Zgadza się. Byli ludzie bardziej podatni na zmiany, tak i dzieci bardziej podatne na konkretny sposób wychowania. Saurielowi się to w zasadzie nie zmieniło od dziecka. Jasnee, był już chłopem - młodym i takim, co się nie postarzeje z wyglądu, ale wiekowo był już dorosłym mężczyzną. Ale dzieciak siedział w nim nadal i czarnowłosy w zasadzie czasem chętnie nawet dawał temu ujście. Bo na przykład chciał zrobić czekoladki, albo wciągnęła go jakaś zabawa czy dosłownie - zabawka. Jak ruszający się lizak na ten przykład. Wiedział dobrze, co na niego najlepiej działa - marchewka. Nie kij, bo nawet jak bał się tego kija i pod niego ustawiał, to w końcu mijał strach, znowu narastała frustracja, pojawiała się agresja i potrzeba złamania kija. A za marchewką biegał jak bobas, którego wabiło się ulubioną watą cukrową. Każdy potrzebował docenienia. Każdy potrzebował tego, żeby ktoś mu powiedział, że robi dobrze. Każdy potrzebował czułości i ciepła. Jedni potrzebowali tego więcej, inni w minimalnych dawkach, bo byli introwertykami od urodzenia. U dzieci było to wszystko jeszcze bardziej istotne, bo przecież to były niewinne stworzenia. Dopiero świat je psuł i wciskał im schemat zachowań, żeby dopasować je do panującej rzeczywistości.
- Nie lubię ściemniać. - Może to było dla niej oczywiste? Jakoś tak... poczuł potrzebę, żeby o tym powiedzieć. Uważał to za brzydkie, że jej powiedział wprost, że musi kłamać. Tak, kłamstwo, morderstwo, kradzież - wszystko to było złe. Trudno. Akurat tak było trzeba. - W każdym wydaniu to upierdliwe. Rozkojarzysz się raz i możesz mieć przesrane. - Jeszcze gorzej, kiedy trafiało się na tak zwanego "godnego przeciwnika", który dopytywał, gnębił i szperał i zaczynał zauważać nieprawidłowości. Kłamstwo jednak, niestety, weszło mu już pod skórę i nie sprawiało problemów. Bo prawda musiała być dla otoczenia. Ty swoją własną miałeś w Puszcze Pandory. Pewnie Victoria, z koniecznością zachowywania pewnych tajemnic w pracy, też miała gdzieś brudy o których chciałaby opowiedzieć, a niekoniecznie mogła. I zapytana też musiałaby skłamać... albo powiedzieć, że mówić o tym nie może. Gdzie to drugie nie zawsze było po prostu rozwiązaniem. Szczególnie, kiedy akurat czegoś od kogoś potrzebowałeś.
Uśmiechnął się pod nosem i przymknął oczy, słysząc następne słowa kobiety. To o sypaniu i o wersji wydarzeń. Był tak mocno skupiony, żeby dobrać się do dupy tamtej dwójki, że nawet tak na to nie spojrzał. No i znów - niby największa oczywistość. Ale łatwo ją zgubić, kiedy jesteś wszechwiedzącym autorem tej ściemy. To nawet nie była ściema. Jego wiedza kończyła się tam, gdzie już go w areszcie nie było. Nikt normalny by mu szczegółów śledztwa nie podał. Więc tak było trochę miotania się, zbyt banalne zaprzeczanie, że nie, nie, stary, przecież to nie ja... Jasne, wystarczyło na początku. A kiedy, jak zostało wspomniane, pojawiał się ktoś, kto drążył to należało mieć przygotowaną odpowiednią ściemę. Cała bajeczka, która mogła zostać wydana. Czy William był tchórzem? Sauriel tak uważał. Dlatego też uważał, że to nie on sam postanowił zrobić ten atak, że to nie on był odpowiedzialny za stworzenie tego dziwnego narkotyku, który otumaniał zapachem. Był tylko dnem piramidy. Dobrze byłoby się dostać do góry... ale czarnowłosy wolał sam się od tego odciąć, niż drążyć z ryzykiem, że Brenna się pojawi z "no siema!" i swoim poważnym wyrazem twarzy. Wielka baba na Nokturnie. Mieli tu kilka jeszcze większych bab. Oparł kciuk o czoło, pozwalając papierosowi dogasnąć. Rzucił go na bruk i spojrzał z uniesionymi brwiami na Victorię. Nie, oczywiście, że nie zamierzał siedzieć bezczynnie. Jakby było trzeba to by się zaciągnął, żeby nająć lepszych w takich poszukiwaniach od niego. Co było też niewygodne, bo mogłoby też gdzieś pozostawić ślady. Ale Viki... Viki znała się na zabezpieczeniach... tylko czy to był dobry pomysł? Przez moment milczał.
- Zgoda. Łyknij jakiś eliksir wielosokowy. Możemy się tu spotkać jutro. - Chyba rozumiało się samo przez się, że nie pokaże się z Victorią... Victorią na ulicach Nokturnu. Wcześniej może to przeszło, ale na pewno nie teraz, kiedy zrobił się szum w gazetach.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.