• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna Plac i stragany [Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Kiermasz (Wątek główny)

[Jesień 1972] Równonoc Jesienna - Kiermasz (Wątek główny)
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#51
02.12.2025, 20:48  ✶  
Z Cathalem pomiędzy straganami

– Ja też – odparła całkowicie szczerze i pokiwała głową, bo ich praca w Walii była teraz prawdziwym odetchnięciem od tego całego bałaganu… Tak, Ginny częściej niż wcześniej wracała do domu dziadków, chcąc się upewnić, czy nie potrzebują pomocy, zwłaszcza przez tę cholerną runę, którą widziała tylko ona i nie była pewna, czym właściwie jest. Praca była ucieczką, chwilową odskocznią… I prawdę mówiąc McGonagall modliła się do bogów, by sytuacja ustabilizowała się i powróciła do względnej normy.

Nie miała zbyt wielkiego zdania o Ministerstwie Magii, bo też nie miała kiedy go nabrać. Fakt był jednak taki, że odkąd tu przyjechała, to działy się… rzeczy. I chwilę trwało też, zanim sprawdzili jej wszystkie papiery i wydali wszystkie pozwolenia, nie była pewna dlaczego to tyle trwało, ale nie skarżyła się, a grzecznie czekała, więc pracę z grupą zaczęła dopiero w maju. Mogła tutaj polegać więc na opinii Cathala, której zresztą była całkiem ciekawa, bo nawet jeśli nieobiektywna – to nadal była jakaś i miała swoje źródło. A jej optymizm nie był tak łatwy do zduszenia. Był jak ogień, który ma bardzo wiele suchego powietrza i mnóstwo materiału do spopielenia.

– Czemu w zasadzie? – zapytała po prostu, zerkając na Cala, któremu posłała lekki uśmiech, jeśli i on spojrzał na nią. – W sensie naprawdę jestem ciekawa. Próbuję zrozumieć ten cały konstrukt. W Egipcie to wygląda trochę inaczej, zresztą sam wiesz – a nigdy nie była tu na dłużej, żeby zawracać sobie tym jakoś więcej głowę. Na polityce Anglii znała się więc w stopniu raczej podstawowym, a jej kontakt z poszczególnymi urzędnikami był sporadyczny.

– Hehe, czasami tak. Dlatego stosujemy maści, różne eliksiry i wywary. Ważne jest, by ranę porządnie oczyścić – odparła całkowicie niezrażona, wierząc, że to co powiedziała, ma też przełożenie metaforyczne.

Mężczyzna przyjął od nich pieniądze i wydał im wybrane przez nich owoce – woreczek dla Cathala i koszyczek dla Ginny, która pomyślała sobie przy tym o dziadkach. Podziękowała sadownikowi i zaraz odciągnęła Cathala, prowadząc go dalej, chociaż sama z ciekawością zerkała sobie jeszcze na inne, raczej biednie wyglądające stragany. Ciągle nie zapomniała o tym cydrze.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#52
03.12.2025, 10:10  ✶  
W Walii czasem można było prawie zapomnieć, że trwa jakaś wojna.
Obóz pracował swoim rytmem, a ludzie tam zgromadzeni byli albo entuzjastami historii i archeologii, albo pracownikami zajmującymi się tą żmudną, „fizyczną” robotą (choć dzięki magii do końca fizyczna nie była). Najczęściej półkrwi, bo czystokrwista śmietanka z rzadka miała ochotę na takie warunki pracy i płacy, a z kolei mugolaki startowały, mimo wszystko, z innego poziomu – w dzieciństwie nie słuchały o czarodziejskim świecie i historiach, więc pójście w tę dziedzinę nauki przynajmniej zdaniem Cathala było dla nich trudniejsze. (Choć mógł być tu rasistą, i po prostu jego ciotka dopilnowała, by za wielu takich nie zatrudniono.) Nad walijskim niebem nie zgromadziły się chmury, z których spadał popiół. Nie dotarła tam wichura z Kniei Godryka. Nie było dziwnych szeptów i wydarzeń z Little Hangleton ani nerwowości Londynu, o wpływy nad którym walczyli śmierciożercy.
Prawie.
Prawie – bo jednak pracownicy wciąż mieli rodziny i swoje poglądy, mieli czasem mieszkania, które ucierpiały podczas tych ataków, bo wciąż sowy przynosiły im Proroka. I to przypominało Cathalowi coraz bardziej i bardziej, że przed niektórymi rzeczami ciężko uciec. Że ich ruiny walijskiej wioski nie leżą dostatecznie daleko.
I w takich chwilach Cathal słyszał w swojej głowie złowieszczy śmiech, i czuł się…
…jak w pułapce.
– Są nieudolni, skorumpowani, związani nadmierną biurokracją albo już służą drugiej stronie. Jedno z czworga przynajmniej. Czasem dwa z czterech – odparł krótko Shafiq. – Co, jeżeli nie ma się odpowiedniego eliksiru? I cydr, jak rozumiem. Chcesz poszukać tutaj czegoś jeszcze? – spytał, wciskając woreczek do kieszeni. Podał sprzedawcy monety, a potem schował swoją sakiewkę: do wewnętrznej kieszonki płaszcza, bo w Egipcie nawykł uważać na kieszonkowców, a że czasem bodźce nadmiernie go rozpraszały, bywał łatwą ofiarą.
Bez większego zainteresowania przebiegł spojrzeniem po płaszczach, ładnych, ale zdecydowanie nie w jego stylu, minął stoisko, na którym wystawiano jakieś ochronne amulety (szmelc, widział to na pierwszy rzut oka), i wreszcie zatrzymał się tam, gdzie sprzedawano cydr. Poprosił o dwa kufle i jeden z nich podsunął swojej towarzyszce.
– Mabon. Alban Elfed. Święto równowagi. Święto żniw. Trochę… ironiczne - mruknął.
W Anglii brakowało równowagi, a dużą część zbiorów pochłonął ogień.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#53
04.12.2025, 23:43  ✶  

Tak, można było zapomnieć i było to swego rodzaju wybawienie, bo życie w ciągłym stresie o to, że w każdej chwili ten cholerny pył znowu spadnie, że znowu podpali pół kraju, wpływało na życie ludzi tak samo mocno, jak skutki Spalonej Nocy na tych, którzy byli nań wystawieni bezpośrednio. Dla Ginny ta praca była teraz odskocznią od stresu wiązanego ze zmartwieniem o dziadków, o ich dom, o kolegów i koleżanki z pracy, gdy się z nimi nie widziała. A ten kiepski sen, jaki miała od tamtej pory, też nie pomagał, chociaż tutaj podejrzewała, że jednak jest to kwestia psychiki, która nie potrafi odpocząć, ciągle będąc gdzieś w gotowości i czuwaniu, zamiast się po prostu… wyłączyć. Już wcześniej Guinevere potrafiły męczyć przedziwne sny pełne symboliki i obrazów, po których nie raz wstawała zlana potem, by następnie malować na odstresowanie, ale teraz działo się to praktycznie codziennie. Dlatego też nie wahała się zbyt długo, gdy sadownik zachwalił swoje zwęglone owoce w ten właśnie sposób: że mogły pomóc na bezsenność.

– Część na pewno – przyznała po chwili zastanowienia, mieląc w głowie wszystkie za i przeciw. Bardzo naiwnym byłoby wierzyć, że taka instytucja jak ministerstwo Magii nie ma w swych szeregach tych okropnych czarnoksiężników. A przecież chowali twarze za maskami, istniała więc na to jakaś niezerowa szansa. Biorąc zaś pod uwagę jak po dwóch tygodniach wyglądał nadal świat, w jakim przyszło im żyć, było to nawet więcej niż prawdopodobne. A McGonagall może i była takim pozytywnym, uśmiechniętym promyczkiem, ale nadal jednak miała głowę na karku i potrafiła myśleć krytyczne. Robiła to, tak po prawdzie, częściej niż mogło się wydawać, tylko przykrywała to wszystko pod uśmiechem. Próbowała to robić nawet teraz, choć dla Cathala musiało być jasne, że była zmęczona. – Jak nie ma odpowiedniego eliksiru, to trzeba się zgłosić do kogoś, kto takowe tworzy i poprosić o zamówienie indywidualne – odparła za to cierpliwie, zupełnie niezrażona. – Tak, cydr – potwierdziła, po czym wzruszyła ramionami. – Chyba nie? Nawet nie wiem czego – spojrzała na koszyczek, który wzięła od tamtego mężczyzny, a później gdzieś przed nich. Nie kręciło się tutaj zbyt wiele ludzi, ot… Chyba mało kto miał humor w ogóle odwiedzić taki kiermasz. A Ginny była trochę dumna z tych osób, które się tutaj dzisiaj wystawiły i chciały jakkolwiek uczcić tradycję tego święta. – Tak, mało obfite są tegoroczne zbiory – temu nie dało się zaprzeczyć.

Uniosła w końcu głowę i obróciła ją w kierunku Cala.

– Cal? Jak bardzo jesteś ostatnio zajęty? Zastanawiałam się, czy nie mógłbyś dla mnie spojrzeć na pewien symbol… – cholernie uparty symbol, jak na jej znajomość i opatrzenie z różnymi takimi, to wyglądało to właśnie na jakąś runę, ale co znaczyła, to za cholerę nie wiedziała.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#54
06.12.2025, 08:56  ✶  
– Mówimy o Ministerstwie Magii. Gdy będą potrzebowali takiego eliksiru, ogłoszą przetarg, w imię uczciwości. Finalnie okaże się, że fiolka, którą w sklepie można kupić za pięć sykli, będzie kosztować galeona, bo taka jest najtańsza oferta, spełniająca kryteria. I że prawdopodobnie szef firmy jest bratem narzeczonej szefa jakiegoś departamentu – skwitował Cathal, z nieskończoną pogardą kogoś, kto nie był zwolennikiem ogólnej anarchii głównie dlatego, że w państwie, w którym anarchia panuje, ciężko byłoby prowadzić prace archeologiczne. Ale to ani trochę nie zmieniało jego podejścia wobec biurokracji i ogólnie rzecz biorąc... całej reszty.

Uśmiechnął się, dość nieoczekiwanie, sam do siebie: trafiony tą dziwną wesołością, której nie podszywała prawdziwa radość. Na myśl, że zaczynał zamieniać się w starego marudę, jednego z tych, na których te dziesięć lat temu pewnie wzdychałby w duchu, a jeżeli nie przewracał oczami, to głównie dlatego, że rzadko coś takiego robił. Uniósł do ust kufel, smakując cydr, jeden łyk, drugi, po których nastąpiła chwila milczenia – gdy myślał o innych trunkach z jabłek, których smakował w swoim życiu, i przez chwilę cieszył się tym, że ten smak był naprawdę unikalny.

– Sadownicy z Doliny Godryka mimo wszystko nie zawodzą – ocenił, ruszając dalej. Normalnie wędrówka przez teren sabatu z kuflem wymagałaby ostrożności, ale tegoroczne Mabon było… specjalne. I to nie w tym pozytywnym sensie. – W takim wypadku zbieramy się? Czy chcesz zajrzeć jeszcze do kowenu?

Nie był człowiekiem szczególnie religijnym: trochę z natury, trochę, bo widział już dziesiątki świątyń poświęconych zapomnianym bogom, którzy nie ocalili ani swych wyznawców, ani miejsc kultu. Zresztą zaistniałby tu pewien dysonans, bo zdarzało się mu robić rzeczy, które z punktu widzenia religii w porządku z pewnością nie były.  Ale głęboko zakorzeniony szacunek wobec historii i korzeni trochę na religię się przekładał – bo ona też była elementem tego, co ich świat kształtowano.


– Nigdy nie jestem zbyt zajęty, żeby spojrzeć na symbol. Pokaż, co tam masz.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#55
07.12.2025, 18:59  ✶  

– No tak, ktoś musi wziąć kasę do kieszeni – tak był skonstruowany ten świat: ludzie byli chciwi i bardzo dużo z nich, gdy miało taką okazję, to próbowało z niej skorzystać w ten właśnie brzydki sposób. Jak zrobić, żeby zarobić ale się nie narobić. Mało było idealistów, którzy byli w stanie poświęcić potencjalny, nieczysty zysk na to, by to innym żyło się lepiej.

Widziała jednak, jak w Calu budzi się ten cynizm i pewnego rodzaju zgorzkniałość. I było to na pewien sposób zabawne, a na inny rozczulające – bo pomimo tego co mówił, widziała w nim pewnego rodzaju zmartwienie o to, co działo się z tym krajem. Aż poczuła taką dziwną ochotę, by unieść dłoń i pogładzić go po policzku. Nie zrobiła tego jednak, po prostu otworzyła szerzej oczy zaskoczona własną myślą, bo nie potrafiła powiedzieć, skąd się to w niej brało. Zacisnęła mocniej dłoń na koszyczku, który ciągle trzymała. A cydr był pewnym wybawieniem, bo oboje zamilkli, pogrążeni we własnych myślach. Zabawna sprawa, mówić, że alkohol jest wybawieniem, i do tej pory nie podejrzewała siebie o tego typu przemyślenie. Co się tyczyło samego cydru, ten był dla niej zaskakująco… słodki. Myślała, że to będzie cierpkie, bliżej wina, a nie takie… owocowo wręcz orzeźwiające? Popatrzyła z pewnym zastanowieniem na ten kufel, po czym, gdy Cathal się po chwili odezwał, spojrzała na niego.

– To jest… zaskakująco dobre – powiedziała w końcu. – Mam wrażenie, że czuję tutaj trochę cynamonu? – zmarszczyła brwi w zastanowieniu próbując nazwać smaki, jakie jej się rysowały po wypiciu kilku łyków cydru. Rzeczywiście, to, że było tutaj tak niewiele ludzi, bardzo pomagało w tym, by na nikogo nie wpaść po drodze. – Chciałam zajrzeć do kowenu, z ciekawości, wiesz. Mam też coś, co chciałam zostawić – babcia powiedziała jej, że jest taki zwyczaj, że ludzie mogli złożyć dary, a tak się składało, że Ginny miała taką rzecz.

– Czekaj, potrzymaj – wcisnęła więc jeszcze w połowie pełny kufel w wolną rękę Cathala, żeby pogrzebać w swojej torbie, z której po chwili wyciągnęła notes. Zaczęła go kartkować, a to, co Cathal mógł zauważyć, jeśli patrzył, to jakieś różne szkice, pojedyncze słowa – najpewniej rzeczy, które Guinevere zapisywała zaraz po przebudzeniu, jeśli miał zgadywać i na ile ją znał. Ale może były to zupełnie inne rzeczy. W końcu zatrzymała się na właściwej stronie i zrobiła wymianę: kufel za notes. – Pokazałabym ci to najchętniej na żywo, ale tak się śmiesznie składa, że jak tylko próbowałam pokazać to dziadkom, to symbol znikał i za jakiś czas pojawiał się w innym pomieszczeniu. Bo to jest w domu dziadków. Pojawia się na suficie. Mówi ci to coś?

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#56
08.12.2025, 17:26  ✶  
Cathal Shafiq nie był altruistą ani nawet niezwykłym patriotą, a jego stosunek do Wysp dało się opisać jako „to skomplikowane”. Gdy był z daleka, czasem w jego duszy budziła się tęsknota, przejmująca i niemal bolesna: za zielonymi wzgórzami, szaleństwem morza przy klifach, starymi zamkami, a nawet gwarem Londynu i zmienną, chłodną pogodą. Gdy był tutaj, powszedniały mu i coś w nim wyrywało się znów w świat. Był niczym marynarz, który kocha kobietę i tęskno mu do niej na morzu, ale gdy ma ją przy boku, już wyczekuje kolejnych rejsów.
A teraz… Teraz miał przeczucie, że miejsca, do którego czasem chciał wracać, może obrócić się w ruiny. I było wciąż w Anglii parę osób, na których mu zależało. Nie wspominając już o tym, że historia pokazywała, co dzieje się, gdy władzę przejmują tyranii i nigdy nie było to nic dobrego.
– Jesienne przyprawy, jak sądzę – zgodził się Cathal. – W takim razie spojrzę na ten znak i możemy teleportować się pod kowen.
Ujął na wpół pełen kufel, trzymając oba, gdy kobieta szukała rzeczy. Poczekał aż znajdzie odpowiednią kartkę, a potem oddał McGonagall naczynie i przyjrzał się runie.
Milczał, dość długo. Porównywał tę runę do wszystkiego, co zapamiętał i starał się znaleźć coś… innego, co mogłoby spowodować pojawienie tego znaku i jego efekty niż to, co przychodziło mu na myśl pierwsze, ale niczego takiego nie było.
– Voldemort naprawdę chce, żebyśmy się go bali. Ciekawe, bo może też sprawić, że zaczniemy go nienawidzić – powiedział, oddając jej kartkę, pochylając się nieco, by zniżyć głos. Nie chciał zwracać uwagi, a wymienienie tego imienia teraz by ją zwróciło, gdyby zrobił to zbyt głośno. Nie czuł nienawiści do Voldemorta, nie do tej pory przynajmniej: dlaczego by miał? Ale teraz… teraz na pewno budził się gniew. – Podczas Spalonej Nocy domy zostały naznaczone ogniem. W moim pełno jest sadzy i nie mogę się jej pozbyć. Sądziłem, że to klątwa. Być może jednak użył run, chyba że ta pojawiła się w ostatnich dniach albo przed Spaloną. To nie jest dobry znak i jeśli się nie mylę, wpływa na sny.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#57
09.12.2025, 21:38  ✶  

Potrafiła na pewien sposób zrozumieć tę tęsknotę za czymś, czego się akurat w rękach nie miało; za tym drugim krajem, do którego było się przywiązanym czerwoną nicią przeznaczenia. Sama była, można by rzec, w pewnym rozkroku. Urodzona i wychowana w Egipcie, ale jednak od dziecka miała ciągoty do kraju, z którego pochodził jej ojciec. Robert McGonagall Sr. zwykł mawiać, że była jak grusza wyrosła na miedzy, która owocuje na dwie strony. Kiedyś nie do końca rozumiała, co miał na myśli, ale dzisiaj słowa pradziadka jakoś mocniej z nią rezonowały.

Kiedy Cal spoglądał na runę, którą odmalowała do notesu, ona dopijała cydr, po czym tknięta przeczuciem wyciągnęła z torby fiolkę eliksiru, który miał zatrzymać jej mdłości po teleportacji. Nienawidziła tego sposobu przemieszczania się, ale czasami nie było innego wyjścia, a niestety jej przypadłość nie była piękna, wychyliła więc jego zawartość.

Milczała, gdy w końcu się odezwał. Nie dlatego, że jego słowa ją szokowały, a raczej myślała sobie o tym, co takiego zrobiła jej rodzina, by Voldemort miał i na nich kierować swój… swoje szaleństwo? Doszła jednak do wniosku, że nie zrobili nic. Tak jak nic nie musieli robić mugolacy czy mugole, którzy zawadzali Lordowi Voldemortowi po prostu tym, że byli. Tak po prostu. To nie wywoływało w niej strachu, nie. Raczej… pewnego rodzaju niezrozumienie i… obrzydzenie? Tym bardziej, że słuchała Cathala. Czym zawinił z kolei on? Też niczym. Miał rację: może sprawić, że ludzie, zamiast się bać, będą nienawidzić. A to było dość obce uczucie dla Guinevere.

– Czemu nic nie mówiłeś? – sadza, której nie dało się pozbyć? – Cal, przecież ludzie nawdychali się tego pyłu tyle, że to musi mieć na nich wpływ – na nią z pewnością miało, przez pierwsze dni strasznie kaszlała, na szczęście syropy sobie radziły. – Ta sadza… też może jakoś wpływać na zdrowie – dodała ciszej. Tak jak wpływała… ta runa najwyraźniej. – Nie było jej przed. Wydaje mi się, że pierwszy raz zobaczyłam ją właśnie wtedy – a więc również nie w ostatnich dniach. – Czyli… generalnie nie powinnam tam spać? Nie wiem jak się jej pozbyć – ona jak ona… ale widziała ja tylko ona, a byli tam przecież jeszcze jej dziadkowie, którzy też gorzej sypiali. – Do tej pory myślałam, że to z nerwów ta kiepska jakość snu – mruknęła.

– Teleportujesz nas? – nie była nigdy w kowenie, a poza tym… chociał sama to umiała, to wolała, kiedy robił to kto inny.

Chwilę później zniknęli.


Postacie opuszczają sesję
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#58
17.12.2025, 03:31  ✶  
z Helloise

Jarmarczny tłum nigdy do końca do niego nie przemawiał. Ludzie tłoczyli się, przepychali, ocierali o siebie i każdy jeden był oburzony, że w ogóle miał dookoła siebie innych uczestników całej zabawy. Rowle, oczywiście, też wyglądał jakby krążenie wśród przekupek było ostatnią rzeczą, jaką tego dnia chciał doświadczyć, ale nie można było zaprzeczyć że na wystawionych na placu kiermaszach, można było momentami podchwycić całkiem ciekawe fanty.

Niezbyt ciekawiły go ubrania, świeczki, magiczne składniki, czy tak zwane durnostojki - wszystko to było tylko niepotrzebnym bałaganem, chociaż ten status otrzymywało chyba tylko dlatego, że musiał to sobie kupić sam i nie wiązało się z żadną ciekawą historią. Co innego pamiątki, które miał poustawiane w domu, a które ktoś swobodnie mógłby pewnie postawić na równi z tym, co wypełniało właśnie stragany.

Co jednak mógłby kupić, to jedzenie. Słyszał, że tego roku sadownicy postanowili zaprzeć się i wykorzystać pożary, które pustoszyły jeszcze nie tak dawno Anglię. Zarzekano się, że zrodzone z przeklętego popiołu owoce, były czymś niewymownie dobrym i nie niosącego ze sobą negatywnych efektów. Trzeba to było więc sprawdzić.
- Masz coś na oku? - zapytał Helloise, pochylając się nad nią na moment, kiedy idąc za nią jednocześnie uchwycił ją za łokieć, chcąc przekierować tak by nie musieć przepychać się z jakąś strasznie szeroko idącą grupką. Trochę miał ochotę wpaść w ich prowodyra z bara, ale potrzeba nierobienia wokół siebie zamieszania chyba przeważała.


We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
alchemiczka, zielarka, leśnicza, stwórczyni
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suchych traw, żywicy i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#59
17.12.2025, 14:16  ✶  
spacerujemy sobie z Leviathanem

Masz coś na oku?
Pytanie okrążyło umysł czarownicy, obijając się głucho wewnątrz czaszki. W oczy rzucało jej się tylko cierpienie. Od czasu Spalonej Nocy nie wychodziła zbyt wiele z domu, pierwszy raz tego dnia widziała Londyn po pożodze. Ludzie na kiermaszu wykładali jej agresywnie przed oczy swoje cierpienie. Zmuszali, żeby patrzyła, żeby uczuła litość. I Helloise myślała tylko o tym, dlaczego oni nie umarli.
Straciłem dom, zbieram na odbudowę. Moja córka potrzebuje drogiego leczenia. Kartki wisiały wszędzie. A nad karteczkami smutne, zmęczone oczy, z których wyzierało cierpienie tak intensywne, że nie potrafiła oderwać od niego wzroku. Chłonęła jak zahipnotyzowana ten smutek, gdy spotkała się wzrokiem z jakimś udręczonym handlarzem o poparzonej twarzy. Żałość tego spojrzenia, którym nieszczęśnik próbował ściągnąć jej uwagę na swoje stoisko, budziła w niej dławiące nudności. Dlaczego musiała na to patrzeć? Powinni go byli zabić. Powinni go byli zabić.
Zapatrzona z makabrycznym obrzydzeniem na obraz tragedii nie widziała, dokąd idzie. Gdyby Leviathan jej nie wziął, zapewne wpadłaby w grupę przed nimi. Westchnęła, wracając częściowo do rzeczywistości. Nie potrafiła w pełni się na niej skupić, gdy zewsząd atakowały ją te obrazy nędzy.
Dlaczego go nie zabiliście? chciała wymamrotać Leviathanowi w ramię, schować w nim twarz przed pchającymi się przed jej oczy męczennikami. Dlaczego nie dobiliście tych zbyt słabych? Dlaczego daliście im odejść?
Dlaczego ona miała patrzeć na połamanych ludzi? Ich cierpienie tak bardzo ją drażniło. Jak każde zwierzę, zasługiwali na łaskę dobicia.
— Nie — powiedziała zamiast tego, zbliżając się do Leviego, jakby to miało oddalić ją od reszty ludzi na kiermaszu. — Nie świętuję przez kupowanie. A oni nie powinni dziś sprzedawać. Jeśli potrzebują wsparcia, więcej dałaby im szczera modlitwa w Kowenie i ofiara niż nadzieja na zarobienie paru sykli. — Może wzmocnieni świętą łaską odzyskaliby godność i nie musieli wyciskać z ludzi współczucia.


dotknij trawy
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#60
25.12.2025, 09:32  ✶  
z Helloise

Cierpienie roztaczało się dookoła nich, a Leviathan wydawał się zwyczajnie nie zwracać na nie uwagi. Smutne, zmęczone oczy, jeszcze marniejsze treści karteczek, które niektórzy ustawiali na swoich straganach, jakby mieli tym wzbudzić w kimkolwiek litość. Niektórzy pewnie się na to łapali, ale on ani nie czuł narastającego współczucia, ani nie podsycało to nudności.

Dlaczego ich nie zabili? Pytanie powinno chyba raczej brzmieć, czemu Czarny Pan ich oszczędził. Czemu nie zaklął ognia tak, by ścigała wszystkich zbyt słabych, połykając ich w całości i zostawiając za sobą tylko poczerniałe kości. Ale może gdyby zapytała, mógłby odpowiedzieć jej wtedy - bo nie miałby się kto bać. Nie można było ludzi ograbić ze wszystkiego, bo kiedy nie mieli nic do stracenia, mogli stać się niebezpieczni. Słabi natomiast, ciągnęli silnych w dół - tych, którzy sprzeciwiali się wizji Mistrza. Nakreślali moralność, którą lepsi od nich i wciąż troszczący się, musieli przestrzegać.

Słabi musieli przeżyć, żeby ktoś mógł na nich żerować.

- Jarmark jak jarmark. Pieniądz trafi do dłoni i do kieszeni. Można na nim zacisnąć palce. Modlitwę musisz oddać Matce. Kolejna strata - mruknął beznamiętnie. Inna sprawa, że Matka nie słuchała, bo czemu by miała? Wraz za nią podążała Dziewica i Starucha, jakby trzy oblicza miały być tak samo bezwzględne. - Ja potrzebuję tych spalonych jabłek. To jedyne, co mnie tutaj faktycznie ciekawi. Jeśli okażą się nie warte sykla, to przynajmniej zrobisz z nich dżem. Idealnie na zbliżającą się zimę, a mnie ostatnio w snach tylko sypie śniegiem. Zamiecie i zawieruchy, które na nowo przykrywają Snowdonię bielą.


We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (2670), Anthony Shafiq (1606), Atreus Bulstrode (254), Bard Beedle (994), Brenna Longbottom (1572), Cameron Lupin (418), Cathal Shafiq (2055), Ceolsige Burke (1514), Christopher Rosier (1531), Dora Crawford (1510), Erik Longbottom (2296), Eutierria (271), Geraldine Greengrass-Yaxley (1670), Guinevere McGonagall (2847), Hannibal Selwyn (963), Helloise Rowle (1593), Jessie Kelly (1006), Jonathan Selwyn (310), Lazarus Lovegood (1982), Leviathan Rowle (1612), Lorien Mulciber (1837), Mona Rowle (273), Pan Losu (109), Victoria Lestrange (299)


Strony (9): « Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 9 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa