• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
1 2 3 Dalej »
Jesień 1972, 25.09 – Pierwsze koty za płoty [Robert i Anthony]

Jesień 1972, 25.09 – Pierwsze koty za płoty [Robert i Anthony]
ten lepszy Robert
cały mój kraj potrzebuje psychologa
wiek
36
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Sędzia Wizengamotu
Brunet o wzroście 180 cm. Ma błękitne oczy i zawadiacki uśmiech, który często nosi niczym maskę. Włosy często ma napomadowane, a pod szatami czarodzieja nosi eleganckie garnitury, albo od Rosierów, albo mugolskich projektantów, takich jak Westwood lub Dior, nie obnosząc się z tymi markami, lecz traktując to jako ukryty polityczny manifest.

Robert Albert Crouch
#11
04.04.2026, 10:31  ✶  
Niestety Anthony miał rację. Robertowi często zdarzało się idealizować świat, który nie był jego, być może w geście oporu wobec strony, która go demonizowała. Fiksował się na pewnej myśli, a potem ktoś rozsądniejszy musiał przywołać go do porządku. Mugole nie byli idealni i zapewne mieli do czynienia z podobnymi problemami. Oczywiście ukłucie wstydu było nieprzyjemne, ale Crouch wiedział też, że prawdziwie mądry polityk musiał mieć choć odrobinę pokory. Co jeśli okaże się, że jedynym głosem, jaki reprezentuje, jest jego własny?

— Racja. Małe kroczki — westchnął. — Wybacz mi trochę naiwny idealizm, ale... widzisz, ile mamy skrajności w drugą stronę. Jak bardzo człowiek chciałby choć odrobinę przechylić szalę. Czynienie dobra jest o wiele trudniejsze niż wyrządzanie krzywdy. Konserwatyści mają łatwiej, bo to nie oni chcą coś zmieniać. Czasem sobie myślę, jak miło by było odpowiadać się za tamtą stroną. Jakie to wygodne nie chcieć żadnych zmian. Łatwo dać się wciągnąć w ich awantury. Kto się lepiej nadaje do rządzenia: czystki czy nieczystki? Czy mugolacy chcą przejąć Ministerstwo? Jesteśmy wciągani w te dyskusje i powstrzymywani przed działaniem. Sam się na to nabieram... zdecydowanie za często.

Nie mógł wypominać ludziom ignorancji. Wiedział, że pewnych poglądów najzwyczajniej nie zmieni. Beton mógł go irytować, ale prawdziwym wrogiem była stagnacja. Wszystko zaś opierało się na chwiejnej podstawie, którą stanowiło poparcie społeczne. Tylko działanie mogło wzbudzić w ludziach pozytywne skojarzenia. Szczególnie teraz.

— Nie zamierzam nikogo pouczać. Ale tak, jeśli byłbyś w stanie jakoś mnie zapowiedzieć u Carrowa, byłbym zobowiązany. Do Malfoy napiszę sam, skontaktuję się też z ludźmi z Bristolu i Manchesteru. Będę też niedługo pisał do Samanthy. Dobrze by było, żeby powstała jakaś komisja do spraw mieszkań. Żeby ludzie z różnych departamentów byli się w stanie wypowiedzieć. Chciałbyś tam uwzględnić kogoś od siebie?
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#12
07.04.2026, 10:35  ✶  
Ciche westchnienie Roberta, jak impuls trafiło na podatny grunt, czegoś co odradzało się w Anthonym od czasu Spalonej Nocy. Nie, wcześniej, od momentu tego najokropniejszego z okropnych snów z połowy sierpnia, gdy Morpheus powiedział mu o podziemiu, gdy nagle ich wojna stała się w całym świetle JEGO wojną.

– Nie przepraszaj Robercie. Nigdy nie przepraszaj za swój idealizm – powiedział nagle bardzo poważnie, stalowymi oczyma przeszywając sędziego, samemu niejako dokonując osądu i wewnętrznego wyroku. Robert Albert Crouch nie był dobrym człowiekiem. Był próżny. Był zarozumiały. Był człowiekiem, którego ambicja wybielała środki. Zupełnie jakby patrzył na własnego młodszego brata... Kryzys jednak powinien ich obu hartować i uwznioślać. Być pretekstem do tego, aby ten diament w końcu się oczyścił z brudu. Albo... aby diament wykorzystał brud do swojej drogi ku górze, bez względu czy górą było oświecenie czy fotel Ministra.

– Nawet jeśli widzisz swoje miejsce, jako przeciwwagę do radykalnej propagandy czystokrwistej, musisz dozować i odmierzać, a nie dawać się porwać nurtowi myśli. Naiwnością jest przypuszczać, że prawda jest kluczem do zmiany.  To my tutaj, musimy tej prawdzie pomóc, odpowiednio ją opakować i uprościć, aby była zjadliwa dla masy. Społeczeństwo lubi proste odpowiedzi, a rzeczywistość nigdy taka nie jest i nie była. Układ sił się zmienia, a okresy przejściowe bywają szalenie trudne dla każdej ze stron wojny nie tyle o podłożu rasistowskim co klasowym. Kto się nadaje lepiej do rządzenia? Oczywiście, że czystokrwiści. – Powiedział ze spokojem jeden spadkobierca dwóch prominentnych rodów, do drugiego spadkobiercy dwóch innych, równie dobrze sytuowanych. – Spójrz na mnie, spójrz na siebie. Jesteśmy wychowani w tym świecie, patrzymy na jego tryby oczami wielu pokoleń magów, lekcji które odebraliśmy jeszcze zanim trafiliśmy do Hogwartu, zestawu pojęć używanych przez rodziców prawników i dyplomatów, dostępu do narzędzi, które dały nam nasze rodziny. Nie krew to determinuje sama w sobie, ale wszystko co z nią idzie. Mugolacy są tego pozbawieni, a system dba, żeby tylko najwybitniejsze jednostki przebijały się ku górze, sprzedając pozostałym marzenie o nagrodzie za wytrwałą pracę. Problemy zaczynają się wtedy, gdy część czystokrwistych rodów nie umie zarządzać pieniądzem, a zyskuje na znaczeniu półkrwiste i mugolackie mieszczaństwo, które tylko i aż świetnie obraca pieniądzem, a potem domaga się swoich praw do reprezentacji w najwyższych sferach władzy, domaga się opieki gospodarczej. Problemy zaczynają się, gdy kodeks tajności oparł się na zbudowaniu przez lata społecznej umowy mającej nas odstraszyć od interakcji z mugolami, czyniąc z nich przygłupich pariasów. To i tak utrzymało się o wiele dłużej niż powinno, skoro regularnie z tej pariasowej warstwy rzeczywistości adaptujemy co roku kilkoro nowych i kolejnych dzieci, czy chociażby pozwalamy mieszkać w Niemagicznym Londynie.  Coraz więcej młodych ulega czarowi mechanizmów i kultury. – Uśmiechnął się lekko, bo przecież czy i oni nie byli młodzi? – I potem przypadkiem możesz spotkać Borgina na mugolskim motorze, który nawet nie udaje, że jego sprzęt jest jakkolwiek umagiczniony. Jest we mnie odrobina współczucia dla nestorów, którzy nie rozumieją tej przemiany społecznej. Jest we mnie też zero zgody na działania śmierciożerców, chcę żeby była w tym jasność. Społeczność musi mieć różne warstwy i rozwój, przemiany mogą odbywać się bezkrwawo, choć wymaga to odrobiny pomyślunku i wysiłku. – westchnął ciężko i umilkł na moment, odchylając się na fotelu. Może nie powinien wewnątrz Ministerialnych Murów tak ostentacyjnie odsłaniać się w szczerości własnych poglądów, nie było jednak tak, że Robert nie słyszał ich po raz pierwszy. Tym razem Shafiq nie wypominał mu, że jako zagorzały mugolackofil mimo wszystko to on sam chce zostać Ministrem Magii, a nie wypchnąć któregokolwiek ze swoich zaufanych pracowników na tę funkcję. Zbierając myśli znów mimowolnie odchylił głowę w stronę pustego fotela swojego zastępcy. Jonathan lada moment mógł wrócić, spotkanie niespiesznie zmierzało do nieuniknionego końca.

– Jeśli chcesz wypromować się na radykalizmie, nie jest to wcale takie nierozsądne, zważywszy na trudne czasy, które o wiele życzliwiej patrzą na tych, którzy krzyczą w skrajności. Zaklinam Cię jednak Crouch, aby to było z większą kontrolą z Twojej strony nic więcej. – podsumował, aby najważniejszy przekaz jego porady nie umknął w natłoku światopoglądowych wynurzeń. – Napiszę do niego oczywiście, będę też w październiku wybierał się do Lozanny, w sprawie pozyskania kredytu na odbudowę, może część z tych pieniędzy mogła przejść na Twój projekt? Tylko to już musisz mieć dogadane z kanclerzem, to najpewniej przejdzie przez jego ręce. A w komisji... nie wiem czy chciałbym Ci kogoś oddać... Mam mocne braki kadrowe po Spalonej, a przez spalone magazyny potrzebuję wszystkie ręce na pokładzie, bo znów na dniach przypływa pierwsza dostawa z Kambodży. – To nie jest to, że nie chciał pomóc. Sam jednak spotykał się z ograniczeniami, których nie dało się zalepić choćby wszystkimi skarbami z jego littlehangletońskiego skarbca.

– Och... Robert właśnie, a propos braku czasu i ludzi chętnych do pomocy. Jest inny projekt o którym chciałbym Ci opowiedzieć, absolutnie poza murami ministerstwa, choć nie w oderwaniu od naszych funkcji. Zakładam fundację. Byłbym szczerze zaszczycony, gdybyś chciał zostać jednym z fundatorów. – wstał z miejsca i otworzył jedną z szuflad biurka, by wyciągnąć czarną teczkę o pozłacanych kantach z której wyciągnął plik dokumentów. – Zajmuję sobie tym myśli, żeby nie zwariować. Działania planuję skoncentrować na Dolinie, jako miejscu w którym od zawsze społeczeństwo żyje we wzajemnej koegzystencji, magowie obok mugoli, czystokrwiści obok mugolaków i jakoś nikt nie skacze sobie do gardeł. Nie ukrywam, że tym projektem można wystawić się na atak kilku osób, zwłaszcza Voldemort ukochał sobie to miejsce, sądząc po stanie ulic. – zawahał się przez moment, marszcząc czoło w wyraźnym zamyśleniu – Masz w ogóle dostęp do jakiś rządowych raportów ze stanu Doliny? Pomogłoby mi to mocno precyzyjniej zaplanować działania. – zapytał, wręczając mu plik wstępnej dokumentacji umowy inicjującej działanie organizacji.
ten lepszy Robert
cały mój kraj potrzebuje psychologa
wiek
36
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Sędzia Wizengamotu
Brunet o wzroście 180 cm. Ma błękitne oczy i zawadiacki uśmiech, który często nosi niczym maskę. Włosy często ma napomadowane, a pod szatami czarodzieja nosi eleganckie garnitury, albo od Rosierów, albo mugolskich projektantów, takich jak Westwood lub Dior, nie obnosząc się z tymi markami, lecz traktując to jako ukryty polityczny manifest.

Robert Albert Crouch
#13
Wczoraj, 09:58  ✶  
Słuchał słów Anthony'ego z niejakim smutkiem i pewną dozą osamotnienia. Podobne tyrady wygłaszał jego ojciec – z pozycji jakże wygodnego centryzmu, z której jednak zmiany postrzegano jako procesy niemal naturalne. Takie, do których trzeba było się dostosować. Płyń z nurtem rzeki. Daj zmianom przyjść w swoim czasie. Kiedy więc? Za dziesięć lat? Nie, więcej. Co najmniej dwadzieścia pięć. Poważna zmiana klasowa była oczywiście niewygodna. Anthony, jako jedna z bogatszych osób w magicznej Anglii, na pewno nie chciał wypuszczać z rąk majątku i statusu. Tego jednak Robert nie wypowiadał na głos. Ojciec nauczył go bowiem kilku dobrych zasad. Na przykład: dobry polityk wie, kiedy mówić, a kiedy milczeć.

– Może prawdę trzeba opakować w ładne opakowanie, by podać ją masom. To prawda. Ale my, jak nikt inny, powinniśmy zdawać sobie z niej sprawę. Nie możemy we własnych szeregach reprodukować populistycznych dyrdymałów, bo jeszcze sami w nie uwierzymy – rzekł gorzko. – Status quo jest dla nas tak cholernie wygodny. Tak miło na sercu się robi, gdy myślimy w ten sposób. Że przecież jesteśmy lepiej kształceni od małego, bo rodzice dbają, żebyśmy poszli w ich ślady. Miło przecież jak ktoś spełnia zadanie systemu oświaty, który przecież my współtworzymy. Miło jak ktoś nas wyręcza. Miło jak nasze dzieci zyskują wysokie stanowiska, bo jesteśmy wtedy z nich strasznie dumni. Nam czystokrwistym jest strasznie dobrze w tym naszym systemie, co prawda nadgryzionym zębem czasu, ale wciąż utrzymywanym naszymi wysiłkami. A wiesz, jaka jest prawda, Anthony? – pochylił się w krześle, spojrzał Anthony'emu w oczy. – Boimy się demokracji. Boimy się głosów, które nie są nasze. Jesteśmy ksenofobami, jesteśmy gnuśną arystokracją, władamy tym krajem tak nieporadnie, że dopuszczamy do tego, by działy się takie rzeczy jak Spalona Noc. Kodeks tajności był podyktowany strachem i wciąż żyjemy w strachu. I Śmierciożercy doskonale wiedzą, przekraczają kolejne granice i patrzą, na co jeszcze zezwolimy, by tylko okopać się w swoich wygodnych pozycjach. A tymczasem młodzi widzą, że mugole prześcignęli nas technologicznie. Więc wiesz co ci powiem? Wolę mugolackie i półkrwi mieszczaństwo niż bandę tchórzy.

Na wzmiankę o radykalizmie, lekko się skrzywił. Nie znosił tego słowa, nie lubił być tak nazywany. Radykalizm brzmiał groźnie. Implikował przemocowe zakusy. Robert był zaś po prostu człowiekiem rozsądnym. Wiedział, że bez działania nic się nie zmieni. A do tego oddolnego, należało wciąż namawiać zwykłych ludzi.

– Nie zamierzam krzyczeć, choć bardzo bym chciał. Chcę przekonać ludzi, że jestem po ich stronie. Wiem, że to nie zawsze jest uczciwa gra. Ale wiedz, że jestem świadomy i zdeterminowany. – Trudno było sobie nie wyobrazić własnej twarzy na plakatach. Własnego imienia skandowanego przez tłumy. Tego jakże kuszącego uwielbienia ze strony mas. – Mógłbym wybrać się do Lozanny razem z tobą, porozmawiać z kanclerzem. A co do ludzi w komisji, nie ma oczywiście żadnego problemu. Rozumiem, że ogarnianie wszechobecnego bajzlu wymaga więcej rąk.

Oczy mu się niemal zaświeciły, gdy Anthony wspomniał o fundacji. Robert starał się na bieżąco wspierać inicjatywy post Spalononocne w ramach działalności prywatnej. A w Dolinie Godryka można było zgromadzić niezły kapitał polityczny. Wiele rodzin półkrwi, trochę czystokrwistych, koegzystencja mugoli i czarodziejów. Idealne miejsce dla Roberta Alberta Croucha.

– Oczywiście, przyjacielu. Masz moje pełne wsparcie –
uniósł niemal pustą szklankę w geście toastu. – A o raporty możesz spytać Laurence'a Lestrange'a. Napisałem do niego w sprawie sytuacji mieszkaniowej. Z tego, co kojarzę, oni sami mają tam niezły chaos i wciąż zbierają dane.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#14
2 godzin(y) temu ✶  
Słuchał słów Roberta, oddając im pół uwagi i ćwierć błąkającej się po twarzy życzliwości.

Lets agree, we disagree – unosiło się w powietrzu, podczas tej nie pierwszej i zapewne nie ostatniej wymiany zdań między nimi. Z jednym musiał się zgodzić i to w sposób zdecydowany i ostateczny.

– Owszem Robercie, boję się demokracji, bo ta nigdy nie była pomyślana jako produkt masowy. W swoim pierwotnym zamyśle, to obywatele decydują, nie zaś każdy kto nawinie się w okolice urny. Tłuszcza, nie jest zbyt rozsądna, zbyt zmęczona codziennością i problemami utrzymania się z urzędniczej pensji, a w czasach kryzysu tym bardziej skłaniająca się ku utartym sprawdzonym ścieżkom autorytarnej władzy, która za nich będzie decydować jak żyć. Nie jesteś zadowolony z miłościwie nam panującej, to jednak wybory ofiarowały jej stołek, tak samo jak wcześniej Malfoyowi. Możesz więcej spraw oddać masie, a potem dziwić się wynikom, które na ten przykład prowadziłyby do większego izolacjonizmu. Albo... co z resztą próbuje forsować Voldemort, do złamania kodeksu tajności i przejęcia kontroli nad mugolami. – wetchnął, uciekając znów wzrokiem w stronę biurka Jonathana. Proces był złożony, decyzje podejmowane impulsywnie. A ludzie... ludzie tak banalni do zmanipulowania, nie ważne czy magią czy samym słowem. – Nie zrozum mnie źle, też jestem za reformą. Mam poczucie, że zwyczajnie rozmijamy się tempem i rozmachem zmian, które chcielibyśmy widzieć. I serdecznie nam życzę tego, abyśmy zdołali dożyć tych czasów. Abyśmy obaj mieli przywilej wspominać z pewną nostalgią czasy, których młodzież przyszłości nie będzie rozumieć. – Odwrócił znów głowę do swojego rozmówcy, uśmiechając się bardziej dobrodusznie. Był nawet nieco rozbawiony.

– Są powody, dla których proszę o wgląd do tego raportu Ciebie. Nie chciałbym, aby zbyt wiele osób wiedziało, że kręcę się wokół tematu Doliny, teoretycznie mógłbym i poprosić Cattermole'a o to, ale... wydaje mi się, że wypadłem z łask. Szkoda strzępić języka na moje niedoszłe przeniesienie, wystarczy Ci wiedzieć, że jestem persona non grata w okolicach Jenkins. Trochę to jest powód mojej powolnej przeprowadzki i planu przedwczesnej emerytury w okolicach fundacji i Doliny. Ale cyt... to tylko między nami. – Czując że rozmowa dojrzała i nadaję się już tylko do zerwania z drzewa, podniósł się by uścisnąć dłoń sędziego. – Masz moje wsparcie, jeśli czegokolwiek będziesz potrzebował do Komisji, dołożę starań aby rozsiewać dobre słowo na temat jej pracy, w razie czego pisz i... widzimy się drugiego października w Dziurawym Kotle. Mam nadzieję, żę pod umową fundatorską podpiszesz się swoim ulubionym piórem, tym które dostałeś ode mnie z okazji nominacji na sędziego. – Trochę się droczył, trochę mówił całkiem poważnie, nie chciał jednak Croucha zatrzymywać od pracy. Siebie również, bo nagle okazywało jej się wystarczająco dużo, by jego obecność w biurze była absolutnie zasadna. Na drodze wyjątku.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (2876), Robert Albert Crouch (2354)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa