• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[Noc Beltaine 72, Aleja Horyzontalna] Egzorcysta potrzebny od zaraz

[Noc Beltaine 72, Aleja Horyzontalna] Egzorcysta potrzebny od zaraz
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#1
08.04.2023, 11:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.07.2024, 10:54 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Sebastian Macmillan - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Druga część wątku opętania.

Londyńskie mieszkanie Cathala nie było ogromne. Położone w pobliżu siedziby Shafiqów, na drugim piętrze kamienicy na Horyzontalnej, składało się tylko z dwóch pokoi, małej kuchni oraz łazienki. Było też jego oficjalnym lokum – o domu (również nieszczególnie olbrzymim, ale większym niż to miejsce) po matce w Little Hangleton wiedzieli nieliczni.
Salon był dość sporym pomieszczeniem, z kanapą, stołem, fotelami i biurkiem ustawionym pod oknem. Pod ścianami ciągnęły się rzędy regałów. Na większości z nich stały książki, lwia ich część o tematyce historycznej albo dotycząca starożytnych run. Jeden z nich, zabezpieczony magią, zastawiono przedmiotami przywiezionymi z podróży – niektóre były eksponatami faktycznie z wykopalisk, sporo jednak po prostu rzeczami zakupionymi na bazarach czy gdzieś zebranymi – jak kamienna, pustynna róża. O ile drugi pokój, służący Cathalowi za sypialnię i za pracownię, był nieco zagracony, o tyle tutaj panował porządek, a meble, choć nie nowe, wyglądały na starannie do siebie dobrane.
Shafiq przelewitował Jamila… czy też raczej ciało Jamila, ku kanapie. Był wzburzony. Na tyle wzburzony, że było to po nim widać. I to nie z powodu ataku podczas Beltaine, nie ze względu na to, że coś opętało ich wywoływacza duchów ani nawet nie dlatego, że wylądował na koszu na śmieci, a potem nie wyszło mu zaklęcie.
Chodziło o imię, które wypowiedziała osoba, zajmująca chwilowo ciało Anwara.
Geller.
Miotał się wewnętrznie, niepewny, czy pytać. Czy chciał w ogóle poznać odpowiedzi? Sam nie udzielił żadnych odpowiedzi tej kobiecie, nie widział ku temu powodów.
- Łazienka jest tam, czyste ręczniki są w szafce– wskazał tylko Lecie odpowiednie drzwi. Sam nie spuszczał oka z Anwara. Miał jego różdżkę, a wątpliwe, by nowy „lokator” (czy raczej „lokatorka”), była w stanie używać magii bezróżdzkowej. Magiczne więzy też nie powinny puścić jeszcze najmniej przez godzinę. Mimo to nie zamierzał spuścić tej kobiety z oka. Jeśli była zwolenniczką Grindewalda…
Cathal od jakiegoś czasu uważał, że Voldemort mógłby od poprzedniego Czarnego Pana wiele się nauczyć.
Tymczasem gdzieś w Londynie Nell Bagshot, ich historyczka, a także okazyjnie uzdrowicielka i transport, dopadała Sebastiana Macmillana. By wyjaśnić mu – po swojemu, co brzmiało zapewne jak „Jamila nam opętało, tak totalnie opętało, podziękował mi nawet za zdjęcie z rynny, i chyba siedzi w nim śmierciożerca, Cal chce cię wynająć do egzorcyzmów” – że potrzebowali pilnie egzorcysty. Shafiq miał nadzieję, że Sebastian mimo późnej pory zechce się tutaj pofatygować. I że mimo ich wcześniejszej przygody z teleportacją, Nell, bardzo w translokacji sprawna, zdoła ich oboje przetransportować na próg.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#2
10.04.2023, 02:52  ✶  
Zapewne kiedyś będą się śmiać z całej tej historii, jednakże teraz z całą pewnością nikomu do śmiechu nie było, włącznie z Letą. I choć niewątpliwie woń, jaką rozsiewała wokół siebie z powodu wielce niefortunnego lądowania stanowiła dość poważny problem, to jednak bladł on w zestawieniu z faktem, iż Jamil został opętany.
  Ciało Egipcjanina nie należało już do niego, tylko ewidentnie do jakiegoś żabojada – w zasadzie ciekawe; prędzej spodziewałaby się pojawienia tu bytu związanego z Brytanią niż zagranicznego – może nawet spyta o to specjalistę? Tak przy okazji, bo samo zagadnienie wydawało się całkiem interesujące, choć w zasadzie nie na tyle, by porzucać swoje dotychczasowe miłości i przebranżawiać się na całkowicie inną dziedzinę. Aż tak bardzo na głowę jednak nie upadła.
  Do mieszkania wkroczyła za Cathalem, na wszelki wypadek dzierżąc w dłoni różdżkę – inna sprawa, że była w tej chwili dość średnio użyteczna, jeśli chodziło o sięganie po magiczną moc; w najgorszym wypadku zawsze mogła po prostu dźgnąć nią delikwenta. Czy tam delikwentkę. Gorzej, że potem Jamil mógł mieć całkiem uzasadnione pretensje – przy założeniu, że ściągany w trybie natychmiastowym Sebastian będzie łaskaw rozwiązać problem tu i teraz.
  - Wspaniale – skwitowała, gdy tylko Cathal wskazał jej tak pożądaną teraz ścieżkę. Bez większego zastanowienia ruszyła ku wskazanym drzwiom, żeby po paru krokach znieruchomieć i obejrzeć się przez ramię – … jesteś pewien, że nie mam razem z tobą przypilnować tej zarazy? Nie zdziwię się, jeśli zaraz się okaże, że czary nie utrzymują się tak długo, jak powinny.
  Chyba dość uzasadniona wątpliwość, patrząc na to, jak bardzo kapryśną nagle okazywała się magia? Nie była to w każdym razie sprawa, w której stałaby na stanowisku „wszystko albo nic” – Shafiq był naprawdę dużym chłopcem i raczej zakładała, że byłby w stanie sobie poradzić, gdyby się okazało, że czar rozwiewa się coś wcześniej niż powinien.
  … chyba że akurat złapie swoisty moment zawieszenia…?
  Szlag. Tak źle, tak niedobrze, od smrodu podobno nikt nie umarł, co nierzadko udowadniano w archeologicznych obozach, niemniej kobieta zaczynała odnosić wrażenie, że jeszcze chwila, a braknie tu osób z nieotumanionym od nieprzystojnych woni umysłem. Co też do końca dobrą opcją nie było.
  - Chociaż może jednak lepiej poczekam, aż Nell wróci – dodała po paru sekundach, po zważeniu „za” i „przeciw”. Ot, ze wszystkich równań wyszło najwyraźniej zbyt wielkie ryzyko.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#3
13.04.2023, 23:09  ✶  

Wyjątkowo nie wziął udziału w tegorocznym Beltane. Przynajmniej nie w jego oficjalnej części. Biorąc pod uwagę przynależność do rodu Macmillanów, jak i częstą współpracę z kowenem Whitecroft, to nie godziło się, aby kompletnie zignorował uroczystość. Przed paroma dniami pomógł w skromnym przygotowaniu kilku stoisk, ale koniec końców postanowił zaszyć się na tę majową noc w swoim mieszkaniu. To był dobry wieczór; spokojny. Mógł odpocząć przy sączącej się z magicznego radia muzyce klasycznej i w spokoju czytać modlitewnik, łudząc się, że zapisane tam pieśni ukoją styrany całym dniem ciężkiej pracy umysł.

Mężczyzna podkreślał właśnie piórem jeden z bardziej podniosłych wersów, gdy do jego uszu dotarło gorączkowe pukanie do drzwi wejściowych. Jego wzrok momentalnie powędrował w tym kierunku. Przez chwilę miał nadzieję, że obcy sobie pójdzie. Może to sąsiadka pomyliła mieszkania lub jakiś nowy lokator w budynku szukał lokum znajomego? Niestety coraz to bardziej donośne odgłosy zdawały się potwierdzać, że przybysz doskonale wie do kogo i po co przyszedł. Sebastian rozważał jeszcze zgaszenie światła przy pomocy zaklęcia Nox, jednak koniec końców postanowił podnieść się z kanapy, aby uchylić drzwi.

Stamtąd wszystko potoczyło się szybko. Kiedy tylko zorientował się, że ma do czynienia z Nell Bagshot momentalnie zaprosił ją do środka. Chciał nawet zaoferować herbatę, jednak ta rozpoczęła intensywny, szybki i nie do końca łatwy do zrozumienia monolog odnośnie do... opętania? Co więcej, pragnęła natychmiast uzyskać jego pomoc! Na prośbę Cathala oczywiście. Postawiła tym samym Sebastiana w nieciekawej sytuacji, jednak ten znał siebie zbyt dobrze, aby wiedzieć, że nie odprawi jej z kwitkiem dla własnego widzimisię. Zgarnął swój notes, modlitewnik, narzucił na siebie golf i gruby płaszcz i opuścił mieszkanie z kobietą, aby niedługo później znaleźć się w miejscu, gdzie przebywał Jamil, Cathal oraz Leta.

— Dobry wieczór. — Przywitał się z zebraną w lokum Cathala grupą, ocierając usta chusteczką. Po tym, jak teleportował się z Nell, musiał oddalić się na moment do pobliskiej uliczki, aby zwrócić zawartość swojego żołądka. Uroki swoistego uczulenia na teleportację. Ugh, ta noc zdecydowanie pozostanie mu na długo w pamięci. — A więc z czym mamy do czynienia? Co się właściwie stało? Podobno macie tu... Śmierciożercę?

Skrzywił się, trząsąc przy tym lekko głową. Jego będące w nieładzie włosy zatrzęsły się. Można było bez trudu poznać, że w ogóle nie był przygotowany do jakichkolwiek wycieczek tej nocy. Po prostu jakby go wyrwano z popołudniowej drzemki!. Zwrócił wzrok ku unieruchomionemu na kanapie Jamilowi, chcąc zorientować się, w jakim ten właściwie jest stanie. Nieprzytomny, przytomny? Na razie starał się ocenić jego stan na podstawie własnej percepcji, nie sięgając po zaklęcia, które mogłyby pomóc mu w postawieniu diagnozy. To było nagłe wezwanie. Jeszcze bardziej pilne od tego w Egipcie przed dwoma laty. Pokręcił głową. Czy wszystko musiało się ostatnimi czasy kręcić wokół czarnej magii? Kryształowa czaszka, Śmierciożerca w kuzynie...

— Znaleźliście jakiś... artefakt tego wieczora? — spojrzał na Cathala, sądząc, że ten najprędzej mu wszystko wyjaśni. Następnie zerknął na Nell: — Mówiłaś, że zdjęłaś go z rynny?
Wyciągnął różdżkę zza pazuchy i począł mruczeć pod nosem inkantację, która była standardową procedurą w pracy egzorcysty. Sebastian był nieco blady, zapewne przez wpadkę z teleportacją. Po chwili odsunął się jednak na bok.

— Można prosić szklankę wody? — rzucił w przestrzeń, nie kierując prośby do nikogo konkretnego.

Przyjaciel duchów
You are lost in the trance
Of another Arabian night
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jamil ma metr siedemdziesiąt pięć wzrostu, krótkie ciemne włosy i równie ciemne oczy. Urodę posiada typową dla Egipcjanina, przez co wyróżnia się na tle bladych Brytyjczyków. Dosyć często się uśmiecha, ma dość bogatą mimikę twarzy. Z jednej strony trzyma się gdzieś z boku, a z drugiej masz wrażenie, ze i tak wszędzie go pełno.

Jamil Anwar
#4
14.04.2023, 13:43  ✶  
Salome Delacour w ciele Jamila niecierpliwiła się coraz bardziej. Nic więc dziwnego, że nie doceniała uroków mieszkania archeologa, choć w normalnych warunkach pewnie z chęcią przyjrzałaby się jego książkom, a już zwłaszcza wszystkim dziwnym przedmiotom sprowadzonym z podróży. Kto wie, co w sobie kryły i czy mogły być przydatne podczas dzielenia się ze światem jedyną słuszną prawdą o tym, jak powinno wyglądać społeczeństwo czarodziejów.
- Na litość Nostradama, wykąp się, bo nie pachniesz cynamonem – warknęła w kierunku Lety, która postanowiła wycofać się z pomysłu wyjścia do łazienki, którą wskazał jej blondwłosy mężczyzna (wciąż nie poznała jego imienia). Nie miała pojęcia, skąd wzięło jej się w głowie to porównanie do cynamonu, sama wspomniałaby prędzej róże. Może to jakaś sugestia ze strony prawowitego właściciela ciała? Zresztą, nieistotne. Utknęła tu z nimi, niezbyt skora do przebywania w tym miejscu, a już zwłaszcza w tym ciele. Musiałaby jednak znaleźć inną ofiarę, równie osłabioną przez magiczne rytuały, a jednocześnie podatną na działanie duchów.
- Nie zamierzasz nic powiedzieć, madame? – fuknęła po francusku w kierunku mężczyzny, oczywiście rzucając uwagę za jego monsieur. Zadała mu kilka pytań, a uprzejmość nakazywała na nie odpowiedzieć. Zdążyła się już jednak przekonać, że miała do czynienia z gburem. Wierzgnęła na kanapie, starając się choć trochę uwolnić z więzów, ale te wciąż były podtrzymywane przez magię.
Szanse na jej utrzymanie się w świecie żywych malały z każdą kolejną minutą i doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Przeczuwała, że Nell nie zniknęła bez powodu, a gdy ta pojawiła się w drzwiach z jakimś mężczyzną, wróżyło to jedynie kłopoty dla samej Salome.
- Śmieciożercę?! – zdziwiła się, nie do końca dobrze usłyszawszy to słowo. – Jedyną osobą żywiącą się śmieciami w tym towarzystwie jest ona – dodała, już wyjątkowo rozeźlona i skinęła głową w kierunku Lety, która wciąż przeraźliwie cuchnęła i najwyraźniej naprawdę nie zamierzała pozbyć się tego odoru, którym przesiąkało całe mieszkanie. – Kim on jest? Co on robi?!
Zmrużyła oczy, wpatrując się w nowoprzybyłego, który sięgnął po różdżkę i mruczał coś pod nosem, chociaż żadne zaklęcie nie zostało rzucone. Przynajmniej takie, którego byłaby świadoma. Czyżby magia wciąż dla nich wszystkich szwankowała? Ha, tym lepiej dla niej! Uśmiechnęła się półgębkiem, choć ten uśmiech miał być zaraz starty z jej ust. Nell sprowadziła kolejnego wroga i przeczuwała to w kościach, chociaż sam mężczyzna musiał być kolejnym znajomym właściciela ciała, w którym gościła.
- Szklanka wody nie wystarczy, by pozbyć się tego smrodu - przyznała, gdy ten rzucił w przestrzeń pytanie.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#5
14.04.2023, 14:19  ✶  
- Nie jestem dzieckiem – odpowiedział Cathal krótko. Jego myśli czasem odpływały, owszem, ale miał swoje lata i wiedział, w jakich sytuacjach musi zachować pełne skupienie.
To na pewno była jedna z nich. Między innymi dlatego mocno trzymał się chwili obecnej, odpychając od siebie wszystkie myśli o czerwonym, pulsującym świetle oraz niosącym się po lesie krzyku. Uciekajcie. To on.
Tak mało brakowało, aby wpadł na swojego… nomen omen… kuzyna. A może wuja? Słyszał od matki o „skandalu” z Meropą, ale wciąż nie był pewny, czy to o tego człowieka chodziło. Nie miał kogo o to spytać i po prawdzie nawet nie szukał odpowiedzi…
Nie odpowiedział Salome. Zignorował jej słowa, tak, jakby ich nie słyszał… lub nie miały dla niego znaczenia. Co nie oznaczało, że ignorował ją samą. Przypatrywał się Jamilowi nieustannie, a palce zaciskał na różdżce. Wbrew pozorom też wyłapywał każde wypowiedziane zdanie… i wyciągał wnioski.
- Witaj, Sebastianie – powiedział, gdy w drzwiach stanął Macmillan, a zza niego wyłoniła się Nell. Cathal nie był pewien, czy Sebastian się pojawi, choć liczył na to, że skłoni go ku temu fakt pokrewieństwa z ofiarą opętania. Trochę mu ulżyło, bo poradzenie sobie z Francuską mroczną wiedźmą w ciele Anwara... było kłopotliwe. – Wybacz, że ściągamy cię o tak późnej porze, ale… obawiam się, że chociaż nie znaleźliśmy żadnego artefaktu, to podczas Beltane wydarzyły się złe rzeczy. To jedna z nich.
Wskazał przy okazji ręką na Anwara. Skrępowanego więzami. Z nieco dziwnym wyrazem twarzy: o tyle, że Jamil dość rzadko robił właśnie takie miny. Nie wspominał, że Sebastian jest egzorcystą… Nie miał ochoty wysłuchiwać wrzasków tej kobiety, które niechybne rozpoczną się, gdy zrozumie, co chcą zrobić.
Nie wyjaśniał też Sebastianowi, co dokładnie stało się na Beltane. Uznał, że zajmą się jednym problemem na raz. Zwłaszcza, ze przy zakłóceniach teleportacji Macmillan i tak nie miał szans tam dotrzeć, nawet jeżeli na miejscu pozostał ktoś z jego rodziny.
- Sądziłem, że to śmierciożerca… czy raczej śmierciożerczyni. Najwyraźniej jednak mamy tutaj zwolenniczkę Grinewalda – sprostował Cathal, wskazując różdżką na Anwara. – Francuzka. Musiała umrzeć między rokiem 39 a 45. Czy to ci wystarczy?
– I no, zawisł na rynnie – dodała jeszcze Nell. – Coś się stało z teleportacją. Wypuściłam go po drodze. I tak miał farta, że rąbnął na rynnę. Leta teleportowała się do kosza na śmieci. Do kosza, wyobrażasz sobie? Leta, w ogóle to śmierdzisz. Idź do łazienki albo przepraszam bardzo, bo potraktuję cię tutaj chłoszczyć – oświadczyła medyczka, celując różdżką w Letę i czekając na jej decyzję – czy woli wziąć normalną, szybką kąpiel, czy też spróbować pozbyć się choć części brudu i smrodu, jakie na niej osiadły, dzięki zaklęciu Nell.
Sam Shafiq poruszył się, aby napełnić za pomocą aquamenti jedną z ozdobnych czarek wodą dla Sebastiana. Do kuchni po zwykłą szklankę i zwykłą wodę ani myślał w tej chwili iść.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#6
16.04.2023, 14:30  ✶  
- Ciebie o zdanie nikt nie pytał – odwarknęła natychmiast pod adresem nie-Jamila. Tak, Leta sama zdawała sobie sprawę z tego, iż kwiatkami ani przyprawami to zdecydowanie nie pachnie – chyba że zwiędłymi, podśmierdniętymi i wymieszanymi z milionem innych woni, co razem stanowiło mieszankę wybitnie nieatrakcyjną, i to mocno delikatnie mówiąc.
  I tak, Cathal nie był dzieckiem, owszem, niemniej była bardzo podejrzliwa wobec wydarzeń tej nocy. Co za tym idzie – wolała wyjść z założenia, że co dwie pary oczu to nie jedna, a tym samym zmniejszało się ryzyko, że coś pójdzie nie tak. W oczach Lety, oczywiście. Dlatego odwlekała, choć tak po prawdzie, ta kwestia dość szybko się rozwiązała.
  - Chwała niech będzie Bastet, jesteś! – przywitała Sebastiana, gdy ten się w końcu pojawił. Doskonale, jeden problem mniej, znaczy się: mieli już specjalistę i nie trzeba było dalej ganiać po Londynie w poszukiwaniu kogoś zaufanego, żeby pomógł w pozbyciu się pasażera na gapę. Pasażera zdecydowanie niepożądanego, jak i również wybitnie działającego na nerwy. Zdaje się, że miała coś jeszcze powiedzieć, niemniej rzeczony pasażer postanowił mocniej zagrać na nerwach Lety, odwracając tym samym jej uwagę.  
  - Zaraz zabiorę ci usta – zagroziła duchowi, najwyraźniej tracąc powoli cierpliwość. Tak. Wiedziała. Naprawdę. Nie trzeba było jej tego wytykać w nieskończoność! Przy czym wcale nie musiałaby odwlekać ablucji, gdyby nieproszonemu gościowi nie przyszło do głowy zająć ciało Anwara – nie mówiąc już o tym, że i sam duch nie miałby powodu kręcić nosem, gdyby tego wieczora wybrał inną ofiarę do opętania. W końcu jak wielkie były szanse, że i inni wylądują w śmietniku? No właśnie, raczej niezbyt wielkie. Chyba że matematyka mówiła co innego, ale Leta naprawdę nie miała zamiaru siadać do obliczeń ani prosić kogoś lepiej radzącego sobie z cyframi, żeby ogarnął ten temat. Aż tak ciekawa nie była.
  - Zrób to, a zemsta będzie długa i bolesna – obiecała Nell, patrząc kobiecie prosto w oczy. Mówiła na serio? Cóż, uzdrowicielowi niby się nie podskakuje, z drugiej strony – oberwanie chłoszczyść na oczach wszystkich stanowiło po prostu upokorzenie. Zaś Leta swoją dumę mimo wszystko miała, zwłaszcza że nie była małym dzieckiem, któremu podcierało się tyłek i wycierało nos. Chłoszczyść, też coś.
  Niemniej, skoro Nell wróciła – i to nie sama – w zasadzie nie istniał już powód, dla którego miałaby odkładać kąpiel. Zwłaszcza że sama przed sobą przyznawała, że jej najzwyczajniej w świecie POTRZEBUJE.
  - Idę – stwierdziła w końcu, kierując się ku odpowiednim drzwiom. „Bądźcie grzeczni” oraz „nie uszkodźcie Anwara” zamarło niewypowiedziane – raczej każdy z tu obecnych zdawał sobie sprawę z tego, iż ciało wypadało zostawić nienaruszone.
  Tak czy siak, małe wietrzenie pomieszczenia z pewnością by nie zaszkodziło, mimo iż sama Leta się z niego w końcu ulotniła. Nosy raczej za to podziękują.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#7
16.04.2023, 23:36  ✶  

— Nasz gość nie jest na bieżąco z ostatnimi wiadomościami z kraju — zauważył, nie odzywając się bezpośrednio do ducha.

Mimo to nie potrafił łatwo oderwać zbolałego spojrzenia od spętanego ciała kuzyna. Że też musiało trafić akurat na niego. Nie mogło mu być przyjemnie. Jamil musiał być nieźle rozeźlony tam w środku lub przynajmniej mocno skonfundowany. Miał praktycznie codzienny kontakt z duchami, szlifował swoje zdolności przywoływania innych dusz i utrzymywaniu ich w tym świecie; zapewne doświadczał opętania w specyficzny sposób, aż nazbyt świadomy tego, z jakim przeciwnikiem zmaga się jego ciało i umysł. Sprowadzimy cię z powrotem, obiecał w myślach, jednak nie odzywał się do ducha bezpośrednio, trzymając się zasad ze szkolenia.

— Aha. — Zmarszczył brwi na wzmiankę o Beltane. Z tonu głosu Shafiqa wyłapał, że musiało tam dojść do jakiegoś... incydentu. Nie był jednak obecny na obchodach, toteż nie miał pojęcia, jak duża była skala wypadku. I czy dotyczyła tylko zebranej tu grupy, czy większej liczby osób. — Cóż, sojuszniczka czarnoksiężnika w ciele Jamila, to wystarczający problem, jak na jeden wieczór.

Wtedy Salome wtrąciła się w ich rozmowę. Rozgadana, skomentował w myślach Sebastian, wwiercając się nieprzeniknionym wzrokiem w ducha, który obecnie rezydował w Jamilu. Eh, ta ekipa to był istny magnes na kłopoty. Jeszcze potrafił zrozumieć natknięcie się na złego ducha w Egipcie. Jeno Matka wiedziała, co może się skrywać pod tamtejszymi piaskami, ale tutaj w Anglii? Czy oni wszyscy nie powinni odpoczywać i zbierać sił przed kolejną ekspedycją, wykopaliskami, czy czym tam się obecnie zajmowali w ramach projektów zarobkowych? Ach, no tak. Sabat w Dolinie, przypomniał sobie uwagę Cathala. Żeby tak w święto miłości?

— Lepsza Francuzka niż faraon — odrzekł, przyjmując czarkę z wodą. Przyjrzał się z uwagą naczyniu, gdyż nie podejrzewał, że poda mu się napitek w takim artefakcie. W każdym razie schłodził sobie gardło, po czym wziął kilka głębszych oddechów.

Zerknął za Letą oraz Nell. Wyglądało na to, że to na nie najbardziej wpłynęło opętanie Jamila. Wolał się upewnić, że te nie dadzą się sprowokować złemu bytowi. Nie chciał jednocześnie prowadzić egzorcyzmów i rozdzielać kobiet. Chrząknął znacząco, aby skupić na sobie uwagę obu czarownic, gdy panna Crouch wróciła już z łazienki.

— Chcecie ją uciszyć, zanim zaczniemy, czy... poradzicie sobie z ewentualnymi komentarzami? — spytał bezpośrednio, wyciągając z kieszeni swój notes i oprawiony w okładkę modlitewnik. — Jeśli czujecie się na siłach, to pamiętajcie, aby nie dać się podpuścić duchowi. Skoro do... nawiedzenia Jamila doszło dzisiaj, to dalej musi być w szoku, po przyjęciu nowego ciała. Może nie być najprzyjemniej. Nawet trochę wulgarnie.

W zależności od tego, jaką grupa podjęła decyzję, Sebastian był gotów w każdej chwili rozpocząć rytuał oczyszczenia ciała Jamila z ducha zwolenniczki Grindelwalda. W czasie, gdy jego towarzysze się naradzali, egzorcysta wertował swoją książeczkę, szukając odpowiedniej modlitwy na start.

Przyjaciel duchów
You are lost in the trance
Of another Arabian night
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jamil ma metr siedemdziesiąt pięć wzrostu, krótkie ciemne włosy i równie ciemne oczy. Urodę posiada typową dla Egipcjanina, przez co wyróżnia się na tle bladych Brytyjczyków. Dosyć często się uśmiecha, ma dość bogatą mimikę twarzy. Z jednej strony trzyma się gdzieś z boku, a z drugiej masz wrażenie, ze i tak wszędzie go pełno.

Jamil Anwar
#8
17.04.2023, 19:31  ✶  
Ale i tak zachowujecie się jak banda rozkapryszonych bachorów, skomentowała w myślach Salome, gdy mężczyzna sprzeczał się z zrzędzącą, ciemnowłosą kobietą, która coraz bardziej działała pani Delacour na nerwy. Jednocześnie wydawała się jednak dość łatwym celem, jeśli chodziło o prowokację i zaczepki, a te w jakiś sposób dawały jej odrobinę przewagi. Im dłużej oni czepiali się siebie nawzajem, tym więcej ona miała czasu na opracowanie planu ucieczki. I ewentualne zdjęcie więzów, choć jeśli magia rzeczywiście szwankowała, powinny same zniknąć. Czas działał tutaj na jej korzyść. Ciało ich znajomego niekoniecznie. Nie czuła się w nim zbyt dobrze, choć próbowała się do niego przyzwyczaić. Nie chodziło tylko o płeć, czy niedogodne towarzystwo. Coś było nie tak, jak się spodziewała, ale nie potrafiła tego nazwać… Tym bardziej dokładnie określić.
Nie skomentowała domniemań na temat daty jej śmierci, przeczuwając, że to mogłoby im w jakiś sposób pomoc, a nie potrzebowała kolejnych zawirowań w swoim planie.
- Dziwię się, że wciąż nie zamknęli ich tobie – mruknęła do Lety, gdy ta zaczęła jej grozić. Drażniła ją, ale robienie na złość sprawiało też dziwną satysfakcję. Łatwy cel, w przeciwieństwie do ignorujących ją mężczyzn. O ile rosły blondyn wcześniej z nią rozmawiał, nawet po francusku, tak ten drugi nie uraczył jej ani jednym słowem. Tak jakby znajdowała się pod jakimś kloszem i niby nie mogła dosłyszeć jego słów, choć doskonale wiedziała, że mówił o niej.
- Nie wypada ignorować damy w towarzystwie – zwróciła się do Sebastiana, choć z francuskim akcentem w głosie Jamila musiało brzmieć to nad wyraz komicznie. Część twarzy wciąż bolała ją po uderzeniu w policzek, a więzy drapały ręce. – Zrób to, Nell. Niech nie dręczy nas dłużej tym smrodem – ciągnęła dalej, tym razem odwracając wzrok na najmłodszą z towarzystwa. Mogłaby rozpętać między nimi wojnę, nawet nie byłoby to zbyt trudne. Leta postanowiła jednak zniknąć w łazience, niwecząc jej plany i zostawiając ją w ograniczonym towarzystwie. – Ja nie dostanę wody? – prychnęła jeszcze, patrząc na nowoprzybyłego mężczyznę, który zatapiał usta w jakiejś wystawnej czarce. Zero szacunku do pięknych naczyń! To ona powinna trzymać je w dłoni i pić dobre wino.
Przy kolejnych słowach zgromiła niższego mężczyznę wzrokiem, niespecjalnie zadowolona z propozycji uciszenia jej przed… właściwie czym? W międzyczasie wróciła ciemnowłosa kobieta, rozsiewając nieco mniejszą woń śmietnikowego odoru.
- Czy ty zamierzasz mnie wypędzić?! – wrzasnęła, wierzgając na kanapie, by ponownie spróbować uwolnić się z więzów. Musiała odzyskać różdżkę, nawet jeśli ostatecznie nie należała do niej. Działała, bo przecież udało jej się spetryfikować tę Nell, a więc nadawała się na broń. – Nawet się nie waż! Tyle czasu czekałam, żeby tu wrócić! Żeby znów spotkać Gellerta!
Złość buzowała w niej bardziej niż chęć pozostania w tym przeklętym ciele. Szlag by ich wszystkich trafił! Powinna była uciec w chwili, gdy tylko zdjęli ją z rynny. Próba rozeznania się w terenie mogła poczekać na bezpieczniejsze miejsce. Zwłaszcza że i tak niczego się nie dowiedziała.
- Wy przebrzydłe kundle, zemszczę się na was - dodała po francusku, przez co tylko blondyn mógł ją zrozumieć.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#9
17.04.2023, 20:03  ✶  
- Jej komentarze mnie nie poruszają. Psy zawsze szczekają - odparł Cathal, tylko w połowie prawdziwie. Wciąż dręczyła go myśl, że może tę kobietę zna. A na pewno znał ją jego przybrany ojciec. I wiedział, że będzie go to dręczyć, niezależnie od tego, czy spyta, czy nie. - Ale nie widzę powodu, aby ranić nasze uszy - zdecydował, bo nawet jeżeli chciałby przepytać kobietę, która opętała Jamila... to i tak nie mógł zrobić tego przy nich wszystkich.
Machnął różdżką. Na ustach Jamila pojawił się knebel. Odbieranie ust Cathal uznał za nieco nazbyt drastyczne. Anwar w końcu ich potrzebował, ale przekazywać słowa duchów. Ale... na sekundę przed tym, jak to zrobił, padły słowa, które sprawiły, że jego usta rozciągnęły się w uśmiechu. Choć był szeroki, nie sięgnął oczu: te pozostały zimne i czujne.
- Z przyjemnością pozwoliłbym ci się z nim spotkać, madame, ale Jamil miałby nam za złe, gdybyśmy zamknęli go w celi w Nurmengardzie... który z twierdzy Grindewalda stał się więzieniem dla niego i jego podobnych już niemal trzydzieści lat temu. Kto wie, może nawet zachował dość zdrowych zmysłów, by cię rozpoznać?
Cathal Shafiq nie był miłym człowiekiem. A do Grindewalda miał osobisty uraz i to wcale nie dlatego, że ten planował przejąć władzę nad światem czarodziejów. Z kolei ta panna tutaj narobiła zamieszania i problemów: nie przejawiał więc najmniejszych oporów wobec jej podręczenia.
- Mów, gdybyś czegoś potrzebował - zwrócił się do Sebastiana, odsuwając się i pozwalając, aby egzorcysta zabrał się do pracy. Wciąż jednak celował w "Anwara". I nawet raz machnął różdżką, aby ponownie wzmocnić magiczne więzy, na wypadek, gdyby te osłabły szybciej niż by należało.
Nell na groźbę Lety przewróciła oczami, ale opuściła różdżkę.
- To się wykąp - burknęła, po czym kiedy Leta wyszła do łazienki, rzuciła się do okna, by otworzył je na oścież i wpuścić do środka powiew powietrza. - Cal, mogę skorzystać z sowy? - poprosiła, spoglądając na Cathala. Ten skinął głową, a Nell niemal natychmiast rzuciła się do biurka, by zapisać pośpiesznie kilka słów na pergaminie. Wyraz twarzy miała wyraźnie zaniepokojony. I ani trochę nie pocieszała ją myśl, że zanim ptak trafi do Doliny Godryka, minie sporo czasu.
Łazienka - jak samo mieszkanie - nie była zbyt duża, ale odremontowano ją, zanim Cathal wrócił do Egiptu. Nieduże pomieszczenie lśniło więc czystością: zarówno wanna, jak i zlew. Wszystkie rzeczy z kolei skrywały się w sporej szafce, wiszącej na ścianie. Bez większego trudu mogła też znaleźć zapasowe ręczniki.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leta Crouch
#10
20.04.2023, 21:32  ✶  
Kusiło. Och, jak kusiło, żeby dokładnie w tej chwili miotnąć zaklęciem – i to bardziej „czarnym” niż „białym” – oraz tym samym odebrać możliwość dalszego ględzenia. Ale się powstrzymała, nie licząc jednak iście morderczego spojrzenia, posłanego w stronę Salome.
  Nie trzeba było słów, żeby w ten sposób przekazać, że jej chwile spędzane w ciele Jamila były policzone – i z każdą upływającą sekundą było ich coraz mniej i mniej. Darowała sobie jednak brutalne uświadamianie gościowi tego faktu – i tak wkrótce zaraz się zorientuje. Nawet jeśli nie zostanie poinformowany wprost, to wciąż pozostaje kontekst prowadzonych rozmów, prawda…? Co nie zmieniało faktu, iż odczuła niemałą satysfakcję, gdy nie-Jamil został koniec końców uciszony.
  W łazience zaś spędziła parę długich chwil – nie spieszyła się, woląc jednak posiedzieć trochę dłużej, ale jednak mieć pewność, iż zmyła z siebie cały smród miast dość pobieżnie się ogarnąć i tym samym dalej męczyć swoje – i innych – powonienie niezbyt przyjemną wonią.
  Żeby tak szlag trafił całą tę szalejącą magię! Naprawdę, już lepiej było zawisnąć na rynnie niż wylądować w tym cholernym śmietniku. Zapewne za jakiś czas będzie sama się z tego śmiała, póki co jednak – nie widziała w tej sytuacji nic a nic zabawnego. I to samo dotyczyło faktu opętania Jamila. Jak to z upływem czasu zmienia się perspektywa…
  Powróciła odświeżona, w znacznie lepszym humorze – jednakże nie zmieniało to faktu, że wobec ducha jej nastawienie pozostawało dość… wojownicze. Delikatnie mówiąc.
  - Jak na mój gust, to doskonale sobie w tym szoku radzi – parsknęła cicho na słowa Sebastiana. Tu docinki, tu całkiem udane zaklęcie – bo inaczej wcale a wcale nie musiałaby odczarowywać Nell – w oczach Lety średnio to świadczyło o szoku. Bardziej o całkiem precyzyjnym działaniu – tak, mocząc się w cathalowej wannie miała dobrych parę chwil na przemyślenia i przeanalizowanie tego czy owego. Wnioski, jakiekolwiek by nie były, pozostawiła jednak dla siebie.
  - Mamy jakoś pomóc czy…? – „sam ogarniesz temat” zawisło niewypowiedziane. Nie znała się na tych całych egzorcyzmach ni w ząb, co nie zmieniało faktu, iż wewnątrz się wręcz szczerzyła na myśl, iż duch zaraz dostanie porządną nauczkę.
  Dokonał bardzo złego wyboru, przyczepiając się do Jamila.
  Bardzo złego.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (2451), Jamil Anwar (907), Leta Crouch (1719), Sebastian Macmillan (2862)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa