• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[05.08.72]Znowu w życiu mi nie wyszło | Viorica i Tarp

[05.08.72]Znowu w życiu mi nie wyszło | Viorica i Tarp
Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#1
13.06.2024, 10:33  ✶  
06.08.1972
Rejwach

Wszystko było nie tak. Naprawdę myślała, że może uda jej się poukładać swoje cholerne życie do kupy, a jednak ciągle coś jej nie wychodziło. I naprawdę chciałaby powiedzieć, że to nie z jej winy, ale, hah, tak naprawdę wszystko, naprawdę wszystko było pokłosiem jej mniej lub bardziej złych decyzji. I miała tego czasem dość. Dość siebie i tego, co teraz się działo.
Na wpół opróżniona szklanka patrzyła na nią niemal szyderczo.
Drink był mocny, na tyle, by tylko udawać, że nie pije czystej wódki, choć może powinni wszyscy przestać się oszukiwać.
Ona powinna przestać przede wszystkim.
Pierdolone Windermere.
Nie wiedziała do końca, co jej tam odwaliło. Jak tylko wróciła do domu, zrozumiała, że jej myśli z tamtego miejsca nie miała żadnych cholernych podstaw, a jednak tam wpadła niemalże w pieprzoną paranoję.
Tak bardzo się bała, tak bardzo nie chciała znów zostać przez kogoś zdradzona, nie potrafiła zaufać Cedricowi, który przecież nie dał jej wcześniej żadnych podstaw do zwątpienia. Ubzdurała coś sobie, coś naprawdę paskudnego  i było to tak cholernie głupie…
A naprawdę myślała, że uda się z tej całej relacji coś zbudować. Cedric był jednym z lepszych ludzi jacy chodzili pod słońcem, do tego przystojnym, miłym i zabawnym i zdawał się lubić jej towarzystwo.
A ona?
Miała jedynie masę nałogów, jeszcze więcej sekretów i prawdopodobnie celownik na placach, przez który niemal ostatnio jak widać nie zwariowała.
Jęknęła cierpiętniczo i położyła czoło na blacie, pozwalając burzy swoich włosów rozlać się na ladzie, za której mógł ją obserwować Tarp.
Ludzi nie było zbyt wielu, patrząc na wczesną godzinę, ale czarnowłosa miała to do siebie, że niekoniecznie zwracała uwagę na to, o której wypadało zacząć pić, a o której nie.
Ot, zawsze była dobra pora, by skończyć zalanym w trupa, gdy nie chciało się zmierzyć z rzeczywistością, którą sobie po prostu zjebała.
- Nienawidzę siebie - mruknęła, po czym podniosła się, pokazując minę dość podobną do zmokniętego, smutnego kociaka. - Naprawdę próbowałam wyjść na ludzi, ale to chyba bez sensu - stwierdziła, zanim nie wzięła potężnego łyka ze szklanki, nawet nie krzywiąc się na paskudny smak, do którego niestety już się przyzwyczaiła.
Szczerze? Powoli chciało jej się płakać, ale nie chciała wyjść na pierdołę, która najpierw ucieka od faceta, a potem nad tym roni łzy, jakby nie była sobie sama winna.
Powinna była zagryźć zęby i pogodzić się z tym, że była zjebana i może uczyniła Cedricowi przysługę. A jednak nie mogła pozbyć się naprawdę ogromnego żalu.
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#2
30.06.2024, 20:50  ✶  
Wcześniejsza pora nigdy nie przeszkodziła Tarpowi w zaczęciu picia, więc i nie odmawiał tego innym. Choćby Viorica przyszła w południe, poza godzinami otwarcia, zapytałby jedynie, którą flaszkę odkorkować.
Ponieważ zaś tej porze bliżej było późnego popołudnia niż wieczoru, skwar całego dnia wciąż wisiał w powietrzu. Tropikalna wilgoć i gorąc próbowały sączyć się do Rejwachu przez przeszklony front, lecz grube, barwione szybki dzielnie stawiały opór większości promieni słonecznych, a jeszcze grubsze, stare mury utrzymywały piwniczne zimno nawet na parterze. Przy okazji tchnęło leciutko piwniczną stęchlizną, ale hej, lepsze to niż ugotowanie się żywcem.
Woody odstawił swoje piwo na kontuar z lekkim gruchnięciem, które zbudziło drzemiącego na drugim końcu lady burego kocura. Stary Łach nastroszył się i zeskoczył niezgrabnie na podłogę z obrażonym miauknięciem.
— To wygląda, moja panno, że jesteś w mniejszości z tą nienawiścią. Tu i teraz bym z głowy wymienił przynajmniej kilka osób, które ciepło o tobie myślą — oświadczył, patrząc na tego topiącego smutki w alkoholu smutnego, zmokłego kociaka wylegującego się na jego barze. Ten na szczęście nie liniał.
Zawsze ściskały Tarpa za serce te widoki nieszczęśliwych młodych na stołkach barowych z obrzydliwie mocnymi trunkami w dłoni. Trunkami, które sam nalewał, karmiąc ich alkoholizm. I nie rozcieńczał. Hipokryto. Mało tego, widząc jej podły humor, sam sobie otworzył coś dla dotrzymania Zamfir towarzystwa. Coś nie aż tak mocnego, w końcu przed nim jeszcze cała noc na barze, ale wykorzystywał każdą okazję, żeby chlapnąć sobie coś z procentami i uweselić pracę.
Doskonale znał smak uczuć, które targały w tej chwili Vior. Nie była mu obca wina, rozczarowanie, złość na siebie. Zawiódł zastępy bliskich, zniszczył sobie życie; można rzec, żeby był w tym specjalistą. I mimo tylu perturbacji, przez które przeszedł ze swojej własnej winy, wciąż nie odnalazł odpowiedzi na ten problem. Jak mamy wyjść na ludzi, skoro się staramy i się nie udaje? Nie mógł poczęstować jej złotą radą, która odmieni jej los, uczyni nowym człowiekiem; nie posiadał takiej. Musieli grać tym, co im świat wcisnął w ręce.
— Co tam się właściwie stało, że ty tak szybko z powrotem? Nie wmówisz mi, że aż tak tęskniłaś za tym. — Czarodziej wymownie uniósł jej szklankę i zabełtał energicznie drinkiem, patrząc na kobietę wyczekująco spod uniesionej brwi.
Zignorował, że cienka strużka uciekła ze szkła i pociekła po jego palcach, przez przedramię, aż do zgiętego łokcia i na ladę. I tak do końca wieczoru wszystko tu będzie uklejone i cuchnące wódą.


piw0 to moje paliwo
Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#3
10.07.2024, 16:52  ✶  
Właśnie za to lubiła Rejwach. Mogła tu przyjść o każdej porze dnia i nocy, a Woody zawsze ją przygarnął w tych czterech ścianach (o ile nie spał) i nie musiała zbyt dużo słuchać o tym, że powinna być we własnym domu. Szczególnie, że cztery ściany w których zdarzało jej się zostawać samej wcale nie były momentami bezpieczne. Nie wtedy, gdy chciało się po prostu zachlać.
Kiedyś może tych dnie bywało trochę więcej, potem Vior zakładała, że będzie lepsza i na chwilę dawała się omamić samej sobie. By ostatnio znów wrócić do starych nawyków, szczególnie, gdy wszystko zaczynało znów być beznadziejne, zamiast po prostu mdłe.
Zresztą, tu przynajmniej nie zdychała przy okazji z gorąca, jedynie z załamania swoją własną osobą. Zawsze jakieś plusy.
Nie skomentowała postawianej przed Tarpem szklanki piwa, bo sama była ostatnią osobą która w ogóle powinna to robić. Spojrzała jedynie na kota, którego wcześniej udało się przez sen pogłaskać, a który postanowił ich opuścić, zapewne nie chcąc słuchać o tym jak bardzo była żałosna.
Też by tak zrobiła na jego miejscu.
- Słuchaj, ja nie wiem, co was do tego zmusza, ale na pewno nie jest to zdrowe - bąknęła, znów wracając do tych cholernych myśli, które kazały jej się porównywać z innymi członkami społeczeństwa. Cóż. Wyglądała mizernie. Szczególnie przy Cedricu. Co ona sobie w ogóle myślała?
Przecież nawet nie zdążyła powiedzieć mu o wszystkich tajemnicach, nawet nie zdążył jej dobrze poznać, a i tak wszystko poszło się jebać, bo postanowiła ześwirować.
A co by było, gdyby nadszedł momenty gdy w końcu mu zdradzi, że hej, słuchaj, byłam zawodową złodziejką, mam za sobą kilkuletnią działalność przestępczą, od lat poruszam się w podejrzanym towarzystwie i mam kilka nałogów, z których nawet mi się nie chcę wychodzić?
Na pewno miało się to skończyć świetnie.
Tak naprawdę miała zamiar tu się głównie napić, wrócić do domu i może spróbować następnego dnia udawać, że wcale nie jest tak źle. Nie liczyła na rady i dyskusję o jej problemach. Ale gdy usłyszała to pytanie…
Skrzywiła się na nie, podparła twarz na dłoni i spojrzała gdzieś na ścianę za kontuarem. Może i powinna po prostu to wszystko z siebie wyrzucić i potem spróbować iść dalej? Może to był sposób.
- Za tobą? Oczywiście, że się stęskniłam - zamrugała zalotnie, w dość teatralny sposób, wywołują na chwilę na swojej twarzy uśmiech, zaraz jednak zniknął.
Westchnęła ciężko.
- Tak naprawdę? To za cholerę nie wiem co się stało. Znaczy… - zawahała się, bo naprawdę nie rozumiała całej tej sytuacji. - Wiesz, dotarliśmy na miejsce, było całkiem miło, ale zanim porządnie rozpakowaliśmy walizki, coś mi odbiło. Tak kompletnie. W jeden chwili zdałam sobie sprawę, że to, że Cedric mnie tam zabrał nie może być szczerą intencją, zaczęłam szukać dziury w całym i słuchaj, byłam pewna, że będzie jak z tymi wszystkimi osobami którym zaufałam i które mnie zdradziły! I to było tak silne, że po prostu nie wiedziałam co zrobić i uciekłam. - Jęknęła, czując się jak największy debil tego świata. - A potem wróciłam do domu i wiedziałam, że przecież wcale tak nie myślę. Że, cholera - zacięła się, czując, jak jakaś gula rośnie w jej gardle a w oczach zapiekło w ten dziwny sposób, jak zwykle to bywało zanim człowiek miał się rozpłakać. - Naprawdę nie wiem co mi strzeliło do tego łba, ale kurwa wszystko zepsułam - mówiła żałosnym głosem, sięgając po szklankę, którą Woody wcześniej zbezcześcił zalewając z niej trochę zawartości.
Wzięła kolejny duży łyk.
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#4
28.07.2024, 21:00  ✶  
Stali bywalcy Rejwachu nigdy nie byli odsyłani z kwitkiem i to nie tylko dlatego, że goście stanowili dla baru zysk. Bez wizyt tych z kartą stałego klienta, którzy przez lata stali się bardziej gośćmi samego Woody’ego niż jego biznesu, czarodziej mógłby na Nokturnie nie wytrzymać. Rozmowy przy barze rozpraszały samotność, która kąsała go od czasu opuszczenia domu. Znajome twarze, na których widok już od progu wyciągał ich ulubione trunki czy pozycje specjalne spoza menu, były najlepszym momentem zmiany.
— Mało co w tym nędznym życiu jest jednocześnie dobre i zdrowe. Trucizna smakuje najlepiej. — Znacząco podniósł swój kufel i upił łyk. Oczywiście był to żart. Wcale nie uważał Vior za truciznę, ale słowa same cisnęły się na usta.
Ona porównywała się do porządnych członków społeczeństwa, on do jednego konkretnego: Godryka Longbottoma. Całe swoje życie stawiał sobie poprzeczkę na wysokości ojcowskiej cnoty, ale ostatecznie pisany był mu inny żywot. Zdecydowanie mniej prawy. Dla Woody’ego każdy środek można było uświęcić celem, zło było spektrum, a niektóre grzechy nawet znajdowały swoje usprawiedliwienie. Zupełnie nie do pomyślenia dla świętego Godryka.
— Miałem na myśli moje drinki, ale dobrze wiedzieć, że czasem myślisz o poczciwym staruszku. — Położył rękę na piersi, jakby do głębi wzruszyło go jej wyznanie.
Pozwolił jej opowiadać, a w międzyczasie przygotował nową szklankę tego samego, co właśnie kończyła. Tę oczywiście na koszt firmy, skoro winny był ulania części z poprzedniego.
— A więc faktycznie zjebałaś — podsumował, stawiając przed nią alkohol. — Ale nie rozpędzaj się aż do zepsułam wszystko. Z twoich opowieści, Cedric to rozsądny chłopak, zrozumie. Przed tobą tylko jedna opcja wybrnięcia, nieprzyjemna: powiedzieć prawdę i przeprosić. — Wzdrygnął się wewnętrznie na samą myśl. Zbyt wiele razy poległ na tym polu. — Ulży ci. On doceni, że zależy ci na tyle na waszej relacji, żeby to zrobić. Współczuję, nienawidzę tego robić. Zawsze możesz też uciec, ale może nie idź jeszcze w tym kierunku.
Gdyby mądrala stosował się tych rad wcześniej, może wciąż miałby żonę i nie miał pubu na Nokturnie. Zamiast podejść do tego, co spierdolił, rozsądnie i dojrzale, za każdym razem stawał na głowie, wybierając najdurniejsze sposoby rozwiązywania problemów. Czy też nierozwiązywania, a zamiatania ich pod dywan czy wpychania do zamrażarki. Wybuchły mu potem wszystkie prosto w twarz.
Oprócz bycia posłańcem złych wieści i rad, które łatwo się opowiadało z perspektywy niezaangażowanego bezpośrednio obserwatora, odezwała się w nim również longbottomiarska krew. Ta, która uczyniła go dobrym wujkiem wszystkich pałętających się po Warowni dzieciaków, a teraz rozszerzyła te uczucia na dzieciaki (już nie takie małe) Nokturnu.
— Widzę, że się starasz. Nie bądź dla siebie za ostra — poprosił, kładąc jej dłoń na ramieniu. — Dasz temu kilka dni, ochłoniecie oboje i jakoś to naprawisz.


piw0 to moje paliwo
Fanka kamieni szlachetnych
I'm addicted to shiny things
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Pierwsze co rzuca się w oczy to burza czarnych, kręconych włosów. Okalają jasną twarz usianą licznymi piegami. Osadzone w niej szarozielone oczy często mają w sobie psotną iskrę. Viorica ma 167 centymetrów wzrostu, jest lekko tu i tam zaokrąglona, co nadaje jej pewnego uroku. Zwykle ubrana w kolorowe, wygodne ubrania. Nie boi się krótkich sukienek czy większych dekoltów, choć do pracy zawsze stara ubierać się stosownie. Zwykle ma na sobie jakiś element biżuterii. Najczęściej wykonany właśnie przez nią, czasem ukradziony lub "pożyczony". Niemal zawsze ma krótkie paznokcie, jej pace często są przybrudzone od metalu, z którym pracuje. Czasem zdarza jej się nosić specjalny monokl, który ułatwia jej pracę z drobną i wymagającą powiększenia biżuterią. Ma przyjemny, słodki głos, zwykle chodzi przez świat pewnym krokiem i z uśmiechem na ustach. Często pachnie metalem i różanymi perfumami.

Viorica Zamfir
#5
21.08.2024, 18:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.08.2024, 18:27 przez Viorica Zamfir.)  
Tak jak on unikał samotności przyjmując starych Nokturnowych gości w swoje progi, tak ona walczyła z nią podobne przybytki, unikając samotnych wieczorów w mieszkaniu, szczególnie w tym okresie, gdy nie było w nim Flyntiego, albo gdy był, ale przypominał jej o tym, jak wiele osób na swojej drodze wymknęło jej się z rąk. Niektórzy pewnie popukaliby się w czoło, gdyby usłyszeli, że właśnie z poczuciem pozostawienia samym sobie borykała się Zamfir, ciągle pozornie otoczona ludźmi, tak jednak właśnie było.
Zbyt wiele razy straciła osoby zbyt jej bliskie, zbyt wiele razy sama musiała zakończyć coś, co przynosiło jedynie ból. Często zastanawiała się, czy nie skończy ostatecznie sama jak palec.
Cedrik był osobą, przy której te obawy cichły. Przynajmniej aż do czasu wyjazdu, gdy napadły ją z całą swoją siłą. Czasami zastanawiała się, czy kiedykolwiek uda jej się pozbierać z tego całego emocjonalnego bajora, czy powinna się w nim w końcu rozgościć. Ewentualnie w końcu się zapić i dać temu wszystkiemu spokój.
Zaśmiała się na jego porównanie, choć może trochę mniej wesoło niż zwykle. Było w jego słowach coś gorzkiego, co zapiła kolejną dawką alkoholu, zanim nie rozniosło się po jej całym podniebieniu.
- Miło wiedzieć że truję cię swoją obecnością. - Westchnęła, wpatrując się tępo w szklankę, nagle się trochę jakby kuląc. Czy naprawdę tak mogło być? Z Cedrikiem, wszystkimi, których miała za przyjaciół, a ostatecznie ją opuszczali? Czy niszczyła ich, a potem dziwiła się, że mieli jej dość?
A może to nie była jej wina?
Woody w końcu tu stał, słuchał jej jojczenia i jeszcze nie wystawił za drzwi baru, a nawet próbował trochę pocieszyć. Znali się już długo, chyba jeszcze za czasów gdy była nastolatką próbującą jakoś przeżyć na tej cholernej ulicy, która odbierała wszystkie resztki niewinności.
Wiedział dokładnie, co w życiu narozrabiała i jakim była człowiekiem, a jednak nadal cierpliwie znosił jej obecność oraz narzekania.
Był w tej chwili małą iskierką nadziei, że nie ma nad nią jakiegoś przeklętego fatum.
Uśmiechnęła się na jego udawane wzruszenie na jej rzucone pół żartem, pół serio wyznanie. Bardziej szczerze niż wcześnie.
A potem jęknęła i schowała znów głowę w ramionach ułożonych na blacie, gdy ją podsumował.
- Dzięki - mruknęła w mebel, zanim jeszcze usłyszała dźwięk stawianego obok niej alkoholu. Podniosła się, by zgarnąć szklankę w rękę, słuchając jednak co Tarp ma dalej do powiedzenia.
Mógł widzieć jak zbladła na słowo “prawda”, w jej oczach zaś pojawiła się lekka panika, której nawet nie starała się zamaskować.
- Czekaj, w jakim kontekście mam powiedzieć wszystko? W tym, w którym wspominam, że miałam trochę pojebane życie które się za mną ciągnie w postaci problemów z zaufaniem, czy w tym w którym zdradzam że przez kilka lat brałam udział w szeroko rozumianej działalności przestępczej i oprócz problemów z zaufaniem ciągnie się za mną też parę problemów z tego wynikających? - wyrzuciła z siebie z prędkością światła patrząc na niego szeroko otwartymi oczami, próbując się upewnić, jak bardzo oszalał.
Viorica była podobnie jak on człowiekiem ucieczki. Chciałaby, by było inaczej, ale trudno było walczyć z czymś, co dało jej przez tyle lat możliwość przetrwania najgorszych kryzysów. Powiedzenie prawdy było w jej przypadku trudne, a wyjawienie najgorszych sekretów jeszcze gorsze, bo zbyt często ratowała się również kłamstwem, kolejną bronią w swoim arsenale.
Stawiał ją przed trudnym zadaniem, ale wierzyła, że chciał dobrze. Próbował dać rozwiązanie i nadzieję.
Znów westchnęła, patrząc na szklankę, z której pice szło jej już markotniej.
- Chcę w to wierzyć, ale tak wszystko lubi się jebać, mimo, iż miałam nadzieję, że wiesz, niektóre rzeczy zostawiłam za sobą. - Zaczęła skubać skórkę przy paznokciu kciuka. Cedric to nie jedyna osoba, która zresztą wprawiała ją w ponury nastrój. - Słyszałeś coś o Dante, który zaczął przypominać sobie o starych znajomych? - zapytała, wgapiając się w swoje zniszczone paznokcie.
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#6
09.09.2024, 13:22  ✶  
Gdyby Vior zdecydowała się na drogę życia prowadzącą przez zapicie się na dobre, wyleciałaby z Rejwachu na kopach. I Woody zrobiłby co w jego mocy, aby w pozostałych barach na Nokturnie potraktowali ją podobnie.
— Głupoty gadasz. Wyglądam ci na strutego? — Uniósł ręce nad głowę, eksponując w pełnej krasie okaz zdrowia, jakim był. I to nieszczęsne piwo w lewej dłoni. — Czym innym niż etanolem — uściślił więc od razu.
Znali się rzeczywiście długo; jeszcze trochę, a Woody będzie bawił na Nokturnie pełną dekadę. Wystarczająco, aby zobaczyć, jak nastolatka przeradza się w dorosłą kobietę; nawet nie wiadomo kiedy w gruncie rzeczy.
— Zwolnij, dziewczyno! Gdzie ja ci mówię o wszystkim? — zakrzyknął defensywnie Tarp. Jak mocno oszalał…? Może trochę. Jego początkowe poruszenie napędzane jej paniką szybko się na szczęście rozproszyło. Czarodziej nachylił się nad ladą w stronę Vior i dalszą część rozmowy prowadził przyciszonym, nieomal konspiracyjnym tonem, który ginął wśród muzyki, nim dotarł do innych, zajętych sobą klientów. — Mówię o prawdzie. A prawda jest taka, że bliskie relacje… no nie są twoją mocną stroną, tak? Nie musisz wchodzić w szczegóły biografii, żeby mu to powiedzieć. I nie daj sobie wmówić, że masz obowiązek się w detalach tłumaczyć. Po prostu ubierz to w jakieś ładne słowo, żeby pomóc mu zrozumieć, o co szło. Że tak masz, że ci przykro, że było tak pięknie, że aż nie dowierzałaś, że to prawda. Coś wymyślisz. Na początek odsłoń taki mały kawałeczek i zobacz, czy coś się stanie. Tak się chyba buduje relację… a przynajmniej u mnie działało. Potem przestałem odsłaniać kawałeczki i zobacz, gdzie skończyłem. — Wyprostował się i powiódł ramieniem dookoła pubu.
Nie zaczynał z tej pozycji, co Viorica, to należało przyznać. Jego relacja z Tessą rozwinęła się naturalnie, od dwójki normalnych nastolatków rozkwitła do dwojga młodych dorosłych. Przez pierwszych kilka lat małżeństwa idealnie się dopełniali, nie było między nimi sekretów i Longbottom był przekonany, że jest najbardziej zakochanym mężem w całej Anglii. Było tak, dopóki nie przeżyli osobno bólu, który powinni przeżyć razem. Powinni odsłonić się przed sobą nawzajem, jak to czynili przedtem niezliczoną ilość razy, zamiast radzić sobie z traumą oddzielnie. Nigdy potem nie udało im się już podejść tak blisko siebie jak wcześniej. Wtedy coś powoli zaczęło między nimi gnić.
— Ale jak nie ufasz mu na tyle, żeby spróbować… Tutaj zawsze jest dla ciebie miejsce, jeśli się okaże, że sprawa się sypnie. Czego ci nie życzę. Oczywiście.
Może i byli oboje uciekinierami, ale Woody chciał zobaczyć Zamfir w lepszym życiu niż to obecne. Było to prawdopodobnie marzenie ściętej głowy, o czym przypomniał mu kolejny wątek, jaki podjęła. O ileż bardziej kruche były więzy łączące ze szczęśliwym życiem kogoś pokroju Longbottoma, niż te wiążące z przeszłością, którą spędziło się w miejscu takim jak Nokturn. Stąd ciężko było uciec w pełni.
— Ano obiło mi się o uszy, że wrócił. Jeszcze nikt od niego do mnie nie zapukał, a na pewno nie oficjalnie. — Pozostawał mimo to, a może właśnie dlatego, czujny. Nie sposób układać się dobrze z bossami przestępczego półświatka, gdy uparcie starasz się prowadzić biznes na własną rękę, nie pod ichniejszą kuratelą. — Martwisz się?


piw0 to moje paliwo
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Viorica Zamfir (1602), Woody Tarpaulin (1359)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa