• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[17 lipca 1972] Pełna chata, to mnóstwo problemów | Mulcibery

[17 lipca 1972] Pełna chata, to mnóstwo problemów | Mulcibery
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#11
08.05.2024, 01:12  ✶  

W pierwszej chwili Richard nie zarejestrował, z kim rozmawiał Charles, którego minął i tę małą Lorien. Dopiero później, kiedy znalazł się w jadalni, zmierzając w kierunku swojego tradycyjnego miejsca przy stole, coś mu nie pasowało. Nie jest to pierwszy raz, kiedy Robert odwalał taki numer. Nie pojawiając się w szczytowym miejscu w jadalni, przy pierwszych czy późniejszych posiłkach dnia. Co znaczyło, że najczęściej musiało się coś odwalić. Oby tym razem niczego nie wykręcił.

Zamiast brata, była szwagierka. Na którą spojrzał, kiedy skończyła odpowiadać Charlesowi. Odpowiedziała po chwili i jemu, choć pytaniem. Uwagę jej zaprzątali jego chłopcy. Nie przejął się tym, że prawie pomyliła go ze swoim mężem. Nawet jego młodszy syn, zawahał się entuzjastycznie zwracając w jego kierunku, licząc najpewniej na jakąś potwierdzającą reakcję, że nie pomylił się. Richard zareagował na jego słowa zwyczajnym spojrzeniem. Nie udzielił odpowiedzi, gdyż zwróciła się do niego z pytaniem Lorien. Z jej słów oczywiście wyczytał między wierszami o co jej chodziło. Z kolei Charles nie musiał ale oczywiście wytłumaczył się za siebie.

Poczekał, aż chłopak skończy. Miał między innymi najwyraźniej potrzebę dokuczania bratu, jakby zazdrościł mu aktywności fizycznej. Richard pochwalał dbanie o swoją formę i mięśnie. Sam ćwiczył i trenował, jeżeli miał za dużo czasu wolnego.

Póki sytuacja między jego chłopakami nie planowała się zaognić, nie interweniował. Skupił wzrok na Lorien, która przecież czekała na jego odpowiedź. Posłał jej uśmiech, niby do uprzejmy a będący próbą zrozumienia obecnej sytuacji.

- Sami przyjechali. Dla mnie z kolei niespodzianką jest Twoja obecność. Robert nie wspomniał, kiedy wrócisz.
Odpowiedział tak samo uprzejmie, jakby chciał szwagierce zadać mocne pytanie –  ”co tutaj robisz?”. Żadne z nich, nie wiedziało, jak się potoczy sytuacja. Że każdemu z nich, coś tutaj będzie przeszkadzać. Albo raczej, kto.
- Gdzie jest Robert?
Zapytał ze spokojem. Nie miał pojęcia, że jego brat zaszył się znów w gabinecie, choć nie widząc go tutaj, miał ochotę iść to zaraz sprawdzić. Pytaniem tym, uświadomił już wszystkich obecnych w jadalni, że jest tym młodszym Mulciberem. Może dla ułatwienia wszystkich, powinien z bratem nosić plakietki z imieniem przypięte go koszuli czy swetra?
Na obecność Leonarda i jego przywitanie się, Richard skierował na niego swoje brązowe oczy i skinął głową. Przy okazji zauważył lewitujące ciastko.
- Charles.
Tym razem zwrócił uwagę i spojrzał na syna nieco karcąco, aby przestał bawić się magią, a tym bardziej nie zajadał się ciastkami przed śniadaniem. Nie byli przecież u siebie. On sam w chwili obecnej powstrzymywał się od zapalenia papierosa, ale to chwila moment, jak sam ulegnie swojemu nałogowi.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#12
08.05.2024, 07:58  ✶  

Najgłupsza małpa, a może i nawet najwredniejsza z nich, dałaby radę zrozumieć to polecenie, ponieważ to co powiedział Robert, tym właśnie było. O kogo mogło chodzić Stanleyowi kiedy wspominał o tym zwierzęciu? O Harper Moody - o nikim innym.

- Taki był właśnie zamiar - odparł na słowa ojca, przyglądając się jeszcze przez chwilę swoim notatkom. Były chaotyczne. Bardzo chaotyczne, ale też zostały wykonane na prędce z uwzględnieniem wszystkich szczegółów, które tylko pamiętał. Może powinien był to przepis albo wykorzystać jakieś kredki czy kij jeden wie co, aby dodać walorów artystycznych? Zapewne tak ale czy kogokolwiek to teraz obchodziło?

Kiwnął głową w zrozumieniu, że może zapalić. Ucieszył się. Pierdolone nałogi Zaklinał się w myślach. Z drugiej strony lepiej było palić, niż leżeć w rynsztoku będąc napitym jakąś tanią wódka czy innym spirytusem.

Borgin nie miał żadnej zasady dotyczącej palenia. Chciał czy czuł potrzebę - robił to, sięgał po dymek. W kwestii picia miał podobne założenie co właśnie Robert - preferował spożywać alkohol po 12, tak jak prawdziwy dżentelmen.

Na kolejne słowa odnośnie zemsty, uśmiechnął się pod nosem. Zemsta była najpiękniejsza z dam, a ta na którą trzeba było czekać tygodniami, miesiącami czy nawet latami, była jeszcze piękniejsza.

Stanley wiedział przecież, że ją dopadną i prędzej czy później będzie w jego szponami. Będzie błagać o to, aby ją zostawił i pozwolił jej żyć. Niestety - to już będzie za późno. Poppy zorientuje się, że jej błagalny ton i załzawione oczy nic nie dadzą. Zostanie jej wtedy jedno - błaganie o błogosławieństwo śmierci. Czy spełni jej prośbę? Kto wie.

Nie zorientował się, że ktoś wchodzi, a na pewno zrobił to dopiero po tym, kiedy do jego uszu doszedł damski głos. Nie był to Richard, ani nikt inny zaangażowany w ich sprawę. Musieli działać, improwizować.

Szybkim ruchem ręki zebrał listy z blatu, zgiął w pół i umieścił je w kieszeni. Druga dłoń zaś powędrowała w kierunku różdżki, której jednak nie wyciągnął - Borgin nie lubił być zaskakiwanym, preferował kontrolę nad sprawami i otoczeniem.

Zaciągnął się papierosem, odrobinę kiwając głową do Roberta, trochę jakby chciał mu powiedzieć - Rozumiem. Koniec spotkania lub Szopkę czas zacząć. Tylko gdzie był ten podkład muzyczny z cyrku?

- Ekhh... - odchrząknął po chwili - Dzień dobry - przywitał się, wypuszczając dym z płuc. Tato? A no tak. To musiała być córka Roberta we własnej osobie - wszystkie znaki na niebie albo w tym pomieszczeniu, na to wskazywały.

- Eee... - uniósł zdziwioną brew, wydając z siebie krótki pomruk pod nosem. Nie spodziewał się takiego obrotu spraw odnośnie jakiegoś zaproszenia na śniadanie czy czegoś w tym stylu. Chłop w szoku jak to się mawia.

Przeglądał się młodej dziewczynie przez kilka chwil, dając Mulciberowi poprowadzić te rozmowę dalej. Nie chciał wychodzić przed szereg skoro dostał odgórnie i podprogowo do zrozumienia, aby się nie wychylał.

Jaka była jego córka? Cóż, ładna? Nie dało się ukryć. Nie była za to blondynką, więc nie trafiała szczególnie w gusta Stanley, a po drugie miała być jego przyrodnią siostrą, więc i tak nie wypadało myśleć czy rozważać tego jako coś więcej, niż zwykłe kobiece piękno. Nie zmieniało to jednak faktu, że na pewno musiała znaleźć swojego adoratora.

- Tak właśnie. W zasadzie to przyszedłem tylko na chwilę i bez zapowiedzi. Odrobinę skorzystałem z dobroci pańskiego ojca, pojawiając się tutaj bez słowa - dodał od siebie, kiwając raz jeszcze w stronę Roberta, chcąc tym samym podkreślić ich wspólną i wcale-nie-wymyśloną-na-szybko wersję wydarzeń - Proszę sobie nie zawracać głowy moją osobą. Nim zdąży się panienka obrócić, mnie już tutaj nie będzie - zapewnił - Ładna sukienka - wspomniał, chcąc odrobinę przekupić młodą dziewczynę, wszak co kobiety lubiły otrzymywać? Kwiaty i komplementy. Tego pierwszego nie mógł zrobić, więc postawił na drugie - ku wyższej idei w której cel uświęcał środki.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Słońce swojego ojca
*Biedna Sophie*
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Sophie ma brązowo-zielone oczy, rude włosy i mnóstwo piegów! Jest dość wysoka, ponieważ mierzy sobie 170 cm. Ubiera się w sukienki, które zakrywają to, co każda szanująca się panna czystej krwi powinna zakrywać. Pachnie cytrusami.

Sophie Mulciber
#13
08.05.2024, 18:16  ✶  
Sophie zdawała się nie zwrócić uwagi na nieprzyjazny ton ojca. Zamknęła za sobą drzwi i nie miała zamiaru tak szybko dać się spławić. Zbliżało się śniadanie, a ona nie chciała siedzieć w niezręcznej ciszy sama z wujem Richardem. Nadal potrzebowała czasu, żeby przetrawić wstyd który ją zżerał kiedy patrzyła na twarz wujka.
- Mhm…- Odparła więc tylko z niewesołą miną. Starała się na szybko wymyślić jakikolwiek pretekst, żeby tylko wyciągnąć ojca z gabinetu. Niestety nic sensownego nie przychodziło jej do głowy. Dużą pomocą okazał się jednak pan Borgin, który pochwalił jej sukienkę.
- Dziekuje. Sama ją uszyłam.- Uśmiechnęła się do niego, pokazując zęby. Sophie potrafiła i lubiła szyć, więc większość ubrań projektowała sobie sama. Miło było również usłyszeć komplement, których w domu tak bardzo jej skąpiono.- Sama też upiekłam ciastka cynamonowe, którymi chętnie poczęstuje. Naprawdę jesteśmy już spóźnieni na śniadanie, więc może jednak dołączy pan do nas, a później dalej będziecie rozmawiać? Co ty na to, tato? Panie Borgin? - Uśmiechała się niewinnie, mając nadzieję, że ojciec się złamie i we trójkę wyruszą do jadalni. W końcu była w tym domu jedyna kobietą, więc pozwoliła sobie zaprosić gościa na poczęstunek. Gościa, który tak naprawdę był jej przybranym bratem. Sophie zawsze chciała mieć rodzeństwo, więc jeśli tylko pozna prawdę i pierwszy szok minie, to będzie bardzo szczęśliwa!
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leonard Mulciber
#14
08.05.2024, 21:08  ✶  
Siadając do stołu i od razu sięgając po kilka kiełbasek, jajka i chleb, Leo kątem oka obserwował coś, co wyglądało jak niema wymiana zdań między ciotką a ojcem. Oh, racja. Czy to nie była aby ciotka Lorien? Najwyraźniej wpadła z dość niezapowiedzianą wizytą. Nie, żeby jakoś szczególnie go to interesowało, ale jeśli miałby wypunktować coś ciekawego w mieszkaniu pod jednym dachem ze sporą ilością krewnych, to z pewnością były to łatwo wybuchające dramy i niesnaski. Sam oczywiście brał udział zaledwie w drobnych sprzeczkach i przekomarzankach z bratem. Ot, jak na typowe rodzeństwo przystało. Typowe rodzeństwo, które mimo wieku nie wyrasta z pewnych niemądrych przyzwyczajeń.
Leonard uśmiechnął się ze sztuczną słodyczą do brata. Oczywiście, że był zazdrosny o jego głupie, bezróżdżkowe czarownie. Co nie znaczy, że kiedykolwiek zamierzał się do tego przyznać. Nie w tym życiu.
- Oh? Sądziłem, że to ty przywykłeś do tego typu, domowych obowiązków? Sam rozumiesz. Skoro nigdzie nie pracujesz i nie masz nad sobą aż tylu ważnych obowiązków? - przyglądając się Charliemu niezmordowanie, ugryzł kawałek kiełbasy, zagryzł kromką i przeżuł dokładnie.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#15
08.05.2024, 23:38  ✶  

Im dłużej Sophie się nie pojawiała, tym bardziej niepokoiła się Selar. Może coś źle zrozumiała? Wreszcie skrzatka postanowiła kontrolnie zajrzeć do jadalni. Niby dyskretnie, ale jej pojawienie się - do tego z ciastkami! - nie umknęło uwadze Charlesa, który z miejsca podkradł jedno z ciastek przy pomocy magii. W reakcji na to Selar aż pisnęła! Zaskoczona, ale i nieco przestraszona.

- Iii! - padło z jej strony, po czym wycofała się z pomieszczenia. W zasadzie to teleportowała się z niego. Bo przecież panienka zakazała, a tutaj przez jej nieporadność, przez głupotę, znów coś poszło nie tak jak powinno. Niemądra Selar zawsze tylko pakowała się w problemy. A Sophie w ostatnim czasie i tak była jakaś taka... pochmurna? Skrzatka nawet nie wiedziała jak to określić. Była natomiast pewna tego, że bardzo chciała poprawić panience humor. 



***

Zmarszczył brwi, widząc że Sophie nie zamierzała się posłusznie wycofać z gabinetu. W którym momencie to wszystko poszło nie tak, jeśli mowa o wychowaniu córki? Nie tylko zajmowała się nielegalną produkcją alkoholu, ale do tego kompletnie go nie słuchała. Wyglądało na to, że nie znała nawet swojego miejsca. Może to wina Hogwartu? Albo rodziców tej jej przyjaciółki... jak to jej było? Amelia? Anna? Amanda...? Tej, której rodzice zajmowali się produkcją alkoholu.

- Sophie, nie powinnaś tak naciskać na pana Borgina. - upomniał dziewczynę. Najpewniej nie pierwszy raz zdarzyło się, aby odnosił się do córki w ten sposób przy innych. Sam jednak niekoniecznie dostrzegał, że sam tym sposobem zachowywał się nie do końca we właściwy sposób. - To nie wypada. Zwłaszcza dziewczynie z dobrego domu. Takiej jak Ty. - kontynuował, przez moment w ogóle nie zwracając uwagi na Stanleya. W większym stopniu skupił się na córce, która w jego mniemaniu zachowywała się wręcz karygodnie. Nie tak ją wychowywał. Nie takie zasady starał się wpajać przez lata.

Czy musiał teraz zastanowić się nad pewnymi sprawami i może... wprowadzić w tym domu inne, nowe zasady? Kolejne wymagania? Nie mógł pozwolić na to, żeby jego myśli biegły w tym kierunku. Nie teraz. Aż potrząsnął głową, starając się ich pozbyć.

- Aczkolwiek co do rozmowy, dokończymy ją innym razem. Na ten moment wszystko jest jasne i zrozumiałe? - tym samym dał mu do zrozumienia, że powinien zbierać się do wyjścia. O ile chciał to zrobić. O ile tylko ciekawość nie popchnęłaby go do tego, żeby jednak przyjąć zaproszenie. Zostać na śniadaniu i udawać przed wszystkimi, że jest po prostu przyjacielem rodziny. W końcu czy kolejna taka szansa, szansa poznania własnych krewnych, mogła się trafić w najbliższym czasie? Tutaj pewności być nie mogło.

Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#16
09.05.2024, 14:44  ✶  
Nie odpowiedziała nic na tłumaczenia Charles’a. Bo i co miałaby mu powiedzieć? To wszystko było o wiele bardziej skomplikowane niż zwykłe “nie będę przeszkadzać!”. Będzie. Nie z własnej winy, ale będzie - dokładnie jak wszyscy inni dookoła.
Skupiła się za to na skrzatce, która wcisnęła nosek do jadalni i którą niemal natychmiast Charlie spłoszył.
- Selar!- Zawołała krótko, nieszczególnie siląc się na ciepły i miły ton. Lorien była jedną z tych czarownic o bardzo pragmatycznym podejściu do skrzaciej służby. Tak było skonstruowane prawo - skrzat w domu był niczym więcej jak dodatkowym elementem wyposażenia.. Liczyła, że zdąży ją jeszcze złapać albo przywołać do siebie zanim ta się deportuje. Albo, że usłyszy i grzecznie wróci.
Uniosła lekko brwi, pytająco spoglądając na Richarda, gdy jego synowie wdali się… w dyskusję między sobą.
Oni tak zawsze?
Nawet jeśli milczała jak grób jej mina mówiła wszystko.
Typowa natura wychowanej w dość tradycyjnych wartościach jedynaczki. “Dzieci powinny być widzialne a nie słyszalne” było powtarzane przez matkę jak mantra. To że później sytuacja panny Crouch się zmieniła to była zupełnie inna sprawa. Gdzieś jednak, głęboko w podświadomości uchowały się czystokrwiste zasady wychowania dzieci. Jeszcze młodszy… w porządku. Ale żeby starszy dyskutował w towarzystwie? No cóż. Może w Skandynawii były inne zwyczaje.

Akurat zaglądała do dzbanka z kawą, analizując czy lura w środku nadaje się do czegokolwiek, gdy padło kolejne pytanie.
Gdzie jest Robert?
- Hm.- Szybkie pytanie otrzymało wyjątkowo nie satysfakcjonującą odpowiedź, bo najwyraźniej w aktualnej hierarchii potrzeb i zainteresowania czarownicy, mąż był trochę niżej niż zazwyczaj. Debatowała jeszcze sama ze sobą nad nieszczęsną kawą, kręcąc lekko dzbankiem jakby to miało w czymś pomóc. Równocześnie kupowała sobie czas na odpowiedź.
Powiedzenie “zapewne w swoim gabinecie” nie byłoby niczym dziwnym - Robert spędzał tam większość czasu. Z drugiej jednak strony mogło to pociągnąć za sobą kolejne w stylu “skąd to wiesz?”, “co słyszałaś?”. Przesłuchiwać to my, nie nas panie Mulciber.
Skrzywiła się minimalnie, gdy dziwaczne poczucie irracjonalnego lęku zacisnęło znów niewidzialne pazury na jej sercu. Jeszcze tego brakowało. Odzyskała rezon tak szybko jak go straciła.
- Nie było go w sypialni.- Prawda.- Musiał wstać przede mną.- Prawda. W dodatku jasno implikująca, że przyjechali do Londynu jeszcze wczorajszego wieczoru. Wreszcie uznała, że kiepska kawa jeszcze nikogo nie zabiła. Nalała sobie odrobinę do filiżanki. Podniosła dzbanek do góry, ewidentnie kierując następne pytanie do szwagra.- Napijesz się?- Natomiast co do powrotu…– Uznaliśmy, że tak będzie najlepiej.
I tyle. Żadnego niepotrzebnego tłumaczenia. Żadnych opowieści z mchu i paproci o długich rozmowach i poważnych decyzjach. Ani słowa o pięknie i ciszy Szkocji. I co najważniejsze - żadnego rozczulania się nad własnym losem i stratą. Odchorowywała to wszystko - wystarczyło się przyjrzeć Lorien nieco dokładniej by dostrzec zmęczenie pod warstwą makijażu; drżenie rąk - jakby utrzymanie dzbanka było zbyt trudne; nawet nie zaszczyciła spojrzeniem wszystkiego co zostało przygotowane na śniadanie, jakby nie planowała nic jeść.
A jednak… z pozoru wyglądała jakby ostatnie dwa miesiące w ogóle nie miały miejsca.
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#17
09.05.2024, 19:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.05.2024, 19:54 przez Charles Mulciber.)  
Charlie uśmiechnął się do ojca niewinnie. Ciasteczko na chwilę zawisło w przestrzeni, tylko po to, by dać pojedynczej chusteczce czas na rozwinięcie się i wsunięcie tuż pod wypiek. Powoli, miękko, ciastko opadło obok talerza Leonarda.

- Proszę, bracie. - Powiedział miło Charles i również Leo posłał uśmiech, tak szczery i ciepły. - Na później, do kawy. Żebyś nie zapomniał, że poza dbaniem o kondycję i o swoją och-jak-ważną pracę, w życiu są również przyjemności.

Zająwszy miejsce przy stole obok brata, Charlie splótł dłonie przed sobą i oparł je o stół. Miał tego dnia dobry nastrój i wolałby podzielić się nim aniżeli złapać kiepski od kogoś innego. Zupełnie nie przejął się skrzatką, ale stanowczy głos cioci sprawił, że aż podskoczył w krześle! Nie skomentował tego jednak, a jedynie lekko westchnął.

- Przykro słyszeć, Leo, że uważasz pracę moją, ojca i wuja Roberta za niewiele wartą. - Żachnął się, trącając brata stopą pod stołem. - Skoro nigdzie nie pracujemy, a tylko dla dobra rodziny. - Podkreślił. Pomagał przecież ojcu w biznesie i chociaż nie był to pełen etat, starał się jak mógł! - Nie poczekasz na wuja, aż do nas dołączy? Od razu musisz się zapychać?
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#18
09.05.2024, 21:16  ✶  

Gdy Leonard z Charlesem nie byli razem, był spokój.  W przeciwnym wypadku, nie potrafili powstrzymywać się od wzajemnego przekomarzania się, zaczepiania czy nawet i dokuczania. Doprowadzało to niejednokrotnie do irytacji Richarda, jakby nie umieli się momentami odpowiednio zachować, choćby przy wspólnych posiłkach. Co dzień trzeba było zwracać im uwagę. Choćby nawet karcącym spojrzeniem.

Druga sprawa. Brak stałej pracy był dla Richarda irytujący, kiedy ktoś wytykał mu coś takiego. Nawet własny syn. Mimo wszystko musiał i tak czekać, aż brat ogarnie końcowe sprawy ze swoimi znajomościami, aby mógł w końcu złożyć papiery do Ministerstwa Magii. Pozwolił sobie to przemilczeć, ale uwagę na ich zachowanie przy stole, musiał zwrócić. Biznes rodzinny, to nie była praca bardzo dochodowa. Może niezarządzana tak, aby zarabiać miliony, ale na tyle, żeby Robert mógł utrzymać sklep i tę kamienicę.
Richard od razu też spojrzał tym samym spojrzeniem na drugiego syna. Karcąco, upominająco, aby przestali już te sprzeczne rozmowy między sobą. Zauważył też, że już od razu, po zajęciu miejsca przy stole, Leonard postanowił zacząć posiłek. ”Długo im zajmie przyzwyczajenie się do tutejszych zasad...” – stwierdził w myślach.

Uwagą wrócił do Lorien, która w udzieleniu odpowiedzi miała chyba jakiś problem. Poza zwyczajnym „hm”, które nie było satysfakcjonujące, zaczął się jej uważniej przyglądać. ”Coś ukrywa…” – pomyślał, marszcząc brwi. Obserwował każdy jej ruch, gest, mimikę. Zaś po udzieleniu odpowiedzi, zmieniła szybko temat.

- To może wiesz, czy Sophie już wstała?
Rzucił dość poważnie kolejne pytanie. Czy w ogóle miała okazję spotkać gdzieś w tym domu córkę swojego męża? Kojarzyła ją  ogóle? Pamiętała, tak jak jego synów? Zauważył, że i tej młodej rudej roztrzepanej dziewczyny nie było z nimi. Wątpliwe trochę, aby dziewczyna zapomniała zejść na poranny posiłek. A może z Robertem gdzieś była w tym domu?

Pytając, sięgnął po dzbanek, jaki trzymała Lorien. Zauważył jej drżące dłonie, więc postanowił przejąć od niej kontrolę nad tym dzbankiem z nieszczęsną i chujową według niej kawą.

- Naleję sobie.
Dał jej do zrozumienia, że zauważył u niej te charakterystyczne elementy zmęczenia? Drżenie dłoni?
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#19
10.05.2024, 00:12  ✶  

Komplement zdawał się zadziałać? Spowodować chociaż odrobinę uśmiechu na ustach młodej dziewczyny, która musiała przeżywać istną bolączkę na fakt, że to właśnie Robert Mulciber był jej ojcem? Sam Stanley może znał tego jegomościa od kilku miesięcy, jednak było to wystarczająco długo, aby zrozumieć jak momentami działał czy się zachowywał - jak jednostka niezdolna do wychowywania dzieci według przyjętych standardów. U Roberta były tylko dwie możliwości - albo było według niego albo wcale. Może więc powinien być wdzięczny losowi, że został wychowany samodzielnie przez Anne bez udziału Roberta?

Zaskakująca była za to umiejętność o której wspomniała - szycie ubrań. Gdyby tylko znał francuski mogły powiedzieć coś w stylu chapeau bas... Ale że nie znał to pokiwał tylko głową z uznaniem, ponieważ dla Stanleya było to jak sztuka obca, coś niezrozumiałego. On się czasami mylił przy parowaniu skarpetek ale na szczęście wszystkie miał czarne i według jednego wzoru, więc każdy błąd był szybko wybaczany przez współ-skarpętkę.

Czy Sophie aż tak naciskała? Nie. W zasadzie to dała pełnię praw wyboru do tego czy powinni tam się udać we trójkę czy też nie. Fakt, próbowała przemycić jakieś podprogowe argumenty, które miały spróbować przekonać ich, a może raczej go - Borgina - do podjęcia pewnych decyzji. Pech, a może raczej młoda Mulciberówna chciała, że postawiła na ciasteczka, a nie cytrynówkę, która mogła bardziej przypaść Stanleyowi do gustu. To też nie tak, że chciał od razu skreślić jej ciastka, wszak mogły być równie smaczne co alkohol, którym zdążyła sobie narobić kłopotów.

- Spokojnie Robercie... - odparł w miarę spokojnym głosem, pozwalając sobie na małe zaciągnięcię się papierosem. Zwrócił się do ojca... wróć, Mulcibera - musieli przecież udawa - w ten sposób. Zabrzmiało to dosyć dziwnie i sam Borgin był zaskoczony tym co powiedział, wszak zawsze było "ojcze" lub "Twój brat" skierowane do Richarda. A teraz? Robercie?

Przez kilka chwil się zastanawiał co powinien zrobić. Wniosek przyszedł jeden - nie powinienem tego robić ale chuj.

- Pański ojciec ma rację panno Sophie. Przede wszystkim też nie wypada przeszkadzać w spotkaniach - zgodził się ze swoim przedmówcom. Nie mógł nagle przecież zacząć grać całkowicie do przeciwnej bramki - musiał być gdzieś po środku. Gdzieś między swoim ojcem, a przyrodnią siostrą, która nie wiedziała o istnieniu swojego brata.

- Nie mniej jednak uważam, że kilka bądź kilkanaście minut mnie nie zbawi. Na pewno uda mi się ten grafik jakoś poprawić czy do regulować jeżeli zostanę chwilę dłużej - stwierdził, chowając kartki do kieszeni płaszcza, ponieważ trzymał je w dłoniach do tej pory - Co do rozmowy jednak Robercie, wszystko zrozumiałe i jasne na ten moment. Jak tylko dostanę resztę zamówień na świece od zainteresowanych osób to porównam je z aktualnym zamówieniem i naniosę ewentualne poprawki - zapewnił, kiwając głową do kierunku Mulcibera - Możemy ją uznać za zakończoną w tej chwili, aby nie denerwować i testować dłużej cierpliwości panienki Sophie - dodał od siebie, obdarzając pozostałą dwójkę małym uśmiechem. I pomyśleć, że to wszystko od osoby, która napawała się cierpieniem innych.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Słońce swojego ojca
*Biedna Sophie*
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Sophie ma brązowo-zielone oczy, rude włosy i mnóstwo piegów! Jest dość wysoka, ponieważ mierzy sobie 170 cm. Ubiera się w sukienki, które zakrywają to, co każda szanująca się panna czystej krwi powinna zakrywać. Pachnie cytrusami.

Sophie Mulciber
#20
11.05.2024, 11:48  ✶  
Gdyby to tylko było takie proste - powiedzieć swoim dzieciom, żeby czegoś nie robiły, a te nie będą tego robiły! Wtedy na pewno życie Roberta byłoby o wiele spokojniejsze. Miał jednak córkę, która we własnym mniemaniu robiła CO TYLKO MOGŁA, żeby ojciec był z niej dumny. Czuła z nim również jakąś dziwna wieź, która dla osoby z zewnątrz, mogłaby wydawać się absurdalna, biorąc pod uwagę zachowanie oraz charakter Roberta. Sophie nigdy jednak nie myślał, że ojciec jej nienawidzi albo nie lubi. Nie mieściło jej się to w głowie, skoro był jej rodzicem, a ona przecież nie robiła niczego złego. Jakakolwiek niechęć która była jej okazywana, zrzucana zostawała na wczesną śmierć jej matki którą ojciec na pewno kochał, oraz na jego "ciężkie" życie i dużą ilość pracy. Sophie stety albo i niestety, wróciła do domu na stałe. Czuła się jak w domu, a Robert był jej własnym osobistym ojcem, i jeśli czegoś od niego potrzebowała, to nie wstydziła się przyjść. Zawsze z tyłu głowy kołatała jej się myśl nie przeszkadzaj tacie! , ale były sytuacje, kiedy wolała jednak przeszkodzić. Wstyd przed wujem Richardem, był zdecydowanie jedną z takich "sytuacji"! Sophie czuła, że będzie mogła spojrzeć wujkowi w twarz dopiero wtedy, kiedy zrobi porządek z własną firmą...
-Och...- Mruknęła Sophie i mina jej lekko zrzedła, kiedy ojciec zaczął ją strofować.- Ale wuj Richard... nie chcę siedzieć sama z wujem Richardem...- Bąkneła cicho, zerkając to na ojca, to na pana Borgina. Ale wstyd! Biedna Sophie!
-Mhm...- Coraz bardziej czerwona, sluchała jak gość ojca również zwracał jej uwagę. Spotkanie spotkaniem, ale do cholery! Była we własnym domu i potrzebowała pomocy ojca! Trochę ją to zirytowało, ale oczywiście nie odważyłaby się teraz otwarcie z nimi kłócić.
-Och to wspaniale! - Zawołała jednak, kiedy pan Borgin kolejny raz przyszedł jej z pomocą i przyjął zaproszenie na posiłek.- Na pewno pan nie pożałuje, po śniadaniu zjemy ciastka cynamonowe!- Zarządziła i wyszczerzyła zęby, nadal jednak czerwona i nieco zmieszana. Odetchnęła w duchu! Odwróciła się na pięcie i otworzyła drzwi od gabinetu, żeby cała trójka mogła wyjść na korytarz. Ojciec jej wybaczy. Musi zrozumieć, że to była awaryjna sytuacja! Nawet Sophie takie miewała...
- Tato, pan Borgin również pomaga w naszym sklepie?- Zainteresowała się, odnosząc się do wcześniejszych słów mężczyzny. Skoro rozmawiali o świecach oraz kadzidłach, to nie przerwała im w niczym ważnym.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Charles Mulciber (2045), Leonard Mulciber (1571), Lorien Mulciber (3793), Richard Mulciber (3307), Robert Mulciber (5039), Sophie Mulciber (2109), Stanley Andrew Borgin (3959)


Strony (6): « Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa