— Absolutnie obrzydliwe — odparł krótko, kręcąc przy tym głową z dezaprobatą. Tym samym uciął temat ewentualnego wydziedziczenia.
Próżnym było doszukiwanie się w Perseusie choć cienia irytacji; był raczej zaskoczony i rozbawiony całą sytuacją, aniżeli wściekły na zachowanie Elliotta. Wiele można było zarzucić Blackowi (na przykład wysyłanie rodzeństwu swej żony zdjęć zwierząt bez kontekstu, co uznawał za ARCYZABAWNE i we własnej głowie mianował się królem komedii), ale na pewno nie brak cierpliwości i wyrozumienia. Tych zdawał się posiadać nieskończone pokłady, zwłaszcza, jeżeli chodziło o Malfoyów. Dlatego też odwzajemnił jego uśmiech, a zaraz potem jego wzrok spoczął na żonie. — Zegar będzie nasz — potwierdził skinieniem głowy. Nie mogąc się powstrzymać, złożył na jej skroni kolejny pocałunek.
Och, gdyby z ich dwójki to Elliott był aurowidzem — ujrzałby wówczas jak poświata wokół Perseusa zmienia kolor, gdy patrzy na Eunice, jak silnymi uczuciami ją darzy. Wystarczyło jednak posiadać parę sprawnych oczu, by zauważyć, że w jego zachowaniu nie było sztuczności, że właściwie, to był pod wpływem jej uroku. Dostrzegł, że Eunice komuś macha. Podążył więc wzrokiem w kierunku, w który patrzyła i dostrzegł Eden oraz Williama. On również uniósł dłoń w geście powitania i świadom tego, że szwagierka za nim nie przepada, posłał tej dwójce najsłodszy uśmiech, na jaki było go stać. Nie wiedział przecież, że jest przez tę dwójkę obgadywany.
Gdzieś rozbłysnął flesz. Odruchowo spojrzał w tamtym kierunku i ujrzał dziennikarkę, której posłał uśmiech. Szturchnął też dyskretnie Elliotta, delikatnie zwracając mu uwagę na obecność kobiety. Zakręć się koło niej, zdawały się mówić jego oczy.
Kto był na balu o Longbottomów, ten w cyrku się nie śmieje — tymi słowami będzie relacjonował w przyszłości to, co wydarzyło się chwilę później. Początkowo uznał licytację kolacji z Erikiem za żart ze strony Brenny i w osłupieniu wpatrywał się w scenę, ale kiedy niejaka Prewett podbiła jego cenę do tysiąca galeonów, Perseus nie wytrzymał, a z jego ust wyrwało się westchnienie. Współczuł jej, bo przecież jak ubogim (w przyjaźnie) i samotnym człowiekiem trzeba być, aby płacić tak ogromne sumy za to, aby ktoś zabrał cię na kolację? Och, jakże smutna i żałosna kobieta.
Parsknął śmiechem, gdy Elliott i Eden podbili cenę o jeden galeon, lecz uśmiech ten prędko przeobraził się w wyraz trwogi, gdy Nora, u której kupował ciastka przez które niektóre koszule nie leżały już na nim tak dobrze, podbiła cenę do 1500 galeonów.
— Wprowadzimy trochę chaosu, najdroższa? — szepnął do ucha Eunice. Zamierzał dołączyć do zabawy i nie planował odpuścić tak łatwo. Za bardzo bawiła go wizja walki o kolację z Erikiem Longbottomem, zupełnie tak, jakby był co najmniej gwiazdą quidditcha, albo synem byłego Ministra Magii.
— 1501 galeonów! — podbił cenę.