Wygodnie? Jakoś skupił się bardzo na tym, że kobiety zazwyczaj to narzekały na swoje kreacje. Gdzieś po kątach w bogatych salach, gdzie trzeba było zachowywać się godnie, nosić uśmiech na ustach i udawać każdy ze słanych uśmiechów. Wystarczyło się przysłuchać, popatrzyć i nagle te uśmiechy się gdzieś rozpływały. Tak, nagle. Magia. Fałsz ludzi był doprawdy słodki, Sauriel się przyzwyczaił, że to przecież normy czystej krwi. I dlatego też nie chciał tam przebywać. Nie chciał się stosować do tych norm społecznych. Tylko czasami naprawdę trzeba było... ucieczki balkonami było jego standardową procedurą z tych wszystkich nudnych do porzygu przyjęć.
- Nie sądzę. - Ale powiedział to z wystawionymi kłami w uśmiechu, bo może i nie miał nadmiernie wykształtowanej wyobraźni pod względem plastycznym, tak tutaj naprawdę potrafił sobie powiedzieć, że mógłby SPRÓBOWAĆ. Ale gra musiałaby być warta świeczki... Gdyby tutaj wszedł jakiś dobry zakładzik to byłoby idealnie... Kusiło wręcz przeciągnąć strunę, zeby się publicznie Viki pokazała w tym seksi wdzianku, które ona uważała za strój BUMowca, a on za strój kurwy, bo był absolutnie seksi. I nie, niee, oczywiście nie chciał jej zaszkodzić, ani żeby jej to nie urągało, dlatego nic nie powiedział. Zresztą sam sobie zaraz zepsuł zabawę, bo pomyślał, że w aktualnej sytuacji za łatwo by było na kryzys. To jest - ktoś by niepotrzebnie zrobił zdjęcie, akurat dziennikarz by siedział w knajpie itede... bo to mało przypadków po ludziach chodziło? Sauriel sądził, że jeszcze trochę i zostanie paranoikiem w całym spisie dziwnych sytuacji, jakie mu się przytrafiały. Natomiast na pewno nie odebrał słów Victorii jako groźby. - Hehehe, po połowie twoich drinków to ty już będziesz łatwa, a ja nadal trzeźwy. - Uśmiechnął się lisio, paskudnie. Pokazcie mi palcem ludzi, którzy po pijaku nie mają głupich pomysłów! Każdy miał głupie pomysły, czar nietrzeźwości i jego klątwa zarazem, dlatego czasem warto było uważać, z kim się aktualnie baluje, bo konsekwencje czasami mogły być naprawdę nieciekawe.
- Dzięki, Sherlocku. - Uśmiechnął się cynicznie, kiedy posłała zauważenie, że ktoś tu się z kimś nawalał. W zasadzie ciężko było powiedzieć, czy to sprzed paru dni, czy może jeszcze jakieś starsze. Pewnie to z wizyty BUM w tym miejscu. Nie chciał włazić na górę, ale w zasadzie to jak coś znajdzie to po co ma potem łazić? Więc w sumie się ruszył za nią, rozglądając po korytarzach, w których był wcześniej. - Jakby co miało ci wypaść z ręki? - Kompletnie nie zrozumiał. Eliksir, który łyknęła? Który łykała? Matko, to było aż takie paskudne? Sauriel nawet nie chciał się przekonywać na własnej skórze. Victorią miotało prawie jak szatanem. To tak ma być? Czy to coś jak nie wiem, nietolerancja laktozy? Czy to, to aż tak paskudne? - Geez, kobietko... następnym razem sobie darujemy takie wypady. - Powiedział ciągle zaskoczony tym, co właśnie zobaczył, asekurując jej pion.
Mówienie o "korytarzach" było sporym przebarwieniem opisu lokacji. Właściwie jeden prosty korytarz i tyle. Drzwi były pootwierane, albo wręcz nie było ich wcale i pozostała tylko framuga i drzwi wspomnienie. Sauriel mimo tego, ze już tu był i wszystko już przejrzał bardzo dokładnie, rozglądał się znowu w myśl myśli bardzo głupiej, że "a nóż widelec coś przeoczyłem". Przez pierwsze minuty obserwował ruch różdżki Victorii, która sprawdzała każdą ścianę, żeby wręcz nie powiedzieć - każdy milimetr. I w końcu coś znalazła. Coś, czego tam wcześniej na pewno nie było - no tego się przeoczyć po prostu nie dało. Więc było jednak zakryte jakimś czarem. Nie żeby to go wielce dziwiło, ale chyba właśnie o to chodzi - umieścić tam, gdzie nikt nie będzie szukać. A przynajmniej nie czegoś takiego.
- Wiem już, gdzie są. - Oświadczył, patrząc na ten symbol. Albo raczej - u kogo się schowali. A to wystarczyło. Przynajmniej miał nadzieję, że wystarczy.
W tym czasie nieproszeni goście już weszli do budynku, cicho i ostrożnie. Sauriel właśnie tyle słyszał - nic. Skupiony przez dłuższy moment na symbolu, łącząc wątki i szukając odpowiedzi. A oni weszli do wnętrza, zamykając za sobą cicho drzwi, przeszli przez korytarz na parterze i sami się zatrzymali, żeby nasłuchiwać. Znaleźć osoby, które tu wtargnęły... a które spodziewali się, że będą zupełnie kimś innym niż ta dwójka, która teraz buszowała po piętrze. Różnica polegała na tym, że Victoria i Sauriel swojej obecności nie kryli.
- Nie musimy dalej tu latać, cokolwiek tu jest to pal licho. Potrzebuję, żebyś sprawdziła jeszcze oznaczone miejsce i cię uwalniam. - Uniósł ręce, jakby się poddawał bo mieli do niego strzelać. Noo, bo może Victoria chciała go jednak zastrzelić?
Percepcja check
Akcja nieudana
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.