• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[25.08.72, plaża w Devon] Dance with me

[25.08.72, plaża w Devon] Dance with me
prodigal daughter
I knew one day I'd have to watch powerful men burn the world down
I just didn't expect them to be
such losers
wiek
31
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
landlord, ex-auror
Wysoka na 175cm, jasnowłosa zjawa. Jest niezwykle szczupła, wręcz na granicy chorobliwości; lekko zapadnięte policzki ukrywa dobrze dobranym makijażem, którego nieodłączną częścią są usta pomalowane czerwoną szminką. Włosy ma proste i długie, sięgające lędźwi, zwykle nosi je rozpuszczone. Zawsze bardzo elegancko ubrana, najczęściej w stonowane barwy - nie jest zwolenniczką jaskrawych odcieni i mieszania kolorów. Nie lubi też przepychu; widać, że nie szczędzi pieniędzy na dobrej jakości ubiór, lecz nie obwiesza się biżuterią i tym podobnym. Porusza się bardzo zgrabnie, ale pewnie. Zawsze patrzy ludziom prosto w oczy podczas rozmowy, mając przy tym ciemne, przenikliwe spojrzenie. Zwykle mówi w bardzo spokojnym, niskim, nieco zachrypniętym tonie. Ma bardzo przejrzysty akcent, wyraźnie wymawia słowa, po sposobie mowy słychać, że to ktoś z dobrego domu, ktoś świetnie wykształcony.

Eden Lestrange
#91
16.07.2024, 22:01  ✶  
Przy ognisku

Mogła się domyślić, że Alastor nie będzie chciał się bawić w sztywne uprzejmości. Cieszyła się, że zrezygnował z uścisku dłoni; cieszyła się, że dzieląca ich różnica wzrostu pozwoliła na ukrycie zaskoczonej twarzy w jego objęciach. Kiedy odsunęli się od siebie, nie wyglądała już tak źle jak wcześniej - może nadal wydawała się nieco niemrawa, ale kolor ponownie zagościł na jej twarzy i chyba odnalazła ducha, którego wyzionęła na widok niezapowiedzianej imprezy.
Nie nacieszyła się wigorem zbyt długo. Kolejne pytanie Millie, związane z odwiedzinami w szpitalu, sprawiło, że serce opadło jej do żołądka. Odruchowo ruszyła wzrokiem w kierunku Alka, jakby chciała niemo zganić go, że w ogóle o tym wspomniał, ale finalnie ich oczy się nie spotkały. We wstydzie Eden nie było nawet krzty jego winy, przecież przyszła tam z własnej, nieprzymuszonej woli. Powinna się oduczyć szukania winnych w zasięgu własnego wzroku.
Spojrzała więc inaczej, ale też na kogoś innego. Oczy spoczęły na Mildred, wyrazem dając znać, że Lestrange próbuje przeprosić. Przełknęła ślinę, ale gula w gardle nie pozwoliła na wydostanie się tak prozaicznemu słowu. Z drugiej strony nie mogła też milczeć.
- Nie sądziłam, że będę mile widziana. -
Mały sukces; ani nie skłamała, ani nie użyła durnej wymówki. Niemniej nadal uderzyła w struny cudzych wyrzutów sumienia, podświadomie licząc, że wybrzmią litością. Niemiłe to było ze strony Eden, ale po trochu liczyła, że Millie też poczuje się źle, że to zelży zawód i złość, które teraz niechybnie czuła. Przynajmniej tak zabrzmiała, zadając to nieszczęsne pytanie.
Nagrodą pocieszenia było odwrócenie uwagi od trwogi i wstydu, gdy Alastor zdecydował się przedstawić mężczyznę stojącego obok. Eden dotychczas była tak skołowana tym natłokiem wrażeń i nieprzewidzianych wpadek, że gdyby ktoś jej powiedział, że Alexander wyrósł właśnie spod piasku, uwierzyłaby mu na słowo. Trochę nietakt z jej strony, ale gdyby Moody nie zwrócił jej uwagi, nawet nie wiedziałaby, że tutaj stoi.
- Miło mi poznać - skłamała w żywe oczy z uśmiechem, myśląc w duchu, że nie dalej jak dwa tygodnie temu ochrzciła przy Alastorze całą zgraję Bellów wdzięcznym mianem przybłęd. Nawet jeśli miała klasistowską niechęć do cyrkowców, tym razem jednak nie chodziło personalnie o Alexandra. Nie było jej miło, bo nie chciała tu nikogo poznawać. Nie chciała nawet tu być. Miała nadzieję, że będzie mogła teraz obwieścić w spokoju, że musi już wracać i nikt ją tu już rozmową nie zabawi...
Nieważne. Wykrakała tego Bertiego i jak w przepowiedni wyłonił się z wody.
Nie umiała powstrzymać grymasu. Spojrzała oceniająco na zbliżającego się Botta, dochodząc do wniosku, że do Wenus to on się nie umywa. Zaczęła się zastanawiać, czy może to nie on pukał im w tę łódkę, gdy była w Szkocji z Alastorem, skoro ewidentnie rezyduje też w lokalnych wodach. Pukanie w dno od spodu bardzo by do niego pasowało.
Nie wiedziała, co bardziej wywróciło jej żołądkiem - jak Bott nazwał ją miłym gościem, czy to podniecenie w głosie Bella, kiedy dotarło do niego, że to ten od fasolek. No, i też od prześladowania mnie, pomyślała, ale ugryzła się w język. Boleśnie, żeby nie oszaleć.
- Bertie - odezwała się wreszcie na przywitanie, głos mając nieco ściśnięty. Zbierało jej się troszkę na płacz. - Czy możemy spodziewać się w niedalekim czasie fasolki o smaku morskiej wody? Albo mułu i wodorostów? - Robiła, co mogła, żeby zabrzmieć miło, ale w duchu liczyła, że odpowie twierdząco i wróci pod wodę testować smaki. Bóstwa wystawiały ją dzisiaj na wiele prób, a Eden chyba nie była ich najdzielniejszym żołnierzem.
- Wybaczcie, że tak zmieniam temat, ale co to za okazja? - Zapytała wreszcie, bo myśl o tej imprezie nie mogła jej dać spokoju. - Nie chcę się wpraszać, jeśli to prywatna posiadówka - oznajmiła, ewidentnie z grzeczności, ale też mając nadzieję, że się jednak wprasza. Wtedy bez żalu będzie mogła wrócić do domu.


I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show

~♦~
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#92
16.07.2024, 22:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.07.2024, 22:15 przez Brenna Longbottom.)  
Gadam z Basiliusem i Atreusem przy morzu, a potem zaczepiam Thomasa F.

Z miotły akurat skakała wiosną, żadnych szans, żeby Atreus przez to się gdzieś tam w Anglii wkurwiał i oczywiście, że miała doskonały powód.
– Miotła oszalała, co miałam zrobić? Obiecałam sobie, że więcej na żadną nie wsiądę. I hm… no jeśli jakieś resztki zostaną, to się zastanowimy – powiedziała, podnosząc się z piasku i otrzepując szorty, a potem skierowała znowu spojrzenie na Samuela i Norę, zajętych sobą i chwilowo obojętnych na resztę świata. – Sam jest łagodny, ale… postaraj się go nie stresować. Na pewno nie czuje się zbyt dobrze w tłumie – stwierdziła z pewnym wahaniem. Widziała na jego szyi żółtą muszlę i to powinno pomóc, miała nadzieję, ale McGongall nie przywykł do takich spędów. Bywał na jarmarkach jako dziecko, jednak te zawsze miały miejsce w Dolinie. Nawet potańcówka rozgrywała się w bądź co bądź znajomej okolicy. Teraz byli z dala od Kniei, kawałek od samej Doliny nawet, z dala od lasów, pośród zielonych klifów i nad brzegiem morza.
Z pewną konsternacją spojrzała na Camerona, którego okrzyki uświadomiły Brennie, że najwyraźniej… umówili się na wyścigi? Cameron i Atreus…? Nie, zaraz: sądząc po tym, że nagle ze świstem na plażę przyfrunęła miotła Heather, Wood i Bulstrode planowali urządzić sobie wyścig. Powiodła spojrzeniem od jego, do drugiego, a potem po kocach, które zajmowali, szukając oznak ewentualnego upojenia alkoholowego, butelek albo szklanek po drinkach, wyglądało jednak na to, że nie zdążyli się podpić.
Może dobrze, że dochodziło do tego na początku imprezy.
– Jakby to kiedykolwiek działało – mruknęła do Basiliusa, posyłając mu uśmiech. Nie rób niczego głupiego? Tym ludziom, zgromadzonym na tej plaży, nawet nie próbowała czegoś takiego mówić, bo doskonale wiedziała, że nie posłuchają. Nie żeby ona brała sobie takie porady do serca. – Postarajcie się nie połamać i nie wpaść na klify, dobrze? – powiedziała, trochę głośniej, by i Heather mogła usłyszeć. Nie, nie próbowała zniechęcać ich do wyścigu: ani trochę nie wierzyła, że mogłoby to osiągnąć skutek, co najwyżej umówiliby się potem gdzieś, gdzie nie miałby kto ich pozbierać w razie, gdyby któreś spadło…
Brenna ruszyła od morza bliżej koców. Nie siadała jednak, mając zamiar obserwować wyścig. Wędrując z powrotem bliżej towarzystwa, zauważyła kolejnego niespodziewanego gościa – Geraldine Yaxley.
Zakonnicy chyba tak często przebywali w towarzystwie „tych dobrych”, że świat jakoś chciał to wyrównać, skoro pchało ich ku takim ludziom.
W każdym razie przystanęła akurat przy kocyku Thomasa Figga, któremu posłała uśmiech.
– Zajebisty pomysł. Jeszcze utrwalić to runami i opatentować – rzuciła do niego, wskazując na grilla i samoobracające się na nim mięso.



Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#93
16.07.2024, 22:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.07.2024, 22:10 przez Morpheus Longbottom.)  
Gadam z Woodym i Jonathanem


— Już... Już.... — podziękował obojgu, swojemu bratu z krwi i temu przez więzy duchowe i wyprostował się. Poklepał się zaciśniętą pięścią w klatkę piersiową, jeszcze kaszlnął kilkukrotnie i złapał w końcu normalny oddech. Tego nie planował, ale kontynuował, na typowy braterski sposób.

— Zobacz go. Jaka rzeźba. Jedyny sześciopak, jaki ty masz, to ten z piwem. — Oczywiście w głosie Morpheusa pobrzmiewała odległa zazdrość. Bertie nie dość, że wyglądał jak jeden z bohaterów Illiady lub Kalewali, to jeszcze miał w rękach talent piekarski, dużo galeonów w skrytce i mógł jeść tyle słodyczy, ile jego dusza zapragnie i nie przybierać ani grama tłuszczu. Sam najmłodszy z synów Godryka musiał przed sobą przyznać, że zaniedbał się okrutnie i miał kształt bliższy workowi kartofli. Ni to chudy, ni to gruby, strasznie prostokątny i jeszcze na domiar złego, był niski. Nawet szpakowate włosy nie mogły mu w tym pomóc.

— Isaak to dobry chłopak, daj mu spokój. Chyba mu średnio idzie po powrocie z tej... Nie pamiętam, gdzie był, jakiś taki rosyjsko brzmiący kraj. Zrobił wywiad z młodym Mulciberem i podobno była z tego...

I znów piwo poszło mu nosem, na pauzie, gdy zauważył dwa gołąbki, Hardwicka i Yaxley, trzymających się za rączki. No tego jeszcze nie grali, pomimo równościowych poglądów Zakonu Feniksa. Co było z tymi morderczymi, czystokrwistymi blondynami, które sprowadzają na drogę uroczych mugolackich chłopców?

— Hryja. Już, może jednak wezmę drinka, to piwo mi nie służy. Patrzcie tych. Ostracyzm społeczny dla Yaxley jak tylko wyjdą poza to grono. Ciekawe czy rodzice ją wydziedziczą, jak Charlotte... Pamiętasz Charlie, Clemensie?

Rozejrzał się dookoła i zauważył czyjegoś nietkniętego drinka, a że był bardzo zmęczonym i bardzo leniwy, tak to jest gdy doba ma trzydzieści dwie godziny, ale organizm działa na trybie klasycznych długości dziennych, to go sobie wziął.

Znalezione, nie kradzione.

Napił się i zaczął robić się przejrzysty.

— I widzisz, nie potrzebuję rad sercowych od ciebie Jonny, wystarczy że zniknę i problem z głowy.


!drinkzniespodzianką



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#94
16.07.2024, 22:07  ✶  
Ten drink jest prawie przezroczysty… a gdy go wypijasz, też stajesz się na chwilę niewidzialny!
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#95
17.07.2024, 01:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.07.2024, 01:03 przez Atreus Bulstrode.)  
przy morzu z Brenną i Basiliusem, potem Brenna od nas odchodzi, a Atre gwiżdże żeby zwrócić uwagę i krzyczy do Heather i Camerona jak tam to ściganie

Atreus skrzywił się lekko i spojrzał na kuzyna znacząco no bo doprawdy, czy on mu wyglądał na rozsądnego? Nie był teraz w pracy, żeby robić jakieś umysłowe wygibasy i brać jakoś bardziej pod uwagę to, co mogło pójść nie tak. Rozsądek zatem, nie wchodził tutaj w grę, szczególnie kiedy wypił dopiero tyle co nic, no zaledwie jedno piwko i to jeszcze nie całe. Nawet tego nie czuł i nie mogło mieć to jakiegokolwiek wpływu na jego jazdę.
- Wbrew obiegowej opinii, twojej znaczy, skakanie z miotły może być całkiem fajnym zajęciem - rzucił, bo nawet jeśli chwilę temu z mało pewną miną zapewniał, żeby kuzyn tego nie próbował, to nie znaczyło że on sam tego nie robił i że mu się to nie podobało. Najlepiej, jego zdaniem, skakało się z miotły do wody. To zawsze była dobra rozrywka i w miarę też chyba bezpieczna, w końcu byli ludzie co skakali na przykład z klifów. Fajnie się też skakało z miotły na miotłę, ale to już była wyższa szkoła jazdy i trzeba było umiejętnie wycelować w drążek. - No no, jacy jesteście łaskawi, dziękuję - mruknął, teatralnie wręcz oburzony, ale zaraz uśmiechnął się szerzej.

- Jak był taki straszny, to było mnie zawołać - mruknął jeszcze, wyraźnie rozbawiony że kuzyn przestraszył się jakiegoś tam niedźwiedzia, potem naopowiadał o tym jakichś strasznych historii, a na sam koniec jeszcze poskarżył Brennie. Wszystko, niczym wisienka na torcie zwieńczał fakt, że to nie był niedźwiedź, a animag. - Skoro jest zmienia się w niedźwiedzia to może jest jak niedźwiedź i jak mu znajdziesz trochę miodu to cię szybciej polubi - zasugerował ze złośliwym uśmiechem.

- Basil, jak robię to wszystko dla Ciebie, rozumiesz to? - zapytał, stając nim twarzą w twarz i kładąc mu dłonie na barkach. - Ta ruda zołza naśmiewała się okropnie z twojego nieszczęścia, więc musiałem bronić twojego honoru. Jak się z tej miotły spierdolę w tym wyścigu ku twej czci to przepraszam - powiedział nagle śmiertelnie poważnym tonem, tylko po to by zaraz uśmiechnął się do Brenny szelmowsko. - Dobrze. Ale jak jednak spadnę to obiecaj, że potrzymasz mnie za rękę w szpitalu, dobrze? - tak na osłodę życia i pewnie zaraz po tym jak Florence by mu zrobiła tyradę życia. Albo gorzej, nie powiedziałaby nic.

Puścił Prewetta, klepiąc go lekko po ramieniu, a potem obejrzał się gdzie ta gówniara i jej gówniarski chłopak, co się do niego rzucał jako ostatni. Heather zdążyła już przyzwać miotłę i coś tam jeszcze mówiła do Lupina, dlatego Atreus gwizdnął na nich przez palce, chcąc zwrócić ich uwagę.
- Jak tam panie ścigający z głównego składu Wichrów z Carlisle? Lecisz czy grzejesz kocyk? - rzucił, uśmiechając się złośliwie, zaraz unosząc lekko rękę w której trzymał miotłę, a drugą wskazując na nią i dając Heather znak, że już jest gotowy i czeka.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#96
17.07.2024, 15:43  ✶  
Przy stołach z Woodym i lewitującą szklanką

Gdyby był odrobinę wredniejszy powiedziałby, że jeszcze, Woody, jeszcze z nikim o nią nie konkuruje, ale oczywiście nie powiedział tego. Tak samo jak nie powiedział, że w sumie to gdzieś tam w ich niciach, jakieś pożądanie i miłość jeszcze dogorywają, więc czarodziej, jakieś szanse ma. Oczywiście odczytywał cudze nici, jedynie na wyraźną prośbę innych, więc o niczym takim pojęcia nie miał.
Jonathan jeszcze raz zerknął na cukrowego Adonisa, wyrzeźbionego z lukru przez chyba samą Matkę, kiedy uznała, że potrzebuje więcej przystojnych czarodziejów na tym świecie, a potem powrócił do swoich rozmówców. Jeśli chodziło o mężczyzn miał nieco inny, bardzo specyficzny gust, do którego cukrowy bożek się jednak nie zaliczał.
– Clemy, ja nie mam problemu z kapeluszami kochany. Sam w wielu wyglądam obłędnie i zgadzam się, że mogłyby bardziej powrócić do łask. — Chociaż nie wyglądał w nich tak obłędnie jak w diademach. – Po prostu pionierzy każdej dziedziny popełniają nie raz niewybaczalne błędy, a w historii mody jest nim krój twoich czapek.
Prawdę mówiąc Woody nie wyglądał w tych swoich kapeluszach, aż tak tragicznie. Z jakiegoś powodu naprawdę potrafił je nosić, ale do tego Selwyn przyzna się dopiero w liście odczytanym na jego pogrzebie, gdy sam już dawno będzie martwy.
– Z Polski – dopowiedział na temat Isaaca. – Pracuje w moim biurze. Isaac jest... Dobrym pracownikiem, chociaż może trochę nazbyt energicznym, ale wątpię, abyś się musiał nim przejmować. – Nawet nie potrzebował patrzeć na ich nici, aby być tego pewnym.
– Zatrute? – Żachnął się na tę sugestię. – Morphy, powiedz mi jako bezstronny świadek, czy ja kiedykolwiek kogoś otrułem, aby słyszeć od kogokolwiek takie oskarżenia?
Jakby naprawdę potrzebował kogoś otruć to pewnie i tak wziąłby najpierw kilka lekcji u Lottie, na której wspomnienie uśmiechnął się. Nie oczywiście dlatego, że została wydziedziczona, a na myśl jak do tego wszystkiego doszło.
– Jeśli wyjdą – powiedział przypatrując się nieco parze na plaży. – Myślicie, że to jest aż tak poważne, aby młoda Yaxley ryzykowała? A może wakacyjna zabawa?
Nie czekał ma odpowiedź. Po prostu zerknął na nici.
Nie ważne jednak co zobaczył, ważne było to czego, a raczej kogo, nie zobaczył chwilę później. Morpheus, który najpierw zakrztusił się piwem dwa razy, teraz po prostu zanikał, tak że chyba powinien wziąść coś na odporność, bo robił się niewyraźny, aż pozostała po nim jedynie lewitujaca szklanka z drinkiem.
– Morphy? – spytał kontrolnie, próbując patrzeć się w miejsce gdzie powinna być twarz przyjaciela, ale nieco źle oszacował wzrost młodszego Longnottoma w efekcie czego jego ciemne oczy skierowane były na klatkę piersiową czarodzieja.


Rzucam na nici łączące Thomasa i Geraldine
Rzut Z 1d100 - 24
Akcja nieudana

Rzut Z 1d100 - 10
Akcja nieudana
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#97
17.07.2024, 21:43  ✶  
Norka stoi z Samuelem niedaleko ogniska

Nie spodziewała się, że tak łatwo przyjdzie jej ujarzmić Samuela. Wydawał się jej być dzisiaj dziwnie spokojny, ale to dobrze, w końcu chciała dla niego jak najlepiej. Zależało jej na tym, aby czuł się dobrze wśród jej najbliższych, by niczym się nie przejmował, aby nigdy nie powtórzyła się ta sytuacja przy śniadaniu, kiedy doszło do ogromnego nieporozumienia.

Teraz było zupełnie inaczej, stali tutaj razem, przy wszystkich czule się obejmując, nie dało się ich nie zauważyć. Panna Figg najwyraźniej chciała, aby każdy widział jej szczęście, chociaż może nie był to odpowiedni moment, w końcu wojna trwała, ale z drugiej strony, kiedy jeśli nie teraz? Może był to właśnie idealny moment.


- Wiesz, że wystarczy, że po prostu zawsze będziesz prawda? Nie potrzebuję gwiazdki z nieba. - Nie była aż tak zachłanna. Nie potrzebowała niczego więcej, tylko tego, aby znowu pojawił się w jej życiu, tylko tym razem na zawsze. Zresztą doszli już do tego, że tak się stanie. Był pierścionek, wspólne plany, cała reszta. Teraz wszystko miało się ułożyć.

Norka również ze względu na swoją muszelkę zachowywała się nieco inaczej. Nie patrzyła na innych, tylko robiła to na co miała ochotę, także zupełnie nie przejmowała się tym, że ich migdalenie się na tej plaży może wydawać się komuś nie na miejscu.

Zerknęła jeszcze na mieniący się w słońcu pierścionek, który był naprawdę prześliczny. Tego nikt jej już nie zerwie, zostanie na zawsze na jej palcu.

Tkwili więc tak wtuleni w swoje ramiona, jakby cały świat nie istniał, nie było tych wszystkich ludzi wokół, a jutro miało nie być, chociaż gdzieś tam pojawiał się niepokój, że powinna mu powiedzieć o tajemnicy, którą skrywała, aby to wszystko nie wymknęło jej się z dłoni po raz drugi.

Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#98
17.07.2024, 22:45  ✶  
Rozmawiam z Heather, po czym idę z nią do Atreusa i Basiliusa.

Chociaż podczas obecnego stażu w Szpitalu św. Munga Cameron zdążył zetknąć się pary razy ze śmiercią i stanami do niej zbliżonymi, tak widział też prawdziwe cuda na salach operacyjnych, do których wstęp mieli najwybitniejsi uzdrowiciele i medycy w Londynie. Czasem oberwanie klątwą mogło równać się wylądowaniem pięć metrów pod ziemią, ale zdarzało się też, że eksperci od magii leczniczej potrafili ściągnąć czarodziejów i czarownice z granicy między życiem a śmiercią.

Może dlatego właśnie zakładał, że między trzydziestymi urodzinami a grobem było jeszcze miejsce na miotłę inwalidzką. Bądź co bądź, kalectwo mogło nawiedzić człowieka nie tylko w związku z poważnym wypadkiem, ale też starością czy nieprzewidzianymi wypadkami. Była w tym dużo większa losowość. Nawet biorąc pod uwagę to, że obecnie po kraju latały grupy zamaskowanych terrorystów. Lupin pokręcił głową i zaśmiał się krótko na wzmiankę o działalności rodziców swojej dziewczyny.

Niestety, nie było im dane dłużej na ten temat pożartować, ponieważ zjawił się Atreus i... Rzeczy zaczęły się po prostu... Dziać.

— Nie słyszałaś o szczęściu początkującego? — sapnął do Heather przyciszonym głosem, co by Bulstrode nie usłyszał. Gdzieś z tyłu głowy zaświeciła mu się lampka, że z miotlarstwem i quidditchem to nie miał za wiele wspólnego od dobrych kilku lat, ale przecież... Nikt mu nie będzie się dowalał do jego kobiety, prawda? — M-musimy m-y bronić honoru n-naszego nazwiska. To znaczy p-p-przyszłego nazwiska, c'nie?

Zazwyczaj to on był tym odpowiedzialnym w związku, więc może powinien był zauważyć, że coś było naprawdę nie w porządku, skoro jego własna narzeczona mówiła mu, że coś było z nim nie tak. Ale przecież nie mógł tak zostawić tej sprawy! Heather rzuciłaby się w jego obronie jak lwica, gdyby - chociażby - Florence Bulstrode postanowiła go zaczepić. Skoro mieli wieść długie i szczęśliwe życie, to powinien zachowywać się podobnie.

— P-poza tym, to nie może być takie trudne. Lataliście wokół zamku na treningach w Hogwarcie, prawda? — Wbił w nią pełne nadziei spojrzenie. — Skoro zwykłe nastolatki to potrafiły, to... Cz-czemu nie ja?

Zanim Ruda zdołała mu jeszcze raz wytłumaczyć, czemu ten pomysł był fatalny, Atreus ich do siebie przywołał. Policzki Camerona pokryły się intensywną czerwienią, gdy ten użył nazwy drużyny. Nie odważył się jednak zerknąć na innych gości ogniska z obawy, że zobaczy w ich oczach... Niezrozumienie. Bo Wichry z Carlisle były grupą całkowicie fikcyjną, którą wymyślił niecałe dwie minuty temu.

— T-tak! Tak, idziemy! — Pociągnął Heather za rękę. — Macie wolną miotłę czy mam lecieć z moim kochanie?
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#99
17.07.2024, 23:43  ✶  
Podchodzimy do Atreuska

Ruda stała i spoglądała na Camerona z niedowierzaniem. Dlaczego on to sobie robił? Czy na pewno było z nim wszystko w porządku? Nienawidził wysokości, nigdy z nimi nie latał, przecież od samego patrzenia na nich na niebie robiło mu się niedobrze. Chyba do reszty go pomyliło. Znaczy argument, jaki jej przedstawił, czyli chronienie ich przyszłego nazwiska nawet do niej przemawiał, ale przecież ona mogła to zrobić sama. Grała w quidditcha od lat, mało kto był jej w stanie dorównać. Wiadomo, Atreus był cwanym lisem i mógł się pokusić o jakieś sztuczki, więc musiała być czujna.

Podparła się o swoją miotłę, wpatrywała się w chłopaka dłuższą chwilę. Kimże była, żeby zabraniać mu lecieć? No jego narzeczoną, miała nadzieję, że nie spierdoli się z klifów, bo to by była zdecydowanie jej wina. Odetchnęła jednak głęboko, nigdy nie należała do tych specjalnie rozsądnych osób. - Jak się zabijesz, to cię znajdę i zabiję drugi raz. - Tak, to była groźba.

Atreus ich zawołał. Czas najwyższy więc rozpocząć wyścig, Cameron pociągnął ją za rękę, posłała mu zabójcze spojrzenie. - Na pewno nie lecisz z twoim kochaniem, bo zamierzam to wygrać. - Wolała uniknąć przemierzania nieba z balastem, była pewna, że sama może to wygrać, z Lupinem zdecydowanie mogłoby być jej trudniej. - Zorganizuj sobie jakąś miotłę, zobacz, tam ktoś zostawił swoją. - Pokazała mu palcem na miotłę leżącą na piasku. Ktoś chujowo ją zaparkował.

Podeszła więc do Bulstrode'a. Wysłuchała, którędy mieli się ścigać, poczekała, aż Cameron do nich dołączy. Cóż, kiedy usłyszała komendę startu odepchnęła się stopami od ziemi i ruszyła w pizdu.


Rzut 1d100 - 93
Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#100
18.07.2024, 00:18  ✶  
Rozmawiam z Heather, a potem biorę udział w wyścigu miotlarskim.

— Miałem powiedzieć to samo, ale potrzeba obrony twojego dobrego imienia zwyciężyła — mruknął pod nosem, gdy skierowali się w stronę Bulstrode'a.

Pokiwał głową na komentarz Rudej. Może i nie znał się za bardzo na miotlarstwie, ale ogarniał jeden dosyć prosty fakt: każdy środek transportu miał swoje limity ciężkości. A lot w dwie osoby mógł zdecydowanie utrudnić Heather bezpieczne manewrowanie w przestworzach. To pewnie dlatego pałkarze nie latają na jednej miotle, pomyślał przelotnie, raz jeszcze wykazując się brakiem zrozumienia zasad quidditcha.

Nie minęło dużo czasu, a Lupin wrócił z pożyczoną miotłą na linię startu. Nie wiedział, do kogo należała, ale prawdę mówiąc, nie bardzo chciał się nad tym zastanawiać. Teraz liczyło się tylko i wyłącznie to, aby nie zbłaźnić się przed tymi wszystkimi ''ekspertami'', którzy zapewne będą oglądać ich podniebne popisy. Cameron przełknął głośno ślinę i przejechał spoconą dłonią po trzonku.

— Obyś przyniosła mi dziś szczęście — wymruczał, stając po lewej stronie od Heather, czekając na odpowiednią komendę.

Dopiero teraz zaczynało do niego docierać, jak idiotyczny był to pomysł. Przecież jak do tej pory nie wsiadał na ten środek transportu z prostego powodu: bał się wypadku. Bał się uszkodzeń ciała. Bał się tego, że złamie sobie nadgarstek w kluczowym miejscu, co nie pozwoli mu na przeprowadzanie skomplikowanych zabiegów magicznych w przyszłości. A teraz... A teraz ryzykował tym wszystkim, tylko po to, aby utrzeć nosa Bulstrode'owi.

Cameron wziął głęboki oddech i dosiadł miotełki, a wraz z nadejściem odpowiedniego sygnału dźwiękowego, odbił się stopami od ziemi, lecąc w górę. Gdy tylko znalazł się na wysokości dziesięciu centymetrów nad ziemią, zaczął się intensywnie modlić i przepraszać Matkę Naturę za wszystkie swoje grzeszki, jakimi mógł ją obrazić w ciągu ostatnich kilku lat. Dobry Merlinie, miej swoje dziecko w opiece...

Rzut 1d100 - 27

Rzut 1d100 - 2
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (2259), Atreus Bulstrode (10483), Bard Beedle (4978), Basilius Prewett (4925), Bertie Bott (2035), Brenna Longbottom (9133), Cameron Lupin (3667), Dora Crawford (3787), Eden Lestrange (3861), Erik Longbottom (3927), Eutierria (115), Florence Bulstrode (4012), Geraldine Greengrass-Yaxley (3381), Heather Wood (4043), Isaac Bagshot (3369), Jonathan Selwyn (3263), Millie Moody (3048), Morpheus Longbottom (3872), Nora Figg (4442), Pan Losu (1085), Patrick Steward (2237), Quintessa Longbottom (3092), Samuel McGonagall (5794), The Overseer (2772), Thomas Figg (4432), Thomas Hardwick (3498), Woody Tarpaulin (3665)


Strony (33): « Wstecz 1 … 8 9 10 11 12 … 33 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa