• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
05.07 Hrabstwo Kent – Pustynna Róża [Magiczne Towarzystwo Herbologiczne]

05.07 Hrabstwo Kent – Pustynna Róża [Magiczne Towarzystwo Herbologiczne]
Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#21
16.10.2024, 21:23  ✶  
— Nie przypominam sobie, żeby kółko zielarskie w Hogwarcie prosiło kandydatów o badanie roślin zarażonych czarną magią — mruknął do Nory, gdy Abbott rozgadała się na temat tego, jaką rolę odgrywać miała Victoria podczas tego spotkania.

Czemu chociaż raz nie może być normalnie?, pomyślał ze zgrozą. Nie, żeby miał coś przeciwko badaniu nowych gatunków... W obecnej sytuacji było to nawet ciekawe wyzwanie. Kto wie, jakie efekty mogły osiągnąć składniki pochodzące od tej krzyżówki? Cameronowi na moment zabłyszczały oczy, gdy wyobraził sobie, że ta dziwna mandragora mogłaby znacząco zmniejszyć czas leczenie petryfikacji lub innych magicznych schorzeń paraliżujących. Pytanie tylko, czy te testy były warte tego, żeby ryzykować ich zdrowiem?

Pokiwał stanowczo głową na sugestie Jonathana. Starszy mężczyzna wydawał się mówić całkiem sensownie, jak na kogoś, kto nie posiadał zbyt dużej wiedzy na temat roślinności i magicznego zielska. Ciekawe, czy Heather też tak zacznie pierdzielić, jak ją Brenna zabierze na jakąś likwidację nielegalnej hodowli, kontynuował bezgłośnie swe rozważania. Ruda nie była zbyt chętna do tego, aby zgłębiać tajniki sztuki aptekarskiej, ale kto wie, jaką wiedzę przyswoi przy swojej obecnej mentorce?

— Przede wszystkim trzeba zadbać o dokładniejsze odizolowanie tej cholery — zabrał na koniec głos, gryząc się w porę w język, zanim pojedyncza cholera nie przekształciła się w dużo mniej przyjemne do uszu starszych czarownic określenie. — Skoro nie znamy właściwości tej... mutacji... to nie powinniśmy stawiać na podstawowe środki zabezpieczające. — Wzruszył sztywno ramionami. — Osobiście wolałbym dokonywać wszelkich obserwacji z pomieszczenia oddzielonego od terrarium bardzo grubą szybą. I sporą liczbą zaklęć zabezpieczających. Widzieliście, że to coś ma nawet jakieś haczyki? Jak się na coś rzuci, to chu... cholera wie, jak długo się utrzyma.
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#22
18.10.2024, 10:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.01.2025, 11:54 przez Dearg Dur.)  
Podstawowym problemem wszelkich obserwacji prowadzonych przez transparentną tubę, była ziemia, która ją wypełniała i niemal całkowicie uniemożliwiała widok rośliny. Nie było widać charakterystycznej bulwy, ani spodziewanych liści, a jedynie na przestrzeni niecałego metra,  gruby jak przedramię, przylegający do ścianki naczynia, pozornie gładki korzeń (gdyż pan Lupin zwrócił uwagę na posiadane przezeń haczyki), lub kłącze (choć nie jest to właściwe do rozmnażania tego gatunku). Z opisu pana Selwyna wynikało, że najprawdopodobniej jest to jedna z wici, choć pani Abbott zaprzeczyła, aby roślina takowe posiadała w chwili przyjęcia jej do Towarzystwa. Od tego czasu minęło jednak trochę, więc z powodzeniem okaz mógł wypuścić nowe wici.

Tymczasem szefowa organizacji wyraźnie nie była zadowolona z przebiegu dyskusji. Jej twarz ściągnęła się, usta zacisnęły w cienką linię, a cała postawa stężała.
– Cóż, jeśli ktoś jeszcze ma niedostateczny poziom wiedzy, co wyklucza możliwość przejścia do fizycznych badań nad rośliną, pragnę przypomnieć, że udział w tym badaniu jest jak najbardziej dobrowolny, traktowany przeze mnie od samego początku, jako wyróżnienie, a nie obowiązkowa praca. To jest właśnie ten moment, żeby osoby, które uważają, że to nie jest odpowiednie miejsce dla nich, opuściły salę badawczą. – w tym miejscu umilkła, niczym surowa nauczycielka, pozostawiając przestrzeń na opuszczenie pokoju.

Dopiero po minucie, podjęła dalej:
– Miałam możliwość oglądać ten egzemplarz, kiedy został tu przywieziony i brać udział w umieszczeniu go w tym utrzymywanym magią naczyniu. To jest pustynna mandragora, która została w jakiś sposób zmutowana: co wpłynęło na jej rozmiar pięciokrotnie, powinna liczyć sobie obecnie około 5 stóp. Mutacja mogła wpłynąć na zaistnienie wici, jako nowego środka ochronnego oraz...w co ciężko mi uwierzyć, ale teraz już rozumiem ten złoty kaganiec: paszczy. Jak została zmieniona struktura magiczna mandragory: tego możemy dojść po pobraniu próbki i porównaniu jej z innymi pustynnymi, ale też ze zbieranymi wynaturzonymi okazami z całego kraju, bo jak przecież doskonale wiecie roślinność Wielkiej Brytanii zachowuje się co najmniej dziwnie. Nie wykluczam ingerencji człowieka, ale najpierw należy wykluczyć anomalie, która czasowo zbiega się z zaistnieniem tego egzemplarza. Tego zapachu – tu zwróciła się do Victorii – nie było wcześniej, roślina została oczyszczona ze zgniłych szczątków przesyłki, była dotykana podczas tego czyszczenia, sprawdzana pod kątem ewentualnych klątw. Jeśli ktoś z Was boi się, że kontakt z powierzchnią bulwy może mu zaszkodzić... zalecam rękawice ochronne i przypominam, że nasi dzielni urzędnicy nie zostali pozbawieni wszystkich swoich sił witalnych. – Mówiła spokojnie, rzeczowo, ale jej początkowy entuzjazm mocno przygasł. – Byłabym ostrożna w szafowaniu wyrokiem wobec tego istnienia. Możliwe, że to też forma ochrony. Mimikra, którą przyjęła do odstraszania potencjalnych agresorów. Na razie cały czas nie mamy faktów – uśmiechnęła się, choć ów uśmiech nie sięgnął oczu.

– Dobrze więc, będę bardziej precyzyjna szanowne czarownice, szanowni magowie. Zbieram pomysły, jak chcecie zmierzyć, ocenić właściwości, pobrać próbki tej rośliny. Proszę nie pozwólcie mi stracić wiary w młode pokolenie badaczy, które najchętniej obunkrowało by się za szybami i runami a wszelki kontakt z rośliną ograniczyło do lewitującego translokacją szalenie precyzyjnego skalpela. Za moich czasów już każdy biegłby do swojego stanowiska pracy i zatapiał się w eksperymentowaniu z sokami tego cuda – dodała nieco nostalgicznie, wytracając niedawne napięcie. W zachowaniu.

Uruquat tymczasem nie patrzył na nią, ignorował ciskane w niego gromu. Przypatrywał się widocznemu fragmentowi, szczególnie po tym jak Selwyn opowiedział o paraliżu jednego z urzędników, a Cameron wspomniał o haczykach. Mężczyzna miał dziwny wyraz twarzy. Coś pomiędzy chytrością, a facynacją.
– M...możemy, nie musimy w sumie rozpraszać całej tuby. Jeśli ta wić ma działania podobne do krzyku Mandragory, próbki z niej można pobrać już teraz, zobaczyć czy da się wyciągnąć z tego ekstrakt o tych samych, albo mocniejszych właściwościach... – zasugerował.

[+]Selwyn
Abbott jest osobą o zielonej, pragmatycznej aurze z elementami fioletowego, sugerującego pragnienie rozwoju. Obecnie wzmaga w niej irytacja.
Uruquat tymczasem odpycha od siebie czernią i brązem chciwości. Obecnie jest podekscytowany, przy skórze pulsuje czerwień.
[+]Ambroise
Jesteś pewien, że widoczna wić bardzo wolno, ale się przemieszcza. Po wskazaniu Camerona jesteś w stanie dostrzec "haczyki" może kolce jadowe, bardzo drobne, przesłonięte przez drobinki ziemi. Nie słyszałeś o badaniach nad pustynną mandragorą, ale to roślina z Afryki. Zapach też jest inny niż tradycyjny anglossaski swąd nekromancji. Może bardziej subtelny, a przez to nieprzebijający się przez katar.
[+]Nora i Roselyn
Twoja obserwacja nie wnosi nic nowego.
[+]Victoria
Twoje wnioski pokrywają się ze słowami Abbott, a ograniczony dostęp do rośliny uniemożliwia wydedukowanie jej właściwości.

Tura trwa do 21.10, godz. 23:59
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#23
20.10.2024, 15:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.10.2024, 15:10 przez Victoria Lestrange.)  
Stoję sobie przy stoliku z pergaminami i wodą, notuję i gadam

Nie zwróciła wcześniej uwagi na haczyki wystające z korzenia, które wcześniej zlały jej się z ziemią wypełniającą tubę. Dopiero, kiedy wspomniał o tym Cameron, ciemne oczy skierowały się na kawałek wystającego korzenia, a tam… no cóż. Jak język kota, tylko w powiększeniu, łatwo było sobie wyobrazić, jak to paskudztwo oplata się wokół ręki i wbija w nią i…

Paraliżuje, tak? A czy w drugą stronę nie ciągnie krwi? Czy to była wampirza mandragora?

Powinny ją te myśli odrzucić, ale nie – z każdą chwilą tym bardziej chciała zbadać tę roślinę, dowiedzieć się, co robi, jak robi i przede wszystkim dlaczego. Ciekawość Victorii łatwo było rozpalić, tym bardziej, że zawsze posiadała w sobie głód wiedzy, ambicję zaszczepioną w niej przez matkę – nic dziwnego, że w szkole najczęściej można ją było spotkać w bibliotece, albo zaszytą gdzieś w kącie z książkami. Zawsze się czegoś uczyła, jeśli nie na lekcje, to wprzód. A teraz bardzo często też czytała tylko dlatego, że coś ją zainteresowało, a jej mózg od razu generował mnóstwo możliwości, w większości jednak pozostawiając zagadnienia w sferze teoretycznej. Ale nie wszystkie. Zwłaszcza nie te dotyczące śmierci… Wydarzenia Beltane miały mnóstwo różnych konsekwencji, a na Victorię, prócz tego, że wpłynęło to na nią w sposób fizyczny, to też ukierunkowało jej drogę, zamazując wszystkie rozgałęzienia, którymi mogła pójść i oddalić się od wyznaczonego i bardzo jaśniejącego celu.

Uśmiechnęła się pod nosem na uwagi Camerona poza tym, zauważając, że chłopak zdecydowanie chciał powiedzieć coś innego, ale wyraźnie go coś powstrzymało. Zapewne wrodzona kultura osobista i obecność starszej wiekiem czarownicy, ale też obcy mu ludzie.

Zerknęła z powrotem na Mirabellę, wyraźnie poirytowaną rozmową, jaka się tutaj wywiązała. Victoria jednak, chociaż z początku nie miała pojęcia co tu się dzieje i o co chodzi, nie zamierzała stąd wychodzić. Pani Abbott złapała jej zainteresowanie wystarczająco mocno. W czasie, gdy panowała cisza od strony przewodniczącej towarzystwa, Victoria odsunęła się od Nory, chcąc podejść do stolika, który wcześniej zignorowała, skąd podniosła pergamin i jedno z piór, chcąc zanotować rzeczy, które udało jej się tu dowiedzieć i samej zaobserwować, a także swoje własne przypuszczenia opatrzone znakami zapytania.

To, co sama widziała, pokrywało się ze słowami Mirabelli, zanotowała też informację o tym, że mandragora była pięć razy większa od standardowej – a to znaczyło, że teraz powinna być naprawdę wielka.

– Czy więc ktoś miał dostęp do rośliny przed naszym przyjściem? Może być też tak, że po prostu podczas jej rośnięcia zapach stał się dopiero wyczuwalny, absolutnie nie chcę tu nikogo oskarżać, chciałam tylko zwrócić uwagę na coś, co może być istotne w trakcie badania rośliny – odpowiedziała Mirabelli. Sama zakładała, że kobieta pewnie codziennie doglądała rośliny, mogła też nie zauważyć tego zapachu, albo nie wiedzieć, co może oznaczać. – Nie chcę też stawiać żadnych wyroków, wiem doskonale jak to mogło zabrzmieć, ale proszę na ten moment zapomnieć o moim zawodzie. Nawet jeśli obecny stan mandragory jest wynikiem nekromancji, to proszę spojrzeć na to, że tak samo wampiry powstały przez jej użycie. Ich istnienie nie jest jednak prawnie zakazane, tak jak prawnie zakazane nie jest istnienie naszej małej koleżanki – wolała wyjaśnić tę kwestię już teraz, bo nie chciała, by reszta bała się wziąć udział w badaniu ze względu na to, że prawdopodobnie coś tu, albo ktoś tutaj miał coś wspólnego z nekromancją.

– Może zacznijmy od podstaw? Może pobrać ziemię blisko rośliny? Jestem pewna, że doskonale wie pani jakie miała minerały i z czego się składała na start, można by zobaczyć, w jakim stanie jest teraz, jaka konsystencja, czy nie dzieje się z nią nic dziwnego i dopiero po tym pomyśleć co dalej, żeby nie uszkodzić rośliny – zaproponowała.

Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#24
20.10.2024, 17:35  ✶  
Prawda byla taka, ze Jonathan naprawdę mało wiedział o samej przyrodzie, a jeszcze mniej o tym, jak ją bezpiecznie badać. Jakiekolwiek resztki jego wiedzy w tym zakresie zatarły się kilka lat po opuszczeniu Hogwartu, jako że zielerstwo zawsze było dla niego czymś co należało zakuć, a zaraz potem szybko zapomnieć. Wiedział natomiast jak wyglądały aury Abbott i Uruquata i jak spróbować w pewien sposób to wykorzystać.
– A gdybyśmy właśnie, za sugestią pana Uruquata, rozproszyli jedynie część tuby? Lub na przykład gdyby udało nam się jedynie złapać jedną witkę, unieruchomić ją i to z niej pobrali próbki, tak by resztą mandragory... – Chyba, że to nie była mandragora, skąd miał to wiedzieć, dla niego był to po prostu paskudny upiór z pustyni, który mógł być lub mógł też nie być mandragorą. – Nie obudziła się? Jakieś zaklęcie konfundujące? – Niektóre zwierzęta zasypiały od razu, gdy robiło się w pomieszczeniu ciemno. Może tak samo było z tą pokraką? Może wystarczyło jedynie narzucić temu czemuś szmatkę na głowę? – Lub też właśnie tak, jak sugeruje pani Lastrange, zacząć od ziemi. – W ziemi chyba też były jakieś ważne elementy, które coś tam mógł powiedzieć o czymś tam co wskazywało na coś tam. Chyba. – Pani Abbott, rozumiem chęć wiedzy, ale chyba zgodzi się pani, że lepiej będzie dokonać nowego odkrycia bez potencjalnie złej reputacji dla stowarzyszenia. Nie wspominając już o tym, że walka może skończyć się szkodami zarówno dla nas, towarzystwa, jak i samej rośliny. – A chyba Abbott nie chciałaby użerać się ze zła reputacji, ani potencjalną straconą szansa na wielkie odkrycie, bo ten twór mandragoropodobny by został uszkodzony. – Jakie są standardy badania roślin, uznawanych za groźne? A gdybyśmy tak po prostu powiększyli tę tubę, by zobaczyć, jak nasza róża zareaguje na więcej miejsca? Gdyby hm... Obudziła się i próbowała nas zaatakować mogliby państwo zobaczyć jak się zachowuje?
Chyba, że, to byłoby trochę żenujące i wredne że strony gargulca wszystkich roślin, jego złoty kaganiec tak bardzo straumatyzował roślinę, że ta przestała chcieć atakować. W każdym razie na wszelki wypadek spróbował sobie wyczarować nauszniki, gdyby jednak ktoś postanowił rozproszyć tubę.

Kształtowanie na nauszniki, najlepiej w roślinny wzorek (II)

Rzut N 1d100 - 52
Sukces!

Rzut N 1d100 - 29
Akcja nieudana
Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#25
20.10.2024, 20:50  ✶  
Nie dość, że haczyki, to jeszcze paszcze, pomyślał Cameron, obdarzając wszystkich swoich kompanów i kompanki skrzywionym uśmiechem. Co właściwie mogła mieć na myśli organizatorka spotkania? Rozszerzone otwory gębowe, które powiększyły się pod wpływem pięciokrotnego wzrostu, do jakiego nawiązała chwile wcześniej? A może roślince coś tam wyrosło, żeby mogła jeszcze lepiej bronić się przed potencjalnymi zagrożeniami?

Wzdrygnął się na wspomnienie zajęć z Zielarstwa, kiedy to mniej doświadczeni uczniowie próbowali wpychać paluchy do ust magicznej rośliny. Gdyby tamte egzemplarze wykazywały cechy i zachowania takie jak mutacja, jaką mieli za chwilę zbadać, to mogłoby się to skończyć czymś dużo gorszym niż odjęcie paru punktów przez nauczyciela. Zwłaszcza, gdyby ktoś postanowił wepchnąć tam coś więcej niż palec, dokończył bezgłośnie swe dywagację, starając się nie dać po sobie poznać, że z tyłu głowy zaświtała mu iście niepoprawna wizja. Czy to by się już zaliczało do dendrofilii? A może wymyślono na to już jakąś nową nazwę?

— Przepraszam, że żyję — sarknął pod nosem Lupin, gdy pani Abbott publicznie odniosła się do jego sugestii.

Oczywiście, ''młode pokolenie'' zawsze było wszystkiemu winne. Ciekawe tylko, czemu w takim razie na spotkaniu nie zjawiła się większa ilość ekspertów w wieku przewodniczącej? Może wszyscy popukali się w głowę, gdy obwieściła im, że zamierza dokonać badań na egzotycznej roślinie przy zastosowaniu minimalnych zabezpieczeń? A może Abbott była tak naprawdę pośmiewiskiem światka zielarzy i magibotaników? Lupin pokręcił powoli głową, pozwalając się wypowiedzieć reszcie zaproszonych gości.

— Może ten zapach to jakiś element maskujący? — zasugerował, podchodząc bliżej Victorii, zerkając kontrolnie na Norę, czy ta na pewno znajdowała się dalej blisko niego. — Niektórzy mówią, że czarna magia cuchnie jak fajki. Może jej oryginalny... hodowca... chciał osiągnąć podobny efekt? — Rozejrzał się na prawo i lewo, jakby oczekiwał, że momentalnie ktoś spróbuje obalić jego teorię. — Pokusiłbym się też... Eee… Ekhm. — Zaczerwienił się, bo trudno mu było znaleźć odpowiednie słowa. — No, ten... Może chłonie energię zaklęć nekromantycznych z otoczenia? Yyy, oczywiście, nie mówię, że ktoś rzucał takie zaklęcia tutaj. Ale w okolicy. Kilka mil stąd?

Jeśli ktoś postanowił przedwcześnie zdjąć zabezpieczenia z tuby, Cameron w mig wsunął na uszy nauszniki.
Czarodziej
Każde drzewo, to okruch wieczności.
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Magibotanik
Szczupła, wysoka dziewczyna (175 cm) o długich ciemnych włosach i dużych, niebieskich oczach. Na pierwszy rzut oka miła i dobrze wychowana, z nienagannymi manierami i pięknym, przyjemnym uśmiechem.

Roselyn Greengrass
#26
20.10.2024, 21:33  ✶  
To, co mówiła Victoria, zastanowiło ją. Na tyle mocno, że poświęciła chwilę nad rozważaniem pomysłu użycia nekromancji przy wzroście roślin. Nie wiedziała o niej za dużo - tyle co mówili jej w szkole, a potem w pracy. Głównie to, że nie powinno się jej używać, bo jest zakazana. Że manipuluje siłami witalnymi, że nie wolno z niej korzystać. No... I to w sumie było na tyle. Nigdy do tej pory nie czuła potrzeby, by się tym tematem jakoś bardziej zainteresować, lecz teraz przyjrzała się roślinie. Wciąż nie miała pewności, czy smród który czuli, na pewno pochodził od niej. Na to wskazywało, ale jakoś nie mogła pozbyć się wrażenia, że tu coś było nie tak i gdyby faktycznie użyto tu nekromancji, to przecież Abbott nie zaprosiłaby w ich szeregi aurorki, która odwiedziła Limbo. Prawda?

Nieco niepewnie spojrzała na Mirabellę. Nie uważała, że ta postradała zmysły, ale może miała w tym jakiś większy plan? Może swoją pewnością siebie maskowała fakt, że jednak nie wie wszystkiego? Dopiero teraz Roselyn rozluźniła się, jakby zamierzała się wycofać. Została jednak w miejscu. Milczała, analizując wszystkie za i przeciw.
- Jeżeli chcemy zbadać roślinę, musimy pobrać próbki - powiedziała w końcu cicho, ale na tyle stanowczo, że najbliżej stojące niej osoby nie powinny mieć problemów z usłyszeniem jej. - Nie wierzę, że to mówię, ale Uruquat może mieć dobry pomysł. Rozproszyć część tuby pod spodem, by pobrać nie tyle co ziemię, a korzenie. Z zachowaniem należytej ostrożności, oczywiście. Różdżki w pogotowiu, gdyby miała zaatakować, nauszniki na uszach, gdyby miała próbować nas zabić. To samo można powtórzyć od góry, ale to powinno być łatwiejsze. Jeżeli jest agresywna i faktycznie atakuje, powinna przez niewielką dziurę w tubie wysunąć swój kawałek, a my go wtedy utniemy, a resztę zabezpieczymy ponownie - zasugerowała, patrząc na Abbott. Ona nie widziała sensu w badaniu rośliny bez pocięcia jej. Nawet jeżeli ta mandragora miała być żywa i się ruszać. Odchrząknęła. - Ja... Cóż. Spotkałam się z pewnym gatunkiem rośliny, który dzięki krzyżówce z różnych nasion i pod wpływem eliksirów rósł szybciej niż standardowa roślina.
Powiedziała całkowicie niewinne, splatając dłonie za swoimi plecami. Nawet nie zerknęła w stronę Ambroise, który również to widział. Liczyła, że będzie trzymał język za zębami, skoro ich własny eksperyment był dopiero w pierwszej fazie. Jeżeli chodziło o ostrożność, to wcale nie była taka lekkomyślna. Jednak podobnie jak Mirabella, uważała że należało wwiercić się w dziwną mandragorę, by pobrać próbki. Jak inaczej mieli to zrobić? Ślęczeć tu przez miesiąc i patrzeć, jak roślina tkwi w tubie?
Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#27
20.10.2024, 23:39  ✶  
No cóż. Ambroise już wcześniej zwrócił uwagę na nietypowe (jego nieskromnym zdaniem) zachowanie szefowej Towarzystwa, toteż nagłe pęknięcie banieczki wyluzowania i opanowania przyjął nie z wyrzutami sumienia, wstydem, przestrachem czy którąś z tego typu reakcji a wręcz przeciwnie - z nieznacznym uśmiechem błąkającym się w kącikach ust. Nieważne, co się obecnie z nią działo, jaki był w tym wpływ Urquart a jaki starzenia się i dziecinnienia. Mirabella Abbott nadal miała trochę pazura. W dalszym ciągu potrafiła zachowywać się jak ktoś zdecydowany i nieznoszący sprzeciwu. Patrzył na to z pewną ulgą.
- Pani Abbott, z całym niepodważalnym szacunkiem zarówno do Pani, jak i do reszty zarządu Towarzystwa - zaczął, wychylając się do przodu w pół kroku i obdarzając kobietę neutralnym, lecz raczej z gatunku tych ostrzejszych spojrzeń. - Oczywiście rozumiem, skąd może brać się Pani niezadowolenie. Natomiast spieszę z zapewnieniem, iż z pewnością żadna z obecnych tu osób nie ma w intencji podważać tego... ...uprzywilejowania... ...i Pani autorytetu czy intencji. Myślę, że wszyscy możemy za to stwierdzić - na chwilę zawiesił głos rozglądając się po grupie i przyglądając się każdej twarzy z osobna, szczególnie ignorując wściekły wzrok siostry. - Że jedynie pierwszym, wcześniejszym wyróżnieniem z pewnością będzie pozyskanie wszystkich niezbędnych informacji, aby móc podejść do odkrycia z należytą naukową ekscytacją. W innym wypadku niewyjaśnione wątpliwości mają negatywny wpływ w postaci... ...choćby tej jakże przykrej... ...zachowawczości tak nietypowej dla środowiska badaczy - zakończył, instynktownie przesuwając językiem po zębach i zaplatając na plecach palce dłoni, kiedy zrobił kilka kolejnych kroków w stronę pojemnika z mandragorą.
Zdecydowanie nie zamierzał opuszczać pomieszczenia, szczególnie w obliczu wieści o potencjalnym wpływie czarnej magii na wzrost i zachowanie rośliny.

Gdyby tylko nie ten przeklęty katar. W tym momencie to on sprawiał Greengrassowi więcej problemów niż informacja o potencjalnym wykorzystaniu nekromancji na roślinie. To drugie było dla niego jakże interesujące. To pierwsze zaś jakże irytujące. O jakimkolwiek zapachu wspominali wszyscy inni zgromadzeni, Roise nie wyczuwał niemal nic. W momencie wejścia do pomieszczenia być może dotarła do niego jakaś nikła woń, natomiast teraz jego nos był wprost żenująco niewyczulony.
Słuchając dalszego wywodu Mirabelli, w dalszym ciągu nachylał się w kierunku tafli ochronnej wokół rośliny, wyciągając wnioski z obserwacji. Nie potrzebował wtrącać swoich trzech knutów tam, gdzie nie było to niezbędne. Potrafił stać w zupełnym milczeniu, wysłuchując reszty wypowiedzi Abbott i naprawdę idiotycznego stwierdzenia Urquarta, na które zareagował nieznacznym westchnieniem. Później również nie wtrącając się w wypowiedzi innych członków towarzystwa.
Starał się wyciągnąć własne dodatkowe wnioski nim się odezwie. Nie lubił tego robić zbytecznie. Przynajmniej w przypadku tak istotnych, poważnych dyskusji, w których nie widział miejsca na żarty. Obecnie rozchodziło się o kwestie ich bezpieczeństwa a to traktował wyjątkowo zdroworozsądkowo.
- Rzeczywiście. Ma haczyki - kiwnął głową w kierunku Camerona, doceniając tym zauważenie tego faktu, bo dzięki temu sam je dostrzegł. - Jakikolwiek kontakt, nawet niebezpośredni musi być zatem wykonywany w rękawicach, o których Pani wspomina, Pani Abbott - może nawet przy wdrożeniu jeszcze większych zabezpieczeń. - Sugerowałbym rzeczywiście dokonać badania próbek ziemi zanim przejdziemy do samej mandragory. Być może również powiększyć kopułę zgodnie z sugestią pana Selwyna. Najlepiej w odwrotnej kolejności - zawyrokował, bo wtedy mogliby wpierw ocenić zachowanie rośliny na zmianę warunków a dopiero później się do niej zbliżać.
Słysząc ostatnie słowa Camerona, zmarszczył brwi, ale się nie odezwał, pozostawiając innym rozwianie wątpliwości młodzieńca i weryfikację tej sugestii. Raczej wolał nie wychylać się ze swoją wiedzą w temacie.
Wyjątkowo cierpliwie czekał na rozwój dyskusji, mimowolnie bawiąc się nausznikami do momentu, w którym odezwała się jego siostra. Już wcześniej zdecydowanie nie zgadzał się z entuzjazmem Roselyn i niezaprzeczalnym podążaniem za panią Abbott, natomiast w żaden sposób tego nie okazał. Przynajmniej nie znacząco.
Tym razem chrząknął słysząc opowiedzenie się przy rozproszeniu tuby, ale po to, aby od razu zabrać się za roślinę. Na wspomnienie ich eksperymentu z drzewami wiggenowymi nawet nie drgnęła mu powieka. Potrafił zachować pokerową twarz. To była znaczna część jego pracy.
- Cięcie rośliny bez upewnienia się, że nie czerpie z gleby żadnych nieprzewidzianych składników stanowi ryzykowny pomysł - odezwał się - cóż, sami eksperymentowali z różnymi eliksirami, więc nie zamierzał dawać Roselyn taryfy ulgowej od nieprzychylnych komentarzy. - Inna kwestia, skąd takowe miałyby znaleźć się w ziemi, natomiast twierdzę, że warto wpierw upewnić się, że nie ma tam nic niezwykłego. Rozumiem, że gleba nie była całkowicie wymieniana? Coś musi wywierać wpływ na roślinę, skoro zachowuje się inaczej i się uspokoiła. Domieszka nowego piasku? - Wzruszył ramionami. Od czegoś trzeba było zacząć.


Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
The night will start anew
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#28
21.10.2024, 20:31  ✶  

Na jej ustach pojawił się grymas. Niemalże się zakrztusiła własną śliną kiedy usłyszała słowa ciotki. Naprawdę sugerowała, że pytania o bezpieczeństwo sugerują, że ktoś ma niedostateczny poziom wiedzy? To była strasznie słaba zagrywka. Powinna ich ostrzec, aby przygotowali się do tego zadania konkretnie i wspomnieć o tym, że towarzystwa nie stać na odpowiednie środki. Nie odzywała się więcej ani słowem, bo to nie miało żadnego sensu. Najwyraźniej nikt nie zamierzał traktować jej uwag poważnie.

Przeniosła wzrok na Selwyna i pokiwała twierdząco głową, kiedy się wypowiadał. Jasne, kiedyś ludzie podchodzili zdecydowanie bardziej kontrowersyjnie do kwestii bezpieczeństwa, bo właściwie nie mieli o nim pojęcia, to nie był żaden argument, zdecydowanie dużo bardziej podobało się jej podejście Jonathana.

Parsknęła cicho, gdy Cameron się odezwał. Uwielbiała te młodsze pokolenia, które nie do końca potrafiły się zachować, młodzieńcza nieporadność strasznie się jej podobała.

Norka przesunęła się w stronę Lupina, nie wiedzieć czemu nadal uważała, że jest za niego poniekąd odpowiedzialna. Przeżyli razem sporo, zabiła przy nim ghoula, takie doświadczenia łączyły. Chciała mieć pewność, że i tym razem nic mu się nie stanie.

Słuchała uważnie tego, co do powiedzenia miał Ambroise, ufała jego osądowi, dlatego też przyglądała mu się uważnie i analizowała wszystko co mówił. Skupili się na ziemi, to był całkiem niezły pomysł na rozpoczęcie badań. - Czym ją podlewano? - Zapytała jeszcze zupełnie niewinnie, bo przecież rośliny czerpały swoją energię nie tylko z ziemi. Ważne było, jakie składniki odżywcze dostawała z zewnątrz, była ciekawa, czy to była zwykła woda, czy może woda księżycowa, a może jeszcze coś innego?

- I zgadzam się, że powinniśmy zacząć badania od sprawdzenia warunków w jakich żyje. - Dodała jeszcze od siebie.

Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#29
23.10.2024, 09:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.01.2025, 11:54 przez Dearg Dur.)  
Pani Abbott nie rozluźniła się w momencie, gdy nikt nie opuścił pomieszczenia badawczego. Uczyniła to dopiero na zapewnienia Victorii o tym, że roślina raczej nie będzie zniszczona, nawet jeśli jest efektem machinacji jakiegoś nekromanty. Mimo wieku, mimo nazwiska przyjętego po mężu - wciąż płynęła w niej krew Greengrassów, którzy mieli zazwyczaj bardzo jasno określony stosunek do flory ponad fauną.

– Nikt nie miał dostępu, poza podlewającymi w godzinach nocnych, aby możliwie dokładnie imitować warunki nabrzeżnej pustyni. To był jeden człowiek...mm... on będzie dopiero za kilka godzin, ale myślę, że w obliczu naszego małego śledztwa, możemy go zawezwać już teraz – zawyrokowała, słuchając z uwagą pozostałych. Gdy wszyscy się wypowiedzieli skinęła głową, a na twarz powrócił spokojny uśmiech.

– Wybornie! Przejdźmy zatem do dzieła, pani Uruquat, proszę sprowadzić stanowisko do badania habitatów i przekazać dyspozycję o dostarczeniu oryginalnego podkładu oraz wody do sprawdzenia. Proszę też przynieść runiczne rękawice ochronne, szkła do pobranych próbek. Myślę, wezwij też Aoife, żeby zapewnić odpowiednie warunki. – Wydawała dyspozycje bez zająknięcia, nie zważając na to, że podkopuje tym autorytet naukowca, który ostatecznie był jej asystentem od wszystkiego.

***

Chwilę to trwało, badacze mieli czas, żeby porozmawiać między sobą szeptem, wymienić strategiami, refleksjami i finalnie podzielić się na dwie grupy, zgodnie też z własnymi preferencjami i przekonaniami. Grupa Habitatu złożona z Nory, Camerona i Ambroise'a pozyskała próbki i zajęła miejsce przy stanowisku do badania warunków życia rośliny, Grupa Witki (z braku lepszej nazwy) złożona z Roselyn, Victorii i Jonathana przesunęła stół bliżej transparentnej tuby i szykowała się do pobrania jak największej ilości próbek.

Stanowisko Grupy H, znajdowało się przy drzwiach, otoczone obecnie ukształtowaną przez wiekową Irlandkę Aoife dźwiękoszczelną, transparentną kopułą o średnicy trzech metrów. Aoife milcząco wykonała ją, a potem przysiadła na krześle poza sferą, z wiśniową różdżką w ręku, uśmiechając się do własnych myśli. Jej barki okrywała szydełkowana chusta w krwisto czerwone maki, za paznokciami widać było ziemię niemal wżartą w skórę. Wewnątrz kopuły panowała przyjemna atmosfera przy dobrze zaopatrzonym stole badawczym: Termometry, higiometry, powiększające szkła, pipetki, odczynniki, wiszące na haczykach okulary. Nie był to poziom Departamentu Tajemnic, ale wystarczył, by grupa uzyskała odpowiedzi na chociaż część zadawanych pytań. Oczywiście ziemia, nie mogła zdradzić nazwiska poprzedniego właściciela, ale udzielała innych informacji.
Dysponowali bardzo dużą ilością ziemi, której użyto, ziemi, którą pobrano z tuby oraz wody, którą była każdego dnia zraszana.

Stanowisko Grupy W z oczywistych względów było przy tubie. Na stole umieszczono skalpele, strzykawki i słoje, waciki, rurki do odsączania soków, szczypce i obcęgi... Finalnie zdecydowano pobrać próbkę z witki, którą widać - jeśli rzeczywiście były to "ramiona" mandragory, istniało prawdopodobieństwo że od spodu poszukiwanie bulwy może zająć im zbyt wiele czasu, skoro tutaj roślina zdawała się być na wyciągnięcie ręki.

Wszyscy będący poza ochronną kopułą mieli nauszniki oraz runiczne rękawice ochronne (Grupa W oraz siedząca na krześle Aoife). Grupa H pod kopułą miała swobodę w doborze sprzętu ochraniającego.

Pani Abbott towarzyszyła Grupie W i była osobą odpowiedzialną za manipulacją wlotu do tuby, pan Uruquat (bardzo niezadowolony z tego przydziału) towarzyszył Grupie H. Oboje mieli w wolnej ręce dwustronne lusterka, które miały ich wesprzeć w komunikacji przez dźwiękoszczelne zabezpieczenie.

– Zaczynamy? – wykrzyczała (z powodu nauszników) przewodnicząca towarzystwa, której entuzjazm i uśmiech z samego początku spotkania powrócił w zdwojonej sile. Zaraz po tym odsłoniła poziomy owal o szerokości 12 cali odsłaniający witkę, która oparła się w bezruchu o kant pozostałej magicznej tuby.

Tura trwa do 26.10, godz. 23:59

Grupy wzajemnie widzą się, ale nie słyszą.

Grupa H:
- Proszę  o określenie sprzętu ochronnego, który zdecydują się założyć postaci.
- Jeśli nie jesteście pewni czy stanowisko ma narzędziowe możliwości do przeprowadzenia badania - pytajcie na technicznym.
- Próbek jest wystarczająco dużo, żeby np. każdy mógł zbadać ziemię.
- Proszę każdą osobę o zadanie w ramach posta jednego pytania (z oczywistych względów warto, żeby pytania się nie powtarzały) dotyczącego wybranej przez siebie próbki i wykonanie minimum jednego rzutu na Percepcję (z dwóch dostępnych Akcji). 

Grupa W:
- Pamiętajcie o nausznikach w opisywaniu swojej komunikacji. Można do siebie krzyczeć, ale dłuższe wypowiedzi będą raczej umykać.
- Proszę o opisywanie czynności w możliwie niedokonanym trybie.
- Przynajmniej jedna osoba w tej turze powinna opisać jak i co chce pozyskać do dalszych badań.
- W zależności od wybranej metody pozyskania próbki i jej opisu, precyzja tego działania określona jest rzutem na wybraną dziedzinę magii/Aktywność Fizyczną/Percepcję lub Rzemiosło.
Czarodziej
Każde drzewo, to okruch wieczności.
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Magibotanik
Szczupła, wysoka dziewczyna (175 cm) o długich ciemnych włosach i dużych, niebieskich oczach. Na pierwszy rzut oka miła i dobrze wychowana, z nienagannymi manierami i pięknym, przyjemnym uśmiechem.

Roselyn Greengrass
#30
24.10.2024, 12:23  ✶  
Roselyn założyła nauszniki, gdy tylko przeszła pod kopułę ochronną tuż przy tubie. Notatnik oraz magiczny długopis odłożyła na bok, uznając że w tej chwili jej się nie przyda. Sięgnęła po skalpel, by objąć jego rękojeść szczupłymi palcami. Poczuła, jak przez kręgosłup przechodzi jej dreszcz ekscytacji. Wolałaby polegać na magii, w której była zdecydowanie lepsza, lecz... Cóż, w takiej sytuacji nie miała za bardzo wyboru. Obejrzała skalpel, jakby samym wzrokiem chciała ocenić, czy jest wystarczająco ostry. A potem jednak sięgnęła po swoją różdżkę.
- Spróbuję ją wywabić, żeby ktoś mógł odciąć kawałek ramienia - powiedziała, unosząc różdżkę. Mówiła głośno i donośnie, niemalże krzyczała, patrząc na to że uszy ich wszystkich okalały nauszniki. Żeby na pewno ją zrozumieli wskazała na różdżkę, wacik, potem na tubę i skalpel. Cóż, może nie była to najlepsza komunikacja, ale warto było spróbować.

A potem machnęła różdżką, by przesunąć wacik bliżej wyjścia z tuby, tak by był widoczny ruch i by roślina miała szansę na "wyjście" witką przez otwór

Rzut na translokację, podniesienie wacika do otworu
Rzut O 1d100 - 35
Akcja nieudana

Rzut O 1d100 - 53
Slaby sukces...
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (9043), Cameron Lupin (2124), Dearg Dur (6992), Jonathan Selwyn (2864), Nora Figg (3740), Roselyn Greengrass (3534), Victoria Lestrange (5274)


Strony (8): « Wstecz 1 2 3 4 5 … 8 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa