• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[17 lipca 1972] Pełna chata, to mnóstwo problemów | Mulcibery

[17 lipca 1972] Pełna chata, to mnóstwo problemów | Mulcibery
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#31
17.05.2024, 15:50  ✶  

W momencie witania się ze Stanleyem, nie ukrywał, że był zaskoczony jego obecnością, jakby chciał też znać powód, z jakiego pojawił się tak wcześnie w ich kamienicy. Lecz nauczony odczytywać mowę ciała jak i z twarzy, ten znaczny gest od Stanleya, nieco go uspokoił. Lecz prawda, umiejętność fali między nimi bardzo by ułatwiła niewerbalną komunikacją. Będą musieli umówić się na wstępne ćwiczenia. Sprawdzić chociaż, czy Stanley zdoła się tego nauczyć.

Wskazał gościowi miejsce przy stole, aby nie musiał się niczym krępować. Przedstawił mu swoich chłopaków i usiadł na swoje miejsce przy stole.

O ile wcześniej chłopcy zaczepiali się słownie, tak teraz niekulturalnym zachowaniem wykazała się Sophie. Również Richard zwrócił na to uwagę, kiedy upomniana została przez swojego ojca. Richard miał nadzieję, że jego chłopcy wykażą się większą kulturą od swojej kuzynki i nie odpowiedzą na te zaczepki.

Sięgając po musztardę do kiełbaski, dostrzegł, że Lorien robiła jakąś dziwną medytację nad koszykiem z pieczywem, jakby chciała rzucić zaklęcie lewitacji i pochwycić rogalika w powietrzu. Coś na zasadzie mentalnego wypowiedzenia zaklęcia jak do miotły ”do mnie!”, tylko tutaj mieli rogalika. Szybko się otrząsnęła i podjęła fizyczne działania. Zmarszczył brwi, obserwując ją z naprzeciwka. Coś musiało nie dawać jej spokoju, albo stan zdrowia nie był najlepszy. Już wcześniej nie była wstanie utrzymać dzbanka z kawą. 
Zapytana przez Roberta, udzieliła mu odpowiedzi, więc Richard wrócił do swojego śniadania. Przy okazji słuchając i obserwując pozostałe osoby przy stole.

Kiedy Stanley otrzymał swoją zastawę, sztućce kubek i talerz, Richard jedynie zachęcił go do częstowania się. Żeby nie krępował się.

- Częstuj się.
Mieli też na stole dzbanki z kawą i herbatą. Mógł brać na co ma ochotę.
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#32
18.05.2024, 10:17  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.05.2024, 10:26 przez Charles Mulciber.)  
Upomniany przez ojca Charles uznał, iż należy skończyć przepychanki słowne z bratem, tym bardziej, gdy do stołu dołączył ktoś, wydawałoby się, obcy. Śniadaniem zarządzał wuj Robert i Charlie nie zamierzał protestować. Stanley mógł zapewnić powiew świeżości i nieco rozrywki wśród zbyt poważnych Mulciberów.

- Tak jest, ojcze. - Rzucił jeszcze krótko do taty, a Stanleyowi skinął głową i nawet uśmiechnął się lekko, gdy ojciec go przedstawił. - Panie Borgin, spodziewam się, że będziemy się częściej widywać, teraz, gdy będę pomagał wujowi w rozwoju... interesów. - Zagadnął do Stanleya, lecz koniec jego wypowiedzi załamał się nieco, gdy poczuł kopnięcie pod stołem! Bolesne, gdy drobny dziewczęcy bucik wbił się w piszczel z siłą, która przyniosła falę bólu! - Liczę na owocną współpracę. - Powiedział niemal przez zęby, momentalnie kierując spojrzenie na Sophie. Zamorduję cię!, starał się przekazać kuzynce bez słów, marszcząc brwi i zaciskając usta. Musiał naprawdę, naprawdę mocno ze sobą walczyć, żeby nie zrobić jej jakiegoś psikusa, choćby nie wrzucić jej jajka we włosy! Musiał jednak pamiętać, że nie wolno bawić się jedzeniem oraz, co ważniejsze, że jest dorosły.

Postarał się wrócić do równowagi tak szybko, jak ją stracił, choć pochylił się lekko, by rozmasować piszczel. Dopiero wtedy mógł przejść do częstowania się śniadaniem. Nie było potrzeby sięgania po słodkie rogaliki, do których dobrała się już ciocia Lorien, gdy mógł posłużyć się magią i przenieść dwa na swój talerzyk. Równie bezróżdżkowo sięgnął po dżem, by rozsmarować słodkości na pieczywie. W Londynie jego słabość do słodyczy urosła do jeszcze większych niż zwykle rozmiarów! I chociaż nie umiał przekonać się do herbaty, to poczęstował się kawą. Mocny, czarny napar z nieprzyzwoitą ilością mleka i cukru; czy było coś lepszego?
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#33
18.05.2024, 22:44  ✶  

Gdyby Sophie była chociaż odrobinę większa i silniejsza, to zapewne mógłby nawet coś poczuć. Tak pozostał tylko mały niesmak, ponieważ Borgin wiedział jak bardzo Mulciber - ich ojciec - nie lubił kiedy coś było nie tak, jak on sobie założył. Wszystko musiało iść według założonego od startu planu.

- Spokojnie - zwrócił się do młodej dziewczyny - Nic się nie stało - zapewnił. Fakt, może go to odrobinę zirytowało ale na aktywację obciążenia genetycznego to miał jeszcze kilkanaście czy kilka lat, więc mógł to puścić w niepamięć. W końcu nie zabijało się ludzi za to, że szturchnęli kogoś łokciem, a już na pewno nie zabijało się własnej rodziny - wrogów już tak.

Nie było nad czym się rozwodzić w kwestii pytania Roberta. Stanley nie musiał nawet odpowiadać, ponieważ zrobiła to Lorien. Powinien był dodać coś więcej, niż to co powiedziała ona sama? Nie było najmniejszego sensu, wszak powiedziała wszystko, co było warte dodania.

- Dokładnie tak. Z Ministerstwa - odparł. Nie uwzględnił małej zmiany, którą powinien dodać do swojego CV odnośnie krótkiej (dłuższej?) przerwy od służby. Po pierwsze to ci co powinni wiedzieć - wiedzieli. Po drugie był teraz panem Borginem, a nie częścią rodziny, która miała wspólne tematy nad którymi pracowali. W końcu wraz z Robertem i Richardem byli po uszy zagłębieni w pewne sprawy, które musieli uporządkować, a następnie pokończyć.

Egzaminy? To ile lat miała czy mogła mieć Sophie? Może gdyby Lorien wspomniała o jakimś przedmiocie to mógłby samemu to wywnioskować, wszak siatka zajęć raczej nie powinna się zmienić tak mocno. Pytanie czy ona w ogóle się zmieniała?

Ojciec był w formie. Dalej karcił tym swoim wzrokiem. Na upartego to nawet nie musiał nic mówić, ponieważ te jego oczy robiły całą robotę. To też nie było tak, że miał jakiś mega uroczy i piękny wzrok, w którym można się było zakochać. Raczej rozchodziło się o to, że on po prostu wkurwiał tymi swoimi patrzałkami - sobą czasem też.

Skoro Robert był szybszy i wszystko dostrzegł, Stanley nie reagował. Nie miał zamiaru wchodzić między wódkę, a zakąskę, chociaż kusiło się wtrącić. Jednak czy warto było narażać się na oceniający wzrok staruszka?

- Dziękuje - zwrócił się do Richarda, kiwając mu odrobinę głową. Dostrzegł, że jeden z młodzieńców wuja, Charles, potrafił bardzo przydatną umiejętność jaką była magia bezróżdżkowa. Ktoś z jego umiejętnościami mógłby być przydatny ich sprawie. Czy nie stanowiłby idealnej bojówki?

Borgin nalał sobie odrobinę kawy na początek. Papieros już był, więc poranny rytuał będzie mógł za kilka chwil odhaczyć.

- Istnieje taka szansa. Nie ukrywam - odparł na słowa Charlesa - Będziesz pomagał w wyrobie świec czy raczej sprzedaż? - zapytał z zainteresowaniem, sięgając po swoją kawę. Pociągnął łyka, a następnie odetchnął. Co za ulga



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Słońce swojego ojca
*Biedna Sophie*
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Sophie ma brązowo-zielone oczy, rude włosy i mnóstwo piegów! Jest dość wysoka, ponieważ mierzy sobie 170 cm. Ubiera się w sukienki, które zakrywają to, co każda szanująca się panna czystej krwi powinna zakrywać. Pachnie cytrusami.

Sophie Mulciber
#34
19.05.2024, 23:49  ✶  
-Jeszcze bardziej rude? Hmmm, jesteś pewien? Przyjrzyj się.- Powiedziała do Leo, ponownie poprawiając grzywkę. Palce układały się w “znaki”, które mógł odczytać jedynie jej starszy kuzyn.
Zerknęła na ojca, słysząc jak TYM tonem wypowiedział jej imię. Całe szczęście, że Lorien ją zagadała.
- Tak,wróciłam już na stałe. Koniec z Hogwartem.- Zaśmiała się nieco nerwowo.- Miałam Wybitny z eliksirów oraz obrony przed czarną magią.- Pochwaliła się, nalewając sobie herbaty. Upiła łyk, jednak widząc głupią minę Charlie'go, parsknęła cicho pod nosem, a herbata którą miała w ustach musiała znaleźć sobie jakieś ujście. Żeby nie wypluć jej na stół, ani na macochę, odwróciła głowę w stronę pana Borgina. Rękaw jego marynarki był więc mokry od herbaty, której Sophie nie zdołała połknąć oraz tej, która wylała się z niestabilnie trzymanej filiżanki. Płyn nie był na szczęście bardzo gorący.
-...!- Spojrzała na Stanley'a z przerażeniem w oczach. Zakaszlała i wstała szybko.- Przepraszam, coś… nie w tę dziurkę… p-panie Borgin, pomoże mi pan z tacą ciasteczek? - Złapała serwetkę, czując jak jej twarz robi się czerwieńsza od włosów. Chciała wyczyścić ubranie pana Borgina, jak tylko staną nieco dalej od stołu. Miała nadzieję, że NIKT tego nie widział.* Złapała Stanleya za łokieć, mając nadzieję, że mężczyzna nie rozpęta awantury. Świdrowała go błagalnym spojrzeniem.


*Proszę żeby tato i wuj tego nie zauważyli tym razem Serduszko
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leonard Mulciber
#35
20.05.2024, 20:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.05.2024, 20:04 przez Leonard Mulciber.)  
Leonard postanowił udać, że wcale, ani to wcale nie widzi, jak jego kuzynka dopieka Charliemu. Mimo brzydkich gestów, jakie posłała mu przed momentem, był w stanie wybaczyć tę ujmę poprzez cierpienie brata. Miał w tej chwili bowiem większy uraz do tego małego gnojka niż do rudowłosej brzyduli.
- Coś niewyraźnie dziś wyglądasz, Charlie - zwrócił się do brata z dozą sztucznego współczucia na widok jego skrzywionej miny. Tak jakby wcale nie wiedział, co go dopadło. - Może powinieneś zacząć biegać razem ze mną? To z pewnością poprawiłoby twoją kondycję. Hmm, chociaż sądząc po bladości twarzy, pewnie znowu masz jakieś niedobory. Pozwól, że ci nałożę jeszcze kiełbasy~ - widelcem uczynnie nabił kawałek mięsa, po czym położył ją na... KANAPCE Z DŻEMEM.
I wszystko byłoby świetnie, gdyby sam zaraz o mało nie zadławił się jajkiem na widok tego, jak Sophie opluwa rękaw Borgina. Biedny Leo musiał obrócić głowę tak, aby nikt nie widział, jak z trudem i łzami mieszaniny rozbawienia oraz bólu w oczach przełyka niemal całe jajo na raz.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#36
21.05.2024, 10:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.05.2024, 10:06 przez Robert Mulciber.)  

Skoro tym razem ze strony Lorien nie pojawiła się żadna krytyka, Selar mogła opuścić jadalnie. Zanim to zrobiła, kontrolnie jednak rozejrzała się po pomieszczeniu. Tak dla pewności. Nie chciała bowiem znikać, jeśli wciąż było coś do zrobienia; jeśli w dalszym ciągu istniało coś, czym powinna była się zająć. Niczego takiego jednak nie dostrzegła. Teleportowała się więc do prosto do kuchni. Gdyby nagle okazała się potrzebna, wystarczyło tylko dać znać.


***

Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Lorien nie wiedziała. Podobnie świadomi tegoż faktu powinni być Richard i Stanley. Pozostali domownicy natomiast – w ich przypadku wszystko ograniczało się do tego, iż Lorien przez dłuższy czas przebywała poza domem. Dochodziła do siebie po tym ciut cięższym okresie, jaki trafił jej się pod koniec kwietnia, w maju. Zarazem jednak nie był pewien czy to spotkanie; spotkanie jego żony ze Stanleyem, z biegiem czasu nie ściągnie na nich wszystkich kolejnych problemów. Niby zajęty gazetą, ale nie był w stanie się na niej skupić. Miał trudności w tym, żeby tego rodzaju myśli wyrzucić z własnej głowy.

Może popełnił błąd, decydując się na to, aby Lorien wróciła? Może powinien był się jej pozbyć. Pozbyć się całego tego problemu, bałaganu, który powstał w wyniku popełnionego wraz z początkiem roku błędu. Błędu, przed którym Richard starał się go ostrzec. Od którego usiłował go przecież odwieść. Niestety, w tym przypadku nieskutecznie.

- Ach tak. – skomentował słowa Lorien. Potwierdzenie, które padło ze strony Stanleya. Ograniczył się do tych słów. Nie miał niczego więcej do przekazania? Możliwe. Albo też zwyczajnie nie był człowiekiem rozmownym. Zwłaszcza w tych momentach, kiedy obok było zbyt wiele osób. Osób, które niekoniecznie powinny usłyszeć to, co chciałby teraz powiedzieć; co zdawało się spływać właśnie na język.

Zachowanie Sophie pozwoliło mu porzucić ten temat w sposób bardziej naturalny. Bez zwracania na to większej uwagi. Wszak do lektury Proroka wrócił dopiero po tym, jak córkę upomniał. Albo może bardziej – do prób skupienia się na Proroku. Krążące po głowie myśli nadal niczego nie ułatwiały. Ile mieli czasu, zanim Lorien będzie musiała wrócić do normalnego życia? Wyjść z kamienicy. Pojawić się we własnym miejscu pracy?

Zajęty tym, nawet nie zwrócił uwagi na próbę nawiązania rozmowy z pasierbicą, jakiej podjęła się Lorien. Nie zarejestrował też od razu wymiany zdań, która padła pomiędzy Charlesem a Stanleyem. Nieco się od wszystkiego odciął. Odpłynął. W taki sposób, w jaki tylko on, Robert, potrafił. W jaki robił to, kiedy niekoniecznie miał ochotę na rozmowy. Na towarzystwo innych ludzi.

O ile nie zarejestrował tego, co konkretnie miało miejsce, zamieszanie jakie w tego efekcie powstało przy stole – Sophie wszak wstała – zdołało już zwrócić jego uwagę. Z głośnym westchnięciem odłożył gazetę, składając ją na pół. Wyglądało to tak, jakby zirytowany był tym, że swoim zachowaniem pozostali uniemożliwiali mu zapoznanie się z kolejnymi artykułami. Prawda była jednak taka, że nie zdołał przeczytać w całości nawet jednego tekstu.

Tym co go faktycznie w tym momencie irytowało, były trudności, które miał w kontekście pozbycia się z głowy niechcianych myśli oraz obaw. Winę za to oczywiście – jakżeby inaczej – przerzucał na osoby trzecie. Przede wszystkim te najmłodsze, które wprowadzały zbyt dużo zamieszania samą swoją obecnością.

- Zaczynam chyba rozumieć ojca i jego podejście do wspólnych posiłków. – pozwolił sobie na komentarz, który zrozumiały musiał być najpewniej jedynie dla Richarda. Choć może i dzieciaki mogły coś pamiętać z czasów, kiedy były młodsze. Kiedy pierwsze skrzypce w tym domu odgrywał ich dziadek. Francis Mulciber. Wspólne posiłki wyglądały wówczas inaczej. Osobno spożywali je dorośli, osobno dzieci, dla których skrzaty przygotowywały mniejszy stolik. Dopiero z biegiem czasu możliwe było dołączenie do stolika dla dorosłych. – Po śniadaniu pójdziesz ze mną do gabinetu? Będziemy musieli omówić kilka kwestii, Rick. – odezwał się od brata, sięgając jednocześnie po wcześniej umieszczone na własnym talerzu kiełbaski. A także po chleb. Od czegoś należało zacząć. I niestety, nie mógł to być tak przez niego do niedawna jeszcze lubiany ser. Organizm zaczął na niego źle reagować, zmuszając do zmiany nawyków żywieniowych. – I ustalić wreszcie termin naszego krótkiego wyjazdu do Norwegii. – o tym ostatnim, co niektórzy w kamienicy mogli jeszcze nie wiedzieć. Robert nie zwykł dzielić się swoimi planami. Zarazem jednak nie zamierzał ich ukrywać, kiedy nie uważał tego za konieczne. Tutaj zaś nic nie wskazywało na to, iż powinni byli zachować to dla siebie. Do pewnego momentu mogli rozmawiać otwarcie.


tura do 24.05
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#37
21.05.2024, 21:16  ✶  
„Ach tak”.
Proste pytanie – prosta odpowiedź – jeszcze prostsza reakcja. Komunikacja między tą dwójką mogłaby z łatwością uchodzić za piękny przykład jak szanować coś tak cennego jak powietrze. I słowa. Ponieważ Lorien nie odpowiedziała już nic, pozwalając mu wrócić do czytania porannej gazety – temat praktycznie umarł śmiercią naturalną.
Wzięła sobie jedną z miseczek różanej konfitury. Nakładała ją metodycznie na pojedyncze kawałeczki rogalika tuż przed ich zjedzeniem. Po trzech odłożyła łyżeczkę na talerzyk.
- Brava! To bardzo dobre wyniki.- Odpowiedziała na słowa Sophie ze szczerością człowieka, który całe życie nienawidził eliksirów. Chciała jeszcze coś dodać na temat jej powrotu, sięgając po swoją kawę.
Całe szczęście, że nie zdążyła nawet jej podnieść, bo siedząca obok rudowłosa postanowiła… Opluć Stanleya? Tak to przynajmniej wyglądało z perspektywy Lorien.

Otworzyła oburzona usta, ale z tego wszystkiego nie wyrzuciła z siebie nawet ostrego, krótkiego „Sophie!”. W przeciwieństwie jednak do męża była jednak dużo bardziej ekspresywna w reakcji na taką sytuację. Włoskie geny matki dawały o sobie znać właśnie w takich momentach. Zresztą w stronę Roberta spojrzała najpierw, ale no oczywiście, jak się siedzi z nosem w gazecie, to się nie widzi pięknego zachowania córeczki!
Więc spróbowała złapać kontakt wzrokowy z Richardem siedzącym naprzeciwko. Jeśli jej się to udało to skinęła tylko minimalnie głową w stronę pasierbicy, która właśnie podnosiła się z krzesła i poruszyła ustami w niemym „widziałeś to?!”.
Odchyliła się na krześle, krzyżując ramiona na wysokości piersi i obserwując całą trójkę dzieciaków. Jedno się opluło, drugie wyglądało jakby się dławiło, a trzecie... W porządku, w tym momencie, Charlie był najgrzeczniejszy z nich wszystkich. Choć krzywił się jakby znalazł w dżemie jaja akromantuli i popisywał się magią bezróżdżkową na lewo i prawo.
Już nawet nie patrzyła na Borgina.
Nie. W tym momencie Lorien zaczęła bardzo, bardzo głęboko zastanawiać się jakie grzechy musiała popełnić w poprzednim życiu, że w tym skazano ją na taki cyrk. Zechciało jej się ustatkować na starość. Zrobić przyjemność rodzicom i nie umrzeć jako stara panna. A mogłaby teraz siedzieć w ciszy i spokoju. To nie.
Puściła mimo uszu komentarz Roberta o ojcu. Szczerze mówiąc nawet nie zwróciła uwagi, kiedy przestał się chować za gazetą, zbyt pogrążona we własnych myślach, czując narastającą irytację i duże prawdopodobieństwo migreny później. Na ziemię ściągnął ją dopiero tekst o wyjeździe. Zmarszczyła lekko brwi. To była nowość.
Poczuła na nowo tą okropną gulę w gardle – a może o tym wiedziała, ale zapomniała? Może to było kolejnym kawałeczkiem, który utraciła gdzieś po drodze?
- Jedziecie do Norwegii?- Zapytała wprost. Bardziej w celu potwierdzenia, że dobrze usłyszała niż jako faktyczne pytanie za którym kryły się kolejne. Cudowna zero-jedynkowa komunikacja.
Nie zmieniła natomiast pozycji, ale przynajmniej oderwała wzrok od Sophie, która najwyraźniej próbowała ratować swoją sytuację jak chcecie.
Utkwiła uważne spojrzenie w twarzy męża.
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#38
21.05.2024, 22:31  ✶  

Nie można było jakoś w spokoju zjeść śniadania. Ich dzieci, poza Stanleyem, są dzisiaj wyjątkowo niekulturalne i nieznośne. Charles szybciej słuchał się Richarda, to można mu wybaczyć. Może i nie powinien przesadzać z używaniem magii bezróżdżkowej, co może zostać odebrane za popisywanie się. Lecz jeśli spojrzeć w drugą stronę, Charles mógł ćwiczyć jej kontrolę choćby przy prostych czynnościach. Gdzie będzie mógł to robić, jeżeli nie w otoczeniu rodziny? Bo na pewno nie w miejscach publicznych.

Jako że chłopak siedział obok, Richard zauważył, że się trochę pochylił, zaś spojrzenie miał skierowane do upomnianej już przez Roberta Sophie. Od Richarda, bratanica też mogła otrzymać dość poważne i upominające spojrzenie.

Kolejna próba zjedzenia cokolwiek, co miał na swoim talerzu. Robert tradycyjnie, chowając za gazetą. Próbując cokolwiek przeczytać. Jeżeli dobrze mu szło, to powadzenia. Richard już dawno by odpuścił.

Wsłuchiwał się w rozmowę między Charlesem a Stanleyem, a także między Sophie i Lorien. Skupiony jednak na krojeniu swojej kiełbaski, nie zarejestrował kolejnego nieodpowiedzialnego zachowania bratanicy. Oderwał wzrok od talerza, kiedy usłyszał szuranie krzesłem i pierwsze co, to wyłapał spojrzenie Lorien z naprzeciwka, odczytując jej nieme słowa. "Co ja mogę?" - tak samo odpowiedział Lorien, niemym otwieraniem ust. Sophie nie była jego córką. To Robert powinien odpowiednio reagować. Nie on.
W tym samym zaś momencie usłyszał przeprosiny Sophie, kierowane do Stanleya. Zaraz po tym odezwał się Robert, odkładając gazetę. Wypowiadając słowa, po których Richard doskonale wiedział, o co mu chodziło.

- Chcesz do tego wrócić?
Zadał Robertowi pytanie w odpowiedzi, na jego zrozumienie zaistniałego problemu, kierując na niego swoje poważne spojrzenie. Rozumiejąc do czego nawiązywał. Choć ich dzieci były już pełnoletnie, to jednak nadal sprawiały problem wychowawczo kulturalny przy stole. Nie pozwalając dorosłym spokojnie zjeść śniadania. Bo same nie mogły się nazywać w tej chwili "dorosłymi". Przy Francisie nie można było się tak wygłupiać. Inaczej kończyło się rozkazem opuszczenia stołu, bez możliwości dokończenia posiłku.

Jeżeli cała trójka nie umie się nadal zachować odpowiednio, może powinni mieć osobne miejsce do spożywania posiłków. Jak choćby kuchnia?

Chwilę później, Robert zwrócił się do niego, odnośnie późniejszego rozmowy w gabinecie, jaką widocznie zaplanował, mającą także mieć związek z ustaleniami dotyczącymi wyjazdu. Lorien wyłapała ten temat, zadając swoje pytanie.

- Tak. Mamy tam kilka spraw do załatwienia.
Odpowiedział Lorien za brata, a Robertowi z kolei potwierdził, kierując na niego swoje spojrzenie.
- Możemy omówić to dzisiaj po śniadaniu.
Po tych słowach, nim wrócił do dalszego spożywania swojego śniadania, rzucił okiem na zachowanie swoich chłopców. I naprawdę, był tym razem zawiedziony zachowaniem Leonarda. Nie chodziło o samo wtrącanie się do talerza swojego brata. Ale niekulturalne reagowanie na zachowanie Sophie.
- Leonard. Prosiłem o coś.
Specjalnie też wychylił się, aby chłopak go widział, czy nawet Richard jego. A że ten się widocznie chyba krztusił, zwrócił się do Charlesa.
- Pomóż mu.
Klepnięcie w plecy powinno pomóc mu z przełknięciem albo wypluciem tego, czym się zakrztusił.
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#39
21.05.2024, 22:41  ✶  
- ...w wyrobie i w sprzedaży. - Odpowiedział Stanleyowi miło, acz profesjonalnie, ale miał wrażenie, że jego odpowiedź zniknęła w harmidrze tego, co wyrabiała Sophie. Dziewczyna była zupełnie niepoważna, ale Charlie sam nie mógł powstrzymać poszerzającego się uśmiechu, gdy dziewczyna wypluła ustami herbatę tak, jakby była co najmniej druzgotkiem plującym na plażowiczów! Biedny pan Borgin stał się nieumyślną ofiarą dziewczęcych wygłupów.

Zresztą, Charles nie miał możliwości mu pomóc, bo musiał zaraz martwić się o siebie. Leonard nie zamierzał pozostawać mu dłużny w dbaniu o zdrowie.

- Sam niewyraźnie wyglądasz. - Mruknął w jego stronę odpowiedzią godną pierwszoroczniaka. Zmrużył lekko oczy, patrząc, jak kiełbaska, której nie chciał, nie tylko znajduje się na talerzu, ale również na jego pysznym rogaliku z dżemem!!

Tego było za wiele i Charles nie zamierzał tolerować takiego zachowania. Musiał działać:

- Tato! - Poskarżył się więc głośno, odwracając się zaraz do Richarda i łapiąc go lekko za ramię, gdyby ten przypadkiem skupił się bardziej na bracie niż na problemach swojej latorośli. Norwegia nie była ważna, mogła poczekać, gdy teraz mieli większy kłopot: kiełbaskę w dżemie! To nie była konfitura, którą mogliby dodać do klopsików, a zwykły, klasyczny dżem! - Tato, zobacz, co on mi robi! Dokucza mi!- Jasno wskazywał winnego. I chociaż naprawdę miał ochotę na rogalika, to teraz cały apetyt mu przeszedł! Złapał za tę niezwykłą kulinarną mieszankę i przełożył ją na talerz brata, samemu zostając z niczym. Słysząc upomnienie ojca i polecenie, by pomóc, uderzył Leo barkiem w bok, a żeby tego było mało, wytarł o jego ubranie dżem, który został mu na palcach przy przenoszeniu niecodziennej kanapki. - Dobrze ci tak, Leo. To za to, że nie potrafisz się zachować. - Upomniał ostro braciszka.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#40
21.05.2024, 23:31  ✶  

No kurwa rzeczywiście

Robert miał całkowitą rację - trzeba było zawinąć wrotki zaraz po spotkaniu, a nie próbować zgrywać wielkiego rozjemcę narodów i sprawić coś miłego młodej dziewczynie, a nie de facto swojej siostrze. Jednak tak jak to w historii bywa najczęściej - jajko mądrzejsze od kury i teraz przyszło zapłacić za swoje grzechy i winy. Jeżeli nie za wszystkie, to chociaż te, które zostały popełnione przed kilkoma minutami.

Usłyszał odpowiedź Charlesa ale był zbyt zajęty szacowaniem strat na własnej marynarce i szokiem, który go zastał w momencie współudziału w piciu herbaty wraz z Sophie. Mulciberowie mieli strasznie dziwny sposób na spożywanie tego napoju - z rękawów gości? Bardzo podejrzane.

Podejrzane było również to, że Robert - fanatyk kontroli, dobrych zasad i wychowania - nie dawał sobie rady z wychowaniem własnej córki? A może byli równi i równiejsi w ich towarzystwie? To drugie wcale nie pasowało do tego starego, poczciwego Mulcibera, który potrafił był wkurwiający ale fajnie, że był.

Stanley ciężko westchnął. Pogodził się z takim obrotem spraw. Zrozumiał, że posiadanie siostry to bardzo wymagające przedsięwzięcie, a jeszcze bardziej uciążliwe. Nie to żeby posiadanie brata było prostsze, zwłaszcza kiedy widziało się to, co odwalali synowie Richarda. Borgin trochę mu współczuł ale to musiało poczekać, ponieważ miał teraz inne sprawy do załatwienia.

Czy ja proszę o tak dużo? Chciałem wypić tylko tą głupią kawę. Nic więcej, nic mniej zarzekał się w myślach, przejeżdżając dłonią po twarzy.

Nie mniej jednak wstał, posłał krótkie spojrzenie na Sophie - Nie ma problemu - zapewnił, przekręcając oczami - Mogę pomóc - dodał, oddalając się na bok wraz z chyba najmłodszą osobą przy tym stoliku. Młoda Mulciberówna bardzo się zestresowała, a Stanley nie chciał przecież robić jej pod górkę. Wiedział jaki bywał Robert. Wiedział jaki bywał Richard. Wiedział też jaka bywała Lorien i akurat ona była chyba najnormalniejsza z powyższej trójki.

Kilka kroków na bok od stolika, tam gdzie pociągneła go Sophie, rozejrzał się jeszcze po najbliższej okolicy, badając teren. Było chyba bezpiecznie?

- Spokojnie - dodał pół szeptem - Nic się nie stało - tłumaczył, oglądając raz jeszcze swój rękaw - Wyschnie - powiedział, chcąc chyba ją pocieszyć albo chociaż spróbować. Awantury nie będzie robił. Znał lepsze sposoby na rozwiązywanie takich sytuacji.

Czym prędzej wyciągnął jednak monetę i podrzucił ją do góry. "50/50" pomyślał, obserwując jak moneta spada na jego dłoń, a on następnie ją obraca. "Zapamiętam". Pokiwał głową do samego siebie.

- To gdzie ta tacka? - zapytał, uśmiechając się pod nosem. Chwilę później rozejrzał się - lepsza taka rekompensata, niż żadna.


1 - podjebka; 2 - brak
Rzut 1d2 - 2


"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Charles Mulciber (2045), Leonard Mulciber (1571), Lorien Mulciber (3793), Richard Mulciber (3307), Robert Mulciber (5039), Sophie Mulciber (2109), Stanley Andrew Borgin (3959)


Strony (6): « Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa