Wiewiórka, która przysiadła na ich stole, najwyraźniej mogła równać się temu smokowi, biorąc pod uwagę jej krwiożerczość. Atreus przez bardzo krótką chwilę był pewien, że gdyby tylko dać jej odpowiednio dużo czasu, to ugryzłaby nie tyle palec, co i całą rękę, aż do barku.
- Przeżyję - odparł, ale włożył w to cały możliwy dramatyzm, jakby znalazł się nie przy weselnym stoliku, a co najmniej deskach teatru. Nie to, żeby był tym aktem agresji jakoś wybitnie pokrzywdzony, bo działy mu się w życiu rzeczy o wiele mniej przyjemne, ale na wszystko działało chyba zwyczajne zaskoczenie. No bo gdyby ktoś mu przewidział, że na weselu Geraldine wleci mu na stół dziki zwierz i udziabie go w palec, to by zwyczajnie nie uwierzył, nawet z tym jakimś wrodzonym szacunkiem do trzeciego oka.
Bulstrode trzymał swojego palca wyciągniętego i patrzył na niego z jakimś niewypowiedzianym żalem, patrząc jak ścieka z niego krew, zanim nie złapał za swoją własną serwetkę, pozwalając by nasiąkała czerwienią.
- Ja mam wrażenie, ze oni nie zwykli polować na wiewiórki, a grubszego zwierza, więc chyba nie nauczyła się nigdy strachu. Cholera jasna, animag. No jeszcze tego mi brakowało. I co, może ta krew to do jakiegoś rytuału? - zapytał z przekąsem.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)