05.10.2024, 17:30 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.10.2024, 17:39 przez Dægberht Flint.)
Pokój Dægberhta był ciemny. Zasunięte kotary nie wpuszczały do środka nawet odrobiny światła - jedyną jasność napływającą z zewnątrz stanowiły promienie kuchennej lampki wkradające się pod drzwiami z pomieszczenia, w którym Viorica pewnie tworzyła jakieś przetwory. Flint i Trelawney siedzieli na łóżku, paląc papierosy i rozmawiając o swoich ostatnich przeżyciach. Marynarz z zaciekawieniem wysłuchiwał kolejnej historii o złowieszczych konsekwencjach Beltane, wieszcz zaś z przymrużeniem oka spoglądał na historię dziwacznej ozdoby w kształcie rzeźbionego kruka stojącego na (według Dægberhta) ludzkiej czaszce. Puste oczodoły pulsowały dziwaczną, czerwoną energią, w akompaniamencie bulgotania postawionej na małym palniku mikstury.
- Już powinna gotowa być - rzucił nagle, jak zwykle przekręcając składnię i przerywając swój własny monolog. Peregrinus by mu przecież nie przerwał, bo się przyzwyczaił do takich paplanin już dawno temu.
Leniwym krokiem zbliżył się do garnka i spojrzał na kolor tego, co udało mu się stworzyć.
- Tylko ostrzegam - śmierdzi - powiedział, przelewając część chochlą do kubka i podając Peregrinusowi z nieco głupkowatym uśmiechem. - Jak żeś gadał o swojej bezsenności to testowałem takie korzenie... a zresztą nieważne, nie da się tego tutaj kupić, ale chujostwa ci nie daję. Jedyne co to zapach jest nieco mniej atrakcyjny niż ja. Pij, zdążysz dojść do Praw Czasu. Bo tam teraz mieszkasz, nie?
Czy jednak nie?
- Przeleję ci resztę do butelek jak wystygnie i przyniosę jutro.
- Już powinna gotowa być - rzucił nagle, jak zwykle przekręcając składnię i przerywając swój własny monolog. Peregrinus by mu przecież nie przerwał, bo się przyzwyczaił do takich paplanin już dawno temu.
Leniwym krokiem zbliżył się do garnka i spojrzał na kolor tego, co udało mu się stworzyć.
Rzut Z 1d100 - 71
Sukces!
Sukces!
- Tylko ostrzegam - śmierdzi - powiedział, przelewając część chochlą do kubka i podając Peregrinusowi z nieco głupkowatym uśmiechem. - Jak żeś gadał o swojej bezsenności to testowałem takie korzenie... a zresztą nieważne, nie da się tego tutaj kupić, ale chujostwa ci nie daję. Jedyne co to zapach jest nieco mniej atrakcyjny niż ja. Pij, zdążysz dojść do Praw Czasu. Bo tam teraz mieszkasz, nie?
Czy jednak nie?
- Przeleję ci resztę do butelek jak wystygnie i przyniosę jutro.
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr