• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6
[8.05.1972] My boy

[8.05.1972] My boy
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#21
17.07.2023, 19:26  ✶  

Łatwo było zapomnieć, że człowiek jednak nie był istotą, która lubiła samotność. Nie na dłuższą metę. Każdy potrzebował od czasu do czasu towarzystwa, odezwać się do kogoś, albo nawet w ciszy sobie z kimś posiedzieć. Sauriel miał zdolność do tego, żeby ludzi do siebie zrażać – bo był jaki był, opryskliwy, chamski, bezczelny. Ale kiedy dał się poznać, to wychodziło, że nie składał się jedynie z tego. Miał dobre strony, zadziwiająco sporo. Ale prawda była taka, że nikt nie był do cna zły. Nie było też osób świętych.

Nie przerywała mu kiedy mówił. Kilka razy miała ochotę się wtrącić, ale pozwoliła mu mówić do końca, wypuścić z głowy to wszystko, co się w niej kłębiło, skoro już zebrał myśli i przestał krzyczeć, warczeć i napinać mięśnie, jakby szykował się do skoku. Wiedziała, że to, co się z nim stało, całkowicie pomieszało jego życie. Wiedziała, że jeśli mając takie doświadczenia nie było przy nim nikogo, kto by go trzymał za ręce, to tym łatwiej rzucić się w przepaść, z której nie widziało się już światła; łatwo było więc pomyśleć, że go już po prostu nie ma.

- Dobro i zło… Odwieczna walka, prawda? A na końcu kto powie kto miał rację? – zapytała filozoficznie. Od czasu Beltane… miała dużo czasu na przemyślenia. Na układanie sobie rzeczy w głowie. - Wiesz co dzieje się z ludźmi po śmierci? Takiej prawdziwej. Takiej, po której nie zostajesz tutaj jako duch, ani nie budzisz się w nowym życiu jako wampir – może pozornie jej pytanie nie miało sensu w tej rozmowie, ale Victoria miała w tym swój cel. - Bo ja wiem co. O ile oczywiście to wszystko to nie był chory żart Voldemorta, ale nie sądzę. Był wtedy zajęty czym innym – a ona upewniła się, że nikt nie siedzi w jej głowie i nie przeczesuje wspomnień. Zresztą… Jakie mogła mieć wspomnienia o prababci? Mętne. Bardzo mętne. Nie rozmawiali o tym. Do tej pory Victoria nie czuła się na siłach by mówić o tym, co wydarzyło się podczas Beltane. Sauriel oczywiście mógł słyszeć od innych ludzi, mógł przeczytać w gazetach… Ale nie wszystko przedostało się do uszu opinii publicznej. - Dostałeś szansę, Sauriel. Taką, którą nie każdy dostaje. Większość ludzi po śmierci stąd odchodzi, ale ty… Ty możesz tutaj być. Zmienić coś, albo nie zmieniać nic. Ludzie nie są przedmiotami, żeby nie dało się ich naprawić. I ty też nie jesteś żadnym przedmiotem – westchnęła cicho, na moment przymykając oczy. Przed oczyma zobaczyła kolorowe fraktale, przybierając pewną fizyczną formę bólu głowy. - Ja też ciebie lubię. I to pomimo tego, jak bardzo starasz się, żeby nikt nie mówił o tobie niczego dobrego – nie potrzebowała do tego żadnych rytuałów czy innych czarów, żeby to wiedzieć. Bo wiedziała to już wcześniej, przed Beltane i przed zaręczynami, które zmieniały tak wszystko jak i nic. - Już ci powiedziałam, że to moja decyzja co uznam za rynsztok, śmietnisko, złomowisko… Jakkolwiek chcesz to nazywać – ostatnio był rynsztok i tak właśnie samego siebie też określił. Nie zgadzała się z tym. Jasne… Nie miała pełnego obrazu. Ale mówiła na podstawie tego, co widziała i wiedziała. - I oczywiście, to nie jest książka. Ale z doświadczenia wiem, że życie pisze najlepsze historie – najbardziej pokręcone i pojebane również. Nie trzeba było do tego czytać książek, ani próbować się w takiej umiejscowić. Szczęśliwe zakończenie? Zakończenia nie było, póki tutaj byli. Mieli czas. A gdyby go zabrakło… Było też Limbo. - Sam to sobie robisz. Odpychasz ludzi, mówisz, że jesteś do niczego. To nie jest prawda. A skoro te dobre cechy utrudniają ci życie, nie sądziłeś, żeby to po prostu rozdzielać? Albo żeby zmienić kierunek, w który patrzysz – walczył, drapał, miotał się. Podobało mu się jedno, ale chciał drugiego – by nie zepsuć drugiej osoby? Victoria uważała, że nie jest jakąś laleczką ani zabaweczką, żeby można ją było ot tak popsuć.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#22
17.07.2023, 21:41  ✶  

Zastanowienie się nad istotą zła i dobra zajmowało mu bardzo dużo myśli. Kiedyś. Teraz też czasem to pytanie powracało. Łatwo było "dorosnąć", ale Sauriel czuł się ciągle jak dzieciak. Zagubiony dzieciak, który chciał się po prostu pobawić. Bez groźby tego, że stanie w kącie i jego ręce będą bite linijką, że pobrudził sobie kolana. Victoria by tego nie zrobiła. TO on był szybszy do tego, żeby bić ją po rękach za przewiny i za to, że przewin nie było. Jak dziś.

Rozumiał, co do niego mówiła, ale jednocześnie brzmiało to jak bajka opowiadana dziecku, które musiało zrozumieć jedną z najważniejszych nauk życiowych - że życie się ceni. Życie to największy z darów, nie było żadnego innego. Mimo to i tak spojrzał na nią ze zrezygnowaniem, kiedy powiedziała, że miał szczęście. Szczęście, że dostał drugą szansę. Ze zrezygnowaniem i przez moment nawet żalem, ale nie wymierzonym w nią, to nie był ten żal, który odczuwasz dlatego, że ktoś coś powiedział. Ten żal był głębszy, nostalgiczny, niósł do dawnych czasów, które nie mogły się powtórzyć. To nie był dar, to była klątwa. Klątwa, od której chciał się regularnie uwolnić, ale w końcu wpadł w marazm i... wszystko prawie było obojętne. Tylko czasem przychodziła ta myśl, wracała jak bumerang. Że może już pora. Zamordował już morał, miał zabite tętno. I co? Victoria chciała go teraz uczyć na nowo, od podstaw, że jednak warto żyć? Na to wszystko było za późno. O wiele za późno. Nie rozumiał tylko, o co chodziło z tą pewnością, że ona wie i że Voldemort do tego doprowadził, ale się domyślał. Przecież nie był głupi. Mimo udawania - nie był głupi.

- Chciałem, żebyś wiedziała, że to nie jest twoja wina i że tak nie myślę. O tym, co powiedziałem w złości. - Powtórzył, bo widział, wiedział, że sprawił jej tym straszną przykrość. A nie chciał. No kurwa, nie chciał. Nie chciał tego powiedzieć... nie, no przecież chciał. Wtedy chciał całkowicie i chciał też zrobić wiele mniej przyjemnych rzeczy. Ale chciał też, żeby te przyjemne chwile trwały dalej, tylko... żeby pozostały przyjemnymi chwilami. A nie zamieszaniem, w jakie wprowadzeni zostali po Beltane. Pobożne życzenia, bo przecież to nie było coś z czym pójdą do wróżki, ta pstryknie palcami i czar odwołany. To się miało tak ciągnąć. Pozostawała nadzieja, że jakoś sobie to ułoży w głowie, bo co innego? Należało to przepracować, poradzić sobie z problemem.

- Robię to sam i robię to świadomie, bo tak jest bezpieczniej i prościej, Viki. - Chyba nie miała wątpliwości co do tego, że Sauriel wręcz odpychał ludzi z premedytacją. Nawet kiedy niektórym pozwolił podejść bliżej... potem było odepchnięcie. Często bolesne. I w większości nawet się tym nie przejmował, bo nic go to nie obchodziło. Trudno, żegnam i kwiatek na drogę. - Ale nie ważne. Nie przyszedłem cię tu odpychać. Przyszedłem, bo się martwiłem. Aż za bardzo. - Bo tak naprawdę to jego wkurwienie nie było wynikiem tego, że tak mu źle było z tym przyciąganiem. Było, tak, denerwowało go to, ale jego wybuch był przez to, że odchodził od zmysłów - bo co jej się działo? Dlaczego się działo? Skąd to? Czy to prawdziwe? Czy to może jakiś wytwór wyobraźni? Magii? Teraz już wiedział. - To nawet... pomocne. Przynajmniej będę wiedział, kiedy cię szukać... a ostatnio się krzywiłaś na tego psa i odprowadzanie cię. - Zabrzmiało to tak, jakby mówił na wydechu. Nawiązywał oczywiście do spotkania u Cynthii. - Przyjdę... zajrzę jutro. - O niektórych rzeczach dobrze było nie rozmawiać, uciec od tematu, udawać, że się nie widzi. Było sporo takich tematów jeśli chodzi o Sauriela. Szczerość była luksusem, na jaką nie było go stać.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#23
17.07.2023, 22:28  ✶  

Tak spieszno mu było na drugą stronę, a nawet nie wiedział, co go tam czekało. Mało kto wiedział. Mało kto mógł się pochwalić, że wszedł do Limbo i wyszedł… by opowiadać historie. Ale chyba nikt z tych, którzy się tam tego Beltane znaleźli, nie opowiadał o tym co widział na lewo i prawo. Bo było to… Niepokojące. Wzburzające postawami świata. I nie chodziło nawet o jakiś kosmiczny kamień, który zachwiał mocą Limbo. Victoria po zobaczeniu tamtego zaczynała rozumieć, dlaczego niektórzy ludzie tak bali się śmierci i robili wszystko, by ją od siebie odsunąć. Czego szukał Voldemort? Właśnie tego? Nieśmiertelności? Mocy mogącej pokonać nawet śmierć? Trudno było powiedzieć. Ale wiedziała już, dlaczego ludzie poszukiwali na przykład legendarnego kamienia filozoficznego. Albo… Innych cudów. Sauriel myślał, że wampiryzm to była klątwa. Ale czym nazwałby więc dusze siedzące w Limbo? Victora cały czas pamiętała jak głos jej prababci namawiał ją do tego, by tam została. By poczekała tam razem z nią na innych bliskich.

I tym to było właśnie. Wiecznym czekaniem na ukochanych. Aż i oni umrą.

Obrzydliwe, nie tak?

- Sauriel. Mówię poważnie – nie chciała go uczyć życia. Chciała mu po prostu uświadomić, że patrzy na to wszystko z nieodpowiedniej perspektywy. - Okej – przyjęła to do wiadomości. To, że mówił w złości i nie miał tego na myśli – nie tak naprawdę. - Po prostu… Naprawdę. Jak coś chcesz to mów – jak z atencją. Zasada działania była dokładnie taka sama. - Ale mów, a nie… nie warcz. Nie krzycz. Przecież wystarczy się zapytać normalnie. Albo powiedzieć normalnie, to chyba nie boli – ani wiele nie kosztuje, a oszczędziłoby im to nerwów zupełnie niepotrzebnych.

- Ta, prościej na pewno. Tylko, że życie nie jest proste – i nie było sensu się nawet oszukiwać, że jest inaczej. Zresztą bezpieczniej. Serio? Była aurorem, kto tutaj w ogóle myślał o bezpieczeństwie? Mało tego, jeśli ich rodzice dopną swego – to jest o ile rzeczywiście Sauriel się teraz nie rozmówi z ojcem i nie odwoła tego… wszystkiego wokół nich – to jakie to będzie dla niej bezpieczeństwo? Gdzie? Chyba tylko w wyobrażeniach. Próba bronienia jej przed sobą i przed otaczającym światem była walką z wiatrakami. Ale nie przyszedł jej odpychać? Odniosła zupełnie inne wrażenie po wszystkim co tutaj dzisiaj usłyszała. - Nic mi nie jest – jak widział – nie było się o co martwić, była cała i zdrowa. Zirytowana, wkurzona, zmęczona i bolała ją głowa, ale cała i zdrowa.

- No strasznie pomocne. Zwłaszcza wtedy, kiedy nie mogę spać, bo mi się żołądek skręca co noc – jakoś nie podzielała jego entuzjazmu. I sama nie zamierzała go po nocach szukać bo po pierwsze gdzie niby? Po drugie – jakoś wątpiła, by sobie tego życzył. Po trzecie… No tak po prawdzie do dzisiaj nawet nie wiedziała, że to na pewno to, co myślała. Póki Sauriel nie przyszedł tu z mordą i niejako potwierdził. - I gdzie ty mnie chcesz szukać – kiedy to by wiedział, tak. Ale gdzie? Poza tym Sauriel nie potrafił się teleportować. I miał ograniczone pole manewru w dzień. - Po Beltane póki co mi wystarczy wrażeń – dlatego była grzeczna. I wzięła na siebie papierkową robotę. To dzisiaj… Cóż. To nie było nijak wkalkulowane w ryzyko, kiedy poszła pospacerować.

Wpadnie jutro… Oby. Tylko jakoś czuła, że jutro Sauriel będzie udawać, że dzisiaj się w ogóle nie zdarzyło. I że znowu się cofnęli.

Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#24
18.07.2023, 16:20  ✶  

Victoria mogłaby mu tłumaczyć i próbować przekonać, że wie, że widziała, że doświadczyła, że rozmawiała, ale Sauriel nie dałby sobie przemówić do rozsądku. Ciągle byłoby jakieś "ale", ciągle byłby brak wiary, ciągle pozostawałoby to w tym, że ona może i widziała - ale ile tak naprawdę? Nie dawałoby mu to spokoju, a pragnienie właśnie tego, by spokój zaznać, była silniejsza od wszystkiego, co na ten temat czarnowłosa mogła mu powiedzieć. Mądre? Nie. Gdyby jednak ludzie byli we wszystkim mądrzy i do wszystkiego byli skłonni nauczyć się na czyichś doświadczeniach to świat byłby pewnie już przeludniony. Głupich by nie odsiewali. I na pewno byłby o wiele łatwiejszy. Na szczęście, zdaje się, że na szczęście, samobójcze skłonności Sauriela nie były jeszcze na tak wysokim poziomie, żeby naprawdę się ich podjął. Więcej fantazjował o zamknięciu powiek, niż robił cokolwiek w tym kierunku. A to nie było takie proste. Bo jednak człowiek nie wie, co jest po drugiej stronie, to buduje strach. I ból. Ból, przez jaki trzeba przejść, żeby w ogóle dostać się na drugą stronę. Do tego zaś nie dało się przyzwyczaić, nawet jeśli czarnowłosy miał z nim do czynienia regularnie.

- Kurwa, no przecież wiem. - Powiedział z jakąś taką rezygnacją. Zdawał sobie z tego sprawę, nie trzeba było mu tego powtarzać, tłumaczyć. Wiedział. Tylko wiedzieć a potem jeszcze się dostosować... i to w końcu nie tak, że dostosować się nie chciał. Jak najbardziej - jego mieć ciastko i zjeść ciastko okręcało się wokół tego, że chciał mieć z Victorią te swoje małe, miłe chwile. Rozdzielić to, jak sama powiedziała. W przypadku tego, co teraz ich połączyło, rozdzielanie było dość trudne.

Życie nie było proste, było wręcz kurewsko skomplikowane. Sauriel tak przechylił głowę to na jedną, to na drugą stronę, najpierw jednak skinął, jakby się zgadzał, jakby miał coś do powiedzenia, ale brakowało dobrych słów, żeby to ująć. Albo po prostu nic do dopowiedzenia nie pozostało, bo idealnie został temat podsumowany. Tak czy siak słowa nie padły z jego strony.

- Nic na to nie poradzę. - Nie powiedział tego tonem urażonym ani tonem na zasadzie "odwal się", kiedy powiedziała sarkastycznie, że to bardzo pomocne. Zabrzmiał jak osoba, która się waha. Zestresowała go ta wiadomość. Cała kupa jej słów zrobiła mu mały mętlik w głowie - chyba taki sam, jaki on zafundował jej. Branie odpowiedzialności za to, co robisz to jedno. Branie odpowiedzialności za to, że twoja codzienność po prostu bez twojej kontroli wpływa na drugą osobę, jakby dostawała rykoszetem... cóż. Mógł się starać, oczywiście. To pierwsze o czym pomyślał. Tak samo zresztą od niej nie wymagał tego, żeby nagle rzuciła pracę, bo coś dziwacznego połączyło ich mózgi. Czy tam... cokolwiek połączeniu uległo. - To było pół żartem. - Dopowiedział apropo tego szukania. No jasne, że nie zamierzał jej szukać tak... dosłownie. Bo tak, jak dzisiaj - no tak. Od słowa do słowa można zadziwiająco daleko dotrzeć. Tylko ze nikt mu nie da informacji o tym, gdzie aktualnie urzęduje agentka w terenie. W każdym razie nie mówił do końca serio.

Przez dłuższy moment na nią spoglądał bez słowa, zanim w końcu przesunął szkatułkę, wziął proszek i wszedł do kominka.

- Do jutra. - Pochłonęły go płomienie.


Koniec sesji


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Pan Losu (150), Sauriel Rookwood (5396), Victoria Lestrange (5613)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa