- Usiądźcie. Nie będzie bolało, ale będzie nieprzyjemnie - ostrzegł, bo z tego co rozmawiał z ludźmi, którzy poddawali się podobnym modyfikacjom, to uczucie było... Bardzo dziwne. Niekomfortowe, ale nie na tyle bolesne, żeby trzeba było sięgać po eliksiry czy maści znieczulające. Na pierwszy ogień poszedł Travers.
Rodolphus nachylił się nad Niewymownym, lewą ręką wyjątkowo delikatnie ujmując jego podbródek. Wlepił w niego swoje nienaturalnie jasne oczy, a następnie bez cienia zażenowania czy jakiegokolwiek wstydu zaczął obracać jego głowę w lewo i w prawo. Szukał charakterystycznych cech, które mogłyby zdradzić postronnym, że to on. Brwi, nos... Kości policzkowe. Lestrange przejechał kciukiem po jego ustach, a następnie uniósł kącik swoich ust nieznacznie.
- Zamknij oczy - w jego głosie nie było ani grama ciepła. Do modyfikacji twarzy podchodził metodycznie, w skupieniu, jak do pracy. Ostrożnie przesunął różdżką nad brwiami Traversa, sprawiając, że te na jego oczach zaczęły zmieniać kształt. Zrobiły się bardziej krzaczaste, wyraziste. Zmieniły nieco swoje położenie, tak żeby znajdowały się niżej. Kolejny był nos. Z niejakim żalem przesunął różdżką wzdłuż niego, a Travers mógł poczuć, jak chrząstka powoli się uwypukla, a koniuszek nosa wydłuża. Usta zrobił dużo węższe, uniósł także kąciki, żeby "Nowy Nicholas" wyglądał tak, jakby nieustannie się uśmiechał. Ot, taka jego prywatna złośliwość. Kości policzkowe nieco schował, żeby nadać twarzy Nicholasa bardziej okrągłego wyglądu. Niestety nic nie mógł zrobić z włosami, mogliby je przyciemnić, ale tego nie dałoby się odwrócić magią, a poza tym nie mieli czasu. Lestrange wyprostował się i uniósł brew, patrząc na swoje dzieło. Będzie musiał to odwrócić zaraz po tym, jak opuszczą mieszkanie Carrow, bo Nicholas w ogóle przestał przypominać siebie. Najpewniej przez ten uśmiech. Dostanie mu się za to, coś czuł.
- Teraz ty, kuzynie - miał jedną z niepowtarzalnych okazji, by ludzie w końcu przestali ich mylić chociaż na chwilę. Bywało to pomocne, ale i bywało niezmiernie upierdliwe w niektórych przypadkach. Z Louvainem jednak nie miał zamiaru bawić się tak, jak z Nicholasem. Przejechał dłonią po jego twarzy, większą uwagę zwracając na brodę i nos. W przypadku starszego Lestrange'a sprawa nie była taka prosta, bo miał wrażenie, jakby modyfikował swoją własną twarz. Westchnął, przejeżdżając różdżką nad jego brodą. Wydłużył ją nieco, zrobił nieco bardziej kwadratową szczękę. Mogło zaboleć. Nos skurczył, by był wyraźnie mniejszy i zadarty. Dodał piegi, bo czemu nie. Zmienił nieznacznie powieki i rozstaw oczu. Całość trwała może z kwadrans, ale wolał się do tego przyłożyć. Poprzestawiać niektóre elementy, tworzące obraz ich wyglądu - tak, by nikt przy zdrowych zmysłach nie pomylił ich z nimi samymi, nigdy. To było po części piękne, niczym sztuka: jak kilka drobnych szczegółów potrafiło całkowicie zmienić postrzeganie drugiego człowieka.
Gdy skończył, schował różdżkę do wewnętrznej kieszeni marynarki. Zniknął na chwilę w sypialni, by wyciągnąć maskę. Nie mogła być bardziej oczywista, ale z drugiej strony Louvain miał zapewnić im bezpieczeństwo. Swojego wyglądu nie mógł zmienić, musiałby poprosić kogoś o pomoc, a na to nie było ani czasu, ani ochoty. Wiedział, że Rabastan również odziedziczył tę zdolność po matce, ale... Lepiej było trzymać język za zębami. Maska wystarczy. Wrócił do salonu, przywdział ją, a potem zgrabnie wsunął rękę na ramię kuzyna i zacisnął mocno palce.
Gdy aportowali się pod drzwiami, zaklejonymi taśmą, rozejrzał się. Poruszały się wyłącznie gałki oczne, nie cała głowa.
rzut
Mistrz gry nie kontynuuje rozgrywki, ale zainterweniuje, jeżeli wasze postacie nie opuszczą mieszkania w ciągu kilkunastu minut.