnie jak idealnie pasujący puzzel i nie zdziwiłby się, gdyby Atreus sam myślał o tym, żeby honoru stała się zadość dla pana Lestrange. - Bardzo udany pojedynek. Mam nadzieję, że remis nie jest tu za dużą potwarzą. - Tak, bo jakoś nie sądził, spoglądając w oczy Louvaina, że był satysfakcjonujący. Chyba dlatego, że on miał zawsze dzikie spojrzenie. Jakby przecinał człowieka na pół i mógł wyciągnąć z niego wszystko, co wpadło do nieodgadnionych myśli między strony pożądania. Jego magnetyczna osobowość robiła z Laurentem dziwne rzeczy, więc znalezienie się od tej grupy z daleka było teraz co najmniej mile widziane. - Miłej zabawy. - Pożegnał się z grupą, posłał jeszcze uśmiech do Stanleya i niepewne spojrzenie na Anthony'ego. A potem znowu na Stanleya tak pytająco, czy "wszystko z nim okej?" Jak potrzebował pomocy wystarczyło mrugnąć dwa razy.

Odszedł razem z Victorią w stronę drink baru.


Postać opuszcza sesję


○ • ○
his voice could calm the oceans.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#102
04.11.2023, 18:21  ✶  

Chuj z tym pojedynkiem. Najważniejsze, że zagrywka Tośka okazała się tylko blefem, ponieważ żaden alkohol na świecie nie mógłby go tak łatwo ściąć, czyż nie? Na pytanie odnośnie kłótni pomiędzy tamtą dwójką wzruszył tylko ramionami, wszak nie miał przecież pojęcia na ten temat - Dobry remis nie jest zły. Wilk syty i owca cała - dodał pod nosem, częstując się papieroskiem od Atreusa.

Stanley podążył za Bulstrodem i machnął ręką w kierunku Borgina Juniora aby ruszył z nimi bo starczyło mu już tego siedzenia i odpoczynku - Dobrze było. Nie ma co się załamywać - zapewnił Louvaina, poklepując go po plecach. Tylko tego by brakowało aby przepierdolił z Philipem... No Lestrange to by się chyba z tego nigdy nie podniósł i zapewne starałby się znaleźć jakiś sposób aby się zemścić. Czy w takim razie wszystkie niesnaski mogły odejść na bok? A co ważniejsze - czy mogli się już iść upodlić?

Odwzajemnił uśmiech Laurenta - nie było przecież między nimi żadnej złej krwi, a dodatkowo to co przeżyli na tym przeklętym statku sprawiało, że też we trójkę patrzyli na siebie trochę inaczej. Coś jak jakaś rytualna śmierć, którą przeżyli razem. Kiwnął do Prewetta głową aby zapewnić go, że wszystko będzie dobrze i Tośkowi to w zasadzie nic nie grozi - ten był przecież w dobrych rękach - Wzajemnie, wzajemnie - odparł, a następnie zaciągnął się papierosem - No to co panowie? Jakiś drineczek, piwko pod to święto? - zapytał, rozglądając się po nich aby znaleźć sobie jakichś sojuszników odnośnie tego pomysłu. Bo o ile brata nie musiał za bardzo przekonywać i liczył, że Atreus też już skorzysta z tego pomysłu, pozostawał ciągle Louvain do którego to jednak należała końcowa i ostateczna decyzja. Może nie było nic wartego świętowania według niego?



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#103
07.11.2023, 10:42  ✶  

Pojedynek zakończył się remisem. Nie było wygranego ani przegranego. Dużym plusem było także bezpieczeństwo na terenie wydarzenia, gdzie aurorzy i uzdrowiciele nie musieli interweniować. Nie doszły do niego nawet żadne niepokojące informacje ze strony osób z jego wydziału. To dobrze. Nawet jeżeli nic miałoby się nie wydarzyć, lepiej dobrze zabezpieczać miejsca. Ostatnie wydarzenia w kraju zmuszają wielu przedstawicieli wydziałów w Ministerstwie do reagowania nawet wcześniej. Tak i tutaj Laurence dopilnował, aby uzdrowiciele byli obecni w razie konieczności. Nie tylko ze względu na możliwych rannych pojedynku, ale ogólnie.

Znajomi Phillipa już zgadali się na wspólne wyjście, bo było widać jak ich frekwencja zaczęła maleć. Z jego rodziny też powoli będą się ulatniać i kto wie, czy Louvain też planował jakieś przejście do baru. Laurence ze względu na opiekę nad synem, nie mógł sobie pozwolić. Będzie jeszcze okazja aby porozmawiać z rodzeństwem. Ucieszyło go, że Loretta się pojawiła. Ale niepokoiła go nieobecność Williama. Będzie musiał go odwiedzić.

Stwierdzając, że z synem widzieli wszystko i mały Loius powinien być w domu, wziął za rękę syna i pożegnał się z każdym członkiem rodziny. Również Louvaina poinformował, że będzie wracał do siebie i dodał mu otuchy, że nawet jak pojedynek skończył się remisem, to i tak jest z niego dumny.
Po wymianach zdań, Laurence z Loiusem opuścili miejsce.


Postać opuszcza sesję
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#104
18.11.2023, 22:37  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.11.2023, 22:38 przez Louvain Lestrange.)  
Remis w żadnym wypadku nie był dla niego satysfakcjonującą opcją. To zdecydowanie za mało dla jego rozdmuchanego ego, jednak w tej chwili mógł mieć zażalenia wyłącznie do siebie. Nie zamierzał się pocieszać tym, że mogło skończyć się jeszcze gorzej, niż teraz i choć usłyszał z ust sędziego to samo co cała sala w głębi ducha czuł się przegranym. Nie obchodziło go nic innego, niż zwycięstwo. I choć na arenie stał obok Notta z gracją wykonując ostatnie ukłony w stronę publiki, z formalnym uśmiechem na twarzy to jego aura fermentowała wręcz w kolorach oburzenia, irytacji oraz rozczarowania. Przed poczuciem wstydu uchronił go jedynie fakt, że rywal w ostatniej wymianie zaklęć został również trafiony. Przynajmniej nie mógł nazajutrz pyskować w gazetach, że pozostał nietknięty. Z areny zszedł bez słowa, bo wyłącznie kodeks pojedynku wymusił na nim ostatni uścisk dłoni z Philipem, do ostatniej nitki przesiąknięty przekonaniem, że ten konflikt wcale nie został rozstrzygnięty. Instynktownie ruszył w kierunku swojej bandy, bo widok przyjaciół mógł zatamować krwawiące poczucie dumy. Nie zawiódł się Atreusie, słowa otuchy mimowolnie wywołały chociaż cień uśmiechu na jego twarzy. - Dzięki, następnym razem nie będzie miał tyle szczęścia. - odparł klepiąc przyjaciela po ramieniu. - Dobrze będzie jak się w końcu czegoś napiję. - odparł od razu na wyrazy wsparcia od Stanleya, który również okazał się być dobrym kumplem. - Chociaż niektórzy to chyba nie wytrzymali już napięcia, jak widzę. - dorzucił widząc czwartego muszkietera, Tonyego, który miał czerwony nos, raczej nie od skradzionego pocałunku fanek. Rozejrzał się dalej po strefie vipowskiej, dostrzegając jak poszczególni goście zaczęli już wychodzić zanim Lou jeszcze ogłosił, że to przecież nie koniec imprezy. Zmierzył się z spojrzeniem Cynthii, którą obdarzył porozumiewawczym spojrzeniem, tak jakby w jego oczach miała wyczytać jak bardzo niepocieszony jest, pomimo udawania niewzruszonego. Nie zatrzymywał się wzrokiem zbyt długo na jego antygroupies z Vakelem w roli głównej, by nie musiał zbyt długo konfrontować się z jego sarkastycznie zadowoloną miną. A potem go zamroziło. Wiele rzeczy przewidywał podczas tego wydarzenia, ale nie, że Loretta wykręci mu taki numer. Na widok własnej bliźniaczki w objęciach księcia ćpunów, Alexandra, jego aura na ten moment przybrała odcień głębokiej, nasyconej czerni. I chociaż był wprawionym oklumentą, ani myślał o ukryciu groźby śmierci jaka zapanowała w jego aurze podczas tej chwili. Loretta dobrze wiedziała, że Lou nienawidzi Mulcibera jak psa, że ani jednym słowem nigdy nie wypowiedział się dobrze na temat ich relacji. Mimo tego przyprowadziła go tu, obściskiwała się z nim, kiedy on na arenie obstawiał własny honor o przywrócenie jej godności. Oderwał się jednak od tego impulsu, wiedząc, że zbyt wiele oczu jest teraz na niego skierowane by mógł się oddać morderczemu instynktowi. - Chodźcie, zapraszam was na skromny afterek. WSZYSTKICH. - zwrócił się w kierunku przyjaciół, ale i wszystkich swoich gości. Każdy kto był zaproszony przez Louvaina, lub Atreusa mógł czuć się zaproszony.

Postać opuszcza sesję

To koniec głównego wątku wydarzenia. Bardzo dziękuję wszystkim graczom/graczkom/osobą grającym za obecność i współudział w evencie! Chętni wciąż mogą kontynuować zabawę w tym wątku(do końca dnia, tj. 26 lipca 1972), dla urozmaicenia własnej fabuły, lub zakładać kolejne w obrębie hali widowiskowej i w atmosferze wydarzenia pojedynku. Afterparty dla gości Louvaina & Atreusa TUTAJ.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Logan Nott
#105
20.11.2023, 22:48  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.11.2023, 22:49 przez Logan Nott.)  
Pojedynek zdawał się właśnie wchodzić w rozstrzygającą fazę, gdy Logan zmienił po raz kolejny odsunął się od osób, z którymi próbował porozmawiać. Owszem rozumiał, że ważniejsze było to co dzieje się na arenie jednak z konwersacji, które docierały do jego uszu mógł wywnioskować, że raczej większość osób rozmawia o czymś zupełnie innym, a są w tym miejscu tylko po to, aby się pokazać. Cóż on również zwykł bywać na takich wydarzeniach towarzyskich jak pojedynki, bankiety czy inne przyjęcia organizowane przez znanych i lubianych w czarodziejskim świecie jednak nie sądził, że tym razem przyjdzie mu nie zagaić z nikim chociaż małej wymiany poglądów.
W swojej wędrówce do stolika gdzie siedzieli rodzice jego i Philipa na chwilę zatrzymał się gdzieś przy wyjściu z areny, by ewentualnie pogratulować któremuś z oponentów, mając nadzieję, że okaże się nim jego brat. Akurat trafił na ostatnie zaklęcia obu walczących i chociaż miał już swojego faworyta z niecierpliwością oczekiwał na werdykt sędziego. Zastanawiał się nawet czy nie powinien być wśród sekundantów Philipa jednak po jakiejś chwili skonstatował, że miał najlepszego przybocznego na jakiego mógł sobie pozwolić. Przecież gdyby Philip to przegrał członek Brygady uderzeniowej z pewnością dałby sobie radę z Louvianem. Oczekiwanie zdawało się trwać wieki aż w końcu dał się słyszeć głos sędziego, a Logan nie mógł uwierzyć w to co słyszał. Remis?? Jak to remis? Owszem na punkty może i tak było jednak według niego o wiele lepiej w tym starciu zaprezentował się jego brat i według starszego z braci Nott, to właśnie Philip powinien to wygrać. Jednak widząc, że obaj oponenci zaakceptowali ten wynik on również postanowił to zrobić. W końcu miał nadzieję, że obaj byli ukontentowani i żaden z nich nie będzie żywił już więcej uraz do tego drugiego. Owszem chciał poczekać na swojego brata jednak najpierw chciał powiedzieć rodzinie, że zostaje jeszcze, by pogadać z Philipem na Afterparty i uświadomić im, by na niego nie czekali. Przecież był dorosły i potrafił o siebie zadbać. Poza tym nawet gdyby trochę przesadził z alkoholem to nie był ofermą i wiedział jak wrócić do domu.
Dopiero po pożegnaniu się z matką i ojcem wrócił do wyjścia z areny pojedynku i razem z bratem poszedł by trochę poświętować w towarzystwie. Miał tylko nadzieję, że tam będzie miał więcej tematów do rozmów niż podczas pojedynku.

Postać opuszcza sesję
King with no crown
Stars, hide your fires
Let no light see my black and deep desires
wiek
31
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Kanclerz Skarbu
Schludny, młody mężczyzna ze starannie ułożonymi blond włosami. Nie grzeszy wzrostem, będąc wysokim na 178 centymetrów, acz chodzi na tyle wyprostowany i z uniesioną głową, że może wydawać się górować nad rozmówcą. Pomaga mu w tym spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, na tyle skutych lodem, że nie sposób się przez niego przebić, aby dostrzec kryjącą się za nimi duszę. Zazwyczaj używa perfum z cedrowymi nutami przeplatającymi się z drzewem sandałowym. Dobiera ubrania starannie, zwłaszcza kolorystycznie. Nie ubiera się krzykliwie, acz odpowiednio do okazji; zawsze z idealnie wyprasowanym materiałem koszuli, dobrze dopiętą kamizelką. Charyzmą przyciąga do siebie innych, acz waży słowa w naturalnie ostrożnej manierze. Nie brak mu w głosie donośnych tonów, na marne można oczekiwać, że otworzy usta, aby krzyczeć, nawet te cicho wypowiedziane przez niego słowa potrafią być dobitniejsze niż cudzy krzyk. Stawia na niską intonację, uważając, że jest przyjemniejsza dla ucha i bardzo dobrze podkreśla angielski, wręcz krzyczący w swojej pretensjonalności o jego uprzywilejowanym urodzeniu, akcent.

Elliott Malfoy
#106
22.11.2023, 00:26  ✶  
Stwierdzenie, że pogodził się z sytuacją byłoby nie tyle błędne, co po prostu absolutnie odchodzące od faktycznego stanu rzeczy. Westchnął głośno, wiedząc że prędzej czy później ktoś się w tym zasr- całkiem czystym szalecie zjawi. Problemem nie był brak wyjścia z sytuacji, a fakt że każde wydawało się opłakanie żałosne.
Niby mogło być gorzej, nie?
Zawsze mógł obszczać sobie nogawkę.
Chociaż wtedy pewnie użyłby odpowiedniego zaklęcia, aby się tej mokrej nieprzyjemności pozbyć.
A co jakby ktoś zobaczył jak obszczał sobie nogawkę?
Tak, to na pewno byłoby gorsze od zatrzaśnięcia się w szalecie.
Wypieki zażenowania zdążyły zejść z jego twarzy, ale wtedy usłyszał otwierające się drzwi. Serce zabiło mu szybciej i podniósł nogi w panice, conajmniej jakby był ukrywającym się w szkolnej toalecie uczniem, który celowo pragnie ominąć męczące zajęcia. Tyle, że pojedynek ani nie był męczący (przynajmniej taką Elliott mial nadzieję, bo nie przyszło mu go zobaczyć) ani nie chciał go omijać. Los postanowił zaśmiać mu się prosto w twarz, jak zwykle zresztą. Brakowało mu kociej równowagi, dzięki której zawsze mógłby lądować na czterech łapach. Przy upadkach obijał się i czasami zastanawiał czy wstawanie ma jeszcze jakiś sens... Ale czy naprawdę powinien dać się pokonać złośliwemu zamkowi w kiblu?
To brzmiało zbyt żałośnie nawet jak na niego.
Dopiero po usłyszeniu swojego imienia, zorientował się, że wstrzymywał oddech.
Musiał wyglądać przez sekundę naprawdę żałośne. Z podciągniętymi nogami i zaczerwienioną od braku tlenu twarzą na publicznym sedesie. W garniturze, który nie powinien marnować się w tak ciasnym pomieszczeniu. Każdy powinien był podziwiać materiał, krój kolor...Teraz to wszystko było stracone. Całe przygotowania na marne.
Od razu przyszły mu do głowy pytania 'Czy Erik go szukał?', 'Czy było mu przykro?', 'Jak szkoda, że nie zobaczył go w tak skrzętnie dobranym stroju'.
Ale zaraz, ktoś przecież do niego mówił? Musiał odsunąć zmartwienie o garniturze nie otrzymującym wystarczająco atencji na później.
Miał dobrą pamięć i, na całe szczęście całość odczuwalnej paniki wykorzystał na nerwowe poprawienie włosów, na wypadek jakby ktoś otworzył te drzwi z zaskoczenia i miał go zobaczyć. Bo przecież musi się dobrze prezentować, prawda? Nawet na kiblu. Zwłaszcza na kiblu.
Na Merlina, jaka to była idiotyczna sytuacja.
Wracając jednak do sedna - tak, Elliott Malfoy miał bardzo dobrą pamięć. To czego nie potrafił zmieścić między myślami odkładał 'na półki', ale wszystkie najważniejsze fakty podróżowały z nim. Chociażby jak to, że głos w toalecie należał do Vakela Dolohova.
Mogło być lepiej, ale mogło tez być gorzej, pomyślał, ale zaraz pożałował... bo co jeżeli Pan Celebryta czytał w myślach?
- Nie wierzę, że to łut szczescia pozwolił ci zgadnąć, że znalazłem się w tak żałosnej sytuacji - odparł jedynie. Nie mógł odrzucać żadnej opcji, ale pozostawało robić dobrą minę do złej gry i nie przepełniać głowy... Niczym nacechowanym nazbyt pozytywnie bądź negatywnie. Regularnie udawało mu się ukrywać myśli, czyżby rozgoryczone minuty spędzone na sedesie dłużyły mu się tak, że opuścił gardę nie zdając sobię z tego sprawy?
Nie było czasu nad tym rozmyślać, bo zaraz drzwi się otworzyły, a Elliott zmarszczył brwi. Nie wyglądał na przestraszonego. Resztka stresu, która jeszcze chwile temu się w nim kłębiła, ukrył głęboko w sobie, a postać Vakela zmierzył od stóp do głów zatrzymując spojrzenie na wciąż wilgotnej twarzy.
- Jeszcze bardziej żałosnym będzie jak powiem, że od mojej strony nie dało się tych drzwi otworzyć - uśmiechnął się pod nosem, bo właściwie żadne inne zachowanie nie przychodziło mu do głowy. Nawet jeżeli Vakel chciałby o tej sytuacji rozgadywać każdemu, to lepiej nie ukrywać tak błahej kwestii i uznać ją za zabawną niż zachowywać się jakby miała być ona końcem świata.
To wciąż, jednak, nie wyjaśniało skąd mężczyzna wiedział o tym, gdzie go znaleźć.
Fakt, był w końcu... wróżbitą, prawda? Ale czy jasnowidzem?
Elliott nie miał pojęcia. Fakt, Vakel był popularny, ale Malfoy nigdy nie zagłębił się w jego dokonania. Nie był też do końca pewien jak obydwie te umiejętności, czy też dary, działały. Przynajmniej nie wiedział nic poza absolutnymi podstawami.
- Tak czy siak, muszę ci przede wszystkim podziękować. Jest coś, co mógłbym dla ciebie zrobić? Co równa się z oswobodzeniem z kabiny toalety? - zapytał neutralnie, unosząc jedną brew ku gorze. Nie sugerował niczego, być może wpływał przy tym na niebezpieczne wody, ale zakładał, że rozmówca ma wystarczająco dużo rozsądku, aby nie pytać o nie-wiadomo-jak ciężkie do wykonania przysługi.
Przecież mowa była o wypuszczeniu z kibla, a nie uratowaniu z tonącego statku (nawet jeżeli mogłoby się to wydawać podobną tragedią).
Przymknął oczy w widocznym zażenowaniu swoimi słowami i gdyby ktoś znał go dogłębniej (jak chociażby Perseus) to mógłby się zastanowić czy Elliott ma zamiar wybuchnąć śmiechem, czy też się rozpłakać. Prawda była taka, że starał się przełknąć myśl, że ta sytuacja zapewne będzie wyśmiewana przede wszystkim nie przy nim, a za jego plecami. Nawet jeżeli błahość tej sytuacji mógł ukoronować śmiechem ze swojego własnego nieszczęścia, tak ego miał dość kruche. W końcu był trzydziestoletnim mężczyzną.


“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦
prodigal daughter
I knew one day I'd have to watch powerful men burn the world down
I just didn't expect them to be
such losers
wiek
31
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
landlord, ex-auror
Wysoka na 175cm, jasnowłosa zjawa. Jest niezwykle szczupła, wręcz na granicy chorobliwości; lekko zapadnięte policzki ukrywa dobrze dobranym makijażem, którego nieodłączną częścią są usta pomalowane czerwoną szminką. Włosy ma proste i długie, sięgające lędźwi, zwykle nosi je rozpuszczone. Zawsze bardzo elegancko ubrana, najczęściej w stonowane barwy - nie jest zwolenniczką jaskrawych odcieni i mieszania kolorów. Nie lubi też przepychu; widać, że nie szczędzi pieniędzy na dobrej jakości ubiór, lecz nie obwiesza się biżuterią i tym podobnym. Porusza się bardzo zgrabnie, ale pewnie. Zawsze patrzy ludziom prosto w oczy podczas rozmowy, mając przy tym ciemne, przenikliwe spojrzenie. Zwykle mówi w bardzo spokojnym, niskim, nieco zachrypniętym tonie. Ma bardzo przejrzysty akcent, wyraźnie wymawia słowa, po sposobie mowy słychać, że to ktoś z dobrego domu, ktoś świetnie wykształcony.

Eden Lestrange
#107
22.11.2023, 23:40  ✶  
Eden była naprawdę dziwnym stworzeniem (ostrożnie trzeba w jej przypadku operować mianem osoby); kiedy nagle usłyszała łomot i drżenie rozbujanego na stole szkła, a potem spojrzała na zajście, by zobaczyć, skąd ten cały kweres, zamiast się zmartwić, że jego źródłem była głowa Vakela uderzająca o blat bezwładnie, zirytowała się. Gdyby nie fakt, że wróżbita na ten moment był nieprzytomny, nie omieszkałaby zapewne zapytać go uprzejmie, czy może przestać. Strasznie nieznośna była ta kakofonia dźwięków, a i prawie wylała na siebie drinka przez to.
Dolohov był nieobecny duchem jednak wystarczająco długo, by pierwotne, jadowite instynkty Eden ustąpiły miejsca czemuś, czego wyuczyła się na pamięć przez te wszystkie lata - grzeczności na pokaz. Przechyliła głowę z zainteresowaniem, ściągnęła brwi w fałszywym zmartwieniu, po czym położyła dłoń na barku mężczyzny, próbując go delikatnie rozbudzić.
- Żyjesz? - zapytała, posyłając ukradkowe spojrzenie Lyssie, która pewnie zachodziła się w głowę ze zmartwienia, bo w przeciwieństwie do Lestrange nie była bucem wyzutym z empatii. Dolohov uparcie milczał o sekundę za długo, więc potrząsnęła nim ponownie, tym razem bardziej stanowczo; niecierpliwość wzięła górę i objawiła się w tym pozornie opiekuńczym geście.
I wtedy Vakel zmartwychwstał. Eden była przekonana, że to wcale nie była jej zasługa, ale jak przyjdzie co do czego, to zdecydowanie będzie próbowała ją sobie przypisać.
Uśmiechnęła się głupio, widząc nieboski obraz wymalowany kremem na twarzy jasnowidza, ale powstrzymała parsknięcie, by nie zwracać na siebie uwagi - póki był skupiony na doprowadzaniu się do porządku, to pewnie nawet nie miał okazji spostrzec naśmiewania się Eden, a ona nie chciała wyjść na większą zołzę niż musiała. Napiła się alkoholu, by ukryć ten skurwysyński uśmieszek, chcąc zaraz po tym przerwać milczenie i przejąć się w końcu, zapytać, czy wszystko w porządku. Niemniej Vasilij ją ubiegł.
- Wyjątkowo musisz iść sam? To gdzie on utknął, w jakimś innym planie astralnym? - Zapytała, ale nie uraczył jej odpowiedzią na męczące pytanie na temat brata. Zamiast tego pomknął w siną dal, zostawiając jej Lyssę pod opieką.
Eden. Dziecko pod opieką. Dobrowolnie. Chłopu się ewidentnie wszystkie klepki poprzestawiały pod kopułą przy tym upadku.
Spojrzała na Lyssę badawczo, jednocześnie próbując wyczaić jej reakcję, ale zarazem chcąc ocenić, jak trudna będzie opieka nad pannicą. Wyglądała przy tym na zniesmaczoną, ale gdyby dziewczyna chciała dociekać, niechybnie zwaliłaby to na ten cały ambaras. Eden doszła finalnie do wniosku, że w sumie to wcale trudne to nie będzie, bo po pierwsze Lyssa jest już dorosła (Chyba? Na taką wyglądała), a po drugie wcale nie miała zamiaru usłuchać prośby i tutaj siedzieć. Po prostu wstała i szybkim krokiem ruszyła za Vakelem.
Spostrzegła w ostatnim momencie, jak wchodzi do męskiej łazienki, ale wpierw zmroziła ją myśl, że miałaby tam z własnej woli włazić. Poczekała więc grzecznie kilkanaście sekund w bezpiecznej odległości, licząc, że szybko wyjdą, ale jako iż ostatnio nie znała pojęcia cierpliwości, było to wszystko daremne. Westchnęła ciężko i nacisnęła klamkę, wcześniej rozglądając się tylko na prawo i lewo, czy się nikt nie gapi.
Otworzyła drzwi akurat w momencie, gdy Elliott zapytał, co równa się oswobodzeniu z toalety. Zamrugała intensywnie, przenosząc wzrok z jednego gentlemana na drugiego, łącząc wątki w spójną całość. Aż wtem parsknęła serdecznym śmiechem, bo dotarło do niej, że jej bliźniaka ominęło całe przedstawienie na arenie, bo zatrzasnął się w kiblu. Dosłownie musiała się złapać framugi, bo tak zaczęła piać, że nie widziała na oczy i nie była w stanie żadnego wrednego docinka wydusić.


I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show

~♦~
à La Folie
And was it his destined part
Only one moment in his life

To be close to your heart?
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
malarka
Piwne oczy i brązowe włosy z miedzianym połyskiem, czasem z rozjaśnianymi pasmami lub po całości. Ma 165cm wzrostu, a sylwetkę szczupłą i chudą. Zawsze stara się prezentować, jakby była na właściwym miejscu. Zawsze zadbana, ładnie uczesana i ubrana. Wygląda na starszą niż jest w rzeczywistości, czy to przez zachowanie, ubiór czy ogólny wygląd - chce żeby brano ją na poważnie, jednak kiedy się rozluźni, podpatrzone u innych maniery łatwo znikają. Czasem kiedy mówi, słychać francuski akcent, który szczególnie wychodzi kiedy jest pod wpływem silnych emocji. Ciągnie się za nią zapach białego piżma, jaśminu i kwiatu bawełny.

Lyssa Dolohov
#108
13.12.2023, 07:17  ✶  
Wymieniły się z Eden spojrzeniami i szczerze, to Lyssa nie wiedziała co teraz właściwie powinna ze sobą zrobić. Wciąż nieco zmieszana powiodła spojrzeniem za blondynką, kiedy ta wstała i szybkim krokiem ruszyła za Vakelem, zamiast siedzieć na miejscu, tak jak przykazał. W sumie to nawet chciała podążyć za nią, nawet już się zaczęła podnosić ze swojego siedzenia, nie chcąc jej zgubić, ale tłum zafalował. Koniec pojedynku oznaczał, że nie było sensu by dalej siedzieć na trybunach, więc ludzie zaczęli wstawać i przepychać się. Ktoś wepchnął się przed nią łokciem, ktoś zwyczajnie był zbyt wysoki, by mogła cały czas trzymać spojrzenie na Eden, a kiedy się wreszcie przesunął...
Lestrange zniknęła.
Zacisnęła ręce na tej swojej nieszczęsnej chusteczce, jak na ostatniej desce ratunku, bo wcale nie chciała się gubić, nie chciała być przepychana i nagle, kiedy zabrakło obok niej ojca, wokół niej zrobiło się jakoś tak nieco mniej miejsca, jakby zwyczajnie stała się niewidzialna. Nawet ją to chyba nieco wzruszyło, bo w końcu westchnęła sobie i odwróciła się, uznając że najbezpieczniej będzie zwyczajnie wrócić na miejsce, a wyglądała przy tym na absurdalnie wręcz zagubioną.
Kiedy jednak tak przesuwała się wzdłuż rzędów siedzeń, jej spojrzenie znowu tego dnia zaczepiło się na znajomej sylwetce i doszła do wniosku, że mogła czekać równie dobrze parę rzędów dalej i w czyimś towarzystwie. Szybko więc obrała kurs na Lockharta.
- Hej - przywitała się, uśmiechając się do niego z jakąś taką nieśmiałością. Dziwnie się tak na niego patrzyło w świetle dnia i w tak zwyczajnym, ogołoconym z jakiegokolwiek uroku miejscu. - Jak tam wrażenia po pojedynku? Dobrze się bawiłeś?


la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Czarodziej
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Około 175 centymetrów wzrostu. Jasnobrązowa czupryna, latem łatwo rozjaśniająca się od słońca. Młodzieńcza twarz, sprawiająca raczej przyjazne wrażenie. Dość szczupły, choć nie wymizerowany.

Darcy Lockhart
#109
13.12.2023, 10:52  ✶  
Darcy był trochę rozczarowany.
Remis zwyczajnie... był czymś, co mało zadowalało. Uczestników, widzów i przede wszystkim: czytelników. Gdyby któryś z panów wygrał, obojętnie który (chociaż odrobinę bardziej chyba pozostawał po stronie Louvaina, on go w końcu tutaj zaprosił), można by zrobić z tego całą serię artykułów. W tej sytuacji zanosiło się na jeden, i raczej nie przyciągnie on aż tak wielkiej uwagi.
Z drugiej strony...
Pojedynkujący się też nie będą z remisu zadowoleni, sekundanci zaś tylko podtrzymywali barierkę. Myśl o ich potencjalnej irytacji była na swój sposób Lockhartowi miła. Miał w sobie w końcu odrobinę niechęci do każdego z nich, podszytej zwykłą zazdrością. Zawiścią za bogactwem, należnym im z urodzenia, za przywilejami, które niosła czysta krew - to widowisko nawet było jednym z nich, kogo obchodziłby pojedynek jakimś tam półkrwistych? - za tym, że żaden z nich z pewnością choćby przez pięć minut nie zastanawiał się, czy i jak powiedzieć dziewczynie, że ją lubi i jak ona na to zareaguje. Jak on nie tak dawno temu.
Ich niezadowolenie napawało go więc odrobinką satysfakcji.
Lockhart podniósł się z miejsca, a po zrobieniu kilku ostatnich zdjęć zamierzał ruszyć do wyjścia. Wtedy jednak przy jego boku zmaterializowała się Mulciber.
- Panienka Lyssa - przywitał się, obdarzając ją szczerym uśmiechem, bo nawet ucieszyło go to spotkanie. Nie byli już sami, w lesie, ciemną nocą, pod gwieździstym niebem. Ona nie zdawała się tak tajemnicza, jak leśna istota, tańcząca nocami nad brzegami rzek. On też już nie był chłopcem z lasu, snującym opowieści, a tylko Darcym Lockhartem. Ale Darcy'emu to niezbyt przeszkadzało. Wspominał ich leśny taniec z przyjemnością, jako coś, co poruszało jego wyobraźnię, a gdyby nie pewien wianek, w swojej bujnej fantazji może nawet uznałby, że dzisiejsze spotkanie to jakieś przeznaczenie, że to fatum ponownie krzyżuje przypadkiem ich ścieżki. Był jednym z tych ludzi skłonnych wierzyć w istnienie czerwonej nici przeznaczenia i dość zadufanym, by być skłonnym uznać, że mógłby być jednym z ludzi, którzy taką zostali opleceni. - Był interesujący, chociaż z pewnością nie spodziewałem się remisu - przyznał. - Komu kibicowałaś?
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#110
14.12.2023, 03:27  ✶  
- Ja natomiast, niezmiernie tego żałuję - odpowiedział Laurentowi, uśmiechając się do niego lekko, kiedy ten zdecydował się podejść jeszcze do nich. Kiedy Prewett obejrzał się na Tośka, ewidentnie badając jego stan, Atreus zrobił dokładnie to samo, bojąc się że Borgin wcale nie jest taki żwawy na jakiego wygląda i zaraz się przez te barierkę przegibnie, albo rozjedzie się na parkiecie. Całe szczęście, ten jednak trzymał się całkiem dobrze, ewidentnie nabierając tak samo sił, jak i pionu. Kiedy jednak jasne spojrzenie wróciło do kuzyna, kiedy ten gratulował Louvainowi i życzył im dobrej zabawy, był w nim pewien żal. Jakiejś części Bulstrode'a zwyczajnie nie podobało się, że Laurent o wiele chętniej garnął się do spędzenia czasu nie z nimi, rodziną i kolegami jeszcze z czasów szkolnych, a mierną gwiazdką quidditcha. Uśmiechnął się jeszcze lekko do Victorii na pożegnanie i odwrócił do Stanleya.
- Pytasz dzika, czy sra w lesie - rzucił kpiąco, jakby odpowiedź na to pytanie była najbardziej oczywistą pod słońcem. Bo przecież mu powiedział, prawda? Że niezależnie czy przegrana czy wygrana, po zakończeniu tego całego przedstawienia idą pić.
- Nie znęcaj się nad nim, zrobimy sobie krótki spacerek i zaraz będzie jak nowonarodzony, gotowy na drugą rundę - odpowiedział z lekkim uśmiechem, szybko jednak kryjąc go za papierosem. Mimowolnie też powiódł spojrzeniem za wzrokiem Lestrange'a, kiedy atmosfera wokół niego nagle zgęstniała, na widok kogoś w tłumie. Nie widziało mu się jednak komentować tego, że Loretta najwyraźniej bardzo dbała właśnie o to, żeby jej honoru nie udało się aż tak łatwo uratować, ale hej... przynajmniej przyszła popatrzeć na walkę, jak na przykładną siostrę przystało. Potem nie pozostawało nic innego, jak opuścić halę razem z kolegami.

Postać opuszcza sesję
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (3361), Anthony Ian Borgin (847), Atreus Bulstrode (2232), Bell Dupont (2357), Bellatrix Black (1593), Cynthia Flint (1500), Darcy Lockhart (2353), Diana Mulciber (422), Eden Lestrange (2624), Elliott Malfoy (1309), Erik Longbottom (2911), Kayden Delacour (502), Laurence Lestrange (2079), Laurent Prewett (5393), Logan Nott (1180), Loretta Lestrange (4383), Louvain Lestrange (2834), Lyssa Dolohov (3023), Philip Nott (3347), Rabastan Lestrange (1943), Severine Crouch (343), Stanley Andrew Borgin (1825), Vakel Dolohov (3828), Victoria Lestrange (3748)


Strony (12): « Wstecz 1 … 8 9 10 11 12 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa