Uśmiechnęła się, słysząc mały przytyk, który, cóż, był całkowicie trafny. Pieniądze które miała dziś głównie przegrać lub pomnożyć dostała prosto z sakiewki Atreusa, która zapewne wcale nie zrobiła się o wiele chudsza. Bogaci byli czasem przerażający w tym jak szybko potrafili trwonić swój majątek, choć potrafiła to zrozumieć. Pieniądze szybko ulatywały z jej kieszeni, rozpływając się podczas kolejnych rozgrywek w kości lub karty, czy też po prostu wydane, na alkohol, kolejne surowce do pracy czy zwykłe drobne przyjemności.
Wiedziała, że jej zamiłowanie do ryzyka kiedyś może ją zmiażdżyć, nie potrafiła się jednak oprzeć płynącej w żyłach ekscytacji, która miała wynikać z niewiedzy, czy właśnie stało się bogaczem, czy bankrutem. Tak naprawdę uwielbiała adrenalinę, lubiła upijać się jej wpływem na umysł i ciało. A ostatnio miała tak mało okazji, by znów poczuć jej smak.
- To, że nie przegrywam własnych pieniędzy nie oznacza, że wcale nie jestem stratna. Mam dziś zamiar wyjść stąd chociaż na plusie. Może odpalę ci wtedy nawet jakiś procent, w ramach przyjacielskiej wdzięczności? - W końcu raz mogła darować sobie jego kieszenie i dać coś od siebie w zamian za zaproszenie. Choć wzrokiem już dawno odszukała najcenniejsze elementy biżuterii należące do części gości. Może nie była w stanie z takiej odległości dokładnie wycenić ile galeonów kosztowały, wiedziała jednak, że powinna się spodziewać iż nie mało. Chętnie obejrzałaby więc je sobie z bliska, miała jednak przykaz bycia tym razem grzeczną.
Miała zamiar chociaż się postarać, w nadziei, że Atreus może jeszcze będzie chciał ją kiedyś na podobną rozpustę zabrać.
Szeroki uśmiech nie schodził jej z ust, gdy widziała jak Bulstrode przyczepia przypinkę, która została zaraz zgrabnie ukryta za materiałem.
- Piękna podróż ku odkupieniu win i to zapewne nie twoich jak podejrzewam. Aż żałuję, że potem nie było już tych świeczek, bo miałam ochotę postawić sobie jedną przy łóżku - mówiła cicho, wiedząc, że niektóre persony mogłyby zareagować na jej słowa niezbyt pozytywnie. Nie mogła jednak się powstrzymać, by choć przez chwilę nie pociągnąć tematu.
Może powinna wprowadzić nową kolekcję biżuterii na walentynki?
Chwyciła się ramienia Atreusa czując bijące serce, gdy zbliżali się do stołu, gdzie trwała wymiana złotych monet na żetony. To miał być bardzo miły wieczór.
- Dzień dobry - przywitała się z towarzystwem, do którego przybyli, z milutkim uśmiechem, który dla lepiej ją znających mógł wydawać się podejrzany. Zresztą, samo jej pojawienie się tu zapewne dla niektórych było ciekawostką. Bo kim była jak nie zwykłym dziewczęciem z Nokturnu której nazwiska zapewne nikt nie mógł skojarzyć?
A jednak, wkradała się tu, w bijące serce hazardu magicznej śmietanki towarzyskiej. Nie był tu jednak kompletnie przez przypadek.
- Basiliusie, czyżbyś jednak prowadził statystyki? Powiedz mi, jak wiele razy udało mi się wypuścić cię z pustymi kieszeniami? - zapytała przyjmując szampana, na widok którego w jej oczach zabłysły radosne iskierki. Nie lubiła jego smaku, ale zawsze opróżniała kieliszek wykorzystując możliwość wlania w siebie coś szlachetniejszego niż wódka z podrzędnego baru czy tanie wino.
Wznieśli kieliszki. Odwzajemniła uśmiech Lorraine, które widać również znalazła sobie na ten dzień towarzystwo z ciężką sakiewką, unosząc lekko szampana w jej stronę, jakby w ich prywatnym toaście. Za nich dwie, kobiety, które potrafiły wymknąć się z najgorszej dziury nawet w takie miejsca jak to.
Wymieniła w końcu pieniądze od Atreusa na żetony, posyłając Marcusowi spojrzenie pełne słodyczy.
Mam nadzieję, że nie przyjdzie ci wyceniać wartości moich kolczyków, choć kto wie, gdzie zaprowadzi nas wieczór - rzuciła do niego odbierając kolorowe krążki, które tak przyjemnie trzymało się w palcach. Potarła jeden w palcach, po czym skupiła się na swoich dzisiejszym partnerze.
- Zajmujemy miejsce przy stoliku do pokera? Tylko najpierw poszłabym po coś jeszcze do picia. Widziałeś może, czy mają jakieś ciekawe trunki? - wychyliła się w stronę odpowiednich stolików, próbując coś stąd wypatrzeć.
@Robert Mulciber