• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
1 2 3 Dalej »
[26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy

[26 sierpnia 1972] Jeden wieczór pod Londynem - wątek zbiorowy
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#101
28.07.2024, 01:58  ✶  

"Rodzinny" stolik. W obecności Lorien, Sophie (jeżeli pozostała i nie poszła z Matthiasem), Alexandra.


Lorien także przyznała rację, że nie mogą okłamywać Roberta o obecności Sophie na tym wydarzeniu hazardowym. Richard pozwolił szwagierce wyjaśnić bratanicy także ze swojego punktu widzenia. A że udający swojego brata Mulciber, nie znał się za bardzo na modzie babskiej, po prostu powiedział to co widział, i to, co kobiety lubią najbardziej słyszeć z ust mężczyzn – że ładnie, ślicznie wygląda.

I oczywiście, Richard musiał dostać uwagę słuszną, jakby Lorien poznała dobrze Sophie, że ta dziewczynka nie umie chodzić w szpilkach. Nie miał pojęcia, od której strony to jest prosta rzecz do opanowania, ale nie dodawał w tym temacie nic od siebie.

Ich rodzinne pogaduszki przerwało pojawienie się Alexandra, który tradycyjnie olewał jego obecność. Inaczej mówiąc, ignorował? Widać było, że miał ze sobą spore problemy. Choć przywitał się gestem, to w rozmowie uwagę skupiał na jego szwagierce i bratanicy.
Lorien poradziła sobie z jego kuzynem, aż chciało się uśmiechnął na widok jego reakcji. Nie uniżył się. A szkoda. Bo faktycznie, plotek na jego temat społeczność czarodziejska miała znacznie mało.

Alexander próbował nawiązać rozmowę z Sophie. Pytania o podróże, jakie zadał, dały Richardowi przebłyski z przeszłości. "Chyba mam jakieś deja-vu…" – pomyślał, gdyż kilkanaście lat temu, słyszał podobny tekst, skierowany do jego synów. I to nie był Alexander, ale Anthony. Skąd nagłe u Alexandra zainteresowanie Sophie? Chciał zrobić na niej dobre wujkowe wrażenie?

Usłyszawszy po chwili znajomy głos młodego chłopaka, zwracającego się do Lorien i do jego osoby, Richard spojrzał na Matthiasa. Zmarszczył brwi, uważniej mu się przyglądając. Nie miał do niego zaufania. Już po tym, jak zostawił Sophie samą sobie przy stole ruletkowym. Lorien nie miała nic przeciwko temu, aby chłopak zabrał wiewióreczkę. Jeżeli Sophie szukała zgody u Richarda, dostała ją przez skinienie głowy. Niech się bawi, ale też niech uważa. To nie był bal szkolny. Niech pamięta, co jej Lorien mówiła o tym miejscu.

Wracając do naszego drogiego kuzyna Alexandra, któremu Richard chciał udzielić odpowiedzi na pytania, uwagę musiał skierować w stronę Agnes. Kobieta pojawiła się w końcu alarmując uderzeniem w kieliszek, że ma go ogłoszenia komunikat.

Richard, jako oklumenta, nie był podatny na działanie willi, ale jeżeli jej urok, zdolność rodowa w jakiś sposób naruszyła jego barierę ochronną umysłu, mógł to poczuć. Zmarszczył brwi, dyskretnie obserwując każdego. Zachował w tym przypadku większą czujność. Słuchał jednak tego, co miała do przekazania gospodyni wieczoru.

Kiedy spojrzenie szanownej Agnes, spoczęło na ich stoliku, Richard trochę się zaniepokoił. Kobieta mówiła dalej, wspominając o chłopaku, ale że to mężczyzna, nieśmiały… Richard powiódł wzrokiem na Alexandra, z trudem powstrzymując uśmiech. Z osób przy ich stole, tylko on był tutaj pasujący do ich opisu jako "chłopiec", gdyż Matthiasa, Agnes by najpewniej inaczej prezentowała. Pamiętał co o nim mówiła przy stole ruletkowym.
Zacisnął dłoń w pięść i przyłożył do ust udając odkaszlnięcie, aby nie zaśmiać się. Ignorował go, to teraz ma własną publiczną uwagę. Oni go widzą.

"Kurwa… Chyba muszę to zrobić…" – stwierdził w myślach i dołączył do oklasków, patrząc na Alexandra, spojrzeniem swojego brata, mówiącym w sumie "Gratuluję osiągnięcia." Robert jego pomysł na Fundację powołał w Oświadczeniu Rodzinnym. Na Lammas, promowali Fundację, mając na stoisku skrzynkę na datki. Rozgłos o jej istnieniu dotarł nawet tutaj.
- Kuzynie, nie wstydź się. Może potrzebujesz dopingu wsparcia?
Zwrócił się do Alexandra, uprzejmie uśmiechając, porozumiewawczo spoglądając, że przecież spełnił jego prośbę. Jako Robert Mulciber.
Wtedy Richard udając brata zaczął. Podobnie jak to mogło mieć miejsce na widowisku randkowym, dla pamiętliwych.
- Alex! Alex! Alex...!
Licząc, albo i nie, że ktokolwiek do niego dołączy, albo kuzyn zechce w końcu podnieść swoje cztery litery z krzesła i przestać się ukrywać. Trzeba było z nim rozmawiać, a nie ignorować.

Słońce swojego ojca
*Biedna Sophie*
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Sophie ma brązowo-zielone oczy, rude włosy i mnóstwo piegów! Jest dość wysoka, ponieważ mierzy sobie 170 cm. Ubiera się w sukienki, które zakrywają to, co każda szanująca się panna czystej krwi powinna zakrywać. Pachnie cytrusami.

Sophie Mulciber
#102
28.07.2024, 19:28  ✶  
Dużo się dzieje! Reaguje na Lorien, Richarda i nadejście Aleksandra. Później na pojawienie się Matt'a i przemowę Agnes

-A… czy powiecie mu w taki sposób, żeby nie był na mnie zły, że tutaj przyszłam? Czy może sama powinnam z nim porozmawiać?- Patrzyła to na wuja, to na macochę. Kiedy Lorien powiedziała, że ojciec na pewno jej nie nienawidzi, przygryzła lekko dolną wargę.
-Mówił ci to? Tak powiedział?- Dopytywała i oboje mogli usłyszeć lekkie niedowierzanie w głosie. Ostatnio tyle nawywijała, że nie była pewna, dlaczego Robert jej jeszcze nie wydziedziczył.
-Dziękuję.- Odpowiedziała na komplementy i uśmiechnęła się już naprawdę szczerze. Zrobiło jej się bardzo miło, kiedy macocha przeczesywała jej włosy, a wuj się do niej uśmiechał. Tą krótką rozmową dali jej komfort i poczucie bycia chcianej oraz ważnej. Utwierdzili ja w przekonaniu, że następnym razem warto się do nich zwrócić po pomoc lub radę. Niepotrzebnie aż tak się bała.

Sophie ogladała uważniej jeden z pierścionków który pożyczyła jej Lorien. Z początku nie zauważyła nawet nadejścia Alexandra. Dopiero kiedy się odezwał, spojrzała na niego. Wydał jej się taki... dziwny, może nawet szalony?
-Dobry wieczór, wuju Alexandrze.- Powiedziała i uniosła dłoń, żeby zaprzeczyć.-Och, n-nie, nie! Ja nie potrzebuje się wyszaleć…- Zaprzeczyła szybko i zaśmiała się nieco nerwowo. Nie wiedziała co zrobić, kiedy Lorien odgięła szyję i rozpoczęła się ta dziwna rozmowa. Poczuła się niekomfortowo więc spojrzała z lekkim strachem na Richarda, jakby potrzebowała jego pomocy. A potem poczęstowano ją papierosami.
-Ja nie palę, dziękuję.- Odparła cicho młodszemu z wujków i złapała macochę za dłoń. Robiło się bardzo dziwnie i Sophie nie rozumiała dlaczego. To w jaki sposób się do siebie zwracali było przerażające. Nie chodziło o słowa, a o ton i mowę ciała. Kiedy więc Alexander wypowiedział na głos jej imię, drgnęła.
-Tak? Och, podróże? Do Francji...- To zwykłe pytanie zbiło ją nieco z tropu, ale przypomniała sobie słowa Lorien, że będą ją tutaj oceniać. Wuj akurat zapytał ją o coś, co bardzo lubiła więc zamiast się kulić, wyprostowała nieco i spojrzała na jego twarz tym razem nie uciekając spojrzeniem.-Bardzo lubię podróżować, wuju. Byłam we Francji, w Norwegii i nawet we Włoszech. Jeśli chcesz, mogę Cię oprowadzać po Paryżu, a jeśli moja ciocia, a twoja żona, wuju, interesuje się modą, to pokaże jej butiki najlepszych włoskich projektantów.- Uśmiechnęła się nawet lekko.- Krata jest teraz w modzie.- Wskazała na sukienkę którą sama sobie uszyła.-Ale do Londynu takie nowinki dochodzą z opóźnieniem, wuju Alexandrze. Dlatego tylko ja jestem tak ubrana.- "wuj Alexander" zapewne nigdy nie dowie się, czy Sophie kłamała na temat swojej kraciastej sukienki. Przyuważyła wcześniej jak mierzył jej strój, więc postanowiła się "obronić", nie mając pojęcia co sądził o tym jak się ubrała. I wtedy zjawił się Matthias! Sophie poczuła jak lekki rumieniec rozlewa się po jej piegowatej twarzy. Czyli jednak jej nie zostawił i naprawdę miał coś ważnego do załatwienia. Prawdopodobnie rodzinne sprawy, a w końcu nie byli aż tak blisko, żeby była świadkiem tak prywatnych rozmów. Delikatnie pchnięta przez macochę, od razu wstała i uśmiechnęła się do Matta. Wuj Alexander odezwał się do niego w bardzo niekulturalny sposób, więc postanowiła zareagować.
-T-to mój... to mój partner na dzisiejszy wieczór, wuju Alexandrze - Matthias Delacoure. Zaprosił mnie na wieczorek karciany.-Stanęła o pół kroku przed chłopakiem i nawet złapała go za rękę, jakby chciała pokazać, że naprawdę są tutaj razem i Alexander nie powinien mieć co do tego żadnych wątpliwości. Zerknęła przez ramię na chłopaka żeby zobaczyć czy się przestraszył. Uznała, że uzyskała pozwolenie od Richarda i Lorien na oddalenie się, ale w tym samym momencie organizatorka całego wydarzenia rozpoczęła swoją przemowę. Sophie stanęła obok Matta, ale nie puściła jego dłoni. Wpatrzyła się w Agnes, która tak pięknie przemawiała! Och! Wspomniała o fundacji, którą zajmował się wuj Alexander! Mulciberówna rozpromieniła się. Co prawda sama miała w dupie ofiary magirasizmu i miesięcznie nie poświęcała nawet dziesięciu sekund żeby o nich pomyśleć, ale cieszyła się, że o Mulciberach mówi się dobrze.
-Przepraszam za wuja Alexandra, Matt. A ta fundacja została założona przez moją rodzinę.- Szepnęła, a kiedy Richard zaczął skandować, spojrzała na niego z niedowierzaniem. Przypomniało jej się widowisko randkowe i momentalnie zbladła. Zerknęła na Matthias'a.- Mozemy... się przewietrzyć? Albo stanąć gdzieś pod ścianą?- Poprosiła. Biedny wuj Alexander.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#103
28.07.2024, 21:53  ✶  

Pozostawał mimowolnym świadkiem jakże interesującej konwersacji pomiędzy wszystkimi Mulciberami. Zapach tytoniu w tym momencie podsycił jego własny głód nikotynowy. Dotarło do niego to, że został wzięty za kelnera i to sprawiło, że spojrzał na mężczyznę z papierosem spod uniesionej brwi. Pierwsze zaskoczenie nie zdążyło jeszcze minąć, kiedy z ust tego czarodzieja padło to pytanie. Nie wydawał się być poruszony tym niechętnym spojrzeniem, jakie posłał mu ten mężczyzna. Nie poczuł się zobowiązany do tego, aby odpowiedzieć na to pytanie zgodnie z wolą tego czarodzieja. I pewnie na tym ostatecznie stanęłoby, gdyby nie to, że zarumieniona Sophie postanowiła poinformować swojego wuja o tym, kim on jest. Uśmiechnął się do rudowłosej.

— A dla ciebie jestem kimś, kto właśnie odchodzi do innego stolika w towarzystwie pięknej dziewczyny. — Rzucił nonszalancko w odpowiedzi, wzruszając przy tym ramionami. Przedstawianie się większości obecnych gości, w tym rodzicom Sophie, miało swój cel. Nie zamierzał poświęcić temu mężczyźnie więcej swojego czasu, skoro miał inne plany na ten wieczór. Może postąpiłby inaczej, gdyby nie został wzięty za kelnera. Agnès powinna o tym usłyszeć - jak dobrze przedstawi całą sprawę to ten mężczyzna nie będzie mieć możliwości wzięcia udziału w następnym takim wydarzeniu. Zamknął w swojej dłoni dłoń dziewczyny.

Pojawienie się Agnès niejako przerwało im drogę do tamtego stolika, przy którym pozostawił swoje dotychczasowe towarzystwo. Przez moment spoglądał na sporych rozmiarów, kremową kopertę. Towarzyszyło temu zastanawianie się, co takiego kryło się w kopercie. W końcu się dowiedzą, jednak to mogło być wszystko. Oby ta niespodzianka okazała się warta jego uwagi - liczył na to, że ona będzie na miarę tego całego wieczorku. Zaskoczeniem mogło być to, że tą niespodzianką mogła okazać się przekazana przez kobietę informacja. Odgłos wywołany przez uderzenie różdżki o lampkę wina skupił jego uwagę na sylwetce Agnès. Wsłuchiwał się w wzmocniony zaklęciem głos czarownicy.

Matthias zmarszczył brwi w wyrazie dezaprobaty, kiedy w przemowie jego ciotki padła wzmianka o mężczyźnie, który uprzednio wziął go za kelnera. Oklaski, na które się zdobył w tym momencie, były bardzo krótkie i pozbawione jakiegokolwiek entuzjazmu. Jego intencją nie było wyraźne ośmielenie tego jakże nieśmiałego czarodzieja. Alexander nie wzbudził jego sympatii. Nie będzie łatwo zmienić to pierwsze wrażenie. Przejście do sedna sprawy będzie bardzo mile widziane. Z kontekstu wypowiedzi Agnès zdołał wywnioskować. że Mulciber otrzyma hojną darowiznę na rzecz prowadzonej przez siebie fundacji na rzecz ofiar magirasizmu. Cel jakże szlachetny, ale też dający wiele do myślenia. Stworzenie takiej fundacji stanowiło doskonały sposób na pozyskanie okrągłej sumy galeonów, jeśli jego przypuszczenia się potwierdzą co do zawartości koperty.

— Nie powinnaś przepraszać za kogoś, kto nie potrafi zachować się w towarzystwie. Potrafię sobie poradzić z takimi osobami. To bardzo szlachetny cel. — Zwrócił się do swojej towarzyszki. To nie ona powinna go przepraszać. Nie potępiał samego założenia fundacji - postrzegał to jednak w kategoriach typowych dla oszusta, którym przecież jest z zawodu i stylu życia. Skandowanie ojca Sophie, mające na celu zmotywować Alexandra, wprawiło go w prawdziwą konsternację. Przez moment musiał zastanowić się nad tym, czy ten czarodziej miał właśnie moment przeżywania swojej drugiej młodości. Jak dotąd sprawiał wrażenie bardzo poważnego i konserwatywnego, jak przystało na człowieka w swoim wieku.

— Chodźmy w takim razie na balkon. — Zaproponował. Przewietrzenie się stworzy mu sposobność do zapalenia papierosa, chociaż w pomieszczeniu też mógł to zrobić.

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#104
29.07.2024, 21:29  ✶  
Stoi z Celine, Vioricą, Lorraine, Urlett, Atreusem - krztusi się winem

Camille zerknęła na Atreusa, który ubiegł Vioricę w odpowiedzi. Uniosła brew, a na jej wargach wymalował się nieco zadziorny uśmiech w odpowiedzi na ten Atreusowy.
- Atreus Bulstrode. Mogłam przypuszczać, że nie ominie pan okazji, by się tu pokazać - rzuciła niewinnym tonem, świdrując aurora niebieskimi oczami. Czy ją znał? Być może tak, być może nie - ale ważne było to, że to ona znała go i doskonale wiedziała, co auror ostatnimi czasy wyczyniał. Kusiło zapytać, czy jego pojawienie się tutaj również będzie równało się jakiejś bójce, lecz wspaniałomyślnie się powstrzymała. - Mam nadzieję, że po wydarzeniach z narzeczoną na niesłynnym widowisku randkowym doszedł pan do siebie? Camille Delacour
Kolejne niewinne spojrzenie, tym razem przerwane przez kolejną osobę. Zdecydowała się przedstawić raz jeszcze, bo nagle do ich niewielkiego zgromadzenie doszły kolejne osoby, które najpewniej albo jej nie kojarzyły, albo po prostu mogły pomylić z inną Delacour. Ostatnio zaczęli się pokazywać, a że wszystkie kobiety z tego rodu wyglądały podobnie... Cóż, łatwo było o pomyłkę.
- Niektórzy wyssali sztuczki z mlekiem matki, Viorico - mrugnęła do kobiety z rozbawieniem, bo przecież oczywistym było, o czym obie mówią. Sztuczki, mamienie - piękne słówka i owijanie w bawełnę, bo przecież wiadomym było, że w każdym kasynie oszukiwano mniej lub bardziej. Szczególnie w tym magicznym, a szczególnie gdy w pomieszczeniu znajdowały się wile. Oczywistym było, że nie zawsze da się oszukiwać, chociażby w takiej ruletce, ale poker? Czemu nie. - Niestety nie, moja droga. Agnes była niezwykle tajemnicza, jeśli chodzi o tę niespodziankę.
Odpowiedziała szczerze, marszcząc nieco brwi. Niepokoiło ją to odrobinę, ale tylko odrobinę. Przecież nie zrobiłaby im żadnego świństwa, prawda? Nie Agnes i nie im - nie tej trójce ludzi z tym samym nazwiskiem, nawet jeśli jedną z nich był Matthias. A być może szczególnie nie mu. Mimowolnie jej wzrok powędrował w kierunku Matthiasa, a gdy dostrzegła to mrugnięcie, wygięła usta w przesłodzonym uśmiechu. Nawet jeśli odczytała to jako złośliwość, to ta uwaga była kłamliwa, a ona na kłamstwa nie zamierzała odpowiadać. Nie chciała go wtajemniczać w swoje życie, a szczególnie w życie miłosne. Uniosła więc lekko kieliszek i przepiła do kuzyna, nie spuszczając z niego wzroku.
- Nie wierzę że to powiem, lecz zgadzam się ze słowami mojego kuzyna - powiedziała cicho, wzrok przenosząc z powrotem gdzieś na środek salonu, gdzie miała znaleźć się Agnes. Na moment zatrzymała wzrok dłużej na Lorraine. Wyczuwała w niej coś znajomego, lecz nie potrafiła powiedzieć co dokładnie. Powab ruchów, niewinne uśmiechy i gracja... Nie była jednak częścią jej rodziny, a po dłuższej chwili Camille była w stanie dopasować nazwisko do twarzy. Malfoy. Skinęła kobiecie głową, jako że ta zajęła się rozmową z Vioricą, a właśnie Agnes wychodziła na środek. Blondynka na chwilę wstrzymała oddech, a by jakkolwiek uspokoić nerwy, uniosła kieliszek do ust.

Najpierw się zakrztusiła. Wino poleciało nie tam, gdzie miało, sprawiając że niebieskie oczy Camille zaszły łzami, a z jej ust wydobył się kaszel. Na blade lico wstąpił rumieniec, a ślepia otworzyły się szeroko. Nie trzeba było się orientować w zawiłościach magicznej socjety by wiedzieć że Mulciberowie byli ostatnim rodem, który mógłby zrobić coś takiego. Czy to był jakiś wyjątkowy, złośliwy żart ze strony jej ciotki? Gdy odzyskała oddech, wychyliła wino duszkiem, wcale nie elegancko, a potem odłożyła kieliszek. Czyżby jednak alkohol zaczynał na nią działać? Nie, to nie możliwe... A więc? Spojrzała na Alexandra. A potem wstał Robert, który... Camille zakręciło się w głowie. Jeżeli wcześniej myślała, że to był Richard bo przecież tylko Richarda poznała, tak teraz uznała, że albo uderzył się w głowę i to mocno, albo to była zupełnie inna osoba. Uderzyła się kilka razy otwartą dłonią w klatkę piersiową.
- Zajmująca się wspieraniem ofiar magirasizmu? Czyżby chcieli dobić te niewinne ofiary? - rzuciła do kuzynki po francusku, lecz nie zamierzała odstawać od... Mulcibera - mniejsza o to, czy to był Richard który uderzył się w głowę, czy jego zły brat-bliźniak o imieniu Robert. Camille być może nie zamierzała aż tak dopingować Alexandra, ale skoro miała ręce wolne, to zaczęła klaskać, by dodać mu otuchy. - Jaka fundacja? Słyszałam coś o puszce na Lammas, ale myślałam że to kaczka dziennikarska Bagshota.
Zwróciła się już po angielsku do stojących wokół niej.[/u]
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#105
29.07.2024, 22:09  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.07.2024, 22:10 przez Erik Longbottom.)  
Przechodzę razem z Ger od stolika do głównej sali na wezwanie Agnes.

Nawet jeśli ich gospodyni w pewnym momencie przyjęcia postanowiła zniknąć gdzieś za kulisami całej uroczystości, to Erik nie miał szansy tego zauważyć z jednego prostego powodu: był za bardzo skupiony na grze w pokera razem ze swoim zespołem. I cóż to była za gra. Nie dość, że Eden zdołała go oskubać praktycznie do cna w ciągu dwóch rund, to jeszcze wiele wskazywało na to, że Antoniusz czuł się niezwykle poruszony tematami omawianymi przy stoliku. I jeszcze zagoniono ich wszystkich z powrotem do głównej sali.

Longbottom stłumił w sobie głębokie westchnienie, prowadząc Geraldine między gości i przywdziewając rodzinny uśmiech numer pięć. Chociaż osobiście wolałby jak najszybciej wrócić do gry i podjąć ostatnią próbę odkucia się w tej okrutnej karcianej grze, tak nawet on musiał ulec czarowi tkanemu przez Agnes Delacour. Momentalnie uniósł czoło, aby lepiej widzieć i począł wsłuchiwać się w przemowę kobiety, chłonąc każde słowa, jak gdyby mówiła prosto do niego, była zainteresowana tylko nim i chciała mu przychylić nieba. A to wszystko tylko po to, żeby...

— Uszczypnij mnie, bo chyba śnię — wyszeptał do Ger, nachylając się nad jej uchem.

Czy było już z nim tak źle, że miał jednocześnie omamy słuchowe oraz wzrokowe? Czy Agnes właśnie przywołała do swego boku młodego Mulcibera i ogłosiła otworzenie fundacji na rzecz ofiar magirasizmu? Brenna dostanie absolutnego kręćka, pomyślał Erik, próbując sobie wyobrazić minę młodszej siostry. Bądź co bądź, była to bezpośrednia konkurencja do działalności charytatywnej Longbottomów. Z drugiej strony może to odciążyłoby nieco jej sumienie? Poza tym, pomocy gorzej usytuowanym finansowo i społecznie nigdy za wiele, ale podejrzewał, że Brenna mogła wziąć to bardzo do siebie. Podobnie jak inni Longbottomowie zaangażowani w pomoc społeczną.

Nie miał pojęcia, co myśleć. Nazwisko Mulciber było w socjecie bardzo dobrze znane. Pośród wieloletnich pracowników Ministerstwa Magii nawet bardziej, gdyż familia była kojarzona przede wszystkim ze swojego głośnego sprzeciwu wobec zmian, jakie zaszły na najwyższych stopniach władzy. Progresywnych zmianach. A teraz... A teraz jeden z nich planował pomagać tym, którzy... Byli ofiarami agresji ze strony Śmierciożerców? Ofiarami systemu, który dalej tkwił parę wieków w przeszłości, kiedy to czystość krwi była głównym wyznacznikiem wartości danego czarodzieja? Chyba musiał się napić, bo był zbyt trzeźwy, aby zrozumieć, o co chodzi.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#106
30.07.2024, 00:17  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.07.2024, 00:24 przez Lorien Mulciber.)  
Trochę pocięte, ze względu na ilość wątków.
Stolik Mulciberów -> kieruje się do Basilliusa i jego grupy


Czasem Lorien naprawdę robiło się Sophie żal. Tak zwyczajnie, po ludzku. Gdy tak patrzyła na to biedne, trzęsące się na myśl o ojcu, przerażone samą wizją popełnienia błędu (a mimo to dzielnie wpadające na coraz bardziej absurdalne pomysły) dziecko.
- Nie musiał mi tego mówić, kochanie. Ojcowie mają słabość do swoich pierworodnych córek, wiem co mówię.- Oczywiście, że mogła być pod tym względem kompletnie nieobiektywna. Co do tego nie było żadnych wątpliwości. Chciała coś jeszcze dodać, ale chcąc nie chcąc skupiła całą uwagę na Alexandrze.
Niektórzy, pewnie słusznie, bali się spoglądać jasnowidzom w oczy. Rozgrzebywanie zakamarków duszy nie było niczym przyjemnym i z pewnością roztropniej byłoby unikać kontaktu wzrokowego. Nie szukać niepotrzebnie konfliktu. Szkoda tylko, że Lorien nie miała za grosz instynktu samozachowawczego, a do przepowiedni Mulcibera czy jego wróżenia z płatków śniadaniowych podchodziła jak przysłowiowy pies do jeża.
- To tłumaczy dlaczego tak źle sypiam.- Odpowiedziała mu natychmiast, tonem absolutnie kończącym dyskusje. To była tylko gra. Jedna z tych, w której zasady zostały dawno zapomniane. Wygrywałeś lub umierałeś.
Bezwiednie sama zacisnęła palce na wisiorku. Jakby upewniając się, że wciąż był na jej szyi. Tak długo jak karty nie były rozłożone, należał do niej.

A potem… Potem Alexander postanowił zająć się Sophie. Tylko ktoś kto doskonale znał Lorien, wiedział co czarownica robiła ze swoją pasierbicą. Alex wiedział. Widział ten sam obłędny schemat raz po raz, gdy znudzona ślizgonka jeszcze w szkole wynajdowała biedne, zagubione i nieporadne duszyczki. Grzeczne czystokrwiste panienki tęskniące za odrobiną czułości i chwytające się rozpaczliwie każdego aktu dobroci w ich stronę. Wszystko po to, by później obserwować jak pękają pod presją bycia “jej koleżanką”. Bo przyjaciół to Lorien miała wyjątkowo niewiele, a przyjaciółkę - praktycznie jedną, jedyną. Dlaczego robiła to swojej własnej pasierbicy? To akurat miało pozostać dla Alexandra słodką niewiadomą.

Mocno ściśnięte, lekko drżące od złości usta, nerwowy tik w oku - niemal niedostrzegalne
objawy narastającej irytacji, gdy Alexander ściągnął na siebie uwagę młodej. Jakby nagle Lorien stała się wyjątkowo zazdrosna o swoją małą laleczkę.
Znajdź sobie własne zabawki Mulciber.
Ale nie przerywała. W milczeniu obserwowała w sumie bardziej niż Sophie to Richarda i całą salę. Wsłuchiwała się w historie o kracie i podróżach do różnych krajów, wodząc wręcz znudzona spojrzeniem po zebranych ludziach. Szczególnie interesujący wydawał się ten chłopak, który przyczepił się do ich Sophie jak rzep psiego ogona. Czyżby młody i zakochany? To było nawet urocze. Dwoje czystokrwistych dzieci patrzących sobie głęboko w oczy, wierzących w tą naiwną uroczą miłość. Odetchnęła z ulgą, gdy Matthias pochłoną całą uwagę dziewczyny, odcinając ją od Alexandra.
Teraz mogła sama się stąd ewakuować.

Już wcześniej wyłapała spojrzeniem Prewetta, ale tak długo jak Alexander nad nią wisiał, nie mogła zrobić nic. Skinęła jedynie delikatnie głową, że rozumie i zaraz porozmawiają.
- Przepraszam, muszę porozmawiać z Basiliusem. Pewnie musi mi potruć o moim stanie… - “więc nie chcę żebyście tego słuchali” pozostało niedopowiedziane. Gdy chodziło o jej własne zdrowie Lorien była gorsza niż mugolska enigma. Akurat wstała od stolika gdy Agnes witała się na nowo ze swoimi krewnymi i przyjaciółmi.
W tym czasie czarownica zdążyła już podejść do Prewetta i jego towarzyszy. Skinęła z łagodnym uśmiechem głową przed panną Crouch, witając krewniaczkę. Isaaca Bagshota w pierwszej chwili nawet nie zaszczyciła spojrzeniem, ale natychmiast się zreflektowała.
- Wierzę, że mieliście udaną rozgry…- Zaczęła z nim nawet grzeczną rozmowę, ale przerwał jej głos Delacour.
Natychmiast odwróciła głowę w jej stronę, zwabiona jakąś niewidzialną siłą.

Inicjatywa naprawdę warta uwagi… Akt odwagi… Zamarła w miejscu mając niejasne przeczucie, że wie do czego to wszystko zmierza.
Nieśmiały, zdecydowanie zbyt cichy, brak pewności siebie. I Alexander Mulciber.
Matko miłosierna. Gospodyni im się upiła albo co gorsza miała jakąś dziką pomroczność umysłu.
A potem do gromkich braw Agnes dołączył nie kto inny jak.. Richard. Oczywiście, że nikt inny.
Zabiję go. Utopię w tym pieprzonym whisky. Zrobię z niego ofiarę magirasizmu w tym momencie, tutaj, teraz.

Twarz Lorien pozostawała niewzruszona. Może trochę była trochę bledsza, trochę bardziej milcząca, ale najwyraźniej można było żyć bez powietrza. Na samej tylko złości.
- Nic. Mi. Nawet. Nie. Mów.- Zaakcentowała każde słowo, zaciskając palce na ramieniu Basiliusa jakby nagle zrobiło jej się słabo. Jakby z trudem stała wyprostowana w tych swoich szpilkach. Ale najwyraźniej jakimś cudem zachowała stoicki spokój. Wdech wydech. Rozszarpać Richarda na strzępy może później.
Nawet jeśli w tym całym szaleństwie była może metoda zjednania sobie Agnes, Lorien jej nie widziała.

Zamiast tego, w swoim małym poczuciu beznadziei szukała kogoś po pokoju. W końcu go znalazła. Szanowny pan Anthony Shafiq podpierał z kimś ścianę, wsłuchując się w przemówienie i obserwując cały ten cyrk. Oczywiście, że znalazł sobie odpowiednie towarzystwo na dzisiejszy wieczór. Odwróciła szybko spojrzenie, mnąc nerwowo szatę w wolnej dłoni i nie zauważając nawet, jak ten zerknął w jej stronę.
Modliszka
Pająki przypominają nam, że możemy swobodnie tworzyć, niszczyć i odtwarzać. Ostrożnie tkają sieć, a następnie czekają, aż ofiara do nich podejdzie.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
175 cm szczupłej kobiety. Bardzo jasne włosy i cera zdradzają pochodzenie. Wyłupiaste, złociste oczy oraz szeroki uśmiech sugerują, że coś z nią nie tak. Nosi proste koszule, długie spódnice i szaty bez zbędnych zdobień, zawsze zwężone w nadgarstkach — dla wygody.

Urlett Reykjavík
#107
30.07.2024, 10:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.07.2024, 10:59 przez Urlett Reykjavík.)  
Stoi z Celine, Vioricą, Lorraine, Camille, Atreusem

Przedstawiła się również Viorice i Lorraine. Imieniem, nazwiskiem, rodem. To było istotne. W końcu w Islandii nie mieli standardowych nazwisk, tak więc samo Reykiavik nic im nie powie. A o Nordgersimach mogli słyszeć, wszak kilku z nich mieszka na wyspach od dłuższego czasu.

Swoją uwagę posłusznie przeniosła ku przemówieniu Agnes. Zawtórowała oklaskami, a jej spojrzenie padło na poszczególne, bardzo rozemocjonowane tymi wieściami osoby. Nie rozumiała absurdu, z jakim właśnie zderzyli się obecni tu czarodzieje. Nie słyszała o rodzinie Mulciber, tym bardziej o ich przekonaniach społeczno-politycznych. Wszelkiemu zaskoczeniu przypisała ten sam powód, dla którego sama była trochę zdziwiona, i którym nie omieszkała się podzielić z otaczającym ją gronem.

— Czy dobrze myślę, że tego typu organizacje nie są tu popularne? Bo chyba nie macie państwo organizacji wspierających ofiary pomówień lub plotek z gazet? Na jakiej zasadzie by to działało? Organizacji spotkań z ofiarami i mówieniu im, żeby się nie przejmowali?

Po zaprezentowaniu swojego niezwykle niskiego poziomu empatii oraz znajomości realiów społecznych, znów spojrzała na Agnes. Wspomniane imię konkretnego Mulcibera przygnało kilka istotnych wspomnień do umysłu Urlett. W końcu wyjrzała go. Alexander Mulciber. Jej pierwszy mężczyzna. Czy powinna podejść i się przywitać? A może wypadałoby pogratulować utworzenia tej cudacznej organizacji?



⋆。‧˚ʚ?ɞ˚‧。⋆
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#108
30.07.2024, 12:28  ✶  

Panna Yaxley nie była specjalnie zirytowana tym, że udało jej się przewalić trochę pieniędzy. Jak to mówią, kto nie ma szczęścia w kartach ten ma w miłości, może to miało o czymś świadczyć. Nie zamierzała jednak brać sobie tego wszystkiego do serca. Nigdy się zbytnio nie przejmowała swoimi niepowodzeniami, kiedyś się odkuje, czy coś. Zresztą miała tyle pieniędzy, że nie było to dla niej szczególnie istotne, liczyła się dobra zabawa. Tylko i wyłącznie. Póki co jednak nie bawiła się też jakoś wyśmienicie, towarzystwo z którym znalazła się przy stole prowadziło jakieś filozoficzne rozmowy, w których nie do końca umiała się połapać. Gerry jednak była całkiem prostym człowiekiem. Może więc i dobrze, że opuścili tamto pomieszczenie i mogli przez chwilę odetchnąć.

Miała szczęście, że znajdowała się tutaj z Erikiem, nadal bowiem stała przy jego boku, to pomagało jej nieco się odnaleźć. Wiedziała, że przy nim jest bezpieczna.

- Trzy żmije w jednym miejscu... - Rzuciła cicho do mężczyzny, bo cóż, Potwory się przed nią nie ukryją. Nie spodziewała się jednak, że znajdzie się tu, aż tyle wił. Wiedziała, że mogły ich omamić w każdej chwili.

Przy boku Agnis znajdował się Alexander Mulciber. Wpatrywała się w niego dłuższą chwilę, nie do końca wiedziała, co sobie o tym wszystkim myśleć. Poznała go w dosyć dziwnej sytuacji, wydawało jej się, że raczej nie jest osobą, która marzyłaby o utworzeniu jakiejkolwiek fundacji, no chyba, że takiej która mogłaby pozwalać upodlać się za darmo na Nokturnie. Nie powinna jednak go oceniać, czyż nie.

- Nie będę cię szczypać Erik, bo to może zaboleć. - Rzuciła jeszcze do przyjaciela.

ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#109
30.07.2024, 13:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.07.2024, 13:09 przez Morpheus Longbottom.)  

Aryaman Birla



Podchodzę do Anthony'ego i Eden

Odebrał wartościowe krążki od Marcusa i przeszedł bardzo powoli, lawirując w stronę Anthony'ego. Stanął gdzieś w kącie, nie dotarłszy do swojego celu przed przemową Angès, a nie chciał robić niepotrzebnego zamętu. Kolejne słowa, im dalej padały, tym bardziej unosiły brwi Birli w górę, prawie jakby miały odlecieć z jego czołowa, wzniesione zadziwieniem. To nie była reakcja Birli. To była reakcja Morpheusa Longbottoma, który znał Alexandra Mulcibera, bo z nim pracuje, od lat. Widział ogłoszenie w prasie na temat fundacji, ale zbył je, sądząc, że Mulciberowie po prostu potrzebowali jakiejś działalności, aby kręcić lody na oszustwach podatkowych; klasyczne przestępstwa białych kołnierzyków, a papier wszystko przyjmie.

Wyciąganie jednak Alexandra na afisz, ćpuna, nawet jeżeli Morpheus wiedział, mógł się domyślać, skąd się to bierze, nie winił go za nałogi, zakrawało o jakąś farsę. Wielcy Mulciberowie, którzy z hukiem opuścili Ministerstwo Magii gdy ministrem został Leach, nagle postanawiają zostać charytatywnymi obrońcami uciśnionych mugolaków?

Rozpoczęły się oklaski, do których niechętnie dołączył, wiotkimi nadgarstkami, ze skonfundowaną miną. Tak właściwie to pasowało do Birli i komentarzy, które prawił przy pani Urlett, z miną niezrozumienia. W aplauzie (bogowie, czy to Robert? Udawał, że nie patrzy w tamtą stronę, że nie widzi, biedna Lorien, chyba na starość mu zaczęło brakować piątej klepki albo za dużo się nawdychał oparów podczas kręcenia kutasoświeczek) przeszedł do swojego celu, Eden Lestrange i Anthony'ego Shafiq'a.

— Tutaj pani Lestrange coś wspomina o działalności charytatywnej, tutaj państwo Mulciberowie. Czy to normalne zaburzać naturalny porządek świata? U nas pozwalamy, aby śmieci wyrzucały się same — stwierdził szeptem do dwójki, nie kryjąc się jednak ze swoimi poglądami aż tak mocno. To znaczy, z poglądami Birli.

Wyciągnął w stronę Eden chusteczkę.

— Och, czy wezwać medyka? — powiedział tonem fałszywego przejęcia się jej stanem.




And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Dumbass bisexual
"Każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu."
wiek
31
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Historyk magii, pisarz, dziennikarz
Brązowe włosy, granatowe, błyszczące oczy, kapelusz i wieczny uśmiech na twarzy! Isaac ma 186 cm wzrostu, więc na randkę przygotuj szpilki:* Pachnie dymem, bursztynem oraz wanilią.

Isaac Bagshot
#110
30.07.2024, 15:17  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.07.2024, 15:33 przez Isaac Bagshot.)  
Reaguje na Lorien, słucham przemowy i czekam co odjebie Alexander. Wspominał w myślach Leo i Charles'a, zauważam Urlett

Isaac jedynie skinął głową na pytanie Lorien. Już wczesniej wyczuł niechęć z jej strony, więc doszedł do wniosku, że nie ma co wchodzić w bezowocne dyskusje. Zwłaszcza, jeśli ktoś bał się konfrontacji.
A przynajmniej tak wcześniejsze zachowanie Lorien Bagshot zinterpretował, kiedy powiedziała swoje, a później odeszła.
Wysłuchał przemówienia i zaśmiał się cicho pod nosem na reakcję Roberta Mulcibera. Potarł skronie, zastanawiając się, co ciekawego do powiedzenia będzie miał Alexander. Ile było prawdy w tej całej fundacji, skoro Charles oraz Leonard otwarcie gardzili mugolami i mugolakami? Z obojgiem o tym rozmawiał i obaj nie kryli się ze swoimi opiniami.
Nagle zobaczył Urlett. Miał wrażenie, że skądś ją znał. Zaraz po Hogwarcie zamieszkał z rodzicami w Norwegii. Tam jego matka prowadziła lewe interesy handlując nielegalnymi magicznymi artefaktami. Czy to możliwe, żeby kobieta była jedną z jej klientek i już kiedyś się spotkali?

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (5830), Anthony Shafiq (4945), Atreus Bulstrode (1987), Bard Beedle (16677), Basilius Prewett (2132), Celine Delacour (1746), Eden Lestrange (3031), Erik Longbottom (3452), Geraldine Greengrass-Yaxley (3264), Isaac Bagshot (2600), Lorien Mulciber (7154), Lorraine Malfoy (3824), Morpheus Longbottom (4164), Richard Mulciber (6509), Severine Crouch (1162), Sophie Mulciber (3384), Urlett Reykjavík (2677), Viorica Zamfir (3888)


Strony (17): « Wstecz 1 … 9 10 11 12 13 … 17 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa