Niezbyt często pozwalał na to, aby okazywać, iż działania, gesty, wypowiedziane słowa, miały na niego wpływ. Na co dzień otaczał się murem, za który przedostać się byli w stanie jedynie nieliczni. Z każdym kolejnym rokiem dbał o to, aby konstrukcja ta stawała się solidniejsza. Pozbawiona słabych punktów. Wzmacniał jej kluczowe elementy. Z tego też względu reakcja na jej dotyk jest poniekąd zaskakująca. Przede wszystkim dla niego samego. Stara się jednak nie dać tego po sobie poznać. Kiedy tylko udaje mu się odzyskać pion, zajmuje dokładnie tę samą pozę. Zachowuje się w sposób, który zdaje się przeczyć temu, że cokolwiek miało właśnie miejsce.
Zarazem pozwala sobie na to, żeby zganić samego siebie w myślach.
Upomnieć.
Słysząc, iż Vera nie zamierza porzucić dla niego pracy, pozwala sobie na to, aby okazać pewne rozbawienie. Nie powinna być aż tak niemądra. Nie powinna zakładać, że mógłby przedstawić jej tego rodzaju oczekiwania. Warunki współpracy.
- Nie oczekuje tego od Ciebie. – wyraźnie to podkreśla. Nie pozostawia tutaj miejsca na wątpliwości, choć znając dawnego Roberta, łatwo jest założyć, że od współpracowników oczekiwał będzie dużo. Zawsze był bowiem człowiekiem wymagającym od innych nie mniej niż od samego siebie. A że sam dawał od siebie naprawdę wiele, to wnioski zdają się być w tym przypadku co najmniej oczywiste. – I nie zamierzam stawać na drodze innym projektom, w które możesz być zaangażowana.
Czy był ciekawy? Owszem. Zarazem jednak nie zamierzał pytać. Nie zamierzał schodzić na inne tematy niż ten, który sprowadził ich do tego mieszkania. Wyrzucił z głowy myśli dotyczące notatek, na które natrafił przy okazji swoich nie tak dawnych odwiedzin w Departamencie Tajemnic. Nie chciał pozwolić sobie na rozważania dotyczące projektu, który dla niego nie był w tym momencie istotny. Istniały rzeczy ważne i ważniejsze. Istniało coś takiego jak priorytety.
- Jeśli chcesz dotrzeć do szerokiej grupy odbiorców, musisz zdecydować się na pewne ustępstwa. – skomentował jej uwagę o braku szacunku. Nie bez powodu pod uwagę brał czasopisma. Chodziło o rozgłos. Celem było wzbudzenie tematem szerokiego zainteresowania. Innego rodzaju publikacje były owszem o kilka poziomów wyżej, ale treść dostosowywano w nich dla innych badaczy; uczonych. Robert zaś chciał dotrzeć również do tych, którzy z nauką nie byli bardziej zaprzyjaźnieni. Jednak dlaczego? – Nie chodzi tutaj o brak szacunku, a o realizacje jednego z bardziej istotnych celów.
Zamierzała o to dopytać? Zamierzał jej to wyjaśnić? Wytłumaczyć? Po prawdzie, to sam nie był pewien tego na ile mógł sobie pozwolić. Na ile pozwolić sobie powinien. W obecnych czasach temat uznawany był zaś dość kontrowersyjny. Kontrowersyjny był cel, który im przyświecał. Czy Vera była skłonna wkroczyć na tę ścieżkę? Podjąć się tak dużego ryzyka? Miał nadzieje, że zdoła ją przekonać. Przeciągnąć na swoją stronę. We wszystko to zaangażować. Bo jeśli nie ona… inne opcje nie były nawet w niewielkiej części na tyle obiecujące.
Wzdycha, kiedy otrzymuje pytanie o współpracownika. Wyczekiwane. Problematyczne.
- Nie mogę Ci zdradzić jego tożsamości. Nie w tym momencie. – wreszcie odpowiada. Po chwili ciszy. Po chwili poświęconej na rozważania. O ile bowiem mógł zaryzykować swoim bezpieczeństwem, w ten sam sposób nie zamierzał postąpić w przypadku Rodolphusa. Mogłoby kosztować go to zbyt wiele. Mogłoby pociągnąć w ślad za sobą poważne konsekwencje. Nie był na to gotowy. – Natomiast jeśli chodzi o naszą liczebność, poza Tobą staramy się zrekrutować jeszcze jednego mężczyznę. Zakładamy, iż ostatecznie byłoby nas tutaj czworo.
Rozumiał jej obawy. Przewidywał, że może to być jeden z argumentów wysuniętych przeciwko tej współpracy. I wiedział też, że jeśli faktycznie to właśnie brak zaufania miał być ich największym problemem, to tej przeszkody pokonać się nie dało. Nie w tak krótkim czasie. Nie podczas tej jednej tylko rozmowy. Zwłaszcza, że przecież posiadali swoją historie. Wiedzieli na swój temat sporo, choć znaczna część tych informacji straciła najpewniej przydatność do użycia. Była po terminie.
W jaki więc sposób miał na to zareagować?
- Więc mi nie ufaj. Nie ufaj mi dla swojego własnego dobra. W końcu próbuje nakłonić Ciebie do współpracy przy projekcie, który najpewniej wzbudziłby spore zainteresowanie Departamentu Przestrzegania Prawa. – uśmiecha się, tym samym również decydując się na to, aby podnieść się z zajmowanego dotąd miejsca. Rozprostować kości. Zrobić tych kilka kroków. – A później postaraj się zapomnieć o tym, że mogłaś być tego częścią; że Twoje nazwisko mogło widnieć tuż obok naszych. Na stałe zapisać się w historii. Chcesz to stracić z powodu zaufania, które zawsze powinno być ograniczone względem innych ludzi?
Z takiego założenia wychodził Robert. Nie ufał on prawie nikomu. W ograniczonym stopniu dopuszczał do pewnych spraw swojego brata. To samo dotyczyło również Nicholasa. A także Rodolphusa, który pierw musiał zapłacić za to złożoną przysięgą wieczystą.