• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka Knieja Godryka v
« Wstecz 1 2
[Wiosna 1972, 30.04-1.05] Polana Ognisk - Cisza przed burzą / przygotowania

[Wiosna 1972, 30.04-1.05] Polana Ognisk - Cisza przed burzą / przygotowania
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#11
27.01.2023, 20:04  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.01.2023, 20:04 przez Theon Travers.)  

Czy faktycznie miała szczęście?

Nie każdy byłby skłonny się z tym zgodzić.

Theon - jeśli tylko chciał - potrafił przekonać do siebie ludzi. Rozmawiać. Niekiedy nawet być w jakimś stopniu czarującym. To nic nowego. Kwestią sporną pozostawało to, ile z tego co do tej pory widziała Nora, było rzeczywistością. Możliwe nawet, że sam zainteresowany mógłby mieć w tym przypadku problem z udzieleniem konkretnej odpowiedzi. Kim był. Kim starali się go uczynić inni. Całe szczęście nie musiał teraz tego roztrząsać. Zastanawiać się nad tego rodzaju kwestiami.

Zerknął w kierunku Juliena, na nieco dłuższy moment zatrzymując na nim spojrzenie. Nie zdecydował się jednak zapytać Nory o chłopaka.

Albo może po prostu nie zdążył?

- Już? Tyle szukania? - skomentował. Był lekko rozbawiony. Spodziewał się, że zajmie to Norze nieco więcej czasu. Zwłaszcza po jej wcześniejszych słowach, po dość wyraźnym podkreśleniu tego, jakie warunki powinno spełniać miejsce, w którym znajdzie się stoisko. Miało być przecież idealne! - I może trochę ostrożniej z tą kawą, bo zacznę przychodzić po kilkanaście razy dziennie. - ostrzegł ją.

Skoro pozwoliła mu odłożyć kartony, zrobił to. Nie był przy tym szczególnie ostrożny, choć też nie można powiedzieć, aby przeszło to z jednej skrajności w drugą. Theon zrobił po prostu co było trzeba.

- Ostrzegam, że manualnych zdolności nie posiadam. - zaznaczył, kiedy wspomniała o dekoracjach. On to mógł co najwyżej rzucić jakieś proste zaklęcie, przy pomocy którego powycinałby jakieś dziwne kształty z jakiś kolorowych kartek czy inny tego rodzaju badziew. Bo i kreatywności też był w Theonie tyle co kot napłakał. Mógł jednak Norze towarzyszyć, a przy okazji też obserwować, co właśnie działo się na polanie. To ostatnie nawet go trochę interesowało. Rozglądał się po terenie. Zwracał uwagę czym kto się zajmował. Nieco dłużej spojrzenie zatrzymał na Viorice. - Ale jak masz jakiś pomysł, wiesz z czym mógłbym pomóc, to mów. Potrzebuje konkretów. - postawił na szczerość. Tylko czy Nora mogła spodziewać się tu czegoś innego? Ostatecznie jednak był facetem, a większością mężczyzn w takich sytuacjach trzeba jednak pokierować. Albo odesłać do tych zadań, do których lepiej się nadadzą. Jak choćby noszenie stołów. Ich ustawianie. 

Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#12
27.01.2023, 20:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.01.2023, 20:31 przez Nora Figg.)  

Skoro odstawiła już kartony mogła spojrzeć w stronę chłopaków, którzy rozstawiali stoły. Tym razem nie pomachała im jednak łokciem, a ręką. - Hej chłopcy, jak zgłodniejecie zapraszam na pączka! - Krzyknęła na tyle głośno, żeby usłyszeli. Ciężko pracowali, aby pomóc przy organizacji sabatu, należała im się jakaś słodka nagroda za to zaangażowanie, Julien był przy tym jej nowym nabytkiem pracowniczym, zamierzała go rozpieszczać jak przystało na dobrą szefową.

Chwilę później zauważyła Vior która zaczęła przygotowywać stoisko obok niej. Najwyraźniej będzie im dane spędzić ten dzień w swoim towarzystwie, trudno było bowiem ignorować osobę, która rozkładała swój stragan tuż obok. Posłała dziewczynie promienny uśmiech. - Gwarantuję Ci, że nie dopuszczę do głodu! - Norka dbała nawet o nieznajomych, taki już miała charakter.

Przywitała się jeszcze z Ulą. Humor miała całkiem dobry, jak na to, jaką rozmowę przeżyła wczoraj. Póki co, wolała do tego nie wracać, zajmie się tym całym bałaganem po Beltane. Na razie musiała zająć się swoim stoiskiem, to było najistotniejsze.

- Bez sensu jest szukać dłużej, jeśli takie dobre miejsce stało wolne. - Norka była zdecydowana i pewna, że lepszego już nie znajdzie. Wystarczyło, że dostrzegła ten stolik, a wiedziała, że będzie on jej. - Nie byłbyś jedyny, posiadam już takich fanatyków swojej kawy, ledwo wypiją jedną, już wracają po następną. - Ta rozmowa zupełnie o niczym była całkiem przyjemna. Figg nie miała czasu myśleć o rzeczywistości, która zamierzała ją dojechać, dobrze było czasem oderwać się od tego wszystkiego.

Panna Figg odsunęła się na moment do tyłu. Musiała spojrzeć na to stoisko z daleka. Wiedziała jedno - na pewno muszą pojawić się kwiaty. Zaraz się tym zajmie. - Nawet przez moment o tym nie pomyślałam, żeby angażować Cię w sprawy manualne, zdecydowanie dużo bardziej ufam sobie. - Wiedziała, jakie podejście do tego mają mężczyźni. Wciąż pamiętała o kłótni z Erikiem przed otwarciem cukierni, nie potrafił zrozumieć, że to jej wizja i wcale, ale to wcale nie ma miejsca bytu stwierdzenie iż kwiatów i różu jest zbyt wiele. Długo mu zajęło zrozumienie tego tematu, nie chciała tego powtarzać z żadnym mężczyzną.

- Będę miała dla Ciebie zadanie specjalne, z góry z prawej i z lewej strony trzeba będzie stabilnie przywiesić dwa koszyki.- Zostaną zapełnione ciastkami z wkładką, dobrze by było więc, gdyby się trzymały.

- Ale najpierw Herbivicus- machnęła różdżką, chciała stworzyć kwietną dekorację wokół stołu.


Rzut N 1d100 - 85
Sukces!


(rzucam na transmutację, czy Norce uda się z okolicznych roślin stworzyć barwną dekorację na stoisku)
Łamacz Klątw i Naukowiec
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Najbardziej cywilizowany z rodu Flintów. Mierzy 176 cm wzrostu, niebiesko-zielone oczy, pokazuje się zawsze gładko ogolony. Nie podnosi głosu, mówi spokojnie i ma problem z utrzymaniem kontaktu wzrokowego.

Castiel Flint
#13
27.01.2023, 21:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.01.2023, 21:12 przez Castiel Flint.)  
Nie znał tego człowieka ale jego niespożyta energia bycia doprowadzała tego dotychczas smętnego i oderwanego od rzeczywistości Flinta do śmiechu. Krótka rozmowa a już Beltane nabierało nieco ciekawszych barw. Fergusowi się tu spodoba, oj tak! Ciekawe czy zna tego tutaj... czasami wydawało mu się, że Olivander zna połowę świata i nawet tego nie ogarnia.
- Między innymi... ale mamy tu pracę i niewiele czasu. - przywołał ich koncentrację do zadania. Flint tak był - lubił sobie pogawędzić z przyjemnymi osobami ale dopiero gdy zakończy obowiązki. Kiedy ostatnio oderwał się gwałtownie od intensywnej pracy w imię obietnicy miło spędzonego czasu... skończyło się to tragedią. Co prawda stoły nie były przedmiotami czarnomagicznymi ale cholera to wie...
- Ale co liczyłem...? - zgubił wątek bowiem obaj spoglądali na tę samą osobę, ubraną nieadekwatnie do terenu; co prawda oceniał tylko przystosowanie butów na obcasie, odsłoniętych kostek i miękkiej ziemi w którą mogłaby się zapaść gdyby postanowiła podskoczyć ale osoby postronne mogły inaczej zinterpretować jego wzrok.
Potrząsnął głową i oderwał się od tych nieplanowanych obserwacji. Stół. Lewitował stół i utrzymywał go z trudem w powietrzu bo jednak gibał się na boki. Z ulgą powitał wspierające zaklęcie Juliena, dzięki czemu żadna drewniana ani ludzka noga nie ucierpiała.
- Dzięki. Dobra, teraz reszta. Pospieszmy się. - zaproponował zwiększenie tempa bo nie ma co się rozpraszać. Im szybciej się tym zajmą tym będą mogli pomóc innym. Chciał jeszcze znaleźć jakiegoś aurora i porozmawiać na temat narzucenia zaklęć odpychających na wszystkie te stoiska kupieckie. Nie zdąży jeśli będzie się tu ociągać.
Wyciągnął ponownie przed siebie różdżkę i użył ponownie tego samego zaklęcia. Podniósł stół choć musiał obrócić już nadgarstek aby go utrzymać w objęciach czaru. Nowa różdżka nie była jeszcze przyzwyczajona do większego wysiłku a on nie był jeszcze do końca z nią zsynchronizowany. Gdy usłyszał głośniejsze zawołanie to odruchowo odwrócił głowę. W tamtej sekundzie przypomniało mu się o pączkach jakiejś Nory, którymi Brenna go nakarmiła. Czyżby to była TA Nora?
- Ty jesteś "ta" Nora?! - zawołał głośniej i w tym samym momencie stracił panowanie nad zaklęciem podtrzymującym lewitujący duży i ciężki stół. Ten niepozorny mebel przechylił się w powietrzu do przodu, drewnianymi nogami w stronę Castiela i Juliena. Zdążył wydusić z siebie "UWA..." - kiedy jedna z tych nóg go zdzieliła w głowę, a reszta stołu miała za kilka sekund go zwalić z nóg (tu daję sposobność Julienowi do bohaterowania i ratunku XD) Jak to było? "Skupmy się na pracy..."?

/ użyłam zaklęcia translokacji na podniesienie stołu
/ użyłam uniku z aktywności fizycznej na spadający mnie stół XD


Rzut Z 1d100 - 14
Akcja nieudana

Rzut N 1d100 - 34
Akcja nieudana
Loverboy
'It gets better!!!'
stfu It got worse-
wiek
22
sława
II
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Brak
Ciemne długie i niesfornie wywijające się włosy, gęste brwi i szeroki uśmiech. Charles to wysoki na 188 centymetrów młody mężczyzna. Nie wyróżnia się imponującą muskulaturą, ale nie jest też chuderlawy. Do życia ma tyle samo dystansu, co do siebie, więc bardzo często można usłyszeć jak się śmieje. Ciemne oczy to zwierciadła jego duszy, a te już nie tak często wyrażają pozytywne emocje. Ubiera się luźno, stawia na swetry, golfy, czasami nawet bluzy czy mugolskie (!) trampki. Przy pierwszym spotkaniu często wydaje się czarujący, momentami szarmancki. Rodzice próbowali wyuczyć go bardziej wyrafinowanego akcentu, ale Charlie do dzisiaj nie pozbył się pozostałości dewońskiego zaciągania, co uwydatnia się w momentach ekscytacji i upojenia alkoholowego.

Julien Fitzpatrick
#14
27.01.2023, 21:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.01.2023, 22:03 przez Julien Fitzpatrick.)  
Definitywnie nie powinien był tak długo patrzeć się na te nogi, ale rozochocony faktem, że Castiel rownież nieprzerywalnie analizował coś w okolicy kostek kobiety, Charles skupił się na udach. Bo przecież co mogło być złego w podziwianiu tak pięknego człowieka? Nora tryskała pozytywną energią, była śliczna i utalentowana, przynosiła swoją klukobawiarnią wiele pozytywnych momentów, z tego co zdążył zauważyć. Fakt, że była do tego niesamowita laską był tylko ogromnym plusem w całej sprawie. Rookwood potrafił docenić każdą kwestie na temat człowieka, zwłaszcza tę związaną z jego atrakcyjnością.
Sukienka być może nie była odpowiednim ubiorem na wielogodzinne przygotowania do święta, tak samo buty na obcasie, ale chłopak zdawał się całkowicie tym nie przejmować, bo w jego głowie mało było miejsca na logikę, a dużo na wiele innych myśli o całkowicie nielogicznym zabarwieniu.
Pomimo rozpraszającej energii starszej kobiety, udało im się uporać z pierwszym stołem, Charlie opuścił rózdzkę.
- No w sensie, że te stoły - odpowiedział, chociaż bardzo skrótowo, bo sam niezbyt pamiętał o co chodziło z tym pytaniem, jedynie że Flint wspominał o jakichś swoich obliczeniach, które podobno idealnie wyliczył. Charles całkowicie mu zaufał, użył tego samego zaklęcia co wcześniej, chcąc przytrzymać stoły, gdy blondyn zajmował się przemieszczeniem kolejnego z nich.
- 'Ta Nora' W sensie, że... ! - zaczął, ale nie było dane mu skończyć, bo bardzo szybko się przekonali, że nie należało się skupiać na pięknych paniach (czy chłopcach), gdy wykonywało się delikatną pracę, jaka wymagała pełnego skupienia.
- Uważaj!! - zdążył tylko krzyknąć, ale na daremno.
Widząc całą tragedię przestał trzymać stoły, te zachybotały się niepewnie, przekierowując różdżkę na ten jeden, który już zdążył uderzyć w głowę jego towarzysza i próbując go odepchnąć. Na jego nieszczęście różdżka postanowiła zadziałać po swojemu, więc mebel wystrzelił w wieżę stojących obok stołów, a te, przez siłę uderzenia połamały się na części - ich nogi odłamały się od blatów, a drzazgi wystrzeliły w każda stronę jak kolce dzikiego jeżozwierza. Rookwood, zaalarmowany rzucił się na ratunek swojemu kompanowi, ale niestety, ta akcja również mu nie wyszła. Ostatecznie wylądował na Castielu, być może osłaniając go od dostania w czoło kolejną nogą, ale nie przed ciężarem samych mebli. Nie mógł się zbytnio ruszyć, plecy i głowa bolały, a drzazgi powbijały się w skórę.
Być może nie to miał na myśli, sekundę temu, myśląc, że chciałby być przyduszony do podłoża udami, na które tak bezwstydnie się gapił.


\\ na odepchnięcie stołu XD gdzieś w pizdu
\\ na ratowanie Castiela i sb
Rzut PO 1d100 - 1
Krytyczna porazka

Rzut N 1d100 - 9
Akcja nieudana


I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#15
27.01.2023, 22:16  ✶  
/Przejście stąd/

Brenna właśnie – zgodnie z ustaleniami – była w trakcie wędrowania po polanie, by ocenić, jak rozstawiane są stoiska, i co można zrobić, aby jak najsensowniej je poprzestawiać. Krążyła po okolicy z notatnikiem w ręku, odnotowując sobie rysikiem, w których miejscach problemy wydawały się największe.
A wtedy coś wybuchło.
To znaczy – tak naprawdę to nie, ale dźwięk był taki, jakby faktycznie doszło do wybuchu. Gdzieś w głowie Brenny postała myśl, że nawet ona, mimo całego swojego czarnowidztwa, nie spodziewała się ataku Voldemorta dzisiaj. Mógłby mieć tyle przyzwoitości, żeby nie przychodzić tyle przed czasem, no bardzo proszę! Nie miała jednak okazji bardziej rozważać tej kwestii, bo ledwo usłyszała huk, już pędem ruszała w jego kierunku. Notatnik byle jak wepchnęła do kieszeni, rysik zgubiła, lawirując między stoiskami, a w jednym wypadku z braku możliwości przejścia (mimowolnie sobie zapamiętała, że tak, ten stół trzeba przestawić) przez niego przeskakując. Już z różdżką w ręku dopadła miejsca, gdzie pracowali Jules i Charlie, trochę zziajana, z rozwianym włosem…
…i zobaczyła stoły.
Dużo leżących stołów.
- Na litość Merlina – wyrwało się jej, kiedy zorientowała się, że ktoś pod nimi leży. Rzuciła się do przodu, zacząć odwalać resztki stołów na tyle, by umożliwić wyjście spod nich uwięzionym. Nie bawiła się nawet w czary: może skoro doszło do czegoś takiego, moc polany je zakłócała, czy coś?
Nie zdążyła jeszcze uporać się w pełni z tym zadaniem, bo tak jakby stoły były ciężkie – miała nadzieję, że któryś z Brygadzistów zwabiony zamieszaniem też tu przybiegnie – ale odgruzowała ich na tyle, by zorientować się, że pod spodem leży…
- Jules? – wykrztusiła, a potem dostrzegła jasną czuprynę pod nim. – Cas? – stwierdziła, tym samym tonem, co wcześniej, po czym przykucnęła, chcąc unieść największy stół, który wylądował na ich plecach. - Jesteście cali?
Pytanie: jak wy to zrobiliście, miała na końcu języka. Ale uznała, że zada je później.
Castiel chyba zauważyłby, gdyby ciążyła na nim jakaś klątwa morderczego pecha.
Prawda?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Łamacz Klątw i Naukowiec
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Najbardziej cywilizowany z rodu Flintów. Mierzy 176 cm wzrostu, niebiesko-zielone oczy, pokazuje się zawsze gładko ogolony. Nie podnosi głosu, mówi spokojnie i ma problem z utrzymaniem kontaktu wzrokowego.

Castiel Flint
#16
27.01.2023, 22:38  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.01.2023, 22:40 przez Castiel Flint.)  
Nora wcale go nie rozproszyła. Przecież był już zakochany w zupełnie innej osobie. Ba, w mężczyźnie, w najlepszym przyjacielu tejże wspomnianej Nory. Może ona wie, że on to Castiel? Czy Fergus wypaplał jej kto doprowadził jego rękę do stanu niemalże amputacyjnego? Może kobieta się na nim mści, postanawia go zabić poprzez rzucanie klątwy samym spojrzeniem, pozornie niegroźnymi słowami...? Przecież niespełna miesiąc temu wspominał Brennie, że ma nudne życie. Spotkał Fergusa i wszystko okazało się kłamstwem. Co chwila coś się mu przytrafia i to zazwyczaj ktoś obok cierpi. Może nadchodzi ten moment kiedy powinien przeprowadzić na sobie diagnostykę pod kątem wykrywania klątwy...
Teraz nie było na to czasu. Usłyszał swój i Juliena krzyk "Uważaj!" choć ten Castiela był urwany po kontakcie drewnianej nogi z jego czołem. Kilka sekund później usłyszał wybuch, jakby coś pękło. Poczuł na skórze kilkanaście drobnych ukłuć a chwilę potem coś w niego z impetem wpadło. To Julien wziął sobie do serca transmutowanie się w żywą tarczę. Obaj spadli na ziemię, ale to Castiel zarył plecami w tą miękką trawę. Zwracał honor butom Nory - trawa nie była tak miękka jak myślał bo jednak upadanie na nią z pozycji stojącej wiązało się z solidnym wstrząsem mięśni. Stęknął kiedy ciężar Juliena, stołu i całego tego gruzu opadł mu na klatkę piersiową, zabierając mu z płuc cały zapas powietrza. Głowa bolała go ze wszystkich stron - z przodu od drewnianej nogi i potylica po przytuleniu się do ziemi. Jeszcze ten łokieć Juliena na wysokości żeber i coś, co przygniatało im nogi.
- Na brodę Merlina... - wysapał.- ... bohaterze. -zaśmiał się głucho tuż przy jego twarzy, ledwo co na ostatnim tchu ale za to zakurzona buzia się wyszczerzyła z rozbawienia zmieszanego z bólem.
- Weź żyj... - poprosił bo to drugi raz jak ktoś przy nim zostaje poturbowany przez jego pośrednie działanie magiczne. Odchylił głowę, układając ją odrobinę wygodniej. Nie miał sił się podnieść, nie dałby rady bo byli przygnieceni. Z oddali usłyszał kilka głosów, w tym charakterystyczny Brenny. Przeklął coś w stylu "znów mnie ratuje, ona mnie zabije" co mógł usłyszeć tylko Julien skoro miał jego twarz tuż obok swojej.
- O, cześć Bren. Miło cię widzieć. - tak, uderzył się mocno w głowę skoro tak pogodnie powitał swoją ulubioną koleżankę.
- A, nie wiem, nie sprawdzałem jeszcze czy jesteśmy cali. Chyba zgubiłem żebro. - oznajmił lekko nieprzytomnie i próbował się poruszyć ale to tylko zsunęło trochę gruzu w stronę ich twarzy. Rozkasłał się, wpędzając leżącego na nim Juliena w turbulencje.
- Wybacz. - wydusił z siebie i odsunął twarz w stronę swojego rękawa, tam dławiąc krztuszenie się pyłem i gruzem. Wszystko go bolało ale dziwnym trafem nie popsuło mu to humoru... wręcz przeciwnie!
Loverboy
'It gets better!!!'
stfu It got worse-
wiek
22
sława
II
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Brak
Ciemne długie i niesfornie wywijające się włosy, gęste brwi i szeroki uśmiech. Charles to wysoki na 188 centymetrów młody mężczyzna. Nie wyróżnia się imponującą muskulaturą, ale nie jest też chuderlawy. Do życia ma tyle samo dystansu, co do siebie, więc bardzo często można usłyszeć jak się śmieje. Ciemne oczy to zwierciadła jego duszy, a te już nie tak często wyrażają pozytywne emocje. Ubiera się luźno, stawia na swetry, golfy, czasami nawet bluzy czy mugolskie (!) trampki. Przy pierwszym spotkaniu często wydaje się czarujący, momentami szarmancki. Rodzice próbowali wyuczyć go bardziej wyrafinowanego akcentu, ale Charlie do dzisiaj nie pozbył się pozostałości dewońskiego zaciągania, co uwydatnia się w momentach ekscytacji i upojenia alkoholowego.

Julien Fitzpatrick
#17
27.01.2023, 23:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.01.2023, 23:23 przez Julien Fitzpatrick.)  
Wszystko stało się bardzo szybko, większość akcji skończyła się fiaskiem, ale w jednej triumfowali: wciąż żyli, oddychali, byli (prawie)przytomni. Adrenalina uderzyła go w tym samym momencie, w którym zdążył zauważyć, że Castiel nie był w stanie utrzymać stołu, żadna z akcji, które wykonał nie była przemyślana, a teraz odczuwał to bardzo mocno w kości ogonowej, potylicy i plecach. Przygniatał go blat stołu, w skórę zbiły się drzazgi, powodując, że ta w cieńszych miejscach piekła. Lądowanie w pierwszym momencie mial miękkie, w porównaniu do swojego kompana, dopiero, gdy połamane meble przycisnęły go do drugiego mężczyzny poczuł każdą wystającą z niego kość - od miednicy, przez żebra do ramienia, na którym zwiesił na chwilę głowę, widząc przed sobą jedynie trawę zmieszają z brązową ziemią. Ta pierwsza łaskotała go w nos, nałykał się też kurzu i jakichś mniejszych kamyków, chyba części gleby, nie chciał pluć będąc tak blisko drugiej osoby, więc w bólu przełknął te wartości odżywcze matki ziemi.
- Uratowałem cię... - brzmiał jakby dopiero co wybudzał się ze snu lub jak po wypiciu paru, naprawdę mocnych shotów. Pierwszym odruchem było oczywiście podniesienie głowy, czego zaraz odczuł konsekwencje, bo uderzył nią o jedną z połamanych nóg stołów. Syknął nieprzyjemnie i wrócił do wcześniejszej pozycji, skazany na widok castielowego ucha w plątaninie blond włosów i kawałek trawy z ziemią.
Kuło go w klatce piersiowej, oddychało się trudno, bo z każdym zaczerpnięciem powietrza wciągał do nosa albo drzazgi, albo kurz i przyciskał Flinta mocniej do ziemi.
- Nie zamierzam jeszcze umierać, tak szybko się mnie nie pozbędziesz - odparł z pewną butą, ale wszystko w żartobliwym tonie. Usłyszał dochodzący znajomy głos Panny Longbottom i zrobiło mu się niesamowicie głupio, ale chyba zbyt mocno uderzył się w głowę, aby kontynuować tę myśl i jedynie parsknął słysząc komentarz drugiego mężczyzny 'to mamy ze soba coś wspólnego' odmamrotał, też ledwo zrozumiale, ale ze względu na to jak blisko siebie się znajdywali zanim Brenna odgruzowała ich na tyle, aby byli w stanie chociaż być w pozycji siedzącej, tylko drugi magik-czarodziej-bohater-champion był w stanie go usłyszeć.
- My jesteśmy całkiem cali, tak myślę - odpowiedział jej pewnie, chociaż wyglądał jak siedem nieszczęść. Włosy miał powyginane w każdą stronę, pomiędzy nimi drzazgi, ziemię i odrobinę twarzy, na rękach przetarcia, a koszulka była brudna od kurzu, zapewne nabawił się wielu siniaków. pomacał się ostentacyjnie, pomacał równie ostentacyjnie Castiela, robiąc to tak naturalnie, jakby znali się od lat - Aczkolwiek stoły wydają się być w częściach - z początku próbował się nie roześmiać, ale po chwili wyleciał mu z ust 'pierdzący' dźwięk i parsknął głośnym, trochę histerycznym śmiechem, prawdopodobnie alarmując resztę osób na polanie, jeżeli ci juz nie byli przejęci zburzeniem się ogromnej wieży z mebli.
- Jak poszukasz swojego zebra w tej stercie to może ci je wmontujemy z powrotem, damy radę - kontynuował i odgarnął włosy z twarzy krzywiąc się przy tym i poprawiając na kupie gruzu, która przesunęła się niebezpiecznie pod jego ciężarem i musiał chwilę łapać równowage, aby się z niej nie stoczyć. Skrzywił się delikatnie, bo już czuł, ze coś sobie naciągnął w ręce, a ramie to było całe posiniaczone, bo rownież bolało jak diabli. Na twarzy, zaraz nad okiem miał piekącą szramę, ale ogólnie wydawał się niesamowicie rozbawiony sytuacją.
- Sory, ze musiałaś się fatygować. I sory za stoły. Może jak nie będziemy sięę gaapić naaa...- zaczął mówić i przeciągnął ostatnie słowa, zerkając to na Brennę, to na Castiela jakby probował właśnie wymyślić coś na poczekaniu - Norę... i jeeej .. buty na obcasach to uda - podkreślił to słowo w dziwaczny, chyba tylko zrozumiały dla siebie sposób - nam się naprawić te stoły - zaproponował. Jego tłumaczenia mogły być uznane za:
a) prawdę - Charles nie posiadał żadnego filtra w takich rzeczach
b) gadanie potłuczonego - właśnie przygniótł go gruz i zaryli z Castielem o grunt
c) nonsens - prawdopodobnie najlepsza z opcji i najzdrowsza dla odbiorcy.
Cieszył się, że jego towarzysz jest cały, to było, w zasadzie, najistotniejsze. Gdyby nie był sobą pewnie byłoby mu głupio, że tak się rozproszył przez gapienie się na ładną panią, ale niestety, był sobą, więc nie było mu głupio, był bezwstydny, poturbowany, ale zadowolony.


I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#18
27.01.2023, 23:37  ✶  

Nie był równie towarzyski, co Nora. Z nikim się nie przywitał, nie zaczął też żadnej rozmowy. Jedynie obserwował okolice, w której miał się odbyć sabat, będąc przy tym zajętym pomaganiem właścicielce klubokawiarni.

- Kobieta, która wie czego chce. - zaśmiał się, rzucając pod adresem Nory czymś, co na pewno określić można mianem komplementu. Podobało mu się to w niej. - Na pewno coś do niej dodajesz. - następnie powtórzył raz jeszcze wcześniejszy swój zarzut odnośnie kawy. Przecież to nie mogło być tak, że te tłumy ściągała najzwyklejsza lura.

Skoro odstawił kartony, odsunął się od stoiska. Zorientował się, że Nora chciała na nie spojrzeć z dystansu, nie chciał zasłaniać widoku.

- Całe szczęście. - odetchnął z ulgą. Było w tym trochę teatralnego dramatyzmu. Na pewno jednak nie zaprezentował zdolności aktorskich tak dużych, żeby proponować mu zatrudnienie w teatrze Selwynów. Pierw musiałby nieco więcej nad tym popracować. - Jasne. - Zaczął rozglądać się za tymi koszykami i innymi rzeczami, które mogły się ewentualnie przydać. Gdzieś tu wszystko było. - Na jakiej wys... - przerwał, kiedy w pobliżu doszło do incydentu ze stołami.

Odwrócił się w stronę skąd doszedł hałas, chcąc zobaczyć co konkretnie się wydarzyło. Lekko skonsternowany widokiem zmarszczył brwi. Coś tam wcześniej widział, słyszał, ale... jak doszło do tego, co teraz znajdywało się kilka metrów dalej? Chyba mu coś umknęło. Tyle dobrego, że nie z powodu nóg Nory.

- Chyba potrzebują pomocy. - pozwolił sobie lekko klepnąć Nore w ramię, wskazując w stronę Juliena i Castiela, którzy wylądowali pod stołami. Czyżby zbyt duże zmęczenie? Ciężko było to inaczej wyjaśnić. Chwilę się wahał. - Idziesz? - zapytał, po czym sam oczywiście ruszył w kierunku miejsca wypadku. Dopiero w połowie drogi zauważył Brennę. Albo może raczej rozpoznał. Chyba mógł się domyślić, że tutaj będzie. Na chwilę przystanął, ale nie zdecydował się cofnąć. Dzięki temu nie słyszał wymiany zdań pomiędzy Brenną, Castielem i Julienem.

- Wygląda na to, że potrzebujesz z tym pomocy. - odezwał się, zatrzymując się wreszcie nieco z tyłu. Tak ze dwa, trzy kroki. Z bliska raz jeszcze się wszystkiemu przyjrzał. Oceniająco. Od czego byłoby dobrze zacząć? Gdzie znajdywały się ofiary tej katastrofy? - Jak wy to zrobiliście? - zwrócił się do obydwu chłopaków. Mężczyzn? Był autentycznie ciekawy, bo jednak wylądowanie pod stertą stołów, rozwalonych stołów, wyglądało na naprawdę niezły wyczyn. Taki, który byłoby stosunkowo ciężko w przyszłości powtórzyć.

Sięgnął po jakąś nogę, następnie blat. Odrzucił na bok, upewniając się, że przypadkiem kogoś przy tym nie znokautuje.

Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#19
28.01.2023, 09:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.01.2023, 10:02 przez Nora Figg.)  

Panna Figg uwielbiała pogawędki. Zresztą trudno, aby było inaczej skoro codziennie odbywała ich miliony. Zaczepiała każdego, żeby poprawić wszystkim humor. Taka już była panna Figg. Usłyszała pytanie Castiela - Tak, jestem ta Nora. - Domyśliła się chyba o co mu chodzi. W końcu rozstawiała się ze stoiskiem z pączkami, wiedziała, że cukiernia robiła furorę wśród czarodziejów, strasznie łechtało to jej ego. Kto bowiem nie cieszyłby się, gdy jego własny twór zyskiwałby popularność w tak ekspresowym tempie.

- Tak, zawsze wiem czego chce. - Powiedziała bardzo pewnie do Theona. Położyła sobie ręce na biodrach i spoglądała na efekt zaklęcia, które rzuciła przed chwilą. Wyszło całkiem nieźle, była zadowolona, pozostawało jeszcze tylko nadać temu jakiegoś kształtu i będzie pięknie.

- Tak, dodaję amortencji do kawy, klienci biorą łyk spoglądają na mnie, a później nie mają innego wyjścia i wracają. - Zażartowała mrugając przy tym do Theona.

Wtedy usłyszała huk, przeniosła wzrok na sprawców zamieszania. Czy spodziewała się, że jest współwinna temu wypadkowi? Nawet przez myśl jej to nie przeszło. - Merlinie, Julien... Oczywiście, że idę.- Nie mogła przecież nie zareagować, kiedy widziała, jak jej nowy nabytek pracowniczy ulega wypadkowi.

Ruszyła za Theonem w stronę tej dwójki. Miała nadzieję, że to nic poważnego, szkoda by było, żeby nie mogli wziąć udziału w sabacie przez przygotowania. Zauważyła, że Brenna przy nich stoi. Byli więc we wspaniałych rękach.

Rzut O 1d100 - 86
Sukces!

Odkryj wiadomość pozafabularną
(rzucam na percepcję, czy Nora usłyszała, co mówi Charlie do Brenny)

Usłyszała słowa, które skierował Charlie do Longbottom. Na jej twarzy pojawiły się czerwone rumieńce, w końcu rozmawiali o jej udach. Spojrzała odruchowo w dół na swoje nogi, chyba nie było tak źle.
- Cześć Brenn.- Powiedziała do przyjaciółki na przywitanie. Uśmiechnęła się przy tym jednak dość niepewnie, jakby zrobiła coś złego. Hej chłopcy, wszystko gra? - Miała nadzieję, że nic poważnego się im nie stało.

Poparzona
Nie prowadzę kursów wypowiadania mojego nazwiska.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Na pierwszy rzut oka — blizny po oparzeniach na twarzy. Na drugi — potężna niezręczność. Dopiero później możesz podziwiać nietypowy styl ubierania inspirowany mugolskim schyłkiem lat 60. 173cm || chuda, trochę mięśni || jasny blond || piwne

Ula Brzęczyszczykiewicz
#20
28.01.2023, 14:40  ✶  

Zostałam zauważona.

Posłałam słaby uśmiech do witającej się ze mną kobiety [Viorica], po czym zaśmiałam się lekko nie do końca rozumiejąc o co pyta i czy aby na pewno te słowa były skierowane do mnie. Kątem oka obserwowałam jej wyczyny do przygotowywania stoiska.

Zauważyłam, że i jasnowłosa czarownica [Nora] zareagowała na moje przybycie, za co posłałam jej drobny uśmiech. Panowie byli zajęci swoimi sprawami, bardzo dobrze.

Najwyraźniej nie ma przydziału stanowisk, tak więc po prostu zajęłam najbliższy wolny stół. Powyciągałam z plecaka podejrzanie długie kijki i przymocowałam je prostymi zaklęciami do boków stołu. Następnie rozwiesiłam wstążki między nimi, do których przyczepiłam swoje rysunki. Wszystkie one były nowe, tworzone specjalnie na okazję Beltane. Głównie ze względu na tematykę moich dzieł, musiałam wyjść ze strefy komfortu. Nie sądziłam, że moi superbohaterowie cieszyliby się wielką popularnością, ale na wszelki wypadek miałam kilka kopii moich najlepszych rysunków ze sobą. Ułożyłam je bezpośrednio na stole w sposób umożliwiający przyjrzenie się im bez dotykania. Po drugiej stronie rzuciłam kupki kopii wystawionych rysunków. Oczywiście nie skopiowałam wszystkich, by nie obniżać wartości ciekawszych rysunków. Trochę mi zajęło zastanowienie się, cóż takiego by się spodobało brytyjskim czarodziejom, więc stwierdziłam, że postawię na coś prostego. Czyli ich samych. Ponad połowa moich rysunków to magowie w epickich stronach i pozach, ale mam też kilka malowanych krajobrazów. Mieszkanie z Arielem ma swoje plusy, czym jest dostęp do farb, hehe.

Pozostało mieć nadzieję, że nikomu nie będą przeszkadzać statyczne obrazy. Tak się złożyło bowiem, iż nie miałam okazji nauczyć się tworzenia magicznych rysunków.

Z przodu stołu zaczepiłam kawałek płótna z napisem PORTRETY W 10 MINUT - 1 SYKL

Wyjęłam z plecaka jeszcze jeden woreczek. Ale jego zawartość będzie mi potrzebna dopiero podczas festynu.

No i gotowe. Rozejrzałam się wokół zastanawiając się, czy ktoś nie potrzebuje pomocy. Dostrzegłam więc jasnowłosą [Norę] używającą jakiegoś pięknego zaklęcia. Efekt był zniewalający! Zdecydowanie sama muszę spróbować. Moje stoisko wygląda bardzo biednie, ale nie wiedziałam do końca jak się do tego przygotować. Kwietne dekoracje zdecydowanie pomogą. Może upnę je wokół kijków i wstążek?

— Herbivicus — mruknęłam machając różdżką wokół trawy.

Nie zdążyłam dostrzec efektu, gdy uderzył mnie hałas. Katastrofa Stołowa rozegrała się niemalże na moich oczach. Czy to był efekt nieudanego zaklęcia? Musiał być, bo jak inaczej do czegoś takiego by doszło. Na szczęście inni ruszyli z pomocą, więc mogłam sobie spokojnie siedzieć przy swoim stoisku. Ale najpierw spuściłam wzrok, by dostrzec efekt swoich zamiarów. Echo nieudanego zaklęcia obiło się w moim sercu — a co jeśli i mi nie wyszło i zaraz moje ognisko... to znaczy STOISKO stanie w płomieniach?



Rzut N 1d100 - 66
Sukces!


[Rzut na transmutację trawy na kwietne dekoracje.]


???
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (1077), Castiel Flint (2948), Eutierria (374), Julien Fitzpatrick (3414), Nora Figg (1615), Peregrin McGonagall (507), Sarah Macmillan (246), Theon Travers (1476), Ula Brzęczyszczykiewicz (1068), Viorica Zamfir (1835)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa