15.03.2023, 19:26 ✶
Przybytek do którego zaprosił przyjaciółkę, idealnie odzwierciedlał skryte intencje jakie kiełkowały się tego wieczoru pod czarną czupryną młodego Lestrange. Zamiary podłe, więc i lokal podły. A owe, niecne intencje, bynajmniej, nie były skierowane w stronę Cynthii, co to, to nie. Chodziło o kogoś zupełnie innego, konkretnie to o podstarzałego Slughorna, szlamolubnego sędziego z Wizengamotu. To właśnie o niego, w głównej mierze, chodziło Louvainowi, przez cały ten czas. Za każdym razem kiedy starał się wyciągać Cynthię, na kolację, czy kawę, przy okazji, ukradkiem starał się zinfiltrować tego ważniaka z ministerstwa. Chociaż percepcji mu nie brakowało, to być może dlatego czasem mógł wychodzić na rozkojarzonego, czy niezainteresowanego swoją towarzyszką. Chodziło o coś poważniejszego, o coś czego nie mógł jej, jeszcze, zdradzić. Jej oszołamiająca aparycja, skutecznie odciągała uwagę obserwujących, od jego osoby, tym samym sprawiając wrażenie młodej parki na schadzce.
Znali się już spory kawał czasu, jeszcze przecież z lat szkolnych. Chociaż była o rok wyżej od niego, do tego panna Flint kompletnie nie interesowała się tym, czym Louvain żył przez cały okres szkolny, to nie przeszkodziło im to nawiązać bliższej relacji. Być może właśnie z powodu braku zainteresowania sportem, blondynka potrafiła spojrzeć na niego z innej perspektywy, niż przez pryzmat jego dokonań, lub porażek w quidditchu. No i odkąd na poważnie zmagał się z chorobą genetyczną, potrzebował fachowej, ale i zaufanej osoby związanej z medycyną. On kompletnie nie znał się na eliksirach, lecznictwie i wiedzy przyrodniczej, dlatego potrzebował Cynthii jak tlenu.
- Nigdy, przenigdyyy... - przeciągał początek zdania i jednocześnie nazwę gry, którą lubił prowadzić z panią koroner. - nie uciekłem z pierwszej randki. - kręcąc denkiem kieliszka swojego wina po blacie stolika przy którym siedzieli. Uniósł lekko, lewą brew, a usta wygiął w zadziorny uśmieszek, oczekując reakcji. W tym miesiącu w Białym Wiwernie klienteli nie brakowało, być może miało to związek z ostatnimi medialnymi doniesieniami o Lordzie Voldemorcie. W końcu ulica przy której znajdował się lokal, znana była z czarnoksiężników i czarnomagicznego rodowodu. Jednak oni byli bardziej zainteresowani własną rozmową.
Znali się już spory kawał czasu, jeszcze przecież z lat szkolnych. Chociaż była o rok wyżej od niego, do tego panna Flint kompletnie nie interesowała się tym, czym Louvain żył przez cały okres szkolny, to nie przeszkodziło im to nawiązać bliższej relacji. Być może właśnie z powodu braku zainteresowania sportem, blondynka potrafiła spojrzeć na niego z innej perspektywy, niż przez pryzmat jego dokonań, lub porażek w quidditchu. No i odkąd na poważnie zmagał się z chorobą genetyczną, potrzebował fachowej, ale i zaufanej osoby związanej z medycyną. On kompletnie nie znał się na eliksirach, lecznictwie i wiedzy przyrodniczej, dlatego potrzebował Cynthii jak tlenu.
- Nigdy, przenigdyyy... - przeciągał początek zdania i jednocześnie nazwę gry, którą lubił prowadzić z panią koroner. - nie uciekłem z pierwszej randki. - kręcąc denkiem kieliszka swojego wina po blacie stolika przy którym siedzieli. Uniósł lekko, lewą brew, a usta wygiął w zadziorny uśmieszek, oczekując reakcji. W tym miesiącu w Białym Wiwernie klienteli nie brakowało, być może miało to związek z ostatnimi medialnymi doniesieniami o Lordzie Voldemorcie. W końcu ulica przy której znajdował się lokal, znana była z czarnoksiężników i czarnomagicznego rodowodu. Jednak oni byli bardziej zainteresowani własną rozmową.