• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
[11 lutego 1972] Prawda | Sauriel & Victoria

[11 lutego 1972] Prawda | Sauriel & Victoria
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#11
01.01.2023, 11:30  ✶  
Być może to była jedynie kwestia jej pragmatycznego podejścia do życia. Tego, że chciała i lubiła się uczyć, wiedzieć, poznawać, znać. Tak jak chciała poznać Sauriela. W jej głowie straszne było tylko to, co niepoznane. No i latanie na miotle, ale ten strach był irracjonalny. Lub nie? Oglądanie świata z góry było zupełnie innym doznaniem i człowiek nie był w stanie objąć tego umysłem, może dlatego? No i było się zależnym nie od siebie, a od na przykład latającej miotły.
Wzruszyła na to ramionami. Nie musiał się z nią zgadzać w tej sprawie, ledwie wyjaśniała dlaczego sama się nie boi i to jego. A czuła, że wiele osób, które by wiedziało z kim mają do czynienia, odczuwałoby tutaj teraz strach będąc na jej miejscu. Jednak… co to by był za auror, który się boi wampira albo inne magiczne stworzenie?
- Po tym jak bardzo wszystko utrudniasz – gdyby chciał, albo gdyby nie chciał tylko trochę, to nie robiłby przecież takich cyrków, no bo i po co? Ona nie chciała a przy tym starała się jakkolwiek znaleźć miejsce w tej sytuacji. Żeby nie zwariować. I żeby później nie myśleć, że jej życie nie ma sensu i próbować się zabić.
Tak, wiedziała dlaczego, ale chciała poznać jego zdanie. Bo póki co on znał jej, bo dzieliła się swoimi myślami, punktem widzenia. On.. mniej. O ile w ogóle.
- Do wczoraj w ogóle nie wiedziałam, że jakikolwiek protest był – bo jej narzekania to jedno. Nie mówiła przecież rodzinie, że ona się na to nie pisze – po prostu narzekała na zachowanie Sauriela: że jest beznadziejny i że nie da się z nim wytrzymać dłuższej chwili. Ale to było narzekanie obrażonej kobiety po zepsutym wieczorze i to jeszcze noworocznym. Nie sądziła, że jej matka będzie chciała coś z tym zrobić. I ŻE W OGÓLE JEJ O TYM NIE WSPOMNI. - Widzisz? Ja nic nie wiem. O niczym – westchnęła. - Właściwie to… Czemu chodzisz jak w zegarku – to była kolejna zagadka, której nie umiała rozwikłać, bo brakowało jej informacji.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#12
01.01.2023, 11:56  ✶  
- Nie utrudniam. - Właściwie to prawie na nią warknął. Wycedził te słowa niemalże przez zęby. Jeszcze gdzieś w granicach kontrolowania siebie i swoich emocji na wodzy, bo jednak daleko było tutaj do wybuchania. Nie, nie, wszystko było “w normie”. Tylko go to zirytowało. Bo nie utrudniał. Na początku. W swoim mniemaniu - po prostu był sobą. Jasne, że mniej przyjemnym niż potrafił, bo fakt - był niezadowolony. Wręcz czuł się zagrożony, bo nie wiedział kompletnie, czego się spodziewać, po co ta farsa i co to za sztański plan. Nie było mu dane się dowiedzieć. Ale to nie była prawda, że nie utrudniał, bo był bardzo negatywnie nastawiony i na “nie”.
Och, jak ona go irytowała. Jak ona go irytowała! Miał ochotę złapać ją za ramiona, potrząsnąć i powiedzieć, żeby dała mu święty sposób! BO chciała wiedzieć, bo się interesowała, bo wsadzała nochal do jego życia. Chciała dobrze, a… a co? Nie znał tego “a co”. Za to doskonale wiedział, że nie chciał tych pytań i nie chciał o tym mówić. Chciał za to na nią nakrzyczeć, wydrzeć mordę, kazać jej spierdalać i żeby się więcej nie pokazywała. Żeby nie mąciła i nie mieszała w jego życiu, bo już dość zrobiła. Chciał wylać na nią swoje żale. Zamiast tego poprzesuwał kilka razy palcami po obiciu sofy, a dłoń zaciśniętą w pięść zacisnął jeszcze mocniej. To nie jej wina. Przypomniał samemu sobie to, co wiedział. To nie jej wina… Mijały chwile ciszy, kiedy Sauriel milczał, zakopany w swoich emocjach i próbował ułożyć sobie w głowie najbardziej sensowną odpowiedź. W końcu wyrwał się z bezruchu i sięgnął po fajkę, skupiając się na niej. Odpalił ją. Zaciągnął się dymem. Opuścił na moment głowę, zanim ją uniósł i na nowo spojrzał na Tori.
- Bo Erykowi zależy na tym narzeczeństwie. - Oczywiście nie chodziło o bycie wspaniałym syneczkiem tatusia, ale to było chyba oczywiste. - Jak się nie możemy dogadać to przechodzimy do fizycznego rozwiązywania problemów. To jest najlepsze w byciu wampirem, ciężko cię zabić, a nadal boli. - To znaczy - najlepsze jak dla kogo. Bo z jego strony to był jednak cynizm. - Innymi słowy Eryk mi spuszcza wpierdol. Jeszcze jakieś przyjemne pytania na dzisiejszy dzień? - To było, delikatnie mówiąc, upokarzające. Strasznie upokarzające.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#13
01.01.2023, 16:17  ✶  
Spojrzała na niego wymownie, kiedy jak takie małe, obruszone dziecko powiedział, że nie utrudnia. Brakowało jeszcze tylko, żeby nadął policzki i założył ręce na piersi, bo przecież wcale nie nabroił. Ale mógł zaprzeczać ile tylko chciał, a i tak w głębi serca pewnie wiedział, że to nie do końca jest tak, jak mówił i jak chciał tutaj wypaść. Mogłaby mu podać kilkanaście przykładów tego, jak się zachowywał, żeby mu to udowodnić, ale nie miała w tym żadnego celu. Swoje wiedziała i nie była w nastroju na przepychanki słowne – zwłaszcza, że nie była nawet u siebie. Ba, wprosiła się tutaj, żeby ktoś w końcu potraktował ją poważnie i przestał ja trzymać w ciemności.
Zadała swoje pytanie i nastała cisza. Nie taka głucha, bo jednak było słychać na przykład jej oddech, jej głośniejsze westchnięcie, gdy ta cisza się przeciągała. Tak jak było słychać, jak Sauriel przesuwa dłonią po obiciu sofy. Szelest, gdy się pochylił do przodu, sięgnął po papierosa, zapalił… Victoria złapała się na tym, że zaczęła się zastanawiać jak to się dzieje, że palił, kiedy tak naprawdę nie oddychał, a chyba chodziło o to, żeby podczas wdechu się zaciągnąć. Nie zapytała o to jednak – po prostu myślała. Sądziła też, że się w końcu nie doczeka żadnej odpowiedzi i po prostu będzie musiała powiedzieć coś, by zmienić temat. Pożegnać się i…
Ale wtedy się odezwał.
No tak, panu Rookwood zależało, tak samo jak pani Lestrange. Victoria sądziła, że pani Rookwood też zależało, a co się tyczyło jej własnego ojca – z tego co mówił, to po prostu “to dobry pomysł i dobra partia”. Więc tak. No tyle wiedziała. Ale nie spodziewała się kolejnej wypowiedzi. Do tego “fizycznego rozwiązywania problemów” – ale czy mogła się dziwić? Właściwie to pomyślała sobie, że Eryk wygląda na takiego. Ciężko cię zabić, a nadal boli. To było… Naprawdę mocne wyznanie. I Victoria uniosła głowę, patrząc na profil Sauriela. Spokojnie, ale jej oczy trochę się jednak rozszerzyły. Bo to, że ktoś na takiego wyglądał to jedno. To, że się lali, czy raczej… ojciec lał syna i jego to bolało – to drugie.
- Nie wiedziałam… – wydusiła z siebie w końcu i nie wyglądała na usatysfakcjonowaną tą odpowiedzią. Tak, tłumaczyła wiele, ale… Wkurzał ją strasznie, ale przecież nie chciała dla niego żadnego cierpienia. Nie była okrutna. To dlatego był taki potulny. Już rozumiała. Eryk spuścił mu łomot, musiało go to bardzo boleć, a powodem było… że narzekała swoim rodzicom, którzy wzięli sprawy w swoje ręce, nic jej nawet nie mówiąc. Jeszcze wczoraj sądziła, że po prostu rodzice rozmawiali z Saurielem, że była może wielka kłótnia, ale… nie to. - Strasznie mi przykro – powiedziała już ciszej. I była pewna, że swoim rodzicom nic już nie powie w sprawie Sauriela. Nic. Ani że wie, że jest wampirem, ani nic. Skoro robili wszystko za jej plecami, a jeszcze drugiej stronie działa się krzywda…
A ona miała wejść właśnie do tego domu, tak? Spuściła spojrzenie z Sauriela na stolik i teraz wyglądała jak ktoś naprawdę, naprawdę zmęczony. Ktoś, kto poczuł cały ciężar dwóch i pół miesięcy na swoich barkach – nagle i na raz.
- W takim razie przepraszam, że mówiłam cokolwiek mojej rodzinie – więcej pytań? Miała ich sporo, ale jakoś żadne nie wychodziło na wierzch. Zresztą… Żadne nie miało sensu. Nie. Nie miała więcej pytań.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#14
01.01.2023, 18:57  ✶  
Tak, zastanowić się. Klarownie spojrzeć na swoje czyny. Mógł to robić, kiedy jej nie widział. Wtedy jakoś stygły emocje i nie był taki na NIE. Czuł się tak, jakby był zmuszany przez własne emocje do tego wyparcia, ale jednocześnie wcale przymuszany nie był. Nawet kiedy jej nie było, to chciał, żeby zniknęła. Albo żeby chociaż… tak bardzo nie próbowała. Żeby sobie darowała i przeszła do takiej samej codzienności, jak wszyscy inni. Nie. Nie mogła. Pewnie by się rozpłynęła jak papierosowy dym, gdyby nie to, że mieli przykaz, by być na siebie skazanymi. Ale na bogów - no nie chciał wcale bardzo źle! To było naprawdę mocno pokręcone. A on nie chciał zatrzymać się na tyle długo, by głębokie zastanowienie się nad tematem przyniosło jakiekolwiek unormowanie jego funkcji poznawczych i emocji.
Przyszła tutaj w poszukiwaniu odpowiedzi i licząc na to, że ktoś potraktuje ją poważnie. Mógł jej nie znosić, bo takie aktualnie miał odczucia, ale poważnie ją traktował. Czemu miałby nie? Jakby nie patrzeć była w podobnej sytuacji. Też była tu ofiarą, też miała swoje negatywne przeżycia. W sumie to mogłaby też być teraz na niego wkurwiona, chociaż tak jak nie jej winą była ta farsa, tak nie jego to, że pożegnał się z życiem. Ale ona nawet nie wydawała się zła. Każdy kolejny element pokazywał, że to była tak naprawdę osoba, z którą mógłbyś się polubić. Bardzo polubić. Pozaczepiać się czasem, czy powymieniać zdaniami na różne tematy, bo nie było wątpliwości, że poglądy mieliście skrajnie różne. Tak jak doświadczenia życiowe. Niby czystej krwi, a jakby z innych światów.
- Ameryka. - Powiedział Kolumb widząc… nie, to nie tak było. To miały być Indie. Indianie. Ale coś nie pykło i… czekaj, to tak? Nie ważne. Nie pykło. A ona nie miała prawa wiedzieć, bo i skąd. Ale jej było przykro. Jej wyraz, ton głosu. Sam nie wiedział, czy go to tylko bardziej pchało w tył i sprawiało, że otulał się kokonem zimna i twardych spojrzeń, czy może jednak wkurzało. Albo jeszcze coś innego. Coś niezidentyfikowanego. Niekoniecznie tym samym pozytywnego. Nie było dobrych słów ani reakcji na takie wyznania. Victoria nie była bezduszna, to na pewno. Tylko że co z tego? Co z tego, że komukolwiek byłoby przykro? Jemu też było. No i? I nic. Nic się nie zmieniało. Lata mijały i wszystko szło tylko głębiej na dno. - Trudno. Takie życie. - No bo… co miał powiedzieć? Że niepotrzebnie? Że… nie wiedział, co powiedzieć. Ale jego głos stał się cichszy, nie był taki napięty. Bo i napięcie jakoś z niego uleciało. Igła nakłuła balonik.
Przeprosiny? A co mi po nich? Nic. Słowo “przepraszam”, magiczne, nic nie zmieniające. Bo co, może były obietnicą “więcej tak nie zrobiem”? Sauriel nie ufał ludziom. Nie ufał też Victorii. Dla niego każdy był wrogiem, więc na każdego należało uważać. Kroki, jakie robiła Victoria, były tym bardziej niepokojące. I chciała więcej wiedzieć i wiedzieć…
- Mówiłem ci. To popierdolone miejsce. - Nie mówił tego w TEN sposób, ale tak. Wspaniała rodzinka czekała na powitanie nowej ofiary do pożarcia. Wziął popielniczkę i położył ją na sofie obok siebie, przeciągając dłonią po twarzy. - Nie twoja wina. Zresztą… nie mów tak, bo zaczniemy się mylnie rozumieć, ja znowu zacznę po prostu być sobą, ty się będziesz wkurwiać i… nie wiem. - Najlepiej, żeby stąd wyszła, bo Sauriel był tak zażenowany, że miał ochotę wleźć pod kołderkę i nie wychodzić z niej przez kilka godzin przynajmniej. Jak każdy kot, który przeżył stres i potrzebował dwóch rzeczy - ciepłej, ograniczonej i ciemnej przestrzeni i sweterka pachnącego jego towarzyszem. Że był sam jak palec - własna kołderka musiała wystarczyć. - Chciałaś, żeby ci w czymś pomóc. - Wrócił z czapy do pierwszego tematu. - Chodziło o bycie komarem? Czy coś jeszcze?


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#15
01.01.2023, 20:31  ✶  
Raczej pewne było to, że prędzej czy później się podda, że przestanie naciskać, że po prostu odpuści to, by go poznać, skoro on tak bardzo tego nie chciał. Ale… Tego własnie się bała. Poślubienia kogoś, kogo nie zna. Kogo nie znosi. Żyć w miejscu, gdzie każdy jest obcy. Jaki był w tym cel? Po co komu takie życie, kiedy nie masz w nim nawet żadnego miejsca, celu? Ale Sauriel mógł być pewien, że jeśli to potrwa dlużej, to jego życzenie się spełni, a Victoria da mu święty spokój… na tyle, na ile będzie mogła.
Czuła, że nie ma w tym momencie nikogo, z kim moglaby o tym porozmawiać. Rodzicie okazali się nie warci tego zaufania, nie chciała z nimi rozmawiać. Była wściekła, o tak, ale też zrezygnowana – ale to na nich, nie na Sauriela. Oczywiście, że miała więcej pytań. Na przykład jak długo jest wampirem, albo jak to się stało… ale to były bardzo osobiste pytania, których nie zamierzała teraz zadawać. Mogła być na niego zła, ale no o co? O to, że został zamieniony w wampira? Przecież to nie jego wina, to bardziej… tragedia. Victoria czuła się teraz jakby jej mózg bardzo mocno pracował i wynikiem tej pracy było to, że nic w tej głownie nie miała. Niczego sensownego. To wszystko, co się tutaj działo, wykraczało poza jej zdolności poznawcze. Będzie musiała to sobie poukładać – tak, tego była pewna. I jakoś…
Jakoś coś.
To właśnie wypluł jej mózg.
Nie wiedziala, co miałaby więcej powiedzieć, więc po prostu milczała, bo żadna sensowna ani błyskotliwa odpowiedź jakoś nie pojawiała się w głowie. W którymś momencie uniosła nawet głowę i spojrzała na sufit, jakby szukała tam jakiegoś natchnienia. Ale… nie znalazła.
- Mylnie rozumieć, czyli że jak? Jak znowu zaczniesz, to po prostu przejdę do planu B, a więc do pełnego ignorowania – a jeśli o to właśnie mu chodziło, no to znał już całą instrukcję obsługi. Wcale nie była trudna. Mało tego – dokładnie to samo zaczęła robić w tamtej nieszczęsnej restauracji. - Mowię co myślę. Możesz to oczywiście rozumieć po swojemu, twoja wola – to były szczere przeprosiny, ale nie pasowały mu tak? Przecież nie użalała się nad nim, nie było w jej spojrzeniu litowania się, bo litować się nie zamierzała. Po prostu… Sama nie wiedziała co. - Wczoraj byłeś całkiem znośny – zauważyła, a bardzo nie sądziła, ze cały ten czas się po prostu pilnował i był grzeczny dlatego, że tatuś tak chciał. - Chodziło o to, żeby ktoś mi w końcu powiedział co jest grane, a nie trzymał mnie w nieświadomości. Pomogłeś, dziękuję – niczego więcej nie chciała. Sama zresztą potrzebowała teraz samotności. Może długiego spaceru. Może powrotu do domu i pójścia spać. Zwykle było tak, że po przebudzeniu problemy jakoś znajdowały rozwiązanie – zazwyczaj. Problem był tam, gdzie nie dało się zasnąć. Ale może to był dobry moment na zażycie eliksiru. - Nie będę ci zawracać głowy… Sama muszę… pomyśleć – od myślenia się to w ogóle zaczęło. Od wspominania miłego wyjścia do speluny wątpliwej reputacji. Kobieta wstała. Sauriel może i jej nie ufał, może i dobrze, ale swoje już postanowiła. Zamierzała siedzieć cicho. I czekać na to, aż rodzice jej powiedzą. Była całkiem ciekawa kiedy to nastąpi. To miał być dla nich chyba ostateczny test…
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#16
01.01.2023, 22:31  ✶  
Gadał trochę bez sensu. Bez ładu i bez składu. Brakowało PLANU w tym wypowiadaniu, a teraz był tak zdenerwowany (nie ze złości - ze stresu), że słowa się nie układały w lepiący się przekaz. Był ciąg chaotycznych myśli. Tyle. To też nie sprzyjało jakiemukolwiek kontaktowi. Tak samo to, że ona nie miała sił. Zatopiona w szoku, głębokim. Szok? To też nie było dobre słowo. Mieli swój niechętny domek, ale nastawiony gdzieś na ocieranie się o siebie, by się zrozumieć. Dotrzeć. Domek, który został rozsypany. Okazało się, że wyglądał zupełnie inaczej od środka niż zewnątrz. Nic dziwnego. Dopiero kiedy dostawałeś element układanki odkrywałeś, że to ma sens - coś, co wcześniej było niewidoczne i niedostrzegalne. Że brakowało ci tego, że naprawdę dobrze pasowało.
Nie miał w zasadzie… skoro nie miał nic mądrego do powiedzenia, czegoś godnego, co byłoby powiedziane z sensem, to nie powinien się odzywać. To było aż tak proste. Z tym, że tutaj po prostu przekazy były niejasne przez to, że się właśnie nie znali. Bo faktycznie nie oskarżał jej o to, że była nieszczera w tych przeprosinach. To nie o to chodziło. Raczej chodziło o to, że on nie miał pojęcia, jak powinien ją traktować. Jak się wobec niej zachowywać. Czy jeśli będzie “sobą” to czy gdzieś po drodze nie powrócą do tego, że… znowu sie zchrzani? Ale dostał swoją odpowiedź. Jasną i konkretną. Skinął tylko lekko głową. I dobrze. Wymagało to oczywiście tego, o co się rozchodziło - zaufania. Nikt chyba nie lubił poczucie bezbronności. Wrażenia, że nie możecie niczego zrobić, bo i tak zostaniecie pokonani, że nie macie sił na obronę. To nie było zdrowe.
- Wczoraj… - Powtórzył za nią, czując, jak uchodzi z niego powietrze. Tak, wczoraj ona też była znośna. W zasadzie to było fajnie. Naprawdę przyjemnie. Tak, nie było co się przed tym ukrywać: wczoraj było przyjemnie. I dobrze się bawili, nawet mimo tego, że nie byli tam po to, by się bawić. - Ta… wczoraj było przyjemnie. - Potwierdził, bo nie było co zaprzeczać, że wczoraj był znośny. Całkiem. - Sory. Jak się zorientowałem, że nie wiesz, to nawet nie wiedziałem, jak ci powiedzieć. I naprawdę ci współczuję. - Przepraszam, że nie mogę być lepszy. Nie od niego zależało ofiarowanie jej normalnego domu. Ale… - Nie chcę robić sobie z ciebie wroga. Mam nadzieję, że się jakoś dogadamy. - Powiedział to, co chodziło mu po głowie od samego początku. Kiwnął głową twierdząco, że rozumie. Doskonale rozumiał.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#17
01.01.2023, 23:31  ✶  
Stres tak właśnie działał, że przestawało się sensownie myśleć i głowę wypluwała tylko takie kompletne głupoty. I jej, i jemu. Oboje nie wiedzieli co powiedzieć, oboje nie wiedzieli co zrobić, oboje chcieli, żeby efekt był jakiś, a nie nijaki, oboje musieli się odnaleźć w tej sytuacji, żeby jakoś funkcjonować, nie wykończyć się. Różnica między nimi byle taka, że Victoria najpierw myślała, nim coś robiła, a Sauriel najpierw robił, a potem udawał, że to wynik przemyślanej akcji. Chętnie przyznawał się do swoich wad i jednocześnie wcale nie do tego, że coś zrobił źle, że można było lepiej. Wyciągał wnioski, ale nie wprowadzał ich zbyt często w życie – a kłopoty się go trzymały, nic dziwnego, bo takim stylem bycia wręcz je przyciągał.
- Było – przyznała za nim i poczuła, że ma lekko ściśnięte gardło. O tym, że dobrze się wczoraj bawiła z Saurielem też nie zamierzała matce mówić. Tak to jakoś było, że można było zaufanie budować latami i wszystko zepsuć jedną sytuacją, a ta nie była nawet jedna… - Zrozumiałe, że nie krzyczysz o tym na lewo i na prawo – "dzień dobry, nazywam się Sauriel Rookwood i jestem wampirem". To było niedorzeczne. Mówiła już teraz bardzo cicho. - Z początku brałam twoje zachowanie jako dziwactwa, do głowy mi nie przyszło… – nie musiała kończyć tego zdania. Wiadomo co by jej nie przyszło do głowy i było to związane z rodzicami. - Nie ma czego, jedziemy w końcu na tym samym wózku. Prawie jak w podziemiach Gringotta. Brakuje jeszcze po drodze tylko jakiegoś paskudnego smoka – stwierdziła z przekąsem. Mogli tak sobie współczuć wzajemnie. Że nie był lepszy… no nie był, ale póki co to Victoria nie mierzyła go tą miarą. - Ja tak samo – odpowiedziała. - Ja tak samo, Kocie – nawiązała do wczoraj, ale było to wszystko prawdą. Nie chciała robić sobie z niego wroga i toczyć wojny w pracy, a potem jeszcze w domu. Chciała, żeby się jakoś dogadali. - Odprowadzisz mnie do wyjścia? Nie chcę myszkować wam po domu.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#18
01.01.2023, 23:51  ✶  
Kłopoty się go trzymały, bo je wręcz łapał. Ciężko uwierzyć, że kiedyś był dość cichym chłopakiem, który wolał spędzać swój czas z nosem w marzeniach i kreować swoją wyobraźnią rzeczy piękne. Że był bardzo wrażliwy i bardzo mu zależało na ludziach. Że miał takie marzenie - aby zmienić świat. Na lepsze. Dzisiaj były połamane kawałki, które pozlepial i wyszła z tego karykatura dawnych dni. Był teraz jak osioł. Choć akurat to się nie zmieniło - jego uparcie. Ono doprowadziło go do upadku, kiedy chciał walczyć o coś lepszego i zostało już z nim tak, kiedy wędrował po brukowanej alei piekła, jakby był u siebie i z Lucyferem na "ty".
Wstał z miejsca, chociaż chciał się położyć i powiedzieć jej, że ją odprowadzi skrzat, tylko go zawoła. Ale skoro poprosiła… skoro już była krótka wzmianka o tym, że chcieli się jakkolwiek dogadać w tej paranoi to… niech będzie. Niech będzie, że odpuści. Że naprawdę spróbuje dostrzec w tym pozytyw, nie tylko wizję swojego ojca. To głównie chyba było problemem. Nie Victoria. On miał w kościach walkę z Erykiem. I tak jak chciał z nim walczyć, tak nie chciał wcale. Bo się bał. Miał to zdanie na końcu języka. Krótkie boję się. Nie walczę z tym bo się po prostu kurwa boję.
- Szkoda gadać. Jest jak jest. - Kiedy te nerwy i napięcie mu opadło to w zasadzie pomyślał, że jej reakcja była chyba najlepszą, jaką mógł dostać. Ze wszystkich rzeczy, jakie mogła zrobić, ze wszystkich rzeczy, jakie mogła powiedzieć, chyba dobrała te najlepsze. Świadomie czy nie, szczerze czy nie - tego do końca nie mógł być pewien. Ufanie ludziom zawsze wiązało się z ryzykiem. - Nie wywołuj smoka z lasu… - Jeszcze tego tu brakowało, naprawdę! Ciekawe, czy wiedziała w takim razie, że to miejsce, ten dom, dom Rookwoodow, było też siedzibą Czarnego Pana? Że miała do czynienia ze Śmierciożercami?
Uśmiechnął się nawet, słysząc to, jak go nazwała.
- Wiem, że odebrałaś moje nazywanie cię na różne sposoby jako obrazę, ale nie obrażałem cię celowo. Rzadko mówię do ludzi po imieniu. - I zawsze wymyślał dziwne nazwy i ksywki. Lubił też do kobiet mówić różnymi "pieszczotliwymi" nazwami. A te klacze i inne to nie były personalne.
Poprowadził ją z powrotem po schodach prosto do drzwi.
- Powodzenia z wyspaniem się.


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#19
02.01.2023, 09:05  ✶  
Była mało spontaniczna, myślała, dopiero potem działała i to było błogosławieństwo takiej sytuacji jak ta – nie wpadła tutaj nabuzowana, nie żądała odpowiedzi, nie panikowała. Panikę zaliczyła w domu, nim przetłumaczyła sobie pewne rzeczy na trzeźwo i się uspokoiła, by móc racjonalnie podejmować decyzje. Jej reakcja tutaj była więc pozbawiona pierwszego szoku i mogła tutaj przyjść prawdziwie czując, że się nie boi. Bo gdyby się bała – to by się nie odważyła. W tym wszystkim to jaka była tutaj nie miało w sobie grama kalkulacji, ot, cała, naturalna ona, myśląca racjonalnie, rozumiejąca co się dzieje i dlaczego akurat on nie mówił. Próbowała się wczuć w jego rolę i może nie była wielką empatką, ale wyobrażała sobie, że na jego miejscu też by o tym nie mówiła, zwłaszcza osobie, której prawie nie zna. Co z tego, że według planów mają w przyszłości dzielić życie? Nic. Victoria uważała, że to powinno leżeć w gestii jej rodziców, by poinformować ją o wszystkim co ważne i co dotyczyć będzie tego jej przyszłego życia – bo w końcu to oni je "organizowali".
- Zacząłeś od klaczy rozpłodowej, jak inaczej miałam to odebrać? – to były pierwsze słowa jakie do niej powiedział, kiedy byli po raz pierwszy sam na sam. Krótko bo krótko, ale w ten sposób naprowadził tę relację na takie a nie inne tory, bo Lestrange w moment się zjeżyła. - A kolejne mówiłeś kpiąco – dlatego źle je odbierała. Dlatego tak się złościła. Wiele zależało od tonu głosu, od nastawienia – to naprawdę dało się wyczuwać. I to się tak napędzało, jedno za drugim. Nic dziwnego, że go nie polubiła i ją wkurzał. a w rezultacie on myślał podobnie o niej. No i wyjściowo był na nie, to wiele zmieniało na start. - Nie przeszkadza mi nie mówienie do mnie tak oficjalnie – nie zrozumcie źle, bo lubiła swoje imię. Ale kojarzyło jej się głównie z oficjalnymi spotkaniami albo z tym, jak zwracali się do niej rodzice. A że w domu brakowało tej rodzicielskiej czułości, no to efekt i skojarzenia były proste.
- Taa… Dzięki. Chyba po prostu wypiję eliksir – rzuciła mu na odchodne i się skrzywiła. - I dzięki za pomoc – ktokolwiek był w domu, mógł sobie z tego odczytać co chciał, a tymczasem Victoria uśmiechnęła się do Rookwooda i po bardzo krótkim pożegnaniu wyszła, by wrócić do siebie.
A miała bardzo wiele rzeczy do przemyślenia i ułożenia sobie w głowie. Na tyle, że sen faktycznie był tutaj wskazany.
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#20
02.01.2023, 16:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.01.2023, 19:05 przez Sauriel Rookwood.)  
Niektórzy ludzie mieli naprawdę ciężkie życie.
Wplątani w ekstremum wydarzeń, koło których nie chcieli się kręcić. Patrzący na śmierć, której nie chcieli się przyglądać i której nie chcieli widzieć. Niszczeni, krok po kroku. Tylko dlatego, że znaleźli się w złym miejscu i złym czasie.
Tylko dlatego, że urodzili się w złej rodzinie.
Sauriela większość tych widoków już nie ruszała. Przestała szokować. W tym świecie nie było przyjaciół i nie było dla nich miejsca. Nie było miłości i nie było ciepła. Był tylko mrok. Głęboki mrok, w którym można się było zatopić. Wtulałeś się w niego, albo on przygarniał ciebie. Bez względu na to, co robiłeś, nie mogłeś się z niego wydostać.
Sauriel spoglądał na Śmierciożerców, którzy spoglądali na szaleńca pragnącego innego świata. Nowego. I nie wiedział, co tu robi. Strach zatopił się tak głęboko w jego korzeniach, że przestał go odróżniać od przyzwyczajeń. Ten mrok, który nosił w swoich oczach wylewał się przed nim na srebrnych tacach, gdzie każdy uważał się ważniejszy od prostego człowieka. Czy to nie ironia? Człowiek, który chciał być nad. Byli bandą hipokrytów, ale by ktoś wypowiedział te słowa? Nie, oooj nie. Jeśli przyszłaby szybka śmierć, uznałby to za błogosławieństwo.
W tym mrocznym świecie, gdzie ludzie siadali przy długim stole i obradowali nad wyrokami śmierci miała się znaleźć Victoria Lestrange. Jeśli wyjdzie ze swojego domu to czy będzie miała jakieś wyjście? Pewnie tego chcieli jej rodzice. Miejsca przy stole zasłużonych. Sauriel chciał nauczyć się kochać na nowo, lubić, bawić, odczuwać szczęście przez więcej chwil niż krótkie i ulotne rozmowy, po których przychodziła realizacja tego smutnego jak zużyta, stara kurwa życia. Ale przy tym miejsca akurat dla jego pragnień nie było miejsca. Nie. Była tylko droga w dół. Kiedy myślałeś, że nie możesz się bardziej stoczyć, ta ciemność tworzyła kolejne schody. Spadał po nich kilka lat temu, dziś już spokojnie schodził w dół.
I tylko myślał, czy spalenie przez słońce będzie bardzo boleć.
Jednocześnie bał się, że różdżka któregoś z tych ludzi zwróci się przeciwko niemu. Nawet różdżka własnego ojca.


Koniec sesji


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (5012), Victoria Lestrange (4541)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa