Zakład jubilerski na Horyzontalnej
Z dnia na dzień jej praca coraz bardziej ją drażniła. Szczególnie w tych chwilach, gdy zamiast siedzieć z tyłu przy tworzeniu nowych elementów biżuterii, zmuszona była siedzieć przy ladzie, czekając na klientów, których za pewne tego dnia wpaść do zakładu miało niewielu.
Wszystko przez upały, które doskwierały nawet ciepłolubnej Vior. A już na pewno wtedy, gdy siedziała w swoim pracowniczym uniformie, który oczywiście dla zachowania elegancji i profesjonalizmu musiał zakrywać zdecydowanie zbyt dużo, jak na to, co kobieta preferowała. Wiedziała, że pierwsze co zrobi po powrocie do domu, po gotowaniu się przez te długie osiem godzin, to założenie jakiejś lekkiej sukienki i wypicie zimnego drinka.
Na razie jednak mogła o tym jedynie pomarzyć.
Nudziła się trochę. Trafiło dziś do niej jedynie kilka osób, które obejrzały wystawy, zapewne chroniąc się po prostu w pomieszczeniu przed palącym słońcem, po czym wyszły, jedna starsza czarownica odebrała wcześniej zamówione kolczyki i cóż, to tyle.
Nic więc dziwnego, że w pewnej chwili Vior skończyła z książką w rękach.
Widok za pewne zdziwiłby wiele osób, które na co dzień znały Vioricę.
A jednak, przez lata pracy jako rzeczoznawca do spraw mniej lub bardziej zdobytej biżuterii musiała mieć sporą wiedzę na jej temat. Tym razem jednak przeglądała książkę, która prawiła o zastosowaniu run w technikach pieczętowania. Głupio było jej czasem się przyznać, że zwykle po prostu korzystała w swojej pracy z gotowych wzorów, zamiast tworzyć je sama, dlatego chciała ten fakt naprawić. I może trochę nadrobić to, co ściągnęła za czasów Hogwartu, zamiast się po prostu nauczyć.
Wygodnie wyciągnięta na krześle przeszukiwała wzrokiem strony poszukując najciekawszych fragmentów tekstu. Jedna z nóg założona na drugą drgała co jakiś czas w nie określonym rytmie.
A potem usłyszała drzonek dający znać, że ktoś właśnie postanowił znów zajrzeć do sklepu. Uśmiechnęła się sztucznie, niemal automatycznie, zaraz jednak jej wyraz twarzy stał się bardziej szczery.
- Leon! Cześć, co cię do mnie sprowadza - zapytała, prostując się trochę. Odłożyła książkę na bok, tekstem do dołu, nie siląc się na żadną zakładkę.