Gdy inni podziwiali ogień, ziemię, wodę, a wiatr zawiał, psując niejedną fryzurę – oczywiście nie tę Charlotte, bo fryzura Charlotte zawsze była idealna – ona zmarszczyła brwi, zastanawiając się, czy to jakiś duch nie płata jej figli. Czasem się jej to zdarzało: potrafiła je wywoływać, w Departamencie Tajemnic miała do czynienia z bardzo wieloma dziwnymi rzeczami, być może więc coś przywlekło się tutaj za nią?
Ale te kroki…
I jakaś część jej podpowiadała, że oto on. Ten, którego imienia nie była już w stanie wymówić, bo gdy próbowała, sylaby nie układały się na języku, w gardle powstawała dziwna gula, a ona odczuwała ukłucie strachu. Charlotte nie była do tego przyzwyczajona. Nie dlatego, że była jakoś niesamowicie odważna, lecz dlatego, że jej emocje zawsze pracowały inaczej niż u innych ludzi, zazwyczaj nie tak intensywne. I bo była zwyczajnie zbyt pyszna, aby łatwo uznać, że coś stanowi zagrożenie.
A jednak teraz lęk rodził się gdzieś w żołądku. Inni mówili, że źródłem takich odczuć jest serce, ale Charlie, jeśli je odczuwała, to w okolicach żołądka i śledziony – może po prostu tak naprawdę nie miała serca.
Obejrzała się, pewna, ze ujrzy złowrogą postać w ciemnym płaszczu, ale było tylko mnóstwo czarodziejów w kolorowych szatach. I gdy słysząc kolejne kroki spojrzała ku ołtarzowi, okazało się, że tym razem to Gerald Yaxley, podający jedynej córce łuk.
Ale to nie było zwykłe złudzenie.
Charlotte mimowolnie złapała Jonathana za ramię. Nieco zbyt mocno, wbijając mu w koszulę swoje idealnie pomalowane paznokcie.
– Kiedy już ją wyniesie, będę musiała iść przypudrować nosek – wymruczała cicho, niby to spokojnie, chociaż miotały nią teraz niepokój oraz jakiś gniew. Czy w tym lesie naprawdę krył się jakiś czarnoksiężnik? Albo złośliwy duch, płatający jej figle? Już ona ich znajdzie!!!
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)