• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna Dziurawy Kocioł v
1 2 Dalej »
[22.07.1972] Widowisko randkowe

[22.07.1972] Widowisko randkowe
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#51
28.05.2024, 12:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.05.2024, 12:18 przez Lorien Mulciber.)  
Lorien pokręciła tylko głową, rzucając przy okazji przepraszające spojrzenie w stronę znużonego swoją pracą pracownikowi baru. Żarty żartami, ale wstążki jak nie było tak nie było. Nie wtrącała się w dyskusję szwagra z ochroniarzem - ale najwyraźniej przebiegła na tyle grzecznie, że mężczyzna postanowił im “na razie” odpuścić.
Odczekała moment aż ten się oddali by kontynuować rozmowę o głównej bohaterce wieczoru - wielkiej nieobecnej pannie Mulciber.
- Dziewczyna chce się wykazać. Cudownie. Ale naprawdę… Gdzieś musi być granica. I mam nieodparte wrażenie, że to…- machnęła lekko ręką jasno sugerując, że chodzi jej o całą tą ckliwą, utopioną w różowych serduszkach tragikomedię- nią nie jest.

Uniosła kąciki ust, gdy Robert wreszcie wrócił na miejsce. Czy coś go ominęło? Nah, nic szczególnego i wartego zauważenia. Najwyraźniej to samo uważał Richard, który jednak zdobył się na bardziej werbalną odpowiedź.
Ona była w tym czasie zajęta słuchaniem wszelkich miłych i żartobliwych słów, które wygłoszono o kandydatkach nr 1 i nr 2.
Wszystko powoli stawało się jasne - czy to właśnie stąd Robert wiedział o całej tej szopce? Czyżby coś w tajemniczym planie pasierbicy poszło nie tak? Myśl, że żadne z nich nigdy miało się o tym wyskoku prawdopodobnie nie dowiedzieć była przerażająca. Jak mogli Sophie w czymkolwiek ufać skoro ukrywała tak ważne sprawy.

Wsłuchiwała się w odczytywany list od pewnego “ojca”. najpierw z zainteresowaniem, potem z niedowierzaniem, a ostatecznie z rozbawieniem, które starała się ukryć. Zachować twarz.
Gdyby kiedykolwiek Philip Crouch napisał tego typu elaborat o swojej jedynej córce, ta natychmiast odesłałaby go do muglskiego domu spokojnej starości. Najprawdopodobniej tego samego dnia. Cyk - był chłop, nie ma chłopa.
Na szczęście Sophie nie zdążyła sobie jeszcze wyrobić jakiekolwiek reputacji, o którą musiałaby dbać, prawda? Czy mogło to zrujnować pozycję dziewczyny na szeroko rozumianym rynku matrymonialnym? Pytanie powinno brzmieć “czy bardziej niż sam występ w tym okropnym konkursie”.

- Jest twoim Słońcem?- Zapytała tylko powtarzając słowo, które najbardziej utkwiło jej w pamięci i odwracając wreszcie wzrok od sceny. Przewróciła oczami na widok tego uśmieszku - jasne, musiał być z siebie wyjątkowo dumny.
W tym musiało być jakieś drugie dno, zawoalowany podtekst, którego nie wyłapała za pierwszym razem. Nie pamiętała ani jednej sytuacji, w której Robert Mulciber nazwałby swoją córkę "słońcem". A już na pewno nie po takim wywlekaniu na światło dziennie mniej i bardziej intymnych kwestii.
Upiła wina, ale w duszy jedynie dziękowała wszelkiemu wstawiennictwu Matki, że na ślubie Robert nie popisał się podobną artystyczną improwizacją tylko grzecznie powtarzał słowa formułki.
Córka koleżanki twojej starej
Powinni wynaleźć kamizelki ochronne na duszę, nie tylko na ciało.
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Wytwórca eliksirów
Rude proste włosy, obcięte za ramiona, rozwiane. Piegowaty nos. Niebieskie oczy. Drobna, raczej szczupła, wiecznie roześmiana, rozgadana. Niska, mierząca zaledwie 160 cm wzrostu.

Olivia Quirke
#52
29.05.2024, 09:52  ✶  

Spojrzała z zaciekawieniem na Mulcibera. Nie tego się spodziewał?
- A czego się pan spodziewał, panie Charles? Szybkich randek przy stoliku? Każdy miałby wtedy minutę na rozmowę z drugą osobą, by się lepiej poznać, a potem by oceniał w skali od 1 do 10 jak bardzo mu ta osoba przypadła do gustu? - roześmiała się, bo przecież w sumie to było zabawne. Wielkie rody raczej były kojarzone ze sobą na zupełnie innych zasadach, niż te mniejsze lub ich odnogi. - Proszę, wystarczy Olivia.
Podała mężczyźnie piwo, kręcąc głową. Nabroiła to naprawi, jak już było wspomniane.
- Mówisz? Olivia Quirke - odpowiedziała, kręcąc głową z rozbawieniem. Nazwisko było śmieszne w wymowie ale w zasadzie to bardzo do niej pasowało, bo ruda była... Cóż. Biła od niej jakaś taka wesoła energia, nawet pomimo tego, co się właśnie stało - czyli małej katastrofy piwnej. - O, Norwegia. Słyszałam, że jest tam bardzo pięknie, ale zimno i drogo. Ale akcentu nie słychać prawie, musisz mieć talent do języków.
A więc to było po norwesku, te jego pierwsze słowa. Ciekawe. Nigdy nie rozmawiała z nikim z Norwegii, ale wyobrażała sobie, że będzie to język szorstki i gardłowy. Tymczasem Charles mówił całkiem poprawnie i bez dziwnych naleciałości. Olivia odpaliła papierosa, a w jej niebieskich oczach pojawiło się rozbawienie.
- Słusznie, palenie szkodzi. Sama kiedyś rzucę, ale do alkoholu papieros jest jak znalazł. I proszę wybaczyć, ale mam wrażenie, że nawet dziesięć kufli nie pozwoliłoby się uporać z tymi serduszkami - mrugnęła wesoło, bo nawet jeśli była babą, to nadmiar szkodził, a wystrój Kotła był według niej trochę kiczowaty. Oczywiście pasował do całości wydarzenia, ale... To nie były jej klimaty. - Sama miałam wziąć udział, wyobrażasz sobie? Matka już prawie list posłała do tej prowadzącej. Dobrze, że dało się to odkręcić - mam wrażenie, że osoby na scenie są strasznie zestresowane.
Rzuciła, odsuwając się nieco od lady, żeby zrobić miejsce innym gościom, którzy chcieliby coś zamówić. Uniosła swój kufel w geście toastu.
- Jak się wznosi po norwesku toasty?
Widmo
every human has a spark of divine nature, and sin does not separate us from it
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jeden z bogów-duchów (loa) w panteonie religii voodoo. Strażnik granicy między światem żywych i umarłych, "opiekun rozdroży", umożliwia kontakt z duchami zmarłych i innymi istotami duchowymi. Symbol Legby veve przypomina stylizowany klucz. Po śmierci pomaga duchom zmarłych odnaleźć drogę do zaświatów, gdzie spotkają się z loa.

Papa Legba
#53
29.05.2024, 17:31  ✶  

KOLEJNY POST MG

sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#54
01.06.2024, 11:56  ✶  
Charlie drgnął, gdy w jego głowie rozbrzmiał głos ojca. Rozmawianie w taki sposób było przydatne, ale... może nie wtedy, gdy syn rozmawiał z kobietą? Rozejrzał się, by dostrzec twarz Richarda w tłumie.

- Jaką wstążkę? - Zapytał, nie do końca rozumiejąc, ale krótkie rozejrzenie się wystarczyło, by dostrzec to, o czym mówił ojciec. Złapał za wstążki. - Oczywiście. Niedługo wracam. - Obiecał i skinął tacie głową.

- Przepraszam. - Powiedział do Olivii. Dla niej, mógł wyglądać, jakby na chwilę coś rozproszyło jego myśli. - Spodziewałem się, że być może... kogoś poznam? Jestem nowy w mieście. - Wyjaśnił szybko. Jego spojrzenie powędrowało ku scenie, ale nie za bardzo skupiał się na tym, co się tam działo. - I poznałem ciebie, Olivio. Olivio Quirke. - Powtórzył jej nazwisko z uśmiechem, celowo wkładając w nie tak dużo akcentu, jak tylko mógł. - Moi rodzice są z Anglii, więc uczyli mnie angielskiego od dziecka. To znaczy, tata. Mam umarła, gdy byłem mały. - Wyjaśnił i szybko zdał sobie sprawę z tego, że to element, który mógł pozostawić na dalszą cześć znajomości. Zmieszał się wyraźnie. - Prze-przepraszam. To znaczy, dziękuję. Za akcent. Za to, co powiedziałaś. - Zakręcił się odrobinę, postarał się zapić zdenerwowanie dużym łykiem piwa i zmienić temat. - Nigdy nie nauczyłem się palić. Za to alkohol przyswoiłem od razu. - Mruknął i zdał sobie sprawę, że to też nie zabrzmiało najlepiej. - Czemu ostatecznie wycofałaś się z... tego, tam? - Wskazał na scenę. Sophie wyglądała, jakby zaraz miała się rozpłakać. A może roześmiać? - No to... Skål! - Uniósł kufel w toaście.
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#55
01.06.2024, 17:51  ✶  

Oczywiście, że się postarał. Nie mógł postąpić inaczej w momencie, kiedy Sophie kolejny raz postanowiła zrobić coś takiego za jego plecami. W przekonaniu Roberta, doszli do tego etapu, w którym rozmowy z córką przestały cokolwiek dawać. Nie przynosiły już ani większych, ani mniejszych efektów. Zarazem jednak w dalszym ciągu trzeba było zaradzić coś na jej charakterek oraz lekkomyślność.

- Nie zostawiła mi większego wyboru. - wzruszył ramionami. Nie było mu w tym przypadku córki szkoda. Nieszczególnie przejmował się tym, że może z raz czy dwa, pisząc ten list zdołał przekroczyć pewne granice. Wyraźnie dało się to wyczuć w tonie jego głosu czy postawie ciała. Przez cały czas był dość swobodny. Względnie rozluźniony. Na tyle, na ile tylko był w stanie rozluźnić się w miejscu takim jak te. - Znajomy głos? - zainteresował się spostrzeżeniem brata. Upijając kolejny łyk alkoholu, rzucił nawet okiem w kierunku sceny. Maska skutecznie jednak uniemożliwiała zidentyfikowanie chłopaka.

Naprawę miał tracić na to czas?

Zamiast poświęcać temu żenującemu w jego opinii przedstawieniu więcej uwagi, spojrzał w kierunku Lorien, która zdecydowała się skomentować treść odczytanego listu. Listu, który - jak się okazało - został lekko zmieniony. Odczuwał w związku z tym lekki zawód. Usunięto bowiem fragment, na którym zależało mu najbardziej. Cóż. Przynajmniej udało im się zachować przesłanie. Nie zmienili tego, co chciał w swoich słowach przekazać.

- Na słońce czasami ciężko się patrzy. A i kiedy zbyt długo wystawiasz się na jego działanie, potrafi odwdzięczyć się w niekoniecznie przyjemny sposób. - kończąc swoją wypowiedź miał na myśli oparzenia słoneczne. Nie nazwał tego jednak wprost, tradycyjnie zakładając, że inni nadążą za jego tokiem rozumowania. A jeśli niestety nie zdołają, to większa szkoda z tego nie wyniknie. O ile w ogóle jakakolwiek wyniknąć by miała. Nie wydawało się, żeby cokolwiek na to wskazywało. - Poza tym, akurat ten fragment listu został przez organizatorów lekko zmodyfikowany. Niestety.

Wyjaśniwszy jak miały się sprawy, kolejny raz uniósł szklankę do ust, upijając łyka czy tam dwa alkoholu. Całe szczęście, że przez te nieszczęsne wstążki musiał podejść do baru. Gdyby nie to, nieświadomy obecności ulubionej whisky, skazany byłby zapewne na jakieś siki. Nie przepadał za piwem i nigdy nie miał na jego temat zbyt dobrego zdania.

- Ten wybierający... Matthew? Przypomina Ci... wam kogoś konkretnego? - zapytał, kiedy przy kolejnych słowach wypowiadanych przez chłopaka, jemu również jego głos zdawał się coś przywodzić na myśl. Zarazem nie był w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie o jaką cholerę tutaj chodziło.

Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#56
01.06.2024, 22:50  ✶  

Skąd niby miał wiedzieć, co jego syn robi przy ladzie? W jaki sposób prowadzi rozmowę z poznaną dziewczyną? Skoro tam już stał, to poprosił go o przyniesienie wstążek.

”- Złotych.” – dodał w odpowiedzi na jego pytanie. Jeżeli się rozejrzy po innych osobach przebywających w tym miejscu, powinien dostrzec ten charakterystyczny element tutejszego wydarzenia. Na które przyszli tylko w jednym przypadku.
Dostając odpowiedź zwrotną, mógł skupić się już na tutejszych rozmowach i tego, co działo na scenie, wypalając powoli papierosa, niedopałek gasząc w popielniczce. Delektując się kuflem piwa. Przez długie lata zamieszkania w Norwegii, przyzwyczaił się do tego rodzaju alkoholi, więc nie wybrzydzał.

Robert wyjaśnił Lorien, o co chodziło z nazywaniem dziecka swoim słońcem. Porównanie miało dużo sensu. Richard zrozumiał tak zwane przesłanie. Co dla potwierdzenia, skinął głową.

Na wieść, że przeczytany list został zredagowany.

- Szkoda. Już miałem nadzieję, że to Twoja wersja.
Czy w zasadach tej dziwnej gry randkowej, była mowa o zmienianiu treści listu? Nie miał pojęcia. Nie wiadomo też, czy dwa wcześniej odczytane, też nie przeszły czasem modyfikacji. Aż ciekawiło Richarda, czego nie wyczytano. Jakiego fragmentu najbardziej zabrakło.
- Tak. Ten.
Potwierdził. O niego mu wcześniej chodziło. Miał znajomy głos, choć przez maskę, nie dało się go z tej odległości rozpoznać. Być może będzie trzeba poczekać do zakończenia tego przedstawienia?
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#57
01.06.2024, 23:57  ✶  
Upiła wina słuchając wyjaśnień na temat tego całego "słońca".
To miało sens, a Mulciberowe dziewczę nie raz nie dwa pokazało, że potrafi poparzyć. Z reguły samą siebie co prawda, ale jednak.
Już miała rzucić jakimś tekstem o tym, że chętnie posłucha oryginału, kiedy… połączyła parę kropek i zamarła z kieliszkiem zawieszonym parę cali nad drewnianym blatem stolika. Trybiki pod nienaganną fryzurą Lorien zaskrzypiały zmuszone do tak poważnego wysiłku.
Chwila.
Moment.
Przecież Robert nie napisał tego listu na kolanie na kwadrans przed wyjściem, prawda? Cała ta korespondencja mogła nawet nie wydarzyć się dzisiaj, kiedy rzeczywiście "byłoby już za późno" - przecież sam wspomniał, że organizatorzy mieli czas go dodatkowo zmodyfikować. A skoro informacja o tajnym uczestnictwie ich małej wiewióreczki wypłynęła na światło dzienne wcześniej… Do całej tej sytuacji nie musiało wcale dojść. Nic nie stało na przeszkodzie, żeby Sophie, niczym prawdziwa pasierbica rodem z baśni, siedziała teraz zamknięta we własnym pokoju konwersując z myszami i oddzielając proszek fiuu od popiołu.
- Napisałeś list… Wiedziałeś o tym cyrku.- Powiedziała cicho coś co mogło brzmieć jak oczywistość. Nieważne. Ważniejsze było to czego Lorien w tej chwili nie powiedziała na głos.
Pytanie “czemu na to pozwoliłeś?” zawisło między nimi niczym bezgłośne oskarżenie.
Miała mieszane uczucia i to dało się z twarzy czarownicy odczytać jak z otwartej księgi. Pozwalać dziecku popełniać błędy i kazać mu znosić konsekwencje w zaciszu domu - to jedno. Upokarzać je, ryzykując dobrym imieniem całej rodziny jeśli wyjdzie na jaw kim jest “tajemnicza kandydatka nr 3” - to zupełnie inna historia.
Niezależnie od tego czy Robert postanowił jej odpowiedzieć czy nie, pokręciła głową w geście lekkiego niedowierzania.

Ostatecznie odstawiła kieliszek na stół, skupiając się na kolejnym pytaniu. Dlaczego miałaby w ogóle kojarzyć jakiegoś spragnionego miłości, hajsu czy atencji chłopaczka na scenie?
- Naprawdę, nie sądzę, żeby ktokolwiek z naszych przyjaciół zniżał się do poziomu udziału w takiej… zabawie.- Odparła pani “wcale-nie-spędzałam-młodości-w-kasynach” Mulciber, jasno dając do zrozumienia co o tym wszystkim sądzi. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni zresztą tego wieczoru.
Choć z drugiej strony - nie podejrzewałaby o to też Sophie, a jednak! Wróciła na moment myślami do pasierbicy. Na szczęście, wciąż jeszcze istniała szansa że to się nie wyda, a dziewczyna po cichutku wróci do domu. Nie potrzebowali w tym momencie żadnej afery, żadnej wschodzącej gwiazdy londyńskiej sceny randkowej.

Ale nie byłaby sobą, gdyby nie przyjrzała się temu całemu Matthew (czy jak go tam nazywali) nieco uważniej. Z twarzy… No podobny do nikogo w tej swojej bardzo gustownej masce. Ale zaciekawiło ją coś zupełnie innego.
Chłopak gadał i gadał i gadał… I może w tym całym słowotoku o kandydatkach i przyznaniu nagrody publiczności było coś znajomego?

Rzut na percepcję czy zdoła rozpoznać głos Stanley’a - skoro się go całkiem sporo osłuchała w MM…
Rzut Z 1d100 - 79
Sukces!
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#58
02.06.2024, 09:32  ✶  

Również miał nadzieje, że kiedy przyjdzie do odczytywania listów, przedstawione zostaną one w wersji pierwotnej. Oryginalnej. Nie po to przecież starał się wybrać szereg mniej lub bardziej kompromitujących, niekiedy intymnych informacji na temat córki, żeby później ktoś bezczelnie część z nich usunął. Szczególnie bolesnym był w tym przypadku brak tej, która wiązała się z posiadanymi przez Sophie długami.

Nie odpowiedział nic na słowa brata, ponieważ jego uwagę zaraz odciągnęły te, które opuściły usta żony. Czy w ślad za nimi szło jakieś nieme oskarżenie? Dodatkowe pytanie? Przez chwilę na nią patrzył, ale... nie byłby sobą, gdyby zaczął się tu i teraz ze swoich działań tłumaczyć. Zamiast tego upił na spokojnie kolejnego łyka whisky.

- Od kilku dni. - ograniczył się wyłącznie do potwierdzenia jej słusznych podejrzeń. Nie powiedział natomiast, co kierowało nim, kiedy postanowił do tego całego cyrku mimo wszystko dopuścić. Pozwolić na udział córki w widowisku. Bo przecież to nie tak, że w ogóle się nad tym nie zastanawiał. Wiązały się z tym pewne wątpliwości. Obawy. Ostatecznie jednak doszedł do wniosku, że Sophie po prostu musiała się przy jednym ze swoich ekscesów po prostu nieco boleśniej oparzyć.

Na własnej skórze odczuć głupotę, którą popełniła.

Był w tym przypadku gotów na pewne poświęcenie. Na zaryzykowanie dobrym imieniem swojej własnej rodziny. O ile takie imię w ogóle jeszcze posiadali? Robert zdawał sobie sprawę z tego, że o Mulciberach nie mówiło się najlepiej. Zwłaszcza w ostatnich tygodniach. Po wydarzeniach z poprzedniego oraz obecnego miesiąca.

- Tak, Lorien ma zapewne racje. - skwitował słowa żony. Sam czuł się w Dziurawym Kotle trochę mało komfortowo. Na szczęście nie udało mu się dotąd na widowni dostrzec choćby jednej znajomej twarzy. - Mam nadzieje, że całe to przedstawienie szybko dobiegnie końca. Widzieliście gdzieś jego program?

Sam nie zwracał uwagi na tego typu sprawy, ale może jakoś tak w międzyczasie zainteresowali się tym Richard lub Lorien? Gdyby dostać do rąk rozpiskę godzinową, byliby w stanie określić, ile czasu przyjdzie im tutaj jeszcze spędzić. A także - oszacować jak dużo alkoholu będą potrzebować.

Córka koleżanki twojej starej
Powinni wynaleźć kamizelki ochronne na duszę, nie tylko na ciało.
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Wytwórca eliksirów
Rude proste włosy, obcięte za ramiona, rozwiane. Piegowaty nos. Niebieskie oczy. Drobna, raczej szczupła, wiecznie roześmiana, rozgadana. Niska, mierząca zaledwie 160 cm wzrostu.

Olivia Quirke
#59
03.06.2024, 09:54  ✶  

- Przykro mi - powiedziała, chociaż nie było wiadomo, czy mówiła to w kontekście poznania jej, czy matki. Raczej matki, bo jej uśmiech nieco zgasł, gdy Charlie wspomniał o tym, że kobieta umarła, gdy był mały. Ostatnie miesiące sprawiały, że zaczynała weryfikować swoją relację z rodzicami. Bo to nie tak, że nie wiedziała, że ją kochają - wiedziała, że jest ich oczkiem w głowie, że się o nią troszczą i po prostu ją kochają. To chyba był właśnie problem: zbyt się troszczyli, byli za bardzo, zbytnio, za dużo. Ale gdy po raz kolejny stawała naprzeciwko osoby, która straciła rodziców lub jednego z rodziców, to siłą rzeczy zmieniała postrzeganie własnej rodziny. Którą przecież miała - i to w komplecie.

Olivia uśmiechnęła się łagodnie do Charlesa i klepnęła go niemal po przyjacielsku po ramieniu.
- Dużo przepraszasz. Trochę jak ja, a mi mówią, żeby tego słowa nie nadużywać, bo potem traci na wartości - powiedziała, starając się trochę rozładować atmosferę, która odrobinę zgęstniała po tym wyznaniu chłopaka. - Jeśli chodzi o fajki, to dobrze że po to nie sięgasz. Ciężko się od tego gówna uwolnić, a jak jeszcze palisz takie, które nie śmierdzą i nie zostawiają posmaku w ustach, to jest to w ogóle prawie niewykonalne. A szkodzą tak samo.
Dodała, upijając łyk piwa. Była przyzwyczajona do smaku piwa z Dziurawego Kotła, więc nawet się nie skrzywiła, gdy alkohol przelał się przez jej przełyk.
- Skål... Śmieszne słowo - pogodny uśmiech wrócił na jej twarz. Ale zaraz zbladł, gdy dotarło do niej, że pytał o wycofanie się z tego cyrku. Skrzywiła się. - W zasadzie to matka mnie zgłosiła. Była... Jak by to powiedzieć. Zaniepokojona tym, że panna w moim wieku jest sama. Ale to było nieporozumienie, nie zdążyłam jej po prostu kogoś przedstawić. W zasadzie to dobrze, że zobaczyłam list ze zgłoszeniem, bo kurczę, mógłby wyjść z tego niezły kwas.
Wyjaśniła, przeczesując rude włosy w zakłopotaniu. Nawet nie chciała sobie wyobrażać, jak by zareagował Tristan, gdyby się dowiedział, że wzięła w czymś takim udział. Nawet nieświadomie i nie z własnej woli. Bo przecież nie zrobiłaby tu ogromnej sceny, że nie, jednak nie. W sumie sama nie wiedziała, jak by zareagowała. Dobrze, że udało się to zdusić w zarodku.
- Jak chcesz kogoś poznać, to chyba najlepiej na jakimś jarmarku czy coś? Albo w pracy. Ewentualnie na jakimś wystawnym bankiecie, na którym nie wylewają na ciebie piwa.
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#60
03.06.2024, 18:44  ✶  
Charlie oparł się o bar i bardzo starał zachować pozory rozluźnienia. Nie miał niczego, czym mógłby się denerwować, lecz spojrzenia rodziny sprawiały, że znajdował się w sytuacji ciągłego napięcia. Zupełnie, jakby ktoś znów miał zwrócić mu uwagę.

- Nie, nie szkodzi. W ogóle jej nie pamiętam. - Przyjął kondolencje z powodu śmierci mamy, której praktycznie nie pamiętał. - Jeśli miałbym składać naprawdę szczere przeprosiny, wątpię, czy użyłbym wyłącznie słowa "przepraszam". - Zastanowił się na głos. - Nie ma nic złego w uprzejmości, chociaż może rzeczywiście masz rację. Za to nie przeproszę. - Uśmiechnął się, chcąc odgonić resztę powagi, która nastała po jego wyznaniu. - Może usiądziemy, co? Chyba że jesteś tu z kimś, a ja... zatrzymuję cię? - Podpytał. - Nie chcę się narzucać. Ale wybrałaś świetne piwo, to muszę ci przyznać. Które to? - Podpytał, patrząc za bar. Większość nazw nie mówiła mu nic a nic. - Kolejne stawiam ja. A twoja mama chyba trochę się pospieszyła... nie jesteś jeszcze starą panną. Ile możesz mieć lat? Nie więcej, niż dwadzieścia trzy.

Charlie nie był zbyt dobry w ocenianiu wieku, ale gdyby nawet był, to Olivia i tak nie wyglądała mu na zbyt dojrzałą. Była po prostu kobietą, nie dziewczyną, ale też nie dojrzałą matroną.

- Zresztą, jaka to różnica? Żyjesz jak chcesz, nie pod dyktando rodziny. - Dodał, odruchowo zerkając w kierunku stolika, gdzie zostawił Mulciberów. - Nie jestem za dobry w zaczynaniu rozmów, ale teraz widzę, że trik z piwem jest skuteczny. Wykorzystam go w przyszłości!
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (2207), Brenna Longbottom (1925), Charles Mulciber (2883), Erik Longbottom (3077), Heather Wood (2468), Lorien Mulciber (4640), Lorraine Malfoy (3776), Murtagh Macmillan (327), Olivia Quirke (3998), Papa Legba (967), Richard Mulciber (4090), Robert Mulciber (5997)


Strony (11): « Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 … 11 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa