• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[17 maja 1972] Cień Williama Wachera

[17 maja 1972] Cień Williama Wachera
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#11
30.07.2023, 12:48  ✶  

Zgadza się. Byli ludzie bardziej podatni na zmiany, tak i dzieci bardziej podatne na konkretny sposób wychowania. Saurielowi się to w zasadzie nie zmieniło od dziecka. Jasnee, był już chłopem - młodym i takim, co się nie postarzeje z wyglądu, ale wiekowo był już dorosłym mężczyzną. Ale dzieciak siedział w nim nadal i czarnowłosy w zasadzie czasem chętnie nawet dawał temu ujście. Bo na przykład chciał zrobić czekoladki, albo wciągnęła go jakaś zabawa czy dosłownie - zabawka. Jak ruszający się lizak na ten przykład. Wiedział dobrze, co na niego najlepiej działa - marchewka. Nie kij, bo nawet jak bał się tego kija i pod niego ustawiał, to w końcu mijał strach, znowu narastała frustracja, pojawiała się agresja i potrzeba złamania kija. A za marchewką biegał jak bobas, którego wabiło się ulubioną watą cukrową. Każdy potrzebował docenienia. Każdy potrzebował tego, żeby ktoś mu powiedział, że robi dobrze. Każdy potrzebował czułości i ciepła. Jedni potrzebowali tego więcej, inni w minimalnych dawkach, bo byli introwertykami od urodzenia. U dzieci było to wszystko jeszcze bardziej istotne, bo przecież to były niewinne stworzenia. Dopiero świat je psuł i wciskał im schemat zachowań, żeby dopasować je do panującej rzeczywistości.

- Nie lubię ściemniać. - Może to było dla niej oczywiste? Jakoś tak... poczuł potrzebę, żeby o tym powiedzieć. Uważał to za brzydkie, że jej powiedział wprost, że musi kłamać. Tak, kłamstwo, morderstwo, kradzież - wszystko to było złe. Trudno. Akurat tak było trzeba. - W każdym wydaniu to upierdliwe. Rozkojarzysz się raz i możesz mieć przesrane. - Jeszcze gorzej, kiedy trafiało się na tak zwanego "godnego przeciwnika", który dopytywał, gnębił i szperał i zaczynał zauważać nieprawidłowości. Kłamstwo jednak, niestety, weszło mu już pod skórę i nie sprawiało problemów. Bo prawda musiała być dla otoczenia. Ty swoją własną miałeś w Puszcze Pandory. Pewnie Victoria, z koniecznością zachowywania pewnych tajemnic w pracy, też miała gdzieś brudy o których chciałaby opowiedzieć, a niekoniecznie mogła. I zapytana też musiałaby skłamać... albo powiedzieć, że mówić o tym nie może. Gdzie to drugie nie zawsze było po prostu rozwiązaniem. Szczególnie, kiedy akurat czegoś od kogoś potrzebowałeś.

Uśmiechnął się pod nosem i przymknął oczy, słysząc następne słowa kobiety. To o sypaniu i o wersji wydarzeń. Był tak mocno skupiony, żeby dobrać się do dupy tamtej dwójki, że nawet tak na to nie spojrzał. No i znów - niby największa oczywistość. Ale łatwo ją zgubić, kiedy jesteś wszechwiedzącym autorem tej ściemy. To nawet nie była ściema. Jego wiedza kończyła się tam, gdzie już go w areszcie nie było. Nikt normalny by mu szczegółów śledztwa nie podał. Więc tak było trochę miotania się, zbyt banalne zaprzeczanie, że nie, nie, stary, przecież to nie ja... Jasne, wystarczyło na początku. A kiedy, jak zostało wspomniane, pojawiał się ktoś, kto drążył to należało mieć przygotowaną odpowiednią ściemę. Cała bajeczka, która mogła zostać wydana. Czy William był tchórzem? Sauriel tak uważał. Dlatego też uważał, że to nie on sam postanowił zrobić ten atak, że to nie on był odpowiedzialny za stworzenie tego dziwnego narkotyku, który otumaniał zapachem. Był tylko dnem piramidy. Dobrze byłoby się dostać do góry... ale czarnowłosy wolał sam się od tego odciąć, niż drążyć z ryzykiem, że Brenna się pojawi z "no siema!" i swoim poważnym wyrazem twarzy. Wielka baba na Nokturnie. Mieli tu kilka jeszcze większych bab. Oparł kciuk o czoło, pozwalając papierosowi dogasnąć. Rzucił go na bruk i spojrzał z uniesionymi brwiami na Victorię. Nie, oczywiście, że nie zamierzał siedzieć bezczynnie. Jakby było trzeba to by się zaciągnął, żeby nająć lepszych w takich poszukiwaniach od niego. Co było też niewygodne, bo mogłoby też gdzieś pozostawić ślady. Ale Viki... Viki znała się na zabezpieczeniach... tylko czy to był dobry pomysł? Przez moment milczał.

- Zgoda. Łyknij jakiś eliksir wielosokowy. Możemy się tu spotkać jutro. - Chyba rozumiało się samo przez się, że nie pokaże się z Victorią... Victorią na ulicach Nokturnu. Wcześniej może to przeszło, ale na pewno nie teraz, kiedy zrobił się szum w gazetach.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#12
30.07.2023, 14:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.07.2023, 16:19 przez Victoria Lestrange.)  

- Rozumiem. Ja też nie. Ale czasami niestety trzeba – nie zawsze miało się to, co się chciało, tym bardziej, jeśli to nie było wcale gigantyczne kłamstwo, a mogło zapewnić spokoju na tyle, by w innych momentach nie musieć tego robić i żyć… spokojnie. - To nie jest wcale duża ściema. Jasne, pchnąłeś machinę, ale tak szczerze, to nawet ja mogłam zgłosić, że znalazłam cię na Pokątnej przyćpanego jakimś gównem i ewidentnie rannego – ta, wiedzieli to od Sauriela, ale nie musieli. Victoria też była tutaj pewnym świadkiem. Nie zgłosiła tego, bo nie chciała mu robić większych problemów. Wiedzieli o Williamie, bo Sauriel nie uważał i rzucił się na niego w knajpie pełnej ludzi. To jasne, że byłby po tym poszukiwany. A resztę przecież wygadał sam, był w tym znacznie większym kapusiem niż Sauriel. - Tak całkiem szczerze, twoja rola w tym wszystkim była malutka. Sami są sobie winni że zostawili cię w tym zaułku – i przede wszystkim sami sobie byli winni, że w ogóle chcieli w ten sposób sprzątnąć Sauriela. Tego jednak nie powiedziała na głos.

Victoria nie wiedziała, czy William był tchórzem, natomiast skoro Brenna zrobiła nalot na ich dziuplę, to wychodziło, że jednak tak. Musiał sypnąć kolegów. I to on powinien mieć problem, nie Sauriel. Dlatego też stwierdziła, że musiał narobić w majtki ze strachu, bo inaczej trzymałby gębę na kłódkę, skoro tutaj reputacja nie-kapusia jest taka ważna.

Czasami rozmowa z drugą osobą pozwalała otworzyć oczy. Wydawało jej się, że mówi mu same oczywistości, że prawi frazesy i nie jest zbyt pomocna, bo nie miała gotowego rozwiązania na sytuację – i prawdę mówiąc trochę ją to irytowało, że nie umiała nic pomocnego wymyślić. Nie sądziła, że przedstawiając mu to wszystko też pomaga. Że pozwala mu to ułożyć w głowie wersję, której powinien się trzymać i która jest naprawdę wiarygodna. Zaszczepienie w innych wiary, że to cała prawda, mogło być w tym wypadku akurat kluczowe.

- Jakiś. Sauriel, będę musiała go łykać co godzinę – nie wiedziała, czy on był świadomy jak to działa. Jasne, miała gdzieś zapas, musiałaby być durna, gdyby nie miała, ale musiałaby dobrze przemyśleć w kogo się zamienić… i mieć zapas włosów. Ach kurna. Upierdliwe i nieco problematyczne. A szum w gazetach… Szum w gazetach to się dopiero zrobi. Ale może ostrożności faktycznie nie zaszkodzi… tylko jak nie wyliczy dobrze czasu to dopiero zwróci na siebie uwagę. - Dobrze, może być jutro – nocne wypady na Nokturn, gdzie już ubiór i makijaż robił swoje, w półmroku nie tak łatwo było rozpoznać że dana osoba to ta sama, o której piszą w gazetach. Ale jeśli wolał tak…  Sama jeszcze dopaliła papierosa. Czuła też, że od niego trochę kręci jej się w głowie, nie lubiła tego uczucia.

Sprawę jednak mieli jasną, mogli się więc rozejść. Victoria upewniła się, że papieros zgasł, przydeptując go obcasem, następnie wyciągnęła różdżkę, by upewnić się, że nie śmierdzi dymem papierosa.

- Czuj się zaproszony na arbuza - rzuciła jeszcze na odchodne. Tak jak się nie przywitali, tak się nie pożegnali.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (3296), Victoria Lestrange (2773)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa