28.11.2023, 12:24 ✶
Uśmiechnęła się z satysfakcją przelotnie, jedynie uniosła wargi na moment; tylko ktoś niespełna rozumu wybrałby drogę wojny w takim położeniu. Co prawda nie śmiała podejrzewać Leo o pełną klarowność umysłu, bo ani się takową nie wykazał, ani nie znała nikogo, na kim Nokturn nie odcisnął jakiegoś piętna. Niemniej cieszyło ją, że gdzieś tam dosłyszał głos rozsądku i zdecydował, że urywanie swojego życiorysu w mieszkaniu Eldirra to nieoptymalna opcja.
- Nie zapędzaj się - skwitowała, kiedy oświadczył, że woli być przyjacielem. Na takie określenia trzeba sobie zapracować, Maeve byle kogo nie trzymała blisko, a przed jeszcze mniejszą liczbą osób obnażała swoje karty. Co prawda jej matka miała zgoła odmienną opinię na ten temat, ale to już konflikt pokoleń, wizji dotyczących świata.
Puściła rękę O'Dwyera bez zbędnej delikatności, po czym odsunęła się o krok do tyłu, nie mając zamiaru już dźgać go różdżką w trzewia. Wybrał poprawną opcję dialogową, więc nie miała powodu go dłużej maltretować. Niczego więcej nie chciała od niego po prawdzie, bo i też Sauriel więcej sobie nie zażyczył - miała jedynie przekabacić lekarzynę na ich stronę, co chyba zadziałało, bo nie podejrzewała go o aż tak dobrą szaradę. Nie miała zamiaru tego mówić na głos, bo i sama myśl o tym wywracała jej flakami, ale - o zgrozo - Leo dobrze z oczu patrzyło.
- Słuchaj, nie zrozum mnie źle, to nic personalnego - zaczęła, choć prawdę powiedziawszy było w tym sporo personalnych animozji w tym momencie - Ale wolałabym zjeść własną stopę, niż całować się z facetem. Nawet jako facet - wyjaśniła z pełną powagą na twarzy, po czym na moment musiała podjąć walkę z narastającym odruchem wymiotnym, bo cała scenka rodzajowa zaproponowana przez animaga wymalowała jej się przed oczyma i zmusiła śniadanie do przywitania się. Przełknęła głośno ślinę i na moment przycisnęła zaciśniętą w pięść dłoń do ust. Chwilowa niestrawność, po chwili przywołała się do porządku.
- Choinkę to może na Yule, słońce. - Była pod pewnym wrażeniem, że jednocześnie wziął głupi frazeologizm ludowy na poważnie, a także pamiętał o nim ciągle, będąc gotowy do spełnienia życzeń. Nie miała mu zamiaru stawać na drodze, skoro chciał, to niech załatwia, tylko może nieco później. Po cholerę im choinka w środku lata? - Jeśli chodzi o resztę twoich usług, i tu mam na myśli leczenie, nie transformację w sierściucha - będziemy w kontakcie. Spodziewaj się wieści ode mnie, albo od Rookwooda... - urwała, żeby się zastanowić, bo finalnie nie wiedziała, kto z nich wszystkich Leo będzie chciał ścigać, a gość zdawał się brać wszystkie polecenia rzucone ku niemu dosłownie. - Albo w sumie, cholera wie od kogo. W każdym razie, na pewno będziesz wiedział, o co chodzi - oświadczyła, uznając, że takie podejście będzie najlepsze. Jak to mawiał Stachu - kto ma wiedzieć, ten wie. Jeśli Leo się nie połapie, o co w tym wszystkim chodzi, to może i na dobre im wyjdzie, przynajmniej nie będą marnować na gałgana czasu.
- Dobra, to skoro uprzejmości i interesy mamy za sobą, to ja się będę już zawijać. Miło było poznać, i tak dalej... Chyba że masz jeszcze jakieś pytania? - Zapytała jeszcze na szybko, zbliżając się do uchylonego okna, aby je zamknąć. Zaraz po ewentualnych pytaniach Leo miała zamiar przemienić się z powrotem w Elddira, zabrać jego podręczne notatki i wyjść jak weszła - frontowymi drzwiami. W końcu nikt jeszcze oprócz zamieszanych nie wiedział, że Tom nie żyje, więc ciągnięcie tej szopki było nad wyraz pożądane. Jeszcze przecież mógł im się przydać.
- Nie zapędzaj się - skwitowała, kiedy oświadczył, że woli być przyjacielem. Na takie określenia trzeba sobie zapracować, Maeve byle kogo nie trzymała blisko, a przed jeszcze mniejszą liczbą osób obnażała swoje karty. Co prawda jej matka miała zgoła odmienną opinię na ten temat, ale to już konflikt pokoleń, wizji dotyczących świata.
Puściła rękę O'Dwyera bez zbędnej delikatności, po czym odsunęła się o krok do tyłu, nie mając zamiaru już dźgać go różdżką w trzewia. Wybrał poprawną opcję dialogową, więc nie miała powodu go dłużej maltretować. Niczego więcej nie chciała od niego po prawdzie, bo i też Sauriel więcej sobie nie zażyczył - miała jedynie przekabacić lekarzynę na ich stronę, co chyba zadziałało, bo nie podejrzewała go o aż tak dobrą szaradę. Nie miała zamiaru tego mówić na głos, bo i sama myśl o tym wywracała jej flakami, ale - o zgrozo - Leo dobrze z oczu patrzyło.
- Słuchaj, nie zrozum mnie źle, to nic personalnego - zaczęła, choć prawdę powiedziawszy było w tym sporo personalnych animozji w tym momencie - Ale wolałabym zjeść własną stopę, niż całować się z facetem. Nawet jako facet - wyjaśniła z pełną powagą na twarzy, po czym na moment musiała podjąć walkę z narastającym odruchem wymiotnym, bo cała scenka rodzajowa zaproponowana przez animaga wymalowała jej się przed oczyma i zmusiła śniadanie do przywitania się. Przełknęła głośno ślinę i na moment przycisnęła zaciśniętą w pięść dłoń do ust. Chwilowa niestrawność, po chwili przywołała się do porządku.
- Choinkę to może na Yule, słońce. - Była pod pewnym wrażeniem, że jednocześnie wziął głupi frazeologizm ludowy na poważnie, a także pamiętał o nim ciągle, będąc gotowy do spełnienia życzeń. Nie miała mu zamiaru stawać na drodze, skoro chciał, to niech załatwia, tylko może nieco później. Po cholerę im choinka w środku lata? - Jeśli chodzi o resztę twoich usług, i tu mam na myśli leczenie, nie transformację w sierściucha - będziemy w kontakcie. Spodziewaj się wieści ode mnie, albo od Rookwooda... - urwała, żeby się zastanowić, bo finalnie nie wiedziała, kto z nich wszystkich Leo będzie chciał ścigać, a gość zdawał się brać wszystkie polecenia rzucone ku niemu dosłownie. - Albo w sumie, cholera wie od kogo. W każdym razie, na pewno będziesz wiedział, o co chodzi - oświadczyła, uznając, że takie podejście będzie najlepsze. Jak to mawiał Stachu - kto ma wiedzieć, ten wie. Jeśli Leo się nie połapie, o co w tym wszystkim chodzi, to może i na dobre im wyjdzie, przynajmniej nie będą marnować na gałgana czasu.
- Dobra, to skoro uprzejmości i interesy mamy za sobą, to ja się będę już zawijać. Miło było poznać, i tak dalej... Chyba że masz jeszcze jakieś pytania? - Zapytała jeszcze na szybko, zbliżając się do uchylonego okna, aby je zamknąć. Zaraz po ewentualnych pytaniach Leo miała zamiar przemienić się z powrotem w Elddira, zabrać jego podręczne notatki i wyjść jak weszła - frontowymi drzwiami. W końcu nikt jeszcze oprócz zamieszanych nie wiedział, że Tom nie żyje, więc ciągnięcie tej szopki było nad wyraz pożądane. Jeszcze przecież mógł im się przydać.
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —