• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 11 12 13 14 15 16 Dalej »
[Listopad 1970, Biały Wiwern] Pierwsze ataki Śmierciożerców

[Listopad 1970, Biały Wiwern] Pierwsze ataki Śmierciożerców
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#1
15.03.2023, 19:26  ✶  
Przybytek do którego zaprosił przyjaciółkę, idealnie odzwierciedlał skryte intencje jakie kiełkowały się tego wieczoru pod czarną czupryną młodego Lestrange. Zamiary podłe, więc i lokal podły. A owe, niecne intencje, bynajmniej, nie były skierowane w stronę Cynthii, co to, to nie. Chodziło o kogoś zupełnie innego, konkretnie to o podstarzałego Slughorna, szlamolubnego sędziego z Wizengamotu. To właśnie o niego, w głównej mierze, chodziło Louvainowi, przez cały ten czas. Za każdym razem kiedy starał się wyciągać Cynthię, na kolację, czy kawę, przy okazji, ukradkiem starał się zinfiltrować tego ważniaka z ministerstwa. Chociaż percepcji mu nie brakowało, to być może dlatego czasem mógł wychodzić na rozkojarzonego, czy niezainteresowanego swoją towarzyszką. Chodziło o coś poważniejszego, o coś czego nie mógł jej, jeszcze, zdradzić. Jej oszołamiająca aparycja, skutecznie odciągała uwagę obserwujących, od jego osoby, tym samym sprawiając wrażenie młodej parki na schadzce.
Znali się już spory kawał czasu, jeszcze przecież z lat szkolnych. Chociaż była o rok wyżej od niego, do tego panna Flint kompletnie nie interesowała się tym, czym Louvain żył przez cały okres szkolny, to nie przeszkodziło im to nawiązać bliższej relacji. Być może właśnie z powodu braku zainteresowania sportem, blondynka potrafiła spojrzeć na niego z innej perspektywy, niż przez pryzmat jego dokonań, lub porażek w quidditchu. No i odkąd na poważnie zmagał się z chorobą genetyczną, potrzebował fachowej, ale i zaufanej osoby związanej z medycyną. On kompletnie nie znał się na eliksirach, lecznictwie i wiedzy przyrodniczej, dlatego potrzebował Cynthii jak tlenu.
- Nigdy, przenigdyyy... - przeciągał początek zdania i jednocześnie nazwę gry, którą lubił prowadzić z panią koroner. - nie uciekłem z pierwszej randki. - kręcąc denkiem kieliszka swojego wina po blacie stolika przy którym siedzieli. Uniósł lekko, lewą brew, a usta wygiął w zadziorny uśmieszek, oczekując reakcji. W tym miesiącu w Białym Wiwernie klienteli nie brakowało, być może miało to związek z ostatnimi medialnymi doniesieniami o Lordzie Voldemorcie. W końcu ulica przy której znajdował się lokal, znana była z czarnoksiężników i czarnomagicznego rodowodu. Jednak oni byli bardziej zainteresowani własną rozmową.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#2
15.03.2023, 23:39  ✶  
Nie umiała racjonalnie wytłumaczyć sobie swojej zauważalnej słabości względem Louvain Lestrange, który jako jedna z niewielu jednostek była w stanie ją gdziekolwiek wyciągnąć. Okres w pracy był intensywny, Lycoris wymagała od niej stawania na rzęsach i absolutnie perfekcji, a ojciec wciąż chodził niezadowolony z powodu nagłego zgonu jej potencjalnego męża — niech go trytony mają na wieki w opiece. I naprawdę powinna skupić się na rozwijaniu swoich talentów alchemicznych oraz tych związanych z nekromancją, zanim stary Flint przyprowadzi kolejnego idiotę, robiąc z niej krowę dojną. Jednak nie, Lou chciał wyjść i uparł się, że i tym razem musiała mu towarzyszyć, na co przystanęła ostatecznie z wywróceniem oczyma. Cynthia nie była osobą ciepłą i przyjemną, jej podejście do otaczającego ją świata jawiło się obojętnością i chłodem, nie interesowały ją sprawy innych. Umiała jednak nosić maski w sposób tak doskonały, że nikt nie zauważył, jeśli na to nie pozwalała. Kłamliwy, podły koroner.
Zawsze starała się wyglądać perfekcyjnie, co było spowodowane manią kontroli i pedantyzmem. Dopasowane i podkreślające każdy atut jej sylwetki stroje, wyuczone spojrzenia, które podkreślał odpowiedni makijaż i przybieranie postawy kobiety nieco głupszej i bardziej naiwnej, niż otaczający ją mężczyźni.. Jaki był skuteczniejszy sposób na sukces oraz zdobywanie informacji, niż łechtanie ego płci, która rzekomo rządziła światem? Westchnęła po rozejrzeniu się w lokalu, obdarzając go pociągłym spojrzeniem stalowych tęczówek — jeszcze nie komentowała tej speluny, którą wybrał jej towarzysz. Nadal nie umiała określić ich relacji, więc zwyczajnie była bezimienna, bezkształtna i rządziła się prawami, których nawet nie próbowała definiować. Nie była pewna, czy chodziło o to, że jej potrzebował, czy może o to, że to ona w jakiś nieodgadniony dla siebie sposób tkwiła przy nim, znosząc te wszystkie otaczające go rzeczy. Absolutnie nieznośne. Był popularny, był sportowcem i nie mogło chyba ich więcej dzielić. Nawet nie umiała dobrze latać na miotle, a Quidditcha oglądała ostatni raz w Hogwarcie. Spojrzenie na niego przez pryzmat tego, co osiągnął — czego oczywiście szczerze mu gratulowała, bo była zwolennikiem ciężkiej pracy i pasji w człowieku — było dla niej niemożliwe. Może powinna więcej interesować się światem? Szczupłą dłonią zgarnęła jasny kosmyk za ucho, unosząc brew. Przy nim pozwalała sobie na więcej swobody, maska zostawała w torebce. - Śmiem twierdzić, że niewiele miałeś randek pierwszych, które prowadziły do drugich lub trzecich.. - zauważyła z nutą zadziorności być może skradzioną, ale też dlatego, że Lestrange był niepoprawnym kobieciarzem, nieodpornym na urok osobisty i długie rzęsy. Nie był jednak stały. Jej palce zacisnęły się na kieliszku, a ona upiła łyka, czując wyrafinowany smak na podniebieniu. Nie mogła powstrzymać nawyku wyrobionego od najmłodszych lat, polegającego na obserwowaniu tego, co działo się dookoła. Całe szczęście, kobiety miały podzielność uwagi. Ona uciekła, więc musiała się napić. - Jest coś specjalnego w tej spelunie, że wybrałeś akurat to miejsce? - zapytała całkiem poważnie, ignorując spojrzenia lecące w ich kierunku. Gdy się z nim wychodziło, zwykle otrzymywała przynajmniej kilka takich, które wyrazem przypominały lecące, srebrne ostrza wywołane czystą zazdrością kobiet, które łaknęły życia, które mógł im dać. Była na tyle bezczelna, aby odwzajemniać je z góry, czasem z wyższością i potępieniem dla głupoty, a czasem z czystą dezaprobatą. Znali się na tyle, że swobodnie mógł jej zasugerować lub oznajmić, czego potrzebował.  - Nigdy przenigdy nie byłam zakochana.
Chciał iść w tematy randkowo-miłosne? Proszę bardzo. Nie sięgnęła po kieliszek, sięgając jednak dłonią do swojej czarnej sukienki i wygładziła jej materiał, pozbywając się również kilku niewidzialnych pyłków. Gdy podniosła spojrzenie, dostrzegła pracownika Ministerstwa,  Slughorna, który chyba był fanem uprawianego przez jej towarzysza sportu, bo zwykle mieli okazję wymienić z nim słówko lub dwa. Był znajomością opłacalną, więc posłała mężczyźnie krótki, figlarny uśmiech i kiwnęła głową na przywitanie, a ruch sprawił, że wiszące kolczyki zakołysały się w jej uszach. - Obrzydliwy człowiek. - mruknęła niemalże bezgłośnie, odwracając twarz i tym samym spojrzenie w stronę Lou.
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#3
16.03.2023, 22:48  ✶  
Wdzięczny był Cynthii, że przystawała na jego propozycje i pozwalała dać się zaprosić, czasem do miejsc takich jak Biały Wiwern. To nie tak, że był entuzjastą podrzędnych mordowni i fanem swądu jaki roztaczał się po ulicy Śmiertelnego Nokturnu. I skłamałby gdyby upierałby się, że nie potrafi znieść zapachu i tej całej wierutnej aury, która roztaczała się tutaj, jak i w innych miejscach na tej ulicy. Jeszcze całkiem nie tak dawno, podobnie jak i parszywiec Slughorn miał w upodobaniach rozrywki niskiego stanu. Przecież potrafił w ramach celebracji ważnego zwycięstwa w rozgrywkach ligowych, wraz z koleżkami z drużyny, zamknąć któryś z magicznych zamtuzów na całą resztę klienteli wydając przy tym spore ilości galeonów na nocne uniesienia. Miał nadzieję, że już mało kto o tym pamięta, mimo, że plotkarskie gazety uwielbiały wspominać o jego ekscesach. Bo warto nadmienić, że czasy te, słusznie minione w jego obecnej perspektywie, zdecydowanie zostawił za sobą. Próżność nie była już wyznacznikiem wszystkich jego motywacji, ale przerośnięte ambicje dalej nie dawały mu wytchnienia. Teraz musiał od nowa budować swoją osobistą markę i tak jak zwyczajny czarodziej, ciężką pracą zapracować sobie na swoją pozycję. Kiedy ma się w czymś talent, czasem można pójść na skróty, przez co droga wydaje się łatwiejsza. Tutaj musiał odbębnić roboczogodziny jak każdy stażysta, bez wyjątku. Nie mógł już starać się o bycie światową topką miotlarstwa, nie zamierzał też odcinać kuponów od bycia gwiazdką quidditcha. Dlatego szczerze doceniał, że młoda Flint potrafiła znaleźć dla niego odrobinę czasu pomiędzy pracą, a domem. Przynajmniej mógł sobie trochę schlebić tym, że być może nie jest, aż takim pyszałkowatym gamoniem, skoro srebrnowłosa potrafi przy nim tyle wytrzymać.
- Oj gdybyś wiedziała. Uwierz, ciężko się wyspać, kiedy tyle kobiet pcha Ci się do łóżka. - odparł ironizując, obracając żart. Hiperbolizował, rzecz jasna, bo choć zdarzało się, że ktoś rozpoznawał go na ulicy czy w lokalu, to bądźmy szczerzy, zdecydowanie już nie ten czas kiedy młode fanki wyrywały się o jego autograf. Jednak człowieka nie da się zmienić w stu procentach, dlatego część dawnych upodobań wciąż z nim tkwiła. Wciąż miał słabość do pięknych kobiet, zwłaszcza tych najgroźniejszych, które dobrze o tym wiedziały. Również miał do niej słabość, być może nawet większą, więc szczęśliwie dla niego, że Cynthia nie miała egocentrycznych zamiarów względem nim. Gdyby się postarała, to wyciągnęłaby od niego to co potrzebuje, a może nawet więcej. - Oprócz nas? Póki co nie. - uśmiechnął się szerzej, tym razem bez cienia ironii. Po jej wyznaniu zatrzymał się na moment i w sumie po chwili oboje mogli już wiedzieć, że przy tym pytaniu żadne z nich nie przechyli szkła. Ciężko o szczerość w tym niegodnym świecie, a tym bardziej o tak wzniosłe uczucie jak zakochanie. Nie zdążył rzucić żadnego komentarza, bo obok nich przeszedł cel Louvaina. Wstał, poprawiając marynarkę oraz w eleganckim geście, zapiął guzik marynarki, by uścisnąć rękę Slughorna, wymienić drobną uprzejmość. Nie umknęło mu obrzydliwe spojrzenie, którym miał czelność obarczyć filigranową Cynthię. Kiedy ten odwrócił się i odszedł parę kroków, Louvain usiadł, wyjął wystającą z przedniej kieszonki jedwabną, fioletową chusteczkę i zaczął nią wycierać tę dłoń, którą przed chwilą podał szlamolubnemu starcowi. Pokiwał twierdząco głową, sygnalizując, że całkowicie zgadza się ze swoją rozmówczyni. - Dasz wiarę, że ta szelma ma dwójkę bękartów ze swoją szlamowatą sekretarką? Wcisnął ją na wakat, żeby kupić jej milczenie. - rozpoczął nagonkę, ściszając trochę głos, a jednocześnie uśmiechając się w kierunku pracownika Wizengamotu, kiedy ich spojrzenie skrzyżowało się ponad resztą ludzi w lokalu. - Skurwiel miał nawet czelność zapytać mnie, czy ze starszymi też się umawiasz. - wbił w nią sugestywny wzrok. Nie musiał dodawać zbyt wiele, wiedział, że i bez tego przyjaciółka domyśli się, co tak naprawdę próbował uzyskać od niego Slughorn, jakby do cholery był jakimś sutenerem. Skoro nadarzyła się już ku temu okazja, może pora zasiać w przyjaciółce trochę ziarna nienawiści wobec tego jak i innych zdrajców krwi.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#4
16.03.2023, 23:50  ✶  
Nie wątpiła w jego gust, chociaż podejmowane czasem przez Louvaina decyzję były skrajnie głupie. Nie oceniała jednak nigdy tego, co robił i jak chciał żyć, nie komentowała jego sposobów radzenia sobie ze sławą oraz wykorzystywaniem płynących z niej przywilejów. Ściągał spojrzenia, uwagę, był charyzmatycznym przywódcą towarzystwa, a plotki czy opowieści o nocnych eskapadach, czy kolejnych kochanicach nie raz pojawiały się w proroku. Czasem mu dokuczała, rzucała kąśliwą uwagę, ale nigdy nie próbowała zmienić tego, kim był i tego, co robił. Dlaczego więc miałaby odmawiać mu przez wybór śmierdzącej speluny na kolację? Zmieniał się w swoim tempie, kiedyś Biały Wiwern zmieni się w elegancką restaurację, gdy przyjdzie do tego odpowiednia chwila. Nie było jej rolą narzucanie mu tempa lub nakierowywanie, mogła po prostu być i mu w tym towarzyszyć. Jakkolwiek duże miała problemy z nawiązywaniem relacji i emocjami, cechowała się przecież lojalnością do skrupulatnie wybranych osób, które w jakimś stopniu wpasowywały się w ramy utworzone w jej pokręconym umyśle. Niewiele było żywych istot, których towarzystwo ceniła bardziej, niż swoje trupy w prosektorium. Przyglądała się mu chwilę w milczeniu, zakładając nogę na nogę, dochodząc do wniosku, że faktycznie był mniej próżny i chyba bardziej znośny, niż wcześniej. Wniosków tych jednak nie zamierzała mu przedstawiać jednak werbalnie, nie chcąc, aby obrósł w piórka od nowa. Pokręciła głową delikatnie z prychnięciem godnym przynajmniej młodego kuguhara, wywracając przy tym oczyma. - Może trochę się postarzałeś tu i ówdzie, ale nie uwierzę, że kolejka całkiem opustoszała.
Kobiety były głupie, szukały wygody i dóbr materialnych, często idąc na łatwiznę więcej razy i bardziej niż kiedykolwiek Lestrange poszedł. Byłaby hipokrytą, jednak gdyby uznawała się za lepsze od nich, wszak sama czasem wykorzystywała wszelkie dostępne sobie środki do osiągnięcia obranego przez siebie celu. Niezależnie, czy chodziło o robienie z siebie blond idiotki, czy o wpadnięcie na kogoś na korytarzu w koszuli rozpiętej o guzik, czy dwa najbardziej. Żyli przecież w takim, a nie innym świecie, nie zmieni go jedna Cynthia, jeden Louvain. I pewnie przeszło jej przez myśl na samym początku, aby jego wykorzystać, ale zmieniła zdanie, bo przecież nie był tylko pionkiem. Tak, jak nie mogłaby użyć do czegokolwiek Victorii czy Fergusa. Ciężko było jej przyznać przed sobą najbardziej oczywiste rzeczy, więc zawsze jej umysł szukał wymówek. Na jego słowa podniosła spojrzenie na jego twarz i odszukała oczu, pozwalając sobie na cyniczny odrobinę uśmiech. - Oh, bo się zarumienię. - rzuciła niemalże wzruszona, zupełnie niczym ulegająca jego słowom fanka. Jej dłoń uniosła się ku górze, odgarniając mu z czoła kosmyk włosów, a następnie, jak gdyby nigdy nic, ułożyła dłoń na kolanie. Omiotła spojrzeniem wnętrze, na chwilę skupiając uwagę na podejrzanie wyglądającym barmanie, który przez żółty odcień skóry wyglądał jej na kogoś, kogo niedługo odkryje w jednej z tak dobrze znanych jej, czarnych toreb. Pozbyła się posmaku upitego wcześniej trunku z warg, zwilżając je i odstawiła kieliszek, kontynuując ich grę. Dlaczego nie dziwiła jej odpowiedź?
Powędrowała spojrzeniem za Slughornem z subtelnym uśmiechem, który pojawiał się za każdym razem, gdy obdarzał ją spojrzeniem. Parszywa glizda, absolutny Władca uprzedmiotowiania ludzi, krążyły nawet plotki o romansie z jedną z czarownic pół krwi. Żałosne. Nie drgnęła, nawet gdy jej towarzysz wstał i z największą elegancją przywitał parszywego sędziego. Czego od niego chciał? Jaki był powód jego zainteresowania jego osobą? Nie zapytała jednak głośno, przenosząc wzrok na swoje dłonie, obserwując odbijające się na paznokciach światełka z tutejszych kandelabrów. Uśmiechnęła się pod nosem rozbawiona, łapiąc za kieliszek, a kolejny łyk alkoholu rozgrzał przyjemne przełyk, zostawiając na skórze rześki dreszczyk. - Ze szlamą? Nie ma wstydu. - odpowiedziała również cicho, dyskretnie się ku niemu przysuwając, jednak jej spojrzenia cały czas wędrowały do sędziego. Stuknęła paznokciami o szkło, gdy kątem oka dostrzegła mimikę twarzy Lestrange.
- A czy powinnam się z nim umówić? - zapytała tylko, odwracając głowę w jego stronę i odszukując jego spojrzenie. Nie musiała pytać, żeby domyślać się, że coś było na rzeczy, do czego jej potrzebował. Tylko jaki cel miało odwrócenie nią uwagi urzędnika i co właściwie miała pomóc mu zrobić. Nie umiała czytać w myślach. Westchnęła bezgłośnie, a jej brwi ściągnęły się na ułamek sekundy. - Jeśli potrzebujesz, żebym coś zrobiła, to po prostu mi powiedz... Chcesz dać mu nauczkę? Zresztą, zasłużył na Cruciatus. Może dwa? Ma przecież dobre nazwisko.
Wzruszyła delikatnie ramionami, posyłając mu krótki uśmiech i znów upiła wina, mówiąc o zaklęciach niewybaczalnych tonem, którym mówiłaby o accio. Jej były narzeczony — również starszy miał nieszczęśliwy wypadek, kończąc w morskich odmętach ku niezadowoleniu ojca. Sędziemu też mogło przydarzyć się coś złego, wypadki chodziły po ludziach, zwłaszcza w czasach gdy ciemne i ciężkie chmury snuły się po niebie.
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#5
19.03.2023, 19:57  ✶  
Zaśmiał się cicho, zatrzymując uśmiech na twarzy przez dłuższy moment. Spojrzał na Cynthię z przechyloną na bok głową, mrużąc oczy ironicznie udając rozbawionego. Kąśliwe żarciki nawet w urokliwy sposób pasowały do jej osoby. Minęło raptem może niecałe 3 lata, odkąd przestał grywać profesjonalnie. Może gdyby był metamorfomagiem, albo codziennie rzucał na siebie transmutację faktycznie mógłby się postarzeć w tak krótkim czasie. Przynajmniej ominęła go syndrom wypalonego sportowca, który w końcu musi odpuścić przez ciężar lat na karku i spadek kondycji. Niektórzy zawodnicy, choćby tacy jak Nott, bardzo ciężko znosili fakt, że muszą ustąpić pola młodszym zawodnikom, aby odejść z twarzą. I to żadna złośliwość, tylko zwyczajna, obiektywna analiza sportowa ok?
Zamknął oczy ze skromnym uśmiechem kiedy panna Flint przeczesała kosmyk jego włosów. Odwzajemnił jej łagodny gest, również kładąc swoją dłoń na jej dłoń, którą położyła na jego kolanie. Poczuł przyjemny dreszcz na czubku głowy, przechodzący w dół po karku. Przez chwilę miał ochotę, żeby to spotkanie faktycznie zmieniło się w wyłącznie towarzyskie spotkanie. Bez knucia tych intryg, które szarpały jego myśli. Zmienić lokal na bardziej gustowny, zjeść razem kolację i domówić butelkę, lub dwie wina więcej. Mógłby przysiąc, że po butelce cierpkiego jak smak porażki, wina z Białego Wiwerna, dostałby skrętu kiszek. Jednak poczucie obowiązku w tej chwili było silniejsze, niż pociągająca wizja wspólnego wieczoru z Cynthią. Chwycił za gazetę Proroka leżącą na rogu stolika. Rozkładając ją próbował dyskretnie ukryć niezręczny uśmiech który malował się na jego ustach, kiedy słuchał Cynthii. Fakt, próbował lekko ją podejść, ale przecież była wcale nie gorszą intrygantką i manipulatorką niżeli on. Szybko go przejrzała, uderzając w prost.
- No dobrze, masz mnie... - odparł ściszonym głosem, udając zainteresowanego zawartością gazety. - potrzebuję Twojej pomocy w delikatnej sprawie. - dokończył. Przewróciwszy na kolejną stronę, spoglądał jedynie na zdjęcia i grafiki umieszczone na papierze. Odprawił kelnera, który niezbyt elegancko, ale jednak zapytał, czy życzą sobie zamówić coś jeszcze. Może to drogi garnitur Louvaina, albo spojrzenie srebrnowłosej na barmana przyciągnęło go do ich stolika. - Komuś bardzo, wpływowemu... - tutaj zrobił drobną pauzę odkładając egzemplarz Proroka z powrotem na stolik. Sugestywnie stuknął paznokciami w pierwszą stronę, na której widniał wielki nagłówek przybliżający sylwetkę samozwańczego Czarnego Pana. - zależy na tym, żeby starzec uniewinnił naszego wspólnego przyjaciela. - spojrzał w końcu w twarz swojej przyjaciółki. Oczy miał czarne jak smoła, a twarz choć stonowana i stoicka, sugerowała mroczne intencje. Nie chodziło o żadne Cruciatus, wręcz przeciwnie. Człowiek ten, choć zasługiwał na upodlenie, do czasu zamknięcia przewodu sądowego, musiał pozostać nienaruszony na ciele, ale już mniej na psychice. Poczuł się w tym momencie bardzo niezręcznie, co poskutkowało nerwowym podrapaniem się po nosie. - Po prostu zaprowadź go za moment do ubikacji i uśpij jego czujność, ja zajmę się całą resztą. Mimo, że Flintówna sama zaproponowała mu pomoc, czuł się bardzo ślisko przydzielając jej taką właśnie misję. Był uczulony na punkcie czystości krwi i sama drobna sugestia, wpychania wręcz, własnej przyjaciółki prosto w obrzydliwe łapska tego łajdaka, przyprawiała go o mdłości. Nie chciał, ale bardzo potrzebował, posłużyć się jej wdziękiem i tym jak potrafiła działać na mężczyzn. Kilkusekundowa, niezręczna cisza, była zdecydowanie zbyt długa, żeby tkwić w niej dalej. Dlatego wstał od stolika, zapinając guziki marynarki, nałożył na siebie swój płaszcz wraz z rękawicami oraz kapeluszem następnie ruszył w kierunku Slughorna. Z posępnej i być może lekko przygnębionej miny, nałożył maskę uśmiechniętego od ucha do ucha, życzliwego, młodszego kolegi z pracy. Poklepał parszywca po ramieniu udając dobry gest, kolejnych kilka uprzejmości, żarcik dla rozluźnienia atmosfery i dosłownie chwilę potem staruch wsunął Louvainowi mieszek galeonów w zimowy płaszcz. Panowie uścisnęli sobie gentlemeńsko dłoń, jakby właśnie ubili bardzo lukratywny biznes. Po części tak było, ale Slughorn jeszcze nie wiedział, że to on jest tutaj przegrany. Odwrócił się w kierunku swojej przyjaciółki którą zostawił po drugiej stronie sali i skinięciem głowy dał jej sygnał do działania. Sam udał się do barmana, żeby na środku baru zostawić przed chwilą otrzymaną garść złotych galeonów. Nie miał absolutnie żadnego zamiaru przywłaszczać tych pieniędzy, które Slughorn był wstanie zapłacić za zbliżenie z słodką Cynthią. - Kolejka dla wszystkich! Za zdrowie Dziedzica! - zawołał na całą salę, ściągając tym samym na siebie większość. I zanim zdążył zapaść w pamięć swoją twarzą niewybrednej klienteli tegoż przybytku, oddalił się w kierunku damskiej toalety pośpiesznym krokiem. Pierwsza grupa, sugerująca swoim wyglądem szmalcowników, odpowiedziała na zawołanie i ochoczo popędziła po kufel darmowego piwa, które popłynęło strumieniem z wytoczonych przez barmana keg browaru. Pozostała część gapiów po prosto skorzystała z okazji darmowego napitku, czym wywołała zamieszanie w Białym Wiwernie, idealnie na mały sabotaż. Zaś sam młody Lestrange przymknął za sobą drzwi ubikacji, poinformował dwójkę mężczyzn, że na barze leją darmowe piwo, a ci sami prędko wyszli z pomieszczenia. Upewnił się, że nikt niepożądany nie został z nim w tym przykrym zapachu stęchlizny i amoniaku. Przygotował różdżkę w dłoni i oczekiwał na niespodziewającego się niczego starego dziada z Wizengamotu.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#6
19.03.2023, 23:24  ✶  
Nigdy nie rozumiała jego świata i podejścia do życia, które przecież jarzyło się od świateł reflektorów i intensywności. Bodźce każdego chyba rodzaju sprawiły, że Lestrange był być może odrobinę uzależniony od adrenaliny i rywalizacji, pozornie zgrywając dorosłego. W takich jednak momentach, gdy zrzucał swoją maskę i pozwalał twarzy nabrać naturalności, gdy prostym gestem przekręcał głowę, spoglądając na nią spod czarnych jak węgiel kosmyków włosów z cichym śmiechem, wciąż miał w sobie coś z tego chłopaka, łobuza ze szkolnych korytarzy, którego poznała przed laty. Pomyśleć, że tak długo zajęło im zrzucenie masek, bo możliwość bycia sobą była po prostu kojąca na tle codzienności, w której tkwili. Nie mogła powstrzymać drobnych złośliwości, maleńkich uszczypnięć, aby tak całkiem nie obrastał w piórka.
Swoboda jawiła się nie tylko werbalnie, ale i w gestach. Absolutnie bezwstydnie naruszała przestrzeń osobistą mężczyzny, lawirując gdzieś pomiędzy granicą rozsądku, a jakby się zdawać mogło — nieprzyzwoitości. Pieszczota ukryta w niewinnym geście, sugestia, że na swój sposób się o niego troszczyła, chociaż wcale tego nie chciała i pewnie nie potrzebowała, ale wraz z kolejnymi eliksirami, kolejnymi rozmowami, świadomość Louvaina jako wyjątkowej jednostki się w niej zakorzeniła. - A może ja powinnam sprawić, żebyś się zarumienił? - zapytała retorycznie, niewinnie i wciąż zadziornie, a gdy dłoń wylądowała na jego kolanie, zacisnęła delikatnie palce, przesuwając je centymetr lub dwa w górę. Oczywiście cały czas spoglądała na jego twarz, jakby sprawdzała, czy ów subtelny odcień różu zdoła na policzkach wyciągnąć, okazjonalnie pozwalając sobie na odnalezienie jego spojrzenia. Gdyby Cynthia wiedziała o tym, jak dalej potoczy się ten wieczór, to być może sama by go stąd zabrała, znajdując znacznie lepszą knajpę, znacznie smaczniejsze wino i znacznie wygodniejsze siedzenia.
Nie widziała sensu grania z nim w słowne gierki, przeplecione prowokacją i kłamstwem. Zawsze w takich przypadkach, gdy ktoś nie wiedział lub w jakiś sposób krępował się przedstawić jej fakty, ona uderzała bezpośrednio, często precyzyjnie. Przysunęła się bliżej, słuchając i przyglądając się trzymanej przez niego gazecie, prychając cicho pod nosem z odrobiną rozbawienia, ale i dezaprobaty. - I myślałeś, że nie zauważę? Naprawdę, nie doceniasz mnie mój Drogi.
Rzuciła cicho, posyłając mu krótkie spojrzenie, zanim przerwał im kelner. Wpływowemu?
Teraz to ją przeszedł dreszcz, gdy dostrzegła, w czyje zdjęcie on stuknął. Nie bawiła się w politykę, nie wybierała stron, obiecała sobie, że nie weźmie w tym cyrku wydarzeń, ale na Merlina, pracowała w Ministerstwie i nie była głucha. Jej dłoń zacisnęła się w piąstkę, a kostki zbielały od nacisku niezadowolenia. Jakim cudem on się w to wplątał? Mało było mu w życiu atrakcji? Fint nie była głupia, wiedziała, jak ów przyjaciel mógł zareagować, gdyby towarzyszący jej mężczyzna swojego zadania nie wykonał. Odszukała jego spojrzenia, ściągnęła brwi i bezgłośnie, mając rozchylone usta, po prostu pytała, mając nadzieję, że on zrozumie jej przekaz, bo wszystko dookoła nagle dostało uszu.
Po prostu zaprowadź go za moment do ubikacji i uśpij jego czujność, ja zajmę się całą resztą.
Oh, jaka była na niego wściekła. Miał szczęście, że byli w pubie, że w jej głowie szumiała świadomość, że mógłby nie wyjść cało z konsekwencji, które mógłby Czarny Pan wobec niego wystosować.. Chyba tylko to powstrzymało obrzydzenie na samą myśl, że miała mieć schadzkę z lubiącym szlamy babiarzem. Westchnęła, przymykając na chwilę oczy i zaciskając dłoń na jego udzie, zanim wstał, rzuciła jeszcze cicho. - Nie ominie Cię ta rozmowa Louvain.
Odprowadziła go wzrokiem, wyjmując z torebki różdżki. Ukradkiem powiększyła rozcięcie w sukience, pozwalając ujrzeć światłu dziennemu kawałek pończoch z czarnymi paskami, subtelnie powiększyła dekolt. Skoro miała go zaciągnąć do toalety, musiała go rozgrzać dość szybko, a mężczyźni, cóż, byli wzrokowcami. Sędzia nie stanowił dużego wyzwania, ale nie chciała ryzykować, nie gdy chodziło o tego idiotę. Prychnęła pod nosem, przesuwając szminką po ustach, dostrzegając mieszek wsuwany w kieszeń marynarki. Czy on ją właśnie sprzedał i to tak tanio? Sięgnęła po spinkę do włosów, wysuwając ją płynnym ruchem, a srebrne pukle rozsypały się po plecach i ramionach. Zgarnęła torebkę na jego kiwnięcie głową, wsuwając spinkę gdzieś za podwiązkę — tak na wszelki wypadek, na tylną część uda i wstała, gdy kiwnął głową.
- Może miałby Pan ochotę na coś lepszego, niż piwo? - zapytała niewinnie, podchodząc do Slughorna i stając obok niego, odgarniając jasny kosmyk włosów na bok i owijając go sobie wokół palca, wędrowała spojrzeniem pomiędzy jego oczami a ustami, wchodząc następnie w jakąś niedorzeczną konwersację, wybierając właściwie guziki. Mówiąc o tym, jak lubi stanowczych mężczyzn, takich co mają władzę, przesunęła palcami po jego dłoni, przemknęła na kolano, przesuwając nogą tak, aby z rozcięcia sukienki wyłoniła się czarna koronka. Obrzydliwe. Mężczyzna był paskudny wewnętrznie i zewnętrznie, sama myśl o tym, że w ten sam sposób patrzył na szlamy, co na nią, sprawiały, że było to dla niej obraźliwie. Może jej ród nie był tak potężny i wielki, ale szanował tradycje, ojciec wpoił jej do głowy podstawowe wartości dobrego czarodzieja, godnego. I nie należało do nich obcowanie z ludźmi, jak przesuwający po jej udzie mężczyzna, któremu właśnie subtelnie dała znać, że mogliby to kontynuować w łazience, chichocząc jak te wszystkie zafascynowane idiotki.
Dobrze, że umiała się wyłączyć, że umiała odczuwać silne uczucia tylko wtedy, gdy dotyczyły one czegoś, na czym jej zależało. Objęła więc jego szyję po tym, jak posadził ją na szafkę od umywalki i wpakował się jej między nogi, łapskami obejmując talię. Westchnęła teatralnie, niby w przypływie pożądania i chęci, chociaż tak naprawdę było to jedynie znudzenie. Dostrzegając jednak lustra, przez które mógłby zobaczyć jej czarnowłosego towarzysza idiotę, złapała jedną z dłoni za podbródek Slughrona, kierując jego usta na swoją szyję. Tak, żeby nie wiedzieć, kto go zaatakował.
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#7
25.03.2023, 23:06  ✶  
Jasne, że trzymał w sobie tego łobuza ze szkolnych lat, który znęcał się złośliwie nad gryfonami poprzez zaklęcia translokacji. I wciąż miał w sobie tego gnojka, który usilnie starał się zaimponować Cynthii popisami na miotle, a im bardziej ona go olewała tym bardziej się starał. Być może to właśnie te utarte schematy z młodości po części kierowały nim i teraz. Co z tego, że w myślach musiała rugać go od najgorszych widząc jak przyjmuje pieniądze od Slughorna, chwilę po tym jak zlecił jej kokocie zadanie. I choć adrenalina wzburzała w jego żyłach istny sztorm, poczuł odrobinę ulgi kiedy zobaczył, że przyjaciółka zdecydowała się jednak przystać na jego niecny plan. Nie rozmawiali zbyt często o polityce, Louvain raczej ograniczał się ze swoim radykalnym przekazem w pracy, ale wiedział, że jeśli o to chodzi mógł przy pannie Flint trafić na potencjonalnie żyzny grunt jeśli chodzi o magirasistowskie przekonania. Wiedział, że była, słusznie zresztą, dumna ze swojego pochodzenia i czystej krwi. Choć z pozoru mogłoby się wydawać, że robią razem coś moralnie złego, to sam Lestrange był całkowicie przekonany, że działa nie tylko w swoim własnym interesie, ale w interesie wszystkich innych rodzin czystej krwi. Czarodzieje tacy nosili w sobie bardzo istotne brzemię, którego nie mogła zrozumieć cała reszta. Realizacja woli Czarnego Pana to realizacja godnej przyszłości dla czysto-krwistych.
Dobrze, że był odwrócony plecami kiedy to się działo. Kiedy srebrnowłosa działała na zmysły parszywca, w konsekwencji wyłączając je na wszystko inne poza nią. Ten widok mógłby go skutecznie wyprowadzić z tej imitacji równowagi którą starał się utrzymywać. W przeciwieństwie do swojej bliźniaczki, nie miał w sobie ukrytego demona zdolnego do bestialskich czynów, więc nie powinno dziwić, że podjęcie próby porwania sędziego z Wizengamotu może wzbudzić u niego silne emocje. Ukryty za drzwiami ubikacji, poprawił mankiety marynarki i zawiązał ciaśniej krawat, kiedy usłyszał zbliżający się dźwięk ich obcasów. Dopiero kiedy ujrzał jak zdrajca krwi wzbudza w jego towarzyszce obrzydzenie swoim dotykiem, obudziła się w nim agresja. Wymierzył różdżkę w jego kark, zamachnął się lekkim gestem i rzucił niewerbalnie Brachiabindo w parszywca. W tej samej chwili starzec opadł na ziemię, krztusząc się próbował zdjąć ze swojej szyi niewidzialne więzy. Pijackie okrzyki dobiegające z głównej sali skutecznie zagłuszały jego odgłosy duszenia się. Z palącym gniewem w oczach, Louvain pozwolił mu chwilę cierpieć na brudnej posadzce toalety. Z kieszeni marynarki wyjął dwa, sporej wielkości, srebrne sygnety z insygniami rodowymi Lestrange, po czym założył je na lewą dłoń. Stanął okrakiem nad wijącym się ciałem Slughorna i wyprowadził dwa ciosy w jego twarz pozbawiając go przytomności. Nie było dłuższej potrzeby, aby żadne z ich trójki dalej przebywało w Białym Wiwernie. - Musimy się stąd wynosić. - wyrzucił, głosem wyrwanym jak z transu. Nie było tu zbyt wiele czasu na omawianie i wyjaśnianie szczegółów, więc chwycił ofiarę za przerzedzone włosy na głowię, a drugą ręką chwycił za dłoń Cynthii, aby móc użyć aportacji na nich i wyrwać ich z tego miejsca.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (2303), Louvain Lestrange (2251)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa