Każdy, kto, chociaż minimalnie kojarzył ich dwójkę, wiedział, że rzadko kiedy rzucali się sobie do gardeł. Jak na to, że byli rodzeństwem i mieli różne temperamenty, to zaskakująco dobrze się dogadywali. W większości przypadków. A nawet, gdy jakaś kłótnia zachodziła za daleko, to skrzat domowy nie zdążyłby nawet donieść o tym rodzicom, bo po paru minutach już byli pogodzeni. Teraz jednak Erik miał wrażenie, że bardzo mało dzieliło go od tego, aby porządnie potrząsnąć swoją siostrą. Na jakim ona świecie żyła?!
— Dobrze wiesz, że nie chodzi o samą kolację! Wystawiłaś mnie, nic nie powiedziałaś, a teraz udajesz niewiniątko! — warknął z niezadowoleniem. Gdy zaczęła podawać kolejne powody, dla których padło akurat na jego uczestnictwo w tym przedsięwzięciu, ledwo powstrzymał się od donośnego sarknięcia. Jakby to była jakakolwiek wymówka! — Zaczynam sądzić, że nie tylko potencjalni licytujący mogą marzyć o utopieniu się. A rzeka w Dolinie już rozmarza, siostro, więc warto mieć to na uwadze.
W jego oczach błysnęło niezrozumienie, kiedy wspomniała o jakiejś liście, która wylądowała na jego biurku. Czy ona go miała za głupiego? Równie dobrze mogła mu zostawić listę zakupów pod stertą raportów i oczekiwać, że je zrobi, przyniesie i rozpakuje. Doskonale wiedziała, że takie kluczowe informacje przekazywało się osobiście, zwłaszcza że mieszkali w jednym domu! Owszem rezydencja była sporawa, ale to nie oznaczało, że nie można było się przejść do pokoju obok i po prostu spytać! Najwyraźniej stanowiło to jednak nie lada problem dla co poniektórych.
Cóż, Erik nie miał bladego pojęcia, że Brenna miała plan awaryjny, w którym główną rolę miała grać panna Figg. W tym momencie postrzegał ten wybryk jako zdradę jego zaufania, naruszenie jego przestrzeni osobistej oraz odebranie mu prawa o decydowaniu o samym sobie. Nagle doskonale rozumiał te wszystkie opowieści o okropnych młodszych siostrach, które w najmniej odpowiednim momencie wtrącały się w życie starszego rodzeństwa. Nie, żeby ta konkretna siostra nie robiła tego od dawna, ale teraz... Ohoho, teraz to przeciągnęła strunę.
— Jakoś nie widzę, żeby ta szopka przypadła ludziom do gustu. Co właściwie zamierzasz zrobić, jeśli — Urwał, gdyż od strony publiczności rozległ się podniesiony głos Seraphiny Prewett. Erik momentalnie zbladł, zaczerwienił się i ponownie zbladł, gdy dotarło do niego znaczenie słów kobiety. Tysiąc galeonów. Okrągły tysiąc. Wymienił znaczące spojrzenia z siostrą, jak gdyby się przesłyszał. — Ustawiłaś to. Przecież nikt nigdy...
Nie pozwolono mu skończyć myśli do końca, ponieważ po chwili do licytacja dołączyła kolejna osoba. Momentalnie przeniósł wzrok z jednego krańca sali w drugi, próbując namierzyć kolejną zdesperowaną duszę, aż zatrzymał się na nikim innym, jak na panie Malfoyu. Elliott, pomyślał i momentalnie wyprostował plecy, zupełnie nie wiedząc, co ma zrobić w tej sytuacji. Scenariusz tej nocy zdecydowanie nie miał tak wyglądać. Nawet nie wiedział gdzie podziać oczy, które przeskoczyły jeszcze na Eden. Czy to był jakiś spisek? Skoro oboje byli w to zaangażowani... Czy to był jakiś dziwny plan Brenny? To podbicie stawki o jeden galeon trochę to sugerowało.
Przymknął na moment oczu, gdy wśród tłumu dosłyszał zapijaczony głos Nory, która postanowiła dołączyć do licytacji. Wolał nie oglądać tego błędu na własne oczy. Miał ochotę ukryć twarz w dłoniach lub przynajmniej usiąść na scenie i po prostu patrzeć w dal, czekając, aż ten cyrk dobiegnie końca. Przecież ona nawet nie miała takich pieniędzy! Ledwo co otworzyła swoją klubokawiarnię, a tutaj nagle próbowała kupić z nim obiad za półtora tysiąca galeonów? Przecież mogła to mieć za darmo, wystarczyło zawołać! Czemu, na Merlina, nikt jej nie powstrzymał?
Całe szczęście wtedy odezwał się Perseusz, który podbił cenę do 1501 galeonów. Erik odetchnął z ulgą, jak i zapewne odetchnęłaby jego najlepsza przyjaciółka, gdyby zdawała sobie sprawę, że mężczyzna właśnie obronił ją przed ogromnym zadłużeniem. Blackowi zresztą nie ustępowała jego żona, Eunice, która również dołączyła się do gry. Teraz to już naprawdę zrobiło się podejrzanie. Czy to był jakiś przedziwny sposób na radzenie sobie z żałobą w rodzinie? Longbottom pokręcił głową, odsuwając od siebie tę myśl.
— Zaraz, gdzie Ty właściwie sobie idziesz? — rzucił, gdy zorientował się, że siostra postanowiła salwować się ucieczką ze scenę, zostawiając go tam samego. Nie, żeby był obecnie jakoś szczególnie zachwycony jej osobą, ale jako osoba wyprawiająca to przyjęcie powinna mu towarzyszyć do samego końca. Erik zerknął za panią detektyw, która na szczęście po prostu pobiegła w stronę Nory.
Fakt, ktoś powinien ją doprowadzić do porządku, pomyślał, wzdychając ciężko. A potem podniósł wzrok i zdał sobie sprawę, że spora część publiczności spogląda prosto na niego. Ah. No tak. Wypadałoby coś powiedzieć. Tylko właściwie co? Czy istniały słowa, które mogły przedstawić ten chaos w samych superlatywach lub przynajmniej zapewnić co niektórych wątpiących, że był to zupełnie normalny wieczór?
— Ekhm — odchrząknął cicho, starając się doprowadzić swój głos do porządku. Oby tylko nie złamał mu się w trakcie, bo chyba dołączy do swojej siostry i przekaże pałeczkę dowodzenia najbliższemu członkowi rodziny, jakiego napotka. — Chciałbym serdecznie podziękować wszystkim znamienitym czarownicom i czarodziejom, którzy zdecydowali się wesprzeć dzisiejszą aukcję związaną z działalnością charytatywną na rzecz sierocińca Świętej Anny oraz schroniska dla magicznych zwierząt. Jestem święcie przekonany, że właściciele obu tych przybytków wyraziliby wszelkie uznanie, na jakie byłoby ich stać w obliczu tak wielkiej hojności w wykonaniu...
I wtedy mu przerwano. Znowu. Tylko tym razem zamiast drobnego zdziwienia, aż poczuł nieprzyjemny skurcz w okolicy serca, gdy usłyszał kolejną przebitkę. 5000. Pięć tysięcy galeonów. Pięć tysięcy złotych galeonów. Co ty robisz?, zachodził w głowę, wbijając zszokowane spojrzenie w Elliotta. Chociaż odległość dzieliła ich spora, miał wrażenie, że mężczyzna był niemalże dumny ze swojego zagrania. Mimo to musiał przyznać, że skupienie się na jednej konkretnej osobie pomogło mu nieco odzyskać równowagę wewnętrzną, potrzebną do kontynuowania przemowy.
— W wykonaniu Seraphiny Prewett, która odważnie podniosła oryginalną stawkę, a także Elliotta Malfoya wraz z rodziną i przyjaciółmi, którzy z kolei nie ustają w staraniach, aby młodzi ludzie i magiczne stworzenia w potrzebie musieli w tym roku mieć jakiekolwiek zmartwienia. Bardzo proszę, uczcijmy to krótkimi brawami! — Erik zaklaskał, mając nadzieję, że nikt nie będzie miał mu za złe tego, że osobiście wskazał osoby biorące udział w licytacji jego skromnej osoby. Dziennikarze zrobią dokładnie to samo, tylko z samego rana. Oby zostało mu to wybaczone. Gdy na sali rozległo się klaskanie, dodał parę słów pod nosem: — Dopóki jeszcze bardziej nie podniosą stawki i Ministerstwo Magii nie zrobiło nam kontroli podatkowej.
Teraz już nie pozostawało nic innego, jak tylko modlić się, aby kwota nie urosła do niebotycznych rozmiarów dziesięciu lub piętnastu tysięcy galeonów. W porównaniu z całą resztą fantów ciężko będzie wyjaśnić w odpowiednich dokumentach, czemu kwota poszybowała tak nagle w górę. Erik pokręcił głową, jednak nie oderwał wzroku od klanu Black-Lestrange-Malfoy, jak gdyby chciał mieć ich pod całkowitą kontrolą do końca licytacji.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞