— Nie kojarzę go zbyt dobrze, jakby się tak nad tym zastanowić.
Nie było w tym w sumie nic dziwnego. To Heather i Charlie należeli do grona tych towarzyskich członków ich małego trio. Wprawdzie Cameron potrafił się bawić, tak dużo lepiej odnajdywał się w gronie osób, które już znał, a rozkręcenie się w tłumie obcych zajmowało mu dużo więcej czasu niż innym. Teraz na szczęście czasy szkolne miał już za sobą, więc problem sam się rozwiązał: zawiązanie kompletnie nowych relacji było teraz dużo trudniejsze, a więc i łatwiejsze do uniknięcia. Po prostu spędzał czas z najbliższymi.
— Och, demimoz jest świetny! — zgodził się Camron.
[a]Z drugiej strony smok nieco lepiej pasował do charakteru Rudej, poza tym hej rude włosy, to prawie jak smoczy płomień, jednak... Demimoz był zdecydowanie lepiej wykonany. A pluszaki miały dwie funkcje: miały być miłe w dotyku i ładnie wyglądać.
— Więc będę musiał się wykazać kreatywnością, n-nie? — odparł na komentarz Heather odnośnie do pierścionka.
Wolałbym się jej nie oświadczać Nimbusem 1973, pomyślał z przekąsem. Raz, że przy zakupie takiego sprzętu musiałby odwiedzić sklep Woodów, a to wiązałoby się ze spotkaniem teściów i wyjaśnieniu im czemu kupuje taki sprzęt bez Rudej... To byłoby to trochę mało klimatyczne. A chciał to zrobić, jak należy. Może nie tradycyjnie, „czekając na odpowiedni moment”. Już jeden Lupin na niego czekał i dalej się nie doczekał. Eh, zdecydowanie powinien z kimś najpierw skonsultować te plany.
— P-powinienem cię p-puścić przodem w Beltane na t-tych palach — stwierdził Cameron, uśmiechając się szeroko, gdy ostatnia obręcz trafiła prosto w cel. Pokręcił z niedowierzaniem głową. — Na pewno m-modlisz się do Matki, a nie do jakiejś b-bogini szczęścia i fortuny?
Ruda była w czepku urodzona. Co do tego młody Lupin nie miał najmniejszych wątpliwości. Wystarczyło spojrzeć na jej ostatnie dokonania: grę w Harpiach, karierę w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów! Przeżyła Beltane pomimo tego, że była praktycznie w centrum potyczki, a Cameron tymczasem w ramach ucieczki wpakował się w kłopoty z duchem, ghoulem i wiedźmą. Porównując jednak ich przeżycia z tamtej nocy... Heather musiała się przypodobać jakiemuś bóstwu.
— Myślałaś o tym, żeby spróbować sił na giełdzie? — Uniósł prawą brew, zmuszając się do zachowania względnie poważnej miny. — M-mogłabyś zbić mnóstwo kasy!
Czy Cameron wszystko potrafił sprowadzić do kwestii pieniędzy? Cóż.. Niezaprzeczalnie fajnie by było mieć dużo galeonów w skarbcu, jednak tym razem chodziło mu przede wszystkim o zajęcie czymś Rudej. A przecież nie pośle jej do smoczej jamy albo gniazda sklątek tylnowybuchowych. Zabawa akcjami wydawała się... bezpieczniejsza. Och, dobrze, że nie miał bladego pojęcia, jak właściwie wygląda gra na giełdzie, bo zacząłby się jeszcze bardziej jąkać.
Przesunął się z Heather nieco na bok. Jeśli dziewczyna chciała wziąć udział w jeszcze jakimś losowaniu, to poprowadził ją do odpowiedniej kolejki. Sam jednak nie chciał już próbować swoich sił. Raz wystarczyło. Może na następnym sabacie? Ścisnął mocno rękę Rudej i zbliżył ją lekko do swoich ust, aby pocałować delikatnie wierzch jej dłoni.