• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[18 maja 1972] Cień Williama Wachera cz. 2

[18 maja 1972] Cień Williama Wachera cz. 2
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#21
03.08.2023, 09:24  ✶  

Jego ręka zatrzymała się w zawahaniu na to, co mózg jej nakazał. Nagle dostała inne informacje. Jakby zwątpił w to, co robi. Poszedł po odrobię rozumu do tej głowy, po odrobinę człowieczeństwa w chorym akcie. Lecz nie. To nie było zawahanie, poczucie winy, rozum. To był moment, w którym on sam stracił nad sobą kontrolę, w którym jego ciało się nieco odprężyło. Kiedy nie był sobą i zniknęły chęci i niechęci, bo został zbudowany tylko do jednego zadania - puszczenia celu. Albo przynajmniej tak miało to wyglądać, bo niechęć do wykonania polecenia uderzyła wręcz z obrzydliwą niechęcią do jego wykonywania. Puścił. Puścił z niesmakiem, tym specyficznym skrzywieniem, które wykrzywiało paskudnie jego twarz, kiedy coś mu się nie spodobało.

Za jego plecami rozległ się ryk tak bolesny, tak okrutny, że nawet wampir odwrócił spojrzenie w tamtą stronę.

Płomienie objęły całą postać męską, który rzucił się na oślep do biegu, uderzył w ścianę i padł na ziemię. Zaczął się po niej turlać. Ogień lizał jego ubranie, ciało, spalił włosy, powodując okropny smród. Niesmak na twarzy Sauriela już powiększyć się nie mógł, ale w jego wnętrzu jak najbardziej. Ruszył różdżką. Nie po to, żeby ugasić mężczyznę, który próbował ugasić się sam tarzając po ziemi jak opętany (och, a jak inaczej nazwać kogoś ogarniętego ogniami piekielnymi), a żeby zlikwidować ten paskudny zapach w powietrzu. I żeby trochę pozbyć się tego okropnego kurzu. Zdechlakowi udało się dogasić i spazmatycznie drżąc leżał teraz na tej podłodze, starając się poruszyć różdżką i chyba coś wyczarować. Może ulgę dla samego siebie, może jakieś leczenie. Sauriel nie wiedział, ale dla pewności podszedł i tę różdżkę mu kopnął, patrząc na przypalone ciało z zainteresowaniem. Właściwie jeszcze człowieka, dla Sauriela jednak - ciało.

- Już? - Zapytał z lekkim zdziwieniem, rozglądając się wokół. Już. Nie było nikogo innego. Jeden jęczący drań nadal dychał. Zresztą ten, którego pozbawił krwi też. Znaczy - chyba też. Bo może się już wykrwawił. Otarł ręką podbródek, czując zlepioną krew na twarzy i potrząsnął głową, żeby strzepnąć pył, który mógł się znaleźć na czarnych włosach. Było go sporo. Na tyle, że jego ubranie i włosy zmieniły barwę na nieco bardziej siwą. Nie wołał Victorii tylko dlatego, że widział ją teraz - stojącą i chyba całą? - Wszystko okej? - Nie wyglądała, jakby cokolwiek jej dolegało, ale nigdy nie wiadomo. Zaklęcia mogły różnie działać, dlatego teraz, jak się doprowadzał do porządku, patrzył na nią, starając się też, jakby to ująć, ostygnąć z tego wszystkiego. Żeby zeszły z niego emocje, które właściwie dopiero co się zaczęły rodzić. Jak zaczęły to były tak samo szybkie i łapczywe jak ten ogień, który puściła Victoria na nieznajomego.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#22
03.08.2023, 10:11  ✶  

Walka rozpoczęła się zupełnie nagle – i tak samo nagle zakończyła. Tak po prostu. Przewaga liczebności i zaskoczenia szybko stopniała i oto byli – z groźbą zawalenia się sufitu nad pierwszym piętrem, albo chociaż jego częścią, ze schodami które już na to piętro nawet nie prowadziły, tylko… spoczęły sobie i kierowały prosto w ścianę. Kurz, wzbity w powietrze wraz z kolorym pyłem osiadał sobie teraz spokojnie na nowo na wszystkim – meblach, ludziach. Był na włosach Victorii, na ramionach Sauriela, przyklejony do jego twarzy na krwi, będącą teraz jego… ubarwieniem na bladej skórze. Lestrange rozejrzała się po pobojowisku. Najpierw wrzaski, teraz jęki mężczyzny, któremu buchnęła ogniem – żył, miał szansę, że ktoś go znajdzie i wyleczy. Tak jak tego pogryzionego przez Sauriela… Co z trzecim – nie była pewna. Ale jedno chodziło jej po głowie – musieli zrobić hałas. Okropny. Nawet nie ona czy Sauriel, ale ta trójka rzucała w nich takimi zaklęciami, ze obrywał przy tym budynek i była pewna, że hałas był słyszalny. A co za tym idzie… może kogoś zwabi. Kogoś nieproszonego. Nie była żadnym uzdrowicielem, nie miała w planach nikogo ratować. Zresztą gdyby byli na ich miejscu, to z pewnością by się nad nimi nie pochylali. Na domiar wszystkiego była tutaj pod przykrywką.

Ach, szlag by to.

Czy wszystko było okej? Tak, jak najbardziej. Włosy miała trochę zmierzwione, te przetykane siwizną. I jakoś… Nawet poruszać jej się było łatwiej. W ferworze walki nastąpiło to, czego obawiała się od początku – puściły jakieś szwy sukni pod jej pachami i na ramionach, na szyciach zrobiły się dziury. Dyszała też lekko bo ciasna sukienka nie była niczym wspaniałym do oddychania a jej kondycja nie była żadną miarą legendarna.

- Ta – mruknęła mu w odpowiedzi i gdy już rozeznała się w sytuacji, przemieliła bardzo szybko za i przeciw i po prowtu ruszyła do Sauriela, by złapać go za ramię i pociągnąć do wyjścia. - Spadamy stąd. Zaraz ktoś się zleci i będzie problem – dodała i jak najprędzej wydostała się z budynku, skąd chciała przycupnąć w jakimś zaułku.

Tam też skierowała na siebie różdżkę, by wyczyścić się z tego cholernego pyłu i brudu, a potem wskazała nią na Sauriela.

- Czekaj, wyczyszczę cię – wszystkie zaklęcia czyszczące miała opanowane w małym paluszku. Chłoszczyść, Tergeo, Skurge… Na teraz Tergeo było idealne, żeby wyczyścić krew z Sauriela. Krew, pył, proszek, kurz.

Czy inna twarz czy nie, Victoria nie umiała pokonać tego, że nie znosiła nieporządku. Że przechodziły ją dreszcze, kiedy coś ją oblepiało. Albo gdy w jej otoczeniu był bałagan, brud. Albo coś… nie leżało równo.

Dopiero teraz odetchnęła. Starała się nie myśleć o tym, czy ta trójka została przez nich zostawiona na śmierć. Trochę liczyła na to, że jeśli ludzka ciekawość wygra i ktoś się tam zleci, to może… Może im pomogą. Ale  z drugiej strony to był Nokturn. A oni byli niebezpiecznym elementem. Czy więc świat nie będzie lepszym miejscem bez nich? Cholera, podeszli ich i zaatakowali z zaskoczenia – musieli się przecież bronić. Jeśli chodziło o Sauriela… Niezbyt zwróciła uwagę na to, w jaki sposób rozprawiał się z przeciwnikami. Nie to, że nie widziała jak wyglądał koniec, bo widziała, chodziło o moralne rozterki nad tym zagadnieniem. Z drugiej strony na Nokturnie nikogo nie obchodzi kim jesteś i jak jesteś. Kiedy zostaniesz zaatakowany, to możesz skończyć marnie. A tamta trójka właśnie tak skończyła – marnie.

- Zdecydowanie muszę poćwiczyć – powiedziała cicho, spod byka patrząc w kierunku budynku, który dopiero co opuścili.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#23
03.08.2023, 15:10  ✶  

Właśnie - hałas. Dział się tutaj hałas, który nie było możliwości, że nie zwrócił NICZYJEJ uwagi. Na pewno nie uwagi straży, patrolu, ale na pewno czyjeś oczy zostały tutaj skierowane. Czyjeś uszy wychwyciły zawirowania. Ktoś mógłby na tym skorzystać, albo ktoś stał na zewnątrz i gotów był na przykład donieść o wszystkim, co dzieje się we wnętrzu tej budy. Tu nie było bezpiecznie i nie miało być bezpiecznie. Wszystko było podminowane - pole pełne pułapek, które wysadzą cię w powietrze przy chwile nieuwagi. Jedną już mieli. Nie spodziewając się, że zaklęcie może mieć dwie strony medalu otaczające ten budynek. Owszem - poinformuje, kiedy ktoś tu wejdzie i pewnie byłyby to pełne informacje. Ale też twórca dostanie sygnał, kiedy zaklęcie zostanie zdjęte. Sprytne. Sauriel o tym nie myślał. Ani o tym, jakie to było sprytne posunięcie i że ktoś znał się na rzeczy, ani o tym, że przecież powinni się zwijać. Był upojony, zadowolony. Prawie jak żywy. Mimo tego, że wyglądał teraz najmniej żywo ze wszystkich spędzonych chwil razem. To zadowolenie, szczęście, ekscytacja były na nim widoczne jak gołą ręką. Brakowało tylko, żeby zaczął tutaj podskakiwać czy może coś nucić pod nosem. Błyszczące oczy, uśmiech, rozluźniony, zamiast napięty. I nie wyrażał sobą jakiejś większej chęci opuszczenia tego miejsca. Gotów był poprzeglądać zawartość ich kieszeni, może udałoby się przesłuchać tego jeszcze dychającego? O tym myślał. To, że przyszliby tutaj kolejni, tak prawdopodobnie? No i super! Więcej zabawek, więcej zabawy, kalkulacja bardzo prosta. Nie był jednak debilem, co to, to nie. Potrzebował chwili więcej, żeby się ogarnąć i do pewnych wniosków dotrzeć, choć... czy wtedy na pewno by zrezygnował i całkowicie stąd wyszedł? Uciekł, tak żeby mieć pewność, że nic się nie stanie? Nie. Raczej nie. Na szczęście aktualnie sam tutaj nie był. Na szczęście - bo nie musiał ryzykować dalej własnym zdrowiem.

Stał do Victorii tyłem, więc dobrze, że go dotknęła i pociągnęła do wyjścia. Samo dotknięcie w zasadzie wystarczyło, bo chociaż dał się zaskoczyć, to darował sobie durne pytanie "co, ale czemu?". A chciał je zadać. Miał je wręcz na krańcu języka, kiedy zrobił dwa pierwsze niepewne kroki, nim ten krok się wyrównał. Wyjaśnienie przyszło od niej samo. I tak, miała racja, dotarło do niego to, co było już opisane. I nijak nie gryzło się z tym, jak mógł postąpić i powiedzmy, tak sobie pomyślał... jak postąpiłby dojrzały człowiek. Odpowiedzialny człowiek.

Kiedy wyszli na zewnątrz rozejrzał się po okolicy. Nie miał nader bystrego wzroku, na ich szczęście ciemności chroniły zarówno ich przed ciekawskimi oczami, jak i te ciekawskie oczy przed nimi. Braku nawiązania kontaktu wzrokowego dawał ułudę, że jednak wszystko jest w porządku i pod kontrolą. Na ten moment. Szybkim krokiem odeszli spory kawałek od tego budynku. Cisza teraz aż piszczała w uszach po całym tym wydarzeniu. Dał się oczyścić i doprowadzić do ładu bez żadnego słowa sprzeciwu, sam zamierzał się trochę oporządzić, chociaż akurat on nie był aż takim profesjonalistą w tych czarach. Victoria była po prostu niezawodna.

- Cacy. - Powiedział z zadowoleniem, przyglądając się swojej kurtce, uśmiechnięty od ucha do ucha. Prawie jak nie on. - Co ty gadasz, zajebista robota. - Lekko tknął ją pięścią w ramię, tak po przyjacielsku. - Widać, że aurorka z krwi i kości. Ja się za to wyjebałem dwa razy, kto tu musi poćwiczyć. - Wyszczerzył kły w uśmiechu. - Fajka? - Zapytał, wyciągając sobie. - Że też musieliśmy mieć pecha, żeby te zjebańce były w okolicy. - Bo Sauriel pomyślał, że to po prostu jakieś dryblasy się zainteresowały tematem, albo ktoś widział ich wchodzących tutaj. Całkiem przypadkiem. Takie rzeczy się zdarzały i tyle.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#24
03.08.2023, 17:12  ✶  

Czy wyglądał żywo? Albo bardziej martwo niż zwykle? Tego by nie powiedziała. Wyglądał za to na cholernie uradowanego – a nie było się z czego cieszyć. No bo z czego, z tego, że stoczyli walkę? Że prawie połamali sobie nogi? Albo że sufit mało nie spadł im na głowy? Z tego, że zadawał innym ból? Że odpłacił się pięknym za nadobne? Że się… najadł? Czy że pierdolnął czyjąś głową o ścianę? Bo żadna z tych rzeczy nie sprawiała, by Victoria czuła jakąkolwiek ekscytację i satysfakcję, a na pewno nie było w tym żadnego pozytywnego uczucia. Było napięcie. Była myśl o tym, że są zagrożeni. Jakaś iskra instynktu przetrwania.

Musieli wyglądać teraz jak matka z synkiem, którego trzeba wyczyścić bo się w czymś utytłał i wysmarował twarz. Brakowało tylko poślinionej chusteczki wycierającej nos, ale Lestrange by się do tego nie zniżyła. Gdy byli już wyczyszczeni, po prostu pociągnęła go znowu za przedramię, by wyprowadzić ich z zaułka i po prostu oddalić się z miejsca, które było tak blisko tamtego budynku. Sauriel miał informację, której potrzebował, nie musieli tam tkwić i prosić się o to, by byli powiązani z całym zdarzeniem.

- Musiałam się teleportować z piętra na parter – prychnęła, niezadowolona. - Zamiast skoczyć czy coś. Oferma jestem. Na sabacie jakiegoś gówniarza nie umiałam tez dogonić – poskarżyła się dalej. No chujową miała kondycję. Przed błotoryjami też by nie uciekła, pozostawało stać i walczyć. - Na oślep to nietrudno się wywalić… - zresztą za pierwszym razem się nie wywalił. - Ale dzięki – aurorka z krwi i kości…? Z krwi na pewno nie, z kości… Nie wiem. Na pewno była aurorem z wyboru i polecenia. Przeszła też pełne, trzyletnie szkolenie – nic więc dziwnego, że potrafiła się pojedynkować. - Fajka – przytaknęła, pozwalając sobie wziąć od Sauriela kolejnego już dzisiaj papierosa. - Wyglądali jakby na nas tam czekali – może się przypałętali, ale nie wyglądali jak ktoś, kto był tam przypadkowo.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#25
03.08.2023, 18:57  ✶  

Komedia nie przyozdobiła tego widoku, choć i tak z boku, dla kogoś nieznającego sytuacji, rzeczywiście mogło to wyglądać zabawnie. Tak, jak mama dbająca o swojego synka, który przyszedł właśnie z zabaw i cały się utytłał. Piękny widok, wzruszający wręcz. Nie było jednak chusteczki polizanej ani opierdzielu słownego, że on gdzie się szlajał. Bo nie było to w zasadzie zabawne. I nie, nie było z czego się cieszyć. Normalnemu człowiekowi nie było co się cieszyć...

- To źle? Ja podziwiam. Zazdroszczę, jakie to badassowe. - Tak przynajmniej uważał on, ale to prawda, że trawa zawsze zieleńsza... i tak dalej. Fakt był taki, że odpowiednie wysportowanie pozwalało przetrwać. Przede wszystkim dyktowało to, co jest najważniejsze w pojedynkach - prawo pierwszeństwa. Jasne, tutaj była pułapka. Sauriel nie był wybitny z zaklęć w większości, ale to, że miał diabelny refleks w porażającej ilości przypadków zwyczajnie wygrywało pojedynek. I nie było w zasadzie żadnego pojedynku w efekcie. Ale nie uwsteczniał się. Ćwiczył. Głównie z Josephem. - Proponuję zacząć od codziennego biegania. - Brzmi głupio? Głupie nie było. Bieganie wzmacniało i jeszcze byliśmy daleko o mówieniu o "budowaniu mięśni" i w ogóle. Sauriel też specjalistą, broń borze, nie był. Natomiast jemu to pomogło. Przecież to nie tak, że od zawsze był po prostu "silnym gościem". - Nie wiem czy wy tam macie jakieś... treningi aurorskie... - W zasadzie nie miał pojęcia jak wygląda standardowe przygotowanie aurora do pracy w terenie. Czy mieli w Ministerstwie zapewnione jakieś... no właśnie - zaplecze treningowe? Miejsce chociażby, albo jakiegoś no instruktora? Czy może jednak byli wszyscy tacy pyszni, żeby uznać, że nie, no przecież nie ma potrzeby żeby kogoś uczyć samoobrony, mamy magię!

- Ay. - I dlatego nie było mu wstyd, bo niby czego? A za pierwszym razem to nie nawet jego nieuwaga go wywaliła. - Dostałaś kiedyś czarnomagicznym zaklęciem? Niewybaczalnym, tak w konkrecie? - Zapytał z ciekawości. Bo był ciekaw, czy znała to uczucie i miał nadzieję, że jednak nie. Pytał, a przy okazji robił jej oględziny. Czy NA PEWNO nic jej nie jest, mogąc się teraz na niej skupić, kiedy rausz minął. Schodziła z niego ta magiczna adrenalina, która nie mogła w niego wejść, bo nie miał krwi. Ale schodziła. Dopamina? Hm. Wyciągnął fajkę w jej kierunku i odpalił jej ją, kiedy przyłożyła do ust. Dzisiejsza noc chyba będzie ułożona pod gwiazdozbiorem fajki.

- Za bardzo dyskretni nie byliśmy. Debilizm. - Bo mogli jednak pomyśleć, że naprawdę KTOKOLWIEK mógł tam wejść i że mogli mieć z tego kłopoty. ALe nie, tutaj się nie popisali. - Ten zakład... dogadamy może potem. Ale skoro ja mam zakładać sukienkę, to ty ubierzesz to seksi wdzianko. - Chciał trochę przełamać atmosferę, nie był pewny, jak Victoria się czuje. Nie potrafił tego wyczuć. Ale był spokojny, że nic jej nie jest.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#26
03.08.2023, 20:37  ✶  

Czarny Kot, postrach Nokturny – czyszczony i wycierany przez jakąś babę. Piękny widok, naprawdę. Aż się prosiło o to, by ktoś to zobaczył i przekazał dalej – ale chyba akurat w zaułku byli całkiem sami. I zamierzali się stąd ewakuować.

- Ma to swoje plusy i minusy – plus był taki, ze nie można było łatwo przewidzieć w którym miejscu wyląduje po takiej teleportacji, bo mogła się przenieść gdziekolwiek. Minus… marnowanie czasu. Kolejne niepotrzebne machnięcie różdżką, które wcale nie było użyte do ewentualnego ataku. - Poważnie rozważ ten kurs – w zasadzie mogli tego wszystkiego uniknąć. Po prostu mogli się teleportować z budynku będąc tam na drugim piętrze i nigdy nie trafić na tamtą trójkę. Nie to, że go winiła za tę sytuację, absolutnie – po prostu to stwarzało pewne możliwości. Zwłaszcza jeśli trzeba się było skądś prędko ewakuować. - No… Bieganie. Coś tam zaczęłam jakiś czas temu ale przyznam, że bieganie to niekoniecznie moja ulubiona forma aktywności – może dlatego, że tak prędko się męczyła. Ale to było to: coś trzeba było z tym zrobić. - Mamy. Nigdy nie byłam wysportowana, a teraz przynajmniej nie dostaję zadyszki po krótkim biegu. Tylko, że jednak skupiłam się na zupełnie innych aspektach – to nie była żadna wielka tajemnica, że mieli szkolenie, staż, trening, zwał jak zwał – no że na aurora przygotowywało się trzy lata. TRZY LATA – to dłużej niż praca w BUMie przed tym, jak można było się ubiegać o awans na aurora, czy raczej o awans na kurs aurorski.

Kolejne pytanie… Zaskoczyło ją. Chociaż tak po prawdzie to nie powinno. W pewien sposób było dość intymne, ale to była intymność, której wystrzegałaby się przed obcym, nie przed Saurielem.

- Tak – dostała. Nie była wtedy sama, jej partner rozproszył przeciwnika, więc rozsadzający ból Cruciatusa nie był długi – natomiast go pamiętała. Pamiętała też, że po tych kilkunastu sekundach miała ochotę się po prostu położyć, a nie wstawać i walczyć dalej. - Raz – dodała w gwoli wyjaśnienia. Sądziła, że Sauriel wiedział, że chodziło o Crucio, nie Imperio – bo Imperio rzucić na oklumentę… to nie było wcale takie proste. Avada Kedavra z oczywistych względów nie wchodziła w grę. Ale miałaby niesamowite szczęście, jeśli przez trzy lata stażu i uganiania się za czarnoksiężnikami razem z lepszymi od niej i dłuższymi stażem aurorami, nigdy żadne paskudne zaklęcie się na nią nie zaplątało. Takiego szczęścia nie miała. - A ty? – w tym półmroku, nagłym ataku… no nie zauważyła i nie pomyślała, że to, ze Sauriel klęknął, to była wina właśnie Crucio. Powinna, prawda? Tak samo jak powinna połączyć kropki, że gdy przyszła oddać mu kurtkę, a on wyglądał jak gówno, to był dłużej niż kilka sekund zamęczany tym paskudnym zaklęciem. No powinna się połapać, powinna.

- Fakt… Skoro coś było na ten budynek rzucone, to powinnam pomyśleć, że może jest obserwowany – ale nie pomyślała. Uznała, że ktoś go dogląda z odległości. Niestety się pomyliła. Następnym razem będzie mądrzejsza. Zaciągnęła się papierosem, gdy Sauriel go jej odpalił i tak sobie szli, niespecjalnie szybko, popalając sobie. - Seksi wdzianko? – nie zrozumiała co jest tym „seksi wdziankiem”. Nie była pewna, czy to sarkazm czy mówił na poważnie. Chodziło mu o sukienkę, którą miała na sobie, kiedy zbierała go z Pokątnej? Ona była seksi. - Hm… W porządku – nie miała pojęcia co tam sobie wymyślił. Ale nieważne, bo on w  sukience też się trochę zbłaźni.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#27
03.08.2023, 23:04  ✶  

Pokręcił trochę nosem i pokiwał głową na boki. Mieli już zajawkę tej rozmowy, taką wręcz nieśmiałą, odważyłabym się powiedzieć i to zainicjowaną trochę przez czarnowłosego, który noo w zasadzie to się zastanawiał, faktycznie. I nadal zastanawia. Jego zastanawianie się czasem potrafiło trwać i trwaaać... W końcu był facetem. Faceci z definicji mają czas na wszystko. Tutaj to łatwe nie było. Sauriel bardziej niż teleportacji bał się więzienia, ale nadal był to na tyle mocny strach, że bardzo poważnie rozważał, czy chce "ryzykować". Najgorsze po prostu było to, że jak się czegoś boisz to łatwiej to spierdolić.

- Żebym miał wymówkę do spierdalania? Nuuda. - Odpowiedział żartobliwym tonem, zamiast potraktować temat poważnie. Prawie na zasadzie "nie chcę teraz o tym rozmawiać". Bo trochę w sumie tym było. Nie miał ochoty teraz o tym rozmyślać, wolał wrócić torem na to, co jeszcze do zrobienia zostało. Tej nocy, taką miał nadzieję. Spojrzał w górę, na zabrudzone dymem i smrodem miasta niebo. Victoria kontrolowała upływ czasu, to co się tam działo trwało... sama walka chwilę. Poszukiwania też niezbyt dużo, ale on, w przeciwieństwie do niej, tego wyczucia czasu nie miał. Albo czuła, że eliksir przestaje działać? Też nie był pewien, w którą stronę to interpretować. Miał tylko nadzieję, że nic się tu nie zmieniło i ta kontrola pozostawała, nawet pomimo zaburzenia równowagi potyczką. - I całe moje staranie, żeby zrobić z ciebie okrągłą świnkę pójdzie na marne. - Powrócił do niej spojrzeniem i uśmiechnął się cynicznie. Ale tylko na moment ten jego paskudnym uśmieszek zdobił jego twarz.

Tak, rozumiał, że chodzi o Cruciatusa, chociaż chciał zapytać o tę drugą możliwość. Tylko no właśnie - Oklumencja. Z drugiej strony przyszło mu do głowy, że mogła nauczyć się Oklumencji właśnie dlatego... a nie, nie. Przecież mówiła, dlaczego zaczęła się uczyć. Może nie powiedziała całej prawdy? Czy Victoria była osobą, która stosuje półprawdy, a potem mówi, że to nie było kłamstwo? Nie wiedział. I w zasadzie wolał, żeby się nie przekonywać. Bo przekonałby się tylko wtedy, gdyby naprawdę tak było. Bo to w końcu pojawienie się czynnika wyjątkowego tworzyło regułę. A teraz nie było reguły, była norma. Normalnością było to, że Victoria nie kłamała. Chyba strasznie by się rozczarował, gdyby się mylił.

- No, przed chwilą. - Ta powaga przemieniła się w rozbawienie, kiedy odwróciła pytanie. I to nie takie udawane, bo te specyficzne iskierki zatańczyły w jego czarnych oczach. - Jak się po raz pierwszy wyjebałem. Ale drugi raz już się wyjebałem o tego gościa, który dostał od ciebie skrzynką. Zapamiętam to - żadnych skrzynek pod twoją ręką, jak będę coś głupiego pierdolić. - Popukał się w głowę. Chyba mogli tu jeszcze chwilę postać, pogadać. Sauriel obrócił się w stronę uliczki, z której przyszli i zaczął nasłuchiwać. Ciekaw, czy coś dosłyszy, czy coś się tam działo. Jakiś głos poniósł się zresztą przez uliczkę, bardziej oddalony krzyk paru słów. Zbyt daleki i zniekształcony, żeby zrozumieć, co to było i o co chodziło. Ktoś mu odkrzyknął. Ale poza tym nie dosłyszał niczego. Obca sylwetka przesunęła się przez uliczkę, chowając się pod za dużym płaszczem.

- Deal. - To był ten typ zakładu, gdzie można było spękać, ale jakoś nie sądził, żeby Victoria to zrobiła. - Ale już na Pokątnej się w tej kiecce nie pokażesz, co? - Banan na twarzy Sauriela był teraz legendarny.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#28
04.08.2023, 02:07  ✶  

Tylko, że czasem to zastanawianie się do niczego nie prowadziło, bo mogło trwać w nieskończoność. Trzeba było dostać kopa w dupsko i po prostu zacząć działać. Victoria miała wrażenie, że Sauriel to będzie tak ten kurs odkładać i odkładać.

- Nie, żeby nie pakować się w gówno. I żeby łatwiej było się gdzieś przenieść, a niekoniecznie szukać za kominkiem – to był czysto praktyczny powód, bo teleportacja taka właśnie była: praktyczna. Oszczędzała w cholerę czasu. I w cholerę kłopotów również. Tu nie chodziło o robienie czy nie ojcu na złość. To było robienie na złość samemu sobie.

Kontrolowała upływ czasu, ludzie jakoś z wiekiem nabywali tę zdolność. I tak – walka nie trwała długo, ale była męcząca. I w tym wszystkim nie sądziła, by straciła rachubę. I tak łykała miksturę nieco przed upływem godziny właśnie przez to by nie dać się zaskoczyć. Cholera, ależ miała szczęście w tym budynku – bo pewnie eliksir przestałby działać w środku walki, gdyby się nie napiła wcześniej.

- Nie chcę być okrągłą świnką. W ogóle nawet tak nie mów – wielu czystokrwistych miało pierdolca na punkcie świń. Czy raczej – panicznie bała się świni, albo po prostu czuło niechęć. Victoria… No raczej była w kategorii „czucia niechęci”. Świnie… Nie miały w sobie nic ciekawego, absolutnie niemagiczne stworzenia, mugole wśród zwierząt. Ale schabowy był dobry.

Zakryła sobie usta dłonią.

- Przepraszam. Nie powinnam… Powinnam zauważyć, głupia ja – wiedziała, że to był wynik zaklęcia, ale nie skumała, że akurat Cruciatus… Sauriel przyjął to na siebie… z taką godnością. A ona zajęta była tym, by znokautować trójkę atakujących i… Spojrzała na niego ze współczuciem. Cruciatus był naprawdę okropną klątwą. - On niezbyt gadał a dostał skrzynką – powiedziała na swoją obronę, kiedy opuściła już dłoń. Prawda była taka, że ciskała wtedy czymkolwiek co się nawinęło pod różdżkę, to nie był żaden konkretny plan. A Sauriela na pewno nie próbowałaby tak uciszać. - Lubię jak mówisz – wyznała zaraz. Naprawdę lubiła. Nawet jeśli gadał same głupoty – jakoś zwykle umiała w tym znaleźć coś ciekawego… chyba, że ją obrażał. Wtedy… Wiadomo co wtedy. Ale na pewno nie było w tym latających przedmiotów. Ale ten Cruciatus na Sauriela… Tym bardziej nie żałowała, że ich tam zostawili.

- Na Pokątnej? Dobra, o jakim ty „seksi wdzianku” mówisz w ogóle? – już pytała, ale nie raczył odpowiedzieć. Teraz chciała wiedzieć nim ona odpowie czy gdzieś się w tym pokaże czy nie. Ale widząc jaki Sauriel był ucieszony – to by się w tym, cokolwiek miał na myśli, nie pokazała publicznie.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#29
04.08.2023, 09:40  ✶  

Z jednej strony nie chciał wybierać trasy wielce dookoła. Głównie ze względu na ten przeklęty eliksir. Z drugiej strony... tak, w zasadzie nie było co wielce omijać budynku, w którym był problem. Więc może i nie wybrał trasy tą samą uliczką, ale obok. I przyglądał się z ciekawości, bo oczywiście parę osób tam rzeczywiście stało, kiedy się tak zbliżali i mijali jednocześnie miejsce ich własnej zbrodni. Słuchał teraz jednym uchem o tych teleportacjach, ucieczkach... tak, miała rację, sam tak uważał, więc nie potrzebował w tym edukacji. Wiedział, że chciała go po prostu przekonać, że to dobry pomysł. Właściwie już wierzył jej nawet, że się martwi. Czy wpływ na to miało Beltane, czy może nie? Na pewno większy. To było tak kurewsko problematyczne i wyniszczające, że nie było takiej opcji, żeby Sauriel przestał nagabywać wróżów i żeby przestał szukać sposobu na ściągnięcie tego. A naszukać się miał jak i kogo, bo nie szukał po tej ciemnej stronie ulicy, gdzie by na pewno ich wychujali i jeszcze by się dorobili jakiejś klątwy na odchodne.

- Ay. Wiem. - Zrobił coś w stylu "odetchnięcia". To było apropo tej teleportacji. - A co? Moje próby oznaczają, że na pewno mi się uda? - Podłapał jej niechęć do zostawania świnką. Nie wyobrażał sobie grubej Victorii, ale znów - nie miał zbyt bogatej wyobraźni. Victoria o siebie naprawdę dbała, więc jakoś tak... naturalnym wydawało się, że nie było takiej opcji. Niby nasłuchał się, że jak baba wyjdzie za mąż to potem tyła, bo już nic nie musiała. Ale Victorii marzeniem i spełnieniem życiowym nie było zamążpójście, tylko praca jako auror. Na razie przynajmniej. Jeśli cokolwiek jej się zmieni to by ją w tym wspierał. natomiast ona dbała o siebie... dla siebie. Tak mu się wydawało.

- He? Ale za co ty mnie przepraszasz? - No właśnie? Za co? - Nie sama mówiłaś, że łatwo się wyjebać jak tam nic widać nie było? - Pił do tego, że skoro łatwo się wywalić, to jak tutaj teraz widzieć, jakie konkretnie zaklęcie leci. Owszem, niewybaczalne były specyficzne, nawet w swoich promieniach światła. Prawie czuć było ich stęchliznę w powietrzu. Magia przesączona pragnieniem zranienia kogoś - zupełnie inny poziom nawet niż rozwalenie komuś ręki zaklęciem. A to jej spojrzenie... Sauriel odwrócił wzrok, bo ogarnęło go jakieś uczucie, na którym nie chciał się teraz skupiać i któremu nie chciał dać się objąć. - Hooo, zaklęcie-pułapka. - Powiedział z zadowoleniem, kiedy oświadczyła, że lubi, kiedy peplał. Brenna chyba też dużo peplała. Najwyraźniej Victoria lubiła osoby w swoim towarzystwie, które ją zajmowały. Przy czym ona wcale nie była cichą trusią.

- O tym stroju kurtyzany, który wyciągnęłaś z Beltane. Czy tam, jak ty go nazwałaś, "stroju brygadzistki", hehehe... - Zarechotał z zadowoleniem. - Tylko spokojnie. Gdybym cię lubił mniej to bym nalegał, ale tylko sobie żartuję. Nie pokazuj się w czymś takim publicznie, jeszcze jakiś piśmak, nie daj Boże, na to trafi.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#30
04.08.2023, 12:29  ✶  

Victoria z kolei wolałaby trasę dookoła, byle dalej się znaleźć od tego cholernego budynku. Ta wszelki wypadek. Strzeżonego Merlin strzeże czy coś… Oczywiście, że się martwiła o Sauriela i nie miało to nic wspólnego z Beltane, bo martwiła się już wcześniej. I troszczyła się też wcześniej… na ile mogła i na ile jej pozwalał. Żaden czar na to nie wpłynął. Tak jak na to, że go po prostu lubiła, nie chciała dla niego źle i… i chciała go poznawać. Ciągle. A może to był jednak ten czar jarmarku? Nie, na pewno nie. Chciała go poznawać już wcześniej. Teraz wiedziała już jednak, że od czasu sabatu coś się zmieniło: choćby to uczucie, że wie, że Saurielowi coś grozi. I kiedy grozi. Czy było w tym coś więcej? Chyba… tak, było. Chciała więcej. Chciała bardziej – i nie wiedziała skąd się to brało. Gdyby miała mniej problemów na głowie… to pewnie też szukałaby przynajmniej odpowiedzi na to co się właściwie stało. Ale miała ich całkiem sporo, tych problemów, żeby ustawić sobie priorytety i uznać, że to nie jest aż tak ważne.

- Nie, nie oznaczają tego, ale intencja jest ważna! – ale mu nie wierzyła, że przynosi jej te wszystkie czekoladki i słodycze dlatego, ze wolałby, żeby przytyła. Raczej uważała, że po prostu sprawia mu to przyjemność, te prezenty. I że ona się z nich cieszy. Tak, mówiło się, że po ślubie się kobiety zmieniają, bo nie muszą już zabiegać o samca, skoro go złapały i mają, ale wśród tych ustawianych mariaży trochę inna była tendencja. Inna sprawa, że wiele też się zmieniało w ciele kobiety po ciąży, niektóre niełatwo wracały do formy. Victoria… Zdaje się, że jej ten problem nie miał dotyczyć. I tak, lubiła ładnie wyglądać, lubiła się podobać, dbała o siebie – ale robiła to dla siebie, nie dla mężczyzn. Robiła to dla siebie i by godnie reprezentować rodzinę.

- Że się głupio pytam. I że nie zauważyłam – a powinna. Właśnie: ten smród magii. Swąd czarnomagicznego zaklęcia. Ale na swoją obronę… była wtedy zajęta rozpraszaniem zaklęcia, które miało ją przygwoździć do ściany i do kontrataku. - Przykro mi po prostu – że poczuł to na sobie, że go bolało – bo na pewno bolało. Crucio nie było łaskotaniem, było imadłem zaciskającym się na czaszce. A on to przyjął tak… Tak dobrze. Tak szybko się otrząsnął.

Można powiedzieć, że dzięki Brennie, była do peplania przyzwyczajona. A przy tym była całkiem cierpliwa i rzeczywiście słuchała co się do niej mówi, nawet pomiędzy tym peplaniem – wielu przy energii i gadulstwie Brenny wymiękało i się wyłączało, ale Victoria zawsze starała się z nią prowadzić rozmowę i okazać zainteresowanie. Więc peplanie Sauriela przyjmowała ze spokojem, nawet jeśli gadał bzdury. Też go słuchała. Tak jak powiedziała: lubiła jak mówił. Mogłaby nawet powiedzieć, że lubiła jego głos.

- Nie nazwałam go „strojem brygadzistki” tylko „strasznym gównem” – żachnęła się, kiedy jej Sauriel wytłumaczył już o co mu chodziło. O który strój. I niemal się oburzyła! Tak samo jak się oburzyła na sabacie, kiedy z loterii dostała…. To. Wtedy też była oburzona. - Na ulicę w tym nie wyjdę – potwierdziła. I niemal się zagotowała, niemal! Niemal, bo jednak było w tym coś porównywalnego do Sauriela paradującego w sukience… A więc równa wymiana. - Kajdanki też chcesz do kompletu? – zapytała niezadowolona, skoro już dogadywali szczegóły… wyniku zakładu. A do „strasznego gówna” dostała puchate kajdanki.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (8876), Victoria Lestrange (8265)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa