• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
« Wstecz 1 2
[7.07.1972] Rejs Rodziny Crouch, Atlantyk

[7.07.1972] Rejs Rodziny Crouch, Atlantyk
Cień Prokrusta
the stronger becomes
master of the weaker
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
187 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany elegancko, od linijki, głównie w beże, brązy i błękity. Pachnie subtelnymi, cytrusowymi perfumami. Rzadko pokazuje emocje, mówi szybkim, oschłym monotonem. Porusza się spokojnie, dumnie i sztywno.

Desmond Malfoy
#11
22.08.2023, 20:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.08.2023, 21:13 przez Desmond Malfoy.)  
„Szalenie przydatna umiejętność” - te słowa niewątpliwie sprawiły mu przyjemność, ale nijak tego nie okazał, przytłoczony ogromem nowych bodźców. Proces teleportacji faktycznie przebiegł niemal doskonale, żadnych turbulencji, żadnego migotania, żadnych mdłości, ani konfuzji błędnika. Mrużył oczy, starając się wytrzymać nagłe uderzenie ostrego światła. Jakkolwiek przyjemny był chłód bryzy, tęsknił za półmrokiem salonu Oleandra. Tęsknił też za jego delikatnym, znajomym zapachem - słonawa woń oceanu, odór świeżych i smażonych ryb oraz kalejdoskop mieszających się ze sobą perfum otaczających go ludzi w pierwszej chwili sążnie go przygniotły, osaczyły niemal. Nie było jednak ucieczki. Zgodził się na tę wycieczkę już miesiąc wcześniej, specjalnie wziął aż trzy dni urlopu.

Westchnąwszy ciężko, spróbował odciągnąć swoją uwagę od wszelkich niedogodności. Zaczął, z lekkim rozbawieniem, obserwować, jak Oleander bawi się swoimi pomarańczowymi okularami. Podnosił je i opuszczał, jakby uczył się nakładać na siebie kolory i z pewnym zaskoczeniem podziwiał odcienie brązu, zieleni i burego fioletu, które udało mu się uzyskać. Być może jeszcze kiedyś obudzi się w nim miłość do malarstwa. Gdybał chwilę o tym, jak wyglądałyby obrazy przyjaciela. Zapewne byłyby pełne krzykliwych kolorów, pełnych boleśnie ostrych kształtów i śmiałej zabawy z perspektywą; chciałby to zobaczyć.

Gdy wodził wzrokiem po horyzoncie, mogło się zadawać, że wcale nie słuchał tego, co Oleander do niego mówił. Ale słuchał.
- Jest. Tłoczno. Zapewne przez obecność osób których nie powinno tu być. - Mało dyskretnie spojrzał po stojących w kolejce czarodziejach, skupiając się szczególnie na tych twarzach, których nie kojarzył. Musieli nie być czystej krwi. Kundle.
Poprawił kołnierzyk swojego błękitnego polo, starając się nie krzywić przy każdym mocniejszym podmuchu wiatru.

Z uprzejmym uśmiechem odebrał muszelkę, kątem oka patrząc na numer, który dostał Oleander - oba były nieparzyste, co znaczyło, że dostali pokoje obok siebie. Tylko cienka, drewniana ściana miała dzielić go od nocnych wojaży chłopaka. Miał nadzieję, że tym razem jego łowy nie okażą się przesadnie owocne.
- Przecież wiesz że nigdy nie czytam sekcji rozrywkowej - odparł, gdy Oleander zaczął pokazywać mu obecnych celebrytów. - Ale to prawda nadawałbyś się na. Listę panienek do wzięcia.
Przez temat tego śmiesznego artykułu przyszło mu na myśl pewne pytanie, ale nie zadał go teraz. Musiał przywitać się z Martinem i przywitał się z nim wzorowo, niepokojąco intensywne spojrzenie wbijając głęboko w jego oczy. Ah, więc to był ten dziwny kuzyn. Ścisnęło go w żołądku, kiedy pomyślał o tym, czy on sam też jest tym dziwnym kuzynem swojej rodziny.

Uśmiechnął się też do Pandory Prewett, która postanowiła przypomnieć teraz o swojej obecności. Widział w jej twarzy pewien pikantny element egzotyki, ale na szczęście zdołał nie rozproszyć się nim na tyle, żeby wysłuchać, co miała do powiedzenia.
- Bardzo dziękuję za pozdrowienia - rzekł, jakby faktycznie były dla niego. - Z niecierpliwością oczekuję na moje zaproszenie i życzę fortunnego startu.
W tłumie dostrzegł również Laurenta Prewett, którego całkiem dobrze pamiętał ze szkoły. Prędko odwrócił spojrzenie, nie zamierzał go zagadnąć. Zakochany w zwierzętach bękart.

Skupił się na wuju Oleandra, którego wejście okazało się całkiem spektakularne. Ogłaszał znane mu już wiadomości - w końcu nie zjawiłby się na rejsie bez potwierdzenia, że będzie w stanie wygodnie podróżować. Miał pewne standardy i pewne granice.
Gdy wchodzili do bawialni (gdzie oczywiście musiała grać muzyka, która tylko dokładała się do męczącego zgiełku), odezwał się do przyjaciela:
- Co do tych. Panienek - zaczął z trudem; dźwięk własnego głosu ginął mu w ogólnym szmerze rozmów. - Rodzice coś. Wspominali o żonie dla ciebie bo przydałaby ci się na pewno wyprostowałaby cię trochę.
Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#12
23.08.2023, 22:44  ✶  

A więc to już oficjalne. Każda rodzina czystej krwi ma coś z uszami, pomyślał, powstrzymując się z trudem od dramatycznego westchnienia. Najpierw Longbottomowie i ich handel żywym towarem w ich własnej posiadłości, a teraz Crouchowie wytrzasnęli skądś pirata i jego statek. Z dwojga złego już wolał mieć do czynienia z wilkiem morskim niż handlarką niewolników (pozdrawiam Bren!). Mniejsza szansa na to, że sam kiedyś skończy na aukcji jako jeden z eksponatów wystawionych na sprzedaż.

— Oby to nie była przepowiednia odnośnie do tragicznej pogody — mruknął do Rudej, obserwując występ Jacka Croucha. — Wolę nie myśleć, co by się stało, gdybyś utknęła w małej kajucie. Podczas pobytu w szpitalu chyba wyrobiłaś normę samotności. — Trącił ją ramieniem z rozbawioną miną. — Najwyższy czas, żeby trochę zaszaleć.

Niespodziewane nadejście Prewetta sprawiło, że Cameron momentalnie zamknął się w sobie, nie wiedząc, jak zareagować na obecność obcego. Ograniczył się do uprzejmego skinięcia głową i cofnięcia się o pół kroku, co by Heather mogła przejąć pałeczkę na czas tej wymiany zdań. Nie chciał się zbłaźnić już pierwszego dnia rejsu. Kto wie z kim tak naprawdę miał teraz do czynienia?

— Kolejny narzeczony do kolekcji? — Uniósł pytająco brwi, gdy Laurent się od nich odsunął, aby pojawić się przed organizatorami rejsu. — Niezgorszy... Może nawet by się załapał do czołowej dziesiątki w rankingu.

Wyszczerzył się do Heather, jednak ścisnął jej dłoń nieco mocniej, jakby chciał się upewnić, że Ruda zaraz nie zniknie gdzieś w tłumie, co by znaleźć tego... tego... Czarusia. Umysł Camerona zalała fala pytań, na które nie znał odpowiedzi. Kim był ten chłopak? Sąsiadem, kolegą w Ministerstwa? Jakiś lokalny VIP? Z twarzy wyglądał nawet dobrze, żeby nie powiedzieć, że bardzo dobrze... Ale czy to o czymś świadczyło? Lupin był żywym dowodem na to, że nie tylko celebryci mogli się poszczycić atrakcyjną aparycją.

— Ekhm... Skąd... skąd g-go znasz? — rzucił, łudząc się, że nie brzmiał zbyt wścibsko. Zamiast tego przez jego ton głosu można było odnieść wrażenie, że chciał wiedzieć wszystko o tym gościu od zawodu, przez miejsce zamieszkania i numer skrytki bankowej, kończąc na biografii z uwzględnieniem losu przodków trzy pokolenia wstecz.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#13
24.08.2023, 15:18  ✶  

I niech kamieniem rzuci ten, kto jest bez winy. Laurent bardzo chciałby to zobaczyć, naprawdę! To dopiero byłoby widowisko, każdy niewinny, każdy czysty jak łza! Zazwyczaj ci, którzy mieli do ukrycia najwięcej, byli najszybsi do podnoszenia tych kamieni. Dopiero jakby kamieniowanie się skończyło (tylko w zasadzie czego? albo kogo?) zaczęłoby się wypominanie, kto tutaj był godzien podniesienia broni, a kto powinien ją zostawić. Kłótnie, krzyki, przekąsy i nosy na kwintę. W niektórych wypadkach nawet rękoczyny. Ludzie czasem nie znali umiaru i nie potrafili pojąć, że owszem, może i nic co ludzkie nie powinno być nam obce, ale każdy miał swoją głowę, żeby nauczyć się, gdzie słowo "obcy" przemieniało się na "w pełni bezpiecznie". Nagle powiedzonko zmieniało swoje brzmienie: nic, co ludzkie, nie jest nam w pełni bezpieczne. Obce może i nie było, ale bezpieczne też nie zawsze. Laurent czasami tak patrzył na takie przyjęcia, szczególnie kiedy zaczynało już towarzystwo pić. Szczególnie widok marszu Charłaków i tego, co się tam działo, mocno wpłynęło na jego postrzeganie społeczeństwa jako całości i ogółu. Bo przecież wyjątki istniały po to, żeby tworzyć regułę. Nie każdy poddawał się owczemu pędowi i niektórzy potrafili jednak sięgnąć po rozum do głowy, zamiast sięgać po kamień. Pech, kiedy rodzina sięgnęła po niego za ciebie. Ano właśnie, rodzina... a jeśli grzechy przodów przechodziły na następne pokolenia i stawały się grzechem dzieci to oznaczało właśnie tyle: każda rodzina miała coś za uszami.

- Oby nie. To jednak byłaby wielka strata. - @Heather Wood była piękną kobietą, szkoda by było, żeby słońcu nie robiła konkurencji. Ale nie zamierzał dalej ciągnąć komplementów z prostym myśleniem na ramieniu: jeśli odpowiednio szybko uporasz się z wstępnymi grzecznościami wobec gospodarza, tym szybciej będziesz mógł robić... cokolwiek tam chcesz robić. I też z kimkolwiek czas spędzić.

Trzeba przyznać, że trochę ciekawych osobistości ta impreza ściągnęła. Może świat po prostu tego potrzebował po Beltane?

- Oto jest moja główna Gwiazda. - Wyciągnął dłoń w stronę @Pandora Prewett, ale koniec końców jej nie dotknął. Nie chciał przede wszystkim wkraczać między wódkę a zakąskę, a jedynie dać znać siostrze, że jest, że jest cały i... cały. Że jest po prostu cały. Bo raczej nie powinien hasać po rejsach po swoich ostatnich nie-przygodach. Z drugiej strony miał wrażenie, że właśnie ten rejs jest mu niezbędny. - Miło cię widzieć, Philipie. - Przywitał się również z @Philip Nott, uśmiechając ciepło. - Panie Crouch. - Skinął tutaj głową w kierunku @Oleander Crouch, spoglądając również na towarzyszącego mu @Martin Crouch, by i jemu skinąć na powitanie. - Jestem zachwycony niebanalnością statku. Bardzo dobry wybór. - Bo oferujący gościom coś więcej, może naprawdę taki prawdziwy thrill przygody? Spojrzał na końcu jeszcze na dwa psiaki, darując sobie na razie gorącą potrzebę wykochania ich na wszystkie strony świata. Później na pewno będzie okazja. Zgrabnie przesunął spojrzeniem po @Desmond Malfoy, ale widząc, jak ten odwraca spojrzenie to nawet nie próbował starać się tu nawiązać jakiejkolwiek nici porozumienia. Właściwie to cieszył się, że ten potraktował go jak powietrze. Ostatnie, czego mu było potrzeba, to docinek z jego strony, które musiałby przyjmować z uśmiechem.

Po powitaniach, uprzejmościach i wszystkim innym zajął miejsce przy burcie, spoglądając na spokojne morze.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#14
28.08.2023, 21:12  ✶  
Prośba Notta nieco ją zdziwiła, jednak uśmiechnęła się i kiwnęła głową, obdarzając go pogodnym spojrzeniem. Tak było znacznie prościej, bez tej całej nadętej formalności. Ją samą przecież skręcało, gdy wołano na nią "Panno Prewett", bo żadna była z niej księżniczka, chociaż artykuł w "Czarownicy" wcale nie ułatwiał jej wybicia tego ludziom z głowy. Co ta galeony robiły z rozsądkiem?
- Miło mi Philipie. - zaczęła, nawiązując do wcześniejszej wypowiedzi mężczyzny, a potem słuchając go, wydała z siebie ciche mruknięcie zastanowienia, jakby z niedowierzaniem. Co mogło być atrakcją na statku, na takim rejsie, gdy tkwili na środku wody bez lądu w zasięgu wzroku? Nie było absolutnie szans, że wytrzyma trzy dni, Mara będzie musiała ją stąd porwać. - To bardzo nowoczesny statek, to prawda. Nie przypuszczałam, że rodzina Crouch wybierze taką formę spotkania z przyjaciółmi.
Łatwiej byłoby zorganizować wypad na głupie polowanie, letni bankiet lub nawet wypad do wiejskiej posiadłości w Szkocji, aby zaczerpnąć z dobroci natury. To nie, wybrali statek. - Oczywiście, zawsze raźniej.
Prawda była taka, że tkwienie tu samemu, skończyłoby się zbyt dużą ilością szampana, ewentualnie zmieszaniem go z eliksirem nasennym w kajucie, aby to przespać. Był to jakiś plan, przynajmniej by wypoczęła, skoro już ojciec skazał ją na cierpienia na środku niespokojnych wód.
Ojciec ciągle poszerzał wpływy, otwierał nowe przybytki. Ważne było, aby goście się nie nudzili, więc kasyna często były tematyczne. Nie miała jednak pojęcia, na co postawił tym razem. Nigdy nie była fanką hazardu, chociaż zdarzało się jej brać udział w wyścigach konnych jako dżokej, bo praktykowała ten środek transportu od najmłodszych lat, nie tylko na grzbietach Abraksanów.
Krótka wymiana zdań z organizatorami oraz przekazanie wiadomości ojca było priorytetem, polecenia mamy o kawalerach zwyczajnie ignorowała, jak większość jej komentarzy o ślubie. Uśmiechnęła się w stronę Malfoya, ich rodzina też będzie przecież zaproszona. Ojciec bardzo selektywnie wybierał przedstawicieli rodów na otwarcia, starał się też zachowywać pewną rotację.
- Z pewnością dotrą wkrótce, Panie Malfoy.
A potem dostrzegła swoje słoneczko, Iskierkę w codzienności, nieszczęście jej matki i rzekomy błąd jej ojca, który dla niej był tak naprawdę błogosławieństwem. To, że Pandora kochała swojego brata, było niedopowiedzeniem. Obdarzyła go pełnym troski uśmiechem, lustrując wzrokiem. Bezceremonialnie zignorowała dłoń, podchodząc i ściskając go na przywitanie lekko (z klasą oczywiście, bo byli na durnym, widowiskowym przyjęciu) i ucałowała jego policzek. - Laurie, dobrze wyglądasz. Jakbym wiedziała, że tu będziesz, nie byłabym taka oporna w zastąpieniu ojca. - wyjaśniła mu pogodnie, upijając szampana. Przesunęła wzrokiem na Notta, nieco zdziwiona, że się znali. Oczywiście, uruchomiła się w niej protekcyjna i opiekuńcza siostra, swojego rodzaju obronny cerber, także ktokolwiek by Laurentowi dokuczał, miałby Pandorę na głowie. A jej puszki nie warto otwierać, krył się tam przecież chaos. - Dołączysz do mnie i do Philipa? Wygląda na to, że się już znacie.
Dodała nienachalnie, chcąc go zachęcić i mieć na niego oko. Zresztą, rodzeństwo Prewett reagowało na zwierzaki, jak hazardzista na darmowe bilety do kasyna.
Wrócili na miejsce, a Philip przedstawił swoje psiaki. Oczy aż jej rozbłysły, bo Pandora uwielbiała zwierzaki. Niewiele myśląc, kucnęła rozważnie — uważając na sukienkę i pozwoliła im powąchać swoje dłonie. Miała doświadczenie z magicznymi stworzeniami, kończyła wszelkiej maści kursy i praca z nimi na zlecenie była jedną z form jej zarobku. Trochę też hobby. - Są cudowne. - powiedziała ze szczerym zachwytem, posyłając mu krótkie spojrzenie, zanim wróciła do głaskania zwierzaków i drapania ich za uchem, nie wspominając o cichym komplementowaniu.
Pojawił się Kapitan, więc Pandora niechętnie wstała, zostawiając psidwaki i poprawiła sukienkę, łapiąc za odstawionego wcześniej szampana. Wysłuchała jego słów Chodziło o luksus, przepych i pokazówkę, jak zwykle. Jej twarz nie pokazywała jednak niezadowolenia z priorytetów organizatorów, wyglądała skromnie i przyjaźnie, uśmiechając się łagodnie, co miała wyuczone. Była przecież doskonałą córką na pokaz dzięki Ayday.
- Widzę, że jesteś pełen entuzjazmu. Psiaki nie narozrabiają same, jak je zostawisz w kajucie? - zapytała z zainteresowaniem, mimowolnie sięgając dłonią w stronę zwierząt, chociaż zerknęła w ich stronę tylko na chwilę, skupiając spojrzenie brązowych oczu na mężczyźnie. - Tak, pewnie później czeka nas kolacja. Mam nadzieję, że mój brat zechce nam towarzyszyć. Dobrze się znacie?
Była ciekawa właściwie wszystkiego, co dotyczyło Laurenta.
Tłumacz
These scars don’t lie,
I’m living in an empty time
Falling through space,
I’m living in an empty place.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ubrany na czarno. Z bliznami na twarzy. Puste spojrzenie. 180cm.

Martin Crouch
#15
29.08.2023, 13:53  ✶  

Dostrzegł intensywność w spojrzeniu Desmonda, ale nie pierwszy raz miał do czynienia z członkami tej rodziny, by się speszyć. Malfoyowie słynęli z gry spojrzeń, rozmów drobnymi gestami i uważnego doboru słów, a przynajmniej tak Martinowi powiedziała matka. Sam był poza niuansami towarzystkimi, by zwracać na to uwagę.

— Dziękuję — odpowiedział Laurentowi. — Brat od zawsze miał unikatowy gust.

Jack wykonał szałowe powitanie gości. Był wręcz stworzony do takich imprez i Martin czuł się bezpiecznie mając go u boku.

Dlatego grunt zawalił mu się pod nogami, gdy poznał nowiny o rodzicach. Jak to ma się zająć gośćmi? Nie miał pojęcia, jak to robić. Zazwyczaj nie zwracał nawet uwagi na osoby pełniące takie funkcje podczas różnych uroczystości. Siedział na uboczu, bądź podążał z tłumem, gdy zaistniała taka potrzeba.

Statek wydał się nagle niesamowicie zatłoczony i obszerny. Z morza twarzy żadna nie wydawała się przyjazna. Spojrzał na Oleandra. Nosili to samo nazwisko, a jednak tak mało o sobie wiedzieli. I z jakiegoś powodu, Martin dopiero zauważył, jak bardzo fryzura kuzyna przypomina mu Briana, zmarłego kilka lat temu brata.

Brian był idealny na każdą okazję. Był społecznym kameleonem, wzorowym aktorem. Wtapiał się w tłum, a jednocześnie błyszczał jak najjaśniejszy brylant. Nikt nie kłamał tak pięknie jak on. Gdyby tu był, Martin nie musiałby się niczym martwić.

Ale go nie było. Zaginął z obronie tych, którymi gardził. Zginął w famfarach ironii, którą tak kochał. Zginął, robiąc to, co lubił. A rodzina wymazała jego istnienie z kart historii.

Martin otrząsnął się, gdy jeden z kelnerów szepnął mu na ucho kilka słów o obiedzie.

Odkaszlnął.

— Panie i panowie, zapraszam do jadalni na obiad. — Głos porwany przez wiatr dotarł do uszu stojących najbliżej gości, zaś reszta dowiedziała się od pracowników obsługi.


Stoliki w jadalni nie miały tabliczek z imionami. Można było siadać w dowolnych konfiguracjach, a jedzenie pojawiało się na talerzu wraz z zajęciem miejsca.

Na początku przystawka. Małż z musem dyniowym, zdobiony pietruszką. Następnie kremowa zupa rybna w niedużej miseczce. Gdy wszyscy przy stoliku skończyli przystawkę i zupę, pojawiała się misa z pieczonymi łódeczkami ziemniaczanymi, wymyślne roladki mięsne, indycze udka w sosie wodorostowym oraz smażone kostki łososia z jagodami.

Do picia podano lemoniadę jabłkową i czerwone wino.

Do posiłku przygrywano na pianinie.

Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#16
29.08.2023, 20:49  ✶  

Prewettowie byli rodziną, której członków znał już od lat. Nic więc dziwnego, że zaproponował córce swojego znajomego porzucenie oficjalnego tonu. Byli przyjaciółmi. Była też jedną z nielicznych kobiet, z którymi nie miała połączyć go wspólna noc. Była za to kobietą, w której towarzystwie byłoby dobrze się od czasu do czasu pokazać, zwłaszcza w świetle tego rankingu w Czarownicy. Pozostawał niemalże absolutnie pewien, że o tym rejsie zostanie napisany kolejny artykuł. Ludzie chcą czytać o rozrywkach elity i to nigdy się nie zmieni. Wszystkie oferowane przez organizatorów tego rejsu atrakcje dla niego miały drugorzędne znaczenie. Przede wszystkim poszukiwał nowych znajomości i okazji do porozmawiania z tymi, których już znał. Potrafił sobie zorganizować czas bez niczyjej pomocy, choć na pewno skorzysta z kilku atrakcji. Przez większość czasu zamierzał okupować górny pokład, na którym było najwięcej słońca.

— Lepszej formy takiego spotkania nie mogli wybrać w środku lata — Tak naprawdę dla niego to było przyjęcie jak każde inne. Nie pierwsze i nie ostatnie, na którym przyjdzie mu się pojawić. O popularność należało dbać. Jeśli pozwalał mu na to grafik to nie zamierzał przegapić żadnego z tych przyjęć, podczas których mógł się otaczać ludźmi z wyższych sfer. Większości z nich nie musiał nawet lubić.

— Jestem tego samego zdania. — Prawda była taka, że ostatnie dwa miesiące były dla niego nad wyraz ciężkie i przez to odbiły się dość mocno na jego dotychczasowym życiu. W następstwie tych doświadczeń zyskał zupełnie nową perspektywę, dzięki której mógł przewartościować pewne aspekty swojego życia, jeśli tylko zdobędzie się na odwagę aby tego dokonać. Była to gra o zbyt wysoką stawkę.

Obecność brata Pandory, postrzeganego przez niego na przełomie maja i czerwca jako przyjaciela i kochanka, była dla niego niemałym zaskoczeniem. Przez to, z czym się zmagał przez ostatnie dwa miesiące, nie doszło do ich ponownego spotkania po jego ostatniej, niezapowiedzianej wizycie, wynikającej z tego, że musiał odebrać swoją sowę z domu tego mężczyzny. Od początku czerwca nie dawał znaku życia ze swojej strony i teraz spotkali się przypadkiem podczas tego rejsu. Po tym całym czasie nie potrafił określić, czy faktycznie byli dla siebie przyjaciółmi i kochankami czy to należało już do przeszłości. Jak wszystko, co dobre.

— Ciebie również, Laurencie. — Postanowił się przywitać z tym mężczyzną, odwzajemniając posłany mu ciepły uśmiech. Przyglądając się blondynowi, w duchu zgadzał się z Pandorą. Uchwycił również uważne spojrzenie nieco zdziwionej czarownicy. — Ja nie mam nic przeciwko temu, abyś do nas dołączył. — Zawtórował Pandorze, bez nachalności w głosie. Przez obecność osób trzecich wokół nich nie było tutaj miejsca na niczym nieskrępowaną szczerość w słowach i gestach, jak podczas rozmów, które potrafili do niedawna odbywać.

Dobrze znał ten błysk w oku. Tym razem brązowym, zamiast niebieskim. Nie spodziewał się innej reakcji ze strony Pandory, która poświęciła tyle uwagi należącym do niego psidwakom, które ochoczo obwąchiwały dłonie kobiety, i domagały się głaskania, jak i drapania za uszami. Nic więc dziwnego, że potrafiły skraść całą uwagę. Po tym rejsie mogą wrócić jeszcze bardziej rozpieszczone, niż są obecnie.

— Nie mylisz się, zamierzam się naprawdę dobrze bawić przez te trzy dni. I mam nadzieję, że Ty też będziesz. Nie będą tam zamknięte na stałe. Nie powinny. — Po ostatnich dwóch miesiącach, które dla niego były wręcz parszywe, potrzebował jakieś odmiany. Decydując się zabrać ze sobą swoje zwierzaki musiał zaspokoić ich wszystkie potrzeby, jak odpowiednie żywienie, codzienną porcję ruchu i zabawę. Nuggets i Taffy zostały poddane odpowiedniej tresurze, natomiast on musiał wypełnić wszelkie formalności aby zostać ich właścicielem.

— Możemy spotkać się w jadalni. Jak mówiłem, nie mam nic przeciwko temu. Jesteśmy przyjaciółmi. — Zaproponował Pandorze dogodne okoliczności spotkania po tym jak zapoznają się ze swoimi pokojami. Prawdopodobnie we trójkę. Udzielona przez niego odpowiedź powinna Pandorze wystarczyć. Nie zamierzał zdawać tej czarownicy szczegółowej relacji ze swojej znajomości z Laurentem.

Po słowach Kapitana udał się w poszukiwaniu swojej kajuty, w której pozostawił swoje psidwaki. Nie mógł wprowadzić ich do jadalni, do której pośpieszył na obiad. Zgodnie ze wcześniejszymi ustaleniami, zamierzał zająć miejsce przy stole zajmowanym przez rodzeństwo Prewettów. Podczas obiadu pojawił się pierwszy mały zgrzyt w postaci spożytej przez siebie przystawki - nie przepadał za małżami. Pozostałe dania, na które się zdecydował, bardziej mu smakowały. Zwłaszcza w asyście czerwonego wina.

Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#17
29.08.2023, 22:52  ✶  

- Nawet tak nie mów, bo jeszcze wykraczesz! - Zdecydowanie wolała się nastawić pozytywnie. Liczyła na to, że podczas tego rejsu trochę odpoczną, skorzystają z promieni słonecznych i się zabawią. Znając swój żołądek, gdyby doszło tutaj do drastycznej zmiany pogody, to mogłaby spędzić cały wypad wymiotując za burtę. - Wiesz. To zależy. Gdybym utknęła z tobą w kajucie, to bym nie narzekała. - Mrugnęła do niego uśmiechając się przy tym od ucha do ucha. - No i wcale nie byłam samotna podczas pobytu w szpitalu, bo miałam ciebie. - Bardzo była mu za to wdzięczna, inaczej chyba zanudziłaby się tam na śmierć. Musiała się mu za to jakoś odpłacić. Miała nadzieję, że ten rejs będzie odpowiedni. - Tak! Będziemy szaleć, nie ma innej możliwości mój drogi. - Podobało jej się nastawienie Camerona, istotne było to, że mieli podobny cel.

Zauważyła, że Cami trochę zamknął się w sobie, kiedy podszedł do nich Laurent. Niedobrze, zależało jej na tym, żeby czuł się tutaj stosownie. - Zapewne nie dla wszystkich. - Odrzekła jeszcze do Prewetta uśmiechając się przy tym przyjaźnie.

Ponownie zostali sami. Znaczy nie do końca sami bo na pokładzie było sporo osób, ale mogli się skupić na sobie. - Coś ty Kamiś, aktualnie to tylko jeden narzeczony się ze mną pokazuje. Nawet w tym śmiesznym rankingu pisali, że niedługo mamy się zaręczyć, to chyba coś znaczy. - Zachichotała, bo naprawdę bawiło ją to, co wyczytała o sobie w Czarownicy. - Po co mi ktoś z dziesiątki, skoro jestem tutaj z moim numerem jeden. - Nie uważała, żeby ktokolwiek mógłby się równać z towarzystwem Camerona, no może poza Charliem, jednak dla Heath ta dwójka była najważniejsza.

Poczuła, że ścisnął ją mocniej za dłoń. Może to i dobrze. Przynajmniej wiedziała, że zmartwiłoby go gdyby udała się gdzieś z kimś innym. - Tak właściwie, to nawet nie pamiętam. To Laurent Prewett, musieliśmy się gdzieś poznać na którymś z tych spędów, bali, przyjęć, czy innych takich. - Zmrużyła nawet oczy, jakby jej to mogło pomóc w przypomnieniu sobie tej informacji, tyle że coś nie stykało i jej się nie udało. No, życie. Nie uważała jednak, żeby to było bardzo istotne w tym momencie.

Wypadałoby się przywitać z gospodarzem, zamierzała o tym wspomnieć Cameronowi tyle, że nie zdążyła, bo właśnie zaprosił ich na obiad. Szybko. Nawet nie zdążyła zgłodnieć. - No to idziemy, musimy zająć dobre miejsca. - Pociągnęła ze sobą Lupina w stronę jadalni, trzymała go przy tym mocno za rękę, aby go przypadkiem nie zgubić.

Udało im się dosyć szybko dostać do miejsca docelowego. Wood nie zamierzała specjalnie kombinować i usiadła, przy pierwszym z brzegu stoliku. Pojawiła się przystawka. Spojrzała na jedzenie, później na Camerona. - Trzeba to wyssać. - Powiedziała cicho. Nie lubiła małż, kebab byłby lepszy, no ale co poradzić. Wypadało skosztować. Siorbnęła zawartość skorupy jednym haustem. - Nienawidzę tej struktury. Kto w ogóle wymyślił, żeby jeść te ślimaki. - Dodała jeszcze.

Reszta potraw była mniej kontrowersyjna, przynajmniej dla Rudej. Zjadła je ze smakiem, dolewając przy tym co chwilę czerwonego wina do kieliszka. [b] - Nareszcie alkohol, może chociaż trochę zaszumi nam w głowie.[b] - Dbała również o to, aby jej towarzysz miał zawsze pełen kielich.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#18
30.08.2023, 13:49  ✶  

Jego życie byłoby naprawdę ciężkie bez Pandory. Przebojowej, charakternej Pandory, która była zarówno obiektem jego inspiracji jak i często obiektem zazdrości. Zazdrość, odpowiednio ukierunkowana, potrafiła być jednak całkiem budująca. Ku zaskoczeniu tych, którzy energię z niej płynącą przeznaczali na pieklenie się i myślenie, jak tu odebrać jednej osobie. Bo skoro ja nie mam, to ona też mieć nie będzie. Syndrom bardziej zielonego trawnika po drugiej stronie płotu był klątwą człowieczeństwa. Na szczęście ten trawnik był tym samym, którym chodził Laurent, jemu po prostu przeznaczono boczne ścieżki. To ten sam ogród, tylko trasy inne. Ta sama posiadłość, tylko relacje się różniły. Przytulił delikatnie siostrę, choć z ich dwójki to zdecydowanie on był tym bardziej delikatnym - jak kwiat, którego jedyną obroną przed światem mogły być kolce. Gdybym nie wiedział, że tu będziesz, to może bym się nie pojawił. - Zatańczyło w jego myślach, ale tego nie wypowiedział. Laurent lubił towarzyskie spotkania, lubił prowadzić mniejsze i większe pogawędki. A teraz wręcz kurczowo się takich spotkań trzymał, żeby nie tkwić w New Forest. Tam, gdzie w zasadzie chciał do tej pory być najbardziej. Tym nie mniej nie wypadało nawet czegoś takiego powiedzieć, nie przy tym, jak ktoś mógłby usłyszeć i pomyśleć, że panicz Prewett znalazł się tutaj co najmniej z bożej łaski. A tak nie było. Natomiast obecność siostry była decydującym elementem co do tego, żeby rzeczywiście tutaj przyjść.

- Jak zawsze. - Odpowiedział z uśmiechem, tym trochę psotnym, kiedy powiedziała, że dobrze wygląda. - Ach, cóż... wiesz, że przepadam za spotkaniami towarzyskimi. Te, które odbywają się na morzu, są tym bardziej pociągające. - Bo co miał jej rzec? Że nic dziwnego, że rodzina nawet mu o tym nie wspomniała? Że to oczywiste, że tylko ona pełniła tutaj funkcję reprezentacyjną? Z nastrojem Laurenta nie było za dobrze przez ostatni miesiąc, robił jednak dobrą minę do złej gry. I nie dawał tego po sobie poznać, a przynajmniej nie dziś i nie teraz. - Za chwilę z przyjemnością. Chciałbym jeszcze przejść się po statku i przywitać ze znajomymi osobistościami. - Albo dać się zaciekawić tymi nieznajomymi. Jak to on. - W takim razie do zobaczenia na obiedzie. - Posłał im ostatni uśmiech, nim się oddalił. I to niekoniecznie po to, żeby rzeczywiście wikłać się w rozmowy, żarty i dysputy, jakie się toczyły wśród towarzystwa. Bo choć rzeczywiście się przywitał ze znajomymi, choć rzeczywiście z niektórymi nawet zamienił przez moment kilka zdań to ostatecznie skończył przy burcie, wypatrując promieni słońca odbijających się na lustrze wody i zastanawiając, kiedy rejs ruszy i zostawią za sobą upiorny ląd. Choć dla niektórych to właśnie nieprzebyte morze upiornym się wydawało.

Dopiero obwieszczenie obiadu ściągnęło go po dłuższej chwili do jadalni. Jego wzrok szukał głównie siostry, bo i nawet nie pomyślał, że mogliby go posadzić gdziekolwiek indziej. I kiedy ją namierzył skierował się w jej stronę. Jej i samego Philipa. Obawiał się tylko tego, że będą proponować tutaj tak popularne owoce morza, które patrzyły na ciebie z talerza, a czego Laurent nie potrafił zdzierżyć. Na szczęście nie była to jednak jedyna atrakcja, a obecność łososia była absolutnie zachwycająca i zadowalająca. Słowa jesteśmy przyjaciółmi brzmiały teraz mimo wszystko dość upiornie, które zostały wypowiedziane przez Notta i dźwięczały w tej sali tym samym zastanowieniem - kto tutaj naprawdę z kim był przyjacielem? Ale chyba to była wina samego Laurenta, skoro tak ułożył sobie swój świat. Pewnie wiele osób by tak powiedziało. Tylko i wyłącznie jego wina.

Jak zwykle i jak zawsze Laurent bardziej dziubał w swoim talerzu niż rzeczywiście jadł.

- Moje gratulacje, Pandoro, z okazji zajęcia pierwszego miejsca w Tygodniku Czarownicy. - Zagaił. Tak, miejsce zajęte przez Notta też widział. Ale znając Philipa to pewnie się burzył, że tylko DRUGIE. - Tobie też bym pogratulował, Philipie, ale zapewne jesteś bardziej zirytowany niż zadowolony. - Tego mężczyznę zadowalało tylko pierwsze miejsce. Wszystko to, co poniżej, było już tak samo złe, niedobre i niegodne jego osoby.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Tłumacz
These scars don’t lie,
I’m living in an empty time
Falling through space,
I’m living in an empty place.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ubrany na czarno. Z bliznami na twarzy. Puste spojrzenie. 180cm.

Martin Crouch
#19
02.09.2023, 13:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.09.2023, 13:30 przez Martin Crouch.)  

Rzucił kilka zapraszających na obiad słów w stronę Oleandra i Desmonda, po czym sam udał się do jadalni. Przeszedł się przez pomieszczenie obserwując siadających do stołów gości. Posiłki pojawiały się za pomocą magii, także uniknęli tłumu kelnerów zabierających czas i miejsca. A tego powodu był też jedynym, do którego goście mogli się zwrócić z ewentualną skargą.

Usiadł do posiłku jako jeden z ostatnich. Jack już dawno zlecił podanie mu obiadu później. Wkrótce mieli odbić od brzegu, tak więc nie mógł teraz się zajmować tak prozaicznymi czynnościami jak jedzenie.

Martin spojrzał na małża. To był absurdalny pomysł matki. Bo czymże jest luksusowa przystawka bez unikatowego składnika, którego mało kto je? Crouch nie był wybredny w kwestii jedzenia i przyzwyczaił się do kaprysów kulinarnych Elisabeth. Konsumował więc danie po daniu, cały czas ostrożnie rozglądając się po sali.

Zupa przyjemnie rozgrzała ściśnięty żołądek, tak więc zmieścił trochę ryby. Na deser nie miał już ochoty, ale zmienił zdanie, gdy go przedstawiono.


Gdy większość gości skończyła drugie danie, na salę wleciał tort, piętrowy, który był w kolorze zachodu słońca, cienowany, od czerwonego do żółtego.

— Panie i panowie, wraz z odbiciem od brzegu, zapraszam do skosztowania wypieku autorstwa Nory Figg. Jest to tort o smaku lata — każdemu będzie smakował tym, co w lecie lubi najbardziej — oznajmił stojący obok kelner. Zamachnął się różdżką, a wypiek rozdzielił się na równe porcje, które na porcelanowych talerzykach odleciały w stronę gości.

Jednocześnie dało się odczuć jakiś ruch. To statek rozpoczął swoją podróż. Pojedynczy goście złapali za talerzyki i wyszli na pokład, by wraz z widokiem na oddalający się rejs, rozkoszować się magicznym tortem.


Wciąż można dołączać do eventu, nawet po odbiciu od brzegu. Uznajemy, że postacie już weszły na statek i cieszą się atrakcjami.
Tłumacz
These scars don’t lie,
I’m living in an empty time
Falling through space,
I’m living in an empty place.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ubrany na czarno. Z bliznami na twarzy. Puste spojrzenie. 180cm.

Martin Crouch
#20
09.09.2023, 10:58  ✶  

Goście raczyli się deserem, a statek odbił od brzegu. Ląd z każdą chwilą stawał się mniejszy, aż w końcu jedyny widok stanowiło otwarte morze. Jakiś czarodziej zaczął źle się czuć i szybko został zabrany przez członka obsługi. Nic piękniejszego, niż otwarcie rejsu przez żywą fontannę.

Po obiedzie uprzątnięto jadalnię. Wciąż można było raczyć się tam drobnymi przekąskami i napojami. Czarodzieje po zachwyceniu się krajobrazami zeszli pod pokład, gdyż miał rozpocząć się koncert Rhiannon Pettigrew.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cameron Lupin (1870), Desmond Malfoy (570), Heather Wood (1963), Laurent Prewett (4484), Martin Crouch (3064), Oleander Crouch (731), Pandora Prewett (2287), Philip Nott (2132)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa