• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
[14 czerwca 1971] Pierwsze ataki Śmierciożerców

[14 czerwca 1971] Pierwsze ataki Śmierciożerców
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#11
01.02.2023, 20:09  ✶  

Nevan był naprawdę... niepozorny. Najpewniej stanowić musiał ostatnią osobę, którą można było podejrzewać o kontakty ze śmierciożercami. Nie pasował tutaj. Kompletnie. Nie cieszył się szacunkiem. Przez nikogo nie był brany na poważnie. Ot, nie więcej niż kolejne, użyteczne narzędzie. Czarny Pan miał takich wiele. I jeśli wszystko będzie się rozwijać zgodnie z planem - w niedługim czasie ich grono znacząco się rozrośnie. Robert nie miał w tym przypadku większych wątpliwości.

Odrzucił kolejny karton na bok, odwracając się w stronę powracającego Sauriela oraz towarzyszącego im właściciela gospody.

- Zajmiecie się ciałem. - nie bawił się w tłumaczenia. Niczego nie rozwlekał. Po prostu wydał kolejne polecenie. - Zabierzecie go do rodzinnej posiadłości pod Londynem. Na miejscu wszystko jest przygotowane. Budynek ma spłonąć. Ciało razem z nim.

Sam nie zamierzał się w to angażować. Swoją robotę wykonał, resztą mieli się zająć inni. W tym przypadku Sauriel i Nevan. Zwłaszcza Sauriel, na którym na dłużej zatrzymał spojrzenie. Nie znali się szczególnie długo, ale potrafili współpracować. Wychodziło im to względnie dobrze. Chłopak powinien zrozumieć, co dokładnie miał na myśli Mulciber, kiedy w jego kierunku dorzucił kilka kolejnych słów.

- Nie powinny zostać po tym żadne ślady. Nic i nikt. - zwłaszcza nikt. Również Nevan. Robert oczekiwał, że wampir pozbędzie się również właściciela Ognistego Kraba, którego termin przydatności właśnie upłynął. Czy mężczyzna coś podejrzewał? Niekoniecznie. Owszem, przez cały czas towarzyszyły mu pewne obawy, ale ostatnim czego się spodziewał było to, że powędruje na drugą stronę w ślad za Averym.

Gdziekolwiek ta druga strona się znajdywała. Robert nie był tego pewien. Na takie tematy zawsze zadawano wiele pytan i posiadano wiele odpowiedzi. Wątpliwości były liczne. A on miał inne sprawy, którymi wolał się zająć, zamiast wciąż i wciąż roztrząsać takie bzdury. Na nowo i od nowa.

- Mam nadzieje, że jest to zrozumiałe. - padło, na chwilę przed tym jak Robert postanowił się wziąć i zniknąć. Teleportował się zostawiając Sauriela i Nevana całkiem samych. Teraz to oni mieli zająć się pozostałą częścią zadania. Wykonać je w należyty sposób, a po wszystkim zdać raport.

Jeden z nich miał zdać raport. Drugi spłonąć w obcym sobie miejscu. Dla dobra sprawy.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#12
02.02.2023, 15:46  ✶  

Nawet jeśli Sauriel nie popierał postulatów Czarnego Pana, to co zdecydowanie mu się podobało to to, że kiedy jesteś wyżej to daje ci to prawo na znęcanie się nad tymi niżej. Pozycja, na której grzał swój tyłeczek, była dla niego satysfakcjonująca. Ani nikt na niego szczególnie nie zwracał uwagi, ot Śmierciożerca jakich wielu, a jednocześnie tkwił w tym od początku i po prostu swoje stałe miejsce miał. Czyli krzesełko ciągle było nagrzane, a nie, że nagrzewał je komuś innemu. Jak się jakiś nowy knypek pojawiał to można go było złapać za kark i wcisnąć mordę w koryto, żeby podtopić i upewnić się, że wierny pozostanie naszemu Panu i Zbawcy. Że co? Że hipokryzja? Jak widać - Sauriel żył sobie ze swoją hipokryzją za pan brat. To krzesełko nie przynależało mu się za wiarę, tylko za czyny. To czyny były policzalne. Myśli bywały zdradliwe, stronnicze, plątały się między prawdami a pół-prawdami. Ale czyn pozostawał ten sam. I może Saurielowi było bardzo, bardzo daleko do doskonałości i perfekcji, ale przynajmniej nie miał na swoim koncie żadnego wersetu pod tytułem "zawiódł". Na spisie nazwisk na lodówce Czarnego Pana, który wyrezerwował sobie półeczkę w jego domu domu Rookwoodów nie widniało jego imię i nazwisko z minusikiem obok. Jak na dzielnego przedszkolaka przystało - grzecznie zbierał plusiki. Tylko na lodówce Roberta Mulcibera miał zbierać minusiki za swój paskudny charakterek. Ale to na szczęście - w przyszłości. Na razie to był na tyle skitrany przed kimś, kto mógł grzebać w mózgu, że gotów był prężyć się jak kot z obawy, że fałszywe ruchy mogą też sprowokować swój łańcuch wydarzeń. Nieprzyjemnych wydarzeń.

- C-ciałem? - Wybąkał Nevan, gapiąc się wielkimi oczami na leżącego trupa. Z tymi rybimi oczami. I chociaż moment śmierci był pełen pasji, był unoszący na duchu (dla Sauriela) to już gapienie się na trupa było... odstręczające. A że Sauriel nie był mistrzem aktorstwa, to i nawet teraz widać było skrzywienie na jego ryju, to spowodowane obrzydzeniem. Wystarczyło tylko, żeby serce przestało bić, a krew, która była taka zachęcająca, życie, które było takie ekscytujące, zamieniło się w coś, co Rookwood omijałby jak gówno na chodniku.

- Oczywiście. - Pomyślałby kto, że powinno się pojawić jakiekolwiek zwątpienie na twarzy Sauriela, ale nie. Pojawił się niebezpieczny błysk w jego czarnych jak otchłań oczach, a kącik jego warg drgnął ku górze, chociaż starał się go powstrzymać. Nevan nie wyłapał, do czego Mulciber pił. Z drżącymi dłońmi tak stał, pochylony, bo Rookwood położył swoją dłoń z pierścieniami na jego karku na powrót. I teraz pochylił się nawet do jego uszka, czując prawie, że serce znów uderza mu w piersi. Łomocze, jakby właśnie mógł pochylać się do swojego kochanka, którego chciał posiąść w ramionach. Poniekąd tak było. Tylko w bardzo posranej wersji tego "poniekąd". - Nie słyszałeś? Sprzątaj. - Pchnął mężczyznę w przód i sam wyciągnął paczkę fajek, żeby odpalić jednego z nich. Nie zamierzał się szczególnie śpieszyć. Nie było takiej ilości krwi, która nasyciłaby jego apetyt. I chociaż czuł, że wcale nie powinno tak być, że niesprawiedliwośc i okrucieństwo świata zlepiały się tu w paskudną bryłę - nie potrafił temu zaradzić. Z dawnych wyrzutów sumienia wolał już przestać samego siebie truć - i po prostu żyć. A skoro mógł z tego czerpać tyle satysfakcji...

Zabawa potrwała godzinę. Tyle drobny Nevan wytrzymał. I tyle swojej cierpliwości miał też Rookwood, by nie pochłonąć go w całości.

Budynek spłonął doszczętnie, pogrzebując w sobie ciała.


Koniec sesji


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Robert Mulciber (3021), Sauriel Rookwood (4245)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa