Co by tu dużo mówić - mógłbym polecieć klasykiem z zeszłego roku i po prostu zostawić "Rafaello" we wstępnie, bo wyraża więcej, niż tysiąć słów... ale będzie trochę więcej.
Zdaje sobie sprawę, że moja aktywność jest jak z tym żartem na pasach - pojawiam się i znikam... dlatego uważam, że największe podziękowania należą się Cynie i Livce za bullying przypominanie i szturchanie kijem, bo gdyby nie one to najpewniej dzisiaj bym już nie pisał tych słów (i wyklejanek/anonimów do Brenny też!). Tak po za tym to co, nowy rok, zaraz wielkanoc, wakacje, święta i cały rok zleci.
Nie mniej jednak, ukłony i oklaski dla wszystkich, którzy są z nami dzisiaj - nie zmieniajcie się, no chyba, że na lepsze.
Koniec biadolenia, lecimy z nominacjami:
Na to, jak inspirujesz: nie mógłbym nie polecieć klasykiem, więc Brenna Longbottom. Brenna jest wszędzie i nawet jak jej nie ma, to i tak jest. Nie ma co tu się chyba za dużo doszukiwać dowodów, bo wszyscy wiedzą jak jest. Wstawiam jakąś całkowicie losową sesje Brenny, bo to nie dałoby nic jakbym szukał jakiejś innej.
Na to, jak w twoich oczach tańczą iskry: nominuję Pandorę Prewett, która doszukuje się w każdej napotkanej osobie chociaż odrobiny czy promyczka dobra i nadziei. Jest po prostu do rany przyłóż i chyba każdy mógłby się z tym zgodzić. Pewnie gdyby spotkała Śmierciożerców to dopiero w ostateczności próbowałaby im zrobić krzywdę lub zamknąć w jakiejś siatce, która pochodzi z jej mechanizmów (ewentualnie spaść na Marze z nieba).
Na to, jak mrozisz spojrzeniem: Aidan Parkinson, nominacja za te wszystkie listy do Victorii, które zakończyły się w ten sposób w jaki się zakończyły. Aidanek nie jest taki zły do szpiku kości, ale ma wielki potencjał na sianie chaosu za pomocą listów (w końcu nie tylko cruciatusem człowiek może zrobić niezły zamęt).
Na to, jak zwiększasz nam oglądalność: jaki kraj, takie "Jak rozpętałem drugą wojnę światową, chociaż tutaj to pierwszą i nie światową, a lokalną. Nie mniej jednak - Lorien MULCIBER, za walkę o "dobrę imię" swojego byłego męża... czy coś. Nie wiem, Alex żryj pierze, czy coś?
Na to, że miłość okazała się najlepszą bronią: Anthony Ian Borgin & Roselyn Greengrass. Czy boli fakt, że dziedzic Borginów nie wybrał blondynki? No boli jak nie wiem... ale tak naprawdę to Rose potrafi trzymać tego kapryśnego dzieciaka w ryzach i nawet się jakoś prezentuje przy niej. Wierzę, a raczej chciałbym wierzyć, że to ta jedyna dla Tośka, chociaż wszyscy wiedzą jakie chore zapędy miał w kierunku takiej jednej Gryfonki...
RIP Sauriel x Victoria
Na to, jak współpracujecie, by przetrwać: Victoria Lestrange & Brenna Longbottom panie się elegancko dogadują i nie mają w trakcie tego jednej, wspólnej szarej komórki (trochę zazdrość, nie powiem). Taki trubo duet i naprawdę nie chciałbym być na miejscu osoby, która miałaby na ich dwójkę wpaść (wyobraźcie to sobie - jedna osoba jest terroryzowana przez Brennę, a w tym czasie Victoria was zmusza do mycia zębów... czy to nie za dużo jak naraz? Oczywiście przykład nie jest powiązany z niczym, a taka luźna myśl...). You go, girls!
Na to, że jedno z was nie wyjdzie z areny żywe: co to za plebiscyt bez Mulciberów? Oczywiście, że rodzinę Mulciber (a jak chodzi o podanie dokładnych osób to: Alexander, Richard, Lorien, Charlotte, Philomena, Scarlett Mulciberowie). Tutaj chyba też nie trzeba za wiele wyjaśniać, bo nazwisko Mulciber tłumaczy samo za siebie. Pomyśl, że to sen... to żaden sen, a najprawdziwsza prawda. To wszystko się dzieje naprawdę. Ten ród powinien wyginąć, przysięgam Mulciberowie wychodzą najlepiej na zdjęciach i takie są fakty.
Na to, jak stoisz na scenie i błyszczysz: Brenna Longbottom za estetyczny minimalizm.
Oczarowanie: Pandora Prewett za te wszystkie przygody z Hjalmarem. Od chęci zamordowania jej przez ów Nordgersima, przez wspólne zwiedzanie Islandii, a śniadaniowych napadach kończąc. Nie sposób się nudzić, a w dodatku bez większego trudu jest wstanie wprowadzić go w niemałe zakłopotanie i to najprostszymi gestami, a przy okazji jest jego podporą i nadzieją na lepsze jutro.
Rozbawienie: Aidanek Parkinson. Co tu dużo mówić? Dwa tłuczki, chociaż żaden nie grał w Quidditcha. Puffek czy tam inny Podpuffek to ewidentny przerost formy nad treścią i umiejętnościami obydwóch panów. Do tego dochodzi odwieczna kłótnia o wyższość (lub jej brak, co oczywiście jest mylne) blondynek nad innymi damami. Wierzę, że Aidan się nie zradykalizuje i dalej będzie przychodzić na spotkania dyskunantów podczas których stężenie szarych komórek na metr kwadratowy wynosi mniej, niż temperatura pokojowa.
Smutek: Cynthia Flint, bo to trochę takie dwie emocjonalne ameby po przejściach, które najchętniej siedziałyby w ciszy i nic nie mówiły. W końcu to słowa potrafią ranić najbardziej. Jedno chciałoby chronić drugie, niedopuszczając faktu, że to drugie może chcieć chronić pierwsze.
Siłę: Maeve Chang, bo Mewka to motor napędowy autyzmu dla Staszka. Co prawda jest od niego mądrzejsza z pszyrki i może prowadzić po pijaku, ale mimo wszystko dzielne znosi jego perypetię i zagwostki (lub historie czy inne pomysły). Wierzę, że Chińska Republika Ludowa jest gotowa na nowy rozdział swojej nowożytnej historii.
Nadzieję: na to, że nikt nie wykończy tej cholernej Gryfonki (lub ona nie zrobi tego sama), bo to moje zadanie jest aby ją wykończyć. Zresztą jakby ktoś ją wykończył to wtedy musiałbym znaleźć takiego kogoś i pomścić Brennę, a później ją jakoś wszkrzesić na Samhain czy przy innej okazji, bo ktoś musi odbierać te anonimy i inne kartko-wycinanki. Tylko mam nadzieję, że już więcej nie będzie krytycznych porażek na próbę ucieczki sprzed ślubnego kobierca, bo Stanley takiego kolejnego koszmarnego ślubu już nie przeżyje...
Zdaje sobie sprawę, że moja aktywność jest jak z tym żartem na pasach - pojawiam się i znikam... dlatego uważam, że największe podziękowania należą się Cynie i Livce za bullying przypominanie i szturchanie kijem, bo gdyby nie one to najpewniej dzisiaj bym już nie pisał tych słów (i wyklejanek/anonimów do Brenny też!). Tak po za tym to co, nowy rok, zaraz wielkanoc, wakacje, święta i cały rok zleci.
Nie mniej jednak, ukłony i oklaski dla wszystkich, którzy są z nami dzisiaj - nie zmieniajcie się, no chyba, że na lepsze.
Koniec biadolenia, lecimy z nominacjami:
Patrzę
Na to, jak inspirujesz: nie mógłbym nie polecieć klasykiem, więc Brenna Longbottom. Brenna jest wszędzie i nawet jak jej nie ma, to i tak jest. Nie ma co tu się chyba za dużo doszukiwać dowodów, bo wszyscy wiedzą jak jest. Wstawiam jakąś całkowicie losową sesje Brenny, bo to nie dałoby nic jakbym szukał jakiejś innej.
Na to, jak w twoich oczach tańczą iskry: nominuję Pandorę Prewett, która doszukuje się w każdej napotkanej osobie chociaż odrobiny czy promyczka dobra i nadziei. Jest po prostu do rany przyłóż i chyba każdy mógłby się z tym zgodzić. Pewnie gdyby spotkała Śmierciożerców to dopiero w ostateczności próbowałaby im zrobić krzywdę lub zamknąć w jakiejś siatce, która pochodzi z jej mechanizmów (ewentualnie spaść na Marze z nieba).
Na to, jak mrozisz spojrzeniem: Aidan Parkinson, nominacja za te wszystkie listy do Victorii, które zakończyły się w ten sposób w jaki się zakończyły. Aidanek nie jest taki zły do szpiku kości, ale ma wielki potencjał na sianie chaosu za pomocą listów (w końcu nie tylko cruciatusem człowiek może zrobić niezły zamęt).
Na to, jak zwiększasz nam oglądalność: jaki kraj, takie "Jak rozpętałem drugą wojnę światową, chociaż tutaj to pierwszą i nie światową, a lokalną. Nie mniej jednak - Lorien MULCIBER, za walkę o "dobrę imię" swojego byłego męża... czy coś. Nie wiem, Alex żryj pierze, czy coś?
Na to, że miłość okazała się najlepszą bronią: Anthony Ian Borgin & Roselyn Greengrass. Czy boli fakt, że dziedzic Borginów nie wybrał blondynki? No boli jak nie wiem... ale tak naprawdę to Rose potrafi trzymać tego kapryśnego dzieciaka w ryzach i nawet się jakoś prezentuje przy niej. Wierzę, a raczej chciałbym wierzyć, że to ta jedyna dla Tośka, chociaż wszyscy wiedzą jakie chore zapędy miał w kierunku takiej jednej Gryfonki...
RIP Sauriel x Victoria
Na to, jak współpracujecie, by przetrwać: Victoria Lestrange & Brenna Longbottom panie się elegancko dogadują i nie mają w trakcie tego jednej, wspólnej szarej komórki (trochę zazdrość, nie powiem). Taki trubo duet i naprawdę nie chciałbym być na miejscu osoby, która miałaby na ich dwójkę wpaść (wyobraźcie to sobie - jedna osoba jest terroryzowana przez Brennę, a w tym czasie Victoria was zmusza do mycia zębów... czy to nie za dużo jak naraz? Oczywiście przykład nie jest powiązany z niczym, a taka luźna myśl...). You go, girls!
Na to, że jedno z was nie wyjdzie z areny żywe: co to za plebiscyt bez Mulciberów? Oczywiście, że rodzinę Mulciber (a jak chodzi o podanie dokładnych osób to: Alexander, Richard, Lorien, Charlotte, Philomena, Scarlett Mulciberowie). Tutaj chyba też nie trzeba za wiele wyjaśniać, bo nazwisko Mulciber tłumaczy samo za siebie. Pomyśl, że to sen... to żaden sen, a najprawdziwsza prawda. To wszystko się dzieje naprawdę. Ten ród powinien wyginąć, przysięgam Mulciberowie wychodzą najlepiej na zdjęciach i takie są fakty.
Na to, jak stoisz na scenie i błyszczysz: Brenna Longbottom za estetyczny minimalizm.
Czuję
Oczarowanie: Pandora Prewett za te wszystkie przygody z Hjalmarem. Od chęci zamordowania jej przez ów Nordgersima, przez wspólne zwiedzanie Islandii, a śniadaniowych napadach kończąc. Nie sposób się nudzić, a w dodatku bez większego trudu jest wstanie wprowadzić go w niemałe zakłopotanie i to najprostszymi gestami, a przy okazji jest jego podporą i nadzieją na lepsze jutro.
Rozbawienie: Aidanek Parkinson. Co tu dużo mówić? Dwa tłuczki, chociaż żaden nie grał w Quidditcha. Puffek czy tam inny Podpuffek to ewidentny przerost formy nad treścią i umiejętnościami obydwóch panów. Do tego dochodzi odwieczna kłótnia o wyższość (lub jej brak, co oczywiście jest mylne) blondynek nad innymi damami. Wierzę, że Aidan się nie zradykalizuje i dalej będzie przychodzić na spotkania dyskunantów podczas których stężenie szarych komórek na metr kwadratowy wynosi mniej, niż temperatura pokojowa.
Smutek: Cynthia Flint, bo to trochę takie dwie emocjonalne ameby po przejściach, które najchętniej siedziałyby w ciszy i nic nie mówiły. W końcu to słowa potrafią ranić najbardziej. Jedno chciałoby chronić drugie, niedopuszczając faktu, że to drugie może chcieć chronić pierwsze.
Siłę: Maeve Chang, bo Mewka to motor napędowy autyzmu dla Staszka. Co prawda jest od niego mądrzejsza z pszyrki i może prowadzić po pijaku, ale mimo wszystko dzielne znosi jego perypetię i zagwostki (lub historie czy inne pomysły). Wierzę, że Chińska Republika Ludowa jest gotowa na nowy rozdział swojej nowożytnej historii.
Nadzieję: na to, że nikt nie wykończy tej cholernej Gryfonki (lub ona nie zrobi tego sama), bo to moje zadanie jest aby ją wykończyć. Zresztą jakby ktoś ją wykończył to wtedy musiałbym znaleźć takiego kogoś i pomścić Brennę, a później ją jakoś wszkrzesić na Samhain czy przy innej okazji, bo ktoś musi odbierać te anonimy i inne kartko-wycinanki. Tylko mam nadzieję, że już więcej nie będzie krytycznych porażek na próbę ucieczki sprzed ślubnego kobierca, bo Stanley takiego kolejnego koszmarnego ślubu już nie przeżyje...
adnotacja moderatora
Dodałam do arkusza. Jeżeli chcesz nanieść jakieś edycje to daj mi znać. @Stanley Andrew Borgin
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972