Na sugestię Anthony'ego, Lorraine ze skupieniem odmalowanym na twarzy wsłuchała się w grę orkiestry, próbując wyłapać niuanse, których wcześniej nie wychwyciło jej ucho. Język muzyki nie stanowił dla niego większej tajemnicy niż brzmienie obcych narzeczy, choć nigdy nie wydawał się do końca usatysfakcjonowany, kiedy grali razem. Nie może być idealnie, wzruszała ramionami Lorraine, nigdy nie wiedząc, czy dalej rozmawiają o pianinie, czy o czymś więcej.
- To obój? - jęknęła cicho, zapominając nawet o tym, by z iście teatralną dramaturgią przewrócić oczami.
Czuła się bezpieczna w objęciach Anthony'ego: czuła się dumna, że zaśmiał się z jej żartu, dumna, że udało jej się dotrzymać mu kroku w tańcu, dumna, że chociaż dalej postępowała w życiu na przekór jego woli, miała się dobrze i była dzisiaj tutaj... Ach, Lorraine lubiła błyszczeć, a dzisiaj aż sypały się z niej iskry. Cieszyła się, że był obok niej Anthony, który nigdy żadnej z jej iskier nie zdeptał.
Shafiq zawsze taki był: dostrzegał to, co ulotne, a dla wielu wręcz mało znaczące - to, co nadawało znaczenie chwilom - niewiele kryło się przed spojrzeniem jego stalowych oczu, jeszcze mniej przed jego zdolnościami dedukcji.
Te najcenniejsze chwile zamykał w eleganckich butelkach, opatrywał starannymi etykietkami, i przechowywał latami w piwniczce swojego serca, strzegąc ich zazdrośnie, jak smok swego skarbca. Czasem zaś - tylko czasem - kiedy egzystencja na wonnych oparach afektu stawała się nieznośną, raczył się tym zakazanym trunkiem w samotności, nigdy jednak nie ważąc się wychylić więcej niż kieliszka czy dwóch. Lorraine podejrzewała, że taka była cena, jaką Shafiq musiał płacić za swe opanowanie. W córce wiły czaiła się czasem chęć, by porzucić znane figury taneczne, i podążyć do zaklętych kręgów, gdzie białe zjawy kręciły się w swoich dzikich korowodach. Czy Anthony pragnął czasem upić się tym zakorkowanym szczęściem? Czy też musiał nauczyć się je smakować, powoli, próbując zachować butelkę jak najdłużej?
Kiedy przerwano im taniec, nie odezwała się na początku ani słowem: tylko przyglądała się twarzom obu mężczyzn, obserwując ich krótką wymianę spojrzeń, i czekając na reakcję Anthony'ego. Kiedy ten nachylił się, by musnąć ustami jej dłoń, przyjęła szarmancki gest, uśmiechając się delikatnie.
- "Krzywdzim tę postać tak majestatyczną, chcąc ją przemocą zatrzymać" - odpowiedziała z lekką figlarnością w głosie. Nie wątpiła, że potomek Selwynów rozpozna słowa najpopularniejszej z angielskich sztuk - może nawet z pewnym wyrachowaniem zdecydowała się pożegnać w taki, a nie inny sposób, by go po trosze wybadać, ciekawa jego osoby - te słowa jednak, znaczyły dla niej i dla Tony'ego o wiele więcej, niż ktokolwiek ze zgromadzonych mógłby przypuszczać. Często tak robili, kiedy rozmawiali przy ludziach - grzecznie, ze stosownym dystansem, tylko w zawoalowanych uwagach można się było dopatrzeć pewnej poufałości - ale czy nieśmiałej panny z dobrego domu i poważanego dyplomaty nie mogła połączyć niewinna miłość do sztuki?
Odprowadziła wzrokiem znikającą w oddali postać Anthony'ego, zaraz skupiając spojrzenie na intensywnych, ciemnych oczach stojącego obok Jonathana Selwyna. Intensywny - tak, to było dobre słowo - jakże różne wrażenie sprawiał jej w oczach w kontraście z wyważonym Anthonym! - niczym obsydian obsadzony w stali. Nie wątpiła, że on również porozumiał się z Shafiqiem w ich prywatnym języku, dyskretnie uświadomiając przyjaciela o tajemniczej sprawie niecierpiącej zwłoki.
Zaśmiała się lekko, słysząc jakże oficjalną deklarację mężczyzny.
- Panie Selwyn, obawiam się, że to śmiałe stwierdzenie wymaga niezwłocznej ekspertyzy partnerki. Postaram się osądzić was sprawiedliwie na parkiecie - odpowiedziała jednak poważnie, obrzucając mężczyznę przenikliwym spojrzeniem niebieskich oczu. Pewnie ujęła jego dłoń i pozwoliła mu poprowadzić przerwany taniec.
- Skoro do obowiązków zastępcy szefa należy także, jak mniemam, zabawianie dręczących go dam... Jak pan znajduje dzisiejszy ślub, panie Selwyn? Najbardziej kontrowersyjnym elementem są, póki co, wszechobecne kapibary i tiul przy żyrandolach, więc przypuszczam, że musi się pan się szalenie nudzić w obliczu takiej amatorszczyzny. - Uśmiechnęła się dobrotliwie do Selwyna, którego nazwisko od przeszło chyba dwudziestu lat przywoływane było w związku z matrymonialnym skandalem, i to ze skandaliczną ucieczką panny młodej spod ołtarza w roli głównej: trudno przebić takie wydarzenie, pomyślała z rozbawieniem Lorraine, przypominając sobie oburzenie ciotek kręcących głową nad głupotą kawalera. Cóż, tańczył wyśmienicie, więc powinien sobie wyprawić kolejne weselisko: może tylko tym razem takie, które by się rzeczywiście odbyło.
- Mam nadzieję, że nie wysłał pan Anthony'ego na jakąś groźną misję dyplomatyczną bez wsparcia tylko dlatego, by zapewnić mi rozrywkę. Czy Departament Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów jest też może potrzebny do rozwiązywania sporów na linii między rodzinami pana młodego i panny młodej? - Udała lekkie przerażenie, rozbawiona.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)