O ile zatuszowanie tego całego szoku nawet się Lorien udało, tak przekonanie Agnes, że ten cały brak zaproszenia nie miał miejsca, to już nieco inna sprawa. Pani Delacour zawsze wiedziała swoje. Tym razem jednak, cóż za łaskawość z jej strony, ograniczyła się tylko do uśmiechu. Przecież nie będzie stawiała państwa Mulciber w tak niekomfortowej sytuacji! Przede wszystkim ze względu na Lorien, dla której ten brak zaproszenia, takie pominięcie - to musiało być naprawdę bolesne doświadczenie. Jedno z tych doświadczeń, do których kobieta nie nawykła. Nazwisko Crouch otwierało wiele drzwi. Podobnie miało to miejsce w przypadku tego, które brzmiało Prewett.
- Rozumiem panie Robercie. - musiało to zabrzmieć ciut nienaturalnie. Agnes bowiem na ogół nie zwykła zwracać się do innych per pan. Wyraźnie wskazywało na pewien dystans, nieufność, coś jej się mężczyźnie nie podobało? Nie przypadło do gustu? To jednak zaobserwować mogły przede wszystkim inne osoby przebywające w pomieszczeniu. Te, które panią Delacour znały. Lorien. Camille. Opcjonalnie Matthias, choć akurat on nie do końca byłby w stanie odpowiednio to wytłumaczyć. - To co was spotkało, to co spotkało naszą Ptaszynę, to naprawdę straszne. Mam nadzieje, że zdążyliście już przebrnąć przez najgorsze? - skoro sami ten temat wyciągnęli, Agnes nie czuła się ani trochę skrępowana, aby dopytać. Zainteresować się ich sytuacją. Nie wyglądali, jakby wciąż byli pogrążeni w żałobie. Aczkolwiek kto jak kto, ale pani Delacour wiedziała, że czasami człowiek robi dobrą minę do złej gry. A to co prawdziwe, po prostu ukrywa głęboko w sobie. W przeszłości sama wielokrotnie postępowała w ten właśnie sposób. - Czasami warto zdecydować się na tych kilka spotkań z magipsychiatrą. To żaden wstyd, Lorien. Naprawdę. Mogę Ci nawet kogoś odpowiedniego polecić. Wiesz, mam w tym pewne doświadczenie.
Kończąc swoją wypowiedź, położyła jej na ramieniu swoją dłoń. Ot, prosty gest mający, przynajmniej w teorii okazać kobiecie nieco wsparcia. Czy faktycznie jednak o to chodziło Agnes? Czy faktycznie Agnes wybrała po prostu mało odpowiedni moment do poruszenia tego tematu?
Każdy mógł to zinterpretować we własny sposób.
Atreus sobie poradzi? Zapewne owszem. Ludzie zawsze sobie jakoś radzili. Lepiej lub gorzej. Tyle tylko, że w tym wszystkim nie chodziło już nawet o samego Atreusa. Jego stan. Samopoczucie i problemy. Przynajmniej nie do końca. Bulstrode był po prostu kolejnym obiektem plotek. Dobrym obiektem, skoro do powiedzenia na jego temat mieli całkiem sporo. A przynajmniej - sporo miała sama Agnes.
W pierwszej kolejności ograniczyła się do skinięcia głową w kierunku Lorien. Zanim cokolwiek więcej powie w reakcji na jej słowa, chciała ustosunkować się do tego, co padło ze strony kochanej Camille. Zakochanej Camille? To ostatnie wciąż krążyło po głowie Agnes. Będzie musiała wreszcie kobietę o wszystko wypytać. Jak to się stało, że aż tyle rzeczy jej umknęło; że o tylu rzeczach nie wiedziała? Należało to naprawić.
- Też wydawało mi się to całkiem podejrzane, wiesz? Zwłaszcza w pierwszej chwili. - zaczęła, spoglądając po wszystkich. Byli tym zainteresowani? Miała ich uwagę? Wystarczająco dużo uwagi? - To musiała być chyba jakaś świeża sprawa? Nie sądzę jednak, żeby moja kochana Charity kłamała. Jaki miałaby w tym interes? - tutaj na moment przerwała, dając im szanse na wtrącenie swoich 3 knutów. O ile ktoś miał coś do dodania. Coś dodać chciał. - Wiecie, to ponoć miał być kolejny aranżowany związek. I przy tej różnicy wieku, cóż... ta smar... młoda dziewczyna niekoniecznie była zainteresowana Atreusem. Chciała od niego uciec, to i wykorzystała okazje. Pomyśleć, że w moich czasach, przy tych kilku latach jakie ich od siebie dzielą, to taka panna byłaby naprawdę szczęśliwa. Moja przyjaciółka, Marcella, pamiętasz Marcelle, Camille? - zwróciła się do krewniaczki, która jako iż wychowała się we Francji, wspomnianą Marcelle powinna przynajmniej kojarzyć. Ta bowiem posiadała pewne związki z ich rodziną. - No więc Marcelle nie miała tyle szczęścia i rodzice wydali ją krótko po szkole za mężczyznę mającego prawie 40 lat! I nikt nie miał z tym wówczas problemu. To było normalne. Czasy naprawdę się zmieniły, ale cóż na to poradzić? - tutaj westchnęła ciężko. - Może niczego radzić nie powinniśmy? Ah. Dużo gadam. Za dużo. Miejmy nadzieje, że Atreus jakoś te wszystkie plotki i skandale przetrwa.
Faktycznie martwiła się tym, na ile ten dalszy krewniak zmarłego męża ze wszystkim sobie radził? Może i faktycznie. Zarazem jednak nie miała żadnych skrupułów, kiedy chodziło o przekazanie tych wszystkich plotek dalej. Jedno przecież drugiego nie wykluczało, prawda?
- Masz racje Lorien, ptaszyno. - uśmiechnęła się do kobiety. Oj, sama dobrze pamiętała te jej błędy. Mniejsze i większe błędy. - W końcu.. nie, nie powinnam o tym mówić. Przecież nie będę Ciebie zawstydzać przy rodzinie! - zdecydowała, śmiejąc się i zarazem grając lekko speszoną tym, co właśnie padło z jej ust. Każdy kto Agnes znał, wiedział jednak, że gdyby tylko ktoś ją odpowiednio zachęcił, przejmować by się nagle przestała. I opowiedziała wszystko to, z czego właśnie zdawała się jednak zrezygnować.
Kręcąca się po pomieszczeniu Elise, przyjęła wszystkie zamówienia. Każde jedno zapisała w swoim notesie.
- Za chwilę wrócę z państwa napojami. - jak to brzmiało? Napojami? Dziewczyna najwyraźniej miała problem z tym, żeby wprost powiedzieć, że wróci do nich z alkoholem. Niby nie pierwszy raz pracowała jako kelnerka, ale wciąż pozostawała lekko nieśmiała. Przynajmniej w pewnych kwestiach.
Zniknęła za drzwiami.
W tym czasie Peter, przygotowywał się do tego, aby wprawić ruletkę w ruch. Upewnił się, że wszyscy postawili swoje zakłady, zanim kolejny raz posłużył się tym samym, francuskim zwrotem. Uparcie do niego wracał. Czyżby był to jakiś wymóg stawiany przez Agnes? Można było uznać to za całkiem prawdopodobne.
- Rien ne va plus. - padło. Ruletka została wprawiona w ruch. Kulka rzucona natomiast w przeciwnym do tego ruchu kierunku. Kiedy wytraci swoją energię? W którym momencie zdecyduje się zatrzymać? Trzeba było chwilę odczekać. 5. 17. 23. 3. 31. Wreszcie zaś, na samym końcu, padła 16. - Czerwona 16. Niestety tym razem nikomu nie udało się wytypować liczby. Cztery osoby wybrały jednak prawidłowy kolor. - tutaj przerwał, żeby wszystko na spokojnie przeliczyć. Miał w tym już pewną wprawę. Radził sobie z tym całkiem nieźle. Nie zajęło to Peterowi wiele czasu. - Pula wynosi 63 żetony, z czego do podziału trafia 20 żetonów. - zgodnie z przyjętymi zasadami, zaokrąglił wszystko do góry, tak aby przyznanie każdej jednej osobie tej samej liczby żetonów było możliwe. - Po 5 sztuk dla wszystkich graczy. Pozostałe 43 żetony przechodzą do następnej rundy.
Pozwolił im wszystkim na spokojnie się wszystkim zająć. Sam zabrał z planszy jedynie wspomniane 43 żetony. Ciekawe ile uda im się zgarnąć na koniec wieczoru? Peter miał szczerą nadzieje, że coś im jednak skapnie. Zarobią dodatkowo. Nic jednak na ten temat nie wspominał. Miał dość instynktu samozachowawczego!
W całym tym zamieszaniu, Agnes nie zdążyła zareagować na to, w jaki sposób Sophie została potraktowana przez ojca. A przynajmniej - zareagować słownie. Na jej twarzy odmalowała się przez moment wyraźnie widoczna niechęć. Później poprosi Lorien na bok. To było pewne. Poinformuje ją też o tym, że nie będzie chciała więcej oglądać jej męża na swoich przyjęciach. Robert Mulciber nie tylko jej się nie podobał, ale też nie pasował do... do wszystkiego. Po prostu do wszystkiego. Na razie jednak starała się to maskować.
- Całe szczęście, że niektórzy potrafią się odpowiednio zachować w towarzystwie. Matthias to nasz skarb. Sophie, całe szczęście, trafiła w bardzo dobre ręce. Mój chłopiec najlepiej się nią zaopiekuje, tego jestem pewna. - pozwoliła sobie na tę uwagę, a przy okazji też na wbicie szpilki panu Mulciberowi. Bo skoro Matthias, całe szczęście, w towarzystwie zachować się potrafił, to komuś tej ogłady brakło. Oczywista sprawa, prawda? - No ale... pora na kolejne zakłady. - przeliczyła dla pewności, na szybko, posiadane żetony. 25. I dużo. I mało. Chwilę się zastanawiała, po czym 10 postawiła na pole czarne, po 5 natomiast na wybrane liczby. Tym razem tymi liczbami były 4, 17 i 31. - Miejmy nadzieje, że wreszcie i mi dopisze więcej szczęścia. Chociaż jeśli akurat po tej rundzie skończą mi się żetony, to sytuacja będzie idealna. Akurat mniej więcej o tej porze zaplanowałam małą niespodziankę.
Niespodzianka? Oczywiście, że jakaś niespodzianka musiała mieć miejsce. Agnes nie byłaby sobą, gdyby nie zdecydowała się zaskoczyć czymś swoich gości. Tylko na co zdecyduje się tym razem. Trzeba to albo od niej wyciągnąć, albo chwilę jeszcze zaczekać.
Kolejna runda potrwa do niedzieli, 9 rano.
W puli pozostały: 43 żetony
Obecnie każdy z was posiada:
Agnes - 25 żetonów
Lorien - 180 żetonów
Camille - 5 żetonów
Matthias - 5 żetonów
Sophie - 20 żetonów
Agnes postawiła: 10 żetonów na pole czarne, po 5 żetonów na pola 4, 17 i 31.
Obecny stan żetonów Agnes: 0.