• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
1 2 3 Dalej »
[26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy

[26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy
Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#41
03.07.2024, 23:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.07.2024, 17:08 przez Viorica Zamfir.)  

Uśmiechnęła się, słysząc mały przytyk, który, cóż, był całkowicie trafny. Pieniądze które miała dziś głównie przegrać lub pomnożyć dostała prosto z sakiewki Atreusa, która zapewne wcale nie zrobiła się o wiele chudsza. Bogaci byli czasem przerażający w tym jak szybko potrafili trwonić swój majątek, choć potrafiła to zrozumieć. Pieniądze szybko ulatywały z jej kieszeni, rozpływając się podczas kolejnych rozgrywek w kości lub karty, czy też po prostu wydane, na alkohol, kolejne surowce do pracy czy zwykłe drobne przyjemności.
Wiedziała, że jej zamiłowanie do ryzyka kiedyś może ją zmiażdżyć, nie potrafiła się jednak oprzeć płynącej w żyłach ekscytacji, która miała wynikać z niewiedzy, czy właśnie stało się bogaczem, czy bankrutem. Tak naprawdę uwielbiała adrenalinę, lubiła upijać się jej wpływem na umysł i ciało. A ostatnio miała tak mało okazji, by znów poczuć jej smak.
- To, że nie przegrywam własnych pieniędzy nie oznacza, że wcale nie jestem stratna. Mam dziś zamiar wyjść stąd chociaż na plusie. Może odpalę ci wtedy nawet jakiś procent, w ramach przyjacielskiej wdzięczności? - W końcu raz mogła darować sobie jego kieszenie i dać coś od siebie w zamian za zaproszenie. Choć wzrokiem już dawno odszukała najcenniejsze elementy biżuterii należące do części gości. Może nie była w stanie z takiej odległości dokładnie wycenić ile galeonów kosztowały, wiedziała jednak, że powinna się spodziewać iż nie mało. Chętnie obejrzałaby więc je sobie z bliska, miała jednak przykaz bycia tym razem grzeczną.
Miała zamiar chociaż się postarać, w nadziei, że Atreus może jeszcze będzie chciał ją kiedyś na podobną rozpustę zabrać.
Szeroki uśmiech nie schodził jej z ust, gdy widziała jak Bulstrode przyczepia przypinkę, która została zaraz zgrabnie ukryta za materiałem.
- Piękna podróż ku odkupieniu win i to zapewne nie twoich jak podejrzewam. Aż żałuję, że potem nie było już tych świeczek, bo miałam ochotę postawić sobie jedną przy łóżku - mówiła cicho, wiedząc, że niektóre persony mogłyby zareagować na jej słowa niezbyt pozytywnie. Nie mogła jednak się powstrzymać, by choć przez chwilę nie pociągnąć tematu.
Może powinna wprowadzić nową kolekcję biżuterii na walentynki?
Chwyciła się ramienia Atreusa czując bijące serce, gdy zbliżali się do stołu, gdzie trwała wymiana złotych monet na żetony. To miał być bardzo miły wieczór.
- Dzień dobry - przywitała się z towarzystwem, do którego przybyli, z milutkim uśmiechem, który dla lepiej ją znających mógł wydawać się podejrzany. Zresztą, samo jej pojawienie się tu zapewne dla niektórych było ciekawostką. Bo kim była jak nie zwykłym dziewczęciem z Nokturnu której nazwiska zapewne nikt nie mógł skojarzyć?
A jednak, wkradała się tu, w bijące serce hazardu magicznej śmietanki towarzyskiej. Nie był tu jednak kompletnie przez przypadek.
- Basiliusie, czyżbyś jednak prowadził statystyki? Powiedz mi, jak wiele razy udało mi się wypuścić cię z pustymi kieszeniami? - zapytała przyjmując szampana, na widok którego w jej oczach zabłysły radosne iskierki. Nie lubiła jego smaku, ale zawsze opróżniała kieliszek wykorzystując możliwość wlania w siebie coś szlachetniejszego niż wódka z podrzędnego baru czy tanie wino.
Wznieśli kieliszki. Odwzajemniła uśmiech Lorraine, które widać również znalazła sobie na ten dzień towarzystwo z ciężką sakiewką, unosząc lekko szampana w jej stronę, jakby w ich prywatnym toaście. Za nich dwie, kobiety, które potrafiły wymknąć się z najgorszej dziury nawet w takie miejsca jak to.
Wymieniła w końcu pieniądze od Atreusa na żetony, posyłając Marcusowi spojrzenie pełne słodyczy.
Mam nadzieję, że nie przyjdzie ci wyceniać wartości moich kolczyków, choć kto wie, gdzie zaprowadzi nas wieczór - rzuciła do niego odbierając kolorowe krążki, które tak przyjemnie trzymało się w palcach. Potarła jeden w palcach, po czym skupiła się na swoich dzisiejszym partnerze.
- Zajmujemy miejsce przy stoliku do pokera? Tylko najpierw poszłabym po coś jeszcze do picia. Widziałeś może, czy mają jakieś ciekawe trunki? - wychyliła się w stronę odpowiednich stolików, próbując coś stąd wypatrzeć.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Kupuję 100 żetonów za 500 Atreusowych galeonów
@Robert Mulciber
Modliszka
Pająki przypominają nam, że możemy swobodnie tworzyć, niszczyć i odtwarzać. Ostrożnie tkają sieć, a następnie czekają, aż ofiara do nich podejdzie.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
175 cm szczupłej kobiety. Bardzo jasne włosy i cera zdradzają pochodzenie. Wyłupiaste, złociste oczy oraz szeroki uśmiech sugerują, że coś z nią nie tak. Nosi proste koszule, długie spódnice i szaty bez zbędnych zdobień, zawsze zwężone w nadgarstkach — dla wygody.

Urlett Reykjavík
#42
03.07.2024, 23:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.07.2024, 22:16 przez Urlett Reykjavík.)  

W towarzystwie Anthony'ego, Morpheus'a i reszty idącej po alkohol.

Nim dopchała się do mężczyzn, wokół nich zgromadziły się już inne osoby. To nie był powód do przerwania misji. Wręcz przeciwnie. To dobry znak. Byli w jakimś stopniu rozpoznawalni. Otwarci na kontakty. Nie ograniczali się do osoby towarzyszącej.

Urlett wsłuchała się w nazwiska przedstawianych jej osób i każdemu delikatnie dygnęła, jak na dobrze wychowaną kobietę przystało... chociaż sprawiało to wrażenie nieco przestarzałego już zwyczaju. Nie podawała ręki. Nigdy tego nie robiła.

Anthony zdawał się przewodzić utworzonej grupce, ale otrzymała więcej indywidualnej uwagi od jego towarzysza.

— Chcę poznać nowych ludzi, zwiedzić Londyn... — Nie skłamała, ale też nie wchodziła w szczegóły swojej misji. Postanowiła nie afiszować się tym, tak jak radziła matka. — I nie tylko Londyn, również rodzinne okolice. Moja matka jest z domu Gaunt.— Ostatnie zdanie szczególnie podkreśliła.

Dopiero co odstawiła nieruszony kieliszek, a znowu będzie musiała zaopiekować się szkłem. Podczas poczęstunku, zwróciła uwagę na dłonie towarzyszących jej mężczyzn, a dokładniej na obecność obrączki.

— Nie, ale pusta dłoń na przyjęciach może wzbudzać nieprzychylność, więc proszę mi coś wybrać. — Odpowiedziała. Jednym z nieprzyjemnych elementów tego typu spędów, było notoryczne proponowanie alkoholu. Urlett była niezmiernie znużona tłumaczeniem każdemu po kolei, dlaczego nie piła. Posiadanie pełnego kieliszka rozwiązywało ten problem. Z jakiegoś powodu nikt dotąd nie dostrzegł zabiegu, szczególnie, gdy podczas dłuższych rozmów od czasu do czasu moczyła usta w cieczy.

Wysłuchała toastu gospodyni przyjęcia. Zabawa? Pasja? Radość z zakładów? Urlett nie rozumiała hazardu. Niepewny sposób na zarobek i wątpliwej jakości rozrywka. Chyba, że czyjąś aspiracją życiową było ogłoszenie bankructwa. Sama nie miała ochoty grać, ale jeśli jej towarzysze ruszyli do stołów, dołączyła do nich jako obserwator.

Do jej uszu dostrzegł głos Bagshota. Różnorodność siłą? Oczywiście. Właśnie dlatego przybyła do Wielkiej Brytanii. Zaczerpnąć różnorodności genów innych, równie czystych jak ona czarodziejów.

prodigal daughter
I knew one day I'd have to watch powerful men burn the world down
I just didn't expect them to be
such losers
wiek
31
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
landlord, ex-auror
Wysoka na 175cm, jasnowłosa zjawa. Jest niezwykle szczupła, wręcz na granicy chorobliwości; lekko zapadnięte policzki ukrywa dobrze dobranym makijażem, którego nieodłączną częścią są usta pomalowane czerwoną szminką. Włosy ma proste i długie, sięgające lędźwi, zwykle nosi je rozpuszczone. Zawsze bardzo elegancko ubrana, najczęściej w stonowane barwy - nie jest zwolenniczką jaskrawych odcieni i mieszania kolorów. Nie lubi też przepychu; widać, że nie szczędzi pieniędzy na dobrej jakości ubiór, lecz nie obwiesza się biżuterią i tym podobnym. Porusza się bardzo zgrabnie, ale pewnie. Zawsze patrzy ludziom prosto w oczy podczas rozmowy, mając przy tym ciemne, przenikliwe spojrzenie. Zwykle mówi w bardzo spokojnym, niskim, nieco zachrypniętym tonie. Ma bardzo przejrzysty akcent, wyraźnie wymawia słowa, po sposobie mowy słychać, że to ktoś z dobrego domu, ktoś świetnie wykształcony.

Eden Lestrange
#43
04.07.2024, 00:01  ✶  
Rozpieszczam Lorraine, udaję, że nie widzę Anthony'ego

Eden się nie uśmiechała. Z czego się miała cieszyć? Z rychłego roztrwonienia pieniędzy?
Ku odświeżeniu swojej pamięci przeczytała nie jedną, a dwie publikacje na temat pokera. Gwoli pewności, że będzie pamiętać zasady gry i nie ośmieszy się na wejściu. Już wystarczająco musiała świecić oczyma, że kolejny wieczorek towarzyski obstawia bez męża, biorąc ze sobą przybłędę. Eden nie uważała Lorraine za przybłędę, żeby była jasność; po prostu zawsze jak ktoś oświadczał, że przyprowadził kuzynkę, co by zapoznała się ze śmietanką, znaczyło, że absolutnie nikt nie chciał z nim przyjść na przyjęcie i szukał ofiary po najdalszych członkach rodziny, bo nie było większego wstydu niż przyjść samemu. To stało o tylko jedno miejsce wyżej w rankingu najżałośniejszych posunięć od picia wódki przed lustrem.
Skoro nie nadawała się do grania w karty, to po co tu przyszła? Doskonałe pytanie, może poznamy odpowiedź, kiedy odzyska zdrowy rozsądek. Na pewno nieprędko, nie zapowiadało się na to, ale najbliższy strzał byłby taki, że przyszła oddać własny los w ręce kart, żeby cokolwiek poczuć. A może żeby przyzwyczajać ciało do przegranej? Sama się nad tym głowiła cały wczorajszy wieczór, główkując zaciekle, czy czasem może nie oczadziała - nawet wyciągnęła w pewnym momencie papeterię, żeby napisać do Dolohova z gorącą prośbą o wróżbę, ale szybko przypomniała sobie, że przecież niebezpośrednio pokłócili się na weselu Blacka i życzyła mu wszystkiego najgorszego. Nie można prosić o przysługi kogoś, kogo w myślach zwyzywało się do trzeciego pokolenia wstecz od dwulicowych baśniopisarzy. Musiała więc się obejść smakiem, jeśli chodzi o prorocze porady, bo jedyną dostępną alternatywą był Alexander, a Eden wolałaby się ugryźć w tyłek niż przyznać otwarcie, że zaczyna wierzyć w jego kocopoły.
Wybrała więc inne wyjście z psychologicznego potrzasku - oszukiwanie siebie samej. Zaczęła sobie wmawiać, że skoro zaprosiła Lorraine, to może wykorzystać spotkanie jako cenną lekcję dla młodej damy, która choć dziarsko, to bez doświadczenia wkracza na salony. Nie przejmowała się zbytnio szemraną przyszłością i prawdopodobnie teraźniejszością kuzynki - była święcie przekonana, że z odrobiną wiary w siebie i w cudzą głupotę, da się zatuszować wszelkie charakterologiczne spaczenia. W końcu dzisiaj nikt już nie pamiętał, że kilka wieków temu Malfoyowie mieszali swoją krew z mugolskimi królowymi, byle ze skarbca zawsze się ulewało, a wszelkie polityczne sznurki pociągane były przez ich zbroczone krwią paluszki. Wystarczyło chwilę pokrzyczeć o czystości krwi, pozbyć się kilku dziwnych krewnych, a także sprytnym eugenicznym zagraniem sprawić, by włos wszelkiej latorośli mienił się złotem i platyną. Po prostu należało o pewnych rzeczach nie wspominać, nikt nie musiał wiedzieć, że Lorraine szlaja się jak zjawa po Nokturnie, i że najlepiej wygląda w pożyczonych sukienkach.
Spojrzała z góry na swoją towarzyszkę; może biła od Eden wyższość, ale nie miała tego w intencji, to była co najwyżej kwestia drobnej różnicy wzrostu i odruchu bezwarunkowego. Nie umknęło jej odwadze, że Lorraine patrzy w nią jak w obrazek - choć powinno łechtać to ego Eden, nie mogła pozbyć się wrażenia, że swojej małej naśladowczyni współczuje. Biedna dała się nabrać na grę pozorów, na fałszywą nieskazitelność, na tę pozorną nieomylność. Gdyby wiedziała, jak bardzo jej idolka rozpaprała sobie życie prywatne, dwa razy zastanowiłaby się przed przyjęciem jakiegokolwiek zaproszenia.
Z przyzwyczajenia nie poczuła skruchy z powodu spóźnienia, jedynie zgrabnym ruchem zdjęła z tacy kieliszek szampana i bez cienia zawahania dołączyła się do wzniesienia toastu. Akurat zaczęła słuchać Agnes, gdy mówiła o szczęściu w miłości, gdy go brak w kartach. Uśmiechnęła się pod nosem z przekąsem, dochodząc do wniosku, że jeśli gospodyni ma rację, to tego wieczoru i tak skończy jako wygrana. Albo wyjdzie z tego przybytku bogatsza, albo przegra kilka rundek, ale za to w końcu zacznie jej się w tym pieprzonym życiu układać.
Przebiegła wzrokiem po gościach, spostrzegając kilka znajomych twarzy. Tej należącej do Anthony'ego zdecydowała się jednak zgrabnie unikać, bo nadal nie podjęła decyzji na temat jego propozycji pracy. Nie chciała mu mówić wprost, że jeszcze sama nie wie, czego chce od życia, bo to strasznie histerycznie i nieprofesjonalnie brzmi, więc powtarzała, że się zastanawia.
- Rekompensata moralna nie jest mi potrzebna, moja droga - odezwała się w końcu do kuzynki, będąc dotychczas zadziwiająco cicha. Słyszała wcześniejszą uszczypliwość na temat Agnes, którą uraczyła ledwie uniesieniem jednego kącika ust. Eden nie miała wielkiego zdania o gospodyni, poza faktem, że nie szanowała się zbyt mocno, skoro przyjaźniła się z jej matką.
- Bardziej mi zależy, żebyś oswoiła się z finansowym ryzykiem - zabrzmiała dumnie, ale tylko dlatego, że nie dodała tej części, gdzie istotną częścią dzisiejszej lekcji będzie też uczenie się, jak trzymać nerwy na wodzy, gdy traci się nad wszystkim kontrolę i ludzie na ciebie przy tym patrzą. Eden chciała zobaczyć, jak Lorraine gra w pokera. Jak w tego pokera gra jej twarz.
Podeszła do stoiska z wymianą żetonów; bez zastanowienia wymieniła tysiąc galeonów na żetony dla siebie i Lorraine. Chciała więcej, ale grzecznie i szybko została poinformowana o rzekomym limicie.
Jak to się mawiało? Idź na całość, albo idź do domu?
- Zrób z nimi, co uważasz za słuszne - oświadczyła, wręczając kuzynce sto żetonów. Nie obchodziło ją, czy wszystko przegra, czy podwoi ich ilość. Interesowało ją jedynie, jak to zrobi.
Następnie ruszyła do stolika, który zasugerowała Lorraine. Miała nosa, co do doboru towarzystwa, nawet jeśli oznaczało to, że będzie musiała się mierzyć z sugestywnymi spojrzeniami Shafiqa.


Odkryj wiadomość pozafabularną
@Robert Mulciber
Wymieniam 1000 galeonów na 100 żetonów dla siebie i 100 żetonów dla Lorraine.


I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show

~♦~
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#44
04.07.2024, 21:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.07.2024, 13:02 przez Anthony Shafiq.)  
Stoję z grupką, ale potem odłączam się by ukraść kilka chwil z Celine, a potem zaprosić Eden i Lorraine do wspólnego stołu. Czas na grę!

Obserwacja dłoni mężczyzny bywała lepszą opowieścią o jego życiu, tak minionym jak obecnym, niż barwy aur i nici, które go otaczały. Zwłaszcza sprawdzało się to w przypadku Anthony'ego, który jak przystało na polityka wysokiego średniego szczebla, pozostawał niewidzialny za oklumencką ścianą. Wszystkim więc pozostawała dedukcja, słynne szare komórki i czujne, doświadczone oko. Mężczyzna miał proporcjonalnie długie dłonie, o smukłych palcach z wyraźnie zarysowanymi stawami między kłykciami sugerującymi umiejętność gry na jakimś instrumencie lub inne, wymagającej motoryką małą aktywności. Jego skóra była gładka, brakło na niej jakichkolwiek odcisków, a ktoś z Nokturnu mógłby stwierdzić, że nie przepracował uczciwie ani jednego dnia, zupełnie tak jakby sam opiniodawca do uczciwych należał. Miał zadbane, krótkie paznokcie pozbawione bieli wolnego brzegu i lekko zaczerwienione opuszki czterech długich palców lewej dłoni. Z biżuterii posiadał dwa sygnety, nieco drażniąco odbiegające od siebie kolorem. Zgodnie z anglosaską tradycją, miejsca które wybrał miały swoje znaczenie, choć być może przyjezdna niewiasta nie była ich do końca świadoma. Na małym palcu prawej dłoni osadzony został złocisty sygnet zdobiony tłoczonym M zgodnym z przyjętą typografią Ministerstwa Magii, z dodatkowymi inskrypcjami wskazującymi z bliskiej odległości na Departament w którym pracował na co dzień Shafiq. Z kolei na lewej dłoni, na palcu tym razem serdecznym, znajdował się stalowy, prosty pierścień zdobny celtyckim symbolem ochronnym.

W lewej dłoni właśnie Anthony trzymał kieliszek i gdy inni upili nieco musującego płynu, a w łaskawości gospodarzy nie zaczęli chrumkać, ani porastać dzikimi pnączami, odwrócił twarz ku machającemu do niego Erikowi uśmiechając się w odpowiedzi i wznosząc kryształ ku niemu w geście milczącego toastu, z życzeniem udanego wieczoru. Nie zakładał wcale, że zaraz zasiądą do jednego stołu, raczej że gdzieś miną się przypadkiem, lub wcale tego wieczoru nie zamienią ze sobą ani słowa – bywało przecież i tak. Nie chciał w to ingerować, skupiając się na otoczeniu i powitaniach, które jeszcze nie padły a paść powinny. Dlatego też wymówił się grupie, prosząc tylko swojego smoczego towarzysza o zajęcie im dobrego miejsca i ruszył prosto do fortepianu, czekając aż wybrzmią ostatnie tony spisane dłonią Liszta.

– Niebiańska istoto... – och, jakże lubił odnosić się do znaczeni imienia Celine, szczególnie jeśli korzenie miało w jego ukochanej łacinie.– Harmonia sfer nie może równać się z tym, co wychodzi spod Twych palców! Ktoś mógłby nas katować tutaj Piazzolą czy innym Gardelem, ale nie bierzesz jeńców w swoich estetycznych wyborach i wiesz, że za to cenię Cię najbardziej ze wszystkich gwiazd na muzycznym firmamencie magicznego Londynu. Nie zasłużyliśmy na Ciebie aniele – mówiąc to przysiadł się do niej, lustrując piękną twarz, tym piękniejszą, że noszącą ślady zmęczenia trudnością repertuaru. Znali się na tyle, by wiedziała, że jej były mecenas wychwycił zapewne fałszywe tony, wbrew własnemu perfekcjonizmowi ośmielał ją w myśli, że życie polega na braku perfekcji, gdyż samo w sobie jest drogą wiodącą do niej. – Czy zaszczycisz mnie rozmową później, będę potrzebował Twojej porady natury muzycznej, może... utworu na specjalną okazję, mam już pewną wizję, ale teraz widzisz Agnes goni nas, by oddać się arborejskiej rozpuście. – Wzrokiem uciekł ku gospodyni, z westchnieniem, zupełnie jakby ta do czegoś go zmuszała, choć oboje wiedzieli o tym, że nie była to prawda. Podobnie jak w jego prośbie było sporo przestrzeni na odmowę, choć oboje wiedzieli, że Anthony bardzo rzadko miał w zwyczaju o cokolwiek prosić. Była to grzeczność, jak zawiłe arabeski ornamentów zdobiące rozległe kantyleny. Stalowe oczy powróciły do pięknej Celine, a uśmiech zmiękczył metaliczny poblask tęczówek. – Jeśli miałabyś ochotę później na Ravela... pamiętasz jak razem przedzieraliśmy się przez jego Sonatinę? Twoja interpretacja Miroirs nie miała sobie równych. – Wierzył, że to kwestia francuskiej krwi. Wszak czym skorupka nasiąkła za młodu...

Wymienili jeszcze kilka zdań ze sobą, a potem przynaglony ruszył do stołu, zagarniając ze sobą Lorraine i Eden, przy czym ku uldze tej drugiej nie padło żadne słowo zaczynające się na "czy" a kończące na "podjęłaś już decyzję, moja droga?". Anthony niewątpliwie był w wybornym nastroju. Tym lepszym gdy odkrył, że choć liczył na dobre miejsce obok Morpheusa okazało się, że jest ono już zajęte przez pannę Yaxley. Od drugiego brzegu pomógł więc usiąść obu damom, które z nim przyszły, a sam przejął dla siebie ostatnie krzesło, które absolutnym przypadkiem było obok Erika. Czyż mogły się gwiazdy tego dnia ułożyć lepiej?
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#45
05.07.2024, 14:51  ✶  

Aryaman Birla


Rozmawia z Urlett jeszcze chwilkę, zanim podejmie decyzje.

Zdjął z tacy dwa kieliszki szampana i wręczył jeden wielkookiej kobiecie o nieco szalonym spojrzeniu. Ani Aryaman, ani Morpheus nie znali Urlett, chociaż jej aparycja rzucała się w oczy, tak samo jak śmiałe oświadczenie o pochodzeniu. Zanotował jednakże w głowie bardzo prędko, aby dowiedzieć się, czy będzie chciała zamieszkać w rodowej posiadłości rodziny, już jako ewentualny przyszły sąsiad. W czasie toastu użył tylko na moment daru jasnowidzenia, oczy zaszły mu lekką mgłą, klasycznym brakiem skupienia na osobie wygłaszającej przemówienie; uleciał myślami, lecz nie w inne miejsce, a w inny czas, nie interesując się jednakże tym, jakie padną kolory czy karty, kto trzyma asa w rękawie. Pięćset galeonów było śmiesznie małą sumą dla kogoś takiego jak on czy Shafiq. Dopiero kolejne kumulujące się sumy miały potencjał. Galeony dodawały się. Może dlatego Basilius chodził w tak parszywym odcieniu szat magimedyków w Mungu. Przegrywał fundusz na porządne tkaniny i krawiectwo w kasynach. Mógłby w sumie go fundować. Później jednak pomyślał o jego kręconych włosach i bladej skórze, jak u czyjegoś asystenta. Zaczynał mieć problem. 

Interesowało go to, gdzie usiądzie Erik.

Skinął głową Anthony'emu na zgodę, potwierdzenie, że zajmie się stolikiem i miejscami dla nich obu. Zajmie się tym doskonale, aż jego połowa duszy będzie go przeklinać i błogosławić w myślach. Oto dlaczego z Czwórki Jeźdźców, nie było nikogo ze Slytherinu. Każdy był na swój sposób śliski, a jemu udzielała się nowa osobowość, płynnej szorstkości gadziej łuski i ostrych zębów. 

— Niech mi pani wybaczy, lecz nie wiem, kim jest rodzina Gauntów. Mogłaby mi pani opowiedzieć nieco więcej?

Na ręku mężczyzny nie było niczego, ani obrączki, ani sygnetu, nie nosił żadnej biżuterii. Właściwie jedyną błyskotką były spinki w koszuli z diamentami, bardzo neutralna opcja, niemówiąca właściwie nic. To on był największym klejnotem, cóż, on stanowił ozdobę do  szefa OSHM-u. Brak obrączki, brak opalenizny po obrączce, równo przycięte paznokcie w eleganckie półksiężyce, w kształcie mówiącym o długoterminowej pielęgnacji. W przeciwieństwie jednak do Smoczego Zdobywcy sam Smok nosił ślady na wnętrzach. Nie duże, niewskazujące na ciężką pracę, lecz na jeden ze szlachetnych sportów arystokracji, szermierkę. 

Cała nadzieja Urlett w systemie kastowym Indii.




And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
miss goodman
rage, maybe rage would lift me up, make me stand, make me walk—
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoka (177 centymetrów) i niekształtna; wąska talia, niemalże płaska klatka piersiowa, szerokie ramiona oraz krzywe, bocianowate nogi zaskarbiły jej w szkolnych latach niechlubne przezwisko - oset. Jej miodowe włosy, jeśli nie potargane, upięte są w niedbały kok, zaś spojrzenie błękitnych oczu kryje w sobie zmęczenie. Poza tym nosi się elegancko, choć mało kobieco, lubując się w idealnie skrojonych garniturach.

Severine Crouch
#46
05.07.2024, 23:05  ✶  
Z Isaakiem i Basilliusem, wymieniam galeony na żetony i idę do stołu numer dwa

Uśmiechnęła się do Basilliusa skrępowana. Dobrze ją widzieć, tak? Severine nie była tego taka pewna; właściwie, to z każdym kolejnym - przypadkowym, jakby mogło się zdawać - spotkaniem z tym mężczyzną, narastał w niej coraz większy lęk o to, że kiedyś wszystko się wyda, że jej pilnie strzeżona tajemnica wyjdzie na światło dzienne. Oczywiście, że doktor Prewett nie dał jej powodu do niepokoju, ale jej umysł, jej własny umysł i zarazem największy wróg, tworzył te wszystkie chore scenariusze, a głupie serce przyśpieszało swój rytm, znajdując się niebezpiecznie na granicy tachykardii.

Na domiar złego doskwierało jej kłujące uczucie irytacji. Nie wiedziała, jaka relacja łączy Isaaca i Basillusa, nie była w stanie tego wydedukować z ich spojrzeń i gestów. Przyjaciele? Współpracownicy? Kochankowie? A może wszystko naraz? Och, jak bardzo Severine nienawidziła nie wiedzieć! Oczywiście, że mogła zapytać, nawet jeśli zostałoby to odebrane jako bardzo nietaktowne, ale panna Crouch pytać nie lubiła. Pytania były przyznaniem się do niewiedzy, a niewiedza była porażką. Ale dlaczego jej tak na tym zależało? No, to oczywiste, że chodziło o Isaaca... Była ciekawa swojego irytującego kolegi z pracy. Tylko tyle.

— Bardzo chętnie — przystała na jego propozycję z wystudiowanym uśmiechem, czyniącym ją nieco mniej niezgrabną. Przy jednym stole będzie mogła ich baczniej obserwować - być może wtedy uda jej się wyciągnąć jakieś wnioski. — Wie pan, że jako prawnik specjalizuję się w grach hazardowych, a mimo to nie wygrałam ani jednej gry w pokera od czasu stażu w Wizengamocie? — pokręciła głową rozbawiona — Jak to mówią - szewc bez butów chodzi...

W odpowiedzi na słowa Isaaca roześmiała się tylko krótko i nerwowo.

— Brzmisz, jakbyś tylko na to liczył — westchnęła ciężko i ponownie wywróciła oczami — Musisz się bardziej wysilić, żeby zasłużyć na moje splunięcie, skarbie.

Pośpiesznie wymieniła galeony na żetony i podążyła za resztą do stolika.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Wymieniam 500 galeonów na 100 żetonów Serduszko @Robert Mulciber
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#47
05.07.2024, 23:27  ✶  
- Odpalisz mi procent od procentu? - prychnął rozbawiony, bo jakby nie patrzyć już zdążyli się umówić co do warunków jej kieszonkowego. Może i Bulstrode nie miał problemu ze zwyczajnym sponsorowaniem zabawy innym ludziom, o ile ich w ogóle lubił, ale Viorica oprócz tego, że wzbudzała jego sympatię, zwyczajnie miała wprawę w tym jak ogrywać ludzi. A tego natomiast, nie miał zamiaru tak zwyczajnie odpuścić. Cokolwiek dzisiaj za rozegrane żetony miała wygrać, połowa z tego i tak miała trafić do jego kieszeni.

- Wiesz... wiedziony jakimś szałem dosrania rodzinie kupiłem całą skrzynkę. Jak ich matka wszystkich nie zdążyła już zastawić, to ci mogę parę dać w ramach przyjacielskiej wdzięczności. Chcesz? - mimowolnie dostosowywał brzmienie swojego głosu do tego, jak sama mówiła, zniżając ton tak by przypadkowe osoby ich nie usłyszały.

Atreus uśmiechnął się do Basilliusa trochę kwaśno i przez moment wyglądał nieco niepewnie, jakby faktycznie zastanawiał się nad tym co kuzyn do niego powiedział. Prewett trafił trochę we wrażliwy punkt, bo przez cały sezon letni zmagał się z tym tematem wspomnień, tak samo jak i niektórzy, którzy brali udział w Beltane. Ale na całe szczęście, całą sytuację postanowiła uratować Zamfir, odzywając się za niego.

- Jak nie ja, to Vior. Jesteś na przegranej pozycji Basiliusie - mrugnął do niego, teraz już uśmiechając się do niego wyraźnie złośliwie, odzyskując rezon. Poczekał cierpliwie aż kobieta wymieni pieniądze na żetony, spoglądając jeszcze za kuzynem czy wybrał pójście do ruletki czy może pokera. - Jasne. Usiadłbym chętnie z Prewettem, więc chodźmy. Po drodze złapiemy coś do picia, tak jak chcesz... - rzucił jeszcze, ciągnąc ją w stronę jakiejś kelnerki, a kiedy już mieli swoje napoje, poszli do pokerowego stolika.

Postacie opuszczają sesję
Atreus & Vior
Modliszka
Pająki przypominają nam, że możemy swobodnie tworzyć, niszczyć i odtwarzać. Ostrożnie tkają sieć, a następnie czekają, aż ofiara do nich podejdzie.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
175 cm szczupłej kobiety. Bardzo jasne włosy i cera zdradzają pochodzenie. Wyłupiaste, złociste oczy oraz szeroki uśmiech sugerują, że coś z nią nie tak. Nosi proste koszule, długie spódnice i szaty bez zbędnych zdobień, zawsze zwężone w nadgarstkach — dla wygody.

Urlett Reykjavík
#48
06.07.2024, 19:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.07.2024, 22:16 przez Urlett Reykjavík.)  

Rozmawia z Aryamanem

Dłonie obu mężczyzn zdawały się nie być skalane małżeńską biżuterią. Chociaż ministerialny trochę sugerował bliskość i przywiązanie. Ciekawe w jakim stopniu? Nie to, żeby Urlett to przeszkadzało. Poziom oddania pracy przyszłego partnera ją nie interesował.

Rodzina Gauntów była niewielka. Wręcz wymierała, nie mając męskich potomków. Ale każdy brytyjski czarodziej kojarzył to nazwisko. Najwyraźniej przybysz nie był aż tak skolonizowany, jak to się zdawało na pierwszy rzut oka.

— Jedna z najstarszych rodzin czarodziejskich o nieskazitelnym rodowodzie. Ostatnia rodzina, której genealogia sięga Salazara Slytherina, zaś o nim pan zapewne słyszał. Jeden z założycieli Hogwartu.

Nie musiała się zastanawiać, jak przedstawić swoje pochodzenie. Szept w jej głowie odezwał się od razu, po rozpoczęciu wątku. Pomimo wielkich słów, sama nie nosiła w sobie zbędnej dumy z przynależności do takiego, a nie innego rodu. Mogła być Blackiem albo Longbottomem — Urlett to obojętne. Ważne, że krew czysta. Ale głos praojca podsuwał znamienite określenia do zdobienia genealogii. Nie sprzeciwiała mu się. Nie miała nic przeciwko barwnym opisom, o ile nie były zbyt długie i rozwlekłe. Poza tym, sprzeciw spotkałby się z burzą w umyśle, a wystarczyło jej chaosu z innej rzadkiej przypadłości.

— A więc pan pochodzi z daleka, prawda? Skoro nazwisko Gaunt było panu nieznane. Czy jeśli obstawię Indie, nie będzie to zbyt banalne?

Prorok Niecodzienny
Everyone is a monster to someone.
Since you are so convinced that I am yours, I will be it.
wiek
32
sława
V
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny (Komnata Przepowiedni)
Na ten moment dłuższe, ciemnobrązowe włosy, które zaczynają się coraz bardziej niesfornie kręcić. Przeraźliwie niebieskie oczy, które patrzą przez ciebie i poza ciebie – raz nieobecne, zmętniałe, przerażająco puste, raz zadziwiająco klarowne, ostre, i tak boleśnie intensywne, że niemalże przewiercają rozmówcę na wylot – zawsze zaś tchną zimną obojętnością. Sprawiają wrażenie przekrwionych, bo Alexander coraz częściej zapomina o regularnym mruganiu. Wysoki wzrost (1,91 m). Zwykle mocno się garbi, więc wydaje się niższy. Dosyć chudy, ale już nie wychudzony, twarzy nie ma tak wymizerowanej, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Nieco ciemniejsza karnacja, jako że w jego żyłach płynie cygańska krew: w jasnym świetle doskonale widać jednak, jak niezdrowo wygląda skóra mężczyzny, to, że jego cera kolorytem wpada w odcienie szarości i zieleni. Potężne cienie pod oczami sugerują problemy ze snem. Raczej małomówny, ma melodyjny, nieco chrapliwy głos. Pod ubraniem, Alexander skrywa liczne ślady po wkłuciach w formie starych, zanikających blizn i przebarwień skórnych, zlokalizowane głównie na przedramionach – charyzmaty doświadczonego narkomana – którym w innych okolicach towarzyszą także bardziej masywne, zabliźnione szramy – te będące z kolei pamiątkami po licznych pojedynkach i innych nielegalnych ekscesach. Lekko drżące dłonie, zwykle przyobleczone są w pierścienie pokryte tajemniczymi runami. Zawsze elegancko ubrany, nosi tylko czerń i biel. Najczęściej sprawia wrażenie lekko znudzonego, a jego sposób bycia cechuje arogancka nonszalancja jasnowidza.

Alexander Mulciber
#49
08.07.2024, 12:49  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.07.2024, 13:13 przez Alexander Mulciber.)  
Wchodzę, wymieniam żetony, widzę Aryamana i Urlett i szybko uciekam w stronę drugiego stołu do pokera

Spóźnił się. Oczywiście, że się spóźnił – w końcu nie przyszedł tutaj słuchać podszytych fałszem grzeczności, tylko przepierdolić roczną wypłatę – ale spóźniłby mniej, gdyby Diana przyszła z nim tutaj, tak, jak obiecała. Kupię ci coś ładnego, jeżeli wygram, obiecał, mimo wszystko, choć zrobił to z mrukliwą manierą, która świadczyła o tym, że jest obrażony, jeżeli przegram, też to zrobię, tylko pożycz mi trochę kasy. 

Diana była doskonałym buforem towarzyskim, kiedy prężyła się dumnie oparta o jego ramię z drapieżnym uśmiechem, i z burzowymi oczami, które były lustrzanym odbiciem huraganu targającym duszą Alexandra – ona kryła się w błysku piorunów, rozdzierających niebo jasnością, on był hukiem grzmotu, który wiernie podążał jej śladem. Diana potrafiła się odnaleźć w tym arystokratycznym gnieździe żmij – być może przez wzgląd na bliskie pokrewieństwo z patronem domu węża, Salazarem Slytherinem – Alex nie posiadał takiej łatwości. Nie brakowało mu śmiałości, po prostu lubił komfort milczenia, lubił stać na uboczu, wtrącając się tylko wtedy, kiedy rzeczywiście miał coś do powiedzenia. Zawsze wolał obserwować ludzi z dystansu. Jako jasnowidz wiedział zresztą, że obok niego czują się nieswojo. Miał tę wyjątkową zdolność mówienia najgorszych rzeczy, jakie można było w danej sytuacji powiedzieć. Kryptyczne premonicje sypały się z ust Mulcibera, nawet okraszone półprawdami tchnęły agresywną szczerością, którą czasami trudno było znieść. Alexander był arogancki, dumny i absolutnie nieznośny. Inni czarodzieje obdarzeni trzecim okiem nie mieli mu tego za złe – chyba, że byli Vakelem Dolohovem – jasnowidzenie paradoksalnie alienowało. Mulciber  mógł odczytywać myśli i zamiary innych, ale wcale nie czuł się przez to “bliżej drugiego człowieka”: nie, zwykle po prostu czuł irytację. Z ludźmi trzeba bowiem, mój drogi Alexandrze, czasami po prostu rozmawiać. 

Tylko, kurwa, on nie chciał z nikim rozmawiać. Nie było o czym rozmawiać.

Czasem, kiedy wyciszył się i skupił na jednym ciągu myślowym, był w stanie przewidzieć całą dyskusję, jaką z kimś odbędzie – jaką mogliby odbyć – tysiące wersji tej samej rozmowy, jak w kalejdoskopie, różniących się doborem słów, tonu, mową ciała – a czasem tylko jednym słowem, spojrzeniem, gestem. Nie wiedział, co było gorsze: kiedy okazywało się, że ten obcy mu człowiek absolutnie nic nie wniesie do jego życia – poza okrutnym bólem głowy – czy że właśnie nieodwracalnie zmieni jego bieg. Tylko wtedy musiał czekać. Jak on nienawidził czekać. W jego głowie wszystko, co miało się wydarzyć, już się wydarzyło: mogli ominąć zgrabnie niezręczności, nieporozumienia, rozkoszować się familiaryjną bliskością, bez konieczności odgrywania socjalnej pantomimy procesu poznawania się. Ale to nigdy tak nie działało, jeżeli druga osoba nie była jasnowidzem. W mojej głowie już dawno byliśmy przyjaciółmi, powiedział kiedyś ze śmiechem Rosie, kiedyś, kiedy byli bardzo młodzi, a on nie mógł się powstrzymać, by nie zerknąć na to, jak mogła wyglądać ich przyszłość, w moich snach zawsze znajdujemy powód, by być razem.

Potrzeba było wyjątkowej osoby, by retroaktywne doświadczanie wizji trzeciego oka nie było nudną katorgą, a doznaniem transcendentalnym. Wyjątkowej osoby, by móc przeżywać dobrze znaną przyszłość wciąż na nowo i na nowo, by z pełnym wyczekiwania napięciem patrzeć, jak staje się teraźniejszością. 

Ocknął się, kiedy usłyszał znajomy głos. Odwrócił na chwilę twarz w tamtą stronę, dyskretnie, pozorując, że dalej jest zajęty rozmową z mężczyzną obsługującym stoisko wymiany żetonów. Wymienił 500 galeonów, bo czemu, kurwa, nie – zawsze mógł jeszcze przegrać ciężko wymienione pieniądze półżywego brata, nad którymi pieczę sprawowała Diana, może wtedy poczułby się lepiej, choć martwił się, że nie przyniosą mu szczęścia – jak mu zabraknie funduszy, zastawi któryś z pierścieni albo spinki do mankietów. Sala była niemalże opustoszała: wszyscy udali się już do stolików. Dzięki Merlinowi, nie musiał cackać się z Agnès, ta kobieta uwzięła się na niego, na siłę próbując uszczęśliwić go rozmową przy każdej możliwej okazji. 

Spojrzenie Alexandra padło na stojącą nieco dalej parkę. Nie znał mężczyzny o hinduskiej urodzie, ale widok uśmiechniętej blondynki o złotych oczach obudził niejasne wspomnienie. Blond włosy. Złote oczy. Kurwa mać. Zgubiło go kiedyś to połączenie. Pamiętał ją, trudno było zapomnieć. Szybko odwrócił wzrok. Może ona nie będzie pamiętać. Tak, pomyślał, tak byłoby najlepiej. Po prostu powie jej, że to wszystko to był tylko sen.

Podążył w stronę stołów do pokera, nie oglądając się za siebie.

Postać opuszcza sesję

Odkryj wiadomość pozafabularną
@Robert Mulciber
Wymieniam 500 galeonów na 100 tokenów.


Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#50
08.07.2024, 18:07  ✶  

Aryaman Birla


Rozmawia z Urlett.

— Czy to ta, której emblemat jest związany z wężem? — dopytał się jeszcze, spoglądając w dal przyszłości przez krótką chwilę. Wszystko już wiedział; zawsze wszystko wiedział, ale w tym momencie bardziej. Szachy zostały rozstawione w odpowiednich miejscach, wystarczyło czekać na odpowiednie ruchy i tak czarny hetman torował drogę dla królowej, aby stanęła przy białym rycerzu, niekoniecznie aby go powalić. Chociaż może w sensie metaforyczno-fizycznyn własnie, gdzie chodzi o przejście z pozycji frontalnej do horyzontalnej.

Aforyzm dnia.

— Pan Shafiq opowiadał mi o Hogwarcie, tak jak moi tutorzy, sam nigdy nie uczeszczalem do żadnej magicznej szkoły ze względu na moją chorobę. Birla jest nazwiskiem na Europejskie standardy czystokrwistym. U nas działa to inaczej, ożenek istnieje tylko w obrębie kasty więc nikt o mugolskim pochodzeniu nie zaburza porządku świata. — Uśmiechnął się do kobiety z łagodnością polującego węża. W jego mniemaniu osoba jak Aryaman byłaby skłonna utrzymywać bardzo konserwatywne poglądy, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że podziały społeczne Indii były bardziej wyraźne oraz kulturowo sztywne, niż angielskie. Oglądał Urlett przez chwilę, jakby patrzył na towar, jedną ze swoich bel materiałów, półprzejrzystych jedwabi zdobionych złotą nitką i zielonymi pancerzykami insektów. Czy była wytworną satyną, aksamitem najprzyjemniejszym dla skóry czy tylko nylonowymi imitacjami?

Może zamierzał się przekonać.




And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (5830), Anthony Shafiq (4945), Atreus Bulstrode (1987), Bard Beedle (16677), Basilius Prewett (2132), Celine Delacour (1746), Eden Lestrange (3031), Erik Longbottom (3452), Geraldine Greengrass-Yaxley (3264), Isaac Bagshot (2600), Lorien Mulciber (7154), Lorraine Malfoy (3824), Morpheus Longbottom (4164), Richard Mulciber (6509), Severine Crouch (1162), Sophie Mulciber (3384), Urlett Reykjavík (2677), Viorica Zamfir (3888)


Strony (17): « Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 17 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa