Dellian obawiał się płakać nad sobą, bo to oznaczałoby, że faktycznie jest w beznadziejnej sytuacji, a nie chciał tego sobie mówić. Wolał trzymać się twardo, aby nie upaść, bo wiedział, że mogło to być złe. Mógłby nie wstać i wtedy byłoby naprawdę kiepsko. Kto chciałby pomagać ślepemu, który zgubił swoje światełko w ciemności, który poddał się jej? Nie wytrzymałby tego, że byłby jeszcze bardziej żałosny niż jest. Trzymało go to, że mógł przebywać wśród ludzi, słuchać ich głosów, ich historii, wyobrażać sobie te niestworzone przygody, które przeżyły. Dla niego wielką historią było nawet to, że ktoś poszedł rano kupić sobie kawę i spotkał w kawiarni gadającego kota. Niesamowite ile rzeczy może przydarzyć się jednej osobie. Jakby spotkał kogoś, kto był dalej niż Londyn byłby dla niego prawie bogiem. Historie były ważne, a on te historie chciał chomikować w swojej głowie do końca życia. Dla siebie, tylko i wyłącznie dla siebie.
– Co teraz jeśli ja będę oczekiwać od ciebie byciu dobrym? – zapytał podpuszczając go lekko. – Będziesz zobowiązany do tego, aby zawsze być w moim towarzystwie dobry? – rozbawienie nie znikało z jego twarzy. Naprawdę dobrze bawił się rozmawiając z Saurielem. Zawsze wiedział, że był w towarzystwie Fergusa, ale jakoś nie przywiązywał do tego wagi. Była między nimi delikatna różnica wieku i chyba to sprawiało, że nie był zainteresowany przyjaciółmi kuzyna.
Gdy poczuł fajki pod palcami bez problemu wyjął jedną z nich i wsunął ja między wargi. Chwila prawdy. Już dawno zapomniał jak pachną i jaki smak mają. Końcem różdżki podpalił sobie papierosa i zaciągnął się, a to zaciągnięcie przeszło od razu w kaszel.
– Paskudne – mruknął niezadowolony nadal lekko się dusząc. – Zapomniałem jakie są paskudne – dodał trzymając papierocha w dłoni, ale znowu się zaciągnął. Złość na obcego, napadającego ślepych ludzi mężczyznę gdzieś minęła, a pojawiła się złość na śmierdzące papierowych. Zaciągnął się znowu słuchając słów Sauriela. Zaczynał się powoli przyzwyczajać do gryzącego uczucia w gardle, które było zaskakująco w tym momencie mu potrzebne. Na twarzy malowała się konsternacja, ale też zadowolenie, że doświadczył znowu czegoś nowego. Miał ochotę się śmiać, ale tego nie zrobił.
– Tak, pierdolić. – Przeklną. Mało przeklinał, raczej nie kaleczył języka brzydkimi słowami, ale to jak powiedział to Sauriel brzmiało dziwnie fajnie. W końcu zdecydował się ruszyć, a nogi nawet dobrze mu działały. – Szczerze ci powiem, ale lubię mimo wszystko ludzi. Może i są czasami głupi, może i są czasami bardziej ślepi niż ja, ale lubię ich, a samotność tworzymy sobie sami, bo definicją braku samotności jest posiadanie ludzi przy sobie, a przecież to nie inni nas definiują, a my sami, więc jeśli sam ze sobą nie czujesz się sam to nie jesteś samotni, a ludzie zaczynają być tylko dodatkiem. Eksperymentem, który można analizować w głowie i się z nim po prostu bawić – odpowiedział i cicho parsknął na jego ponaglenia. – Mam naprawdę spoko nogi, nie obrażaj ich – fajek, który trzymał w dłoni tlił się szybko, a Dellian pociągał go zdecydowanie wolniej niż inni palacze. Jednak nadal nie przepadał za ich smrodem i zapachem.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)