Kawiarnia przy Alei Horyzontalnej
Otrzymała od ojca list. Nie był w nim szczególnie wylewny. Napisał jedynie, że umówił ją na spotkanie z Robertem Mulciberem - jej wujem. Szkoda, że wcześniej nie zapytał, nie miała ostatnio ochoty pokazywać się nikomu. Jacob o tym wiedział, zrobił to więc wbrew jej woli. Nie była zadowolona z tego powodu. Nie podobało jej się to, że usilnie próbowali wyciągać ją z domu. Mimo, że minął już rok, ponad rok od śmierci jej siostry to rana nadal pozostawała niezabliźniona. Nie potrafiła sobie poradzić z jej brakiem, nadal nie odnalazła swojego miejsca, jakoś tak pusto było, sama świadomość, że już jej nigdy nie zobaczy okropnie ją przygnębiała. Nie miała ochoty na nic, nawet nie miała komu o tym wszystkim opowiedzieć, bo jej siostra odeszła.
Chciała, czy nie - musiała spełnić prośbę ojca. Nie mogła zlekceważyć spotkania z wujem - w czasach jak te, ważne było, żeby utrzymywać znajomości z odpowiednimi osobami. Zdawała sobie z tego sprawę, musiała więc się poświęcić.
Robert nie był jej najbliższą rodziną. Jednak w jego żyłach płynęła krew rodziny jej ojca. Zastanawiała się, o czym może chcieć z nią rozmawiać, nie wyglądał na takiego, który mógłby się z nią chcieć spotkać bez powodu. Na pewno jakiś znalazł. Nie wypytywała jednak o to ojca. Dowie się na miejscu.
Chyba nigdy jeszcze nie spotkała się z nim sam na sam. Zazwyczaj rozmawiali podczas jakichś większych wydarzeń towarzyskich, choć rozmowa to chyba zbyt wiele powiedziane - wymieniali uprzejmości i to by było na tyle.
Stella pojawiła się w kawiarni przy Alei Horyzontalnej przed czasem. Nie lubiła się spóźniać, wolała zaczekać. Przynosiło to ze sobą również profity - mogła wybrać stolik. Jako, że pogoda była całkiem przyjemna postanowiła zająć miejsce na dworze. Usiadła przy jednym z wielu stolików. Wyglądała idealnie - jak zawsze. Przywiązywała do tego wagę. Ubrana była w czarną, dopasowaną sukienkę z długim rękawem, sięgała jej nieco za kolano. Mimo tego, że minął już ponad rok od śmierci siostry to nadal nie zdjęła z siebie koloru żałoby. Zamówiła kawę i czekała, aż wybije dwunasta. Wtedy miał do niej dołączyć wuj.