• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[25.08.72, plaża w Devon] Dance with me

[25.08.72, plaża w Devon] Dance with me
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#301
10.08.2024, 15:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.08.2024, 15:07 przez Brenna Longbottom.)  
Chodzę, patrzę na ludzi i rozdaję jedzenie
Sam fakt, że Millie wzięła kiełbaskę, był swojego rodzaju zwycięstwem i Brenna uśmiechnęła się do dziewczyny, usatysfakcjonowana, nieświadoma, że chwilę później większa część mięsa skończy w piasku (chociaż już te parę gryzów uznałaby pewnie za sukces).
– Jasne, ptaszyno, dopadnę cię więc niedługo – obiecała i poklepała ją po ramieniu, a przynajmniej próbowała trafić w ramię, nim Moody uciekła. Brenna założyła, że pewnie ta planuje z kimś zatańczyć, postanowiła więc odłożyć dopadanie jej faktycznie na rano – choć słowa Atreusa zasiały w niej odrobinę za wiele niepokoju, aby dała sobie z tym całkiem spokój uznając, że dziewczyna jednak dobrze się bawi. Nawet jeśli faktycznie bawiła się dobrze, ta noc przeminie: gwiazdy wyblakną w blasku słońca, muzyka umilknie, oni wszyscy rozejdą się do domów, a ona wróci do jednego z mieszkań Alastora, z których jednocześnie każde było dla niej domem, bo był w nim brat, i żadne nim nie było, bo rzeczy trzymało się w nich wiecznie gotowe do szybkiego spakowania.
– Kanapkę, raju obiecany? – rzuciła, podtykając Eden tacę wypełnioną jedzeniem pod nos gdzieś w przelocie, nie próbowała jednak jej zatrzymywać, widząc, że ta zmierza chyba w stronę swojego dawnego partnera z Biura. Wzrokiem odszukała Alexandra, jakby chcąc się upewnić, że nie stoi w tłumie, ale że chyba właśnie rozmawiał z Isaaciem i Erik podawał mu jakiegoś drinka, nie pchała się tam już… choć przez sekundę, dość długą zawiesiła spojrzenie na bracie, otoczonym przez ludzi, w tym Geraldine i Atreusa.
Cokolwiek jednak chodziło Brennie po głowie w tej chwili, wyraz twarzy nijak tego nie zdradził, a po chwili kobieta odwróciła się i podeszła prosto do Prewetta, chwilowo siedzącego samemu na kocu, by zrobić to samo, co wcześniej w przypadku Millie i Eden.
Pod pewnymi względami Brenna była jak ta stara ciotka, która patrzyła na człowieka, uznawała, że taki chudy, blady, coś niezdrowego wygląda, trzeba go koniecznie spróbować podkarmić.
– Może coś do zjedzenia po przygodach miotlarskich i drinkach? – zaproponowała. Na tacy znajdowały się wprawdzie kiełbaski i boczek, ale były tam też pokrojone owoce i parę kanapek bez mięsa. – Patrz, dzisiaj nie stało się nic dziwnego, a już całkiem blisko do północy – dodała jeszcze z pewnym rozbawieniem, po czym uniosła głowę, by spojrzeć ku zaczynającym powoli spadać gwiazdom.
Słowa wypowiedziane w złą godzinę.
Być może właśnie skusiła los, by zachichotał.



Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#302
10.08.2024, 19:46  ✶  
Kocyk –> Stół z napojami i jedzeniem

Basilius przeniósł spojrzenie z nocnego nieba na jego piekielne przeciwieństwo to znaczy Brennę i uśmiechnął się, biorąc kawałek melona. Rzeczywiście było całkiem spokojnie, chociaż oboje przebywali w tym samym miejscu i to jeszcze niebezpiecznie blisko wody. Co prawda można byłoby się kłócić, że on spadł z miotły, ale przecież nie będzie oskarżać ją o problemy wynikające z jego własnej głupoty, a jedynie o te pozostałe. Poza tym jak dzisiejszy dzień pokazał, spadający z miotły uzdrowiciele mogli skończyć znacznie gorzej.
– Nie wiem, czy na twoim miejscu jeszcze bym się tak cieszył – mruknął, gdy już zjazd kawałek owocu. Głową wskazał niebo. – Nie gdy grozi nam, że coś zaraz na nas zleci.
Oczywiście tylko żartował, ale czy nie rozmawiali kiedyś, że może ich wspólny pech jest przyczyną złego ułożenia się gwiazd? Czy nie byłoby więc zabawnie, gdyby jedna zaraz na nich spadła?
– W każdym razie dziękuję za zapro... – Nie dokończył, bo mówiąc to tak nieudolnie sięgnął po kanapkę, że tracił talerz, który wywalił się na niego. Basilius zamrugał, bez słowa posprzątał cały bałagan, nie dając zrobić tego Brennie, oczyścił wszystko zaklęciem z piasku, a potem mrucząc coś pod nosem, że przeprasza, ale musi się napić poszedł po kolejne piwo.
Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#303
11.08.2024, 13:13  ✶  
Bar a potem idziemy w stronę magicznej wody

Nie słyszał dokładnie o czym rozmawiała Gerry z Atreusem, podszedł więc do nich z uśmiechem na ustach. Kochał takie wieczory, pełne muzyki, wspaniałych ludzi i lekkości, która roztaczała się na nich wszystkich. Nie wiedział dziś zmartwień i trosk, nie pozwalał by się przebiły przez jego dobry humor.
Oparł się o bar obok Ger, jego oczy błyszczały radośnie, odbijając światło pobliskiego lampionu. Spojrzał na nią, z delikatnym uśmiechem i choć chęć posługiwania się tekstami piosenek zamiast zwykłymi słowami powoli go opuszczała, nie mógł się powstrzymać przed zanuceniem kolejnej.
- Girl, you really got me goin'
  You got me so I don't know what I'm doin'.

Jego oczy były lekko zmrużone, w ich kącikach można było dostrzec kilka małych zmarszczek, biła od niego jednak szczera i prawdziwa radość. To był naprawdę dobry dzień. W jego oczach mógł się stać jedynie jeszcze lepszy.
- Mam nadzieję, że miło się tańczyło z innym Thomasem - uniósł brwi. - Atreusie, jak się w ogóle dziś bawisz? Chyba nie mieliśmy się nawet okazji dziś przywitać! - wyciągnął rękę, zdając sobie z tego faktu sprawę. Współpracowali ze sobą, mieli nawet wspólną, z perspektywy czasu całkiem zabawną przygodę, żałował więc, że nie znaleźli czasu dłużej dziś pogadać. Miał trochę jednak na dzisiejszy wieczór inne priorytety.
Nachylił się nad Gerry, nieco konspiracyjnie.
- Idziemy się przejść? - zapytał, chcąc spędzić z kobietą trochę czasu sam na sam.
A potem wyciągnął do niej dłoń i poprowadził w stronę skał, gdzie światło lampionów dawało jedynie nikłą poświatę, a gwiazdy, w tym ta spadająca, wydawały się jeszcze wyraźniejsze.
- Masz jakieś życzenia? - zapytał, patrząc z uśmiechem w górę, samemu wiedząc, o co sam chciał poprosić. O więcej takich wieczorów jak dziś. Pełnych beztroski, zabawy i śmiechu. Wypełnionych miłością i przyjaźnią.
O więcej wieczorów z nią.

Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#304
11.08.2024, 15:20  ✶  
Tańczę z Dorą

- Oczywiście, chyba nie podejrzewałaś, że cię spławiałem wtedy - odpowiedział z uśmiechem na ustach, zapewne niektórzy by tak postąpili. Jednak Thomasowi potem by do następnej możliwej okazji siedział w głowie chochlik cały czas przypominający o tym, ze nie dotrzymał słowa - no i najzwyczajniej w świecie nie miał ochoty przepuścić takiej okazji jaką był taniec z Dorą.
Dlatego też bez żadnych oporów dał się jej porwać już na parkiet, aby wraz z nią wpasować się w rytm muzyki. Figg nie był może wybitnym tancerzem, ale za to na pewno nie deptał stóp swoich tancerek - nie znał co prawda układów tanecznych, ale za to bazował na swoim słuchu i wczuwaniu się w rytm muzyki.
Trochę zdziwił go fakt, że lampiony przygasły, ale zaraz z pomocą Dory dowiedział się dlaczego. Podobnie do niej zadarł głowę do góry podziwiając nocne niebo i spadającą gwiazdę. Życzenie? Nigdy nie był dobry w takich sytuacjach, żeby naprędce pomysleć co może sobie życzyć. - Też nie zmarnuj okazji - powiedział jeszcze nim pomyślał, że w sumie najbardziej by sobie życzył, żeby mogli cieszyć się jak najdłużej taką beztroską jak dzisiejszego wieczoru - zdecydowanie tak. Zastanawiał się tylko czy spadająca gwiazda miałaby na tyle mocy, żeby im to zagwarantować. Przez chwilę wpatrywał się jeszcze w niebo, nim przeniosł spojrzenie bliżej ziemi, do kobiety przemierzającej wraz z nim parkiet, bał się, że gdyby dłużej wpatrywałby się w górę to jeszcze by jej przez nieuwagę na stopy nadepnął.
- Widzisz, miałem rację żeby poczekać, trafiła nam się niepowtarzalna sceneria do tańca - zauważył mając na myśli spadające gwiazdy na niebie, nie można było odmówić tego, że sceneria była wyjątkowa.
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#305
11.08.2024, 21:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.08.2024, 21:26 przez Morpheus Longbottom.)  
Odchodzę od Tessy, zjawiam się w pobliżu Geraldine i Thomasa Hardwicka.

Zauważył samolocik, ale złapała go prędzej, niż zrobił to on. To bardzo dobrze, bo nigdy by nie zostawił brata w spokoju po ujrzeniu tego wspaniałego utworu lirycznego. Zamiast tego ucałował byłą szwagierkę w policzek na pożegnanie i pozwolił jej zniknąć, zgodnie ze swoją wolą. Snuł się przy brzegu chwilę, mocząc morskimi falami dół magicznej szaty, który zaczynał mu ciążyć. To nic. Wyschnie przecież, białe linie soli jak wzory na marmurze, jak tętno przyszłości.

Wdychał powoli powietrze, wypełnione jodem i wspomnieniami dzieciństwa. Magią inną niż ta, którą władali, magią sentymentu. Tęsknił za przeszłością i przez to czasozmieniacz palił go na piersi, kusząc, aby przekraczać granice. Ryzyko jednak zbyt wielkie, a co miało się zdarzyć, już się zdarzyło.

Uniósł w górę głowę, patrząc w gwiazdy i pozwalając sobie nie myśleć o nich zupełnie nic. Przydałoby mu się teraz życzenie. Wypowiedział je więc cicho, tak, aby nie słyszał go nikt, aby porwało je morze. Zaszklone oczy dało się wytłumaczyć wiatrem.

Nie powinien tego robić. Pozwalać umysłowi na płynięcie, na tę wolność w szepcie morza, bo wtedy znów wieszczył. Poczuł, jak krew popłynęła mu z nosa, ale nie wytarł gęstej posoki, zamiast tego spojrzał na osoby, z którymi powiązał wizję, ukrytą w gwiazdach.


Wróżba dla Geraldine
Rzut Symbol 1d258 - 169
Piłka (zmienne koleje losu)


Wróżba dla Thomasa Hardwicka
Rzut Symbol 1d258 - 224
Trójząb (sukces na morzu)

— Geraldine. Uważaj, na siebie, bo koło fortuny zostało wprawione w ruch, raz jesteś na wozie, raz pod wozem. Thomasie. Nie lękaj się morskich fal, będą ci przychylne. — Dudniący głos wieszcza nagle przerwał się, wyrwał z nienaturalnej formy. — Co ja... Wybaczcie...

Przyłożył dłoń do nosa, zobaczył czerń krwi, uśmiechnął się do dwójki krzywo i zniknął z cichym pyknięciem teleportacji.

Postać opuszcza sesję


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#306
11.08.2024, 22:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.08.2024, 22:24 przez Bard Beedle.)  
Kolejna tura 15.08.72. Tutaj macie przesunięcie czasu i świt. Wciąż możecie pójść do zaklętej wody (na prywatach oczywiście też możecie bawić się kośćmi na drinki czy wodę). Zbieranie się dopiero w kolejnej turze. Jeśli ktoś chce, może wrzucić posta z opuszczeniem imprezy jeszcze przed przesunięciem, to spoko, można też spokojnie rzucić na początku posta oczywiście jakieś odpowiedzi na ostatnie linie dialogowe i podsumowania, co zrobił po nich, ale w dalszej części dobrze się odnieść do rana Serduszko.
*

Setki złocistych punktów przemknęły po nocnym niebie, jeden po drugim, a potem wygasły: deszcz Perseidów, ostatni tego lata przeminął. Wciąż jednak trwała zabawa – grała muzyka, Tedy serwował drinki (choć potem znów zrobił sobie drobną przerwę, by nieśmiało poprosić o taniec Dorę), na stołach czekały przekąski, a na grillu smażyło się mięso. Zabawa zaczęła powoli wygasać gdzieś po drugiej – kilku gości znikło, wracając do domów, parę osób zdecydowało się przejść po plaży w mroku, rozświetlanym tylko przez ogromny księżyc i miliardy gwiazd. Inni mogli przysiąść na kocach z drinkami, i skorzystać z wyciągniętych w pewnym momencie przez Brennę dodatkowych poduszek oraz podgrzewanych zaklęciami koców, czy to siedząc po prostu i spoglądając na fale, czy nawet przysypiając na plaży.
Niedługo przed piątą niebo na wschodzie zaczęło bladnąć, jakby coś wysysało z niego kolory, a potem, gdy czerń powoli pojaśniała, pojawiły się róż, złoto i odcienie fioletu, malujące barwami nie tylko niebo, ale także i morze. Powoli nadchodził świt.
Mewa przeleciała z krzykiem tuż nad wodą. Inna bezczelnie wylądowała na jednym ze stołów i triumfalnie uniosła ze sobą kawałek jabłka. Tedy kiwał się zaspany na jednym z koców, owinięty innym, w barwach Hufflepuffu – porzucił bar już dobre dwie godziny temu, tak że gościom pozostawały wina i piwa. Aurora znikła jakiś czas temu, pozostawiając po sobie całe mnóstwo szkiców, rozłożonych na stole, przytwierdzonych do niego muszelkami, by nie ukradł ich wiatr – przedstawiały uczestników imprezy, pojedynczo czy parami, scenki z zabawy: z tańca, z siedzenia na kocach, czy stania przy morzu albo… jeżdżenia na niedźwiedziu – i kto chciał, mógł go sobie zabrać albo wyrzucić, upewniając, że nie pozostanie żaden ślad po jego obecności tutaj. Aurora żadnego nie zabrała ze sobą.
Zaczynał się nowy dzień.

[Obrazek: _132749204_devontorquayfayerae2702.jpg]
Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#307
12.08.2024, 18:26  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.08.2024, 18:26 przez Cameron Lupin.)  
Odpowiadam Florence i siedzę na kocu z Heather.

— T-tak... Niestety... T-t-to wina klifów! — Pokiwał energicznie głową, niezwykle doceniając to, że Florence nie była w najmniejszym stopniu świadoma tego, że jego kontuzja miała związek z lotem na miotle. — B-bardzo tu niebezpiecznie, jak na taką s-spokojną plażą.

Kuuuuuurwa, pomyślał z beznadzieją, zaciskając usta w cienką linię, gdy kobieta jednak nie poprzestała na szybkich życzeniach powrotu do zdrowia, a zamiast tego zaczęła mówić o kontakcie z administracją Szpitala św. Munga. Oczywiście. Nawet w takich chwilach myślała o tym, aby placówka funkcjonowała bez zarzutu, nawet jeśli taki idiota jak Lupin uszkodził się, wpływając tym samym na jakość działania całej maszyny, gdzie każdy wytwórca eliksirów i medyk był jedynie pojedynczą zębatką. I jeszcze to zaliczenie indywidualne... Początek września malował się wręcz cudownie

Objął pewniej Rudą, dopiero gdy Florence się oddaliła. Oparł policzek o jej ramię, ciesząc się jej obecnością. Faktycznie, wzięcie udział w tym głupim wyzwaniu nie było za mądre, ale co mógł poradzić? Jemu tak bardzo zależało na Heather, że nie chciał, aby musiała zmagać się z takimi rzeczami sama... Wystarczająco mocno przeżywał to, że codziennie ryzykowała potencjalne starcie z czarnoksiężnikami i Śmierciożercami, którzy mogli grasować na ulicach Londynu, więc chciał jakoś okazać swoje wsparcie. Nie przewidział, że jego fobie aż tak zepsują im wieczór.

— No patrz, co za zbieg okoliczności — mruknął, zerkając leniwie w nocne niebo. — Jak się urodziłaś, to rodzice pewnie też znaleźli spadające gwiazdy i wsadzili ci je w oczy. — Nachylił się ku narzeczonej, aby cmoknąć ją krótko w policzek. — Zaliczasz taki trochę powrót do korzeni teraz, co nie?

Westchnął cicho, wpatrując się w rozciągający się ponad ich głowami firmament. Teraz miał tylko jedno życzenie: Żeby Heather była bezpieczna. Co by się nie działo, chciał, aby przetrwali to razem. Nie wyobrażał sobie urwania tej historii przez jakiś wypadek czy tragedię. Nie po tym, co ich spotkało w ostatnich miesiącach... Atak na Charlesa, Beltane, które popchnęło ich ku sobie, oświadczyny... Tego wszystkiego było za dużo, aby po prostu odpuścić czy zwolnić tempo. Bez względu na wszystko, musieli patrzeć w przyszłość z nadzieją na lepsze jutro.

W pewnym momencie obchodów Cameron przysnął na kolanach Heather, budząc się dopiero nad ranem. Kiedy uchylił powieki, gości na plaży było zdecydowanie mniej, a od strony wody dochodził do niego przyjemny szum, jakby morze zapraszało go do tego, aby spędził w objęciach Morfeusza (nie tego, o którym myślicie).
Queen of May
But green is the color of earth,
of living things, of life.

And of rot.
wiek
20
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
zielarka, twórca eliksirów
Jasnoniebieskie oczy, brązowe włosy i jasna, posiadająca nieliczne piegi cera. 168 wzrostu, o szczupłej sylwetce. Wokół niej unosi się intensywny aromat ziół i zapachowych świec. Dłonie w niektórych miejscach ma permanentnie odbarwione od eliksiralnych składników i roślin którymi się zajmuje. Dora w kwartale jesiennym choruje na Zieloną Zarazę co oznacza, ŻE JEST ZIELONA!!

Dora Crawford
#308
13.08.2024, 05:39  ✶  
- Cóż... - zaczęła, wyraźnie pesząc się na swoją odpowiedź, która jednak finalnie nie nadeszła. Oczywiście, że tak myślała, ale nawet jeśli wcześniej przed sama sobą nie widziała w tym nic złego, to kiedy została na tym przyłapana, nagle było jej bardzo głupio. Uśmiechnęła się do niego jeszcze, trochę przepraszająco.

Zmiana atmosfery była całkiem przyjemna, szczególnie że można było się teraz o wiele lepiej zapatrzyć w niebo, bez potrzeby odchodzenia od miejsca zabawy. Ciemne niebo przecinały gwiazdy, teraz o wiele lepiej widoczne nawet przy dryfujących lampionach.
- Chyba nie jestem zbyt dobra w takie życzenia - wyznała Thomasowi, zadzierając głowę ku górze i z delikatnym uśmiechem przyglądając się kolejnym smugom przecinającym firmament. Gdyby to był jakiś konkurs i musiałaby na szybko wymyślić, czego sobie życzy, rzuciłaby jakimś prostym 'pokoju na świecie'. Ale teraz, podobnie z resztą jak Figg, nie była pewna jakie moce przerobowe miały w sumie takie gwiazdy. - Ale mogę ci powiedzieć coś innego na ten temat. Wiesz, czemu w ogóle życzy się sobie czegoś na widok spadających gwiazd? - na moment opuściła na niego spojrzenie, uśmiechając się wesoło. - Kiedyś wierzyło się, że spadająca gwiazda to tak naprawdę ludzka dusza, która opuszcza limbo, wreszcie wracająca do cyklu. Mugole mają swoje wersje tego, które różnią się w zależności od religii, ale przekaz zawsze jest ten sam; dusza opuszcza miejsce przejściowe, by wejść do tego wyższego, obiecanego po śmierci. - Thomas może nie nadepnął jej na stopę, ale ona jemu i owszem, szczególnie że uwagę dzieliła między jego twarzą, a spadającymi gwiazdami migającymi nad nimi. Szybko jednak zreflektowała się i przeprosiła za swoją niezdarność.
Jak tak teraz sobie o tym myślała, chyba tknięta tym co sama powiedziała, życzyła sobie żeby więcej ludzi mogło liczyć na szczęśliwe zakończenie, cokolwiek to dla nich znaczyło.

Robiło się coraz później i zmęczenie dopadało powoli coraz więcej osób. Ona sama, kiedy Tedy wreszcie znalazł dla niej czas, zatańczyła z nim jeszcze, zanim uciekła do Warowni, chcąc jeszcze przygotować w posiadłości parę rzeczy dla osób, które zdecydowałyby się skorzystać z gościnności Longbottomów po zabawie.

Postać opuszcza sesję


The woods are lovely, dark and deep, 
But I have promises to keep, 
And miles to go before I sleep.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#309
13.08.2024, 08:36  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.08.2024, 08:40 przez Geraldine Greengrass-Yaxley.)  
Odchodzę z Thomasem od baru

Spojrzała na Erika i przewróciła oczami. Oczywiście, że jego wypowiedź w stosunku do Atreusa była jak zawsze neutralna, nie powinna się spodziewać niczego więcej. Niektórzy mieli właśnie taki styl bycia.

- Cóż, wybór nie jest przypadkowy, ale na to mogłeś nie wpaść. - Rzuciła jeszcze do Bustrode'a. Może dla niego to nie było takie oczywiste, ale wybór Erika był bardzo wygodny. Nie ma się co oszukiwać, dobrze razem wyglądali, kiedy się gdzieś razem pojawiali, byli z odpowiednich rodzin, no i miała pewność, że nic się między nimi nie wydarzy. Idealny układ, bardzo bezpieczny, to nie tak, że nie doceniała Longbottoma, ale czasem trochę przeszkadzało jej to, że niektórzy próbowali być mili dla wszystkich, bo tak się przecież nie da.

- Nie bardzo, nie tak łatwo mnie zranić, ale powinieneś o tym wiedzieć. - Wbrew pozorom i ona zdawała sobie sprawę o tym, że byli do siebie podobni. Zresztą ją też rzadko kiedy obchodziło zdanie innych, może bardziej bolało, gdy ktoś o podobnych zainteresowaniach do niej wytykał jej to, co robiła, ale czy nie byli po prostu siebie warci? Nie miała pojęcia, co kierowało Atreusem w jego wyborach, właściwie średnio ją to obchodziło. Na swoje zachowanie zawsze miała jakieś wytłumaczenie, tak było prościej, mogła nieco się wybielić przynajmniej przed samą sobą.

- Jeśli tylko nadarzy się okazja na pewno zabiorę go ze sobą. - Uśmiechnęła się niezbyt szczerze, bo wiedziała do czego zmierza Bulstrode, Thomas był mugolakiem, na pewno ich wspólna obecność na którymś z przyjęć wzbudziłaby kontrowersje, jednak średnio się tym przejmowała, nie takie rzeczy już zdarzało jej się robić.

W końcu dotarł do niej Thomas. Oczy jej błysnęły, gdy oparł się o bar tuż obok niej. Sama jego obecność uspokajała ją. Jej bojowy nastrój nieco opadł. Wolała cieszyć się tym, że są tutaj razem, a nie przejmować osobami, które nie życzyły jej zbyt dobrze.

- Nie tak miło jak z tobą. - Rzuciła rozbawiona. Dało się wyczuć jej zmianę nastroju, kiedy pojawił się Hardwick.

Thomas okazał się być jej wybawieniem. Złapała go za rękę, to zdecydowanie był świetny pomysł, aby się stąd oddalić. Skinęła jedynie głową towarzystwu przy barze i ruszyła w stronę skał.

Ledwie zdążyli się ruszyć, zaczepił ich Morpheus. - Zawsze na siebie uważam. - Rzuciła jedynie w odpowiedzi, chociaż była to zdecydowanie nieprawda. Ostatnio zdarzało jej się korzystać z pomocy wróżbitów, więc na pewno te słowa dadzą jej do myślenia, zabrzmiały jak ostrzeżenie, ale czy faktycznie spowodują, że zacznie zastanawiać się nad swoimi wyborami i decyzjami? Pewnie nie.

Było już dosyć ciemno, uniosła głowę, aby obejrzeć ten spektakl, który trwał na niebie. Dawno nie widziała tylu gwiazd, do tego spadających. - Mam, mam. - Miała wiele życzeń, chciała, żeby chwile jak te zdarzały się częściej, jednak mimo wszystko przyćmiło to myśl o tym, żeby wreszcie zabić swojego wyimaginowanego brata bliźniaka, miała wrażenie, że jeśli się go pozbędzie to wszystko inne samo się ułoży.

Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#310
13.08.2024, 09:09  ✶  

Stoję gdzieś z boku z Samem

Spodziewała się, że raczej nie będzie to dla niego tak oczywiste, jak mogło się jej wydawać. Próbowała zrobić to najdelikatniej jak potrafiła, ale chyba musiała zmienić metodę. Może rzeczywiście lepiej po prostu dojść do sedna, w jak najprostszy sposób.

Odetchnęła głęboko, musiała się też nieco uspokoić, bo dla niej nie było to wcale takie łatwe. Nie spodziewała się, że w ogóle poruszą ten temat podczas ogniska, wiedziała jednak, że prędzej, czy później będzie musiała mu o tym powiedzieć, szczególnie, że zaczęli dyskutować o wcale nie tak dalekim terminie ich ślubu. Cóż, przynajmniej będzie miała to za sobą. Nie zamierzała tego przed nim ukrywać przez całe życie, bo to byłoby zbyt wiele.

- Sam, chcę ci powiedzieć, że Mabel jest twoim dzieckiem. - Wiedziała, że to może być dużo, że nie powinna trzymać tego w tajemnicy przez tyle czasu, jednak wybrała wtedy taką drogę, a nie inną. Teraz musiała się pogodzić z konsekwencjami. Decyzje które kiedyś podjęła wtedy wydawały jej się właściwie. Teraz wszystko działo się szybko, chciała mieć pewność, że jakoś się to ułoży, że nie zraniła go tym za bardzo, chociaż miała świadomość, że to nie było nic takiego, tylko naprawdę spore kłamstwo, raczej nie kłamstwo tylko ukrywanie prawdy, bo przecież nigdy nie zapytał jej czy Mabel jest jego. Nie chciała, żeby był z nią na siłę, a ostatnio raczej nie miała sposobności, aby przejść do tego tematu, szczególnie kiedy ledwie kilka dni temu wszystko zaczęło się układać.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (2259), Atreus Bulstrode (10483), Bard Beedle (4978), Basilius Prewett (4925), Bertie Bott (2035), Brenna Longbottom (9133), Cameron Lupin (3667), Dora Crawford (3787), Eden Lestrange (3861), Erik Longbottom (3927), Eutierria (115), Florence Bulstrode (4012), Geraldine Greengrass-Yaxley (3381), Heather Wood (4043), Isaac Bagshot (3369), Jonathan Selwyn (3263), Millie Moody (3048), Morpheus Longbottom (3872), Nora Figg (4442), Pan Losu (1085), Patrick Steward (2237), Quintessa Longbottom (3092), Samuel McGonagall (5794), The Overseer (2772), Thomas Figg (4432), Thomas Hardwick (3498), Woody Tarpaulin (3665)


Strony (33): « Wstecz 1 … 29 30 31 32 33 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa