04.06.2024, 21:13 ✶
Nazwisko pomagało, ale wypadało przy tym dać również coś od siebie. Pokazać, że nie tylko przysłowiowa "szata" - która w tym przypadku była rodem, zdobi Czarodzieja. Jego talent odziedziczony” przez krew był jednym z najbardziej użytecznych na świecie, gdyby zapytać Cynthię o zdanie. Dawało to dostęp do każdego zakątka na świecie, każdej książki — a tych było tak wiele, różniących się od tego, co mieli w Wielkiej Brytanii i nawet co udawało się jej dostać od znajomych z Nowego Orleanu, których wciąż miała z czasów kursu, szkoleń, czy nawet tego nieszczęsnego, krótkiego narzeczeństwa z Edwardem — niech mu woda chłodną będzie. Tyle, o ile akceptowała prawdę o świecie, to zwyczajnie jej ona przeszkadzała, ale z czasem i wiekiem, coraz mniej zwracała na to uwagę, skupiając się na własnych celach i bardzo wąskim gronie znajomych. Nie mogłaby marnować czasu, zdrowia i reputacji, na którą tak ciężko pracowała, jak większość osób w podobnym do nich wieku. Ostatecznie jej ród nie był w żaden sposób wyjątkowy, owszem, mieli jakieś tam kontakty i specjalizowali się w morskim handlu i oliwie, ale cóż to było na tle potrzeb współczesnego świata? Nie narzekała jednak nigdy, zawsze starała się nosić głowę wysoko.
Szepty Salazara musiały być męczące. Tak, jakby Cathal nigdy nie był sam, czego szczerze by mu współczuła. Dla niej jej umysł był oazą, świątynią, miejscem ucieczki i czułaby się niekomfortowo, gdyby ktokolwiek tam zajrzał.
- Ciężko to wytłumaczyć, ale niewiele jest osób, które ciężko mi rozgryźć na dłuższą metę. Zwykle zagadki są łatwiejsze. A tak romantycznie i filozoficznie mówiąc, to na pewno nuta tajemnicy kryje się w oczach.
Nie było to łatwe pytanie. Wbrew pozorom, żeby Cynthii było swobodnie rozmawiać i żeby przestała ciągle wpływać na swoją gospodarkę hormonalną za pomocą nekromancji i magii uzdrawiającej, trzeba było mieć mnóstwo cierpliwości. Nie łatwo było wyjść jej z roli, a dokładniejsza odpowiedź wymagałaby od niej słów, których pewnie by się po blondynce nie spodziewał. Nie była w sumie taka trudna, na jaką się kreowała, wymagała po prostu więcej czasu i cierpliwości. - Do Puchonów i staruszek z kotami, to prawda. - przyznała z delikatnym wzruszeniem ramion, również nieco rozbawiona, na wyobrażenie Cathala z przyjacielem wśród stada śierściuchów. Biele i szarości były bardziej uniwersalne, każdy kolor wprowadzony dodatkowo sprawiał, że wnętrze nabrało innego charakteru i wyrazu, dzięki czemu było to bardziej ekonomiczne.
Przyglądała mu się chwilę w milczeniu, pogrążona we własnych myślach. To nie tak, że nie okręcała sobie ludzi dookoła palca, jeśli było jej to potrzebne, ale zdarzało się to rzadko. Na tle większości dziewcząt niezamężnych, wypada naprawdę konserwatywnie. Nie bawiły ją przelotne romanse, szukanie uciech fizycznych z mężczyznami przypadkowymi, którzy mogłoby coś jej zaoferować w zamian. Uwielbiała być niezależna i samowystarczalna i zawsze starała się znaleźć sposób, aby zdobyć to, co chciała, sama, nie przy pomocy kogoś lub czegoś. Nie przekraczała granic, przez to po zdjęciu masek, była kobietą mało doświadczoną, raczej stałą. Ktoś musiał ją zainteresować intelektualnie i emocjonalnie, żeby spotkała się z takim mężczyzną więcej, niż raz. A jego towarzystwo — pomijając już wszystko inne, po prostu lubiła. Był ciekawy niczym dobra i pełna tajemnic książka. Nie chciała też gdybać, zastanawiać się nad tym, co mogło, a nie musiało wcale nadejść. Dziś byli tutaj, bawiąc się wyśmienicie i pijąc zaczarowane drinki, zamierzali dobrze się bawić. No i los jej sprzyjał, bo jej towarzysz był najciekawszy na całej tej sali, o czym mogła świadczyć intensywność jej spojrzeń i ten lekki, figlarny uśmiech, który zaczął się pojawiać na jej twarzy.
Nie wierzył w szczęście?
To było niespotykane. Ona sama nie wierzyła we wróżby, przesądy i inne tego typu rzeczy, ale szczęście.. Czym więc była przychylność losu? Otóż zaciśnięciem na czymś dłoni, przyciągnięciem do siebie i nie puszczeniem, nawet jeśli się wyrywało. W rytm jej myśli, jego palce mocniej zacisnęły się na niej, na co poczuła lekkie i przyjemne ciepło na policzkach, co potęgował zapach jego perfum i skóry, który wdzierał się jej do nosa. Pachniał też trochę pergaminami? Przyjemnie i relaksująco, jakby gdzieś w tle była nuta cynamonu. I znów mieli podobne zdanie, na co roześmiała się cicho, zwilżając wargi i odwzajemniła posłane przez niego spojrzenie. - Masz całkowitą rację. Gdyby polegać tylko na szczęściu, niewiele by się miało lub doświadczyło w życiu. Zaskakujące, jak podobne mamy zdania w wielu kwestiach, Panie Shafiq.
Mówiła nieco ciszej, jakby kilka sekund jeszcze tkwiła z nim w jakiejś bańce. I kasyna wcale tu nie było! Czas rozpocząć grę, kolejną tego wieczora. Nie powinien przegrać, skoro od początku zamierzał liczyć karty, a wygrana przy dobrych drinkach, towarzystwie i w miłym wnętrzu, smakowała jeszcze lepiej. Ciężko stwierdzić, czy Cynthia przyglądała się uważniej archeologowi, czy może krupierowi i kartom, które rozdawał — poker jakby zszedł na dalszy plan, a ona westchnęła cicho, poprawiając się nieznacznie na krześle, ruchem dłoni odgarniając jasne pasmo z twarzy i szyi.
- Kto wchodzi i za ile, Panowie? - zapytał krupier, tasując zwinnie karty w dłoniach i przyjrzał się z miłym, aczkolwiek odrobinę zawadiackim uśmiechem siedzącym przy stole Czarodziejom. Starszy mężczyzna w okularach i z wąsem rzucił na stół kilka żetonów, stawiając jakieś piętnaście galeonów, a dwójka młodszych weszła tylko bazową stawką w kwocie pięciu galeonów, a przynajmniej tak się jej wydawało. Co zrobi Cathal? Korzystając z zamieszania, które zrobiła kelnerka z wielką tacą, która w dość skąpym stroju podała im drinki, przysunęła odrobinę swoje krzesło do blondyna, przyglądając mu się z zaciekawieniem.
- Zaczynasz ostrożnie, czy raczej zaatakujesz, niczym Rogogon? - zapytała go cicho, tak, aby pozostali nie usłyszeli i podziękowała skinieniem głowy kobiecie, która postawiła również przed nimi kieliszki z szampanem. Tak, na zachętę do gry,
Szepty Salazara musiały być męczące. Tak, jakby Cathal nigdy nie był sam, czego szczerze by mu współczuła. Dla niej jej umysł był oazą, świątynią, miejscem ucieczki i czułaby się niekomfortowo, gdyby ktokolwiek tam zajrzał.
- Ciężko to wytłumaczyć, ale niewiele jest osób, które ciężko mi rozgryźć na dłuższą metę. Zwykle zagadki są łatwiejsze. A tak romantycznie i filozoficznie mówiąc, to na pewno nuta tajemnicy kryje się w oczach.
Nie było to łatwe pytanie. Wbrew pozorom, żeby Cynthii było swobodnie rozmawiać i żeby przestała ciągle wpływać na swoją gospodarkę hormonalną za pomocą nekromancji i magii uzdrawiającej, trzeba było mieć mnóstwo cierpliwości. Nie łatwo było wyjść jej z roli, a dokładniejsza odpowiedź wymagałaby od niej słów, których pewnie by się po blondynce nie spodziewał. Nie była w sumie taka trudna, na jaką się kreowała, wymagała po prostu więcej czasu i cierpliwości. - Do Puchonów i staruszek z kotami, to prawda. - przyznała z delikatnym wzruszeniem ramion, również nieco rozbawiona, na wyobrażenie Cathala z przyjacielem wśród stada śierściuchów. Biele i szarości były bardziej uniwersalne, każdy kolor wprowadzony dodatkowo sprawiał, że wnętrze nabrało innego charakteru i wyrazu, dzięki czemu było to bardziej ekonomiczne.
Przyglądała mu się chwilę w milczeniu, pogrążona we własnych myślach. To nie tak, że nie okręcała sobie ludzi dookoła palca, jeśli było jej to potrzebne, ale zdarzało się to rzadko. Na tle większości dziewcząt niezamężnych, wypada naprawdę konserwatywnie. Nie bawiły ją przelotne romanse, szukanie uciech fizycznych z mężczyznami przypadkowymi, którzy mogłoby coś jej zaoferować w zamian. Uwielbiała być niezależna i samowystarczalna i zawsze starała się znaleźć sposób, aby zdobyć to, co chciała, sama, nie przy pomocy kogoś lub czegoś. Nie przekraczała granic, przez to po zdjęciu masek, była kobietą mało doświadczoną, raczej stałą. Ktoś musiał ją zainteresować intelektualnie i emocjonalnie, żeby spotkała się z takim mężczyzną więcej, niż raz. A jego towarzystwo — pomijając już wszystko inne, po prostu lubiła. Był ciekawy niczym dobra i pełna tajemnic książka. Nie chciała też gdybać, zastanawiać się nad tym, co mogło, a nie musiało wcale nadejść. Dziś byli tutaj, bawiąc się wyśmienicie i pijąc zaczarowane drinki, zamierzali dobrze się bawić. No i los jej sprzyjał, bo jej towarzysz był najciekawszy na całej tej sali, o czym mogła świadczyć intensywność jej spojrzeń i ten lekki, figlarny uśmiech, który zaczął się pojawiać na jej twarzy.
Nie wierzył w szczęście?
To było niespotykane. Ona sama nie wierzyła we wróżby, przesądy i inne tego typu rzeczy, ale szczęście.. Czym więc była przychylność losu? Otóż zaciśnięciem na czymś dłoni, przyciągnięciem do siebie i nie puszczeniem, nawet jeśli się wyrywało. W rytm jej myśli, jego palce mocniej zacisnęły się na niej, na co poczuła lekkie i przyjemne ciepło na policzkach, co potęgował zapach jego perfum i skóry, który wdzierał się jej do nosa. Pachniał też trochę pergaminami? Przyjemnie i relaksująco, jakby gdzieś w tle była nuta cynamonu. I znów mieli podobne zdanie, na co roześmiała się cicho, zwilżając wargi i odwzajemniła posłane przez niego spojrzenie. - Masz całkowitą rację. Gdyby polegać tylko na szczęściu, niewiele by się miało lub doświadczyło w życiu. Zaskakujące, jak podobne mamy zdania w wielu kwestiach, Panie Shafiq.
Mówiła nieco ciszej, jakby kilka sekund jeszcze tkwiła z nim w jakiejś bańce. I kasyna wcale tu nie było! Czas rozpocząć grę, kolejną tego wieczora. Nie powinien przegrać, skoro od początku zamierzał liczyć karty, a wygrana przy dobrych drinkach, towarzystwie i w miłym wnętrzu, smakowała jeszcze lepiej. Ciężko stwierdzić, czy Cynthia przyglądała się uważniej archeologowi, czy może krupierowi i kartom, które rozdawał — poker jakby zszedł na dalszy plan, a ona westchnęła cicho, poprawiając się nieznacznie na krześle, ruchem dłoni odgarniając jasne pasmo z twarzy i szyi.
- Kto wchodzi i za ile, Panowie? - zapytał krupier, tasując zwinnie karty w dłoniach i przyjrzał się z miłym, aczkolwiek odrobinę zawadiackim uśmiechem siedzącym przy stole Czarodziejom. Starszy mężczyzna w okularach i z wąsem rzucił na stół kilka żetonów, stawiając jakieś piętnaście galeonów, a dwójka młodszych weszła tylko bazową stawką w kwocie pięciu galeonów, a przynajmniej tak się jej wydawało. Co zrobi Cathal? Korzystając z zamieszania, które zrobiła kelnerka z wielką tacą, która w dość skąpym stroju podała im drinki, przysunęła odrobinę swoje krzesło do blondyna, przyglądając mu się z zaciekawieniem.
- Zaczynasz ostrożnie, czy raczej zaatakujesz, niczym Rogogon? - zapytała go cicho, tak, aby pozostali nie usłyszeli i podziękowała skinieniem głowy kobiecie, która postawiła również przed nimi kieliszki z szampanem. Tak, na zachętę do gry,