• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
[15.02.1972] Living Life, In The Night

[15.02.1972] Living Life, In The Night
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#11
10.01.2023, 13:07  ✶  
Spoglądał na te ściany i widział nic. Klątwa? Zaklęcie? Klątwa. Takie rzeczy zawsze były związane z Dark Arts jak to mówili po angielsku, a czego z szacunku do uniwersum nie przetłumaczę. I kiedy ona tak mruczała swoje, on też, trzymając różdżkę, zaczął się zastanawiać nad, w co wdepli. Nic mu jednak konkretnego nie przychodziło do głowy prócz oczywistości, której wymawiać nie było trzeba. No - klątwa. Jakiegoś rodzaju zabezpieczenia. Związane z blokadami? No zdecydowanie próbowano tu coś zablokować - dostanie się do celu niepowołanym osobom.
- Ja mogę czekać. - Odpowiedział spokojnie. Mógł. Mógł tu usnąć, zahibernować jak niedźwiedź na zimę. Co najwyżej oszaleje z pragnienia. Albo wcześniej go spali Victoria broniąc się przed nim. Zakładając, że będzie wystarczą szybka. Tak czy siak - on miał cały czas tego świata. Nie miała go za to Victoria. - Nooołp. - Dobrze by było zrobić burzę mózgów i się podzielić podejrzeniami, tylko najpierw trzeba jakieś mieć. Bo w istocie - on też nigdy w ścianie zamknięty nie został.
- O czym więc chcesz rozmawiać. - Po Saurielu od razu było widać kiedy ma dobry humor a kiedy zły. Niby mówił tym samym tonem, a jednak coś się w nim zmieniało. Jakaś jedna nuta. Nie powiedział tego jednak odrzucająco, z sarkazmem, sugerując, że rozmawiać nie chce. Nie był cierpliwy. Jeśli przyjdzie mu siedzieć w ciszy to zacznie się tu miotać. Jak zacznie myśleć o tym, że są zamknięci, to oszaleje szybciej niż od głodu - Nie miał klaustrofobii, lubił swoją piwnice, jej chłód i spokój. Ale dostawał czasami pierdolca tylko dlatego że przez słońce nie może wyjść z domu. Co dopiero z takiej klitki, kiedy niepokój już zaatakuje na dobre. - Wiedziałaś, że dźwięk wydawany przez świerszcze uzależniony jest od temperatury? - Rzucił totalnie z dupy pierwsze co mu przyszło do głowy.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#12
10.01.2023, 14:32  ✶  
Nie miała wątpliwości, że była to klątwa, bo normalne zaklęcie wpłynęłoby tylko na nich, a nie jeszcze na ich… otoczenie, z braku laku i odpowiedniego słowa. Victoria się nie denerwowała, bo nie było czym – normalna sprawa. Była do tego wyszkolona. Panika mogła się zacząć dopiero wtedy, kiedy się okaże, że siedzą tu tydzień i nic. Ale póki co – były to pół godziny. Domyślała się, że on mógł czekać – bo co go stopowało? Co najwyżej głód. Zastanawiała się na ile potrafił się powstrzymywać. Gdyby było krytycznie… dość oczywiste było, że będzie musiała dać mu się napić jej krwi, w końcu byli tutaj razem. A póki ona miałą co jeść… To nie było chyba tragedii.
Pokiwała głową. On nie miał pomysłów. Za to uznała, że w takim razie ona powie mu co myśli.
- Kiedy ściągałam tamtą barierę, to niczego nie poczułam. Wydaje mi się, że albo ta pułapka tutaj jest cały czas, albo być może uruchomiło ją coś, co zrobiliśmy jeszcze wcześniej. Może przy klapie. Albo nawet przy samym wejściu – nie wiedziała, czy coś mu to powie, ale warto było spróbować. - Ale spartolili robotę, bo możemy się ruszać – kącik ust znowu jej zadrgał. Gdyby to ona rzucałaby taką klątwę, to dopilnowałaby, żeby ten, kto w nią wpadł, nie mógł wykonać żadnego ruchu. Bo to oznaczało, że będzie naprawdę mała szansa, że się szybko uwolni.
- O czymkolwiek. Na przykład… Hmmm – zamyśliła się, zerkając na Sauriela. Widziała w nim tę zmianę. Czy raczej – słyszała. Ale nie brzmiał przy tym tak opryskliwie jak kiedyś. - Co? – zdziwiła się i zamrugała kilka razy. - Nie, nie wiedziałam. Naprawdę? Ale od temperatury otoczenia czy ich własnej? – oczywiście, że się tym zainteresowała. Dużo spraw ją interesowało, nawet tych, na których się ani trochę nie znała. Ale że lubiła wiedzieć, to nie uznała tego za jakąś wiedzę bezużyteczną czy za głupotę. - Nie widziałam cię wcześniej z różdżką – zauważyła po chwili. On ją tak, za każdym razem, a ona widziała tę jego pierwszy raz. I jakoś tak… Miała wrażenie, że wygląda znajomo.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#13
10.01.2023, 15:34  ✶  
- Albo posłali nas prosto w pułapkę. - Czyli odpowiednie hasło mogło ją rozbrajać, albo odpowiednie hasło mogło ją uruchamiać. Na przykład. Fakt, że pułapka, która unieruchamiała człowieka była idealną. Zwłaszcza tego, który potrzebował sięgnąć po różdżkę, żeby cokolwiek zdziałać. Gdyby Sauriel taką klątwę przygotowywał, która miałaby być pułapką, to zrobiłby ją tak, żeby zabijała. Żywi i świadkowie byli zawsze tylko i wyłącznie problemem. - Spartolili, albo… - … albooo to jednak miało sens. Wykorzystali to, co mieli i czym świat już dysponował, niekoniecznie tworzyli coś nowego. - Hmm… - Wyglądał teraz jak kot wyliczający pitagorasa by obliczyć, czy doskoczy na drugi dach. - Przed jednym ze spotkań w ‘32gim Międzynarodowej Konfederacji Czarodziejów, na której miała się odbyć elekcja na Najwyższą Szyche była głośna sprawa jednego aurora, który został bardzo dosłownie zamknięty w ścianie. - Czy to pomagało w sprawie? Lekcja z historii? - Wyciągnęli go, tego jestem pewien. - Rozejrzał się wokół. - To wygląda jakbyśmy zostali wsadzeni do innej przestrzeni. - Na wzór wszystkich magicznych kuferków, kieszeni i innych takich. - Może nie spartolili roboty tylko skorzystali z tego, co już kiedyś wykorzystano. - Zamierzał nad tym pomedytować. Nad tą sprawą, co tam dokładnie się działo, jak został w ścianie zamknięty i jak go, przede wszystkim, wyciągnięto.
- Od temperatury otoczenia. To ma wpływ jakoś tam na ich rozwój, dlatego bardziej albo mniej… nie wiem kurwa, ćwierkają. - Miał cały zapas wiedzy bezużytecznej na podorędziu. Tak jak mógł jej opowiadać całą nudną historię Anglii.To jest - dla niego ciekawą. Kazdy miał swoje koniki. Sauriel chciał uchodzić za tłuka, ale wcale nim nie był. - Nie? - Okej, tu się zdziwił i aż sam zaczął sięgać pamięcią. - Odpalałem przy tobie fajka. - Wytyczył jedną sytuację dość szybko. I to było ich pierwsze spotkanie. - I po fajku machałem magiczną pałeczką, żeby ściągnąć z siebie smród. Jakoś nie było okazji, żebyś mnie poza tym zobaczyła czarującego. Dla sportu nie będę nią machać.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#14
10.01.2023, 19:46  ✶  
- Albo – taka ewentualność oczywiście również istniała i ją też trzeba było wziąć pod uwagę, więc to wtrącenie prawdę mówiąc było cenne. Ale nad tym to będą się zastanawiać jak już się stąd wydostaną… Tak czy siak uważała, że spartolili. Nawet jeśli mieliby wykorzystać coś, co juz było, to zawsze można to było przecież poprawić. Victoria by poprawiła. Ale ona miała manię perfekcji, jeśli już się za coś brała.
Uniosła wyżej brwi. Skłamałabym gdybym nie powiedziała, że jej teraz zaimponował. Bo tak – kreował się na tłuka. Zauważyła już, że nie do końca tak jest, ale nie spodziewała się teraz tutaj lekcji historii i to od niego. Znaczy – to dobrze. Bo zdecydowanie wolała towarzystwo ludzi inteligentnych nad debili.
- No no, teraz to mnie zaskoczyłeś – powiedziała na głos i tak, to miał być komplement, nawet jeśli na taki nie brzmiał w pierwszej chwili. Nawet przez moment inaczej na niego patrzyła – jakby chciała go rozgryźć, więc świdrowała go spojrzeniem brązowych oczu nim sama się odezwała. - Z każdej pułapki zawsze jest wyjście. A mi się wydaje, że tutaj stało się coś podobnego, ale nie identycznego – bo kiedy mówiła o tej ścianie, to mówiła bardzo dosłownie. Oczywiście inna przestrzeń też wchodziła w grę – i dobrze, że w ogóle to powiedział, bo to dało jej kilka innych pomysłów jak przełamać czar, w który wpadli. - Ja bym to poprawiła na ich miejscu.
- Cykają? – podpowiedziała usłużnie i nawet się uśmiechnęła zachęcająco. - Myślałam, że to zawsze ten sam dźwięk, nigdy się nie przysłuchiwałam, żeby wyłapać różnice – i tak jak Sauriel będzie liczyć kwiatki, tak było pewne, że ona będzie teraz słuchać świerszczy w ogrodzie
- Sam się odpalił – przypomniała mu z lekko uniesioną brwią. Była przekonana, że nie widziała u niego wcześniej rożdżki i kiedy teraz o tym powiedział, to aż wróciła do tego pamięcią. Nie. Nie było żadnej różdżki. Zastanawiała się za to dlaczego zaprzeczał. - Hmm… Nie przypominam sobie tego -  mruknęła. - Swoją drogą przez moment myślałam, że masz moją.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#15
10.01.2023, 20:19  ✶  
Nie zabrzmiało, ale i tak odebrał to jako komplement. A te ponoć trzeba umieć przyjmować. Spojrzał na nią tak z ukosa, jakby na krańcu języka miał “bitch please”. Bo miał. Ale powstrzymał się przed powiedzeniem tego. Zresztą niektóre spojrzenia wymawiały więcej niż tysiąc słów. Tym nie mniej popieściła go trochę, bo całkiem lubił zaskakiwać. To oznaczało, że to, kim był na co dzień, działało. Że miał jeszcze coś do zaoferowania. Chociaż nie tworzył takich sytuacji celowo, żeby też nie było wątpliwości. To po prostu wychodziło. To, że wolał, żeby go brano za prostaka też nie było celowe. Poddał się temu, co wielokrotnie słyszał: że do niczego się nie nadaje, że nie spełnia oczekiwań, że… trochę tego było. Dlatego stwierdził, że skoro staranie się nie pomaga tego poprawić to przestanie się starać. No bo po co się wysilać?
Pokiwał kilka razy głową, siadając też na ziemi, po drugiej stronie pokoju. Ze zgiętym jednym kolanem, a jedną nogę wyciągnął. Na kolanie zaś oparł łokieć. Tak,, nie identycznego. Tak? Nie? Zaczął powolutku wracać wspomnieniami do tego nietypowego przypadku. Magia była zabawna. Z jednej strony niektóre zaklęcia wymagały pracowania jak w szwajcarskim zegarku, z drugiej strony jeśli cooś przekręciłeś to się okazywało, że też działa. Tylko… inaczej. Magia nie miała swoich granic w odkrywaniu jej i splataniu nowych klątw czy zaklęć. Była równie uzależniająca co narkotyki.
- Ay, cykają. Mogą cykać. I ta, ja też. Ale była jedna taka co miała pierdolniętego ojca i on przeprowadził badania nad świerszczami. - Zwierzaki, świerszcze… Była dość spora różnica, bo sporo ludzi lubiło zwierzaczki, ale niewiele lubiło robale. A tym bardziej niewielu interesowało robienie badań, jak one sobie… cykają.
Sam się odpalił? Był pewien, że wyciągał różdżkę. Hm. Nie żeby przywiązywał do tego świętą i wielką wagę, ale uważał to za swój atut i nie lubił się tym chwalić czy obnosić. Tak i zazwyczaj starał się jednak korzystać z różdżki w towarzystwie. Ale biorąc uwagę fantastyczny nastrój tamtego dnia… Ale podobno Victoria nie stanowiła dla niego zagrożenia, tak? Zgasił różdżkę i położył ją obok, po czym wyciągnął dłoń, nad którą uniosło się malutkie światełko.
- Nie potrzebuję różdżki do czarowania. - A to zdecydowanie było bardzo nieczęste wśród czarodziei. - Nie obnoszę się z tym. Trzymam to jako atut. - Jako jeden z atutów. Tak jak to że nie był niedoukiem! - He? Jak to twoją? - Teraz to trochę zdurniał.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#16
10.01.2023, 22:35  ✶  
Nie znała jego sytuacji, jej nikt nigdy nie powiedział, że nie spełnia oczekiwań, bo wszystkie, jakie jej rodzice wobec niej mieli zostały przez nią spełniane. Czy była przy tym nagradzana? Ależ skąd. W jej domu brakowało tego ciepła… Matka miała swoją wizję na wychowanie i zamykało się to w dyscyplinie, wymaganiach, nakazach i zakazach. Nie w klepaniu po główce, nie mówieniu, że da sobie radę. Takie coś słyszała co najwyżej od ojca i to raptem kilka razy, niezbyt często. I z małą Olivią robili właściwie to samo… Było między nimi piętnaście lat różnicy, najmłodsze dziecko Alexandra i Isabelle miało w tym roku skończyć dwanaście lat i była właśnie na pierwszym roku w Hogwarcie i Victoria widziała, że matka często wykorzystuje Victorię, by powiedzieć młodej jaka ma być. Ale ojciec był trochę bardziej pobłażliwy, a i sama Viki taka zimna wobec siostry przecież nie była. Nie sądzila jednak, że Sauriel miał jeszcze gorzej… a przynajmniej nie sądziła tego do tamtej rozmowy. Bo teraz to spodziewała się już wszystkiego.
- Badania nad świerszczami? – nie powinna się dziwić. Byli ludzie, którzy ciągle poszukiwali wiedzy, którzy badali, odkrywali coś nowego. Miała nawet taką osobę w rodzinie – totalny naukowiec, jej starszy kuzyn. Ona sama lubiła wiedzieć, lubiła się dowiadywać, ale nie miała takiego zacięcia do wieloletnich bezowocnych badań, by odkryć coś przełomowego (a w większości jednak zupełnie nic nie zmieniającego w niczyim życiu). - No inaczej by się świat nie dowiedział. Ale uważam to za całkiem fascynujące – nie brzmiała jakby kłamała, bo nie kłamała. Naprawdę tak uważała. A że to wiedza bezużyteczna… Tak i nie. Sprawiała, że przy następnym cykaniu świerszcza się zatrzyma i zastanowi, zapamięta. Pewnie nawet uśmiechnie.
- Rzadka umiejętność – przyznała i kiwnęła głową. Niewiele to dla niej zmieniało, ale dobrze było wiedzieć. To rzeczywiście był atut, którym warto się było nie obnosić, ale to tak samo jak ona ze swoją oklumencją. Powiedziała mu to tylko dlatego, że mogło być w tamtym momencie istotne i pomocne. - Jest pan pełen niespodzianek, panie Rookwood – zauważyła i uśmiechnęła się półgębkiem. Wampir, nie potrzebuje używać różdżki, zna się na świerszczach i ma w głowie jakieś historyczne ciekawostki. Zdecydowanie zaczął ją intrygować. - No… – spojrzała na swoją różdżkę, później na drugi koniec pokoju i lekko zmrużyła oczy. Po krótkiej chwili zdecydowała się wstać i przejść się do niego, żeby tam sobie kucnąć i  położyć swoją różdżkę na ziemi obok tej jego. - Bo wydawało mi się, że są podobne – powiedziała cicho. I teraz kiedy tak leżały obok siebie to widziała, że nie są podobne. Są prawie identyczne – za wyjątkiem ich długości. - Nie znam się na tworzeniu różdżek, ale o ile wiem, różdżki z bzu nie są zbyt często wybierane. Albo raczej one nieczęsto sobie kogoś wybierają - powiedziała cicho i spojrzała na na drugi koniec pokoju, gdzie jeszcze przed chwilą siedziała, a później na Sauriela. Teraz była ciekawa jakiego rdzenia używał, skoro byłó dla niej niemal pewne, że ich różdżki miały taką samą drewnianą powłokę.
Czas mijał.
- Hmm… Może spróbuję tutaj. Mam pewien pomysł – może ważne było to, w którym miejscu pułapki próbuje się ją złamać? To plus chciała też spróbować innego podejścia, skoro mogli być w innej przestrzeni.
Złapała swoją różdżkę (nie, nie pomyliła się!), wstała i znowu zaczęła te swoje ruchy dłonią, nadgarstkiem, ewentualnie ręką. ZNowu – trwało to trochę czasu, bo próbowała wielu różnych podejść, by mieć pewność, że niczego nie pominęła. I w końcu, kiedy już myślała, że będzie się musiała poddać, okazało się, że nie. Bo kiedy odwróciła głowę, na nowo pojawił się korytarz.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#17
11.01.2023, 00:01  ✶  
Każdy jakąś swoją sytuację miał. Jedni lepszą, inni gorszą, a wszystko wychodziło z dość prostego założenia norm. Mama, tata, dwójka dzieci - ideał rodziny. Czystokrwiści kładli nacisk na wychowanie i edukację, to też była norma. Niektórzy uważali, że dzieci czystokrwiste były piękniejsze, mniej chorowały. To już nieprawda, alee wielu było święcie przekonanych, że tak jest. Struktura życia sprawiała jednak, że zazwyczaj sprawy były bardziej skomplikowane, niż wyglądało to na pierwszy rzut oka.
- To jest tak absurdalna wiedza, że musi być fascynująca. Już z samego faktu, że ktoś wpadł na to, żeby to w ogóle sprawdzić. - Niektórzy mieli bardziej wyczulone zmysły, czuły słuch. Ktoś mieszkał blisko łąki, gdzie świerszcze cykały. I nagle stwierdził, że nie zawsze cykają tak samo. Więc czemu? Co powodowało zmianę? I okej, nawet można się nad tym zastanowić. Ale żeby prowadzić całe badania to trzeba być naprawdę zapaleńcem.
Zgadza się, był pełen niespodzianek, bo dbał o to, żeby je mieć. Żeby swoje małe sekreciki układać w pudełeczkach i nie ujawniać za często, albo przynajmniej nie machać nimi na prawo i lewo. Czasem różnie to wychodziło, czem były domysły, czasem przypadki. Nie był szarą eminencją, nie był zajebistym politykiem i kłamcą, który nosi tysiące masek. Był człowiekiem, który wiedział, że wiedza była cenniejsza od pieniądza. Bo ta wiedza może ci uratować życie w półświatku. Pieniądze - niekoniecznie. Tym bardziej, gdy to wiedza o tobie położona była po drugiej stronie barykady. Tym nie mniej nieco dziwnie się poczuł, kiedy to powiedziała. Nawet trochę skrzywił. To był komplement, a jednak wprawiło to w to poczucie, że za dużo pudełek zostało wysypanych w kierunku tak naprawdę nieznajomej osoby. Ta mimika tkwiła na jego facjacie jednak tylko przez chwilkę.
- Tylko żebyś nie oczekiwała teraz gór złota z mojego wspaniałego charakteru. - Nie lubił, kiedy ludzie mieli jakieś oczekiwania wobec niego. I nie chciał też, żeby Victoria je miała. Podniósł mówiąc to swoją różdżkę i przymierzył ją do tej Victorii. Rzeczywiście - identyczne. To jest, jeśli nie liczyć zdobień, którymi się różniły, w bardzo minimalnym stopniu. - Na szczęście mam dłuższą. - UF! Męska duma uratowana. Usiadł z powrotem na swoim miejscu i spojrzał na tę magiczną pałeczkę. - Mam rdzeń ze szpona hipogryfa. A ty? - Skoro już tak porównywali swoje PAŁECZKI ze sobą to why not… - Miałem przyjaciela, który jest Ollivanderem. Nigdy nie uważałem na te różdżki i zawsze coś im się działo. Naprawiał mi je w szkole. Ta ma się całkiem dobrze od kilku lat. Głównie dlatego, że prawie jej nie używam. - Uniósł ją wyżej, ku światełku, by na nią spojrzeć. - Ale całkiem ją lubię. Pasuje idealnie do moich oczu. - I przysunął ją do swojego policzka i zamrugał parę razy NADOBNIE, patrząc na Victorię. A tak naprawdę lubił ją właśnie za to, że nie cieszyła się, przede wszystkim, dużą popularnością i była równie kapryśna w wyborach, jak i on potrafił być.
Kiedy taniec wrócił przez moment po prostu na nią patrzył. Siedział i patrzył, patrzył i siedział. W końcu coś tam wtrącił - że mu się przypomniało co do tamtej sprawy, że to było tak a śmak, a że tam gość wyglądał jakby był w malowanym obrazie, więc może rzeczywiście chodzi o miejsce, ale to były krótkie komentarze w przerwach między gestami, w pauzach między jej próbami. Jego rozwiązania były siłowe. A tyle wiedział, że siłowe rozwiązania problemów takich jak pułapki i klątwy były zazwyczaj bardzo złym pomysłem.
Zobaczył ten korytarz szybciej niż ona. Siedział prawie naprzeciwko niego.
- O! - Odezwał się, wstając. - Zrobiłaś to! - Naprawdę się ucieszył. Odczuł to przyjemne uczucie czystej radości i aż podszedł do niej, złapał jej twarz swoimi zimnymi i brudnymi teraz dłońmi i złożył całusa na jej czole. - Good girl~! - Wyciągnął dłoń, żeby przywołać swoją różdżkę (którą prawie zostawił) i wyszedł na korytarz.
Kwestia… co dalej?


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#18
11.01.2023, 01:22  ✶  
Mógł sobie mieć te swoje pudełeczka z tajemnicami. Te jednak miały to do siebie, że jednak lubiły być opakowane w krzykliwy papier i chciały przykuwać uwagę, albo raczej chciały, żeby ktoś je otworzył, zajrzał… Victoria była po prostu uważna. A ostatnio analizowała ich spotkania, przypominała sobie szczegóły. Próbowała dojrzeć to, czego nie widziała od razu, na co nie zwróciła zaaferowana uwagę. Chciała go zrozumieć chociaż trochę. Poznać. Wiedzieć, czego może się spodziewać.
Niekoniecznie wykorzystać przeciwko niemu samemu.
- Gór złota? – parsknęła. - Przecież bez to takie pechowe drewno, bo prawie nikt mu się nie podoba – pechowe dla wytwórcy różdżek co najwyżej. Chociaż dla właściciela też, bo musiał mieć to coś, żeby różdżka nie kaprysiła i się jednak słuchała. Musiał być nietuzinkowy, ekstraordynaryjny. - No tak. To najważniejsze. Mieć najdłuższą różdżkę –  spojrzała na niego wymownie nie wierząc własnym uszom. A może nie, wróć. Właśnie TEGO się po nim spodziewała znając już niektóre jego hasełka. Na przykład o klepaniu po tyłku i o eksponowaniu takowego. A chwilę później uniosła wyżej brwi i spojrzała na niego… nie podejrzliwie, nie. Raczej przeciągle. Z zawahaniem. - To przez ile różdżek przeszedłeś? – zapytała po chwili, próbują sobie gdzieś w głowie dopasować Sauriela jako nastolatka. Leniwy, rozbrykany – tak by to jej jakoś pasowało w głowie. - To chociaż na niej nie siadaj… – to był chyba najczęstszy powód uszkodzenia różdżki. - Ja? … Ze szponem hipogryfa – dobra, to było teraz dziwne. Jaka była szansa spotkać drugiego czarodzieja z różdżką z bzu? Niezbyt duża. Jaka była szansa spotkać drugiego czarodzieja z różdżką z rdzeniem ze szponem hipogryfa? Noo… Nie był to najpopularniejszy składnik. A jaka była szansa spotkać drugiego czarodzieja, który będzie miał różdżkę wykonaną z bzu i szponu hipogryfa? I który jednocześnie ma być twoim partnerem? Haaaa… Stąd to zawahanie. Zdziwienie. - No tak, idealnie pasuje do oczu, dlatego niezbyt ją pokazujesz – uniosła wyżej jeden kącik ust. Ona nie traktowała swojej różdżki jako dodatku do wizerunku, ani jako uzupełnienie makijażu.
Opuściła swoją różdżkę, kiedy zobaczyła efekt i usłyszała, że zadziałało. Głośniej wypuściła też powietrze przez usta – tak intensywne rzucanie zaklęć było mimo wszystko męczące. Uniosła właśnie dłoń do swojego karku i przechyliła trochę w tył głowę, by go rozmasować – ale nie spodziewała się, że Sauriel nagle uzna, że chce przełamać dystans pomiędzy nimi, a już zwłaszcza kontakt fizyczny, który nie był w tym momencie przecież konieczny. Chłodny dotyk na policzkach był otrzeźwiający, ale za to całus w czółko – kompletnie ogłupiający. Bo kiedy Sauriel już ją puścił i wyszedł pierwszy, ona nadal stała w miejscu. I mrugała oczami całkowicie wytrącona z pantałyku. To było ostatnie czego się tutaj spodziewała.
Nie było to nieprzyjemne. Nawet jeśli bił od niego chłód, na który nie miał wpływu. Po prostu było niespodziewane.
Victoria potrzebowała kilkunastu sekund, żeby pokręcić głową i ruszyć się z miejsca, jak grzeczna kaczuszka za mamą kaczką – tak jak sobie tego pan Rookwood życzył.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#19
11.01.2023, 13:49  ✶  
O tak, w końcu te pudełeczka wysypywały się pod nogi. I były pudełeczkami, nie skarbami zatopionymi w oceanie. Koniec końców Sauriel wcale nie chciał chodzić jak ta największa enigma. Nie. W zasadzie to chociażby tą głupią ciekawostką dobrze się było podzielić. Albo chętnie opowiadałby o historii czy politycznych niuansach. o tak, Sauriel był świetnie zorientowany w polityce. Kto by pomyślał, prawda? Czy go to interesowało? Poniekąd. Zaczął się tym interesować, żeby łatwiej było przetrwać. A w pewnym momencie rozwalało mu to mózg i zaczęło fascynować. Teraz czuł się niemal dziko, kiedy mieli taki kontakt z Tori. Mniej więcej trzy lata temu popalił mosty i poodcinał się od ludzi, którzy go znali i wiedzieli, że ma w sobie coś lepszego niż to, co prezentował na co dzień. Tymczasem Victoria zrobiła parę kroków i okazało się, że znalazła się naprawdę blisko.
- Pechowe. - No tak, racja, pechowa różdżka. U pechowego właściciela. - Różdżkowy wyrzutek u czarodziejskiego wyrzutka. Match made in heaven. - Tak, to był sarkazm, ale wypowiedziany normalnym tonem. Bo niby żartował, ale w sumie to naprawdę tak myślał. Aż niemal poczuł więź z tym martwym przedmiotem. - Myślałaś kiedyś, jak to jest, że różdżki same wybierają czarodziei? - Tak prawdę mówiąc nie docierało do niego to, że te różdżki były identyczne, że różniła je tylko długość. Jeszcze nie. I nie dotarło do niego dobrze, jak rzadkie są to drzewa, rdzenie. Że to po prostu powinno wybuchnąć mózg! A przecież byli naprawdę charakterem odmiennymi osobami! Jak to niby się stało? Co się wydarzyło w czasoprzestrzeni i kosmosie, że dwie osoby o identycznych różdżkach miały zostać narzeczeństwem? - To też kwestia jakości, nie tylko długości. - Dodał, robiąc minkę pod tytułem wysuniętych usteczek i zamachał różdżką przed sobą na boki. - Już usiadłem ze dwa razy. - Uspokoił ją, że takie przeżycia miał i że już się oduczył chowania różdżki do gaci na plecach. Teraz ją trzymał zazwyczaj przy boku, albo w wewnętrznej kieszeni kurtki. - Nawet nie wiem, musiałbym policzyć. Nie aż tak dużo, bo Fergus mi je jakoś tam łatał… a że unikałem zajęć to ich niepełnosprawność nie była dużym problemem. - Uśmiechnął się pod nosem. - Aha. - Powieedział tylko na ten jej rdzeń. I wtedy zaczęło do niego docierać. - Bardzo śmieszne. - No uznał to za żart. Bo za co miał uznać? Przecież to było nieprawdopodobne. - Dobra, nie ważne. Wake up, baby i idziemy. - O różdżkach mogli sobie porozmawiać potem, kiedy indziej.
Sauriel wyszedł na korytarz i rozglądnął się po nim, unosząc magiczną pałeczkę ze światełkiem. Obróćił się na Victorię i zatrzymał, by zaraz pokazać ręką klapę w suficie. Była tam - w pokoju, w którym siedzieli. Teraz też były tam meble i wszystko inne. Czy przypadkowo wdepnęli w gówno, czy celowo ktoś go zmylił - teraz się nie dowiedzą. Sauriel przez moment tylko się zastanowił, czy pytać kobiety, czy na pewno chce iść dalej. W drugiej sekundzie minął się z nią w tym korytarzu i podszedł do klapy, żeby spróbować ją otworzyć. Biorąc pod uwagę wysokość, mimo tego, że Sauriel karzełkiem nie był, to jak można się domyślić łatwe to nie było. A potem sobie przypomniał, że ma różdżkę. Spojrzał tak na patyka, jakby był czymś nowym, po czym nim machnął. Taaadaaam! Magia. Klapa się otworzyła. Na górze, dokądkolwiek prowadziła, było ciemno.
- Poczekaj moment. - Teraz już szepnął do niej. Schował różdżkę, zgasił światło i podskoczył. Złapał się rękoma brzegu sufitu/nowej podłogi i podciągnął w górę bez najmniejszego problemu. Kto się kiedyś tak wisząc próbował podciągać ten wiedział, że było to wszystkim, tylko nie “bezproblemowym” przedsięwzięciem.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#20
11.01.2023, 15:32  ✶  
- Więc jak to świadczy o mnie? – przekrzywiła głowę i spojrzała na Sauriela. Jasne, pasowało mu do narracji, więc przyjął, że jest wyrzutkiem i pechowcem. Ale Victoria nie była wyrzutkiem. Pechowcem… Też by siebie nie nazwała. Może nie wszystko szło w jej życiu tak, jakby mogła sobie tego życzyć, ale tak ogólnie, to była… nawet zadowolona. CHciała tym krótkim pytaniem przypomnieć mu, że ona też ma różdżkę z tego p e c h o w e g o drewna i może pora zmienić swoją perspektywę. - Myślałam… Ale jak mówiłam nie bardzo się na tym znam. Wydaje mi się, że po prostu wyczuwają naturalne predyspozycje czarodzieja i jego… nie wiem co. Charakter? – ostatecznie wzruszyła ramionami. Nie zmieniało to faktu, że była JESZCZE BARDZIEJ zaintrygowana Saurielem, teraz tak już całkiem. Bo fakt, że wybrały je praktycznie takie same różdżki wiele mówił. Mogli być całkowicie od siebie różni, ale coś jednak musieli mieć ze sobą wspólnego. Coś na tyle mocnego, że mogli sobie tutaj teraz stać i się dziwić w najlepsze. - A nie po prostu kombinacja wzrostu i czegoś tam coś? – spojrzała na niego z uniesionymi brwiami. Niech sobie nie myśli – bo co, ma dłuższą, znaczy że wygrał? Ha! Połamane różdżki to jedno. Tak to sobie łatwo można było usmażyć tyłek. Najwyraźniej Sauriel nauczył się tego na swoich błędach. Fergus Ollivander, tak? Tak wywnioskowała z tej rozmowy. Nie bardzo go kojarzyła, za to potwierdziło się, że Sauriel nie był zbyt pilnym uczniem. A mimo to wybrała go taka a nie inna różdżka. Fascynujący przypadek.
- Co? Czemu śmieszne – Victoria zmarszczyła brwi – no zapytał to mu przecież odpowiedziała. Chociaż gdyby się zastanowić… Gdyby to ona powiedziała pierwsza a potem usłyszała jego odpowiedź, to pewnie też uznałaby, że stroi sobie z niej żarty. No bo jak to tak… Jak?
Nie zamierzała zostać w tyle. Przyspieszyła więc nieco kroku, by go dogonić i na nowo się skupiła, odrzucając na bok chwilowe zmęczenie po łamaniu pułapki, w którą wpadli. Pewniej złapała w dłoni swoją własną różdżkę i popatrzyła na klapę, która za chwilę została otworzona przez Sauriela. Kiwnęła do niego głową w odpowiedzi i odsunęła się na krok do tyłu, dając mu przestrzeń. Śmiesznie to musiało wyglądać… Facet w garniaku, trochę zakurzonym, właśnie podciągający się o sufit. Victoria niewiele widziała. Właściwie to nic, kiedy Sauriel zgasił światło (i ona również to zrobiła). Pewniej złapała za swoją różdżkę i starała się oddychać jak najciszej i nasłuchiwać.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (7113), Victoria Lestrange (7127)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa